Close
Close
#wyzwanie10jaków
autorem zdjęcia jest Ashley Wang

Jak (Bos grunniens) – gatunek dużego ssaka z rodziny krętorogich (Bovidae), rzędu parzystokopytnych. Zamieszkuje Tybet, Indie i Chiny, gdzie żyje zarówno w stanie dzikim, jak i udomowionym. Udomowione jaki są zwierzętami jucznymi, poza tym dają mleko i wełnę. Jaki są przeżuwaczami, żyją samotnie lub w niewielkich stadach, w stanie dzikim na wysokościach do 6 tys. m n.p.m. Stada zazwyczaj składają się z samic z młodymi. Samce dołączają do nich w okresie rui. Stare samce żyją oddzielnie. Samice opiekują się potomstwem przez rok. Potomstwo pełną dorosłość osiąga po 6-8 latach. Zwierzęta mogą dożyć kilkudziesięciu lat. Znoszą niekorzystne warunki otoczenia (niedobór paszy na wysoczyznach górskich, niedostatek tlenu i niskie temperatury średnia wynosi tam ok. 0 °C, zimą temperatury spadają niekiedy nawet do -50 °C).

Podobnie jest z dziećmi z trudnych rodzin. Często nie ma się kto nimi zająć i mimo, że nie są w pełni dorosłe, ani nawet częściowo, rodzice przestają się nimi opiekować i poświęcać tyle uwagi, ile powinni. Niby są wśród ludzi, ale tak naprawdę żyją samotnie, zmagając się w pojedynkę z problemami. Tak jak jaki, muszą znosić niekorzystne warunki – brak swojego miejsca w domu, brak podręczników i książek, brak flamastrów i zeszytów, brak ubrań, brak wsparcia ze strony dorosłych.

Ogólnie jeden wielki brak.

Aby te braki choć trochę zrekompensować Stowarzyszenie Wiosna powołało do życia Akademię Przyszłości. Powinniście kojarzyć tę inicjatywę, bo jakiś czas temu pisałem o niej na blogu. W uproszczeniu chodzi o to, że stowarzyszenie rekrutuje wolontariuszy, którzy zostają Tutorami i pomagają dzieciakom z rodzin z problemami uwierzyć we własne siły i dać poczucie wyjątkowości. Przez wspólne odrabianie lekcji i regularną motywację, mały student Akademii Przyszłości przechodzi od ciągłych porażek w szkole do lepszego życia.

Tutor pokazuje dziecku, że nie jest skazane na wydeptaną ścieżkę beznadziei, że ma alternatywy. I chcę, żeby #wyzwanie10jaków spełniło tę samą rolę.

W naszej kulturze od dziesiątek lat funkcjonują utarte, szablonowe porównania. Są używane tak często, że już w zasadzie na nikim nie robią wrażenia. A blogowanie, czy w ogóle, wychodząc po za tę konkretną formę, pisanie bez wywoływania u odbiorcy emocji mija się z celem. Stąd #wyzwanie10jaków. W akcji chodzi o to, że kreatywnie przerabiamy najbardziej oklepane porównania, żeby, tak jak Tutor pokazuje dziecku, że jest inna droga, udowodnić, że można złamać utarte schematy i nie wybierać oczywistej ścieżki.

Trzy, dwa, jeden, start! Moje jaki:

1. Klnie jak szewc. Klnie jak Bonus BGC w wywiadzie u Pakola.

2. Zabiera się jak pies do jeża. Zabiera się jak polityk do realizacji obietnic przedwyborczych.

3. Proste jak drut. Proste jak instrukcja młotka.

4. Idzie jak krew z nosa. Idzie jak przelew za akcję reklamową na blogu.

5. Brzydki jak noc listopadowa. Brzydki jak Anakin Skywalker po spotkaniu z lawą.

6. Nudne jak flaki z olejem. Nudne jak oglądanie maratonu szachowego. Przez niewidomego na telewizorze z zepsutą fonią.

7. Kłamie jak z nut. Kłamie jak DiCaprio w „Złap mnie jeśli potrafisz”.

8. Wyskoczył jak Filip z konopi. Wyskoczył jak Wardęga z liści.

9. Tani jak barszcz. Tani jak nagłówki w „Fakcie”.

10. Siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Siedzi cicho jak przy zapaleniu strun głosowych.

Do dalszej zabawy słowem nominuję Monikę Kamińską z Black Dresses, Konrada Jureckiego z Moja Dziewczyna Czyta Blogi i Andrzeja Tucholskiego z jestKultury. Macie 24 godziny, żeby wrzucić swoje #wyzwanie10jaków i nominować kolejne 3 osoby. Jeśli nie zdążycie w ustawowym czasie, wpłacacie symboliczne 10zł na rozwój Akademii Przyszłości [klik]. Oczywiście może zrobić jedno i drugie.

