Close
Close

„Hera, koka, hasz, LSD”, czyli jak zmarnować 36 000 złotych

Skip to entry content

Wczoraj światło dzienne ujrzał teledysk do kontrowersyjnej i – co wnioskuję z wypowiedzi autorki – mało przez kogo zrozumianej piosenki „Hera koka hasz LSD”. Pewnie przeszedłby bez echa, bo jest dużo mniej nośny niż sam utwór, gdyby nie sposób w jaki został sfinansowany. Otóż Karolina Czarnecka – autorka – postanowiła zdobyć pieniądze na klip przez portal crowdfundingowy – PolakPotrafi.pl. W skrócie działa to tak, że piszesz jaki masz pomysł, ile potrzebujesz i jeśli ludzie uznają, że to sensowne, zaczynają robić przelewy. Ot, takie oddolne wspieranie słusznych idei.

Hajs się zebrał, wideoklip się nakręcił, YouTube go udostępnił światu i zaczęła się burza gówna.

Gdzie tylko nie zostanie zalinkowany teledysk pojawia się fala komentarzy krytykujących go, a przede wszystkim Karolinę, na szereg sposobów. Że zmarnowała 36 000 złotych i powinna oddać pieniądze. Że taki klip to można by nakręcić za stówkę, a nie taką górę siana. Zresztą ze szwagrem zrobilibyśmy to za flaszkę. Że nudy, w klipie nic się nie dzieje i amatorka, bo nie ma laserów ani green boxa. Że teledysk w ogóle nie łączy się z piosenką, bo ani koki, ani haszu, ani nawet SLD nie ma. A wszyscy szykowali się na mocną wiksę i wciąganie węgorzy w rytm stroboskopu.

Czytam te komentarze i zastanawiam się, czy komuś przypadkiem sufit na głowę nie spadł. Albo czy nie zapomniał włożyć protezy mózgu przed wejściem do internetu.

Po pierwsze, to teledysk nie kosztował 36 000zł, tylko 8 000zł. Pozostałe 28 000zł zostanie wykorzystane na nagranie płyty i zorganizowanie recitalu piosenki aktorskiej. Jest to tak wyraźnie napisane, jak się da, na stronie ze zbiórką. No, ale żeby to wiedzieć, trzeba by na nią wejść, a nie bazować na informacji znikąd.

Po drugie, cieszy mnie bardzo, że oprócz polityki i piłki nożnej, jako ogół, znamy się też świetnie na wycenie produkcji filmowych. Rozumiem, że każdy z komentujących dziesiątki razy wynajmował kamery filmowe, kostiumy dla aktorów, pomieszczenia, tworzył w nich scenografię i zatrudniał statystów i epizodystów, że doskonale wie ile takie rzeczy kosztują. I przede wszystkim, że ma na tyle duże rozeznanie, by móc powiedzieć, że to za drogo. Już pomijam, że w kwotę którą zbierała Karolina wchodził też koszt nagrania utworu w studio oraz zmiksowania go.

To coś na zasadzie, że każdy internauta świetnie wie ile kosztuje zaprojektowanie loga dla miasta, czy instytucji, więc robi aferę, że kilkanaście tysięcy, to za drogo. Brawo.

Po trzecie, skąd pomysł by rozliczać cudze pieniądze? Jeśli nie jesteś ani darczyńcą, ani organizatorem zbiórki, to jakim prawem chcesz zaglądać komuś do kieszeni i oceniać co zrobił z NIE TWOIMI pieniędzmi?

Po czwarte,  ten utwór nie propaguje narkotyków, dlatego teledysk też tego nie robi. Mam wrażenie, że zawiedzeni klipem są najbardziej Ci, którzy „Kokę, herę, hasz, LSD” odebrali jako afirmację walenia w kanał. I spodziewali się, że zobaczą sceny z kibli na Maydayu. Albo chociaż z vip roomu w Energy 2000. A tu Czarnecka zburzyła ich świat, bo nie było dyskoteki, tylko degeneraci w końcowym stadium rozkładu. Dajmy jej pstryczka w nos, niech sobie nie myśli, że może interpretować swój utwór jak jej się podoba.

