Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Wizz Air i Raiffeisen Polbank

W zeszłym tygodniu razem z Konradem z szowinistyczno-feministycznego bloga „Moja dziewczyna czyta blogi” i ekipą dziennikarzy byliśmy w Londynie. Było to dla mnie szczególne przeżycie, bo ostatni raz byłem tam 2 lata temu, gdy razem z kumplem ruszyliśmy szlakiem polskich rodzin szukać pracy w magazynach. I wróciliśmy po 3 tygodniach na tarczy, kompletnie spłukani. Tym razem było diametralnie inaczej, bo też powód wypadu był zupełnie inny. Polecieliśmy do stolicy Anglii na konferencję. Ale o niej za chwilę. Najpierw…

 

Szok na Okęciu

Tak wygląda natężenie ruchu na Lotnisku Chopina w Warszawie…

Processed with VSCOcam with c1 preset

Processed with VSCOcam with b1 preset

…o godzinie 4:30!

Kilka razy w życiu samolotem już leciałem i to o różnych godzinach z różnych miejsc, ale takich tłumów nie widziałem nawet na lotnisku Charles de Gaulle pod Paryżem. W sumie to nawet na poświątecznych wyprzedażach jest mniej ludzi. Wielki brat jest pod wrażeniem.

Nie rzucił go na kolana za to…

 

English breakfast u Gordona Ramsaya

Możecie kojarzyć tego gościa z drobno siekanej pietruszki i równie ciętego języka, jakim operował w telewizyjnych programach kulinarnych. Zwłaszcza „Hell’s kitchen”. Jak nie kojarzycie, to Ramsay to taki Kuba Wojewódzki patelni. Po przylocie pojechaliśmy do jednej z jego restauracji w dość ekskluzywnym hotelu „Savoy” na typowe angielskie śniadanie.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (6)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (7)

Processed with VSCOcam with c1 preset

Było w porządku, absolutnie nic z nim nie było nie tak, ale jak na tego-gościa-z-telewizora „w porządku” to trochę za mało. Spodziewałem się czegoś ponad przeciętnego. Czegoś co rzuci mnie na kolana i powiem „łouł, ale miazga”. To wydobyło się z moich ust dopiero, gdy wjechaliśmy na szczyt…

 

London Eye

Czyli najpopularniejszej atrakcji w stolicy Anglii, z której…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (13)

…rozpościera się widok na całe…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (15)

…ale to całe miasto…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (14)

…i jest przepiękny.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (16)

Przed wejściem do kapsuły obsługa informowała nas, że przejazd będzie trwał pół godziny. Pomyślałem, że straszne nudy, bo patrzenia przecież będzie góra na 5 minut – 2 minuty w lewo, 2 w prawo i minuta na poprawianie okularów – ale trudno, jakoś się przemęczę. Jak wysiadaliśmy, te 30 minut to było zdecydowanie za mało. W Londynie jest tyle różnych architektonicznie budynków, że podziwiając miasto z wysokości 135 metrów przydałaby się co najmniej godzina. Albo trzy. Nowoczesność miesza się z zabytkami i jest na czym zawiesić oko.

Na brak bodźców z otoczenia też trudno narzekać na…

 

Piccadilly Circus

Czyli w centrum miasta, gdzie jest jakieś 1500 razy tłoczniej, niż pod Mariackim w południe, bo oprócz ławicy przechodniów jest też…

raiffeisen wizzair karta kredytowa (10)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (5)

…trylion autobusów. Na szczęście ładnych, więc nawet, gdy masz wrażenie, że zaraz dojdzie do automobilicznego oblężenia, to wiesz, że nie ucierpi na tym Twój zmysł estetyczny.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (9)

raiffeisen wizzair karta kredytowa (11)

Wypad do Anglii nie mógłby zostać uznany za udany, jeśli na obiad nie poszlibyśmy na…

 

Fish&chips

raiffeisen wizzair karta kredytowa (18)

Processed with VSCOcam with g3 preset

Sałatka w porządku, frytki z rybą bardzo spoko, natomiast tego zielonego musu z groszku nie byłem w stanie ogarnąć. To chyba coś na zasadzie czipsów z octem – musisz mieć brytyjski akcent, żeby się tym delektować. Natomiast murzynek z polewą waniliową obłędny. Gdybym był sam, pewnie wylizałbym talerz, bo bezdyskusyjnie orgazm dla podniebienia.

