Close
Close

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (27)

Zeszłotygodniowy wyjazd (w sumie to wylot) był moim pierwszym razem w Grecji. Nie byłem nigdy wcześniej ani w Atenach, ani na Krecie, ani na Kos, więc nie mogę porównać mentalności Greków na Korfu do mieszkańców innych wysp, ale z rozmów ze znajomymi wnioskuję, że są dość reprezentatywni. Na tyle, by stwierdzić, że Grecy jeszcze mocniej praktykują tomiwisizm niż Hiszpanie. A byłem przekonany, że ci drudzy są liderami tej filozofii.

Przez te 7 dni, Grecy udowodnili mi, że żyją na większym luzie, niż rastamani na Jamajce. Czy polityk na diecie z immunitetem. Wszyscy przepracowani ludzie, nieradzący sobie z natłokiem obowiązków i stresem powinni do nich wpadać na miesięczną kurację. Po takiej terapii jedyne co by ich martwiło, to którą ręką podrapać się za uchem. W Grecji może i jest kryzys, ale to jeszcze nie powód, żeby się nim przejmować.

 

Punktualność

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (50)

W trakcie wyjazdu mieszkaliśmy w 3 różnych częściach wyspy – pierwsze 3 dni w stolicy – Kerkyrze, kolejne 2 dni w Rodzie i ostatnie 2 w Paleokastritsie (ała, prawie połamałem sobie język na odmianie tej miejscowości). Wynosząc się z Kerkyry byliśmy umówieni w Rodzie na 12:00 z właścicielem na odbiór mieszkania. Ale trochę nam się nie ogarnęło. I dotarliśmy 3,5 godziny później. Myślisz, że się wkurzył albo choć trochę zirytował? Nawet nie zareagował – „no problem my friend”.

 

Spożywczak

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (49)

Jeśli jesteś w jakiejś turystycznej miejscowości w Polsce i przy płaceniu brakuje Ci jakichś drobniaków z końcówki, to ekspedientka/sprzedawca/ktokolwiek nie popuści. W Bułgarii zaokrągli w górę i Cię orżnie. A w Grecji machnie rękę i oleje to, że nie masz 20 eurocentów. I to nie na zasadzie, że „doniesiesz”, czy „przy okazji”, po prostu oleje. I tak by mu się nie chciało wydawać.

 

Wypożyczenie rowerka wodnego

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (10)

Na Sosinie musisz zostawić dowód, pokwitować odebranie kamizelek ratunkowych i być z 5 minut przed czasem oddając rowerek. Na Korfu musisz tylko zapłacić. Najlepiej w jednym papierku, żeby nie męczyć nikogo liczeniem. Kapoki i zwrot na czas? A po co to komu?

 

Biznes

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (43)

Niektóre lokale w Kerkyrze miały naganiaczy. Niektóre, bo część knajp była prowadzona przez rdzennych, leciwych Greków, którzy bardziej niż ilość klientów cenili sobie spokój. I Ci, wręcz byli rozczarowani i zniesmaczeni, że burzysz im niezmąconą harmonię dnia pojawiając się w ich, jak dotąd, pustym lokalu.

 

Wynajem mieszkania

Processed with VSCOcam with c1 preset

Wydaje Ci się, że wynajęcie mieszkania (w dodatku swojego) to poważne przedsięwzięcie, przy którym ostrożność jest co najmniej wskazana i wypadałoby zapisać chociaż imię i nazwisko najemcy? Masz rację, wydaje Ci się. W Paleokastritsii wynajęliśmy apartament totalnie na gębę, nie podając nawet nazwiska, nie mówiąc już o dokładniejszych danych z dowodu. Mogliśmy je zalać, spalić albo wpuścić do niego studentów i nikt by nas nawet nie znalazł.

 

Czas

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (57)

Jest pojęciem bardzo rozciągliwym. Doba hotelowa nigdy nie trwa 24 godzin, a w przypadku Greków to już na pewno. Tyle, że w drugą stronę. Pierwsze mieszkanie niby wynajęliśmy na 2 doby. Niby, bo te 48 godzin trwało od 17-go od godziny 00:30 do 19-go do godziny 14:30. A mogłoby trwać jeszcze dłużej, bo właścicielka dając nam klucze pożegnał się słowami „left aparment when you want”. No spoko.