Internauta potrafi.

(niżej jest kolejny tekst)

54
Dodaj komentarz

avatar
27 Comment threads
27 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
34 Comment authors
skorek skorekKamishiAnaSebastian GoshycChica Week #7 | Chica Mala Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Ooo,poruszyłeś czułą strunę.Teraz się rozpędzę jak towarowy do Gdyni. Do hasła „ja bym to zrobił lepiej” już przywykłam i nie reaguję.Ale najbardziej mną wciąż trzącha,jak ktoś bezprawnie,bez upoważnienia i aprobaty,zagląda komuś innemu do kieszeni.Nie ukradła?Nie zdefraudowała (na jedno w sumie wychodzi)?Nie wyprała?To wara.Znalazł się ktoś,kto był przekonany do jej koncepcji,jaka by ona nie była,i dał na tę koncepcję hajs.Reszta powinna być milczeniem,nawet jeśli w teledysku byłyby gołe baby nad basenem,Murzyni w złotych łańcuchach i zwąchiwanie ścieżek z nagich pośladków.Chociaż tak by pewnie było dla części odbiorców lepiej. Nie będzie popularne to,co powiem,ale nawet kiedy wszyscy wsiedli na biednego Pikeja,że szpanuje… Czytaj więcej »

Interpunkcyjny Faszysta
Gość
Interpunkcyjny Faszysta

Dokładnie tak, ale na Swarożyca, Tryglawa i najświętszą Maryję panienkę. Daj spację po znakach interpunkcyjnych, jak nie działa to proszę ” ” – skopiuj sobie. I nie waż się stawiać spacji przed znakami!!!

Jan Favre
Gość

Ej, ej, nie robimy tu ani gramatycznego, ani interpunkcyjnego terroru, także proszę się nie czepiać.

Radosław Przybył
Gość
Radosław Przybył

A było tak blisko do flejmu zdupnego. Smuteczek.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Nie będę,bo mi się nie chce,według bardzo polskiej zasady „nie będziesz mi mówił,co mam robić”.Ty za to podług zasad stylistycznych powinieneś postawić średnik przed wyrazem „jak”. I parę innych rzeczy też.A pewnie również nie postawisz.

Mari
Gość

E… i tak chodzi o to, że ona zebrała, więc ja bym też pewnie mógł. Z poziomu dywanu albo innego rozkładu istoty ludzkiej. A przecież nie mogą.

Szymon Szczepaniak
Gość
Szymon Szczepaniak

W momencie wypuszczenia „Smutnego autobusu” zauważyłem ile w naszym kraju mamy ekspertów od video i kumania przekazu :)
Gdy Ci wszyscy internetowi komentatorzy skończą w końcu gimbaze lub też rodzice stwierdzą „synku masz 40 lat znalazłbyś sobie w końcu pracę” i zaczną składać CV do firm to współczuje działom HR :)
Wyobraź sobie te umiejętności: komentator piłki nożnej, ekspert foto-video, publicysta, politolog, social media ninja…
Wielkie jaja ;)

natalia
Gość
natalia

Mogła zatrudnić Skoniecznego, miała by teledysk odklejony jak u Masłowskiej ;)

Erillsstsyle
Gość

Skonieczny robi nie tylko prześmiewcze klipy dla Masłowskiej przecież. Polecam obejrzenie chociażby klipa do Komedii Muzykoterapii, że nie wspomnę o Dziewczynach Dr Misio.

Jan Favre
Gość

Podejrzewam, że celowo chciała bardziej „normalny”, bo dzieciaki dalej opacznie by go interpretowały.

Kiwdziu
Gość
Kiwdziu

Wpadłem tu dzięki Góreckiemu, wiem że zostaję tu na dłużej. Jakby co, to jego wina.

