Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Somersby i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

W zeszłą sobotę Lord Somersby wyprawił bal w Instytucie Wysokich Napięć w Warszawie. Wiem, że to on chciał być tajemniczym spiritus movens całego wydarzenia. Komendantem melanżu, o którym wszyscy plotkują i chcą go poznać, a on tylko pojawia się i znika, elektryzując gości. Coś jak Wielki Gatsby na swoich prywatkach. Trochę tak było i rzeczywiście, gdy zjawiał się na scenie kilkanaście metrów nad ziemią wywoływał poruszenie i wszystkie oczy były zwrócone na niego. Ale bądźmy szczerzy, większość uwagi skupiało się na dziewczynach. No, przynajmniej mojej. Wybacz szefie.

To, jak to z nimi było, a konkretnie, co lubią dziewczyny Lorda Somersby?

 

Jeździć limuzyną

Party like a lord - impreza Lord Somersby (1)

Oczywiście najlepiej taką dwupoziomową, żeby, nie daj boże, nie trafił się ktoś w centrum stolicy, kto by jej nie zauważył.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (2)

Rozgrzewka w limo jednak nie zawsze wygląda tak dziko, jak na amerykańskich teledyskach. Czasem jest nuda i trzeba podpierać sufit.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (3)

Tak serio, to odkąd wesoły autobus ruszył (nie mylić ze smutnym), zaczęło się dziać i leciały pierwsze śmichy-chichy i „trąciłem cię? O przepraszam, a w ogóle to ładna sukienka, wymienimy się numerami?”. Aczkolwiek, gdyby już wtedy puścili muzykę nic by się złego nie stało. W zasadzie, to same dobre rzeczy.

Na szczęście warunki do tańczenia były już chwilę później.

 

Bawić się na koncertach

Party like a lord - impreza Lord Somersby (32)

Od wejścia wrażenie robiła nietypowa scena, bo nie widziałem jeszcze, żeby ktoś występował na piramidzie zbudowanej z sześcianów. Dyskdżokej grał w kostce niemal na samej górze, a w okół niego latały tematyczne wizualizacje i światła potęgujące klimat. No, w Aferze na Sławkowskiej to nie ma takich rzeczy.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (13)

Post użytkownika Stay Fly.

Gdy muzyka mechaniczna ustąpiła zespołom grającym na żywo, cała scena zamieniła się w jedną wielką trójwymiarową wizualizację i nie dało się nie załapać wczuty. Wyładowania atmosferyczne rzucane na piramidę sprawiały wrażenie, jakby za chwilę faktycznie miały posypać się gromy z nieba. Była moc!

Party like a lord - impreza Lord Somersby (28)

Najbardziej dało się odczuć, że jesteśmy w miejscu, gdzie faktycznie panuje wysokie napięcie, gdy za mikrofon złapała Elka Eyre. Mogłaby prowadzić szkolenia „Jak mieć 20 lat i zawładnąć salą pełną ludzi?”. Albo z profesjonalnego kręcenia włosów. No w każdym razie, dała czadu jak wybuch instalacji gazowej w bloku z wielkiej płyty.

Pić drinki

Party like a lord - impreza Lord Somersby (18)

Przygotowane przez kogoś, kto potrafi coś więcej, niż przelać, wstrząsnąć i zamieszać.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (7)

Na przykład połączyć piwo z whisky albo wiśniówką i zrobić to w taki sposób, że smakuje lepiej niż osobno. No muszę powiedzieć, że dobry gust mają te dziewczyny, nie spodziewałem się, że to będzie dobre. A było.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (10)

 

Robić dzióbek

Bez owijania w bawełnę, ani szary papier, to jest właściwa część wpisu. Czyli ilustrowany leksykon dzióbków na przykładzie dziewczyn Lorda Somersby.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (14)

Typ: Dzióbek niezdecydowany

Modelka: Smakowity Kąsek

Cechy charakterystyczne: Wywinięta dolna warga sugeruje, że to dzióbek, schowana górna, że jednak nie, przez co nigdy nie masz pewności, czy chce Ci dać buziaka, czy tylko się uśmiecha. Musisz sprawdzić na własną odpowiedzialność.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (15)

Typ: Dzióbek podpuszczający

Modelka: Glam Paula

Cechy charakterystyczne: Niby chce pocałować, ale jednak odchyla się do tyłu – klasyczna kokietka.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (16)

Typ: Dzióbek grzywiczny

Modelka: Segritta

Cechy charakterystyczne: Nie możesz skupić się na ustach, bo ciągle patrzysz na włosy. Ach, ta grzywka!