Czekam z popcornem w mikrofali na teksty blogerów, ale Was drodzy czytelnicy też zapraszam do wzięcia udziału. Jeśli czytacie mnie dłuższy czas, któryś z tekstów Was rozśmieszył, pomógł, był szczególnie bliski albo pozwolił przetrwać wyjątkowo nudne podsumowanie miesiąca w pracy, też podejmijcie wyzwanie. Wpłaćcie dyszkę na dzieciaki albo wrzućcie swoje jaki w komentarzach.

Niech dobro i nieoczywiste rozwiązania niosą się po sieci!

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Gęby Internetów : Jan Favre | Nolife Style()

  • Pingback: JAK ja to robię?()

  • Aneta Gliwicka
  • Pingback: Uległam dwóm przystojnym brunetom - Q&A()

  • Igor od Morświna

    http://kokolorez.wordpress.com/2013/03/28/kim-jestescie-i-czego-szukacie/ totalnie wcześniej wpadłem na tego jaka. jestem taki osom.

  • Pingback: #wyzwanie10jaków - Do góry brzuchem()

  • Zostałem nominowany to odpowiedziałem u siebie, ale wrzucam i tutaj moje przysłowia ;)

    1. Klnie jak szewc. Klnie jak bloger dostający super propozycję współpracy, do portfolio…
    2. Zabiera się jak pies do jeża. Zabiera się jak bloger do dziewczyny na spotkaniu w realu.
    3. Proste jak drut. Proste jak umysł przeciętnego faceta.
    4. Idzie jak krew z nosa. Idzie jak nauka chińskiego.
    5. Brzydki jak noc listopadowa. Brzydki dziewczyna po botoksie.
    6. Nudne jak flaki z olejem. Nudne jak wykład o życiu seksualnym mrówek na marsie.
    7.Kłamie jak z nut. Kłamie jak dziecko, które zakopało w piaskownicy ulubioną zastawę mamy..
    8. Wyskoczył jak Filip z konopi. Wyskoczył jak Chińczyk z propozycją masażu na handlowej ulicy.
    9. Tani jak barszcz. Tani jak blogerka modowa. (żart! :P)
    10 Siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Siedzi cicho jak człowiek bez bloga.

  • Pingback: Jak wyzywać Jaka? | Qrkoko.pl()

  • Pingback: #wyzwanie10jaków – challenge accepted! | Sanzo.pl()

  • Pingback: 414. #wyzwanie10jaków | Czym zająć Malucha?()

  • Pingback: Wyzwanie #10jaków – Paulina Wnuk – kuchnia i lifestyle()

  • Jeszcze i ja się dołączam z jakową twórczością i moim wsparciem dla Akademii Przyszłości. :) Fajnie zrobić coś dobrego. http://www.zycie.me/2014/10/zawsze-mozna-inaczej-wyzwanie10jakow.html

  • Pingback: Wyzwanie #10jaków |()

  • dobre ! Wardęga wymiata.

  • Pingback: Polacy zawstydzają Bucket Challenge | Dreamscatcher()

  • Pingback: 10 jaków : Nerdy Cookin'()

  • Saga Sachnik

    1. Klnie jak szewc. Klnie jak ten, co nie podpiął w USOSie

    2. Zabiera się jak pies do jeża. Zabiera się jak student do magisterki

    3. Proste jak drut. Proste jak Proust

    4. Idzie jak krew z nosa. Idzie jak ostatnia godzina na nocce.

    5. Brzydki jak noc listopadowa. Brzydki jak kuchnia po stag party

    6. Nudne jak flaki z olejem. Nudne jak piwo z sokiem.

    7. Kłamie jak z nut. Kłamie jak dzieciak bez pracy domowej

    8. Wyskoczył jak Filip z konopi. Wyskoczył jak belfer z kartkówką

    9. Tani jak barszcz. Tani jak piwo w Społem

    10. Siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Siedzi cicho jak student na egzaminie

  • Również pozwoliłam sobie dołączyć do akcji :))

    • Super, bardzo się cieszę! Śmiało wrzuć linka w komentarzach, żeby można było też zajrzeć do Ciebie ;)

      • W takim razie wrzucam linka ;) psychoword.wordpress.com/2014/10/16/wyzwanie-10-jakow/

  • Piotr Marszałkowski

    Challenge accepted

    1. Klnie jak bloger na tatara
    2. Zabiera się jak koza za araba
    3. Proste jak cliffhanger w Sharknado
    4. Idzie jak Majka Jeżowska listę billboarda
    5. Brzydkie jak Wodecki pod prysznicem
    6. Nudne jak anioł pański na dwójce
    7. Kamie jak licznik w passacie
    8. Wyskoczył jak Crocsy z Lidla
    9. Tani jak grafik bez portfolio
    10. Siedzi cicho jak Chodakowska w Etiopii

  • Pingback: NoLife Style | Dziesięć jaków()

  • Pingback: Wyzwanie #10jaków | psychoword()

  • Pingback: Jestem egoistą - #wyzwanie10jaków - Troyann.pl()