Jan Favre
Gość

Cholera, znowu ludzie od niego. No nic, trudno.

Paweł Lipiec
Gość

Jak nie Lipiec to Górecki. Ty masz jednak trudne życie :P

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Praga część I – Ściana Johna Lennona, pływanie po Wełtawie i absynt

Skip to entry content

Ostatnio ciągle gdzieś mnie nosi i tym razem poniosło mnie do Pragi.  To nie tak, że marzyłem o tym od przedszkola i po nocach śniłem o zdjęciu z Krecikiem. Zasadniczo, to nigdy nie miałem zapędów, żeby odwiedzić Czechosłowację. Nawet gdy istniała. Ale jak Saga zadzwoniła i spytała, czy jedziemy do stolicy Czech, to puściłem sobie reklamę Play z 2008 i pomyślałem, że w sumie to czemu nie. Jeszcze nigdy tam nie byłem, daleko nie jest, a picie w plenerze zawsze spoko.

No i pojechaliśmy.

Mimo remontu autostrady już po czeskiej stronie, nie jechaliśmy jakoś ultra długo. W 6 godzin, byliśmy na miejscu. Czyli na ulicy Polskiej, skąd mieliśmy całkiem niedaleko do większości miejscówek, które wcześniej rekomendowaliście. Jeszcze raz wielkie dzięki, zwłaszcza za polecenie knajp. Ale o nich później. Teraz o klimacie miasta, który zaczynasz czuć od wejścia na…

 

Plac Wacława

Jak wychodzisz z metra w centrum Warszawy, to skąd byś nie był, mimowolnie zaczynasz przyspieszać kroku. Czujesz, że to główne miasto w państwie i wszyscy się gdzieś śpieszą. Albo na spotkania biznesowe, albo do pracy, albo tak po prostu z przyzwyczajenia. Jak wychodzisz na Plac Wacława, to masz wrażenie, że w Pradze zawsze jest niedziela i każdy z 4-go biegu wrzuca na luz. To nie jest to zlewanie wszystkiego i wszystkich po całości jakie uprawiają Hiszpanie, ale czujesz, że Czesi to raczej nie mają ciśnienia.

Plac Wacława - Praga

Plac Wacława - Praga 2

Dlatego, to dobre miejsce do relaksu. Zwłaszcza, gdy możesz wynająć rowerek wodny i…

 

Pływać po Wełtawie

Szeroka rzeka, ładne nabrzeża i pozytywni inni współpływający. Tak, na najdłuższym strumyku przepływającym przez Czechy są warunki, żeby się wyluzować. I poopalać. I poznać grupę Tunezyjczyków wpadając na nich swoim kajakiem przy zawracaniu pod mostem.

Wełtawa rowerki wodne - Praga 1

hdr

hdr

Wełtawa rowerki wodne - Praga 3

Wełtawa rowerki wodne - Praga 8

Jak boisz się wody i zamoczenia skarpet w sandałach, to zawsze możesz wyłożyć się na trawce, bo Praga jest obfita w…

 

Tereny zielone

To miasto naprawdę ma farta. Nie dość, że wojna potraktowała budynki wybitnie łaskawie i zdecydowanie jest na co popatrzeć, to nawet w ścisłym centrum jest dużo parków, skwerków i ogrodów. W których, tak jak w Paryżu, ludzie odpoczywają, piknikują, grają w planszówki i przede wszystkim, nie boją się siedzieć na trawie. Nie wiem dlaczego u nas to jest taki problem, że jak nie ma wolnych ławek, to nie siada się na ziemi. To jakiś wstyd, ujma czy coś?

