Close
Close
#wyzwanie10jaków
autorem zdjęcia jest Ashley Wang

Jak (Bos grunniens) – gatunek dużego ssaka z rodziny krętorogich (Bovidae), rzędu parzystokopytnych. Zamieszkuje Tybet, Indie i Chiny, gdzie żyje zarówno w stanie dzikim, jak i udomowionym. Udomowione jaki są zwierzętami jucznymi, poza tym dają mleko i wełnę. Jaki są przeżuwaczami, żyją samotnie lub w niewielkich stadach, w stanie dzikim na wysokościach do 6 tys. m n.p.m. Stada zazwyczaj składają się z samic z młodymi. Samce dołączają do nich w okresie rui. Stare samce żyją oddzielnie. Samice opiekują się potomstwem przez rok. Potomstwo pełną dorosłość osiąga po 6-8 latach. Zwierzęta mogą dożyć kilkudziesięciu lat. Znoszą niekorzystne warunki otoczenia (niedobór paszy na wysoczyznach górskich, niedostatek tlenu i niskie temperatury średnia wynosi tam ok. 0 °C, zimą temperatury spadają niekiedy nawet do -50 °C).

Podobnie jest z dziećmi z trudnych rodzin. Często nie ma się kto nimi zająć i mimo, że nie są w pełni dorosłe, ani nawet częściowo, rodzice przestają się nimi opiekować i poświęcać tyle uwagi, ile powinni. Niby są wśród ludzi, ale tak naprawdę żyją samotnie, zmagając się w pojedynkę z problemami. Tak jak jaki, muszą znosić niekorzystne warunki – brak swojego miejsca w domu, brak podręczników i książek, brak flamastrów i zeszytów, brak ubrań, brak wsparcia ze strony dorosłych.

Ogólnie jeden wielki brak.

Aby te braki choć trochę zrekompensować Stowarzyszenie Wiosna powołało do życia Akademię Przyszłości. Powinniście kojarzyć tę inicjatywę, bo jakiś czas temu pisałem o niej na blogu. W uproszczeniu chodzi o to, że stowarzyszenie rekrutuje wolontariuszy, którzy zostają Tutorami i pomagają dzieciakom z rodzin z problemami uwierzyć we własne siły i dać poczucie wyjątkowości. Przez wspólne odrabianie lekcji i regularną motywację, mały student Akademii Przyszłości przechodzi od ciągłych porażek w szkole do lepszego życia.

Tutor pokazuje dziecku, że nie jest skazane na wydeptaną ścieżkę beznadziei, że ma alternatywy. I chcę, żeby #wyzwanie10jaków spełniło tę samą rolę.

W naszej kulturze od dziesiątek lat funkcjonują utarte, szablonowe porównania. Są używane tak często, że już w zasadzie na nikim nie robią wrażenia. A blogowanie, czy w ogóle, wychodząc po za tę konkretną formę, pisanie bez wywoływania u odbiorcy emocji mija się z celem. Stąd #wyzwanie10jaków. W akcji chodzi o to, że kreatywnie przerabiamy najbardziej oklepane porównania, żeby, tak jak Tutor pokazuje dziecku, że jest inna droga, udowodnić, że można złamać utarte schematy i nie wybierać oczywistej ścieżki.

Trzy, dwa, jeden, start! Moje jaki:

1. Klnie jak szewc. Klnie jak Bonus BGC w wywiadzie u Pakola.

2. Zabiera się jak pies do jeża. Zabiera się jak polityk do realizacji obietnic przedwyborczych.

3. Proste jak drut. Proste jak instrukcja młotka.

4. Idzie jak krew z nosa. Idzie jak przelew za akcję reklamową na blogu.

5. Brzydki jak noc listopadowa. Brzydki jak Anakin Skywalker po spotkaniu z lawą.

6. Nudne jak flaki z olejem. Nudne jak oglądanie maratonu szachowego. Przez niewidomego na telewizorze z zepsutą fonią.

7. Kłamie jak z nut. Kłamie jak DiCaprio w „Złap mnie jeśli potrafisz”.

8. Wyskoczył jak Filip z konopi. Wyskoczył jak Wardęga z liści.

9. Tani jak barszcz. Tani jak nagłówki w „Fakcie”.

10. Siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Siedzi cicho jak przy zapaleniu strun głosowych.

Do dalszej zabawy słowem nominuję Monikę Kamińską z Black Dresses, Konrada Jureckiego z Moja Dziewczyna Czyta Blogi i Andrzeja Tucholskiego z jestKultury. Macie 24 godziny, żeby wrzucić swoje #wyzwanie10jaków i nominować kolejne 3 osoby. Jeśli nie zdążycie w ustawowym czasie, wpłacacie symboliczne 10zł na rozwój Akademii Przyszłości [klik]. Oczywiście może zrobić jedno i drugie.

Czekam z popcornem w mikrofali na teksty blogerów, ale Was drodzy czytelnicy też zapraszam do wzięcia udziału. Jeśli czytacie mnie dłuższy czas, któryś z tekstów Was rozśmieszył, pomógł, był szczególnie bliski albo pozwolił przetrwać wyjątkowo nudne podsumowanie miesiąca w pracy, też podejmijcie wyzwanie. Wpłaćcie dyszkę na dzieciaki albo wrzućcie swoje jaki w komentarzach.

