Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Wizz Air i Raiffeisen Polbank

W zeszłym tygodniu razem z Konradem z szowinistyczno-feministycznego bloga „Moja dziewczyna czyta blogi” i ekipą dziennikarzy byliśmy w Londynie. Było to dla mnie szczególne przeżycie, bo ostatni raz byłem tam 2 lata temu, gdy razem z kumplem ruszyliśmy szlakiem polskich rodzin szukać pracy w magazynach. I wróciliśmy po 3 tygodniach na tarczy, kompletnie spłukani. Tym razem było diametralnie inaczej, bo też powód wypadu był zupełnie inny. Polecieliśmy do stolicy Anglii na konferencję. Ale o niej za chwilę. Najpierw…

 

Szok na Okęciu

Tak wygląda natężenie ruchu na Lotnisku Chopina w Warszawie…

Processed with VSCOcam with c1 preset

Processed with VSCOcam with b1 preset

…o godzinie 4:30!

Kilka razy w życiu samolotem już leciałem i to o różnych godzinach z różnych miejsc, ale takich tłumów nie widziałem nawet na lotnisku Charles de Gaulle pod Paryżem. W sumie to nawet na poświątecznych wyprzedażach jest mniej ludzi. Wielki brat jest pod wrażeniem.

Nie rzucił go na kolana za to…

 

English breakfast u Gordona Ramsaya

Możecie kojarzyć tego gościa z drobno siekanej pietruszki i równie ciętego języka, jakim operował w telewizyjnych programach kulinarnych. Zwłaszcza „Hell’s kitchen”. Jak nie kojarzycie, to Ramsay to taki Kuba Wojewódzki patelni. Po przylocie pojechaliśmy do jednej z jego restauracji w dość ekskluzywnym hotelu „Savoy” na typowe angielskie śniadanie.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (6)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (7)

Processed with VSCOcam with c1 preset

Było w porządku, absolutnie nic z nim nie było nie tak, ale jak na tego-gościa-z-telewizora „w porządku” to trochę za mało. Spodziewałem się czegoś ponad przeciętnego. Czegoś co rzuci mnie na kolana i powiem „łouł, ale miazga”. To wydobyło się z moich ust dopiero, gdy wjechaliśmy na szczyt…

 

London Eye

Czyli najpopularniejszej atrakcji w stolicy Anglii, z której…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (13)

…rozpościera się widok na całe…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (15)

…ale to całe miasto…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (14)

…i jest przepiękny.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (16)

Przed wejściem do kapsuły obsługa informowała nas, że przejazd będzie trwał pół godziny. Pomyślałem, że straszne nudy, bo patrzenia przecież będzie góra na 5 minut – 2 minuty w lewo, 2 w prawo i minuta na poprawianie okularów – ale trudno, jakoś się przemęczę. Jak wysiadaliśmy, te 30 minut to było zdecydowanie za mało. W Londynie jest tyle różnych architektonicznie budynków, że podziwiając miasto z wysokości 135 metrów przydałaby się co najmniej godzina. Albo trzy. Nowoczesność miesza się z zabytkami i jest na czym zawiesić oko.

Na brak bodźców z otoczenia też trudno narzekać na…

 

Piccadilly Circus

Czyli w centrum miasta, gdzie jest jakieś 1500 razy tłoczniej, niż pod Mariackim w południe, bo oprócz ławicy przechodniów jest też…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (10)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (5)

…trylion autobusów. Na szczęście ładnych, więc nawet, gdy masz wrażenie, że zaraz dojdzie do automobilicznego oblężenia, to wiesz, że nie ucierpi na tym Twój zmysł estetyczny.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (9)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (11)

Wypad do Anglii nie mógłby zostać uznany za udany, jeśli na obiad nie poszlibyśmy na…

 

Fish&chips

raiffeisen wizzair karta kredytowa (18)

Processed with VSCOcam with g3 preset

Sałatka w porządku, frytki z rybą bardzo spoko, natomiast tego zielonego musu z groszku nie byłem w stanie ogarnąć. To chyba coś na zasadzie czipsów z octem – musisz mieć brytyjski akcent, żeby się tym delektować. Natomiast murzynek z polewą waniliową obłędny. Gdybym był sam, pewnie wylizałbym talerz, bo bezdyskusyjnie orgazm dla podniebienia.