Ale, ale, nie dla orgazmów do Londynu polecieliśmy (przynajmniej nie tylko i wyłącznie). Głównym powodem, dla którego znaleźliśmy się na wyspie była konferencja związana z tym, że…

 

Wizz Air i Raiffeisen Polbank obniżają koszty latania

Latanie Wizz Airem nie należy do najdroższych, wie to każdy, kto choć raz porównywał ceny z Lufthansą, czy LOTem. Jeśli tylko kupi się bilet odpowiednio wcześniej, można podróżować mocno po taniości, ale dzięki nowej akcji promocyjnej da się to zrobić za jeszcze mniejsze pieniądze. Na przykład zapłacić za lot do Londynu połowę mniej.

raiffeisen wizzair karta kredytowa (22)

Od zeszłego czwartku ruszył program partnerski Wizz Aira i Raiffeisenu „Najsprytniejsi latają najtaniej” oparty na karcie kredytowej, która uprawnia do sporych zniżek przy kupnie biletów lotniczych. W twitterowym skrócie działa to tak, że mając kartę Wizz Air MasterCard macie:

– darmowe członkostwo w Wizz Discount Club (co sprowadza się do tego, że kupując bilety dla siebie oraz swoich najbliższych płacisz 45zł mniej)

– 1zł na tańsze bilety za każde 50zł wydane kartą na zakupy

– 1zł na tańsze bilety za każde 25zł wydane kartą na wizzair.com

– 50zł na tańsze bilety na dobry start przy założeniu karty

Biorąc pod uwagę, że korzystanie z programu przez pierwszy rok jest zupełnie bezpłatne, a wykonując transakcje za granicą jeszcze oszczędzacie na przewalutowaniu, to faktycznie jest to korzystne. Wiem, że przekroczyłem 140 znaków, ale to najistotniejsze rzeczy, które powinniście wiedzieć decydując się na kartę. Pozostałe szczegóły, jak i formularz do zmówienia znajdziecie TUTAJ.

I pamiętajcie, że przy sprytnym lataniu ważny jest też…

Processed with VSCOcam with f2 preset

…spryt przy robieniu zdjęć. Bo najlepsze foty wychodzą wtedy, gdy focony obiekt nie spodziewa się focenia.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Blog? Aaa, taka stronka w internecie?()

  • Eve

    UPDATE, Janek prosilabym Cie, bys tego nie kasowal, bo rzeczywiscie to robi SPORA roznice…
    http://www.mlecznepodroze.pl/2014/10/14/wizz-air-wprowadza-zmiany-w-wizz-discount-club/

  • Pingback: 6 sposobów na przeżycie zimy()

  • Kocham Londyn ,odwiedzam go dość regularnie. A takie promocje by się przydały, ale mały limit na bagaż i problemy z odwołaniem rezerwacji.. takie mam wspomnienia z WizzAir.

  • Maja Sieńkowska

    Wiadomo, że fajne, bo sama używam od kiedy tylko apka jest na androida. :)

  • Ja wiem, że wpis jest wynikiem współpracy z marką, ale jako osoba dużo podróżująca i bardzo dużo latająca, czuję się wywołany do tablicy :)

    Kilka małych uwag:

    – Ryanair jaki by nie był, to: lata z Krakowa, oferuje dwa bagaże podręczne.
    – Wizzair z tym swoim małym bagażem jest śmieszny, a po dodaniu kosztów bagażu ceny wychodzą śmieszne.
    – Jesteś z Krakowa, dolicz sobie 40-50 zł w 1 stronę za dojazd do Pyrzowic (nie Katowic).

    Co do kupowania odpowiednio wcześniej:

    – 3 do 10 czerwca 2015 lecę do Tel Avivu. Bilet za 1 osobę z podręcznym, dużym bagażem oraz wizz club wynosi w tej chwili z Warszawy 939 zł za osobę. Ja w Air Serbia kupiłem bilet na lot z Wawy przez Belgrad za 100 euro, czyli 420 zł za osobę z bagażami.

    – na kilkunastu europejskich lotach, które robiłem w ostatnich miesiącach, taniej wychodziło polecieć Ryanairem, albo… LOTem :)

    Wiem, że może się czepiam, ale naprawdę latanie Wizzem do najtańszych nie należy…

  • Karta kredytowa jest mi niepotrzebna, karta kredytowa jest mi niepotrzebna…

    Ale darmowy Wizz Discount Club tak.

    Damn…

    • Mainti

      Jest też debetówka. nie daje aż tylu przywilejów ale jednorazowe (w sensie roczne) członkostwo w wdc-tak.

