Close
Close

„Hera, koka, hasz, LSD”, czyli jak zmarnować 36 000 złotych

Skip to entry content

Wczoraj światło dzienne ujrzał teledysk do kontrowersyjnej i – co wnioskuję z wypowiedzi autorki – mało przez kogo zrozumianej piosenki „Hera koka hasz LSD”. Pewnie przeszedłby bez echa, bo jest dużo mniej nośny niż sam utwór, gdyby nie sposób w jaki został sfinansowany. Otóż Karolina Czarnecka – autorka – postanowiła zdobyć pieniądze na klip przez portal crowdfundingowy – PolakPotrafi.pl. W skrócie działa to tak, że piszesz jaki masz pomysł, ile potrzebujesz i jeśli ludzie uznają, że to sensowne, zaczynają robić przelewy. Ot, takie oddolne wspieranie słusznych idei.

Hajs się zebrał, wideoklip się nakręcił, YouTube go udostępnił światu i zaczęła się burza gówna.

Gdzie tylko nie zostanie zalinkowany teledysk pojawia się fala komentarzy krytykujących go, a przede wszystkim Karolinę, na szereg sposobów. Że zmarnowała 36 000 złotych i powinna oddać pieniądze. Że taki klip to można by nakręcić za stówkę, a nie taką górę siana. Zresztą ze szwagrem zrobilibyśmy to za flaszkę. Że nudy, w klipie nic się nie dzieje i amatorka, bo nie ma laserów ani green boxa. Że teledysk w ogóle nie łączy się z piosenką, bo ani koki, ani haszu, ani nawet SLD nie ma. A wszyscy szykowali się na mocną wiksę i wciąganie węgorzy w rytm stroboskopu.

Czytam te komentarze i zastanawiam się, czy komuś przypadkiem sufit na głowę nie spadł. Albo czy nie zapomniał włożyć protezy mózgu przed wejściem do internetu.

Po pierwsze, to teledysk nie kosztował 36 000zł, tylko 8 000zł. Pozostałe 28 000zł zostanie wykorzystane na nagranie płyty i zorganizowanie recitalu piosenki aktorskiej. Jest to tak wyraźnie napisane, jak się da, na stronie ze zbiórką. No, ale żeby to wiedzieć, trzeba by na nią wejść, a nie bazować na informacji znikąd.

Po drugie, cieszy mnie bardzo, że oprócz polityki i piłki nożnej, jako ogół, znamy się też świetnie na wycenie produkcji filmowych. Rozumiem, że każdy z komentujących dziesiątki razy wynajmował kamery filmowe, kostiumy dla aktorów, pomieszczenia, tworzył w nich scenografię i zatrudniał statystów i epizodystów, że doskonale wie ile takie rzeczy kosztują. I przede wszystkim, że ma na tyle duże rozeznanie, by móc powiedzieć, że to za drogo. Już pomijam, że w kwotę którą zbierała Karolina wchodził też koszt nagrania utworu w studio oraz zmiksowania go.

To coś na zasadzie, że każdy internauta świetnie wie ile kosztuje zaprojektowanie loga dla miasta, czy instytucji, więc robi aferę, że kilkanaście tysięcy, to za drogo. Brawo.

Po trzecie, skąd pomysł by rozliczać cudze pieniądze? Jeśli nie jesteś ani darczyńcą, ani organizatorem zbiórki, to jakim prawem chcesz zaglądać komuś do kieszeni i oceniać co zrobił z NIE TWOIMI pieniędzmi?

Po czwarte,  ten utwór nie propaguje narkotyków, dlatego teledysk też tego nie robi. Mam wrażenie, że zawiedzeni klipem są najbardziej Ci, którzy „Kokę, herę, hasz, LSD” odebrali jako afirmację walenia w kanał. I spodziewali się, że zobaczą sceny z kibli na Maydayu. Albo chociaż z vip roomu w Energy 2000. A tu Czarnecka zburzyła ich świat, bo nie było dyskoteki, tylko degeneraci w końcowym stadium rozkładu. Dajmy jej pstryczka w nos, niech sobie nie myśli, że może interpretować swój utwór jak jej się podoba.