 

Knajpa

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (20)

Jesteś jednym z 8 klientów siedzących w lokalu, z czego 2 przyszło z Tobą? I tak poczekasz 10 minut na przyjęcie zamówienia, co najmniej 30 minut na jego realizację i 10 na wydawanie reszty. Tu NIKOMU się nie śpieszy. Z obsługi oczywiście.

 

Wypożyczenie auta

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (59)

O ile podejście Greków do wynajmowania mieszkań mogło Cię nie ruszyć, bo zasadniczo ciężko z takim uciec, to kwestia wypożyczania samochodów już powinna zmarszczyć Ci czoło.

Spisują imię i nazwisko z losowego prawa jazdy, dają kluczyki, nie biorą żadnej, ale to żadnej kaucji i życzą szerokiej drogi. A jak pytasz co ze zwrotem, mówią żebyś zostawił na lotniskowym parkingu i włożył kluczyki pod siedzenie. Tyle. Nikt nie zaprząta sobie głowy tym, że mógłbyś podać lewy dokument, porwać auto, sprzedać na czarnym rynku, albo faktycznie zostawić pod tym lotniskiem, ale ktoś inny by je ukradł, skoro zostawiasz kluczyki w środku. Mają to gdzieś. Dokładnie tam, gdzie wsadza się czopki.

Czy bycie Grekiem nie jest piękne? A już na pewno dobre dla cery.

(niżej jest kolejny tekst)

Ile kosztuje wydanie książki w self-publishingu? Jakieś 37 200zł

Skip to entry content

Kiedy media poruszają temat self-publishingu, najczęściej robią to w kontekście zysku. Jest ktoś choć trochę zainteresowany rynkiem wydawniczym, kto nie wie jak duża przepaść dzieli wynagrodzenie dla autora z jednego sprzedanego egzemplarza w modelu self-publishingowym i w wariancie z wydawcą? Tak? To w skrócie: we współpracy z dużym wydawnictwem, przy dobrych wiatrach, dostajesz 10% z ceny sprzedaży, wydając się samemu od 50% w górę.

Zakładając, że średnia cena książki w Polsce to 40zł, w pierwszej opcji są to maksymalnie 4 zł brutto, w drugiej minimum 20. Najczęściej jednak 3zł przy wydawnictwie i 30zł przy publikowaniu się samemu. Spora różnica? No, raczej. W pierwszym wariancie nie starcza Ci nawet na 2forU w Maku, w drugim możesz zabrać koleżankę na Happy Meala i jeszcze zostanie Ci na oranżadę.

Jest tylko jedna kwestia, która często bywa przemilczana przy huraoptymizmie związanym z zyskami w self-publishingu: koszty. Autor wydając się samemu ponosi WSZYSTKIE koszty. Zarówno „Lunatyków” jak i „To tylko seks” wydałem samodzielnie, tak że trochę o kosztach wiem.

Jaki koszt powstania książki ponosi autor przy self-publishingu?

(wszystkie poniższe kwoty, to wyliczenia oparte na mojej ostatniej powieści – „To tylko seks” – liczącej 300 000 znaków i podane są wraz z VATem, w zależności od typu książki, objętości i poziomu tekstu, poszczególne składowe mogą pójść w górę lub w dół)

Redakcja. Z punktu widzenia czytelnika kwestia najistotniejsza, z punktu widzenia autora temat często pomijany. Dzięki dobrej redakcji z piramidalnych głupot może powstać książka całkiem znośna. To redaktor odpowiada za wyłapanie nielogicznych zachowań bohaterów, rozmijania się z realiami, czy wycięcie fragmentów ciągnących się w nieskończoność rozdziałów.

Redakcja jest jak dobry warsztat samochodowy – z Poloneza Caro może zrobić samochód. Niestety, wielu autorów przekonanych o swym geniuszu, nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że ich tekst mógłby wymagać poprawek. Odpuszcza redakcję wierząc, że ich książka to Bentley Continental, gdy w rzeczywistości to bity Fiat Multipla.

Ile to kosztuje? Profesjonalna redakcja w Twardej Oprawie, prowadzonej przez Kingę Rak, to około 2 300zł.

Korekta. To nie tylko przecinki. To również zapis dialogów, liczb, dat, nazw własnych i drugie sito wyłapujące wszelkie błędy.