Niech dobro i nieoczywiste rozwiązania niosą się po sieci!

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Gęby Internetów : Jan Favre | Nolife Style()

  • Pingback: JAK ja to robię?()

  • Aneta Gliwicka
  • Pingback: Uległam dwóm przystojnym brunetom - Q&A()

  • Igor od Morświna

    http://kokolorez.wordpress.com/2013/03/28/kim-jestescie-i-czego-szukacie/ totalnie wcześniej wpadłem na tego jaka. jestem taki osom.

  • Pingback: #wyzwanie10jaków - Do góry brzuchem()

  • Zostałem nominowany to odpowiedziałem u siebie, ale wrzucam i tutaj moje przysłowia ;)

    1. Klnie jak szewc. Klnie jak bloger dostający super propozycję współpracy, do portfolio…
    2. Zabiera się jak pies do jeża. Zabiera się jak bloger do dziewczyny na spotkaniu w realu.
    3. Proste jak drut. Proste jak umysł przeciętnego faceta.
    4. Idzie jak krew z nosa. Idzie jak nauka chińskiego.
    5. Brzydki jak noc listopadowa. Brzydki dziewczyna po botoksie.
    6. Nudne jak flaki z olejem. Nudne jak wykład o życiu seksualnym mrówek na marsie.
    7.Kłamie jak z nut. Kłamie jak dziecko, które zakopało w piaskownicy ulubioną zastawę mamy..
    8. Wyskoczył jak Filip z konopi. Wyskoczył jak Chińczyk z propozycją masażu na handlowej ulicy.
    9. Tani jak barszcz. Tani jak blogerka modowa. (żart! :P)
    10 Siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Siedzi cicho jak człowiek bez bloga.

  • Pingback: Jak wyzywać Jaka? | Qrkoko.pl()

  • Pingback: #wyzwanie10jaków – challenge accepted! | Sanzo.pl()

  • Pingback: 414. #wyzwanie10jaków | Czym zająć Malucha?()

  • Pingback: Wyzwanie #10jaków – Paulina Wnuk – kuchnia i lifestyle()

  • Jeszcze i ja się dołączam z jakową twórczością i moim wsparciem dla Akademii Przyszłości. :) Fajnie zrobić coś dobrego. http://www.zycie.me/2014/10/zawsze-mozna-inaczej-wyzwanie10jakow.html

  • Pingback: Wyzwanie #10jaków |()

  • dobre ! Wardęga wymiata.

  • Pingback: Polacy zawstydzają Bucket Challenge | Dreamscatcher()

  • Pingback: 10 jaków : Nerdy Cookin'()

  • Saga Sachnik

    1. Klnie jak szewc. Klnie jak ten, co nie podpiął w USOSie

    2. Zabiera się jak pies do jeża. Zabiera się jak student do magisterki

    3. Proste jak drut. Proste jak Proust

    4. Idzie jak krew z nosa. Idzie jak ostatnia godzina na nocce.

    5. Brzydki jak noc listopadowa. Brzydki jak kuchnia po stag party

    6. Nudne jak flaki z olejem. Nudne jak piwo z sokiem.

    7. Kłamie jak z nut. Kłamie jak dzieciak bez pracy domowej

    8. Wyskoczył jak Filip z konopi. Wyskoczył jak belfer z kartkówką

    9. Tani jak barszcz. Tani jak piwo w Społem

    10. Siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Siedzi cicho jak student na egzaminie

  • Również pozwoliłam sobie dołączyć do akcji :))

    • Super, bardzo się cieszę! Śmiało wrzuć linka w komentarzach, żeby można było też zajrzeć do Ciebie ;)

      • W takim razie wrzucam linka ;) psychoword.wordpress.com/2014/10/16/wyzwanie-10-jakow/

  • Piotr Marszałkowski

    Challenge accepted

    1. Klnie jak bloger na tatara
    2. Zabiera się jak koza za araba
    3. Proste jak cliffhanger w Sharknado
    4. Idzie jak Majka Jeżowska listę billboarda
    5. Brzydkie jak Wodecki pod prysznicem
    6. Nudne jak anioł pański na dwójce
    7. Kamie jak licznik w passacie
    8. Wyskoczył jak Crocsy z Lidla
    9. Tani jak grafik bez portfolio
    10. Siedzi cicho jak Chodakowska w Etiopii

  • Pingback: NoLife Style | Dziesięć jaków()

  • Pingback: Wyzwanie #10jaków | psychoword()

  • Pingback: Jestem egoistą - #wyzwanie10jaków - Troyann.pl()

  • Ósme rozbraja! :D

  • Naprawdę fajna akcja! :) Trzeba trochę pogłówkować, a przy okazji pokazać, że nie ma się serca z kamienia. Pomaganie jest fajne! :)

  • 1. Klnie jak Piłsudski mówiąc o sejmie.
    2. Zabiera się jak prawko przy jeździe po pijaku.
    3. Proste jak kąty krzyżu.
    4. Idzie jak gaz na Ukrainę.
    5. Brzydki jak Gollum bez retuszu.
    6. Nudne jak sprzątanie mieszkania bez muzyki.
    7. Kłamie jak każdy w myśl, słów House’a.
    8. Wyskoczył jak diler z konopii.
    9.Tani jak gra aktorów w M jak Miłość.
    10. Siedzi cicho jak mnich w pozycji lotosu.
    Pozdrawiam! Fajna sprawa – jak zawsze przy zabawie językiem ;)

  • Madd

    Jak wygląda instrukcja młotka? Może konstrukcja młotka, ewentualnie instrukcja obsługi młotka :D

    • 1. Złap młotek i uderz.
      2. Powtórz punkt 1.

