Close
Close

11 profili, bez których Facebook byłby nudny

Skip to entry content

Ludzie lubią narzekać, że Facebook się kończy. Że nie ma tam już nic poza zdjęciami dzieci znajomych, kotami z farm fanów i zaproszeniami do wydarzeń „Zbuduj niezależność finansową i uzbieraj w miesiąc na Gallardo z FM Group”. Że nuda. Zawsze mówię w takich sytuacjach, że jeśli masz stajnię Augiasza w strumieniu aktualności, to zmień znajomych i profile, które polubiłeś, bo ten syf bierze się właśnie od nich. Na portalu Marka Zuckerberga, jak zresztą w całym internecie, jest dużo ciekawych treści, tylko trzeba po nie sięgnąć.

Żeby nie pozostawać gołosłownym, zrobiłem zestawienie 11 najciekawszych profili ze swojego Facebooka, które mogą pokolorować Ci szarość dnia w sieci.

 

Mordor Na Domaniewskiej

„Mordor Na Domaniewskiej” to taki warszawski „Kraków Business Park”. Nigdy nie pracowałem w korporacji, ale przeglądając kolejne statusy czuję się jakbym był już co najmniej team leaderem. Ambiwalentne uczucie.

 

Sztuczne Fiołki

„Sztuczne Fiołki” to Jeden z najinteligentniejszych profili na Facebooku, w każdym wpisie przemycający wiedzę z historii sztuki i komentarz cięty komentarz do aktualnych wydarzeń. Sam pomysł robienia memów z malarskich klasyków jest genialny, a wykonanie to czysty majstersztyk. A mówią, że mas nie da się zainteresować sztuką.

 

Chujowe mieszkania do wynajęcia

„Kraków, Wrocław, Poznań czy Warszawa, bo prysznic w salonie jest językiem wszechświata” parafrazując klasyka. Kto kiedykolwiek przeglądał Gumtree w poszukiwaniu dachu nad głową, poczuje się tu jak w domu. Z grzybem na suficie i bez drzwi do łazienki.

 

Przygody Oli Radomiak z Piotrkowa Trybunalskiego

Raz na kwartał jak przetrze mi się kabel od słuchawek, to zdarzy mi się podsłuchać jakiś zabawny dialog albo wspiąć się na wyżyny interakcji międzyludzkich i samemu nawiązać jakąś niesmutną konwersację. Ola natomiast tych statusów ze śmichami-chichami produkuje na potęgę, więc jeśli marzą Wam się anegdoty a la Karol Strasburger, tyle, że śmieszne, to właśnie u niej.

 [emaillocker]

Piętrowa Wołowina


„Piętrowa Wołowina”, czyli McDonald’s od kuchni – dosłownie nie w przenośni – oczami pracowników. Absurdalne zamówienia klientów, szalone rozmowy w okienku McDrive i rysunki na kanapkach z Maków w całej Polsce. Im dłużej obserwuję ten profil, tym jeszcze bardziej lubiś tam jeść.

 

Brief – co znosi psychika grafika


Profil z kategorii branżowych, ale osoby spoza też powinny skumać i albo się zaśmiać, albo złapać za głowę, że cytaty na grafikach to autentyczne maile od klientów. Jeśli ktoś nie kuma, czemu to ma być śmieszne, niech w miejsce „projekt” i „logo” wstawi „samochód” i „dom”. Po tym zabiegu treść dalej może nie być śmieszna, ale przynajmniej zrozumiecie jak to jest.

 

Hype

Płaczący żółw ninja, to symbol aktualnej satyry hip-hopowej. Dużo prześmiewczych podpisów pod wizerunkami modnych wykonawców, sklejek w Paincie i kolaży z najdalszych zakątków internetu. Co jakiś czas wybitne blendy robiące lobotomię w głowie i pasty. Jeśli chcesz być na bieżąco z polskim rapem musisz obserwować Hype’a.

 

Żelazna logika

Nie czuję się ani lewakiem, ani prawicowcem, a w dobieraniu swoich pogladów na świat staram się kierować zdrowym rozsądkiem, jednak wielu moim znajomym aktywnym w sieci bliżej w lewo niż w prawo i takie tez treści pojawiają się na moim Facebooku. Dlatego obserwuję profil „Żelazna Logika” ponieważ jest dla nich świetną przeciwwagą, prezentującą punkt widzenia stojący w kontrze i przy okazji punktującą wszystkie bezsensowne wypowiedzi.