Park - Praga

Park - Praga 2

Park - Praga 3

Czesi tyle mają tego zielonego, że nawet wódkę robią zieloną. Tak, mowa o legendą owianym trunku, zwanym…

 

Absynt

Potocznie tytułowanym zieloną wróżką. Kto nie pił, ten nasłuchał się, że tujon zawarty w nim wywołuje halucynacje i odlot jak stąd do stratosfery, przez co dzieją się nieziemskie historie. Najmocniej ten stereotyp utrwalił film „Eurotrip”, w którym rodzeństwo tak dało się ponieść melanżowi za sprawą absyntu, że wylądowało w miłosnym uścisku. Cóż, może i na szczęście, ale u nas takich historii nie było. W zasadzie nie było nic poza grymasem na twarzy i posmakiem kropli żołądkowych w ustach. Najbardziej przereklamowany alkohol jaki piłem.

Absynt - Praga

Absynt - Praga 2

Gdyby faktycznie działał tak jak o nim opowiadają, może bardziej urzekłaby mnie…

 

Ściana Johna Lennona

Nie wiem czy miałem zbyt duże oczekiwania, czy za mało jarałem się Beatlesami, ale dla mnie to zwykły, upaskudzony kawałek muru. Wiem, że ma wymiary ideowy i kawał historii za sobą. Wiem. Wiem, dla wielu to symbol walki z komunizmem i oda do młodości. Wiem. Nie mniej, wygląda to mało estetycznie i kiczowato. Przynajmniej obecnie, bo wierzę, że w latach 80-tych zeszłego stulecia nie był to przypadkowy bohomaz.

Ściana Johna Lenona - Praga

Ściana Johna Lenona - Praga 4

Za to bardzo pozytywnie odebrałem praski…

 

Rynek

Dość podobny do naszego krakowskiego. Też ludzi od groma,  też na środku zawsze coś się dzieje i też można ciekawie spędzić czas nie mając ani złotóweczki w kieszeni. Czy tam korony. Sielska atmosfera, nikomu za bardzo nigdzie się nie śpieszy i człowiek cieszy się z samego bycia w tym miejscu.

Rynek - Praga 2

Rynek - Praga 3

Rynek - Praga 4

I ludzie też nie mają problemu z tym, żeby usiąść na ziemi. Ot, tak po prostu.

Polubiłem Czechów.

8 pytań, na które powinieneś znać odpowiedzi

Skip to entry content

Odkąd zaczynamy chodzić do przedszkola życie większości z nas jest zaplanowane tak, byśmy działali i nie mieli za wiele czasu na myślenie. Najpierw podstawowe, potem średnie, czasem wyższe, później praca, żona, dzieci, emerytura i marmurowy nagrobek. System na tym korzysta, my niekoniecznie. Większość osób wpada w szablon i podstawia się do wzoru, bo czasem jest im tak wygodniej i bezpieczniej, ale część z nich nawet nie wie, że w nim jest.

Często przez to, że nie miały przy sobie nikogo, kto wyłowiłby je z nurtu rzeki, ale częściej dlatego, że nie zadały sobie odpowiednich pytań. Pytań, które pozwoliłyby im spojrzeć na siebie i swoje życie z dystansu, i zobaczyć jego realny obraz. Te pytania są banalne, proste i oczywiste, i bardzo prawdopodobne jest, że zaczniesz się śmiać, gdy je przeczytasz. Dużo mniej śmiechu jest przy udzielaniu odpowiedzi. Mimo, iż wydawać by się mogło, że to fundamenty każdej jednostki, to spotkałem dziesiątki osób, które miały z nimi większy problem, niż z rachunkiem różniczkowym.

Poniżej 8 pytań, na które powinieneś znać odpowiedzi, jeśli chcesz mieć szczęśliwe życie. A przynajmniej, jeśli do takiego dążysz.

 

1.  Co lubisz robić? Hobby, pasja, zainteresowanie, nazwij to jak chcesz. Może to jest zbieranie znaczków, może wspinaczki wysokogórskie, może granie na ukulele, a może hodowanie bazylii na balkonie. Co by to nie było, jeśli masz coś co Cię kręci, w momencie kiedy sypie Ci się związek, tracisz kontakt z przyjaciółmi, albo nie dogadujesz się z rodziną, nie zostajesz sam. Masz swoją pasję, która jest tylko twoja i nikt Ci jej nie może zabrać.