  • Tianzi

    O, fajne, fajne.

    1. Klnie jak konserwatysta na myśl o gejowskich ślubach.
    2. Zabiera się jak menel do szukania pracy.
    3. Proste jak ax + b.
    4. Idzie jak polska repra po mistrzowstwo w piłce nożnej.
    5. Brzydki jak palma na rondzie De Gaulle’a.
    6. Nudne jak kserowanie książki telefonicznej.
    7. Kłamie jak Wojtek na temat wieku.
    8. Wyskoczył jak komunikat, że jesteś 10000-nym gościem odwiedzającym tę stronę.
    9. Tani jak absolwent błagający o staż.
    10. Siedzi cicho jak ninja w krzakach.

    • Aleksandra Muszyńska

      Siódemka miszcz <3.

  • Łukasz Szejna

    1. Klnie jak Durczok przy brudnym stole.
    2. Zabiera się jak wegetarianin za schabowego.
    3. Proste jak cukry w Coli.
    4. Idzie jak Korzeniowski w szpilkach.
    5. Brzydki jak Voldemort.
    6. Nudne jak Instagram bez zdjęć.
    7. Kłamie jak Pinokio na spowiedzi.
    8. Wyskoczył jak Gargamel na Smerfetkę.
    9. Tani jak szampan bez bąbelków.
    10. Siedzi cicho jak abstynent w Polmosie.

    • O Kurde, same kozaki, a „proste jak cukry w Coli” dosłownie mistrzowskie!

      • Łukasz Szejna

        Inspirująca akcja, próbowałem sprostać ^^

  • Andrzej Baliś

    ja bym dorzucił moje ulubione którego używam na codzień: proste jak konstrukcja cepa bez futerału

    a z Twoich Janku najbardziej rozbawiła mnie pozycja nr 4. :D
    Ciebie ona zapewne mniej bawi…

  • Podoba mi się wyzwanie, a najbardziej tekst o Di Caprio bo film uwielbiam :)

    • To chyba jego najlepszy film. No może na równi z „Incepcją”. I czekam na Twoje jaki!

  • Wyzwanie dobre jak Nutella wyjadana po kryjomu palcem ze słoika :D

  • Aleksandra Muszyńska

    Dobra. Uwaga, mówi się.
    1. Klnie jak Niemcy po ostatnim meczu z Polską.
    2. Zabiera się jak student do nauki.
    3. Proste jak świński ogon (ot, taka ze mnie przekora).
    4. Idzie jak chromy w pielgrzymce.
    5. Brzydki jak kupa po jagodach.
    6. Nudne jak kwit na węgiel.
    7. Kłamie jak polityk w kampanii przedywyborczej.
    8. Wyskoczył jak Felix (Baumgarter) z kosmosu ;).
    9. Tani jak Guczi ze stadionu.
    10. Siedzi cicho jak oszust podatkowy :D.

    • Łouł, są świetne! Aż zaczynam popadać w kompleksy ;)

      • Aleksandra Muszyńska

        Oj,bo zaraz będę…”rumienić się jak kurczak w piekarniku” :D.

  • Paulina Hofman

    Mega akcja:)

  • „Wyskoczył jak Wardęga z liści” – <3

  • Pingback: #wyzwanie10jaków()

  • Manamana

    Wszystko spoko, ale jednak to „Zabiera sie jak autystyk to wyznawania miłości.” trochę zabolało. Każdy wyznaje tak jak potrafi…

  • Aleksandra Muszyńska

    Super akcja :). Przyłączę się na obu frontach.
    Złociutki,wytłumacz blondynce: aby podjąć wyzwanie musimy przerobić te same zwroty co Ty we wpisie, czy przypomnieć sobie jakieś inne i nad nimi popracować?

Skąd bierze się biała plamka na spodzie bułki w McDonald’s?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką McDonald’s

W zeszłą środę razem z trójką czytelników (Pawłem, Patrycją i Pauliną) byłem w McDonald’s na ulicy Floriańskiej w Krakowie, zobaczyć jak lokal wygląda od kuchni (mówiąc dosłownie), sprawdzić jak to wszystko funkcjonuje od środka i skonfrontować kilka mitów z rzeczywistością. I prócz sentymentalnego powrotu do czasów, gdy sam pracowałem w Maku w trakcie studiów, mam dla Was odpowiedzi na większość pytań, które zadawaliście na Fejsie. Na większość, a nie na wszystkie, bo niektóre były tak niedorzeczne, że już po przeczytaniu ich na głos oczywiste było, że to absurd i nieprawda.