Internauta potrafi.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • skorek skorek

    A najlepsze jest to że komentują to negatywnie osoby które nie dały ani jednego grosza na powstanie tego teledysku i nie rozumieją przesłania jakie autorka zawarła w tym klipie i zazdroszczą że komuś w końcu udało się przyciągnąć uwagę i zrobić coś co warto obejrzeć i posłuchać

  • Ana

    A mi się ciśnie na usta: a to Polska właśnie. Tak było, jest i będzie, a czytanie ze zrozumieniem (i słuchanie, i oglądanie, i w ogóle wszystko robione z tymże) przychodzi w naszym społeczeństwie coraz trudniej. Mimo coraz łatwiejszego dostępu do – choćby – edukacji. I stąd takie, a nie inne oceny klipu.

    Z drugiej strony, albo za mało internetów przejrzałam, albo przeglądam zupełnie inne ich strony. Ja trafiałam na raczej pozytywny odbiór klipu.

  • Pingback: Chica Week #7 | Chica Mala()

  • JD

    Mi sie cały teleysk skojarzył bardzo z teledyskiem grupy „The knife” Pas this on … podobny. nawet bardzo …

  • Genialnie napisane. Ostatnio jakoś częściej zwracam uwagę na fakt, że każdy każdemu zagląda po kieszeniach i wytyka każdą złotówkę… oczywiście najgłośniej ci, którzy nie robią kompletnie nic. Smutne…

  • To co się dzieje, to jakaś makabra. Czy większość Polaków z zawiści nie może przełknąć, że komuś się coś udało? Ludzie, zróbcie coś sami zamiast siedzieć całe dni na internecie i propagując nienawiść

  • A już miałam zapisać się na Polak Potrafi… Teraz raz jeszcze przemyślę, czy warto, by potem użerać się z rozliczającymi cię Polakami ;)

    • Saga Sachnik

      Nie wszyscy Polacy są rąbnięci. Niektórzy np. nie mają komputerów.

  • Generalnie założenia masz trafne ale czasem przestrzeliwujesz się ze swoją opinią. Bo ja na przykład doskonale znam realia, co więcej jestem jedną z osób która chętnie przyłożyła swój numer konta do tego projektu. Więc jakby czuje się trochę bardziej upoważniona do tego by sobie coś tam napisać.

    Z wypiekami na twarzy klip włączyłam, a potem on się skończył a ja wyłączyłam okno i nie zamierzam go już więcej otwierać. Tam nie ma magentyzmu i warstw które masz ochotę oglądac znów i znow by się ich dopatrzyć. Wieje nudą i brakiem napięcia. I nie, napięcie to nie jest jedna pani która płacze i się rzuca w ostatniej minucie i to przez kilka sekund.
    Nie chodzi już o to, że wykonanie kawałka w identyczny sposób jak to było na PPA ale z wypraniej ekspresji i magnetyzmu. Ale przede wszystkim o to jak wiele można byłoby zrobić na warstwie mniej bezpośredniej tylko trochę bardziej metaforycznej. Ci siedzący ludzie są super. Jestem w nich zakochana, uwieliam ten ładny rodzaj brzydoty. Ale potencjał pokazania ich wykorzystano na 10%. Fajnie, że mamy tu marazm, zapadanie się i błędny wzrok. Ale nie fajnie że przez cały czas. Nawet powolne teledyski mają swoją dynamikę i nie jest to detal na ręce wokalistki która robi ludzika.
    Nie chodzi o lasery, bajery, greenboxy. Chodzi o to by człowiek po obejrzeniu klipa chciał go włączyć jeszcze raz. A ten taki nie jest.
    I nie dlatego, że „o boże szkoda siana, który wyłożłam” tylko dlatego, że tak to po prostu odbieram. Bez żalu. Raczej z wzruszeniem ramion, że no cóż, bywa.

  • Nie zgodzę się, że SLD na teledysku nie ma. Połowa tych ludzi wygląda na parlamentarzystów :)

  • Szczerze mówiąc dla mnie muzyka pod każdą postacią jest bardzo podobna do książek. Każdy z nas ma w głowie inne sceny i obrazy oraz postaci. Stąd pewnie zawiedzeni fani.
    A co do pieniędzy to chyba zawsze tak już będzie. Mentalność niektórych osobników nie pozwala im przejść obojętnie obok sporej kasy, która na domiar złego nie trafiła do ich kieszeni.

  • Saga Sachnik

    Przecież w Polsce wszystko da się załatwić taniej, po znajomości etc. Założę się, że pewnie rybki musiały się z kimś przespać, żeby w ogóle dostać swoje kilka sekund na ekranie. Żenada.

