Close
Close

„Ślepnąc od świateł” – rewelacyjna opowieść o kokainie i Warszawie

Skip to entry content

Nie czytałem „Zrób mi jakąś krzywdę”, a tym bardziej „Zmorojewo”. Jakuba Żulczyka kojarzyłem głównie z felietonów i programu w jakiejś telewizji, który zdjęli, zanim zdążyłem go obejrzeć. I pewnie by się to nie zmieniło, gdyby Sokół z Marysią Starostą nie polecili jego książki. Myślę sobie „dobra, sprawdzę. 4 dyszki to i tak mniej niż kotlet u Sowy i Przyjaciół. Najwyżej cofnę mu suba”. No i nie cofnąłem. Ba, gdybym mógł, dałbym drugiego, bo „Ślepnąc od świateł” jest najlepszą książką z jaką zetknąłem się w tym roku.

Chcesz wiedzieć dlaczego?

Bo czytając ją…

 

Czujesz oddech Warszawy na własnej skórze

Raz to słodki, mamiący zapach luksusu w akompaniamencie strzelającego Moeata, a chwilę później odór ludzkiej zgnilizny, przetrawiony z płynami ustrojowymi i krzepnącą krwią.

Głównym bohaterem nowej powieści Żulczyka jest około 30-letni diler kokainy, cechujący się zamiłowaniem do muzyki klasycznej i apatią. Jacek. Przez jego pryzmat poznajemy życie nocne Warszawy. Prawidłowości rządzące klubami, światem przestępczym, polityką i show-biznesem. Klientami Jacka są zarówno słoiki z Polski B, korpoludki, modelki i ekskluzywne prostytutki (choć w tym wypadku to w zasadzie synonimy), bananowcy trudniący się byciem synem i gwiazdy telewizji. W tym (jedna z kluczowych postaci), gość łudząco przypominający Kubę Wojewódzkiego.

Przez pierwszą część książki masz wrażenie, że główny bohatera jest tylko pretekstem do tego, aby przedstawić stolicę od zaplecza. Żeby pokazać jak zachowują się ludzie z pierwszych stron gazet, gdy nikt nie patrzy. Gdy mogą wyjść z ludzkiej skóry i pobyć przez chwilę zwierzętami, bo wiedzą, że kamery są wyłączone.  Dla kogoś, kto nigdy nie był w takim zoo, to dość intrygujący widok, a jego atrakcyjność potęguję fakt, że…

 

„Ślepnąc od świateł” napisana jest genialny językiem!

Gdy wydam książkę, chcę, żeby czytało się ją tak dobrze, jak tę!

Już po pierwszy 5 stronach wiedziałem, że wchłonę ją jak gąbka i musiałem dawkować sobie czytanie, żeby nie zaniedbywać czynności fizjologicznych. Ostatni raz chyba w liceum miałem tytuł, na który poświęcałbym każdą wolną chwilę (zresztą, część zajętych też) i notorycznie zmieniał swój plan dnia, po to by połknąć jeszcze kilka kartek. Bo tak jest – tę historię się połyka. Jak mocny alkohol, który miesza Ci w głowie, ale mimo to, chcesz więcej. I więcej, i więcej i więcej.

Żulczyk od tej chwili jest moim prywatnym platynowym mistrzem porównań w kategorii wagowej „proza”. Używa takich zestawień, że większość polskich raperów powinna czuć się zawstydzona i oddać pióra do lombardu. Pajęczyny opisów sytuacji, które tka ze słów są tak obrazowe, że mimowolnie masz je przed oczami. Niezależnie, czy pisze o ostrym seksie z topmodelką, wciąganiu zabrudzonej kokainy przez stuzłotówkę, czy miażdżeniu jedynek i siekaczy kolbą pistoletu. Wszystko to widzisz i czujesz.

Operowanie środkami stylistycznymi na najwyższym poziomie sprawia, że…

 

Fabuła pochłania bez reszty

Wcześniej pisałem, że główny bohater wydaje się być tylko pretekstem do wyważenia zamkniętych wrót do świata elit. Nie jest tak. Jacek jest zarówno motorem, jak i najważniejszym elementem wydarzeń.