Ile to kosztuje? Korekta, w tym samym miejscu co wyżej, to około 1 600zł.

Okładka. W kwestii promocji i sprzedaży kluczowy element.

Stare góralskie przysłowie mówi „nie oceniaj książki po okładce”. Realia rynku mówią „z brzydką okładką książki nie sprzedasz”. W środku możesz mieć materiał na Paszport Polityki, ale jeśli opakowanie będzie odstraszać, to nikt się o tym nie dowie. Możesz się wściekać i przeklinać stwórcę, ale właśnie tak to działa. Dlatego nie warto przycinać na dobrym grafiku, czy ilustratorze, zwłaszcza, że nie są to wyjątkowo drogie rzeczy, a jeśli projekt faktycznie będzie ładny, ludzie sami będą wrzucać zdjęcia książki na Instagrama, robiąc Ci darmową promocję.

Wyjątkiem są tu czytelnicy kryminałów – im bardziej okładka przypomina sklejkę w Paincie, tym większe prawdopodobieństwo, że kupią dany tytuł.

Ile to kosztuje? U Agaty Dębickiej piękna okładka oparta na ilustracji to około 1 200zł.

Skład. Czyli to jak tekst wygląda po wydrukowaniu. Konkretnie, to jak wygląda strona tytułowa rozdziału – czy są wodotryski, upiększacze, cudawianki? Jak wygląda strona w środku rozdziału – jakie marginesy, interlinia, numerowanie, tytuł rozdziału w rogu, nazwisko autora w drugim, telefon do Telepizzy w trzecim? Podzielenie zdań na linijki, tak by między wszystkimi słowami był dokładnie takim sam odstęp.

Ile to kosztuje? Sprawny i fachowy skład w Zuchowym Studiu to około 700zł.

Druk. W przypadku powieści, w której rdzeniem jest słowo pisane, najczęściej jedyny kolorowy element to okładka, przez co koszt druku jest stosunkowo niewielki. W zależności od liczby stron i rodzaju papieru jaki wybierzemy, to od 4 do 7 złotych za egzemplarz przy nakładzie 1000 sztuk. Przy tematach gęściej ilustrowanych, typu poradnik z obrazkami, robi się z tego kilkanaście złotych, a przy książkach dla dzieci, czy publikacjach kulinarnych, cena dochodzi do kilkudziesięciu złotych. Czyli na granicy opłacalności.

Ile to kosztuje? Za druk 1100 egzemplarzy „To tylko seks” liczących 280 stron, z okładką z kredą matową 300 gram i papierem w środku ecobook 80 gram, zapłaciłem 5500zł w Drukarni Sowa.

Jaki koszt promocji książki ponosi autor przy self-publishingu??

Strona sprzedażowa. Po okładce to chyba najważniejszy element całego self-publishingu. Jeśli zastanawiasz się, czy warto ją mieć, to znaczy, że absolutnie nie masz pojęcia o sprzedaży. Mamy XXI wiek, algorytm Facebooka wie o Tobie więcej niż własna matka, a pogodę częściej sprawdzasz wpisując nazwę miasta w Google, niż wyglądając za okno. Jeśli nie da się czegoś znaleźć w wyszukiwarce, to znaczy, że nie istnieje. A niełatwo sprzedać coś, czego nie ma.

Strona sprzedażowa to wizytówka Twojej książki w sieci i jednocześnie Twoja własna księgarnia. Miejsce, w którym potencjalny czytelnik może ją obejrzeć, dowiedzieć się co jest w środku i przede wszystkim kupić. To, jak będzie wyglądała, ile treści na niej umieścisz i w jakiej formie, a przede wszystkim, czy w ogóle się otworzy, decyduje o tym, czy ktoś kliknie magiczny przycisk „zamów”, a potem „zapłać”.

Widziałem naprawdę wiele stron sprzedażowych powstałych na zlecenie, wydawać by się mogło, dużych i poważnych wydawnictw, a wyglądały jak śniadanie po przejściu przed układ pokarmowy. I zgadnij: co? Nie kupiłem tych książek, mimo że byłem nimi zainteresowany. Zaryzykowałbyś obiad w restauracji, która z zewnątrz wygląda jak melina?

Ile to kosztuje? Responsywna strona internetowa z podpiętymi płatnościami, regulaminami, wizualizacjami książki i wsparciem technicznym, to 3000zł u Andrzeja Kozdęby z Brave New.