  • aventia

    Boże, już myślałam, że i Ty ją skrytykujesz.

    • Ten nagłówek, to taki test, na sprawdzenie ile osób jest tl;dr ;)

      • aventia

        Mogłam się spodziewać, mój błąd :)

      • Saga Sachnik

        Favre znowu hejtuje!!!111

  • welcomeBepp

    ile Ci zaplacila ? dwa piwa ?

  • bardzo dobry teledysk, świetnie ograła temat przez to przeciwstawienie tekstu do obrazu. brawo.
    poza tym muzycznie ciekawe, i głos fajny. dobrze, że nie boi się śpiewać

  • Tak swoją drogą, to dyskotekę można zobaczyć u Urbańskiej … I jakoś też nikt się nie zachwycał ;)

  • Łukasz Drobnik

    Generalnie widać spory zawód tych, którzy tekstu zrozumieć i zinterpretować nie potrafią, a jak dostaną obrazek, który wali prosto z mostu, to im się kolorowy i prostacki model świata burzy. Taka szkoda. Ojej.
    I w sumie to dość dobrze świadczy o artyście i sile przekazu – jednak daje do myślenia, porusza trudne tematy w niewygodny sposób. Fajne, że jeszcze tacy są.

    • Agata Edward Aaron Krajewska

      Szkoda też, że jeśli komuś „nie gra’ ten teledysk z piosenką, to od razu jest wkładany do szufladki „ci, którzy tekstu zrozumieć i zinterpretować nie potrafią’.

      Ja tam jakoś zawiedziona strasznie nie jestem, płakać nie będę, ale – trochę mi szkoda, że właśnie ta teledyskowa ilustracja jest właśnie wyjątkowo prosto przełożona na prawie że kampanię antynarkotykową. No cóż, widocznie musi być morał mocno zaznaczony, nie może być tak „więcej inteligentnie, z niedopowiedzeniem”, jak to onegdaj majster namawiał.

      • Łukasz Drobnik

        „więcej inteligentnie, z niedopowiedzeniem” jest w tekście piosenki, a
        zobacz sobie komentarze pod oryginalnym nagraniem z Przeglądu Piosenki
        Aktorskiej, a także niestety pod teledyskiem – całe mnóstwo ludzi nie
        rozumie tego inteligentnego niedopowiedzenia. I to jest powód, dla
        którego teledysk jest wprost, bez niedopowiedzeń. Tekst ma wydźwięk
        antynarkotykowy, jednak tak dużo ludzi tego nie kuma – ba oczekują wręcz
        adresu dealera i cennika na koniec – że nie ma innego wyjścia, jak
        pokazać o co chodzi w piosence.
        A jeśli komuś poprostu nie gra
        teledysk to nic mi do tego. Nie ma takiego filmu, teledysku, dowolnego
        innego utworu, który by każdemu pasował.

    • Czyżby? A może widać wyraźne uogólnienie?

      Zakładasz, że ktoś bez żalu, bólu czterech liter i przekraczania granic sakrum profanum egzaltacji może mieć inne zdanie niż zachwyt? Nie każdy lubi teledyski pisane neonowymi litermi „patrzcie to jest zło, o patrz tutaj”. Ktoś kogo bardziej rajcują niedopowiedzenia nie będzie się jarał łopatologią. Tak trudno to pojąć bez obrażania rzeszy ludzi z trochę inną estetyką?

      • Łukasz Drobnik

        Nie, nie zakładam. Może Ci się nie podobać. Szkoda, że założyłeś, że skoro teledysk Ci się nie podoba, to znaczy, że Cię w jakiś sposób negatywnie oceniam. Sam się do tego wora wsadziłeś i postanowiłeś obrazić. Nie wiem czy nie doczytałeś wpisu StayFly, czy mojego komentarza do końca (oba mają podobne znaczenie).
        Pisałem o tych, którzy nie kumają, że ten utwór ma antynarkotykowe przesłanie i przez to piszą, że jest do bani. Jest to też problem dla artystki i stąd jej wybór takiej, a nie innej formy teledysku. Niedopowiedzenia są w piosence i się nie sprawdziły w odpowiednim stopniu, bo skoro przesłanie jest społecznie istotne, to warto, żeby docierało szeroko i otwierało oczy, tym którzy je mają zamknięte. Nie wiem ile % komentujących uważa tę piosenkę za fajny tekst o dragach – ale wydaje mi się że sporo – 1/3? 1/2? Przynajmniej taki smutny obraz widać w komentarzach na YT.
        Naprawdę nie prowadzę krucjaty „jeśli uważasz, że te kadry są brzydkie, to jesteś idiotą i pewnie popierasz narkotyki”. Daleki jestem od tego. Zwłaszcza, że też jestem realizatorem filmów i zrobiłbym ten teledysk zupełnie inaczej. Ale uprzedzam – z równie prostą historią, żeby właśnie wstrząsnąć tymi, którzy oceniają piosenkę tylko po referenie, jako reklamę.