 

Janina Daily

Janinę poznałem na tegorocznym Blog Forum Gdańsk, gdy w atmosferze obliczania procentów składanych podeszła do mnie z Magdą z Krytyki Kulinarnej i powiedziała, że mnie czyta, co połechtało moje – i tak już bardzo mocno rozłechatne – ego. Po czym na drugi dzień dowiedziałem się, że to najświeższe odkrycie blogosfery. I nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady, gdy Janina w stopni mistrzowski opanowała prowadzenie – przede wszystkim – fanpage. Niby takie pitu-pitu, ale doczytujesz status do końca i myślisz sobie „łooo, w życiu nie przeczytałeś czegoś tak długiego na Fejsie, ale ona zajebiście opowiada”. Gdybym chodził w kapelusza, to teraz jeden z nich zdjąłbym z głowy.

 

Marta Frej

Post użytkownika Marta Frej.

Nie wiem co można powiedzieć więcej o Marcie poza tym, że jest asem. Jeszcze nie widziałem, żeby zrobiła słabą pracę albo taką, przy której bym się nie zaśmiał na głos. Memowo-artytyczna komentatorka rzeczywistości.

 

Patriota Mariusz

Zaczęło się od beki z robienia z chuliganów patriotów i wyśmiewania doczepiania do wszelkich produktów orzełka i symbolu Polski Walczącej, a skończyło się na komentowaniu bieżących wydarzeń z punktu widzenia dresiarza. I dalej jest trafnie i całkiem zabawnie, choć najczęściej to śmiech przez łzy.

Jak macie jeszcze coś nietuzinkowego, co potrafi urozmaicić Fejsa, to śmiało, komentarze są Wasze.

autorem zdjęcia w nagłówku jest mkhmarketing

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

108
Dodaj komentarz

avatar
78 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
73 Comment authors
Gaja AndrukowiczCotygodniowy Przegląd Internetu #26: słownik fotograficzny, Bronisław Komorowski i Hipsterski MaoizmCotygodniowy Przegląd Internetu #1: "Moda na sukces", Janusz Korwin-Mikke i księżniczka LeiaCotygodniowy Przegląd Internetu #1elaree Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Stare zdjęcia polskich celebrytów <3.

Jan Favre
Gość
Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Pszpraszam, nie skumałam, że trzeba.

Jan Favre
Gość

Wybaczam.

Aleksandra Wołodkiewicz (Olly)
Gość

Jejku, odlajkowałam te wszystkie strony właśnie dlatego, że miałam śmietnik w aktualnościach :( Z tego wszystkiego zostały mi chyba tylko Nagłówki nie do ogarnięcia…

Ada
Gość
Ada
Przemek Kosior
Gość

Troll :D

Ula
Gość

O, to mój tekst Loesje :D

Jan Favre
Gość

Tak żem czuł!

Przemek Kosior
Gość

Loesje wymiata, bez dwóch zdań.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

wpis jest wynikiem inspiracji nowym filmem marki Grant’s i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

„Poznałem przyjaciół w biedzie, muszę też ich sprawdzić, kiedy przytulę zielone jak Święty Patryk” pada na ostatniej płycie Rasmentalismu i to fakt, że przyjaciół nie poznaje się tylko, gdy jest źle. Poznaje się ich także, gdy jest dobrze, bo jak mówi stare góralskie porzekadło „Polak Polakowi wybaczy wszystko oprócz sukcesu”. Wiele osób, gdy wejdziesz o stopień wyżej niż one, będzie próbowało za wszelką cenę ściągnąć Cię do swojego poziomu. Albo zacznie na Ciebie pluć, bo nie wniosłeś ich ze sobą na plecach.

Dlatego tym bardziej, warto docenić tych, którzy byli z Tobą, gdy jadłeś pasztet z puszki i są dalej, gdy możesz sobie pozwolić na kawior w knajpie.

Bo mimo iż rodzimy się i umieramy sami, to jednak czas pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami spędzamy z ludźmi. Ludźmi, którzy są dla nas nie tylko aniołem stróżem, czy kołem ratunkowym, gdy pojawiają się problemy, ale także kształtują nasze myślenie i często mają bezpośredni wpływ na to kim jesteśmy. Bo genialne pomysły, złote myśli, wariackie plany i szalone marzenia rzadko kiedy biorą się z powietrza. Najczęściej  są wynikiem inspiracji ze spotkania z drugim człowiekiem. I niejednokrotnie dochodzą do skutku również przy jego udziale.

