Close
Close

Rozmowa z Michałem:

– Ej, stary, wyczaiłem mega tanie loty do Bułgarii.

– I?

– Lećmy, będzie ciepło, mokro, tanio i ciepło.

– Wiesz, że 3 dni temu wróciłem z Kirgistanu, nie było mnie miesiąc, wszedłem na 7-tysięcznik, jestem wypluty i spłukany i muszę ogarnąć pracę? I życie?

– Czyli, że nie polecimy?

– No nie.

 

Rozmowa z Patrykiem:

– Ziom, nie poleciałbyś na Maltę?

– Byłem z tobą już rok temu w Barcelonie, a w podstawówce w Zakopanem, nie za dużo oczekujesz?

 

Rozmowa z Wojtkiem:

– Byku, jakie masz plany wakacyjne?

– Praca.

– A po pracy?

– Justin Timberlake.

– A potem?

– Praca.

– A nie chciał…

– Sorry, muszę kończyć, jestem w pracy.

 

Rozmowa z Marzeną:

– Hej Marze…

– Jeśli znowu dzwonisz spytać, czy nie polecę z tobą gdzieś tam, to nie, nie polecę, bo po raz setny mówię ci, że NIE MAM URLOPU, rozumiesz? UR-LO-PU! I nie dzwoń do mnie więcej, bo nawet jak znajdziesz tydzień na Majorce za pół funta w obie strony z all inclusive, to NIE MAM U-R-L-O-P-U!!!

 

Rozmowa z Cyganem:

– …no i wychodzi na to, że się zrobił wrzesień, a ja nie byłem na wakacjach.

– Przecież byłeś na Kempie.

– Stary, to był festiwal, ja tam krócej spałem i wcześniej wstawałem, niż normalnie w domu.

– No tak, w sumie racja. To jakby tak na to spojrzeć, to ja też nie byłem.

– A nie jechałbyś do Chorwacji?

– No dobra, ale to dopiero jutro. Dzisiaj już nie mam siły.

 

W takich oto okolicznościach przyrody, z odpowiednią rozwagą, przemyśliwszy, zbadawszy temat i skrzętnie zaplanowawszy program wycieczki, stwierdziliśmy, że…

 

Lecimy na Korfu!

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (33)

Zupełny spontan, zero przygotowania, zero szczepień na ebolę, wąglika i kryzys gospodarczy. Jedyne co sprawdziliśmy przed kupnem biletów, to pogoda. Choć nie, to w sumie zrobiliśmy dopiero jak hajs był już przelany. Tak, czy inaczej, coś tam o tej greckiej wyspie wiemy, ale to wciąż tyle, co minimalna krajowa – prawie nic. Dlatego, zapytowuję się Was drodzy Czytelnicy – albowiem wiem, że Was też nosi po świecie i od niejednego Greka gyrosa kupowaliście w życiu – co na Korfu TRZEBA:

– zobaczyć (budowle, place, parki)?

– zjeść (typowego dla tego regionu. I wypić w sumie też)?

– doświadczyć (nie mam pojęcia co tu wpisać, ale z pewnością na Korfu jest coś hiper zajebistego, co można zrobić tylko tam)?

Za wszystkie sensowne podpowiedzi odwdzięczę się w sensownych zdjęciach. Albo dzieciach. Jak wolicie.

(niżej jest kolejny tekst)

Niech ci, którzy myślą, że mnie skazali na wygnanie
wiedzą, że może to ja ich skazałem na pozostanie.

Bisz „Niesława”

Siedzę na murku nad Rudawą. Ostatnie promienie słońca spływają mi po twarzy. Leniwy podmuch wiatru próbuje skleić mi powieki. Mrużę oczy i wpatruję się w słońce chowające się za drzewami. I zastanawiam się jak wrócić po takiej przerwie.

Nie było mnie rok. W zasadzie to prawie półtora. Dokładnie to 493 dni. Po latach blogowania, po całych epokach, które minęły w międzyczasie, po tym jak z aktywności w mediach społecznościowych zrobiłem sposób na życie, postanowiłem wyciągnąć wtyczkę. Po prostu wylogować się i zniknąć z sieci. Powodów było sporo, o większości nikt nie wie, i to też nie czas ani miejsce, ale kilka jest na tyle oczywistych, że chcę się nimi podzielić. W zasadzie to muszę.