Gdzieś w 1/3 powieści, gdy już jesteś oswojony ze światem handlu narkotykami, sylwetkami hurtowników i klientami detalistów, zaczyna się jazda bez trzymanki. Jacek otwiera puszkę Pandory i wpada w wir wydarzeń równie zaskakujący co kolejne odcinki „Breaking Bad”. Zresztą, między serialem, a jego pasmem niespodzianek, jest więcej analogii. On też raz jest ofiarą, a raz oprawcą, a raz jednym i drugim. Pobicia, trwałe okaleczenia, zabójstwa i ogromne ilości kokainy. I pieniędzy.

Czytając to pewnie myślisz, że Żulczyka poniosło i zrobił grafomański scenariusz pod hollywoodzki film? Nic z tych rzeczy.

Nie ma tu przerysowania, kiczu ani tandety. Ani przez chwilę nie zastanawiasz się, czy ta historia faktycznie mogła się wydarzyć. Jesteś niemal pewien, że się wydarzyła. A w zasadzie, to właśnie się wydarza. Na Twoich oczach. Autor postawił na tyle silny nacisk na realizm, że raczej łapiesz się na szukaniu w świecie realnym pierwowzorów książkowych postaci. I główkujesz, czy Procent pojawiający się w połowie powieści, to aby na pewno nie szef kultowej wytwórni hip—hopowej.

W okolicach trzysetnej strony jesteś pewien, że wiesz jak skończy się ta opowieść. Po czym, co 50 stron zmieniasz zdanie, będąc równie przekonany co do swojego przeczucia. I tak, aż do ostatniej. Do ostatniej, która zaskakuje Cię bardziej, niż wiadomość, że jesteś nosicielem wirusa HIV podczas rutynowego badania krwi.

Kup tę książkę. Poczuj się jak Walter White i daj się zaskoczyć.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Piona! Bo ciągle słyszę nagatywy na temat tej książki

  • Karolina Nitka

    Znam i Kubę, i książkę – w obydwu przypadkach pasuje ten sam przymiotnik – „genialny” :)

  • Jak strasznie się cieszę, że napisałeś ten tekst ♥ Żulczyka uważam za swojego osobistego guru, Autora Mojego Życia, dlatego systematycznie namawiam każdą poznaną osobę do czytania jego książek. Swoją przygodę z nim zaczęłam jeszcze w liceum i „Zrób mi jakąś krzywdę” skradło wtedy moje serce. Fabularnie nic nie przebije „Ślepnąc”, ale jeśli chodzi o sam język, „Radio Armageddon” i „Krzywda” jak dla mnie górują.

    Z Żulczykiem jest tak, że podczas czytania nie postrzegasz bohatera jako obcej, nieznanej osoby. Masz wrażenie, że siedzisz w jego głowie, że jesteś tą postacią. Wszystkie opisy i myśli wsiąkają w ciebie jak w gąbkę. I to właśnie kocham w jego twórczości ♥

    Pozdrawiam serdecznie!
    Czytelniczka

    • Dla mnie „Zrób mi jakąś krzywdę” było trudne do przejścia ze względu na niekończące się chaotyczne wewnętrzne monologi głównego bohatera, ale mimo to, w każdej książce jest tak jak mówisz – czytelnik wpada w świat przedstawiony przez autora i nie musi się starać go wyobrazić, tylko już po pierwszej stronie jest w nim. Mało kto to potrafi, tak że ogromny szacunek dla Żulczyka.

  • Dlaczego zdradziłeś koniec!? Takich rzeczy się nie robi :(

  • Pingback: 5 lekcji życiowych, które wyniosłem z książki "Lekko Stronniczy"()

  • Recenzja tak mnie przekonała, że nawet okładka zaczęła mi się podobać ;)

    • Kurczę, czytam kolejne komentarze i coraz bardziej się rumienią.