        • Obawiam się iż masz drobne problemy z rozumieniem treści pisanej i wyrażaniem się w słowach. Na pytanie odpowiadasz negatywnie ale dajesz możliwość, że może mi się nie podobać. To w końcu mogę mieć odmienne zdanie od zachwytu czy nie?

          „Generalnie widać spory zawód tych, którzy tekstu zrozumieć i
          zinterpretować nie potrafią, a jak dostaną obrazek, który wali prosto z
          mostu, to im się kolorowy i prostacki model świata burzy. ”

          Sorry to nie są miłe słowa dla kogoś kto się czuje i owszem zawiedziony obrazkiem. Nie dlatego, że nie posiada głębokiej treści i przesłania ale dlatego, że zwyczajnie nie magnetyzuje o czym pisałam w innym komentarzu tutaj. I wybacz ale Janek wyraził się bardzo dokładnie i nie obraził ludzi którzy mają inne zdanie; Ty to zrobiłeś. Być może przez przypadek ale jednak wybija się z tych liter swojego rodzaju politowanie dla tych którzy nie klaszczą „o łał, ale super pięknie, takie głebokie”.
          Nie chodzi o krucjatę, tylko o sposób wypowiedzi, który uderza w niefajne tony.

          A i btw. założyłAŚ, wsadziłAŚ, postanowiłAŚ, doczytałAŚ. Wiem, że zdjęcie kobiety w miniaturce może być mylące podobnie jak nazwa, ale serio jestem kobietą. Pozdrawiam.

          • Łukasz Drobnik

            Rzeczywiście – nie zauważyłem na miniaturce – przepraszam.

            Czyli mam rozumieć, że Twój obraz świata (a przynajmniej tego fragmentu, który jest związany z treścią piosenki) się zburzył skoro czujesz się zawiedziona obrazkiem? Tym samym, sama postanawiasz się obrazić moją wypowiedzią. Ona w dalszym ciągu nie dotyczy tych, którym się teledysk nie podoba, tylko tych, którzy nie rozumieją przesłania w treści tego utworu. I nie chodzi o klaskanie dla teledysku, tylko o zrozumienie przekazu utworu (w tekście jest niewprost, w teledysku jest wprost).

            O problemach ze zrozumieniem tekstu i jego wyrażania w formie pisemnej moglibyśmy jeszcze długo rozmawiać, dlatego jeszcze raz – przepraszam za złą formę i kończę temat.

            PS. Obrażanie ludzi, którzy nie rozumieją takich utworów jak ten, i dla których kolorowy świat imprez i narkotyków jest szczytem marzeń naprawdę nie powoduje u mnie żadnych wyrzutów sumienia. Nie lubię poprawności politycznej.

          • To ja przepraszam, że się bez potrzeby uniosłam :)

  • zgadzam się. kurde, jeśli ludzie poparli jej pomysł i sami z siebie rzucili groszem, to szczerze nie widzę problemu.

    mam wrażenie, że ludźmi kieruje wyłącznie zazdrośc, zazdrośc i jeszcze raz zazdrość… bo Karolia naprawdę potrafi.

  • Agata Piętak

    ‚założyć protezę mózgu przed wejściem do internetu’ <3

  • Cała ta piosenka i teraz jeszcze teledysk to tak przekonująca przestroga przed narkotykami, jak nie przymierzając epizody z paleniem marihuany w telenowelach typu Klan.

    • Jasne, konwencja może nie przekonywać, ale to temat to odrębną dyskusję.