Unoszę wzrok znad błyszczącej matrycy telefonu, niebo jakiś czasem temu z błękitu przeszło w pomarańcz, a teraz zalewa się purpurą. Piękny impresjonistyczny obraz. Sztuka najwyższej próby, którą za rzadko doceniam. Niebieskie światło telefonu woła o uwagę, wracam do niego i dochodzi do mnie, że powrót po takim czasie jest niemożliwy. Trzeba zacząć od początku. Od zera.

Ale po kolei.

Czy zdjęcie mojego śniadania zmieni świat? 

Czy moja samojebka pomoże w walce z głodem? Czy mój wpis na blogu o Czarnym Proteście przebije się przez mur memów z kotami i mdłych fotek słodkich bombelków? Czy Twoje serduszko pod moim postem jest faktycznie zostawieniem kawałka serca, czy tylko nieświadomym stuknięciem palcem? Jak bębnienie o blat ławki w trakcie nudnej lekcji. Czy w ogóle są jeszcze jakieś działania w internecie, które podejmujemy świadomie? Randkowanie? Zakupy? Chyba tylko kliknięcie przycisku „wyloguj”.

Blogowałem od jesieni 2011. PONAD. SIEDEM. LAT. Czy było warto poświęcić na to tyle czasu? Czy coś zmieniło to w Twoim życiu? Chyba nigdy nie udawałem, że piszę tylko dla siebie. Po co to ciągnąć, jeśli jestem dla odbiorcy tylko mikroekspresją w trakcie obrad na tronie? Jestem?

Blogowałem od jesieni 2011. Co te 7 lat zmieniło w moim życiu? Bardzo dużo. W zasadzie to wszystko. Na lepsze. Chociaż, czy na pewno?

Nie trzeba wierzyć w to co się robi, by to robić. Czasami wystarcza chcieć zarabiać na tym pieniądze. 

Większość branży rozrywkowej działa w ten sposób. Cały kapitalizm jest na tym oparty. Ale ja chciałem być inny i chciałem żyć inaczej. Więc kiedy paląca potrzeba odpowiedzi na najważniejsze pytanie nie została zaspokojona, odepchnąłem klawiaturę, żeby się nie poparzyć. Odepchnąłem ją na rok. 

To pytanie brzmiało: czy ja w ogóle mam jeszcze coś do powiedzenia?

Zatrzymać kołowrotek

„Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie. Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg nie jest biegu sensem?” rapował Eldo w utworze „Plaża” w 2003 roku. Ja w ’96, siedząc w zadymionej kuchni u mojej sąsiadki z mieszkania z naprzeciwko, wpatrywałem się w chomika wchodzącego w nadświetlną w kołowrotku i miałem podobną rozkminę. Czy biega w kółko, bo nie wie, że może rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, czy dlatego, że sprawia mu to przyjemność?

Przekonać można było się tylko w jeden sposób. Zabierając chomika w Bieszczady.

Nie ma już internautów. Są za to cyfrowo wykluczeni

Pierwszy miesiąc był cudowny. A świadomość, że mogę być poza Facebookiem, Instagramem i blogiem, i już nie muszę się bić o utrzymanie zasięgów, uwalniająca.

Kojarzysz ten moment na domówce, kiedy kończy się alkohol, a zgonów jest więcej niż pustych butelek, ale mimo to nie chcesz wyjść, bo cały liczysz, że jednak jeszcze coś się wydarzy? To byłem ja. Gdy podjąłem decyzję, że znikam z sieci, czułem się jakby ktoś wypuścił mnie z piwnicy. Odzyskałem życie, które dawno temu przegrałem z kimś w karty.

Patrzyłem na ludzi przepychających się w komentarzach pod postami, które jutro przestaną istnieć w czyjejkolwiek świadomości, i nie miałem pojęcia po co to robią. Nie przypominam sobie ani jednej afery na Fejsie, w której ktoś kogoś przekonał. Poświęcamy czas, energię i nerwy, a efekt jest taki jakbyśmy grali w tenisa na błocie. Na końcu wszyscy jesteśmy brudni. Czasem człowiek nawet nie zdąży się umyć przed kolejnym meczem.

Cieszyłem się, że jestem poza tym cyrkiem. Przez pierwszy miesiąc. W drugim po prostu byłem poza.