Party like a lord - impreza Lord Somersby (20)

Typ: Dzióbek czarnopolewkowy

Modelka: Honey

Cechy charakterystyczne: wciska wymówkę, że musi napić się kawy, ale tak naprawdę woli pocałować nawet filiżankę, niż Ciebie. Cóż, lepiej dostać kosza niż koszem.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (21)

Typ: Dzióbek rebeliancki

Modelka: Styl Oly

Cechy charakterystyczne: Nie zrobi dzióbka, choćbyś powiedział, że wiesz czym jest zalotka i baskinka albo czym różni się spódnica od sukienki. I faktycznie to wiedział.

Lord Somersby Party Like A Lord

Typ: Dzióbek dezorientujący

Modelka: BO4GO

Cechy charakterystyczne: Próbuje odwrócić nim uwagę od tego, co ma pod futrem.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (24)

Typ: Dzióbek na śpiocha

Modelka: Fashionelka

Cechy charakterystyczne: Jak otworzy oczy będzie mówić, że nic nie pamięta. Może też użyć popularnego zwrotu „a kim ty w ogóle jesteś?” lub „na śpiocha się nie liczy”.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (19)

Typ: Dzióbek cyklopiczny

Modelka: Pani Ekscelencja

Cechy charakterystyczne: Bierze Cię pół żartem, pół serio, dlatego patrzy tylko jednym okiem. Wzbudziłeś jej zainteresowane, ale nie wie czy można Ci zaufać, stąd chronienie twarzy dłońmi. Gdyby przypadkiem okazało się, że jesteś złodziejem pocałunków.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (33)

Typ: Lisi dzióbek

Modelka: Ameliowy

Cechy charakterystyczne: Brak. Bo z lisami to nigdy nie wiadomo.

 

Skakać w deszczu konfetti

Processed with VSCOcam with f2 preset

Bo jak rzecz staropolskie przysłowie „kto nie miał konfetti na ramionach, temu opadną wymiona”.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

Kończę 29 lat. Co powiedziałbym 19-letniemu sobie?

Skip to entry content

Gdy miałem 19 lat i kończyłem liceum, wiek 29 wydawał mi się tak odległy, że nie byłem przekonany, czy kiedykolwiek go dożyje. Dziś jestem po drugiej stronie, w tym tygodniu obchodzę 29-te urodziny i wracając myślami do 19-letniego siebie mam wrażenie, że cofam się niemal do poprzedniego życia. Co zmieniło się w trakcie tej dekady? Nie chcę mówić, że wszystko, bo choćby nazwisko wciąż mam to samo, ale przeszedłem sporo przeobrażeń w tym czasie, głównie mentalnych.

Czy dziś, będąc krok przed 30-tką utożsamianą w naszym społeczeństwie z pełną dojrzałością, dałbym sobie z przeszłości, młodemu szczawiowi, jakieś rady? Pewnie, że tak!

Nie przywiązuj wagi do opinii innych, oni będą stać i pieprzyć, a ty ruszysz dalej

Głowa mnie boli, gdy myślę o tym ilu rzeczy nie zrobiłem, bo bałem się jak to zostanie odebrane przez otoczenie. Lęk przed negatywnymi opiniami innych jest niewiarygodnie blokujący i kompletnie idiotyczny, przy czym o tym drugim dowiadujesz się dużo, dużo później. Gdy dziś patrzę na osoby, które na studiach szydziły z tego, że założyłem bloga, widzę, że są dokładnie w tym samym miejscu, co wtedy. Czyli nigdzie. Pracują za karę, w zawodach, których nie lubią, przeklinają poniedziałki i błogosławią piątki. Nie zrobiły nic, co dałoby im prawo do demotywowania mnie przy realizacji swoich pomysłów, a mimo to im na to pozwalałem.

Czy dziś przeżywam to, że ktoś 5 lat temu mnie wyśmiał? W ogóle. Czy byłbym dużo dalej, gdybym wcześniej „zaryzykował”, że komuś może się nie spodobać to co robię? Zapewne.

Nie rezygnuj z porannej gimnastyki

Ani żadnych innych pozytywnych nawyków, które masz. Bo to jak ze sprzątaniem. Dużo łatwiej jest utrzymywać mieszkanie w czystości, pucując je co tydzień, niż zebrać się w raz w miesiącu, żeby je odgruzować z kurzu i brudnych naczyń.