  • Bartek Nowakowski

    Lubię blog posty, które sam z chęcią bym napisał <3

  • grzegorzolszowik

    Zwłaszcza kiedy to nie jest jej utwór. Tylko cover dosyć znanej w Anglii grupy Tiger Lillies! Musiałem!

    https://www.youtube.com/watch?v=QAFHFH9Xfm0

    • Jeśli już, to powiedziałbym, że to przeróbka albo remake, a nie cover. Bo to nie jest tylko i wyłącznie wzięcie gotowego tekstu i zaśpiewanie po swojemu, tylko jednak stworzenie odrębnej całości.

      • grzegorzolszowik

        Niech będzie remake :>

      • Sebastian Goshyc

        czytałeś opis pod teledyskiem ?
        Opublikowany 6 sie 2014

        Wykonanie: Karolina Czarnecka
        Utwór z repertuaru The Tiger Lillies
        Muzyka: Andrzej Perkman
        Tłumaczenie: Roman Kołakowski

    • Czarnecka śpiewała to pierwszy raz na PPA. Tam jest prawie regułą, że śpiewa się czyjeś piosenki, bo chodzi o interpretację, a nie o umiejętność napisania utworu. Z własnymi utworami jeździ się na inne festiwale.

  • Kiwdziu

    Wpadłem tu dzięki Góreckiemu, wiem że zostaję tu na dłużej. Jakby co, to jego wina.

    • Cholera, znowu ludzie od niego. No nic, trudno.

      • Jak nie Lipiec to Górecki. Ty masz jednak trudne życie :P

  • natalia

    Mogła zatrudnić Skoniecznego, miała by teledysk odklejony jak u Masłowskiej ;)

    • Podejrzewam, że celowo chciała bardziej „normalny”, bo dzieciaki dalej opacznie by go interpretowały.

    • Skonieczny robi nie tylko prześmiewcze klipy dla Masłowskiej przecież. Polecam obejrzenie chociażby klipa do Komedii Muzykoterapii, że nie wspomnę o Dziewczynach Dr Misio.

  • Szymon Szczepaniak

    W momencie wypuszczenia „Smutnego autobusu” zauważyłem ile w naszym kraju mamy ekspertów od video i kumania przekazu :)
    Gdy Ci wszyscy internetowi komentatorzy skończą w końcu gimbaze lub też rodzice stwierdzą „synku masz 40 lat znalazłbyś sobie w końcu pracę” i zaczną składać CV do firm to współczuje działom HR :)
    Wyobraź sobie te umiejętności: komentator piłki nożnej, ekspert foto-video, publicysta, politolog, social media ninja…
    Wielkie jaja ;)

  • E… i tak chodzi o to, że ona zebrała, więc ja bym też pewnie mógł. Z poziomu dywanu albo innego rozkładu istoty ludzkiej. A przecież nie mogą.

  • Aleksandra Muszyńska

    Ooo,poruszyłeś czułą strunę.Teraz się rozpędzę jak towarowy do Gdyni.
    Do hasła „ja bym to zrobił lepiej” już przywykłam i nie reaguję.Ale najbardziej mną wciąż trzącha,jak ktoś bezprawnie,bez upoważnienia i aprobaty,zagląda komuś innemu do kieszeni.Nie ukradła?Nie zdefraudowała (na jedno w sumie wychodzi)?Nie wyprała?To wara.Znalazł się ktoś,kto był przekonany do jej koncepcji,jaka by ona nie była,i dał na tę koncepcję hajs.Reszta powinna być milczeniem,nawet jeśli w teledysku byłyby gołe baby nad basenem,Murzyni w złotych łańcuchach i zwąchiwanie ścieżek z nagich pośladków.Chociaż tak by pewnie było dla części odbiorców lepiej.
    Nie będzie popularne to,co powiem,ale nawet kiedy wszyscy wsiedli na biednego Pikeja,że szpanuje hajsem tatusia,to też mi się nóż otwierał w kieszeni.Czyja to sprawa,co on robi z kasą,którą dostał w spadku,z zamysłem,aby robił z nią to,co chce?Jak wyda na panienki i samochody,to mu się szybciej skończy i finał.
    Podobnie cieszy mnie i wzrusza,kiedy ktoś MNIE rozlicza z tego,w jaki sposób wydaję pieniądze i na co.Jak słyszę pełne zdumienia „nie szkoda ci na to pieniędzy?”,to mi włosy rosną.Tak,szkoda,dlatego właśnie na to akurat wydaję.Ot,taka kobieca przewrotność.To,na co wydaję zarobioną forsę,to tylko moja sprawa.Czy wspieram schroniska,czy przepijam,czy kupuję cekinowe staniki.
    Każdy niech patrzy w swoją sakiewkę i nikogo nie rozlicza,nieważne czy to forsa zapracowana czy odziedziczona.Nielegalna kasa -to zupełnie inna sprawa.
    Wrr.
    P.S.”Wciąganie węgorzy w rytm stroboskopu”.Założę sektę dla Twoich wyznawców ;).