Ale, ale, nie dla orgazmów do Londynu polecieliśmy (przynajmniej nie tylko i wyłącznie). Głównym powodem, dla którego znaleźliśmy się na wyspie była konferencja związana z tym, że…

 

Wizz Air i Raiffeisen Polbank obniżają koszty latania

Latanie Wizz Airem nie należy do najdroższych, wie to każdy, kto choć raz porównywał ceny z Lufthansą, czy LOTem. Jeśli tylko kupi się bilet odpowiednio wcześniej, można podróżować mocno po taniości, ale dzięki nowej akcji promocyjnej da się to zrobić za jeszcze mniejsze pieniądze. Na przykład zapłacić za lot do Londynu połowę mniej.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (22)

Od zeszłego czwartku ruszył program partnerski Wizz Aira i Raiffeisenu „Najsprytniejsi latają najtaniej” oparty na karcie kredytowej, która uprawnia do sporych zniżek przy kupnie biletów lotniczych. W twitterowym skrócie działa to tak, że mając kartę Wizz Air MasterCard macie:

– darmowe członkostwo w Wizz Discount Club (co sprowadza się do tego, że kupując bilety dla siebie oraz swoich najbliższych płacisz 45zł mniej)

– 1zł na tańsze bilety za każde 50zł wydane kartą na zakupy

– 1zł na tańsze bilety za każde 25zł wydane kartą na wizzair.com

– 50zł na tańsze bilety na dobry start przy założeniu karty

Biorąc pod uwagę, że korzystanie z programu przez pierwszy rok jest zupełnie bezpłatne, a wykonując transakcje za granicą jeszcze oszczędzacie na przewalutowaniu, to faktycznie jest to korzystne. Wiem, że przekroczyłem 140 znaków, ale to najistotniejsze rzeczy, które powinniście wiedzieć decydując się na kartę. Pozostałe szczegóły, jak i formularz do zmówienia znajdziecie TUTAJ.

I pamiętajcie, że przy sprytnym lataniu ważny jest też…

Processed with VSCOcam with f2 preset

…spryt przy robieniu zdjęć. Bo najlepsze foty wychodzą wtedy, gdy focony obiekt nie spodziewa się focenia.

(niżej jest kolejny tekst)

50
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
32 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
Blog? Aaa, taka stronka w internecie?Eve6 sposobów na przeżycie zimyEmiliaAleksandra Olszewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Blog Ojciec
Gość

Oj, bardzo długo szukałem dobrej alternatywy dla mBanku. I chyba w końcu ją znalazłem :)

Ania | primocappuccino
Gość

a co ci nie pasuje w MB? Chętnie poznam jakieś negatywne zdanie :)

Blog Ojciec
Gość

Tragiczny poziom obsługi klienta, bezsensowne zmiany regulaminu (ponad tydzień mi zajęło aktywowanie karty kredytowej, po tym jak już dostałem) i znikające złotówki na koncie (niestety nie udowodnione, bo zniknęło mi 30zł, a za wyciąg z konta życzą sobie bezzwrotne 100zł, więc podziękowałem).

Anna M. Lukasiewicz
Gość

Najfajniejsze w Londynie jest „multi-kulti”, czyli to, że można zjeść wszędzie coś z każdego zakątka świata, niekoniecznie u Gordona Ramseya, który tylko „uhonorował” swoim imieniem kilka knajp, a w nich nawet nie bywa. Tak czy siak jako że jestem z „branży”, wiem, że praca u niego (a raczej pod jego szyldem) jest najgorszą harówką.

Jan Favre
Gość

Z tym multi-kulti, to podobnie jak w Berlinie, tam tez można spróbować kuchni z różnych części świata.

Monika
Gość

Jeszcze tylko większy bagaż podręczny i będzie idealnie <3

Konrad
Gość

Przecież ten powiększony podręczny jest w Wizzie naprawdę duży. W 56x46x25cm to ja się na dwa tygodnie spakuję.

Karina
Gość
Karina

za oplata…

Konrad
Gość

Bez przesady, to tylko 70 zeta w sezonie i 40 poza.