Film promocyjny. Żyjemy w dobie treści wizualnych z naciskiem na wideo, dlatego Youtube już lata temu zaorała blogosferę pod kątem zasięgów, a Instastories jest trendującą formą komunikacja. To pierwszy powód, dla którego powinieneś mieć film opowiadający o Twojej książce. Drugi jest taki, że jeśli zdecydowałeś się napisać powieść, czyli najtrudniejszą formę literacką z punktu widzenia promocji, to zwiastun filmowy jest najsensowniejszym pomysłem, żeby pokazać „co jest w środku”.

W przypadku poradników sprawę załatwia wrzucenie spisu treści, w przypadku biografii pokazanie facjaty osoby, której dotyczy książka. Przy beletrystyce niestety to nie działa. Stawanie na głowie i kręcenie się wokół własnej osi również. Mając do czynienia z fabułą możemy oczywiście pokazać czytelnikom jej fragmenty, ale działa to głównie na osoby, które są już na tyle zainteresowane danym tytułem, by poświęcić swój czas na czytanie. Większość chce, żeby przekazać im w maksymalnie kilkudziesięciosekundowym skrócie „o czym to, do cholery, jest?” .

I na to pytanie zrozumiale odpowiada film.

Ile to kosztuje? U Michała Sulicha z Salty Skills Films, wideo do internetu z dwoma aktorami, lektorem i scenariuszem nawiązującym do książki, to 4000zł.

Grafiki promocyjne. Sam film, to oczywiście za mało. Żeby kampania promująca Twoją książkę miała sens, czyli żeby ktoś ją kupił, materiałów promocyjnych potrzebujesz przynajmniej kilkanaście. Zazwyczaj odbiorca musi spotkać się kilka razy z informacją o produkcie, żeby w ogóle odnotował jego istnienie, przekonanie go do podjęcia decyzji zakupowej wymaga jeszcze większej aktywności.

W trakcie przedsprzedaży „To tylko seks” publikowałem zarówno filmy promocyjne, materiały od patronów, zdjęcia książki, fragmenty tekstu, jak i grafiki przedstawiające bohaterów powieści, a i tak wiem, że powinienem zrobić więcej.

Ile to kosztuje? Koszt 7 ilustracji z sylwetkami bohaterów, narysowanych przez Agatę Dębicką, to 1500zł.

Sesja zdjęciowa. Po co i na co to komu? Profesjonalne zdjęcia autora i książki przydadzą się:

a) na stronę internetową, bo selfie w kiblu średnio uwiarygadnia Cię przed potencjalnymi czytelnikami

b) do mediów społecznościowych, by pokazać ludziom, że książka nie jest tylko wizualizacją sklejoną w Photoshopie, ale naprawdę istnieje

c) do mediów nie-społecznościowych, żeby miały co pokazać w artykule, kiedy informacja prasowa o Twojej książce powali ich na kolana i będą chcieli o niej napisać, a fota zrobiona tosterem w nieoświetlonej piwnicy średnio będzie się nadawać

d) dla patronów, bo wiesz, że powinieneś mieć patronów medialnych książki i to, jak zaprezentują ją w swoich kanałach, wpłynie na to, ile sztuk zejdzie w przedsprzedaży?

Ile to kosztuje? Profesjonalna sesja zdjęciowa u uzdolnionego Marcina Malickiego, to 1400zł.

Reklama na Facebooku. Za darmo umarło. To że Facebook nie pobiera opłaty za założenie profilu promującego Twoją działalność, nie znaczy, że jest instytucją charytatywną. Nawet jeśli masz turbozaangażowaną społeczność, to na pewnym etapie za dotarcie do niej trzeba zapłacić. Zwłaszcza za dotarcie z komunikatem sprzedażowym.

Ile to kosztuje? Od 1 grosza, do nieskończoności, przy czym sugerowałbym mieć większy budżet na sponsorowanie treści niż mniejszy. Wydając „To tylko seks” zakładałem, że reklama na Facebooku będzie mnie kosztować 3000 złotych, co w moich wyliczeniach było optymalnym budżetem. Skończyło się na tysiącu, ponieważ przez „seks” w tytule, algorytm stwierdził, że próbuję sprzedać usługi dla dorosłych i banował mi reklamy.