Nie przedłużając… jedziemy z tematem!

Co się dzieje z jedzeniem, które wystygnie?

sekretne menu mcdonalds

Wielu z Was zastanawiało się, co się dzieje z hamburgerami, które wystygły zanim ktoś je zamówił. Otóż wcześniej, kanapki, które przekroczyły dopuszczalny czas oczekiwania (i nie były już ciepłe, przez co, nie można było podać ich klientom), były liczone jako straty i wyrzucane. Natomiast w tym momencie, w lokalach, które przeszły modernizację (i stanowisko do składania zamówień oddzielone jest od stanowiska, w którym wydaje się jedzenie), niemal wszystko robione jest dopiero po złożeniu zamówienia przez klienta, po to, aby wyeliminować sytuację stygnięcia szamy i zminimalizować straty do zera.

Dlaczego nie można zimnego jedzenia oddać bezdomnym? Bo pojawia się kwestia podatku od darowizny i niestety firma nie może ot tak, oddać komuś za darmo swoich produktów, tylko musi za to zapłacić, więc to mało ekonomiczna sprawa. A czemu nie można przewieźć tego jedzenia do schroniska dla zwierząt? Z tego samego powodu, plus, dochodzi do tego jeszcze kwestia transportu i spełnienia odpowiednich warunków do składowania żywności, więc też średnio się to kalkuluje.

Takie prawo, panie.

Czy w McMuffinach są jajka z proszku?

mcmuffin jajka

Nie. Byłem w chłodni, widziałem na własne oczy, wyżej macie foto. Są normalne jajka dwójki, od kur z chowu ściółkowego.

Przy okazji kwestii półproduktów z proszku, ktoś pytał, czy cebula w hamburgerach jest prawdziwa. Tak, cebula, tak jak wszystkie warzywa, i również wszystkie mięsa, jest prawdziwa. Nie z proszku, nie z drukarki 3D, nawet nie z amelinium.

Czy do cheesburgerów dodaje się środki antywymiotne? (opcjonalnie: czy do jedzenia w Maku dodaje się środki uzależniające)

środki natywymiiotne w mcdonalds

To jest ten typ pytania, który od razu po przeczytaniu na głos wydaje się idiotyczny i naprawdę trudno wziąć na serio, żeby ktoś przy zdrowych zmysłach wierzył, że legalnie działająca firma robi coś takiego. Przedsiębiorstwo działające w tylu miejscach w Polsce i podlegające tylu różnym nieustannym kontrolom, bez zająknięcia zostałoby zamknięte, gdyby tylko faszerowało czymś jedzenie, ale to pytanie pojawiło się tyle razy, że oficjalnie na nie odpowiadam.

Uwaga, uwaga: nie.

Do wołowiny nie dodaje się nic poza solą i pieprzem (które widzicie powyżej) już po usmażeniu i, żeby nie było wątpliwości, do ŻADNYCH innych produktów w McDonald’s nie dodaje się ani środków antywymiotnych, ani uzależniających. Czuję się w tym momencie trochę, jakbym ogłaszał, że dokonałem przełomowego odkrycia i informował Was, że Ziemia jednak nie jest płaska, tylko okrągła, ale piszę to, żeby mieć czyste sumienie.

Do tego jedzenia nie wraca się dlatego, że ktoś coś do niego dosypał, tylko dlatego, że jest smaczne. Eureka co? Wiem, że prawda jest mało spektakularna, ale cóż, tak jest. A wchodzi dobrze na kacu, bo jest słone i ma w sobie tłuszcz. Podobnie jak pizza, kebaby, czy curry wursty.

Skąd się bierze biała plamka na spodzie bułki w McDonald’s?

plamki na bułkach w mcdonalds

Kolejna turbo spiskowa teoria mająca powiązanie z poprzednią. Co na temat „tajemniczych” plamek na spodzie bułek z hamburgerów w Maku mówią legendy miejskiej? Że to oczywiście miejsce, gdzie dodawana jest tabletka antywymiotna lub uzależniająca (w zależności, kto jest sympatykiem jakiego spisku).

Jaka jest prawda? To ślad po pęcherzu powietrza, który zostaje uwięziony w bułce, gdy placek niewyrośniętego ciasta trafia do formy. Szczelnie zamknięte ciasto zamyka trochę powietrza, które nie ma jak się wydostać.

Powtórzę jeszcze raz, żeby nie było wątpliwości: ta biała plamka, to ślad po powietrzu.

Czy nuggetsy powstają z różowej masy mięsa oddzielonego mechanicznie?

mcnuggets

Naoglądałem się różnych filmów w sieci i też się poważnie nad tym zastanawiałem. Niestety, kolejne rozczarowanie. Gdyby McNuggets były z przemielonego MOM, to po przerwaniu byłyby takiej konsystencji jak parówka. A nie są. Gdy przerwiecie je w połowie, wyglądają jak usmażona pierś kurczaka. Pewnie dlatego, że są z piersi kurczaka. Tyle, że pociętej.

Czy jedzenie z McDonald’s faktycznie się nie psuje?

mięso w mcdonalds

Coś na co czekały wszystkie tygryski. W tym ja.