Podobna myśl jest osią najnowszego wideo zrealizowanego przez markę Grant’s.

#IOU – I owe you, czyli przekładając na najpiękniejszy język świata – jestem ci coś winien. Mojej mamie sporo, ale przyjaciołom niewiele mniej, bo do setek rzeczy bym bez nich nie doszedł.

Nie chcę robić tu wyliczanki jak w pozdrowieniach na końcu płyty, bo musiałbym rozbić ten wpis na 7 części, a i tak pewnie bym o kimś zapomniał. Mimo, że jest ich znacznie więcej, odniosę się tylko do 3 osób, które miały na mnie silny wpływ w 3 różnych obszarach życia, co zaowocowało tym, że dotarłem do obecnego miejsca. Bardzo szczęśliwego miejsca.

Piotrek – pomógł mi – a w zasadzie to chyba nauczył – myśleć nieszablonowo, a przede wszystkim pokazał, że bariery są tylko w mojej głowie. Tam, gdzie ja widziałem przeszkody, on dostrzegał możliwości i nigdy nie przystawał na moje „nie da się”. Zawsze szukał jakiejś alternatywy, jakiegoś ukrytego rozwiązania, które znajdowało się zaraz za zakrętem, tylko trzeba było poszukać trochę głębiej.

Pamiętam jak na drugim roku robiliśmy reklamę na konkurs „Przyczłapka do kurczałki” – mieliśmy zrobić materiał promujący rzecz, która nie istnieje.

Wpadłem na pomysł, żeby ująć temat w postaci wideo-kolażu z wycinkami scen ze znanych filmów i narracją w postaci ironicznego dubbingu, który opowiada widzowi historię produktu. Po tygodniu przycinania, montowania, nagrywania, poprawiania i przycinania, montowania, nagrywania i znów poprawiania okazało się, że jury może nas zdyskwalifikować, bo nie mamy praw autorskich do użytych scen. Ja chciałem się załamać i zniknąć w otchłani łóżka. Piotrek zaczął się zastanawiać, szperać i dzwonić. I znalazł przepis o prawie cytatu. Zajęliśmy 4-te miejsce.

Bartek – gdy trzeba było lecieć do drugiej części Europy załatwić sprawę, która chodziła za mną pół życia, nie zastanawiał się czy ma hajs, czas i wolne w pracy. Powiedział, że leci. I poleciał.

Patryk – ostatni rebeliant. Buntownik z wyboru. Jak większość idzie w prawo, a nieliczni w lewo, to on chucha w dłonie i idzie prosto wdrapywać się na urwisko.

Znamy się od 10-go roku życia i zawsze był równie ambitny, co niepokorny. I niezrównoważony, bo wymyślił sobie, że będzie artystą w kraju, w którym ludzie kontakt ze sztuką mają najczęściej przy sprzedaży detalicznej. A z malarstwem to już w ogóle raz na 15 lat, jak robią remont generalny. Niemal wszyscy mówili mu, że życie z tworzenia obrazów, to zły pomysł, a już na pewno niedojrzały. Że to dobre dla nastolatka, a nie faceta. Ze trzeba zająć się czymś „poważny”. Nie słuchał ich ani przez chwilę.

Pokazał mi jak iść na przekór wszystkiemu, gdy wiatr wieje w oczy, kierując się tylko ślepą wiarą w siebie. Gdyby nie jego determinacja do życia snem na jawie, swój spełniałbym dużo trudniej.

Grants_IOU_141114

#IOU – jestem wam coś winien panowie.

Słów kilka o kreacji na blogu

Skip to entry content

KREOWANIE WIZERUNKU W INTERNECIE

Podczas tegorocznego Blog Forum Gdańsk jeden z paneli dyskusyjnych dotyczył prywatności i wyznaczania granic, kreowania marki osobistej w internecie i pochodnych z tym związanych. Pojawiały się różne zdania odnośnie tego, co można pokazać na blogu, a czego nie, czy zdjęcia dzieci i rodziny, to jeszcze dobry pomysł, czy już przegięcie i powinno chronić się ich anonimowość. Zasadniczo, ile matek tyle opinii, ale co do jednego dziewczyny były mniej więcej zgodne – na blogu są takie jak w rzeczywistości i nie próbują być kimś innym. Nie kreują się.

To podkreślenie i stawianie na piedestale pełnego naturalizmu było tak mocne, że mimowolnie nasunęło mi się pytanie…

 

Czy kreacja to coś złego?