Coś jeszcze? Tak. Pół roku pracy

Mało kto bierze to pod uwagę, ale powieści ani nie piszą, ani nie wydają się same. To praca na pełen etat, a tuż przed premierą, bywa, że i na półtora etatu.

Wszystkie działania, które wymieniłem wyżej musisz zaplanować, najlepiej równolegle z pracą nad tekstem, a przede wszystkim znaleźć osoby, które je zrealizują. Trafić na niekompetentnych ludzi, którzy powiedzą, że postawią Ci stronę sprzedażową za dwie stówki, po czym skasują zaliczkę i przestaną odpisywać na maile, jest naprawdę łatwo. Trudno za to opanować emocje w momencie, kiedy dochodzi do Ciebie, że straciłeś półtora miesiąca i znów jesteś w punkcie wyjścia, bo chciałeś oszczędzić kilka złotych.

Przy „Lunatykach”, mimo że był to mój debiut wydawniczy, zaliczyłem tylko kilka małych wpadek, a całość pracy nad książką zajęła mi 12 miesięcy. Napisanie i wydanie „To tylko seks” trwało połowę tego czasu. Z jednej strony, dlatego że nie była to taka kobyła jak mój debiut („Lunatycy”, to ponad 600 000 znaków!), a z drugiej, dzięki doświadczeniu i wiedzy jak wygląda cały proces i gdzie są punkty zapalne, potrafiłem go zoptymalizować. Choć i tu nie obyło się bez potknięć i zarwanych nocy.

Ile to kosztuje? W zależności od kosztów życia w danym mieście, może to wyglądać różnie, 6 miesięcy w Krakowie w standardzie nie-studenckim, to od 15 000zł wzwyż.

To ile w końcu kosztuje ten cały self-publishing?

Sumując wyliczenia, które podałem powyżej, same koszta podwykonawców to 22 200zł brutto, przy czym, są to oczywiście ceny dla osób z ulicy. U mnie suma faktur stanęła na 14 900zł, bo z większością wymienionych wyżej osób znam się osobiście i część wykonała swoją pracę za półdarmo, za co jestem im ogromnie wdzięczny.

Licząc więc całkowity koszt wydania „To tylko seks” (niecałe 300 000 znaków, 1100 sztuk nakładu) po stawkach rynkowych i wliczając w to koszt swojej pracy, a konkretnie pół roku życia w jednym z największych polskich miast, dobijamy do 37 200zł brutto.

Mało? Dużo? Ciekaw jestem Twojej opinii.

zdjęcia w nagłówku pochodzą od czytelników, którzy opisali je hashtagiem #jestempatronem na Instagramie

O czym nie pomyślałeś bojkotując Ciechana

Skip to entry content

Wszelkie protesty, manifestacje i strajki są świetne, bo będąc anonimowym w tłumie, można bezpiecznie tupnąć nóżką i mieć wrażenie, że ma się na coś wpływ. Zwłaszcza, jeśli w okresie nastoletnim nie przeszło się fazy młodzieńczego buntu. Wiele osób, które nie stawiało irokeza w liceum, chce teraz sobie to odbić i pokazać, że potrafi postawić na swoim, sprzeciwiając się jakiejś sytuacji. Najlepiej takiej, która nie ma żadnego realnego znaczenia, ale jest akceptowalne społecznie pokazanie, że jest się w kontrze.

Tak jest właśnie z bojkotem browaru Ciechan. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, szybki skrót: Dariusz Michalczewski wyraził swoje poparcie dla mniejszości seksualnych robiąc sobie zdjęcie z tabliczką „Jestem sojuszniczką osób LGBT”, natomiast Marek Jakubiak – właściciel browaru Ciechan – skrytykował to zachowanie pisząc „Życzę ci mamusi z fujarką zamiast piersi. Będziesz miał co ssać” na Facebooku. I tak zaczął się, bojkot Ciechana.

Ludzie odgrażają się, że nie będą pić piwa, restauratorzy deklarują, że nie będą zamawiać, a dwóch właścicieli knajp wylało zapas trunku do ścieków. Wszystko oczywiście w ramach aktywnej walki o równouprawnienie gejów, lesbijek bi i transseksualistów.

Spoko, poczucie walki ze złem jest super, to już ustaliliśmy, ale jest kilka kwestii, o których rebelianci nie pomyśleli.