  • Ósme rozbraja! :D

  • Naprawdę fajna akcja! :) Trzeba trochę pogłówkować, a przy okazji pokazać, że nie ma się serca z kamienia. Pomaganie jest fajne! :)

  • 1. Klnie jak Piłsudski mówiąc o sejmie.
    2. Zabiera się jak prawko przy jeździe po pijaku.
    3. Proste jak kąty krzyżu.
    4. Idzie jak gaz na Ukrainę.
    5. Brzydki jak Gollum bez retuszu.
    6. Nudne jak sprzątanie mieszkania bez muzyki.
    7. Kłamie jak każdy w myśl, słów House’a.
    8. Wyskoczył jak diler z konopii.
    9.Tani jak gra aktorów w M jak Miłość.
    10. Siedzi cicho jak mnich w pozycji lotosu.
    Pozdrawiam! Fajna sprawa – jak zawsze przy zabawie językiem ;)

  • Madd

    Jak wygląda instrukcja młotka? Może konstrukcja młotka, ewentualnie instrukcja obsługi młotka :D

    • 1. Złap młotek i uderz.
      2. Powtórz punkt 1.

  • Tianzi

    O, fajne, fajne.

    1. Klnie jak konserwatysta na myśl o gejowskich ślubach.
    2. Zabiera się jak menel do szukania pracy.
    3. Proste jak ax + b.
    4. Idzie jak polska repra po mistrzowstwo w piłce nożnej.
    5. Brzydki jak palma na rondzie De Gaulle’a.
    6. Nudne jak kserowanie książki telefonicznej.
    7. Kłamie jak Wojtek na temat wieku.
    8. Wyskoczył jak komunikat, że jesteś 10000-nym gościem odwiedzającym tę stronę.
    9. Tani jak absolwent błagający o staż.
    10. Siedzi cicho jak ninja w krzakach.

    • Aleksandra Muszyńska

      Siódemka miszcz <3.

  • Łukasz Szejna

    1. Klnie jak Durczok przy brudnym stole.
    2. Zabiera się jak wegetarianin za schabowego.
    3. Proste jak cukry w Coli.
    4. Idzie jak Korzeniowski w szpilkach.
    5. Brzydki jak Voldemort.
    6. Nudne jak Instagram bez zdjęć.
    7. Kłamie jak Pinokio na spowiedzi.
    8. Wyskoczył jak Gargamel na Smerfetkę.
    9. Tani jak szampan bez bąbelków.
    10. Siedzi cicho jak abstynent w Polmosie.

    • O Kurde, same kozaki, a „proste jak cukry w Coli” dosłownie mistrzowskie!

      • Łukasz Szejna

        Inspirująca akcja, próbowałem sprostać ^^

  • Andrzej Baliś

    ja bym dorzucił moje ulubione którego używam na codzień: proste jak konstrukcja cepa bez futerału

    a z Twoich Janku najbardziej rozbawiła mnie pozycja nr 4. :D
    Ciebie ona zapewne mniej bawi…

  • Podoba mi się wyzwanie, a najbardziej tekst o Di Caprio bo film uwielbiam :)

    • To chyba jego najlepszy film. No może na równi z „Incepcją”. I czekam na Twoje jaki!

  • Wyzwanie dobre jak Nutella wyjadana po kryjomu palcem ze słoika :D

  • Aleksandra Muszyńska

    Dobra. Uwaga, mówi się.
    1. Klnie jak Niemcy po ostatnim meczu z Polską.
    2. Zabiera się jak student do nauki.
    3. Proste jak świński ogon (ot, taka ze mnie przekora).
    4. Idzie jak chromy w pielgrzymce.
    5. Brzydki jak kupa po jagodach.
    6. Nudne jak kwit na węgiel.
    7. Kłamie jak polityk w kampanii przedywyborczej.
    8. Wyskoczył jak Felix (Baumgarter) z kosmosu ;).
    9. Tani jak Guczi ze stadionu.
    10. Siedzi cicho jak oszust podatkowy :D.

    • Łouł, są świetne! Aż zaczynam popadać w kompleksy ;)

      • Aleksandra Muszyńska

        Oj,bo zaraz będę…”rumienić się jak kurczak w piekarniku” :D.

  • Paulina Hofman

    Mega akcja:)

  • „Wyskoczył jak Wardęga z liści” – <3

  • Pingback: #wyzwanie10jaków()

  • Manamana

    Wszystko spoko, ale jednak to „Zabiera sie jak autystyk to wyznawania miłości.” trochę zabolało. Każdy wyznaje tak jak potrafi…

  • Aleksandra Muszyńska

    Super akcja :). Przyłączę się na obu frontach.
    Złociutki,wytłumacz blondynce: aby podjąć wyzwanie musimy przerobić te same zwroty co Ty we wpisie, czy przypomnieć sobie jakieś inne i nad nimi popracować?