Z tego co ustaliłem, to, po pierwsze, jedzenie z Maka psuje się, jak każde inne, tyle, że, jak każde inne, musi mieć ku temu odpowiednie warunki. Czyli ciemność, wilgoć i dostęp do bakterii. Jeśli ktoś nie będzie go dotykał, gołymi, niewysterylizowanymi rękami, a dodatku położy je w suchym, przewiewnym miejscu, to stanie się z nim to samo, co z szynką parmeńską, która wisi sobie po kilkanaście miesięcy, również nie psując się. Mianowicie, ususzy się.

Po drugie, i frytki, i hamburgery są solone, co ułatwia mumifikację. Czyli zasuszanie się.

Po trzecie, jak to mawiał Albert Einstein do swoich uczniów, nie wierzcie we wszystko co zobaczycie w internecie. A najlepiej przeprowadźcie taki test samemu i sprawdźcie, czy faktycznie tak jest. Bo może się okazać, że jednak Demotywatory kłamią. Tak jak w przypadku Grubsona i jego rzekomego raka.

praca w mddonalds

To tyle z naszej wizyty w Maku na Floriańskiej, ale jeśli jesteście dalej głodni (hehe) konfrontowania mitów z rzeczywistością, to sprawdźcie tekst dotyczący pracy w McDonald’s, relację z wizyty w zakładach dostarczających mięso i frytki, albo po prostu zadajcie im pytanie bezpośrednio. Bo, kto pyta, nie robi sobie siary przy znajomych, jak mówi stare polskie przysłowie.

---> SKOMENTUJ

Kończyło się liceum, za tydzień ruszały matury, a od lipca mieliśmy już w ogóle być dorośli, odpowiedzialni i zacząć prawdziwe życie. No, przynajmniej w teorii. W każdym razie, pewne było, że to definitywny koniec dojeżdżania razem autobusem, jarania szlugów za boiskiem, picia Żubrów na długiej przerwie i urywania się z ostatniej lekcji. I udowadniania księdzu co religię, że jest tylko nieporadnym troglodytą po zawodówce, a nie osobą, która nadawałaby się do pracy z rozumnymi istotami. Koniec ustawek w parku co piątek, domówek co sobotę i 18-stek co niedzielę, na które nikomu nie chciało się chodzić, ale i tak większość się zjawiała. Bez znaczenia, czy była zaproszona, czy nie.

Z dniem odebrania świadectwa dojrzałości miały się skończyć wszystkie okazje, by z nią spędzić czas.

Mieliśmy się rozjechać po uczelniach i miastach, a niektórzy nawet krajach. Każdy w swoją stronę, bez oglądania się za siebie. 3 lata wspólnej walki z systemem edukacji, rodzicami, sobą nawzajem i asystowania przy karkołomnym procesie dojrzewania obfitym w traumy i upokorzenia, miały zostać permanentnie zamknięte. Bez możliwości powrotu, jak do zabawek ze spalonego domu. I on o tym doskonale wiedział.

Wiedział, że albo teraz spróbuje ją zdobyć albo, dopóki nie dostanie alzheimera, będzie sobie wypominał, że stchórzył.

Spróbował. Doczekał do piątku, do przerwy przed ostatnią lekcją i gdy wracali razem z fajki, a reszta ekipy była już za ogrodzeniem i miał pewność, że nikt tego nie zauważy, złapał ją za rękę.

– Martyna…

– Co ty robisz? Spóźnimy się.

– …chcę ci coś powiedzieć.

– I koniecznie musisz przy tym stać? Spóźnimy się.

– Tak. Posłuchaj…

– O boże. No dobrze. Słucham. Co jest?

– …odkąd zaczęliśmy ze sobą chodzić do klasy, od tej pierwszej lekcji niemieckiego, kiedy siedziałaś na przeciwko mnie w 15-ce przy okrągłym stole, w tej swojej białej bluzeczce i granatowym sweterku, z rozpuszczonymi włosami i spojrzałaś mi w oczy śmiejąc się i przygryzając wargę, wiedziałem. Przez wszystkie przerwy, wszystkie lekcje, wszystkie imprezy, wszystkie wycieczki chciałem ci powiedzieć. Przepisałem się z angielskiego z A2 na A0, zacząłem palić i rezygnowałem ze olimpiad, żeby móc być bliżej ciebie. Z żadnej 18-ki nigdy nie wyszedłem przed tobą, bo myślałem, że zbiorę się na odwagę i ci powiem. Kiedy pod koniec drugiej klasy złamałem rękę, to tak naprawdę nie miałem wywrotki na rowerze. Zobaczyłem cię z Krzyśkiem i przywaliłem w latarnię, bo nie mogłem tego znieść. Do Wilna na początku trzeciej nie pojechałem też dlatego. Nie mogłem zrozumieć, jak mogłaś z nim być, kiedy ja byłem cały czas obok. Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie, nigdy nie spotkałem lepszej i nigdy nie spotkam. Wiem o tym, odkąd cię zobaczyłem. Nie mogę już dłużej udawać, że tak nie jest. Martyna, kocham cię. Kocham cię! Rozumiesz? Kocham cię Martyna. Jesteśmy sobie przeznaczeni i powinniśmy być razem.

