Close
Close

Czego musi obawiać się dziewczyna na Tinderze?

Skip to entry content

Wniosków z używania najpopularniejszej aplikacji randkowej ciąg dalszy. Najpierw pisałem, o złych praktykach przy szukaniu chłopaka na Tinderze, a potem o tym, czemu dziewczyny nie zagadują jako pierwsze. W związku z tym, że oba te teksty były z perspektywy faceta, to uznałem, że czas na zmianę. Przez ostatnie kilka dni (po sterroryzowaniu mojej kumpeli, żeby użyczyła mi telefonu) udawałem kobietę, żeby sprawdzić jak to jest szukać pary do tanga i przytulanka z tej drugiej strony.

Obiegowa opinia o Tinderze jest taka, że to niemal bezgotówkowy wirtualny burdel, gdzie wszystkim chodzi o jedno. Ewentualnie o drugie, ale jakoś zwolenników anala zawsze jest mniej. Czy faktycznie tak jest? Czy rzeczywiście kliknięcie ptaszka przy zdjęciu faceta, to jednocześnie postawienie ptaszka w jego gaciach? Czy naprawdę kobiety traktowane tam są przedmiotowo? Jak kule do kręgli?

Już Wam odpowiadam.

 

Czy wszystkim na Tinderze chodzi o seks?

Powiedziałbym, że każdemu kto chce być w związku chodzi o seks, bo tym się różni przyjaźń od bycia z kimś, że oprócz tego, że się lubicie, jesteście w stanie ze sobą rozmawiać dłużej niż 5 minut i czasem pójdziecie do kina, to ze sobą sypiacie. Wiem, że dla niektórych to odkrycie na miarę lekarstwa na raka, ale tak to właśnie działa.

Wracając jednak do tematu, drogie panie – bo nie oszukujmy się, że ten tekst będą czytać głównie dziewczyny – interesuje Was zapewne, czy panom korzystającym z tego ustrojstwa chodzi TYLKO I WYŁĄCZNIE o seks. Uwaga, uwaga, jesteście gotowe? No to Wam powiem, że…

…jeszcze chwila…

 

…jeszcze trochę…

 

 

…już prawie, prawie, prawie, że…

 

 

…już tylko momencik…

 

 

…już naprawdę tylko chwilunia…

 

 

<czekajcie chwilę, bo telefon dzwoni>

 

 

<to kurier, powiedział, że nie chce mu się jechać specjalnie do Krakowa z jedną paczką i zostawił mi ją w Siemianowicach Śląskich, bo miał po drodze>

 

…dobra, wracamy do tematu, o czym myśmy to mówiliśmy?

 

Aaa, dobra już pamiętam, czy mężczyznom na Tinderze chodzi tylko o to, żeby dostać się między Wasze uda. Cóż, muszę Was rozczarować, ale…

 

NIE!

Na 60-ciu facetów, z którymi się sparowałem na Tinderze, tylko jeden napisał od razu (w pierwszej wiadomości), że proponuje mi kolację ze śniadaniem i zrobiło to w całkiem kulturalnej, nienachalnej formie. Z pozostałych 59-ciu, po przyparciu do muru, zaledwie 4 przyznało, że liczy na wymianę płynów ustrojowych i nic więcej. 5 na 60, to lekko ponad 8%. Całkiem nieźle, co? Jeśli wciąż nie jesteście pewne, to porównajcie sobie tę statystykę do procentowej ilości kolesi, którzy chcą Was tylko spenetrować w klubie. Albo w pracy.

 

Czy faceci na Tinderze to brzydale?

Mógłbym tu zastosować klasyczny chwyt turbo-hetero-kato-konserwo-drwala i powiedzieć, że „nie jestem gejem, a tym bardziej, ftu, pedałem, żeby oceniać innych facetów”, ale to chwyt tendencyjny, a ten tekst ma wnosić coś nowego. Pozostając, więc przy operowaniu na liczbach sytuacja wygląda mniej więcej tak:

– 10% – dziadeczki z lustrzycą i sekretem mnicha na głowie, o spojrzeniu głodnym kobiety jak kanibale

 [emaillocker]

– 25% – piękni chłopcy z idealnie przyciętymi fryzurami i paznokciami, cykający więcej samojebek swojej gładkiej buźce, niż szafiarki

– 35% – normalne chłopaki, nie żadne odmieńce, ani nie metro, ani nie drwale

– 10% – flanelowe koszule, denka od słoików i skarpy do sandaczy, pierwszy wąsik i lekki trądzik

– 20% – tribalowcy  w polówkach Lacoste bez znaczka, z klatą w kształcie trójkąta i szczęką w kształcie kwadratu

Staty wciąż lepsze, niż na przeciętnym dicho, co?