Karina
Gość
Karina

w innych liniach mam duzy bagaz za darmo… wczesniej Wizzair tez nie liczyl sobie za bagaz dopiero chyba od roku nalicza sobie dodatkowa oplate. To co sobie „zaoszczedzam” na biletach z karta Wizzair wydaje na duzy podreczny ;) Latam z nimi od 7 lat, znam ich na wylot. Kiedys bylo fajniej.. taniej…

Karina
Gość
Karina

oh pamitam jeszcze jak z te 6 lat temu latalam nawet 2 razy w miesiacu za 150 zl w dwie strony z darmowym bagazem rejestrowanym :) to byly piekne czasy Wizzair :)

Monika
Gość

Aaa to sorry, nie ogarniam tego z tym powiekszonym, bo jeszcze z nim nie lecialam. Tam jest jakas opcja z dwoma bagazami – mniejszym i wiekszym podrecznym? No w te wymiary co podales to ja tez sie na luzie pakuje, myslalam o tym mniejszym.

obserwatore. eu
Gość

Mnie też wkurza dodatkowa opłata za większy bagaż podręczny, Jak się leci z drugą osobą lepiej spakować się do jednej dużej walizy i wziąć dwa małe podręczne bezpłatnie. Nie dość, że więcej miejsca to dodatkowo można winko z podróży przywieźć.

www.citrrus.wordpress.com
Gość
www.citrrus.wordpress.com

już ze 2 dni temu wpadła mi w oko ta oferta – całkiem poważnie myślę o przeniesieniu swojej karty kredytowej z mBanku. klawa opcja!

Jan Favre
Gość

Najbardziej klawe to darmowe członkostwo w Wizz Discount Club, bo już na starcie oszczędzasz 139zł.

www.citrrus.wordpress.com
Gość
www.citrrus.wordpress.com

Zaoszczędzę sobie, a co. Nie będę łosiem ;)

Maja Sieńkowska
Gość
Maja Sieńkowska

Cóż za hipsterskie filtry na zdjęciach. Jestem pod wrażeniem.

Jan Favre
Gość

A, to zachwyty do @blackdresses:disqus proszę kierować, bo to ona mi poleciła VSCO CAM.

Konrad
Gość

Od powrotu próbuję przypomnieć sobie nazwę tej apki.

Bartek Garnuch
Gość

Przecież już wszędzie są hashtagi #vsco :O

Konrad
Gość

Myślałem, że to koniaki wracają do mody :(

Bartek Garnuch
Gość

A to koniak kiedykolwiek nie był modny? Damn, a ja tak lubię!

Monika
Gość

VSCO CAM, mi polecił to Andrzej Tucholski. Apka mojego zycia.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Znasz kogoś, kto nie chciał być Supermanem w dzieciństwie? Wysuwać prawej pieści w górę, wzbijać się w powietrze i szybować nad miastem? A potem wypatrywać złoczyńców, spuszczać im manto i wybawiać mieszkańców swojego miasta z opresji? Albo jeszcze lepiej, mieszkanki? I potem czytać o swoich bohaterskich wyczynach w dziennikach i słuchać w głównym wydaniu wiadomości, z dumą spoglądając na pelerynę zwisającą z kanapy? Powiedzmy sobie wprost, znasz takich ludzi. I ja też ich znam. To ci, którzy woleli być Batmanem, Spidermanem, Wolverinem albo Kapitanem Żbikiem.

Ale nie znam nikogo, kto jako dzieciak nie chciał być superbohaterem.

Co prawda wraz ze zwiększaniem się liczby świadectw na koncie, myśl o nabyciu nadprzyrodzonych mocy wydawała się coraz mniej realna, ale wracała. Wracała, gdy tylko w kinach pojawiał się nowym film, TVN kupował prawa do serialu albo na targach staroci w ręce wpadała limitowana edycja komiksu. I ten pomysł, żeby być herosem walczącym ze złem i czyniącym dobro wraca nadal. W formie luźnej fantazji tuż przed przejściem w fazę R.E.M.

Choć jest do zrealizowania również w bardziej namacalnej formie. Poniżej kilka sposobów na zostanie superbohaterem mając dwucyfrową liczbę lat.

 

Możesz odpalić grę komputerową

Sposób najprostszy, najmniej wymagający, ale też dający najmniej radochy. Kupujesz pudełko z grą, odfoliowujesz, wkładasz do napędu, mordujesz się z instalacją (jeśli robisz to na kompie, a nie na konsoli), klikasz „play” i grasz. Skaczesz, latasz, bujasz się na pajęczynie, obijasz facjaty superzłoczyńcom i przez te kilka godzin decydujesz o tym, co zrobi ten typ w masce. Kogo uratuje, jakich efektownych umiejętności użyje i jak dużo zrobi, żeby świat był lepszy.

Tyle, że ten typ to nie Ty, a świat, po którym się poruszasz nie istnieje.