2. W czym jesteś dobry? To pytanie niemal z rozmowy rekrutacyjnej, ale samoświadomość w tym temacie jest bardzo istotna. Jeśli nie wiesz w czym jesteś dobry, co jest Twoją mocną stroną, to skąd masz wiedzieć, co powinieneś robić w życiu? Trochę szkoda, żeby wybitny lektor radiowy marnował się jako magazynier, tylko przez niewiedzę.

3. W czym nie? Sytuacja podobna jak powyżej. Musisz znać swoje słabości i wiedzieć w czym się nie sprawdzasz. Inaczej system wmanewruje Cię na stanowisko telemarketera dzwoniącego do setek ludzi dziennie, podczas, gdy Ty jesteś ścisłowcem-introwertykiem męczącym się w ciągłym kontakcie z ludźmi.

4. Czy ludzie, z którymi spędzasz czas wnoszą coś do Twojego życia? „Z kim przestajesz, takim się stajesz” to nie tylko farmazon na potrzeby wychowawczych gadek. To jakimi ludźmi się otaczasz na co dzień ma bardzo duży wpływ na sposób Twojego myślenia i pojmowanie rzeczywistości. Jeśli Twoi znajomi to tylko ludzie od melanżu, którzy nie otwierają przed Tobą nowych horyzontów, ani nie nakręcają Cię pozytywnie swoimi zajawkami, to możesz ukisić się we własnymi sosie.

[emaillocker]

5. Czy praca, którą wykonujesz rozwija Cię? Ja wiem, że za coś trzeba żyć, że różnie bywa i w ogóle. Wiem, serio. Ale im dłużej zatrzymujesz się w pracy „na chwilę”, tym trudniej ją zmienić. Po pewnym czasie możesz nawet stwierdzić, że na zmianę jest już za późno. Albo, że przecież to tylko praca. Błąd! To przynajmniej połowa czasu, w którym nie śpisz. Szkoda, żebyś co miesiąc poświęcał 160 godzin na coś, co Cię nie interesuje, nie kręci i robisz to z przymusu.

6. Jakie jest Twoje największe marzenie? To przerażające, ale zaryzykuję stwierdzenie, że ponad 80% społeczeństwa nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Coś, co jest oczywistą oczywistością i powinno być bazą do jakichkolwiek działań, bo w przeciwnym wypadku egzystencja zamienia się w czysty konsumpcjonizm. A w zasadzie wegetację. Po co żyć, jeśli nie po to by spełniać marzenia?

7. Co musisz zrobić, żeby je zrealizować? To dotyczy tych 20%, które potrafi odpowiedzieć na poprzednie, ale pozostaje na etapie „chciałbym”, a nie „chcę”. Czyli chciałbym mieszkać w Paryżu, chciałbym być gwiazdą rocka, chciałbym polecieć w kosmos. Jeśli nie wiesz jakie kroki musisz podjąć, żeby wyobrażenie stało się rzeczywistością, to na zawsze pozostanie w sferze fantazji.

8. Co kręci Cię u płci przeciwnej? Przypadki są fajne do czwartego rozstania. Albo pierwszej zdrady. Po kilku związkach, każdy, bardziej świadomie lub mniej, wie co podoba mu się u drugiej strony. I warto zdać sobie z tego sprawę. Jeśli lubisz postawnych drwali, którzy raczej działają, niż gadają, nie oszukuj się, że będziesz z chuderlawym gadułą, tylko dlatego, że wygląda na bardziej zrównoważonego i to rozsądne. Rozsądne decyzje podejmuje się w bankach. W przypadku związków, zgodne ze swoimi potrzebami.

 

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zechcesz podzielić się odpowiedziami na te 8 pytań, ale uznam za nie mniejszy sukces, jeśli odpowiesz sobie na nie sam przed lustrem.

[/emaillocker]