Co spakować jadąc na wakacje za granicę?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z serwisem Walutomat.pl

Zawsze, gdy jestem przed kolejną podróżą i zastanawiam się, co spakować jadąc na wakacje za granicę, wydaje mi się, że odpowiedź na to pytanie jest banalna. Po czym docieram na miejsce i okazuje się, że jak zwykle czegoś zapomniałem. Czegoś oczywistego, co w danym momencie bardzo by mi się przydało. Tak bardzo jak kąpielówki na basenie. Nie wchodząc już w kompromitujące szczegóły z moich wycieczek, pomyślałem, że zrobię taką listę z punktami do odhaczenia rzeczy, które warto ze sobą zabrać.

Lecąc na tygodniowe wakacje warto spakować…

0. Siedem par koszulek, siedem par skarpetek, siedem par bokserek – ja wiem, że wszyscy wiedzą, ale kto nie zapomniał choć raz? Tylko ja? Dobra, to niech będzie, że punkt 0 jest tylko dla mnie.

1. Dowód i paszport – czemu aż dwa dokumenty? Teoretycznie do większości europejskich państw możesz dostać się na sam dowód tożsamości, ale kto wie, czy w trakcie opalania się w bułgarskim Słonecznym Brzegu nie poniesie Cię do tureckiego Stambułu, którego nie zwiedzisz bez paszportu? Albo czy zwyczajnie nie zgubisz w piasku jednego dokumentu, w trakcie mocno zakrapianej szampanem Piccolo imprezy na plaży i nie będziesz miał jak wrócić do kraju?

2. Dwie kopie biletu na samolot / rezerwacji wycieczki – ta sama sytuacja co wcześniej, tyle, że tym razem nie chodzi o całonocne recytowanie poezji, a o stres i pośpiech. Połowa lotów, które odbyłem była bladym świtem (7:30), co sprowadzało się do tego, że musiałem obudzić się w środku nocy i półprzytomny zdążyć na transport na lotnisko, nigdy nie będąc do końca pewnym, czy aby na pewno wszystko wziąłem. Dlatego, aby mieć większą pewność, że nie pomyliłem biletu z chusteczką, wyrzucając go do kosza, zawsze mam 2 kopie – jedną w portfelu i drugą w wewnętrznej kieszeni w torbie. Jak dotąd jeszcze ani razu nie odmówiono mi wejścia na pokład samolotu z powodu braku tego świstka, więc sprawdza się całkiem nieźle.

3. Coś od deszczu – ja wiem, że lato, słońce i w ogóle plan na całodniowe opalanie, ale jak byłem w Barcelonie w maju, to przez 4 z 5 dni padało. Tak że tego…

4. Coś ciepłego – jakby jednak nie było dzień w dzień tych 35 stopni w cieniu, które zapewniało biuro podróży.

6. Japonki – w razie zidentyfikowania runa leśnego pod prysznicem. No i na plażę.

7. Wygodne pełne buty na zmianę – gdyby ten deszcz faktycznie nie ustawał, a nastawiłeś się na zwiedzanie.

8. Spodenki do pływania / strój kąpielowy – no, to już omówiliśmy we wstępie.

9. Kapelusz / czapka – zabrzmię jak swoja własna babcia, ale „kto na słońcu smaży się bez kapelutka, tego wnet rozboli główka”.

10. Okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV – -50 do mroczków przed oczami po zejściu z plaży i wejściu do ciemniejszego pomieszczenia, +10 do stylówy na letniaka.

11. Krem do opalania, też z filtrem – aktywuje czar „ochrona przed rakiem skóry” i zapobiega rzuceniu klątwy „bezsenna noc”.

12. Coś na komary – według ludowych wierzeń dym tytoniowy odstrasza komary, ale co jeśli żar z papierosa przyciągnie ćmy-wampiry? Jeśli nie chcesz przelewać krwi w żadną stronę i mieć święty spokój jak Quebonafide z Natalią Zamilską, po prostu spsikaj się czymś.

13. Wilgotne chusteczki – tym razem to będzie w tonie blogerek rodzicielskich, ale takie chusteczki zawsze się przydadzą. Na przykład, gdy trzecią godzinę lecisz samolotem i jesteś zmięty jak papier śniadaniowy z Twoich kanapek albo gdy jedziesz w 40-stopniowym upale busem z lotniska do hotelu, który wyjątkowo nie ma klimatyzacji i kleisz się jak butapren. Dzięki nim się odświeżysz.

14. Zwykłe chusteczki – tak na wszelki wypadek. Gdyby gdzieś nie było papieru toaletowego. Albo nieoczekiwanie się skończył. Przydają się. Serio.

15. Węgiel leczniczy – słyszałeś o zemście faraona albo klątwie sułtana? Nie? To Twoje szczęście, ale żeby nabawić się problemów z żołądkiem nie musisz koniecznie opuszczać kontynentu. Wystarczy, że zmieszasz ouzo z espresso i pół-świeżym kebabem. Żeby reszty wyjazdu nie spędzić gapiąc się w kafelki podłogowe w łazience, warto wziąć ze sobą jakieś antidotum.