Podgrupę tak długo określa się specyficzną nazwą, jak długo jest mniejszością w danej społeczności. Gdy zaczyna stanowić większość, nazwa znika. Bo większość to „my”, a „my” nie potrzebujemy klasyfikujących łatek. To „oni” ich potrzebują.

Nikt już nie mówi na użytkowników Facebooka facebookowicze, czy na ludzi, korzystających z Instagrama instagramowicze. Zbyt wielu Polaków ma dostęp do internetu by wciąż nazywać ich internautami. To oczywiste, że każdy jest w sieci. To po prostu „my”. Dziwne jest jeśli kogoś tam nie ma.

W 2020 próba oddzielna świata online i offline, to próba oddzielenia ciała od duszy. Virtual i real to w tym momencie jedna zazębiająca się rzeczywistość. Zazębiająca się tak bardzo jakby miała szczękościsk.

Więcej osób zobaczy mój status na Facebooku i zdjęcie na Instagramie niż kiedykolwiek mnie pozna i zamieni ze mną słowo. Na podstawie tego, co wrzucę do sieci, wyrobi sobie opinię na mój temat i namaluje w głowie mój obraz. Który może być na tyle brzydki, że nie będzie chciała podać mi ręki, gdy spotkamy się fizycznie. Czy z malunku może wyjść paszkwil zamiast laurki mimo najszczerszych chęci pozującego? Może. Czy to sprawiedliwe, że na podstawie szczątkowych informacji w sieci budujemy sylwetkę realnego człowieka? W ogóle. Ale tak już jest. Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

Ludzie w całej Polsce wychodzą protestować na ulice, bo ktoś założył wydarzenie na Fejsie. Virtual – real. Ludzie w internecie podają sobie link do wpłaty pieniędzy, bo mama pewnej dziewczynki w Poznaniu jest chora. Real – virtual. Ktoś idzie do więzienia, bo prowadził trollkonto na Twitterze. Virtual – real. 

Działania podejmowane w rzeczywistości są komentowane w sieci, komentarze w sieci popychają do podejmowania działań w rzeczywistości. I na odwrót. Granica między analogiem i cyberprzestrzenią przestała istnieć, kiedy wszyscy ją przekroczyliśmy, by sprawdzić czy trawa pod drugiej stronie jest bardziej zielona. 

Możesz nie brać udziału w dyskusji, ale to nie znaczy, że bez Ciebie się ona nie odbędzie. Po prostu ktoś podejmie decyzję bez Twojego udziału. 

Takie są konsekwencje bycia poza.

Wypchnij godlewskie z ramówki, to przestaną istnieć

Bóg umiera, kiedy traci ostatniego wyznawcę, zmarli giną ostatecznie, gdy znika o nich pamięć. Jeśli chcesz żeby coś przestało istnieć w przestrzeni publicznej, przestań poświęcać temu uwagę.

Patostreamerzy, kruszwile, chajzerowie, godlewskie, youtuberzy bijący się za pieniądze. Oni nie znikną dlatego, że będziemy ich potępiać. Oczywiście wyrażanie sprzeciwu wobec patologii jest ważne, ale w dobie popularności jako nadrzędnej waluty, popularności jako celu samego w sobie, nie ma znaczenia, czy mówimy o nich dobrze, czy źle. Istotne jest wyłącznie to, że mówimy. Jak długo nie przekręcamy nazwy, tak długo dokładamy cegiełkę do budowania ich zasięgu. To absurdalne, ale tak to działa. Z każdym publicznym atakiem w ich stronę stają się tylko silniejsi. Hydra.

Kiedy tylko ktoś wskazuje ich palcem jako antyprzykład, ktoś inny właśnie się o nich dowiaduje i za tym palcem podąża, znajduje ich i zostaje na dłużej. Tak z ciekawości. Bo jeśli wszyscy o czymś mówią, i to głośno, to musi być to ciekawe. Prawda?

Doby nie da się rozciągnąć. Ten talon na 24 godziny życia, który dostajemy każdego dnia jest niewydłużalny. Jeśli oś czasu między 0:00, a 24:00 wypełnisz oglądaniem tutoriali makijażowych, czytaniem felietonów o popkulturze i przeglądaniem zdjęć ładnych ludzi na tle jeszcze ładniejszej przyrody, to w najgorszym wypadku po prostu stracisz dzień. Ale nie będziesz w stanie już upchnąć w nim prezentera TVN napastującego kobiety, czy patoyoutubera zachęcająco dziecko do napastowania kobiet. A jeśli to nie zmieści się na Twojej osi czasu, osi czasu Twoich znajomych, i ich znajomych, to nikt nie poda tego dalej. Śmieci zostaną w koszu.

Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś spytało mnie, dlaczego nic nie zrobiłem by powstrzymać degeneratów wdrapujących się na świecznik dla celebrytów. Jeśli moje teksty na blogu pomogą ich wypchnąć z czyjejś ramówki, to chyba warto.

Małe kroki = wielkie zmiany

Żeby strzaskać lustro jeziora nie trzeba wrzucać do niego głazu. Wystarczy żwirek.

Żeby powstrzymać koronawirusa wystarczyło myć ręce i zachować fizyczny dystans.

Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej. Produkcja mięsa ma w tym spory udział. Jak ludzie mają przerzucić się na wege, jeśli nikt im nie pokaże, że takie jedzenie też jest dobre?

Może zdjęcie mojego śniadania jednak zmieni świat?

Jak opiszę swoją pustkę? „Przezroczysta”

Jesteśmy formą. Kształtem. Dziecięcą foremką, do której trzeba wsypać piach. Konturem, czekającym na pokolorowanie.

Po wydaniu drugiej powieści chciałem usiąść i pisać kolejną, bo miałem wstępne szkice trzech następnych, ale wiedziałem, że muszę poczekać. Między maratonami trzeba robić przerwy, jeśli nie chce się doprowadzić do kalectwa. Tylko psychopata z premedytacją płodziłby coś co jest kalekie. A to nie ja. Ja to duma i szczęście z każdej strony maszynopisu i walka o dziesiątkę w skali Apgar. Ale musiałem zrobić przerwę.

I weź teraz wyciągnij sobie to wypełnienie, co je miałeś w sobie i spróbuj oddychać jak płuca schowałeś do szuflady. Weź podpisz się pod hasłem, że zielony to kolor szczęścia, jak w lustrze widzisz, że jesteś bezbarwny. Weź zbierz myśli, jak echo grochu rzucanego o ścianę pustego pokoju rozsadza Ci łeb.

No to wziąłem nowy zestaw kredek i koloruję to puste pole.

Dziękuję

Kiedy ktoś usuwa mnie ze znajomych na Facebooku, nie wiem o tym. Kiedy ja usuwam kogoś, on też nie jest tego świadomy. Nikt z nas nie dostaje powiadomienia „Hej, Andrzej Nowak właśnie stwierdził, że wymaże Cię z listy osób, z którymi będzie dzielił się prywatnymi szczegółami swojego życia!”. Po prostu przestajecie się pojawiać na swoich tablicach. Dyżurny zrobił użytek z mokrej gąbki.

Kiedy stwierdziłem, że chcę zniknąć, nie spodziewałem się, że ktokolwiek to zauważy. Bo niby w jaki sposób? W lawinie informacji zasypującej Cię przy każdym odblokowaniu telefonu miałbyś zauważyć, że brakuje moich dwóch płatków śniegu? Nie ma szans. A jednak.

Dziękuję każdemu, kto napisał do mnie z pytaniem czy coś się stało, każdemu, kto postanowił sprawdzić czy wszystko w porządku. To przemiłe i wzruszające, a przede wszystkim ogromnie podnoszące na duchu. W dobie powszechnej izolacji, w świecie, w którym sąsiad nie powie ci dzień dobry mijając cię na klatce schodowej, obcy człowiek martwi się o ciebie. Tak właśnie powinien wyglądać ten świat.

To nie musiała być świadoma potrzeba przerwy. To mogła być depresja. To mogło być coś naprawdę poważnego. Dziękuję za każdy przejaw troski o mnie, jesteście wielcy.

***

Dziękuję również wszystkim osobom, które dopytywały co z książkami. Wy też mieliście spory udział przy puszczeniu domina w ruch. Od dzisiaj „Lunatycy” i „To tylko seks” wracają do sprzedaży. Tymczasem na blogu widzimy się przed trzecim maratonem.