Kiedyś codziennie rano ćwiczyłem przez 10 minut i nie kosztowało mnie to specjalnie dużo wysiłku, bo był to stały element dnia. Któregoś razu zrobiłem sobie tygodniową przerwę. Która rozciągnęła się na 1,5 roku. Powrót do tego nawyku dzisiaj jest nieporównywalnie trudniejszy, niż niezaprzepaszczanie go przerwą wtedy.

Każdy wybór, którego dokonujesz jest dobry, bo jest twój

Na przestrzeni lat podejmowałem wiele trudnych decyzji, które ciągnęły za sobą poważne, często nieodwracalne konsekwencje. Stając w ich obliczu wielokrotnie się bałem, bazując tylko na intuicji i nie mając pojęcia, czy dobrze robię. Szczęście w nieszczęściu, że nie miałem kogoś kto mógłby narzucić mi co jest właściwe i dokonać tego wyboru za mnie. Zresztą, byłem na tyle niepokorny, że i tak bym go nie posłuchał. Cześć z tych decyzji było nieodpowiedzialnych, lekkomyślnych i czasami po prostu głupich, ale patrząc na nie z perspektywy dzisiejszego punkt widzenia i tak ich nie żałuję.

Czemu?

Bo każda z nich była moja. Bo wiem, że przez te 10 lat byłem jedyną osobą, która kierowała moim życiem. Bo nie mam wrażenia, że biernie odgrywałem scenariusz napisany przez rodzinę, czy otoczenie.

Próbuj nowych rzeczy

Dokładnie tylu, do ilu tylko czujesz pociąg. Nigdy nie wiesz kiedy pozornie nieprzydatne umiejętności staną się kluczowe dla twojego rozwoju i twojej kariery.

Nie bądź tak zapatrzony w swoich idoli z młodości

Oczywiście, jeśli nie chcesz zostać wrakiem.

Od końca podstawówki byłem zafascynowany rapem, ta muzyka była całym moim życiem, a raperzy bożkami, w których byłem ślepo zapatrzony. Z kolegami godzinami analizowaliśmy ich teksty, przerzucaliśmy się plotkami na ich temat i chcieliśmy robić wszystko to, co oni. Niezależnie jak zdemoralizowane i destrukcyjne by to było. Gdy dziś patrzę na dawnych idoli, których z szacunku za dawne dokonania nie wymienię, widzę wraki zarówno fizyczne, jak i emocjonalne. Nie potrafią ani funkcjonować w społeczeństwie jako dorośli ludzie, ani w rodzinach jako mężowie, nie mówiąc już o parodii ojcostwa. Są teraz karykaturami samych siebie, którzy żyją w nadziei, że jeśli tylko wystarczająco mocno zamkną oczy, to czas się zatrzyma.

Gdybym się cofnął o te 10 lat, pokazałbym sobie co dzieje się z Piotrusiami Panami, gdy opuszczają Nibylandię. Bo zbyt długo byłem pewien, że taka sytuacja nie będzie mieć miejsca, traktując ich jak autorytety, a ich słowa jak drogowskazy.

Nigdy nie jest za późno na zmianę

Zawsze jest jeszcze czas, żeby zacząć wszystko od początku. Zawsze jest jeszcze czas, żeby wywrócić całe swoje życie do góry nogami. Zawsze jest jeszcze czas, żeby spróbować czegoś zupełnie nowego od zera. Może być trudniej, może być więcej przeszkód, może to zająć więcej czasu, ale nigdy nie jest za późno, żeby ułożyć rzeczywistość wokół siebie tak jak to sobie wymyśliłeś.

Tę radę kieruję zarówno w przeszłość, jak i przyszłość, żebym nigdy o niej nie zapomniał.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nenad Popović
---> SKOMENTUJ

Nie wiem, czy u Ciebie tak jest, ale ja dość prosto mogę posegregować ludzi po tym jak się do mnie zwracają. Na podstawie tego, czy używają zdrobnienia wypowiadając moje imię, czy pełnej formy, łatwo mi ich przyporządkować do kategorii z określonym poziomem zażyłości. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak jeden koleś z trzeciego roku studiów, który zawsze używał formy bezosobowej, mimo, że mieliśmy ze sobą dość bliski kontakt, ale zasadniczo działa.

I wygląda to mniej więcej tak:

Panie Janie – domena urzędników, akwizytorów, telemarketerów i pracowników banku – ludzi, z którymi nic mnie nie łączy. Zawsze, gdy słyszę to sformułowanie wiem, że rozmowa skończy się utarczce słownej. Albo oni nie będą chcieli załatwić sprawy, z którą przyszedłem, albo ja nie będę chciał oferty, którą chcą mi wcisnąć.