  • Nie lubisz mushy peas?! Nie przejmuj się – nikt nie lubi, oprócz (jak słusznie podejrzewałeś) Brytyjczyków. Dołączam tez do hejtów na czipsy z octem.

  • ale czy za posiadanie tej karty, albo jej założenie są jakieś dodatkowe opłaty?

  • Nie znalazłem takiej informacji na stronie banku, więc mam nadzieję, że takiej kwoty nie ma, ale zapytam na wszelki wypadek. Jest jakiś limit?

    • Też nie znalazłem informacji jakoby miał być jakiś limit, także wysłałem zapytanie do agencji obsługującej tę akcję. Jak tylko dostanę odpowiedź dam znać.

    • Dostałem odpowiedź – nie, nie ma żadnego limitu przy zbieraniu punktów w ramach programu.

  • czipsy octowe, gdzie to można w PL znaleźć? Kupię mężowi na rocznicę ;)

    • Mam nadzieję, że nigdzie. Kupiliśmy jedną paczkę na Luton i musieliśmy oddać ochronie, bo nie dało rady dojeść do końca.

      • Gdzieś kiedyś w Polsce… dostałam coś podobnego, ale nie wiem gdzie i w jakiej biedronce. Może ktoś łaskawy ma jakieś namiary? :)

        • Emilia

          ja kiedyś w Lidlu kupiłam :)

    • Kali

      To prawie jak pralka na urodziny dla kobiety ;)

    • E.Leclerc.

    • Marks&Spencer

  • Londyn uwielbiam, gdyby nie to, że właśnie wróciłam, poleciałabym z powrotem.

  • Wiolka

    Janku,
    przede wszystkim serce powinno mi się krajać, gdyż 3 tygodnie temu wykupiłam Wizz Discount Club za to 145zł… i to jest spora zaleta tej karty. Ale to kredytówka, nie każdy ją dostanie ;)

    – darmowe członkostwo w Wizz Discount Club (co sprowadza się do tego, że kupując bilety dla siebie oraz swoich najbliższych płacisz 45zł mniej) – dodaj proszę, że musisz być jednym z pasazerów by kupić swoim najbliższym bilety po zniżce – nie możesz być pośrednikiem.

    Dodaj także opłaty za kartę. To dobra oferta ale dla tych, którzy naprawdę dużo wydają i latają :)
    Pozdrawiam i powodzenia!

    • „W ramach trwającej obecnie promocji korzystanie z karty przez pierwszy rok jest bezpłatne (regularna opłata roczna wynosi 79 złotych, której również nie trzeba będzie ponosić, jeśli w ciągu roku średniomiesięczne płatności kartą wyniosą co najmniej 1000 zł).”

  • Maja Sieńkowska

    Cóż za hipsterskie filtry na zdjęciach. Jestem pod wrażeniem.

    • A, to zachwyty do @blackdresses:disqus proszę kierować, bo to ona mi poleciła VSCO CAM.

      • Od powrotu próbuję przypomnieć sobie nazwę tej apki.

        • Przecież już wszędzie są hashtagi #vsco :O

          • Myślałem, że to koniaki wracają do mody :(

          • A to koniak kiedykolwiek nie był modny? Damn, a ja tak lubię!

      • VSCO CAM, mi polecił to Andrzej Tucholski. Apka mojego zycia.

  • www.citrrus.wordpress.com

    już ze 2 dni temu wpadła mi w oko ta oferta – całkiem poważnie myślę o przeniesieniu swojej karty kredytowej z mBanku. klawa opcja!

    • Najbardziej klawe to darmowe członkostwo w Wizz Discount Club, bo już na starcie oszczędzasz 139zł.

      • www.citrrus.wordpress.com

        Zaoszczędzę sobie, a co. Nie będę łosiem ;)

  • Jeszcze tylko większy bagaż podręczny i będzie idealnie <3

    • Przecież ten powiększony podręczny jest w Wizzie naprawdę duży. W 56x46x25cm to ja się na dwa tygodnie spakuję.

      • Karina

        za oplata…

        • Bez przesady, to tylko 70 zeta w sezonie i 40 poza.