 

Czy korzystają z tego sami nudziarze i życiowe łajzy?

Nie będę Was trzymał w niepewności tyle, co przy pierwszym pytaniu, bo odpowiedź jest taka sama: nie.

Oczywiście nie spotkałem się ze wszystkimi 60-ma typami, żebym mógł rzetelnie wypowiedzieć się o ich poziomie intelektualno-emocjonalnym. Przyznaję, nie zrobiłem tego. Ale podejrzewam, że Wy też byście się nie umówiły ze wszystkimi chłopakami, z którymi byście się sparowały, tylko oceniły ich na podstawie rozmowy przez aplikację. I ja też tak zrobiłem.

Tym razem nie będę wrzucał liczb, bo w przypadku rozkładu atrakcyjności osobowościowo-charakterologicznej Tinder najzwyczajniej jest odzwierciedleniem społeczeństwa. Są neandertale mający problemy ze zbudowaniem zdania złożonego, których śmieszą żarty kloaczno-rynsztokowe, są zwyczajni, przeciętni Janusze, którzy chcą znaleźć swoją Baśkę i lepić z nią pierogi póki kompulsywne chrapanie ich nie rozłączy i są też zagubieni chłopcy, dla których to prawdopodobnie jedyny kontakt z kobietą, która nie jest ich siostrą, ani matką.

Są też ponadprzeciętnie inteligentni faceci, o nietuzinkowych zainteresowaniach, z którymi rozmowa nawet dla mnie była ciekawa, ale jest ich niewielu. Zupełnie jak w rzeczywistości.

 

Reasumując

Dziewczyno, masz moje błogosławieństwo w używaniu Tindera. Przekonałem się na własnej skórze, że nie masz się czego obawiać, poza kontuzją kciuka.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Andreas

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

44
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Beata ŚwierczewskaKiatattwaMonika RzącaWiola Starczewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamil Lipiński
Gość

Sekret mnicha, lepienie pierogów i typowy Janusz szukający przeciętnej Baśki. Padłem :)

Adrian Zabrocki
Gość
Adrian Zabrocki

Ja padłem i jeszcze nie mogę wstać żeby się otrząsnąć xD

Barbara Żurawik
Gość
Barbara Żurawik

Nie wszystkie Baśki są przeciętne :) Tak tylko mówię.

Kamil Lipiński
Gość

Pozdrowienia dla nieprzeciętnej koleżanki ;)

Ola
Gość

Powinieneś jeszcze dodać że nie przyjmujesz skarg i zażaleń ;-))

Jan Favre
Gość

Mogę rozpatrzeć po okazaniu odpowiednich dokumentów ;)

Tianzi
Gość
Tianzi

…Pozostaje już tylko ryzyko, że osoba, który się spodoba, jest w rzeczywistości niekompatybilnej płci/orientacji prowadzącą eksperymenty społeczne/radosny trolling :)

Jan Favre
Gość

To balansuje się z wygoda, że nie musisz włóczyć się nocami po klubach, żeby kogoś poznać ;)

magda
Gość
magda

Wczoraj byłam w klubie, jakoś tak wyszło z trzeźwo myślałam. I moja ulubiona rozrywka są zawsze tańce godowe, czy raczej klubowe tarlo jak to nazywa moja znajoma. Te chwile radości są warte wyjsci na zimno!

Wojciech Kopeć
Gość
Wojciech Kopeć
Kinga K.a
Gość
Kinga K.a

Janek Twoje porównania nie mają sobie równych;p i co z tego, że za parę godz wstaje do pracy,musiałam zajrzeć na bloga, to chyba uzależnienie, ale raczej nieszkodliwe;p jak sprawie sobie odpowiedni telefon to sprawdzę tych wszystkich Januszów, notatki już zrobiłam ;p

Jan Favre
Gość

Dzięki, dzięki! A za poszukiwanie Januszów trzymam kciuki i daj znać jak coś z tego wyjdzie ;)

Kinga K.a
Gość
Kinga K.a

może być zabawnie ;D wszak ćwierćwiecze już za mną i staropanieństwo za progiem xd

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #1: „Moda na sukces”, Janusz Korwin-Mikke i księżniczka Leia

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest desde la florescencia
autorem zdjęcia jest desde la florescencia

W związku z tym, że post o ciekawych profilach na Facebooku cieszył się przeogromnym zainteresowaniem (prawie 60 000 odsłon!), dało mi to domyślenia, że możecie częściej chcieć czytać o ciekawostkach w sieci. Stąd pomysł, na „Cotygodniowy Przegląd Internetu”, czyli prasówkę z wartymi uwagi linkami wieńczącą tydzień. Przegląd najprawdopodobniej będzie ukazywał się co piątek wieczorem (koło 20:00), tak żeby przez weekend umilił Wam jeżdżenie na imprezy komunikacją miejską i całodniowe zbieranie się z łóżka dzień po.