9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką

Skip to entry content

9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką
autorem zdjęcia jest DeusXFlorida (6,057,836

Jeśli chcielibyśmy blogosferę dzielić pod kątem dominującej tematyki, to u podnóża piramidy byłaby moda i kulinaria. Szafiarki i kucharki zdominowały krajobraz internetowych pamiętników, bo też dziedziny, którymi się zajmują mają najniższą barierę wejścia. Każdy się w coś ubiera (poza ludnością z krajów trzeciego świata ostentacyjnie lansującą nagość) i każdy coś je (poza Stachurskym). I każdy ma aparat fotograficzny w telefonie (ewentualnie telefon w aparacie fotograficznym).

W związku z powyższym, założenie takiego bloga opartego na zdjęciach jest prostsze, niż powiedzenie „kajak” od tyłu. I dlatego też w sieci tych blogów jest więcej, niż reklam w TVN, a większość z nich wygląda niemal identycznie. A wcale tak wiele nie potrzeba, żeby wyróżnić się czymś z tej, nudnej jak lekcje historii w ogólniaku, szarej masy. Dzisiaj zajmiemy się dziewczynami wdzięczącymi się do obiektywu, a gotowanie zostawimy sobie na raz następny.

Poniżej 9 pomysłów na to, jak być blogerką modową i robić to ciut oryginalniej niż wszyscy.

 

1. Rób zdjęcia w nietypowych miejscach

Parki, galerie handlowe i miejsca w centrum miasta to nuda. Serio. Twoi czytelnicy albo byli tam wczoraj, albo są dzisiaj, albo będę jutro. Jeśli po raz 136 robisz sobie sesję nad Wisłą albo pod Galerią Krakowską, to choćbyś nie wiem jak rozsadzającą mózg miała stylówkę, wtopi się w monotonię otoczenia i zgaśnie. Nie musisz od razu wyjeżdżać na Grenlandię, żeby Twoje zdjęcia nabrały kolorów. Czasem wystarczy znaleźć otwarte wejście na dach w budynku nieopodal, zagadać do znajomego pracującego w fabryce, czy szpitalu albo wejść do rudery w mniej uczęszczanej części miasta.

 

2. Załóż maskę

autorem zdjęcia jest Max Boschini
autorem zdjęcia jest Max Boschini

W zasadzie jakąkolwiek, ale bardziej polecam zwierzęce, niż te z filmów grozy. Tak – to brzmi dziwnie, tak – środowisko nie będzie wiedziało co z tym zrobić, więc na początku będzie się śmiać, potem o tym dyskutować, a potem naśladować.

 

3. Obetnij się na łyso

9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką 3

Zmarszczyłaś brwi i momentalnie odsunęłaś się od monitora? Na Amber Rose czy Natalię z SiStars też tak reagowali. Po czym zaczęli podziwiać za odwagę i inspirować się nimi, ale przede wszystkim – zapamiętali.

 

4. Naucz się lewitować

zdjęcie pochodzi z bloga Agaty Kabengele - Fitly.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Agaty Kabengele – Fitly.pl

To bardzo proste, spytajcie Agatę z Fitly. Wystarczy wysoko skakać albo mieć zwinnego fotografa. Takie zdjęcia robią MEGA wrażenie, ZAWSZE zwraca się na nie uwagę i NIKT nie przechodzi obok nich obojętnie. Jedna taka fota w wpisie daje poczucie, że faktycznie starasz się, żeby blog był czymś więcej, niż fotoreportażem z szafy. Natomiast cała sesja wykonana w ten sposób sprawia, że czytelnicy klikają magiczny przycisk „lubię to” pod postem.

 

5. Rób odjechany makijaż

9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką 5

I mówiąc odjechany, mam na myśli zauważalnie różniący się od tego czym tapetujesz twarz na co dzień. Bo zmiana szminki z magenty na różowy raczej nie zrobi na nikim wrażenia. Ale jeśli użyjesz fluorescencyjnych cieni do powiek, pudru, szminki i lakieru do paznokci, to to będzie COŚ. Coś czego na innych blogach nie widać.

 

6. Wyrażaj inną emocję niż radość

Niemal wszystkie szafiarki szczerzą się na fotkach, pokazując tym samym jakie są szczęśliwe i zadowolone z życia. Czasem, któraś otworzy usta do aparatu wyrażając zdziwienie, ale sporadycznie. Jasne, z uśmiechem prawie każdemu ładniej i pozytywne emocje są spoko, ale jeśli coś robi każdy, to to zwyczajnie jest mało interesujące. Jeszcze nie widziałem, żeby któraś z dziewczyn regularnie na zdjęciach pokazywała złość/furię albo głęboki smutek/rozpacz, a to faktycznie byłoby ciekawe. Bo byłoby czymś nowym.