          • Karina

            w innych liniach mam duzy bagaz za darmo… wczesniej Wizzair tez nie liczyl sobie za bagaz dopiero chyba od roku nalicza sobie dodatkowa oplate. To co sobie „zaoszczedzam” na biletach z karta Wizzair wydaje na duzy podreczny ;) Latam z nimi od 7 lat, znam ich na wylot. Kiedys bylo fajniej.. taniej…

          • Karina

            oh pamitam jeszcze jak z te 6 lat temu latalam nawet 2 razy w miesiacu za 150 zl w dwie strony z darmowym bagazem rejestrowanym :) to byly piekne czasy Wizzair :)

          • Aaa to sorry, nie ogarniam tego z tym powiekszonym, bo jeszcze z nim nie lecialam. Tam jest jakas opcja z dwoma bagazami – mniejszym i wiekszym podrecznym? No w te wymiary co podales to ja tez sie na luzie pakuje, myslalam o tym mniejszym.

    • Mnie też wkurza dodatkowa opłata za większy bagaż podręczny, Jak się leci z drugą osobą lepiej spakować się do jednej dużej walizy i wziąć dwa małe podręczne bezpłatnie. Nie dość, że więcej miejsca to dodatkowo można winko z podróży przywieźć.

  • Najfajniejsze w Londynie jest „multi-kulti”, czyli to, że można zjeść wszędzie coś z każdego zakątka świata, niekoniecznie u Gordona Ramseya, który tylko „uhonorował” swoim imieniem kilka knajp, a w nich nawet nie bywa. Tak czy siak jako że jestem z „branży”, wiem, że praca u niego (a raczej pod jego szyldem) jest najgorszą harówką.

    • Z tym multi-kulti, to podobnie jak w Berlinie, tam tez można spróbować kuchni z różnych części świata.

  • Oj, bardzo długo szukałem dobrej alternatywy dla mBanku. I chyba w końcu ją znalazłem :)

    • a co ci nie pasuje w MB? Chętnie poznam jakieś negatywne zdanie :)

      • Tragiczny poziom obsługi klienta, bezsensowne zmiany regulaminu (ponad tydzień mi zajęło aktywowanie karty kredytowej, po tym jak już dostałem) i znikające złotówki na koncie (niestety nie udowodnione, bo zniknęło mi 30zł, a za wyciąg z konta życzą sobie bezzwrotne 100zł, więc podziękowałem).

Najlepszy środek antykoncepcyjny? Weekend w hotelu z dziećmi

Skip to entry content

Byli ze sobą na tyle długo, że pamiętali nie tylko swoje pierwsze, ale i drugie imiona, znali tak dobrze, że wiedzieli już po mowie ciała, kiedy które z nich kłamie, i kochali tak bardzo, że akceptowali swoje najbardziej ześwirowane dziwactwa. Na przykład to, że ona nie była w stanie zasnąć, jeśli nie umyła wszystkich blatów i nie poodkurzała przed spaniem i to, że on zawsze prosił o frytki na osobnym talerzu w IKEI, żeby przypadkiem nie zalały się sosem z klopsików. Choć w sumie to nic, prawdziwym wyznacznikiem ich poziomu zakochania, był fakt, że gdy żartowali na temat tego, że będą mieli razem dziecko, żadne z nich nie dostawało ciarek przerażenia na całym ciele i nie zaczynało instynktownie biec w ciemności w bliżej nieokreślonym kierunku, byle tylko uciec od tej wizji.

Oboje pracowali, jak przystało na dorosłych, poważnych i odpowiedzialnych ludzi, 5 dni w tygodniu, po przynajmniej 8 godzin dziennie, tocząc heroiczną walkę ze wszystkimi wyzwaniami, za które im płacili. Które nie raz wyczerpywały ich jak utrzymanie porządku w kawalerce, więc gdy już czuli, że ich baterie padają i potrzeba regeneracji, a przynajmniej przerwy, on wpadł na pomysł. „Genialny w swej prostocie”, jakby to zaskreczował DJ Adamus w programie Jakuba Wojewódzkiego. Pomysł ten brzmiał: jedźmy na weekend w góry!

Przyznacie, że genialne, prawda? Ona, nie mając za bardzo wyjścia, również przytaknęła i z radością zaczęła przeglądać z nim hotele, żeby znaleźć ten jeden jedyny najjedyńszy, w którym poczują się jak królowie, jak Książę William i Księżna Kate. Tyle, że bez tłumu gapiów przed wejściem i dzikich paparazzi na drzewach. I znaleźli! Dziewięciopunktowy w skali Bookingu, czterogwiazdkowy w skali astronomicznej i zajebisty w skali ich własnej. Zarezerwowali, namalowali w swoich głowach pejzaż górskiej sielanki, z dala od miejskiego zgiełku i sąsiadów na przemian katujących ich audycjami Radia Maryja i rozklepywaniem mięsa na schabowe, i wyczekiwali dnia, gdy białe górskie pasmo rozciągnie przed nimi niezmącony spokój.