Czy to, że ktoś wymyślił sobie jak chce być postrzegany w sieci i wdraża to w życie, to powód do wstydu?

Załóżmy, że Jurek ma najnudniejszą robotę na świecie – jest ochroniarzem w Tesco – ale w wolnym czasie interesuje się astronomią. Wolne dni spędza w bibliotece, wolne wieczory z teleskopem w oknie, a jego strona startowa to Astronet.pl (mimo, że strasznie brzydka). Założył bloga Ast.ro i pisze o niedźwiedzicach, wozach, drogach (mlecznych) i  dziurach (czarnych). Używa paranaukowego języka, ale posługuje się nim na tyle zgrabnie by pani Halinka pracująca na kasie też mogła coś z tego zrozumieć. I rozumie.

Blog rozchodzi się po sieci jak bekowy plakat przedwyborczy, pęka bariera 20 000 UU miesięcznie i zaczynają się pierwsze współprace komercyjne. Jurek jest zapraszany zarówno na konferencje branżowe, jak i te dla normalnych ludzi. Na jednych opowiada o popularyzowaniu nauki w sieci, na drugich o wietrze słonecznym, magnetosferze i zorzy polarnej. Ogólnie jest takim Michałem Szafrańskim układu słonecznego.

I nagle, w czeluściach komentarzy na Niemodnych Polkach, ktoś wyciąga, że Jureczek nie jest doktorem astronomii na jakiego się kieruje. Nie. Jest ochroniarzem bez licencji, któremu ledwo udało się skończyć technikum hotelarskie.

Czy to źle?

Czy jeśli w swoich tekstach nie rozmija się z prawdą, to przez to, że w internecie chce być kimś innym niż w rzeczywistości, tracą one na atrakcyjności? I równie istotne pytanie – od kiedy zaczyna się kreacja? Czy już w momencie wypowiadania się na temat, na który nie ma się papieru poświadczającego wykształcenie, czy dopiero, gdy zataja się, że zawodowo zajmuje się czymś innym? I kolejne, równie istotne…

 

Czy w sieci w ogóle da się być tym samym, kim się jest w rzeczywistości?

Czy to na blogu, czy na YouTube, czy na Facebooku, czy na Sexfotce, nigdy nie ma nas w całej okazałości.

Zawsze to jest jakiś wycinek naszej osoby. Mniejszy lub większy, ale wciąż to tylko fragment tego kim jesteśmy. Słowo pisane ma to do siebie, że każdy odbiera je inaczej, więc ilu czytelników, tyle może być w ich głowach postaci autora. Ze zdjęciami jest już lepiej, ale statyczny obraz wciąż może być mylący. Wydawać by się mogło, że wideo jest rozwiązaniem tego problemu, bo żeby oszukać kamerę, trzeba mieć zdolności aktorskie albo przynajmniej doświadczenie w występach na Wiejskiej, ale to też złudne.

To nadal jest tylko zbiór zachowań (starannie wyselekcjonowany zbiór zachowań), które chcemy pokazać. Wykadrowanie wycinka z pełnej fotografii, to stworzenie nowej. Świadoma kreacja. Zresztą…

 

W prawdziwym życiu też kreujemy się adekwatnie do sytuacji

I nawet nie próbuj zaprzeczać, że nie zachowujesz się inaczej w stosunku do przełożonego, księdza, mamy i kumpla z ławki (czy tam korpoboxu).

Gdy idziesz na rozmowę kwalifikacyjną zakładasz inne ciuchy niż to, w czym chodzisz po domu, bo chcesz być w dokładnie określony sposób postrzegany i wywrzeć z góry założone wrażenie. Również używasz innego słownictwa i manieryzmów, niż na co dzień. Gdy umawiasz się z dziewczyną na pierwszą randkę, także prezentujesz tylko jedno ze swoich oblicz i nie opowiadasz o faktach i przyzwyczajeniach, które mogłyby postawić Cię w złym świetle. Podobnie manipulujesz postrzeganiem swojej osoby mając kontakt z ludźmi na uczelni, czy z rodziną podczas świątecznego posiłku. Często nawet nieświadomie.

W każdej sytuacji społecznej, mniej lub bardziej, w jakiś sposób kreujesz swój wizerunek. Dlatego, nie wiem, czemu tworzenie kreacji na blogu miałoby być czymś złym.

Zresztą, gdy czytam Bukowskiego nie zastanawiam się, czy jego przeżycia są przerysowane. Myślę o tym, czy dobrze pisze.