 

Kto odczuje skutki bojkotu?

Załóżmy, że rzeczywiście profil „Nie dla browaru Ciechan” nie będzie tylko biciem piany i cynicznym ujadaniem w internecie, ale sprzedaż faktycznie spadnie. Faktycznie, to znaczy na tyle, żeby Jakubiak ją zauważył. Jak sądzisz, co się wtedy stanie? Bo ja obstawiam, że zwolni część pracowników browaru, żeby optymalizować koszty i dostosować ilość zatrudnionych osób na produkcji do faktycznej sprzedaży. On jest przedsiębiorcą z wieloletnim stażem, poradzi sobie z chwilowym kryzysem. Myślisz, że bogu ducha winni pracownicy fizyczni w jego firmie też?

 

Geje są lepsi od dzieci w Chinach?

Rozumiem, że wszyscy z twojego najbliższego otoczenia są homo, bi lub transseksualni, dlatego tak bardzo zależy ci na poszanowaniu ich godności w internecie. Bo jeśli nie, a wierzysz, że każdy człowiek, niezależnie od szerokości geograficznej, rasy i modelu telefonu, jest równy, to czemu jeszcze nie zbojkotowałeś wszystkich produktów wytwarzanych w Chinach? Nowe adidasy są ważniejsze, niż piwo, czy może małoletnim Azjatom nie należy się szacunek?

 

Mniejszość seksualna naprawdę tego potrzebuje?

Jesteś pewien, że osoby kochające inaczej faktycznie potrzebują kolejne szopki w ich imieniu? Nie mówię o świrach kopulujących na paradach, ostentacyjnie machających genitaliami w rytm techniawki przy przejściu przez środek miastach. Mówię o zwykłych, spokojnych dziewczynach, które wolą dziewczyny, czy chłopakach, którzy wolą chłopaków i nie chcą robić ze swoich preferencji łóżkowych publicznego cyrku. Chcą normalnie żyć. Nie lepiej, niż hetero. Tak samo. Myślisz, że potrzebna jest im kolejna tabloidowa afera na miarę Rafalali?

 

I żeby nie było niedomówień, nie usprawiedliwiam właściciela Ciechana i nie uważam, że wypowiedź o ssaniu fujarki mamusi była mądra. Była głupia jak cholera, ale robienie bojkotu na rzecz gejów i lesbijek z powodu statusu na Facebooku też nie jest mądre.

7 rzeczy, których nie wiedziałeś o bursztynie

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Województwem Pomorskim

Słysząc słowo „bursztyn” pewnie pierwsze co masz w głowie, to widok seniorki swojego rodu z połyskującym naszyjnikiem na imieninach. Albo wspomnienia z wyjazdów kolonijnych w podstawówce, gdy po plaży częściej biegałeś za muszelkami, niż dziewczynami. Nic dziwnego, to najczęstsze skojarzenia i sporadycznie zdarza się by ktoś wychodził poza stereotypowe postrzeganie zaschniętej żywicy jako reliktu przeszłości. A szkoda, bo zdecydowanie nim nie jest i ma dużo szersze zastosowania, niż tylko biżuteria dla emerytów.

Poniżej 7  ciekawostek, które sprawią, że spojrzysz na bursztyn z nowej perspektywy.

 

60

Tyle jest gatunków bursztynu na świecie – między innymi bursztyn japoński, meksykański, dominikański, czy właśnie bałtycki, który ma największe złoża. Mało kto o tym wie, ale paleta kolorów, w jakich występuje w Polsce jest dość szeroka i rozciąga się od najbardziej znanego żółto-złotego przez czerwony, brązowy, biały, aż po tak nietypowy jak zielony. Ciekaw jestem ile razy jako dzieciak wyrzuciłem taki rarytas, myśląc, że to po prostu oszlifowany przez wodę kawałek butelki.

 

+10 do obrony, +30 do seksapilu

Bursztyn od stuleci wykorzystywany był w medycynie naturalnej różnych kultur. W starożytności uważano, że  zapewnia młodość i piękno. Kleopatra paliła bursztynowe kadzidła, Rzymianie przypisywali mu moc ochronną, a we wczesnym średniowieczu mnisi przygotowywali bursztynowe nalewki na problemy z żołądkiem. Kilka wieków później nawet Mikołaj Kopernik przepisywał jego sproszkowaną formę jako lek na choroby serca. Istne panaceum.