Jan – tak zwracają się do mnie nowo poznane osoby, zazwyczaj na konferencjach, które chcą dodać powagi naszej relacji. A w zasadzie, to ukazać siebie jako turbo profesjonalistę i poważnego gościa, który jest człowiekiem interesu. I piszę „gościa”, bo w 90% dotyczy to facetów.

Janek – najbardziej neutralna i najmniej nacechowana emocjami forma. Tego zdrobnienia używają głównie znajomi – ludzie, z którymi skądś tam się znam i co jakiś czas się widujemy, ale nie czytamy sobie przypowieści biblijnych na dobranoc. Ani nawet streszczenia „Calineczki”.

Jasiu – wołacz zarezerwowany dla najbliższych. Tylko przyjaciele i ludzie, z którymi przepłynąłem morze wódki tak do mnie mówią. A że nie uprawiam tego sportu od kilku lat, to jest ich niewielu.

Jasiek – ile bym nie miał lat dla mojej mamy zawsze będę „Jaśkiem”. Poza nią, ostatni raz tak zwracała się do mnie wychowawczyni w liceum. Wydawało jej się, że w ten sposób będzie bardziej po kumpelsku i szybciej się zziomujemy. No, nie wyszło.

Jaś – to dość zabawne, ale jedyną osobą, która kiedykolwiek użyła tej formy na głos jest mój przyjaciel Patryk. Co najlepsze, używał jej przez dobre 5 lat naszej znajomości, bo wydawało mu się, że to najsensowniejsze zdrobnienie mojego imienia. Później poszliśmy do liceum i okazało się, że to jednak siara.

Panie Janku – absolutny fenomen i hit hitów. Coś co zdecydowanie wyróżnia nas na arenie europejskiej i ogólnoświatowej, bo nie spotkałem się z tym, żeby podobne połączenie funkcjonowało w jakimś innym języku. Ta zbitka zwrotu „per pan” i zdrobnienia „Janku” powinna zostać wpisana na listę dóbr narodowych.

Z jednej strony niby komunikujemy się oficjalnie i wpychamy dialog w formalne ramy, a z drugiej chcemy by była to rozmowa kumpelska bez zachowywania dystansu adekwatnego dla pierwszej części zwrotu. Innymi słowy, sposób na bycie oficjalnym ziomem. Myślisz, że jakaś inna nacja by na to wpadł? Polak potrafi.

Ja najczęściej używałem „pani Halinko” w dziekanacie i „panie Heniu” do wszelkiej maści „fachowców”. Podwyższało to skuteczność kontaktu o jakieś 300%. Z kolei, w stosunku do mnie tę formę stosują najczęściej osoby, które muszą się ze mną komunikować na polu biznesowym. I robią to pierwszy raz. Niby czują, że powinno być oficjalnie, ale widzą, że mega młodo wyglądam, więc w sumie nie wiedzą jak zgadać, przez co są skonfundowane i wyjeżdżają z „pana Janka”. Ta zbitka wydaje mi się tak śmieszna, że przy drugim mailu zawsze proponuję, żebyśmy po prostu przeszli „na ty”.

A Tobie w jakich sytuacjach najczęściej się zdarza być jednocześnie oficjalnym i kumpelskim?

---> SKOMENTUJ

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (27)

Zeszłotygodniowy wyjazd (w sumie to wylot) był moim pierwszym razem w Grecji. Nie byłem nigdy wcześniej ani w Atenach, ani na Krecie, ani na Kos, więc nie mogę porównać mentalności Greków na Korfu do mieszkańców innych wysp, ale z rozmów ze znajomymi wnioskuję, że są dość reprezentatywni. Na tyle, by stwierdzić, że Grecy jeszcze mocniej praktykują tomiwisizm niż Hiszpanie. A byłem przekonany, że ci drudzy są liderami tej filozofii.

Przez te 7 dni, Grecy udowodnili mi, że żyją na większym luzie, niż rastamani na Jamajce. Czy polityk na diecie z immunitetem. Wszyscy przepracowani ludzie, nieradzący sobie z natłokiem obowiązków i stresem powinni do nich wpadać na miesięczną kurację. Po takiej terapii jedyne co by ich martwiło, to którą ręką podrapać się za uchem. W Grecji może i jest kryzys, ale to jeszcze nie powód, żeby się nim przejmować.

