Close
Close

5 produktów spożywczych, których nie da się otworzyć i odstawić

Skip to entry content

Są rzeczy na tym świecie, które się dietetykom nie śniły. Choćbyś nie wiem jak silną miał silną wolę, to jest jedzenie, przy którym słabnie jak Superman przy kryptonicie. I to nie słabnie na zasadzie, że weźmiesz kęsa albo trzy. Są takie rarytasy, przy których człowiek robi oczy jak Czarodziejka Z Księżyca i zaczyna ślinić się jakby miał dostać padaczki. I nie przestaje, dopóki nie zeżre całego.

Przy czym nie chodzi tu o ulubione dania. Potrawy mają to do siebie, że zjada się je w całości. Chodzi o produkty spożywcze, których po otworzeniu nie da się odstawić. Mają tak specyficzny smak, tak uzależniająco łechcą kubki smakowe, że nie da się ich zjeść tylko trochę. Nie da się przestać w połowie i zostawić na jutro. Chowanie do lodówki na później nie działa.

Mózg każe jeść. Jeść, aż język nie zatrzyma się na opuszkach palców. To po prostu uzależniające jedzenie.

 

Szynka parmeńska

Prosciutto Crudo - szynka parmeńska

Rzecz droga i jak na polskie warunki wciąż egzotyczna/niepopularna. Zazwyczaj na stoły wjeżdża z okazji świąt, komuni i urodzin. Rzadziej pogrzebów. Najlepsza z Delikatesów 13, ale nie zawsze jest czas, żeby po szynkę specjalnie biegać na Rynek. Zawsze obiecuję sobie, że zostawię połowę i zjem na drugi dzień z melonem. Jeszcze nigdy mi się nie udało.

 

Mini salami pleśniowe

Salami Snakcs - snacki pleśniowe

Pierwszy raz pleśniowych kiełbas próbowałem 2 lata temu podczas pierwszej wizyty w Paryżu, ale nie zwróciłem na nie specjalnej uwagi. Nie żeby mi nie smakowały, wręcz przeciwnie. Wszystko mi tam smakowało, dlatego trudno było zapamiętać tę jedną jedyną kiełbaskę. Kiedy wpadłem na nią podczas zakupów w Tesco, zrozumiałem, że to nie przypadek. To miłość. A fakt, że jest w formie takich malutkich ogonków sprawia, że nawet nie wiesz, kiedy pochłaniasz ją całą.

 

Smoothie z truskawek i bananów

strawberry banana smoothie

To z kolei odkrycie z wyprawy do Londynu szlakiem polskich rodzin. Po pierwszej wypłacie stwierdziliśmy, że zaszalejemy i wydamy całego funciaka na koktajl. Biorąc pod uwagę, że mieliśmy wtedy zawrotny budżet – 5 funtów na dzień na WSZYSTKO – to było to naprawdę dużo. Ale było warto. Jeden z lepszych smoothiesów jaki piłem.

 

Lody Carte Dor Creme Brulee

Carte Dor - Creme Brulee

Kiedyś już pisałem, że mógłbym zostać ambasadorem tych lodów albo nawet maskotką. Ten palony cukier rozsadza mózg. Nie wiem czy dodają do tego narkotyków, czy tylko polskiej amfetaminy, ale to uzależnia. Co dziwne, gdy opanuje się cukrowe omamienie, wyraźnie czuć smak masła. I to masło dalej smakuje! Czujecie?

 

Mleczko w tubce

mleczko w tubce

Doszliśmy do kozaka i to w dodatku klasyka. Chciałbym rzucić jakąś lotną metaforę albo zabójcze porównanie, ale w obliczu tego kultowego smakołyka wszystko jest miałkie. Kto nie jadł tego w podstawówce, ten nie wie co to szczęśliwe dzieciństwo.

 

Więcej, więcej, więcej!

Tak – jestem masochistą. Tak – potrzebuję więcej uzależnień. Tak – chcę żebyś podał swoje typy szamy, której nie da się tak po prostu otworzyć i odstawić na jutro. Trzeba zjeść natychmiast! Całą!