W końcu ten moment nastał, spakowali do walizek wygodne ciuchy na lenienie i wycięte na zbliżenie, wsiedli do auta i śpiewając wodny przebój Lykke Li, ruszyli w stronę górskich źródeł!

Po dotarciu na miejsce, odebrali karty do swojego pokoju, wjechali na 3 piętro, szybkim ruchem ściągnęli kurtki i buty, i wskoczyli na łóżko, ze zwinnością urwisów, które w dzieciństwie zarwały niejeden stelaż, rozkoszując się odprężającym widokiem białych szczytów za oknem. Było dokładnie tak jak sobie zaplanowali: spokój, przyroda i tylko ich dwoje. Do momentu, aż nie usłyszeli przeraźliwego ryku, rozdzierającego ciszę jak Rejtan szaty. Autorem tego szlachtującego membrany popisu wokalnego nie był ani niedźwiedź napadający na turystów, ani turyści uciekający przed niedźwiedziem, ani nawet jeleń grzebiący z nudów w ziemi. Tak przeraźliwy i niemożliwy do pohamowania dźwięk, mogło wydać z siebie tylko jedno zwierzę: dziecko!

Beczące dziecko w pokoju nad nimi sadystycznie zabiło atmosferę intymności, sprzyjającą zdobyciu innych szczytów niż górskie, ale nie poddawali się. Przed wyjazdem zaplanowali, że odpoczną i mieli zamiar dopiąć swego, nawet, gdyby mieli się od tego zmęczyć. Postanowili skorzystać z innych niż łóżko atrakcji hotelowych, przebrali się w mięciutkie szlafroki i zjechali windą na basen.

Na basen, na którym aż roiło się od dzieci, jak od piranii w Amazonce. Skakały z brzegów, biły się piankami, rzucały piłką i pływały w kółkach. Wszędzie! Rycząc wniebogłosy w trakcie wykonywania każdej z tych czynności. I będąc w bezruchu zresztą też. Widok tego oczka wodnego w pełni opanowanego przez mikrusy między drugim, a jedenastym rokiem życia, nieprzestrzegające żadnych zasad BHP, nie mówiąc już o zwykłym pożyciu międzyludzkim, wyglądał jak plan zdjęciowy nowego horroru Hitchcocka. W momencie, gdy jeden 5-latek myśląc, że Jego noga jest dziecioprzepuszczalna, rozpędzony odbił się od niej lądując na płytkach z charakterystyczną pieśnią na ustach, którą fonetycznie można zapisać jako „łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee”, a drugi, zapominając, że nie jest na wuefie w szkole i nie gra w zbijanego, trafił Ją mokrą piłką w głowę, Oboje stwierdzili, że przegrali tę walkę i czas na kapitulację.

Nie odpuszczali jednak wojny, wciąż wierząc, że są w stanie wygrać ten spór o odpoczynek. Było jednak zbyt późno na wycieczkę po którymś ze szlaków, a też nie po to przyjechali na łono natury, by chodzić po knajpach, więc zdecydowali się na ostatnią dostępną opcję – partyjkę bilardu. Wszak była to gra tylko dla dorosłych, ze względu na jej niebezpieczeństwo związane ze śmiercionośnymi bilami napędzanymi przez cyklopogenne kije. I fakt, że żeby dosięgnąć do stołu, trzeba mieć te metr sześćdziesiąt.

Wjechali więc na poziom z kawiarnią, którą otaczał taras widokowy i gdy tylko drzwi od windy się rozsunęły, ich oczom ukazał się batalistyczny krajobraz rodem z „300”. Chłopiec w bluzie z Kaczorem Donaldem wspinał się na stół z uzami, trzymając pod pachą kij, którym ciągle coś strącał, natomiast dziewczynka z niebieską kokardą we włosach ciągnęła go za nogę, próbując sprowadzić na ziemię. Wiedzieli, że lada moment dojdzie do rozlewu krwi, więc żeby nie być tego, świadkami wcisnęli guzik z cyfrą „3” na tablicy w windzie i wrócili do pokoju. – Jutro też jest dzień – rzucił z troską On do Niej, gdy przymierzała się do wzięcia rozpędu i uderzenia głową w ścianę, po czym poszli spać, licząc, że jutro faktycznie będzie lepiej.