    • Interpunkcyjny Faszysta

      Dokładnie tak, ale na Swarożyca, Tryglawa i najświętszą Maryję panienkę. Daj spację po znakach interpunkcyjnych, jak nie działa to proszę ” ” – skopiuj sobie. I nie waż się stawiać spacji przed znakami!!!

      • Aleksandra Muszyńska

        Nie będę,bo mi się nie chce,według bardzo polskiej zasady „nie będziesz mi mówił,co mam robić”.Ty za to podług zasad stylistycznych powinieneś postawić średnik przed wyrazem „jak”. I parę innych rzeczy też.A pewnie również nie postawisz.

      • Ej, ej, nie robimy tu ani gramatycznego, ani interpunkcyjnego terroru, także proszę się nie czepiać.

        • Radosław Przybył

          A było tak blisko do flejmu zdupnego. Smuteczek.

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

Praga część I – Ściana Johna Lennona, pływanie po Wełtawie i absynt

Skip to entry content

Ostatnio ciągle gdzieś mnie nosi i tym razem poniosło mnie do Pragi.  To nie tak, że marzyłem o tym od przedszkola i po nocach śniłem o zdjęciu z Krecikiem. Zasadniczo, to nigdy nie miałem zapędów, żeby odwiedzić Czechosłowację. Nawet gdy istniała. Ale jak Saga zadzwoniła i spytała, czy jedziemy do stolicy Czech, to puściłem sobie reklamę Play z 2008 i pomyślałem, że w sumie to czemu nie. Jeszcze nigdy tam nie byłem, daleko nie jest, a picie w plenerze zawsze spoko.

No i pojechaliśmy.

Mimo remontu autostrady już po czeskiej stronie, nie jechaliśmy jakoś ultra długo. W 6 godzin, byliśmy na miejscu. Czyli na ulicy Polskiej, skąd mieliśmy całkiem niedaleko do większości miejscówek, które wcześniej rekomendowaliście. Jeszcze raz wielkie dzięki, zwłaszcza za polecenie knajp. Ale o nich później. Teraz o klimacie miasta, który zaczynasz czuć od wejścia na…

 

Plac Wacława

Jak wychodzisz z metra w centrum Warszawy, to skąd byś nie był, mimowolnie zaczynasz przyspieszać kroku. Czujesz, że to główne miasto w państwie i wszyscy się gdzieś śpieszą. Albo na spotkania biznesowe, albo do pracy, albo tak po prostu z przyzwyczajenia. Jak wychodzisz na Plac Wacława, to masz wrażenie, że w Pradze zawsze jest niedziela i każdy z 4-go biegu wrzuca na luz. To nie jest to zlewanie wszystkiego i wszystkich po całości jakie uprawiają Hiszpanie, ale czujesz, że Czesi to raczej nie mają ciśnienia.

Plac Wacława - Praga

Plac Wacława - Praga 2

Dlatego, to dobre miejsce do relaksu. Zwłaszcza, gdy możesz wynająć rowerek wodny i…

 

Pływać po Wełtawie

Szeroka rzeka, ładne nabrzeża i pozytywni inni współpływający. Tak, na najdłuższym strumyku przepływającym przez Czechy są warunki, żeby się wyluzować. I poopalać. I poznać grupę Tunezyjczyków wpadając na nich swoim kajakiem przy zawracaniu pod mostem.