(niżej jest kolejny tekst)

119
Dodaj komentarz

avatar
80 Comment threads
39 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
84 Comment authors
MarikaSenioritaKrukiAnn GayleDagmara Białek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Thoughts Blender
Gość

Proszę bardzo :)
1. Ogórki kiszone mojej mamy (i tylko te!). Cały słoik idzie w parę chwil
2. M&Ms
3. Żelki Haribo
4. 30 dag dobrego, francuskiego sera np. Delice de Bourgogne
(zgadzam się co do szynki parmeńskiej i mleka w tubce, pozostałych nie próbowałam)

Jan Favre
Gość

O właśnie, dobrze, że wspomniałeś o żelkach bo od razu przypomniały mi się te biało-różowe pianki Jo-Jo.Nie jadłem ich z 8 lat, muszę sprawdzić, czy dalej uzależniają tak samo.

Da Ga
Gość
Da Ga

Obecnie smakują obrzydliwie. Chciałam wrócić do smaku dzieciństwa i sobie je kupiłam. Zjadłam 3 bo szkoda mi było wydanej kasy, więcej nie dałam rady.

Karolina Franieczek | Życie Me
Gość

Czekolada (nawet największa tabliczka znika jakby była najmniejszym batonikiem), ciastka maści wszelkiej (mąż pyta: Zjemy ciastka? A będziesz je jadł? Będę. No więc otwieram paczkę, on zjada jedno/dwa, a ja całą resztę), mleko w tubce (moja miłość od dzieciństwa), paluszki, etc.

FashandRoll
Gość

Ser smażony. Jeszcze nigdy nie udało mi się go odstawić do lodówki.

KassWarz
Gość

Ja mam tak z serami pleśniowymi, z chipsami (ale to oczywiste) i z kabanosami- nie ma opcji bym przestała je wcinać dopóki się nie skończą. Plus szynka parmeńska – why????? :)

Jan Favre
Gość

Mnie z trudem, ale z serami pleśniowym czasem udaje się opanować, za to z tymi cienkimi mini kabanoskami jest już gorzej.

Nika Kowalska
Gość
Nika Kowalska

cienkie kabanoski od Tarczyńskiego raz wyciągnięte z lodówki już do niej nie wracają :(

Aurora
Gość

Ja mam tak z popcornem (czasami tylko po to chodzę do kina, acz ten domowy i tak najlepsiejszy), arbuzem, pizzą, czereśniami i… piwem imbirowym (podczas, gdy, tzw. normalne piwo piję od wielkiego dzwona).

Nota bene, wczoraj zeżarłam domową pizzę z szynką parmeńską :P

Maciej Trojanowicz
Gość

Zapraszam do mnie na popcorn. Podobno wymiata. Nie wiem, bo zanim o tym pomyślę, już go nie ma.

Aurora
Gość

Szykuj zdwojoną dawkę, jestem w Krk next week ;)

Maciej Trojanowicz
Gość

To fajnie, ja w Wawie. :P

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

– No i jak ta panna?

– Która?

– Nie udawaj, że jest ich więcej niż jedna, ta, z którą miałeś iść do MOCAKu.

– Aaa, ta…

– No?

– No, taka, sympatyczna.

– Czyli nic nie będzie?

– Nic.

Większość facetów ma tę cechę – która różni ich od kobiet – że w przypadku zawodów miłosnych, rozczarowań damsko-męskich, czy po prostu porażek towarzyskich, nie jest zbyt wylewna. Nie ma barwnych opisów, obrazowych przykładów, czy homeryckich porównań. Nie ma rysowania portretu psychologicznego, wciągania słuchacza w kontekst historii i budowania napięcia. Cała wypowiedź zawęża się do jednego zdania, a postać niewiasty, z którą dane im było obcować, do jednego epitetu.

Jeśli relacjonując przebieg znajomości odnoszą się do aspektu wizualnego, z interpretacją ich odczuć jest dość prosto:

gruba = za gruba

wysoka = za wysoka

[emaillocker]

brzydka = nieatrakcyjnie ubrana i pomalowana

plastik = zbyt atrakcyjnie ubrana i pomalowana

ruda = ruda

Jeśli jednak nie same kwestie związane z wyglądem zaważyły na braku konsensusu, ale również cechy odnoszące się do osobowości, to jest już trudniej. Skwitowanie dziewczyny określeniem „głupia” może znaczyć, że ma niski iloraz inteligencji, niewielką wiedzę ogólną i wąskie zainteresowania, ale równie prawdopodobne jest, że po prostu nie śmiała się z jego żartów. Albo przegadała go używając słów, których nie rozumiał. Albo chciała związku do grobowej deski, a on tylko do śniadania. Albo 2589 innych rzeczy.