W tym tygodniu trochę polityki (choć w luźnym wydaniu), ale nie dało się tego uniknąć.

 

Masakruj lewaków cytatami Janusza Kowin-Mikke: na KorwinIpsum (cóż za piękna nazwa!) możecie wylosować sobie przypadkową wypowiedź Janusza rzuconą w jakimś programie. Czasem śmieszną, czasem straszną, a czasem całkiem poważną.

Zdjęcia do darmowego użytku: każdy, kto tworzy coś do internetu i potrzebuje ilustrować swoje prace z pewnością będzie wdzięczny za KaboomPics. Ja jestem bardzo, bo raz, że ładne zdjęcia, a dwa, że autorką jest jedna z czytelniczek.

TVP1 kończy emisję „Mody na sukces”: o tym, że nie zobaczymy już Ridża i Bruk w publicznej telewizji pewnie wiecie, ale na Wirtualnych Mediach przeczytacie dlaczego tak się stanie.

System PKW nie działa, bo nikt nie chciał go zrobić: ciekawy, choć krótki tekst na AntyWeb o tym, dlaczego wciąż głosy nie są policzone.

Prześladowanie księżniczki Lei: kilka tygodni temu po Facebooku latał filmik, gdzie amerykanka przez 10 godzin chodzi po ulicy i ciągle ktoś ją zaczepia albo komentuje jej cielesność, przez co czuje się napastowana. Wideo doczekało licznych przeróbek, a jedną z najlepszych jest wersją z księżniczką Leią z „Gwiezdnych Wojen”.

Post użytkownika Jan Favre.

 

Gra tygodnia: autorem gry jest najprawdopodobniej Chińczyk (krzaki zamiast liter), więc nazwijmy ją najogólniej „Grą w kolory”. Wciąga chyba jeszcze bardziej, niż 2048, więc ostrzegam, że klikacie na własna odpowiedzialność.

Klip tygodnia: Quebonafide to jeden z najlepszych raperów młodego pokolenia, który mocno wychodzi poza schematy, w każdym aspekcie swojej twórczości, także tym bardziej warto sprawdzić klip do numeru „Carnival”.

 

Damska stylówka tygodnia: Venila Kostis już dawno przestała być typową szafiarką, jednak jak już wrzuca stylizacje, to na kozaku. Ta, którą widzicie poniżej, to w ramach akcji promującej grę komputerową „Assassin’s Creed Unity”. Właśnie tak powinno robić się reklamy na blogach!

zdjęcie pochodzi z bloga venilakostis.com
zdjęcie pochodzi z bloga venilakostis.com

 

Męska stylówka tygodnia: raczej stronię od marynarek i oficjalnych ciuchów, ale ten jokerowy zestaw całkiem spoko.

zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com
zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com

 

Fanpage tygodnia: mimo, że średnio czuję klimat stolicy, bo Kraków ma zdecydowanie inną atmosferę, to w profilu kręcącym bekę z prezydenta Warszawy – Hanny Gronkiewicz-Waltz zakochałem się momentalnie.

Post użytkownika Hozmówki z Hanną.

 

To tyle ode mnie. Spokojnej niedzieli i jeśli macie jakieś swoje internetowe perełki z tego tygodnia, to wrzućcie linki do komentarzy.

Sytuacje w życiu, gdy przydaje się czekolada

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Beskidzkie

Post użytkownika Kochamy Łakocie.

„Czekolada nie jest substytutem miłości. To miłość jest substytutem czekolady”, „badania wykazują, że 14 na 10 osób lubi czekoladę”, „zrównoważona dieta, to czekolada w obu dłoniach” – te i inne mądrości znajdziecie na profilu „Kochamy Łakocie”. Jedne hasła są mniej serio, drugie również, ale nie ma co ukrywać, że jest kilka takich chwil w życiu człowieka, gdy czekolada staje się dobrą kumpelą. I to bardzo dobrą, a im zimniej tym częściej nią bywa.

Póki co na termometrze zera jeszcze nie ma, ale szalik, czapka i rękawiczki już wydostały się z mojej szafy, więc to chyba dobry moment, żeby zebrać do kupy sytuacje, kiedy czekolada wybitnie się przydaje.