Noc upłynęła spokojnie, blask księżyca wpadał im przez okno oświetlając stolik z niedopitym winem musującym, jednak poranek przyszedł wcześniej niż się spodziewali. O 6:30 w pokoju nad nimi włączyła się ta sama syrena alarmowa, która roztrzaskała w drobny mak atmosferę zbliżenia dzień wcześniej. Półprzytomni, wątpiąc, że ktoś na małoletnim tenorze wciśnie przycisk pauzy, zwlekli się z łóżka i oddali się rytuałowi porannej toalety, przy akompaniamencie tupotu małych stóp dobiegającym z korytarza.

Czyści i pachnący, z resztkami nadziei na romantyczny weekend, zjechali na poziom -1, do sali jadalnej na śniadanie, licząc, że ponakładają sobie naleśniki ze świeżymi owocami i miodem, na które w ciągu tygodnia nigdy nie mają czasu, i tym razem nie zastali bitwy Spartan pod Termopilami. Nie. To co wyświetliło im się na siatkówkach oczu było prawdziwą bitwą o Śródziemie z „Władcy Pierścieni”. Oddziały szkrabów, jak rozjuszone byki, atakowały wszystko co było w zasięgu ich głów, siejąc popłoch wśród cywili, szturmowcy, sięgający głowami ponad blaty z jedzeniem, przejmowali teren dekorując rozpaćkanymi pomidorami i Nutellą otoczenia wokół siebie, a cała ta batalia odbywała się przy gorliwym dopingu nowo narodzonych.

On i Ona wzięli w dłoń po bułce i oscypku i ewakuowali się z powrotem do windy, najszybciej jak tylko było to możliwe.

Gdy w końcu nastała niedziela, dzień wyjazdu i powrotu do normalności, pakując swoje walizki do samochodu płakali ze szczęścia, ciesząc się, że już nikt nie obudzi ich niekontrolowanym płaczem w środku nocy i przyrzekli sobie jedno: koniec z seksem. Przynajmniej dopóki nie przejdzie trauma.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Team Dalog
---> SKOMENTUJ

Znasz kogoś, kto nie chciał być Supermanem w dzieciństwie? Wysuwać prawej pieści w górę, wzbijać się w powietrze i szybować nad miastem? A potem wypatrywać złoczyńców, spuszczać im manto i wybawiać mieszkańców swojego miasta z opresji? Albo jeszcze lepiej, mieszkanki? I potem czytać o swoich bohaterskich wyczynach w dziennikach i słuchać w głównym wydaniu wiadomości, z dumą spoglądając na pelerynę zwisającą z kanapy? Powiedzmy sobie wprost, znasz takich ludzi. I ja też ich znam. To ci, którzy woleli być Batmanem, Spidermanem, Wolverinem albo Kapitanem Żbikiem.

Ale nie znam nikogo, kto jako dzieciak nie chciał być superbohaterem.

Co prawda wraz ze zwiększaniem się liczby świadectw na koncie, myśl o nabyciu nadprzyrodzonych mocy wydawała się coraz mniej realna, ale wracała. Wracała, gdy tylko w kinach pojawiał się nowym film, TVN kupował prawa do serialu albo na targach staroci w ręce wpadała limitowana edycja komiksu. I ten pomysł, żeby być herosem walczącym ze złem i czyniącym dobro wraca nadal. W formie luźnej fantazji tuż przed przejściem w fazę R.E.M.

Choć jest do zrealizowania również w bardziej namacalnej formie. Poniżej kilka sposobów na zostanie superbohaterem mając dwucyfrową liczbę lat.

 

Możesz odpalić grę komputerową

Sposób najprostszy, najmniej wymagający, ale też dający najmniej radochy. Kupujesz pudełko z grą, odfoliowujesz, wkładasz do napędu, mordujesz się z instalacją (jeśli robisz to na kompie, a nie na konsoli), klikasz „play” i grasz. Skaczesz, latasz, bujasz się na pajęczynie, obijasz facjaty superzłoczyńcom i przez te kilka godzin decydujesz o tym, co zrobi ten typ w masce. Kogo uratuje, jakich efektownych umiejętności użyje i jak dużo zrobi, żeby świat był lepszy.

Tyle, że ten typ to nie Ty, a świat, po którym się poruszasz nie istnieje.