Wełtawa rowerki wodne - Praga 1

hdr

hdr

Wełtawa rowerki wodne - Praga 3

Wełtawa rowerki wodne - Praga 8

Jak boisz się wody i zamoczenia skarpet w sandałach, to zawsze możesz wyłożyć się na trawce, bo Praga jest obfita w…

 

Tereny zielone

To miasto naprawdę ma farta. Nie dość, że wojna potraktowała budynki wybitnie łaskawie i zdecydowanie jest na co popatrzeć, to nawet w ścisłym centrum jest dużo parków, skwerków i ogrodów. W których, tak jak w Paryżu, ludzie odpoczywają, piknikują, grają w planszówki i przede wszystkim, nie boją się siedzieć na trawie. Nie wiem dlaczego u nas to jest taki problem, że jak nie ma wolnych ławek, to nie siada się na ziemi. To jakiś wstyd, ujma czy coś?

Park - Praga

Park - Praga 2

Park - Praga 3

Czesi tyle mają tego zielonego, że nawet wódkę robią zieloną. Tak, mowa o legendą owianym trunku, zwanym…

 

Absynt

Potocznie tytułowanym zieloną wróżką. Kto nie pił, ten nasłuchał się, że tujon zawarty w nim wywołuje halucynacje i odlot jak stąd do stratosfery, przez co dzieją się nieziemskie historie. Najmocniej ten stereotyp utrwalił film „Eurotrip”, w którym rodzeństwo tak dało się ponieść melanżowi za sprawą absyntu, że wylądowało w miłosnym uścisku. Cóż, może i na szczęście, ale u nas takich historii nie było. W zasadzie nie było nic poza grymasem na twarzy i posmakiem kropli żołądkowych w ustach. Najbardziej przereklamowany alkohol jaki piłem.

Absynt - Praga

Absynt - Praga 2

Gdyby faktycznie działał tak jak o nim opowiadają, może bardziej urzekłaby mnie…

 

Ściana Johna Lennona

Nie wiem czy miałem zbyt duże oczekiwania, czy za mało jarałem się Beatlesami, ale dla mnie to zwykły, upaskudzony kawałek muru. Wiem, że ma wymiary ideowy i kawał historii za sobą. Wiem. Wiem, dla wielu to symbol walki z komunizmem i oda do młodości. Wiem. Nie mniej, wygląda to mało estetycznie i kiczowato. Przynajmniej obecnie, bo wierzę, że w latach 80-tych zeszłego stulecia nie był to przypadkowy bohomaz.

Ściana Johna Lenona - Praga

Ściana Johna Lenona - Praga 4

Za to bardzo pozytywnie odebrałem praski…

 

Rynek

Dość podobny do naszego krakowskiego. Też ludzi od groma,  też na środku zawsze coś się dzieje i też można ciekawie spędzić czas nie mając ani złotóweczki w kieszeni. Czy tam korony. Sielska atmosfera, nikomu za bardzo nigdzie się nie śpieszy i człowiek cieszy się z samego bycia w tym miejscu.

Rynek - Praga 2

Rynek - Praga 3

Rynek - Praga 4

I ludzie też nie mają problemu z tym, żeby usiąść na ziemi. Ot, tak po prostu.

Polubiłem Czechów.

---> SKOMENTUJ

8 pytań, na które powinieneś znać odpowiedzi

Skip to entry content

Odkąd zaczynamy chodzić do przedszkola życie większości z nas jest zaplanowane tak, byśmy działali i nie mieli za wiele czasu na myślenie. Najpierw podstawowe, potem średnie, czasem wyższe, później praca, żona, dzieci, emerytura i marmurowy nagrobek. System na tym korzysta, my niekoniecznie. Większość osób wpada w szablon i podstawia się do wzoru, bo czasem jest im tak wygodniej i bezpieczniej, ale część z nich nawet nie wie, że w nim jest.

Często przez to, że nie miały przy sobie nikogo, kto wyłowiłby je z nurtu rzeki, ale częściej dlatego, że nie zadały sobie odpowiednich pytań. Pytań, które pozwoliłyby im spojrzeć na siebie i swoje życie z dystansu, i zobaczyć jego realny obraz. Te pytania są banalne, proste i oczywiste, i bardzo prawdopodobne jest, że zaczniesz się śmiać, gdy je przeczytasz. Dużo mniej śmiechu jest przy udzielaniu odpowiedzi. Mimo, iż wydawać by się mogło, że to fundamenty każdej jednostki, to spotkałem dziesiątki osób, które miały z nimi większy problem, niż z rachunkiem różniczkowym.

Poniżej 8 pytań, na które powinieneś znać odpowiedzi, jeśli chcesz mieć szczęśliwe życie. A przynajmniej, jeśli do takiego dążysz.