16. Szczoteczka do zębów, pasta i dezodorant – ręcznik i żel pod prysznic na 95% jest na miejscu.

17. Leki przeciwbólowe / przeciwgorączkowe – gdyby zabawa była na tyle dobra, że chwila zapomnienia trwała pół dnia i spaliłeś sobie plecy na plaży, przewiało Cię na całonocnym ognisku, albo zamiast kopnąć piłkę trafiłeś w kamień ukryty tuż pod nią.

18. Dobra muzyka – to bardziej w kwestii pakowania na telefon, a nie do torby (bo telefon bierzesz, co nie? dobra, głupie pytanie), ale tak, właściwy akompaniament to czasem nawet i połowa udanego relaksu, bo nic tak nie dopełnia ekscytacji i szczęścia, jak adekwatne tło muzyczne.

19. Słuchawki – żebyś nie zatruwał innym życia udając didżeja bez słuchawek.

20. Bank energii – po cholerę bank energii, jak przecież nie jedziesz na pole namiotowe, tylko do cywilizowanego miejsca, gdzie wszędzie są kontakty i możesz się podładować? No, żebyś się nie zdziwił. Jak się i słucha nuty, i robi zdjęcia, i dzwoni do mamy, żeś cały i zdrowy, i sprawdza teren na Google Maps, a w międzyczasie jeszcze czyta teksty wrzucone do Pocketa, to bateria może paść zanim się zorientujesz, że jesteś dokładnie nie wiadomo gdzie, bo poszedłeś na dłuższy spacer.

21. Ładowarka – wiadomo po co i dlaczego, ale jak robimy listę z punktami do odhaczenia, to musi się tu znaleźć.

22. Przynajmniej jedna gazeta – podobno kiedyś istniało życie bez nowoczesnych technologii i cyfryzacji, nic mi o tym nie wiadomo, ale jak już będziesz musiał się przenieść do tych czasów, bo mimo wszystko padł Ci telefon w samolocie albo nie chciałeś go zatrzeć na plaży, to warto mieć przy sobie jakieś średniowieczne narzędzia do walki z nudą, odporne na piasek i brak prądu.

23. Karty / jakakolwiek kieszonkowa gra towarzyska – gdyby padał ten cholerny deszcz, a Ty jednak chciałbyś się rozerwać ze współtowarzyszami. W końcu to wakacje!

24. Ekotorba – to moje obowiązkowe wyposażenie na większości wyjazdów. Czemu? Bo mega łatwo spakować ją do bagażu podróżnego i zabiera miejsca tyle co nic, a już w trakcie samych wakacji jest turbo poręczna, sporo mieści (książkę, okulary słoneczne, wodę, ręcznik, kąpielówki, bagietki, słoiki z gołąbkami, cokolwiek) i nie ma bólu, gdy uwali się piachem albo zaleje lokalnym trunkiem, bo wystarczy ją przeprać pod kranem.

25. Pieniądze – a konkretnie lokalna waluta. Celowo pojawiają się jako ostatni punkt, bo też zazwyczaj przypomina mi się o nich na samym końcu pakowania. Albo już w trakcie podróży. Gdy jest za późno, żeby skoczyć na miasto i wymienić kasę. Ciekawą alternatywną dla stacjonarnych kantorów jest Walutomat, w którym wymienisz pieniądze przez internet w każdej chwili i z każdego miejsca na Ziemi.

walutomat mochup 3

O co chodzi i z czym to się je?

W Walutomacie, tak jak w fizycznym kantorze, wymieniasz pieniądze, tyle, że przez internet za pomocą przelewów. Masz złotówki, chcesz mieć euro? Ustawiasz ile jednej waluty chcesz wymienić na drugą, klikasz i jest. Możesz albo skorzystać z bieżącego kursu zaproponowanego przez system i wymienić kasę natychmiast albo określić swój własny i czekać aż bieżący spadnie do tego poziomu.

Jedyne czego potrzebujesz, żeby korzystać z kantoru internetowego, to konto walutowe, co wydawało mi się jakąś barierą nie do przejścia, po czym okazało się, że to 5 kliknięć na kompie. Konto walutowe potrzebne jest do tego, żeby pieniądze w obcej walucie miały gdzie być przelane, bo nie da się tak, żebyś na zwykłym koncie złotówkowym miał euro. Co wcale nie było dla mnie oczywiste.

Wymienianie hajsu w ten sposób jest bardzo wygodne i bezproblemowe, ale jest jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. O ile konto w euro możesz otworzyć w ciągu minuty, kasę wymienić w 3 kwadranse, o tyle, żeby jej użyć, potrzebujesz karty do owego konta, która z banku idzie średnio 7 dni, więc warto obudzić się ciut wcześniej niż w drodze na lotnisko. Najlepiej zrobić to od razu, a gdyby te 5 kliknięć Cię nie przekonywało, to tu znajdziesz szerszy opis. Później możesz już śmiało zapominać wszystkiego.

walutomat mochup 2

Są jakieś plusy?