 

Możesz kupić kostium na Allegro

Po obejrzeniu „Kick-Assa” miałem ochotę zamówić sobie superbohaterskie przebranie, nauczyć się krav magi z tutoriali na YouTube i ruszyć nocą na patrol miasta. Poczuć adrenalinę, podniecenie, że robię coś na granicy prawa, ale mimo wszystko w imię dobra i to dobra społecznego, które przełoży się na moich bliskich, znajomych i ludzi, których po prostu mijam, ale żyjemy obok siebie. Cóż, maska na twarzy i slipy nałożone na spodnie dodają odwagi, ale nie na tyle, by udaremniać nikczemne występki oprychów pacyfikując ich pałką teleskopową. Najwyżej ustną reprymendą i nawołaniem do zreflektowania się nad sobą.

Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy – nie mam supermocy i szybciej policja zatrzymałaby mnie na 48 godzin, niż szóstym zmysłem zlokalizowałbym kolesi robiących napad na bank.

 

Możesz zostać tutorem Akademii Przyszłości

Rzadko angażuję się w akcje charytatywne i zbiórki pieniędzy, bo zazwyczaj cele, których dotyczą są mi bardzo odległe. Nie pomagam bezdomnym, narkomanom, alkoholikom, ginącym gatunkom zwierząt, topniejącym lodowcom, ani lasom tropikalnym. Po pierwsze nie każdy zasługuje na tę pomoc, a po drugie nie ma fizycznie takiej możliwości, aby pomóc wszystkim, więc trzeba ustalić jakąś hierarchię. I w tej hierarchii na pierwszym miejscu są dzieci. Dzieci, które są niewinne, bezbronne, a ich życie bezpośrednio zależy od dorosłych.

Processed with VSCOcam with g3 preset

Akademia Przyszłości to inicjatywa, która wspiera dzieciaki z problemami. Dzieciaki z trudnych rodzin. Z takich, w których nie lata się na zakupy do Mediolanu, wakacje na Majorkę i ferie w Alpy. Z takich, w których często nie ma na nowy plecak, kolorowe flamastry, czy w ogóle komplet podręczników. Z takich, w których nie ma czasu, by zająć się dzieckiem i pokazać mu, że życie jest spoko. W akcji nie chodzi stricte o hajs, bo są rzeczy za które nie zapłacisz kartą MasterCard. Tym czymś jest wsparcie i motywacja od bliskiej osoby, która w Ciebie wierzy.

Jeśli urodziłeś się w butach z betonu, ktoś musi pomóc Ci je zdjąć. Tą osobą jest tutor Akademii Przyszłości. Prywatny superbohater.

Ktoś kto pokaże jasne strony życia dzieciakowi, który mimo młodego wieku wszystko widzi jak przez mgłę. Ktoś kto wyciągnie z poczucia beznadziei i wyprowadzi z drogi donikąd, na którą dziecko zostało wepchnięte przez rodziców i otoczenie. Ktoś kto uwierzy w małego człowieka na tyle, by on sam odzyskał wiarę w to, że jest coś wart. Że potrafi latać. Że może odnosić sukcesy i spełniać marzenia. Że szczęście nie jest zarezerwowane tylko dla tych z „dobrych domów”. Że on też ma do niego prawo.

Zostając tutorem, zostajesz superbohaterem. Takim prawdziwym z krwi, kości i duszy, który faktycznie ma wpływ na czyjeś życie. Szczegółowy opis akcji znajdziesz TUTAJ. Użyj swoich mocy i zostań dla kogoś osobistym Spidermanem.

W ten sposób Peter Parker w Tobie naprawdę może zmienić świat.

(autorem zdjęcia w nagłówku jest Nicki Dugan Pogue)

Jak nie szukać chłopaka na Tinderze?

Skip to entry content

Kojarzysz Tindera? Tinder to taka Fotka.pl tylko okrojona do postaci prostej aplikacji na telefon. Rejestracja trwa jakąś sekundę (góra dwie) i już możesz szukać miłości do grobowej deski. Albo chociaż klozetowej.

Działa to tak, że system na podstawie geolokalizacji pokazuje osoby w Twojej okolicy, więc jeśli odpowiednio ustawisz zasięg nie będziesz musiał się obawiać, że będzie podrywać Cię ktoś z Prokocimia. Albo nie daj boże Łagiewników. Wyświetlają Ci się zdjęcia osób płci przeciwnej (chyba, że przestawisz w opcjach, to tej samej) i jeśli któraś Ci się spodoba, klikasz serduszko. Jeśli nie to krzyżyk. Jeśli zserduszkowana dziewczyna też kliknie czerwony symbol na Twoim zdjęciu, to system łączy Was w parę i możecie do siebie napisać.