 

Możesz kupić kostium na Allegro

Po obejrzeniu „Kick-Assa” miałem ochotę zamówić sobie superbohaterskie przebranie, nauczyć się krav magi z tutoriali na YouTube i ruszyć nocą na patrol miasta. Poczuć adrenalinę, podniecenie, że robię coś na granicy prawa, ale mimo wszystko w imię dobra i to dobra społecznego, które przełoży się na moich bliskich, znajomych i ludzi, których po prostu mijam, ale żyjemy obok siebie. Cóż, maska na twarzy i slipy nałożone na spodnie dodają odwagi, ale nie na tyle, by udaremniać nikczemne występki oprychów pacyfikując ich pałką teleskopową. Najwyżej ustną reprymendą i nawołaniem do zreflektowania się nad sobą.

Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy – nie mam supermocy i szybciej policja zatrzymałaby mnie na 48 godzin, niż szóstym zmysłem zlokalizowałbym kolesi robiących napad na bank.

 

Możesz zostać tutorem Akademii Przyszłości

Rzadko angażuję się w akcje charytatywne i zbiórki pieniędzy, bo zazwyczaj cele, których dotyczą są mi bardzo odległe. Nie pomagam bezdomnym, narkomanom, alkoholikom, ginącym gatunkom zwierząt, topniejącym lodowcom, ani lasom tropikalnym. Po pierwsze nie każdy zasługuje na tę pomoc, a po drugie nie ma fizycznie takiej możliwości, aby pomóc wszystkim, więc trzeba ustalić jakąś hierarchię. I w tej hierarchii na pierwszym miejscu są dzieci. Dzieci, które są niewinne, bezbronne, a ich życie bezpośrednio zależy od dorosłych.

Processed with VSCOcam with g3 preset

Akademia Przyszłości to inicjatywa, która wspiera dzieciaki z problemami. Dzieciaki z trudnych rodzin. Z takich, w których nie lata się na zakupy do Mediolanu, wakacje na Majorkę i ferie w Alpy. Z takich, w których często nie ma na nowy plecak, kolorowe flamastry, czy w ogóle komplet podręczników. Z takich, w których nie ma czasu, by zająć się dzieckiem i pokazać mu, że życie jest spoko. W akcji nie chodzi stricte o hajs, bo są rzeczy za które nie zapłacisz kartą MasterCard. Tym czymś jest wsparcie i motywacja od bliskiej osoby, która w Ciebie wierzy.

Jeśli urodziłeś się w butach z betonu, ktoś musi pomóc Ci je zdjąć. Tą osobą jest tutor Akademii Przyszłości. Prywatny superbohater.

Ktoś kto pokaże jasne strony życia dzieciakowi, który mimo młodego wieku wszystko widzi jak przez mgłę. Ktoś kto wyciągnie z poczucia beznadziei i wyprowadzi z drogi donikąd, na którą dziecko zostało wepchnięte przez rodziców i otoczenie. Ktoś kto uwierzy w małego człowieka na tyle, by on sam odzyskał wiarę w to, że jest coś wart. Że potrafi latać. Że może odnosić sukcesy i spełniać marzenia. Że szczęście nie jest zarezerwowane tylko dla tych z „dobrych domów”. Że on też ma do niego prawo.

Zostając tutorem, zostajesz superbohaterem. Takim prawdziwym z krwi, kości i duszy, który faktycznie ma wpływ na czyjeś życie. Szczegółowy opis akcji znajdziesz TUTAJ. Użyj swoich mocy i zostań dla kogoś osobistym Spidermanem.

W ten sposób Peter Parker w Tobie naprawdę może zmienić świat.

(autorem zdjęcia w nagłówku jest Nicki Dugan Pogue)
---> SKOMENTUJ

Jak nie szukać chłopaka na Tinderze?

Skip to entry content

Kojarzysz Tindera? Tinder to taka Fotka.pl tylko okrojona do postaci prostej aplikacji na telefon. Rejestracja trwa jakąś sekundę (góra dwie) i już możesz szukać miłości do grobowej deski. Albo chociaż klozetowej.

Działa to tak, że system na podstawie geolokalizacji pokazuje osoby w Twojej okolicy, więc jeśli odpowiednio ustawisz zasięg nie będziesz musiał się obawiać, że będzie podrywać Cię ktoś z Prokocimia. Albo nie daj boże Łagiewników. Wyświetlają Ci się zdjęcia osób płci przeciwnej (chyba, że przestawisz w opcjach, to tej samej) i jeśli któraś Ci się spodoba, klikasz serduszko. Jeśli nie to krzyżyk. Jeśli zserduszkowana dziewczyna też kliknie czerwony symbol na Twoim zdjęciu, to system łączy Was w parę i możecie do siebie napisać.