Zdecydowanie.

Czas – nie musisz nigdzie jechać, nie musisz się śpieszyć, nie musisz szukać kantoru, który ma akurat taką kwotę jaką chciałbyś kupić. Pieniądze możesz wymienić nawet przed samym wejściem do samolotu, a nawet i w trakcie lotu jak ma wi-fi.

Dostępność – skorzystać z internetowego kantoru możesz z każdego miejsca na Ziemi, w którym jesteś w stanie połączyć się z internetem.

Wygoda – jeśli w trakcie pobytu potrzebujesz więcej kasy niż wymieniłeś przed wyjazdem, nie musisz zadawać sobie egzystencjalnego „i co terasss?”, tylko po prostu robisz przelew i już masz lokalną walutę na karcie, którą możesz płacić bez dodatkowych kosztów lub, w zależności od oferty Twojego banku, wypłacać pieniądze bez prowizji z miejscowych bankomatów lub za pomocą usługi cashback.

Bezpieczeństwo – kasę którą masz na karcie trudniej zgubić niż banknoty, które masz w portfelu, zwłaszcza, gdy w tym drugim przypadku nosisz przy sobie całość wymienionego hajsu.

Oszczędność – nie jest to kwota za którą wybudujesz dom i kupisz nowe Mitsubishi, ale na piwko albo dwa styknie. Kupując 100 euro przez Walutomat, w zależności od tego w jakim banku masz konto, oszczędzasz nawet do 20zł. Przy sprzedawaniu kasy, która została Ci po wakacjach, też masz lepszy kurs, niż „normalnie”.

walutomat mochup

Czy warto?

Niech odpowiedzią na to pytanie będzie fakt, że na ostatnim wypadzie do Grecji, wymieniałem pieniądze właśnie w ten sposób. I póki co nie zamierzam go zmieniać.

---> SKOMENTUJ

Kończyło się liceum, za tydzień ruszały matury, a od lipca mieliśmy już w ogóle być dorośli, odpowiedzialni i zacząć prawdziwe życie. No, przynajmniej w teorii. W każdym razie, pewne było, że to definitywny koniec dojeżdżania razem autobusem, jarania szlugów za boiskiem, picia Żubrów na długiej przerwie i urywania się z ostatniej lekcji. I udowadniania księdzu co religię, że jest tylko nieporadnym troglodytą po zawodówce, a nie osobą, która nadawałaby się do pracy z rozumnymi istotami. Koniec ustawek w parku co piątek, domówek co sobotę i 18-stek co niedzielę, na które nikomu nie chciało się chodzić, ale i tak większość się zjawiała. Bez znaczenia, czy była zaproszona, czy nie.

Z dniem odebrania świadectwa dojrzałości miały się skończyć wszystkie okazje, by z nią spędzić czas.

Mieliśmy się rozjechać po uczelniach i miastach, a niektórzy nawet krajach. Każdy w swoją stronę, bez oglądania się za siebie. 3 lata wspólnej walki z systemem edukacji, rodzicami, sobą nawzajem i asystowania przy karkołomnym procesie dojrzewania obfitym w traumy i upokorzenia, miały zostać permanentnie zamknięte. Bez możliwości powrotu, jak do zabawek ze spalonego domu. I on o tym doskonale wiedział.

Wiedział, że albo teraz spróbuje ją zdobyć albo, dopóki nie dostanie alzheimera, będzie sobie wypominał, że stchórzył.

Spróbował. Doczekał do piątku, do przerwy przed ostatnią lekcją i gdy wracali razem z fajki, a reszta ekipy była już za ogrodzeniem i miał pewność, że nikt tego nie zauważy, złapał ją za rękę.

– Martyna…

– Co ty robisz? Spóźnimy się.

– …chcę ci coś powiedzieć.

– I koniecznie musisz przy tym stać? Spóźnimy się.

– Tak. Posłuchaj…

– O boże. No dobrze. Słucham. Co jest?

– …odkąd zaczęliśmy ze sobą chodzić do klasy, od tej pierwszej lekcji niemieckiego, kiedy siedziałaś na przeciwko mnie w 15-ce przy okrągłym stole, w tej swojej białej bluzeczce i granatowym sweterku, z rozpuszczonymi włosami i spojrzałaś mi w oczy śmiejąc się i przygryzając wargę, wiedziałem. Przez wszystkie przerwy, wszystkie lekcje, wszystkie imprezy, wszystkie wycieczki chciałem ci powiedzieć. Przepisałem się z angielskiego z A2 na A0, zacząłem palić i rezygnowałem ze olimpiad, żeby móc być bliżej ciebie. Z żadnej 18-ki nigdy nie wyszedłem przed tobą, bo myślałem, że zbiorę się na odwagę i ci powiem. Kiedy pod koniec drugiej klasy złamałem rękę, to tak naprawdę nie miałem wywrotki na rowerze. Zobaczyłem cię z Krzyśkiem i przywaliłem w latarnię, bo nie mogłem tego znieść. Do Wilna na początku trzeciej nie pojechałem też dlatego. Nie mogłem zrozumieć, jak mogłaś z nim być, kiedy ja byłem cały czas obok. Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie, nigdy nie spotkałem lepszej i nigdy nie spotkam. Wiem o tym, odkąd cię zobaczyłem. Nie mogę już dłużej udawać, że tak nie jest. Martyna, kocham cię. Kocham cię! Rozumiesz? Kocham cię Martyna. Jesteśmy sobie przeznaczeni i powinniśmy być razem.