Proste, szybkie i zabawne.

To ostatnie najbardziej, bo niektóre dziewczyny (posądźcie mnie o homofobię, ale chłopaków nie sprawdzałem) mają takie foty, jakby do końca życia chciały zostać starymi pannami. Albo singlami, jak to się teraz modnie mówi. Nie wiem, czy to z braku wyobraźni, niewiedzy, czy braku wyobraźni, ale niektóre zdjęcia naprawdę sugerują, że osoba znajdująca się na nich nie ma zamiaru zmieniać statusu związku w ciągu najbliższej dekady. A inne wręcz krzyczą: „zostaw, nie dotykaj, nie ruszaj, chcę umrzeć z kotem i paprotką!”.

Poniżej najmocniejsze chwyty jakich możesz użyć na Tinderze (przypomnę jeszcze raz – aplikacji opartej na fotkach), żeby nie znaleźć chłopaka.

 

Wrzucaj zdjęcia tyłem…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze

Niech omamią go Twoje zaokrąglone plecy, szwy na koszulce i tylne kieszenie na spodniach. Justin Timberlake nie przypadkiem nazwał jeden ze swoich największych hitów „Sexy back”. Albo jara się Twoim kręgosłupem, ale nie jest Ciebie wart!

 

…z oddali…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 2

To dobry test na wzrok, a wiadomo co mówi ludowe porzekadło – „kto ma słabe oczy, ten se nie radzi w nocy”. Albo jest w stanie dostrzec Twoje piękno na zdjęciu, na którym stoisz pół kilometra od obiektywu i nie różnisz się niczym od swoich dwóch kolegów, albo ma małego. Koniec i kropka.

 

…albo po prostu takie, na których nie widać Ci twarzy

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 3

Zrób sobie zdjęcie samej małżowiny usznej, pępka, albo brudu za paznokciami. Możesz też zasłonić facjatę włosami, naciągnąć sweter na jedynki lub wysmarować buźkę obornikiem. We wszystkich przypadkach wynika z tego to samo – gówno.

 

Nie dodaj żadnego zdjęcia, na którym jesteś sama

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 4

Oglądałaś „Gdzie jest Wally?” jak byłaś mała? Sprawdź czy on też! Jeśli znajdzie Cię na zdjęciu, znaczy, że jesteście sobie przeznaczeni!

 [emaillocker]

Zamiast siebie daj postać z kreskówki…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 5

Niech sobie wyobraża, że masz nogi jak Czarodziejka z księżyca, cyce jak Esmeralda z Dzwonnika z Notre Dame, a najlepiej, że srasz chabrami jak Dzwoneczek z Piotrusia Pana. W rzeczywistości bliżej Ci do Fiony ze Shreka? No cóż, życie to nie bajka, powinien o tym wiedzieć.

 

…ucięty skan strony z przypadkowej książki…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 6

Dobra książka to podstawa. Zwłaszcza, gdy braknie rozpałki do grilla.

 

…albo kolaż z Marylin Monroe…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 7

Marylin jest zajebista, różowa guma do żucia jest zajebista, a napisy bezszeryfową czcionką, to już w ogóle ogień z krzesiwa. Wrzuciłaś połączenie powyższych? Nie ma wyjścia, musisz być Kleopatrą Tindera. To droga bez odwrotu, już nie da się powstrzymać lawiny serduszkujących facetów, będziesz musiała ich spławiać jeden po drugim. Takie życie ikony seksu.

 

…ewentualnie mroczny park

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 8

To alternatywa dla tego powyżej. Zaintryguj go. Pokaż, że jesteś po drugiej stronie, że nie jesteś pustakiem, że masz coś w środku. Że tak jak mroczny las, między krzakami kryjesz tajemnicę do odkrycia. Depresję albo grzyba.

 

Załóż profil bez zdjęć

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 9

Bezdyskusyjnie udowodnij, że nie wiesz na czym polega aplikacja oparta na zdjęciach. I licz na to, że ktoś mając do wyboru setki ogarniętych kobiet zainteresuje się Tobą – bezosobowym człowiekiem-widmo. I akurat nie będzie psychopatą.

 

Już wiecie, co robić, żeby kolejne wieczory nadal spędzać w pojedynkę z paczką lodów gapiąc się w „Gotowe na wszystko”, więc powodzenia!

 [/emaillocker]