Jest tylko jedno określenie dziewczyny, które u każdego faceta znaczy to samo.

sympatyczna = aseksualna i nieciekawa

[/emaillocker]

supersamiec

„Lubię ładne rzeczy i chcę mieć na nie” zarapował w 2006 Dizkret w kawałku z Brudnymi Sercami i mimo upływu lat jego słowa nie tracą na aktualności. Przynajmniej dla mnie. Lubię ładne buty, bluzy, swetry, koszulki, kurtki, czapki i lubię wyglądać lepiej, niż typowy Janusz. Nie wiem, czy to kwestia próżności, czy tego, że ten świat jest zbudowany na fundamentach wizualnych i jakbym nie zaklinał rzeczywistości, to jednak szata zdobi człowieka. I często obrazuje jego wyjątkowość.

Dawno, dawno temu (gdy jeszcze nie ujawniałem facjaty, a dinozaury chodziły po ziemi) napisałem jak ubiera się moja Supergirl, czyli zestawienie blogów najlepszych szafiarek. Ciuchy tam były jak marzenie i nie mówię tego tylko dlatego, że dziewczyny wyglądały jak fantazja. Pora przerzucić piłeczkę zainteresowania na drugą połowę boiska i pokazać w czym chodzi SuperSamiec. I skąd brać inspiracje, żeby nie dać się wdeptać w szarość chodnika sandałami umocowanymi na skarpetach.

Poniżej 5 najbardziej stylowych facetów w polskiej blogosferze, podzielonych tematycznie na każdą okazję.

 

Na zebranie zarządu

1 Mr Vintage Michał Kędziora

Nigdy nie byłem fanem klasycznej elegancji, bo wydawała mi się nudna i przesadnie patetyczna. Mr Vintage swoim blogiem udowadnia, że nie musi tak być. Że zakładając marynarkę i pantofle nie trzeba równocześnie kastrować się z luzu. Jak po 30-stce otworzę swoją sieć kawiarni na spotkania strategiczne będę śmigał tylko w zestawach Michała.

 

Na premierę nowego filmu Tarantino

3 fashionable innovations

Adam z Fashionable Innovations, to wariat jakich mało. Przesadza, przekracza granice, jedzie po bandzie, prowokuje i widać, że się przy tym dobrze bawi. Gdyby Quentin wiedział o jego istnieniu, błagałby go o stylizowanie aktorów w swoich filmach. Albo przynajmniej chciał przybić piątkę.

 

Na jedno małe

4 Ekskluzywny Menel

Ekskluzywny Menel wjechał z buta w polską blogosferę i media. Prowadzi bloga ledwo rok, a już jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców w swojej kategorii. Ze wszystkich chłopaków w rankingu prezentuje stylówki najużyteczniejsze w kontekście dnia codziennego. Proste, wygodne, ale wciąż oryginalne. W sam raz na jedno małe. Góra dwa.

 

Na odbiór haraczu

2 Szarmant Roman Zaczkiewicz

Są takie momenty w życiu mężczyzny (poza ślubami i pogrzebami), że trzeba ubrać się jak Al Pacino. Albo jak Humphrey Bogart. Albo jak Wilk z Wallstreet. W takiej chwili zaczynasz rwać siwe włosy z potylicy i przeglądać wszystkie gangsterskie filmy z ostatnich dwóch dekad, po czym wchodzisz na blog Szarmanta.

 

Na pokazanie kto ma swag!

5 Vanitas

Myślisz, że prawdziwy swag jest tylko w Stanach? Że u nas nikt nie buja się jak Asap Rocky? Błąd! Vanitas pokazuje jak zrobić Amerykę w Polsce bez zmieniania koloru skóry. Nie wiem, czy to kwestia budowy ciała, zarostu, czy błękitnych oczu, ale ten gość we wszystkim wygląda mega naturalnie. I przede wszystkim dobrze. Polecam tego Allegrowicza.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!