 

1.  Co lubisz robić? Hobby, pasja, zainteresowanie, nazwij to jak chcesz. Może to jest zbieranie znaczków, może wspinaczki wysokogórskie, może granie na ukulele, a może hodowanie bazylii na balkonie. Co by to nie było, jeśli masz coś co Cię kręci, w momencie kiedy sypie Ci się związek, tracisz kontakt z przyjaciółmi, albo nie dogadujesz się z rodziną, nie zostajesz sam. Masz swoją pasję, która jest tylko twoja i nikt Ci jej nie może zabrać.

2. W czym jesteś dobry? To pytanie niemal z rozmowy rekrutacyjnej, ale samoświadomość w tym temacie jest bardzo istotna. Jeśli nie wiesz w czym jesteś dobry, co jest Twoją mocną stroną, to skąd masz wiedzieć, co powinieneś robić w życiu? Trochę szkoda, żeby wybitny lektor radiowy marnował się jako magazynier, tylko przez niewiedzę.

3. W czym nie? Sytuacja podobna jak powyżej. Musisz znać swoje słabości i wiedzieć w czym się nie sprawdzasz. Inaczej system wmanewruje Cię na stanowisko telemarketera dzwoniącego do setek ludzi dziennie, podczas, gdy Ty jesteś ścisłowcem-introwertykiem męczącym się w ciągłym kontakcie z ludźmi.

4. Czy ludzie, z którymi spędzasz czas wnoszą coś do Twojego życia? „Z kim przestajesz, takim się stajesz” to nie tylko farmazon na potrzeby wychowawczych gadek. To jakimi ludźmi się otaczasz na co dzień ma bardzo duży wpływ na sposób Twojego myślenia i pojmowanie rzeczywistości. Jeśli Twoi znajomi to tylko ludzie od melanżu, którzy nie otwierają przed Tobą nowych horyzontów, ani nie nakręcają Cię pozytywnie swoimi zajawkami, to możesz ukisić się we własnymi sosie.

5. Czy praca, którą wykonujesz rozwija Cię? Ja wiem, że za coś trzeba żyć, że różnie bywa i w ogóle. Wiem, serio. Ale im dłużej zatrzymujesz się w pracy „na chwilę”, tym trudniej ją zmienić. Po pewnym czasie możesz nawet stwierdzić, że na zmianę jest już za późno. Albo, że przecież to tylko praca. Błąd! To przynajmniej połowa czasu, w którym nie śpisz. Szkoda, żebyś co miesiąc poświęcał 160 godzin na coś, co Cię nie interesuje, nie kręci i robisz to z przymusu.

6. Jakie jest Twoje największe marzenie? To przerażające, ale zaryzykuję stwierdzenie, że ponad 80% społeczeństwa nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Coś, co jest oczywistą oczywistością i powinno być bazą do jakichkolwiek działań, bo w przeciwnym wypadku egzystencja zamienia się w czysty konsumpcjonizm. A w zasadzie wegetację. Po co żyć, jeśli nie po to by spełniać marzenia?

7. Co musisz zrobić, żeby je zrealizować? To dotyczy tych 20%, które potrafi odpowiedzieć na poprzednie, ale pozostaje na etapie „chciałbym”, a nie „chcę”. Czyli chciałbym mieszkać w Paryżu, chciałbym być gwiazdą rocka, chciałbym polecieć w kosmos. Jeśli nie wiesz jakie kroki musisz podjąć, żeby wyobrażenie stało się rzeczywistością, to na zawsze pozostanie w sferze fantazji.

8. Co kręci Cię u płci przeciwnej? Przypadki są fajne do czwartego rozstania. Albo pierwszej zdrady. Po kilku związkach, każdy, bardziej świadomie lub mniej, wie co podoba mu się u drugiej strony. I warto zdać sobie z tego sprawę. Jeśli lubisz postawnych drwali, którzy raczej działają, niż gadają, nie oszukuj się, że będziesz z chuderlawym gadułą, tylko dlatego, że wygląda na bardziej zrównoważonego i to rozsądne. Rozsądne decyzje podejmuje się w bankach. W przypadku związków, zgodne ze swoimi potrzebami.

 

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zechcesz podzielić się odpowiedziami na te 8 pytań, ale uznam za nie mniejszy sukces, jeśli odpowiesz sobie na nie sam przed lustrem.

---> SKOMENTUJ