– Aha.

 

***

 

– O, cześć Janku.

– Cześć, przyszedłem spytać jak pracuję w przyszłym tygodniu, bo nie rozpisałeś mnie na grafiku.

– No tak, bo już nie będziemy współpracować.

– Jak to? Co to znaczy?

– No, nie będziemy już współpracować. Gosia ci nie powiedziała?

– Nie, przecież jej tu nigdy nie ma, poza tym, to ty jesteś menadżerem.

– Ja tej decyzji nie podejmowałem, przekazuję ci tylko to, co wiem od Gosi.

– Ale dlaczego? Przecież przecież wszystko było w porządku, nigdy się nie spóźniłem, klienci byli zadowoleni, dostawałem napiwki… Wiesz, że utrzymuję się sam, jak mnie zwolnicie z dnia na dzień, nie będę miał za co żyć. Mógłbyś chociaż podać powód.

– Wiesz, praca w pizzeri, to jest jednak praca w zespole. Nie pasujesz do zespołu.

– Aha.

 

***

 

Nigdy nie lubiłem chodzenia po lekarzach i wystawania po przychodniach, a szpitale przyprawiały mnie o bóle głowy, duszności i ogólnie stan przedzawałowy. Zasadniczo, im dalej byłem od służby zdrowia, tym czułem się zdrowszy. Ale tym razem musiałem pójść. To znaczy drałować kwadrans do przystanku, wsiąść w 27, jechać nim 40 minut na drugim koniec miasta, przejść przez opuszczony park, najlepiej nie dając się przy tym okraść, i spędzić przynajmniej pół godziny w poczekalni poradni rehabilitacyjnej.

Bo mój kręgosłup wysłał ostatnio dość czytelny komunikat, że ma taki kaprys.

– Choroba szajer-co?

– Scheuermanna. Klinowacenie trzonów w odcinku lędźwiowym.

– Czyli co to znaczy?

– To znaczy, że kręgi zaczynają na siebie nachodzić, zniekształcając kręgosłup i ograniczając tym samym sprawność ruchową.

– A to nie jest tak, że ja mam po prostu krzywe plecy?

– Nie. Deformacja kifotyczna kręgosłupa w chorobie Scheuermanna wynika z obumierania tkanki kostnej i chrzęstnej.

– Ale to przechodzi prawda? Są na to jakieś tabletki? Przecież ja mam dopiero 16-cie lat.

– Praktycznie jest to choroba nieuleczalna – jej wykrycie we wczesnym stadium jest bardzo trudne, a w późniejszym zmiany się utrwalają, co uniemożliwia wyleczenie. Możliwe są jedynie próby łagodzenia objawów choroby. Innymi słowy – nie. To już na zawsze i będzie coraz gorzej.

– Aha.

 

***

 

Rafaello podobno wyraża więcej niż tysiąc słów. Nie wiem, nigdy nikt ich nie wymienił. Za to na pewno „aha” wyraża więcej niż trzy stany emocjonalne, bo do zdziwienia, obojętności i bezsilności możesz jeszcze dołożyć rozczarowanie.

---> SKOMENTUJ

wpis jest wynikiem współpracy z marką Wizz Air i Raiffeisen Polbank

jak przeżyć zimę
autorem zdjęcia jest Camera Eye Photography

Zaczęła się jesień. Balerinki zmieniają się na emu, mgiełki na parki, a dekolty na golfy. Póki co jest złota polska, ale nie daj się zwieść, to nigdy nie trwa długo. Nie zdążysz nawet dobrze zrobić samojebki na tle liści we wszystkich odcieniach żółtego, a już spadnie śnieg. A jak spadnie to będzie tak leżał do końca kwietnia. I blokował pikniki w Parku Jordana, randki na Wisłą, jeżdżenie na rolkach po Błoniach i spotkania w ogródkach. I w ogóle całe życie towarzyskie, bo jak jest zima, to każde wyjście z domu jest porównywalne z wyprawą do Mordoru. Też trzeba na siebie nałożyć tuzin warstw ochronnych.

Jak przeżyć te pół roku ciemności, gdy słońca za oknem jest mniej, niż owoców w jogurtach z Biedronki? Poniżej 6 sposobów, które pomogą Ci przetrwać zimę.