 

Dobra inwestycja

Polskie złoża bursztynu były tak mocno eksploatowane, że od jakiegoś czasu zaczyna go brakować. Przez co powoli staje się niemal tak cenny jak złoto. A bywa nawet, że od niego droższy, bo w ciągu ostatniego roku ceny bursztynu skoczyły o 100 %. Brzmi jak dobra kasa, co?

 

Sztuka

W Gdańsku zobaczyć można instalację artystyczną wykonaną z kamieni z masy żywicznej z wbudowanym oświetleniem z lampek LEDowych – Amber Drops. Brzmi jak małe UFO? Możliwe, ale jest całkiem ludzkie. Światło wewnątrz kamieni jarzy się ze zmiennym natężeniem naśladując oddychającego człowieka, a w samych bryłach zatopione są rożne jego atrybuty. Takie jak telefon komórkowy i inne gadżety, bez których współczesny homo sapiens nie wyobraża sobie życia. Tak jak po owadach setki tysięcy lat temu zatopionych w bursztynie, tak po nas też zostanie wymowna pamiątka.

 

Czwarty atrybut Buddy

To właśnie skamieniała żywica. Młodzi Chińczycy są tak zajarani naszym polskim jantarem, że bursztynnicy na potęgę eksportują go do Państwa Środka. Chociaż w Chinach jesteśmy znani z czegoś innego niż wódka i znikające auta.

 

Twarzowy

Bursztyn trafia coraz częściej do kosmetyków i jest podstawą zabiegów pielęgnujących ciało. Kremiki z nim przeznaczone są do cery zmęczonej i wymagającej odnowy komórkowej. Smarowanie facjaty tymi specyfikami nawilża i natłuszcza skórę, przywracając jej jędrność i elastyczność. I zmniejsza zmarszczki. Aż chce się zacytować klasyka „dziś będzie na twarz, skarbie”.

 

Kamień, który się pali

Nazwa „bursztyn” pochodzi od niemieckiego „bernstein” i znaczy właśnie to, co widzisz u góry. Spodziewałbyś się?

 

Najcenniejszy skarb polskiego morza pojawia się na blogu nieprzypadkowo. W październiku z Andrzejem z jestKultury ruszymy na Pomorze, żeby odświeżyć spojrzenie na ten region i pokazać, że może być atrakcyjny także poza sezonem letnio-wakacyjnym. Że północ polski może być interesująca nawet, gdy rtęć w termometrze jest bliżej środka skali niż górnego wierzchołka. Tematem przewodnim wyjazdu będzie właśnie bursztyn i to, co można z nim zrobić.

Najciekawsze jantarowe atrakcje znajdą się w relacji na blogu za jakieś 3-4 tygodnie, ale warto tematem zainteresować się już teraz, bo…

 

Mamy konkurs

Konkurs, w którym możecie zatrzeć wspomnienie babcinych ozdób i przekonać się, że bursztyn to też biżuteria dla młodych. Do zgarnięcia, w przypadku chłopaków, jest wykonana ze srebra elegancka spinka do krawata lub wisior na rzemieniu z naturalnej skóry (do wyboru jedno z dwóch)…

Ciekawostki bursztyn konkurs 2

…a w przypadku dziewczyn również wykonany ze srebra, niemniej szykowny naszyjnik lub bransoleta (także do wyboru jedno z dwóch).

Ciekawostki bursztyn konkurs

Żeby zgarnąć któryś z tych klejnotów ze Studia Art7 (wartość każdego to około 700zł), wystarczy, że w komentarzu poniżej wymienicie jedną z atrakcji związanych z bursztynem na Pomorzu, która Waszym zdaniem jest ciekawa i warto ją odwiedzić będąc w tym regionie.

Jeśli chodzi o propozycje, to panuje pełna dowolność, byle wiązała się z bohaterem tego wpisu. Na wzięcie udziału w konkursie (co jest równoznaczne z akceptacją regulaminu) macie czas do 26-go września do godziny 23:59. Zwycięzcę jak zwykle wybiorę według własnego widzimisię i zostanie podany dnia następnego również w tym wpisie.

No dobra, to co tam ciekawego w tym Województwie Pomorskim z bursztynami się dzieje?