 

7. Znajdź jakiś motyw przewodni swojego bloga

W zasadzie wszystkie poprzednie punkty do tego się sprowadzają. Jeśli będziesz mieć na swoim blogu coś charakterystycznego, typowego tylko i wyłącznie dla Ciebie, co będzie powtarzać się w każdym wpisie, czytelnikom łatwiej będzie go zapamiętać. I regularnie wracać.  Może to być specyficzne, ukierunkowane w jedną stronę podejście do mody – jak kanonada kolorów u Macademian Girl, czy streetwear u Pani Ekscelencji – ale równie dobrze coś kompletnie innego. Na przykład balonik na każdym zdjęciu, albo latawiec, albo rower. Albo robienie sobie zdjęć zawsze na tle murali.

 

8. Weź coś napisz

Coś więcej niż „hej kochani! Wracam z nowym lukiem, mam buty, sukienkę i kapelusz i świeci słońce, tyle u mnie. Co u was?!?!?!?!1jedenjeden Piszcie w komentarzach, ściskam :* z :P”. Jeśli faktycznie jesteś pasjonatką mody, wrzuć jakiegoś posta z historią baskinki. Albo o podwiązce jako jednym z istotniejszych elementów w filmach akcji. Albo porównaniu stylówek w „Seksie w wielkim mieście” i „Girls”. Albo błędach modowych popełnianych przez uczestników „Warsaw Shore”. No dobra, to ostatnie sobie odpuść, bo wyszłaby straszna kobyła, nie mniej, jeśli raz na tydzień dasz odbiorcom coś do czytania, zanotują sobie w głowie, że to właśnie Ty jesteś tą jedną z 7 szafiarek, które czasem coś piszą.

 

9. Załóż bloga na WordPressie

To wystarczy by być oryginalniejszą, niż 90% pozostałych blogerek modowych, mających brzydkie blogaski z domyślnym, byle jakim szablonem Blogspocie.

wpis jest wynikiem współpracy z marką Wizz Air i Raiffeisen Polbank

W zeszłym tygodniu razem z Konradem z szowinistyczno-feministycznego bloga „Moja dziewczyna czyta blogi” i ekipą dziennikarzy byliśmy w Londynie. Było to dla mnie szczególne przeżycie, bo ostatni raz byłem tam 2 lata temu, gdy razem z kumplem ruszyliśmy szlakiem polskich rodzin szukać pracy w magazynach. I wróciliśmy po 3 tygodniach na tarczy, kompletnie spłukani. Tym razem było diametralnie inaczej, bo też powód wypadu był zupełnie inny. Polecieliśmy do stolicy Anglii na konferencję. Ale o niej za chwilę. Najpierw…

 

Szok na Okęciu

Tak wygląda natężenie ruchu na Lotnisku Chopina w Warszawie…

Processed with VSCOcam with c1 preset

Processed with VSCOcam with b1 preset

…o godzinie 4:30!

Kilka razy w życiu samolotem już leciałem i to o różnych godzinach z różnych miejsc, ale takich tłumów nie widziałem nawet na lotnisku Charles de Gaulle pod Paryżem. W sumie to nawet na poświątecznych wyprzedażach jest mniej ludzi. Wielki brat jest pod wrażeniem.

Nie rzucił go na kolana za to…

 

English breakfast u Gordona Ramsaya

Możecie kojarzyć tego gościa z drobno siekanej pietruszki i równie ciętego języka, jakim operował w telewizyjnych programach kulinarnych. Zwłaszcza „Hell’s kitchen”. Jak nie kojarzycie, to Ramsay to taki Kuba Wojewódzki patelni. Po przylocie pojechaliśmy do jednej z jego restauracji w dość ekskluzywnym hotelu „Savoy” na typowe angielskie śniadanie.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (6)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (7)

Processed with VSCOcam with c1 preset

Było w porządku, absolutnie nic z nim nie było nie tak, ale jak na tego-gościa-z-telewizora „w porządku” to trochę za mało. Spodziewałem się czegoś ponad przeciętnego. Czegoś co rzuci mnie na kolana i powiem „łouł, ale miazga”. To wydobyło się z moich ust dopiero, gdy wjechaliśmy na szczyt…