 

#1 – Kup lampę antydepresyjną

Znaną także jako lampa słoneczna, czy lampa do światłoterapii. Działa to tak, że sprzęt wydziela światło imitujące promienie słoneczne i człowiek ma wrażenie, jakby w jego zimowej norze był środek czerwca. Osobiście jeszcze tego nie testowałem, ale dwóch znajomych się tym nasłoneczniało. Pierwszy był hiper zadowolony, drugi trochę mniej. Powiedział, że już lepszym zakupem był fotel do masażu z Telezakupów Mango, który zepsuł się po tygodniu.

 

#2 – Wkręć się w słoneczny serial

Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widziałeś, polecam „Californication”. Jeśli jednak z nowożytnym wcieleniem Bukowskiego byłeś na bieżąco, to sprawdź „90210”, w ostateczności „Życie na fali”. Fabuła bardziej infantylna, niż goście „Rozmów w toku”, ale jakie widok. Plaże, palmy, morza, oceany, jeziora, zatoki i foki. Jeden odcinek po przebudzeniu, jeden przed spaniem i zapominasz, że jedyny staw jaki masz w pobliżu to bajoro pod butami po przyjściu do domu.

 

#3 – Wmów sobie, że jesteś Hiszpanem

Albo innym mieszkańcem kraju latynoskiego. Zacznij uczyć się  portugalskiego, zapisz się na kurs rumby, ugotuj paellę bez zerkania na przepis, popij ją sangrią i słuchaj przy tym Enrique. Albo Julio. Jeden Inglesias. Kiedy zaczniesz na przywitanie całować w policzek także facetów, znaczy, że się udało. Podświadomość została oszukana i myśli, że jesteś na Półwyspie Iberyjskim.

 

#4 – Zrób poduszkojamę

To bardzo proste, wystarczy Ci:

– 1 materac małżeński

– 8 poduszek

– 3 kołdry

– 2 koce

– 1 frotowa piżama

Wkładasz piżamę i paralitycznym ruchem rzucasz poduszki, kołdry i koce na materac. Coś jakbyś tworzył instalację artstyczną. Wślizgujesz się pod nie, obkręcasz 3 razy wokół własnej osi i gotowe! Z chaosu artykułów łóżkowych powstaje cieplutka, odporna na mrozy, budzik i współlokatorów poduszkojama. Jak się dobrze w niej zabunkrujesz z zapasem wody i batoników, jesteś w stanie dociągnąć do połowy lutego. Później będziesz musiał iść na liposukcję.

 

#5 – Odpal „GTA: Vice City”

Rozboje, pościgi, strzelaniny. Jeśli nie rozpali Cię wartka akcja, gangsterskie intrygi, ani spalone słońcem Miami, to może chociaż zasilacz od komputera.

 

#6 – Poleć gdzieś, gdzie jest cieplej niż w Polsce

Najlepiej gdzieś gdzie nie jest -10, tylko +18. Albo i +25. Nic tak nie wyrywa z zimowego letargu i skutego lodem marazmu jak tygodniowy wypad do miejsca, w którym jest piasek i słońce. Albo zieleń i słońce. Albo po prostu słońce i można wyjść z domu bez kombinezonu NASA. Co może być takim miejscem? Ty mi powiedz, bo…

 

Mamy konkurs!

jak przetrwać zimę

W zeszłym miesiącu Wizz Air razem z Raiffeisen Polbank w ramach akcji „Najsprytniejsi latają najtaniej” wypuścił katę kredytową Wizz Air MasterCard, dzięki której można podróżować dużo taniej. Działa to tak, że za każdą transakcję, czy to podczas zakupów na mieście, czy przez internet, zbierasz punkty, które możesz wymienić na tańszy bilet lotniczy. Tutaj znajdziesz moją relację z premiery karty, a tutaj szczegóły promocji z kluczowymi korzyściami i formularz do zamówienia.  A od dzisiaj do przyszłego piątku możesz zgarnąć na blogu eleganckie podróżo-usprawniacze marki Wittchen.

Wizz Air Wittchen nagrody konkurs

I miejsce to zestaw trzech walizek na loty małe i duże, II miejsce to jedna walizka w wymiarach bagażu podręcznego, a III miejsce to szykowny portfel.

Żeby zdobyć którąś z nagród, wystarczy, że w komentarzu pod tym tekstem napiszesz wraz z uzasadnieniem do jakiego miejsca poleciałbyś za punkty zebrane na karcie  Wizz Air MasterCard, żeby przetrwać zimę. Im ciekawsze miejsce i uzasadnienie, tym lepiej. Nie musi być koniecznie z plażą, morzem i palmami, może być jakkolwiek inne, byleby pobyt w nim poprawiał samopoczucie i pozwalał naładować baterie na resztę zimy po powrocie.

Wszystkich trzech zwycięzców wybiorę według własnego widzimisię i jak zwykle punktowana będzie kreatywność odpowiedzi. Czas na wzięcie udziału w zabawie masz do piątku 17-go października, do godziny 20:00. Wyniki konkursu pojawią się w tym samym miejscu dzień później.

No to, gdzie lecimy złapać trochę słońca?

---> SKOMENTUJ