 

Urodziny w podstawówce

Kiedy „Pana Tadeusza” znałem tylko w wersji pisanej, a nie lanej, mając urodziny zawsze przynosiło się do szkoły słodycze i rozdawało reszcie klasy. Cukierki Mini cieszyły się umiarkowaną popularnością, natomiast Mieszanka Krakowska miała wzięcie jak dopłaty z unii u rolników. Babcia zawsze dbała, żebym miał spory worek z galaretkami oblanymi czekoladą w dniu swoich urodzin, przez co, przy co drugiej ławce słyszałem: „mogę dwa?”. Co ciekawe, gdy poszedłem do pracy, okazało się, że to wciąż działa.

 

Gdy rzuci Cię chłopak

Oczywiście, jeśli jesteś dziewczyną, bo u chłopaków chyba jednak jest trochę inaczej. W sytuacjach nagłej zmiany statusu związku, gdy przyjaciółki nie mają czasu lub, co gorsza, zawiodą, sprawdza się zasada „czekolada nie pyta, czekolada rozumie”.

 

Wycieczka w góry

Smakołyk z ziaren kakaowca pobudza, dodaje energii i przyciąga zalotne spojrzenie wszystkich jednostek płci przeciwnej na szlaku. Info z pierwszej ręki od Michała – mojego kumpla, który w te wakacje zdobył Pik Lenina – jeden z trudniejszych siedmiotysięczników. Inni znajomi podróżnicy też potwierdzili pierwsze dwie właściwości.

 

Motywacja

Możesz uczyć się do sesji wmawiając sobie, że to dla Twojego dobra. Możesz klepać raport dla przełożonego mając nadzieję, że doceni to czymś więcej niż „dziś nie musisz zostawać po godzinach”. Możesz przygotowywać się do maratonu myśląc o tym, że w trakcie ćwiczeń stracisz piątkę albo nawet dychę. Ale nic Cię tak nie zmotywuje do ukończenia mało podniecającego zadania, jak nagroda po każdym jego etapie. Na przykład w postaci kostki czekolady. Czy tam tabliczki.

 

Gdy chcesz portollować ludzi

Napisz dla beki na Facebooku, że karmisz swojego psa czekoladą. Albo jeszcze lepiej, zrób zdjęcie jak wkładasz mu ją do miski. Działa na psiarzy jak czerwona płachta na byka.

 

Dzień nauczyciela

A w zasadzie to nauczycielki. Niby cieszą się na kwiaty, bo mogą je sobie postawić na biurku w pracy, albo jeszcze lepiej, na stole w domu i wzbudzić zazdrość i podejrzenia męża, który zapomniał, że to dziś TEN dzień, ale kogo chcą oszukać? Roślinek nie zjedzą i na zieleninę nie szklą im się tak oczy, jak na widok sporego pudełka brązowych łakoci.

 

Gdy masz dziewczynę

a) i chcesz, żebyście tym razem obejrzeli Twój film

b) usiłujesz wykręcić się od poznawania jej rodziców

c) próbujesz namówić ją na seks

d) pokłóciliście się

e) <wpisz_cokolwiek_innego_i_tak_się_ucieszy>

 

Walka z jesienną depresją

Jakiś temu pisałem Wam, że dołączam do manifestu Beskidzkich i będę zagryzał słotę za oknem czymś specjalnym od nich. Bo jak jest słodko, to samopoczucie lepsze, a tu w niej jeszcze i witaminy, i minerały, i proces starzenia opóźnia. Jeśli czytacie Segrittę, Nishkę albo Aurorę, to już wiecie co jest grane. Jak nie, to dobrze, bo ja chciałem Wam powiedzieć o co cho.

hdr

A chodzi o to, że pojawiło się coś słodkiego, czego wcześniej jeszcze nie próbowałem. Dobra, bez kozaczenia, wszystkich cukierków na świecie nie pozjadałem, ale o paluszkach (na słono) oblanych belgijską czekoladą (na słodko) nie słyszałem w ogóle. I do słuchania jest tu niewiele, za to do przegryzania, a w zasadzie pożerania, sporo. Na początku podchodziłem z dystansem, bo jak to tak słone ze słodkim? Nie po bożemu przecież. Ale z każdym gryzem dystans znikał, aż znikły wszystkie paluszki z paczki. To znaczy paczek. No bez kitu, dobre.

Beskidzkie łakocie - paluszki w mlecznej czekoladzie 2

W najbliższym czasie raczej nie grozi mi brak pomysłów na sytuacje w życiu, w których może się przydać czekolada, bo od tygodnia każda sytuacja jest taką, ale jeśli Wam przychodzi coś do głowy, poza wcześniej wymienionymi, to śmiało.