 

London Eye

Czyli najpopularniejszej atrakcji w stolicy Anglii, z której…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (13)

…rozpościera się widok na całe…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (15)

…ale to całe miasto…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (14)

…i jest przepiękny.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (16)

Przed wejściem do kapsuły obsługa informowała nas, że przejazd będzie trwał pół godziny. Pomyślałem, że straszne nudy, bo patrzenia przecież będzie góra na 5 minut – 2 minuty w lewo, 2 w prawo i minuta na poprawianie okularów – ale trudno, jakoś się przemęczę. Jak wysiadaliśmy, te 30 minut to było zdecydowanie za mało. W Londynie jest tyle różnych architektonicznie budynków, że podziwiając miasto z wysokości 135 metrów przydałaby się co najmniej godzina. Albo trzy. Nowoczesność miesza się z zabytkami i jest na czym zawiesić oko.

Na brak bodźców z otoczenia też trudno narzekać na…

 

Piccadilly Circus

Czyli w centrum miasta, gdzie jest jakieś 1500 razy tłoczniej, niż pod Mariackim w południe, bo oprócz ławicy przechodniów jest też…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (10)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (5)

…trylion autobusów. Na szczęście ładnych, więc nawet, gdy masz wrażenie, że zaraz dojdzie do automobilicznego oblężenia, to wiesz, że nie ucierpi na tym Twój zmysł estetyczny.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (9)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (11)

Wypad do Anglii nie mógłby zostać uznany za udany, jeśli na obiad nie poszlibyśmy na…

 

Fish&chips

raiffeisen wizzair karta kredytowa (18)

Processed with VSCOcam with g3 preset

Sałatka w porządku, frytki z rybą bardzo spoko, natomiast tego zielonego musu z groszku nie byłem w stanie ogarnąć. To chyba coś na zasadzie czipsów z octem – musisz mieć brytyjski akcent, żeby się tym delektować. Natomiast murzynek z polewą waniliową obłędny. Gdybym był sam, pewnie wylizałbym talerz, bo bezdyskusyjnie orgazm dla podniebienia.

Ale, ale, nie dla orgazmów do Londynu polecieliśmy (przynajmniej nie tylko i wyłącznie). Głównym powodem, dla którego znaleźliśmy się na wyspie była konferencja związana z tym, że…

 

Wizz Air i Raiffeisen Polbank obniżają koszty latania

Latanie Wizz Airem nie należy do najdroższych, wie to każdy, kto choć raz porównywał ceny z Lufthansą, czy LOTem. Jeśli tylko kupi się bilet odpowiednio wcześniej, można podróżować mocno po taniości, ale dzięki nowej akcji promocyjnej da się to zrobić za jeszcze mniejsze pieniądze. Na przykład zapłacić za lot do Londynu połowę mniej.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (22)

Od zeszłego czwartku ruszył program partnerski Wizz Aira i Raiffeisenu „Najsprytniejsi latają najtaniej” oparty na karcie kredytowej, która uprawnia do sporych zniżek przy kupnie biletów lotniczych. W twitterowym skrócie działa to tak, że mając kartę Wizz Air MasterCard macie:

– darmowe członkostwo w Wizz Discount Club (co sprowadza się do tego, że kupując bilety dla siebie oraz swoich najbliższych płacisz 45zł mniej)

– 1zł na tańsze bilety za każde 50zł wydane kartą na zakupy

– 1zł na tańsze bilety za każde 25zł wydane kartą na wizzair.com

– 50zł na tańsze bilety na dobry start przy założeniu karty

Biorąc pod uwagę, że korzystanie z programu przez pierwszy rok jest zupełnie bezpłatne, a wykonując transakcje za granicą jeszcze oszczędzacie na przewalutowaniu, to faktycznie jest to korzystne. Wiem, że przekroczyłem 140 znaków, ale to najistotniejsze rzeczy, które powinniście wiedzieć decydując się na kartę. Pozostałe szczegóły, jak i formularz do zmówienia znajdziecie TUTAJ.

I pamiętajcie, że przy sprytnym lataniu ważny jest też…

Processed with VSCOcam with f2 preset

…spryt przy robieniu zdjęć. Bo najlepsze foty wychodzą wtedy, gdy focony obiekt nie spodziewa się focenia.