– Aha.

 

***

 

– O, cześć Janku.

– Cześć, przyszedłem spytać jak pracuję w przyszłym tygodniu, bo nie rozpisałeś mnie na grafiku.

– No tak, bo już nie będziemy współpracować.

– Jak to? Co to znaczy?

– No, nie będziemy już współpracować. Gosia ci nie powiedziała?

– Nie, przecież jej tu nigdy nie ma, poza tym, to ty jesteś menadżerem.

– Ja tej decyzji nie podejmowałem, przekazuję ci tylko to, co wiem od Gosi.

– Ale dlaczego? Przecież przecież wszystko było w porządku, nigdy się nie spóźniłem, klienci byli zadowoleni, dostawałem napiwki… Wiesz, że utrzymuję się sam, jak mnie zwolnicie z dnia na dzień, nie będę miał za co żyć. Mógłbyś chociaż podać powód.

– Wiesz, praca w pizzeri, to jest jednak praca w zespole. Nie pasujesz do zespołu.

– Aha.

 

***

 

Nigdy nie lubiłem chodzenia po lekarzach i wystawania po przychodniach, a szpitale przyprawiały mnie o bóle głowy, duszności i ogólnie stan przedzawałowy. Zasadniczo, im dalej byłem od służby zdrowia, tym czułem się zdrowszy. Ale tym razem musiałem pójść. To znaczy drałować kwadrans do przystanku, wsiąść w 27, jechać nim 40 minut na drugim koniec miasta, przejść przez opuszczony park, najlepiej nie dając się przy tym okraść, i spędzić przynajmniej pół godziny w poczekalni poradni rehabilitacyjnej.

Bo mój kręgosłup wysłał ostatnio dość czytelny komunikat, że ma taki kaprys.

– Choroba szajer-co?

– Scheuermanna. Klinowacenie trzonów w odcinku lędźwiowym.

– Czyli co to znaczy?

– To znaczy, że kręgi zaczynają na siebie nachodzić, zniekształcając kręgosłup i ograniczając tym samym sprawność ruchową.

– A to nie jest tak, że ja mam po prostu krzywe plecy?

– Nie. Deformacja kifotyczna kręgosłupa w chorobie Scheuermanna wynika z obumierania tkanki kostnej i chrzęstnej.

– Ale to przechodzi prawda? Są na to jakieś tabletki? Przecież ja mam dopiero 16-cie lat.

– Praktycznie jest to choroba nieuleczalna – jej wykrycie we wczesnym stadium jest bardzo trudne, a w późniejszym zmiany się utrwalają, co uniemożliwia wyleczenie. Możliwe są jedynie próby łagodzenia objawów choroby. Innymi słowy – nie. To już na zawsze i będzie coraz gorzej.

– Aha.

 

***

 

Rafaello podobno wyraża więcej niż tysiąc słów. Nie wiem, nigdy nikt ich nie wymienił. Za to na pewno „aha” wyraża więcej niż trzy stany emocjonalne, bo do zdziwienia, obojętności i bezsilności możesz jeszcze dołożyć rozczarowanie.

---> SKOMENTUJ

wpis jest wynikiem współpracy z marką Wizz Air i Raiffeisen Polbank

jak przeżyć zimę
autorem zdjęcia jest Camera Eye Photography

Zaczęła się jesień. Balerinki zmieniają się na emu, mgiełki na parki, a dekolty na golfy. Póki co jest złota polska, ale nie daj się zwieść, to nigdy nie trwa długo. Nie zdążysz nawet dobrze zrobić samojebki na tle liści we wszystkich odcieniach żółtego, a już spadnie śnieg. A jak spadnie to będzie tak leżał do końca kwietnia. I blokował pikniki w Parku Jordana, randki na Wisłą, jeżdżenie na rolkach po Błoniach i spotkania w ogródkach. I w ogóle całe życie towarzyskie, bo jak jest zima, to każde wyjście z domu jest porównywalne z wyprawą do Mordoru. Też trzeba na siebie nałożyć tuzin warstw ochronnych.

Jak przeżyć te pół roku ciemności, gdy słońca za oknem jest mniej, niż owoców w jogurtach z Biedronki? Poniżej 6 sposobów, które pomogą Ci przetrwać zimę.

 

#1 – Kup lampę antydepresyjną

Znaną także jako lampa słoneczna, czy lampa do światłoterapii. Działa to tak, że sprzęt wydziela światło imitujące promienie słoneczne i człowiek ma wrażenie, jakby w jego zimowej norze był środek czerwca. Osobiście jeszcze tego nie testowałem, ale dwóch znajomych się tym nasłoneczniało. Pierwszy był hiper zadowolony, drugi trochę mniej. Powiedział, że już lepszym zakupem był fotel do masażu z Telezakupów Mango, który zepsuł się po tygodniu.