Proste, szybkie i zabawne.

To ostatnie najbardziej, bo niektóre dziewczyny (posądźcie mnie o homofobię, ale chłopaków nie sprawdzałem) mają takie foty, jakby do końca życia chciały zostać starymi pannami. Albo singlami, jak to się teraz modnie mówi. Nie wiem, czy to z braku wyobraźni, niewiedzy, czy braku wyobraźni, ale niektóre zdjęcia naprawdę sugerują, że osoba znajdująca się na nich nie ma zamiaru zmieniać statusu związku w ciągu najbliższej dekady. A inne wręcz krzyczą: „zostaw, nie dotykaj, nie ruszaj, chcę umrzeć z kotem i paprotką!”.

Poniżej najmocniejsze chwyty jakich możesz użyć na Tinderze (przypomnę jeszcze raz – aplikacji opartej na fotkach), żeby nie znaleźć chłopaka.

 

Wrzucaj zdjęcia tyłem…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze

Niech omamią go Twoje zaokrąglone plecy, szwy na koszulce i tylne kieszenie na spodniach. Justin Timberlake nie przypadkiem nazwał jeden ze swoich największych hitów „Sexy back”. Albo jara się Twoim kręgosłupem, ale nie jest Ciebie wart!

 

…z oddali…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 2

To dobry test na wzrok, a wiadomo co mówi ludowe porzekadło – „kto ma słabe oczy, ten se nie radzi w nocy”. Albo jest w stanie dostrzec Twoje piękno na zdjęciu, na którym stoisz pół kilometra od obiektywu i nie różnisz się niczym od swoich dwóch kolegów, albo ma małego. Koniec i kropka.

 

…albo po prostu takie, na których nie widać Ci twarzy

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 3

Zrób sobie zdjęcie samej małżowiny usznej, pępka, albo brudu za paznokciami. Możesz też zasłonić facjatę włosami, naciągnąć sweter na jedynki lub wysmarować buźkę obornikiem. We wszystkich przypadkach wynika z tego to samo – gówno.

 

Nie dodaj żadnego zdjęcia, na którym jesteś sama

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 4

Oglądałaś „Gdzie jest Wally?” jak byłaś mała? Sprawdź czy on też! Jeśli znajdzie Cię na zdjęciu, znaczy, że jesteście sobie przeznaczeni!

 

Zamiast siebie daj postać z kreskówki…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 5

Niech sobie wyobraża, że masz nogi jak Czarodziejka z księżyca, cyce jak Esmeralda z Dzwonnika z Notre Dame, a najlepiej, że srasz chabrami jak Dzwoneczek z Piotrusia Pana. W rzeczywistości bliżej Ci do Fiony ze Shreka? No cóż, życie to nie bajka, powinien o tym wiedzieć.

 

…ucięty skan strony z przypadkowej książki…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 6

Dobra książka to podstawa. Zwłaszcza, gdy braknie rozpałki do grilla.

 

…albo kolaż z Marylin Monroe…

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 7

Marylin jest zajebista, różowa guma do żucia jest zajebista, a napisy bezszeryfową czcionką, to już w ogóle ogień z krzesiwa. Wrzuciłaś połączenie powyższych? Nie ma wyjścia, musisz być Kleopatrą Tindera. To droga bez odwrotu, już nie da się powstrzymać lawiny serduszkujących facetów, będziesz musiała ich spławiać jeden po drugim. Takie życie ikony seksu.

 

…ewentualnie mroczny park

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 8

To alternatywa dla tego powyżej. Zaintryguj go. Pokaż, że jesteś po drugiej stronie, że nie jesteś pustakiem, że masz coś w środku. Że tak jak mroczny las, między krzakami kryjesz tajemnicę do odkrycia. Depresję albo grzyba.

 

Załóż profil bez zdjęć

jak nie szukać chłopaka na Tinderze 9

Bezdyskusyjnie udowodnij, że nie wiesz na czym polega aplikacja oparta na zdjęciach. I licz na to, że ktoś mając do wyboru setki ogarniętych kobiet zainteresuje się Tobą – bezosobowym człowiekiem-widmo. I akurat nie będzie psychopatą.

 

Już wiecie, co robić, żeby kolejne wieczory nadal spędzać w pojedynkę z paczką lodów gapiąc się w „Gotowe na wszystko”, więc powodzenia!

---> SKOMENTUJ