 

Punktualność

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (50)

W trakcie wyjazdu mieszkaliśmy w 3 różnych częściach wyspy – pierwsze 3 dni w stolicy – Kerkyrze, kolejne 2 dni w Rodzie i ostatnie 2 w Paleokastritsie (ała, prawie połamałem sobie język na odmianie tej miejscowości). Wynosząc się z Kerkyry byliśmy umówieni w Rodzie na 12:00 z właścicielem na odbiór mieszkania. Ale trochę nam się nie ogarnęło. I dotarliśmy 3,5 godziny później. Myślisz, że się wkurzył albo choć trochę zirytował? Nawet nie zareagował – „no problem my friend”.

 

Spożywczak

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (49)

Jeśli jesteś w jakiejś turystycznej miejscowości w Polsce i przy płaceniu brakuje Ci jakichś drobniaków z końcówki, to ekspedientka/sprzedawca/ktokolwiek nie popuści. W Bułgarii zaokrągli w górę i Cię orżnie. A w Grecji machnie rękę i oleje to, że nie masz 20 eurocentów. I to nie na zasadzie, że „doniesiesz”, czy „przy okazji”, po prostu oleje. I tak by mu się nie chciało wydawać.

 

Wypożyczenie rowerka wodnego

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (10)

Na Sosinie musisz zostawić dowód, pokwitować odebranie kamizelek ratunkowych i być z 5 minut przed czasem oddając rowerek. Na Korfu musisz tylko zapłacić. Najlepiej w jednym papierku, żeby nie męczyć nikogo liczeniem. Kapoki i zwrot na czas? A po co to komu?

 

Biznes

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (43)

Niektóre lokale w Kerkyrze miały naganiaczy. Niektóre, bo część knajp była prowadzona przez rdzennych, leciwych Greków, którzy bardziej niż ilość klientów cenili sobie spokój. I Ci, wręcz byli rozczarowani i zniesmaczeni, że burzysz im niezmąconą harmonię dnia pojawiając się w ich, jak dotąd, pustym lokalu.

 

Wynajem mieszkania

Processed with VSCOcam with c1 preset

Wydaje Ci się, że wynajęcie mieszkania (w dodatku swojego) to poważne przedsięwzięcie, przy którym ostrożność jest co najmniej wskazana i wypadałoby zapisać chociaż imię i nazwisko najemcy? Masz rację, wydaje Ci się. W Paleokastritsii wynajęliśmy apartament totalnie na gębę, nie podając nawet nazwiska, nie mówiąc już o dokładniejszych danych z dowodu. Mogliśmy je zalać, spalić albo wpuścić do niego studentów i nikt by nas nawet nie znalazł.

 

Czas

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (57)

Jest pojęciem bardzo rozciągliwym. Doba hotelowa nigdy nie trwa 24 godzin, a w przypadku Greków to już na pewno. Tyle, że w drugą stronę. Pierwsze mieszkanie niby wynajęliśmy na 2 doby. Niby, bo te 48 godzin trwało od 17-go od godziny 00:30 do 19-go do godziny 14:30. A mogłoby trwać jeszcze dłużej, bo właścicielka dając nam klucze pożegnał się słowami „left aparment when you want”. No spoko.

 

Knajpa

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (20)

Jesteś jednym z 8 klientów siedzących w lokalu, z czego 2 przyszło z Tobą? I tak poczekasz 10 minut na przyjęcie zamówienia, co najmniej 30 minut na jego realizację i 10 na wydawanie reszty. Tu NIKOMU się nie śpieszy. Z obsługi oczywiście.

 

Wypożyczenie auta

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (59)

O ile podejście Greków do wynajmowania mieszkań mogło Cię nie ruszyć, bo zasadniczo ciężko z takim uciec, to kwestia wypożyczania samochodów już powinna zmarszczyć Ci czoło.

Spisują imię i nazwisko z losowego prawa jazdy, dają kluczyki, nie biorą żadnej, ale to żadnej kaucji i życzą szerokiej drogi. A jak pytasz co ze zwrotem, mówią żebyś zostawił na lotniskowym parkingu i włożył kluczyki pod siedzenie. Tyle. Nikt nie zaprząta sobie głowy tym, że mógłbyś podać lewy dokument, porwać auto, sprzedać na czarnym rynku, albo faktycznie zostawić pod tym lotniskiem, ale ktoś inny by je ukradł, skoro zostawiasz kluczyki w środku. Mają to gdzieś. Dokładnie tam, gdzie wsadza się czopki.

Czy bycie Grekiem nie jest piękne? A już na pewno dobre dla cery.

---> SKOMENTUJ