 

#2 – Wkręć się w słoneczny serial

Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widziałeś, polecam „Californication”. Jeśli jednak z nowożytnym wcieleniem Bukowskiego byłeś na bieżąco, to sprawdź „90210”, w ostateczności „Życie na fali”. Fabuła bardziej infantylna, niż goście „Rozmów w toku”, ale jakie widok. Plaże, palmy, morza, oceany, jeziora, zatoki i foki. Jeden odcinek po przebudzeniu, jeden przed spaniem i zapominasz, że jedyny staw jaki masz w pobliżu to bajoro pod butami po przyjściu do domu.

 

#3 – Wmów sobie, że jesteś Hiszpanem

Albo innym mieszkańcem kraju latynoskiego. Zacznij uczyć się  portugalskiego, zapisz się na kurs rumby, ugotuj paellę bez zerkania na przepis, popij ją sangrią i słuchaj przy tym Enrique. Albo Julio. Jeden Inglesias. Kiedy zaczniesz na przywitanie całować w policzek także facetów, znaczy, że się udało. Podświadomość została oszukana i myśli, że jesteś na Półwyspie Iberyjskim.

 

#4 – Zrób poduszkojamę

To bardzo proste, wystarczy Ci:

– 1 materac małżeński

– 8 poduszek

– 3 kołdry

– 2 koce

– 1 frotowa piżama

Wkładasz piżamę i paralitycznym ruchem rzucasz poduszki, kołdry i koce na materac. Coś jakbyś tworzył instalację artstyczną. Wślizgujesz się pod nie, obkręcasz 3 razy wokół własnej osi i gotowe! Z chaosu artykułów łóżkowych powstaje cieplutka, odporna na mrozy, budzik i współlokatorów poduszkojama. Jak się dobrze w niej zabunkrujesz z zapasem wody i batoników, jesteś w stanie dociągnąć do połowy lutego. Później będziesz musiał iść na liposukcję.

 

#5 – Odpal „GTA: Vice City”

Rozboje, pościgi, strzelaniny. Jeśli nie rozpali Cię wartka akcja, gangsterskie intrygi, ani spalone słońcem Miami, to może chociaż zasilacz od komputera.

 

#6 – Poleć gdzieś, gdzie jest cieplej niż w Polsce

Najlepiej gdzieś gdzie nie jest -10, tylko +18. Albo i +25. Nic tak nie wyrywa z zimowego letargu i skutego lodem marazmu jak tygodniowy wypad do miejsca, w którym jest piasek i słońce. Albo zieleń i słońce. Albo po prostu słońce i można wyjść z domu bez kombinezonu NASA. Co może być takim miejscem? Ty mi powiedz, bo…

 

Mamy konkurs!

jak przetrwać zimę

W zeszłym miesiącu Wizz Air razem z Raiffeisen Polbank w ramach akcji „Najsprytniejsi latają najtaniej” wypuścił katę kredytową Wizz Air MasterCard, dzięki której można podróżować dużo taniej. Działa to tak, że za każdą transakcję, czy to podczas zakupów na mieście, czy przez internet, zbierasz punkty, które możesz wymienić na tańszy bilet lotniczy. Tutaj znajdziesz moją relację z premiery karty, a tutaj szczegóły promocji z kluczowymi korzyściami i formularz do zamówienia.  A od dzisiaj do przyszłego piątku możesz zgarnąć na blogu eleganckie podróżo-usprawniacze marki Wittchen.

Wizz Air Wittchen nagrody konkurs

I miejsce to zestaw trzech walizek na loty małe i duże, II miejsce to jedna walizka w wymiarach bagażu podręcznego, a III miejsce to szykowny portfel.

Żeby zdobyć którąś z nagród, wystarczy, że w komentarzu pod tym tekstem napiszesz wraz z uzasadnieniem do jakiego miejsca poleciałbyś za punkty zebrane na karcie  Wizz Air MasterCard, żeby przetrwać zimę. Im ciekawsze miejsce i uzasadnienie, tym lepiej. Nie musi być koniecznie z plażą, morzem i palmami, może być jakkolwiek inne, byleby pobyt w nim poprawiał samopoczucie i pozwalał naładować baterie na resztę zimy po powrocie.

Wszystkich trzech zwycięzców wybiorę według własnego widzimisię i jak zwykle punktowana będzie kreatywność odpowiedzi. Czas na wzięcie udziału w zabawie masz do piątku 17-go października, do godziny 20:00. Wyniki konkursu pojawią się w tym samym miejscu dzień później.

No to, gdzie lecimy złapać trochę słońca?

---> SKOMENTUJ

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (8)

Z wakacji wróciłem już jakiś czas temu, ale wciąż nie podzieliłem się z Wami najważniejszym punktem programu – jedzeniem i piciem! Przy wycieczce do każdego kraju szama i napitki są ważnym elementem kultury i miejsca, które poznaję i nie inaczej było podczas tygodnia na Korfu. Próbowaliśmy chyba wszystkich lokalnych specjałów, niektórych charakterystycznych dla całej Grecji, a innych tylko dla tej konkretnej wyspy. Większość była dobra albo bardzo dobra (dzięki za rekomendacje!), ale trafiły się też 3 niewypały.

Odpuściliśmy sobie zupełnie zupy, więc pierwsze co wrzuciliśmy na ząb, to…

 

Drugie dania

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (19)

Pastitsada – posiłek na typowy niedzielny obiad na Korfu (coś jak u nas schabowy z ziemniakami). Składa się z koguta i penne okraszonych pomidorowym sosem (tak, tak, nie kury, a koguta). W innych miejscach spotkałem się z tym, że zamiast drobiu na talerzu pojawiała się cielęcina i wyglądało to po prostu jak „makaron z czymś tam”. Zdecydowanie lepiej prezentuje się i smakuje z kogutem. Mimo świadomości, że zjadasz faceta.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (18)

Sofrito – kolejny stricte korfucki przepis. Wołowinka przyrządzana w czosnku, białym winie i ziołach podawana z ryżem. Soczysta, krucha i bardzo smaczna, choć gdy ląduje na stole nie masz wrażenia, że to coś niewiarygodnego, po co musiałeś specjalnie lecieć samolotem.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (40)

Moussaka – pierwszy niewypał. Lazanio-zapiekanka z ziemniakami, bakłażanem i sosem mięsno-pomidorowym. Choć w zasadzie słowo „mięso” w składzie tej potrawy jest sporym nadużyciem, bo było go tyle, co spełnionych obietnic przedwyborczych. Niewiele. Oprócz tego moussaka smakuje jak wygląda – jak rozciapana żółto-czerwona  breja. Nie polecam.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (23)

Souvlaki – kawałki kurczaka lub świni nabite na szpadę i pieczone na rożnie. Czyli taki szaszłyk tylko bez warzyw.  Za to podawany z pitą (taką cienką bułką) i tzatzikami (sosem z ogórka, czosnku i oliwy). Mięso samo w dobre, nie ma do czego się przyczepić, ale moje serce, a w zasadzie żołądek, zdobyły tzatziki. Tak świeżych i aromatycznych nie jadłem jeszcze nigdzie w Polsce, pycha (nie mówiąc już o o tym, że wersja sklepowa w ogóle się nie umywa)!

Z lokalnych greckich potraw próbowaliśmy jeszcze gyrosa, ale jest on na tyle popularny i dopracowany pod kątem przyrządzania w Polsce, że odpuściłem sobie wrzucanie go do wpisu. Za to po jedzeniu, nie zabrakło takiej atrakcji jak…

 

Alkohol

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (41)

Post użytkownika Stay Fly.

Likier z kumkwatu – do destylarni nie dotarliśmy, ale do trunku tak. Będę nieobiektywny (nie żebym kiedykolwiek wcześniej był), bo uwielbiam słodkie alkohole – pomarańczowy płyn był idealną opcją deserowo-poobiadową. Aromatyczna woń owoców, ładny kolor i przyjazna dla dalszego funkcjonowania liczba procentów (15-20%). Wchodził jak Norek do Krawczyków.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (24)

Tanie wino – bynajmniej nie jabol. W Grecji tak jak w Hiszpanii, czy Francji za 2,5 euro kupicie już naprawdę przyzwoite wino, które doznaniowo przewyższa te dostępne u nas za 20 złotych. To, które widzicie na zdjęciu kosztowało właśnie jakieś 10 złociszy, a było ponadprzeciętne. No Spohia, ani Fresco to się z tym na pewno nie mogą równać.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (4)

Korfuckie piwo – drogie (2 euro w sklepie), małe (0,4 litra) i byle jakie (dopiłem do końca, ale przez myśl mi nie przeszło żeby pójść po następne). Z Corfu Beer jest jak z filmami na podstawie gier komputerowych z kategorii bijatyk – można wiedzieć, że powstało, ale nie ma sensu doświadczać na własnej skórze.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (38)

Ouzo – tradycyjna grecka wódka. Z anyżku. Jeśli nigdy nie byłeś fanem żelek z lukrecji, to z tym trunkiem też się nie zakolegujesz. Ouzo można pić czyste albo z wodą i lodem. Tak, tę wódę pije się rozcieńczoną z wodą, W-O-D-Ą. Brzmi ohydnie? No to przygotuj się, że też tak smakuje. Łykając to przypomniały mi się złote licealne czasy, kiedy na 18-stkach piło się spirytus z 5-litrowych baniaków przez zaciśnięte zęby, bo inaczej nie dało rady tego wprowadzić do gardła. Z ouzo jest podobnie.

Post użytkownika Stay Fly.

Niby pisałem, że alkohol był po jedzeniu, ale między jednym łykiem trunków z kieliszka Rosenthal, a drugim, podjadaliśmy jakieś…

 

Przegryzki

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (54)

Oliwki – zielone albo czarne, drylowane albo z pestkami, nadziewane albo w zalewie ziołowej, świeże albo suszone, łagodne albo ostre. Każde! Mistrzowska przegryzka do wina, czy piwa, czy po prostu. „Świeże” z targu równie dobre, co te „gotowe” ze sklepu.

Niby były też inne łakocie, które można przekąszać, jak kozie sery, czipsy o smaku octu i soli morskiej i niecodzienne owoce pokroju pigwy, ale oliwki zdominowały wyjazd. Na tyle, że będąc teraz w Polsce i sięgając w sklepie po piwo, odruchowo chcę do koszyka wrzucić też zielone kuleczki.

---> SKOMENTUJ