      • Przyda im się, tak tutaj chłodno, biało ;)

  • Mam zamiar ją niedługo przeczytać! Twoja opinia jeszcze bardziej mnie do tego zachęciła :)

  • Agnieszka

    Kochałam Żulczyka już za „Zrób mi jakąś krzywdę”. Po „Ślepnąc od świateł” oddałabym za niego nerkę, żeby mógł dalej tak pisać.

  • Zawsze byłem ciekaw czy znasz tego pisarza, bo byłem pewien, że siądzie Ci na maxa. Też to właśnie wjeżdzam i podobnie jak przedmówcy, polecam pozostałe książki. Szczególnie jego pierwsze opowieści są tak niepoprawnie młodzieżowo ‚romantyczne’ ;) btw. było niedawno spotkanie autorskie w Krakowie i muszę przyznać że gość wydaje się równie ciekawy, co jego książki :)

    • Właśnie dowiedziałem się o nim po fakcie, bardzo żałuję, że nie miałem okazji spotkać go na żywo.

  • Linda

    „Raz to słodki, mamiący zapach luksusu w akompaniamencie strzelającego Moeata, a chwilę później odór ludzkiej zgnilizny, przetrawiony z płynami ustrojowymi i krzepnącą krwią” – to wystarczyło żeby mnie przekonać, uwielbiam takie klimaty :) Dzisiaj obowiązkowo muszę odwiedzić Empik.

    • Po tylu pozytywnych komentarzach czuję, że Empik będzie miał teraz małe oblężenie :D

  • Ja się zakochałam w Jego „Zrób mi jakąś krzywdę” ;) Tyle fajnych cytatów co stamtąd wyciągnęłam to moje ;) Ale próbowałam drugi raz czytać i już nie weszło. „Instytut” to najdziwniejsza ksiazka jaka czytałam, też spoko bo wciąga, ale w sumie nie wiadomo o co chodzi ^^’ A ta nowa już siedzi na Kindlu i czeka na swoją kolejkę ;) Oby była tak dobra jak mówisz!

  • Ja jeszcze nigdy nie przeczytałam ani jednej książki Żulczyka (poza jednym jedynym felietonem), a i tak mam wrażenie, że go lubię.

  • Żulczyka poznałam, gdy zaczął pisać felietony dla ELLE. Tak, tego pisma o modzie. Niestety niedługo tam gościł. Później trafiłam na jego teksty na Onecie (wartościowe teksty na Onecie – koniec świata!). Ale tam też już nie pisze. I niedawno w pobliskiej bibliotece znalazłam jego „Zmorojewo” i stwierdziłam, że wszystkie formy, długie i krótkie, wychodzą mu dobrze. Ma świetny styl pisania i coś, co każda kobieta doceni – poczucie humoru. Teraz zabrałam się za „Zrób mi jakąś krzywdę”, ale coś czuję, że to nie będzie ostatnia książka Żulczyka przeczytana w tym tygodniu.

    Po takiej recenzji aż prosi się o wycieczkę do Empiku.

  • marzecka

    Mam nadzieję, że ta książka będzie chociaż w połowie tak dobra, jak Twoja recenzja. Mnie przekonałeś do kupna :)

  • Paulina Hofman

    Przez Ciebie chcę!

  • No i teraz muszą ją kupić, kocham te Twoje porównania i opisy

  • Krakowska Singielka

    Połknęłam(inaczej sie nie da tego określić) całą w 2 dni. Żulczyk Mistrz!

    „W tym (jedna z kluczowych postaci) gość łudząco przypominający Kubę Wojewódzkiego.”- uwielbiam ten motyw.

    A „Zrób mi jakąś krzywdę” pod względem stylu to majstersztyk, koniecznie musisz nadrobić ;)

  • Skoro Sokół z Marysią Starostą polecają, a teraz jeszcze ty, to dodaje do kolejki książek do przeczytania.

    Zresztą klimat zapowiada się interesująco.

  • Paulina Wnuk

    Czy już mówiłam, że kocham Żulczyka? Nie dość, że pisze tak, że mogłabym cytatami sobie wytapetować sypialnię, to jeszcze jest zajebiście przystojny :)

  • chłopaku, bierz się „zrób mi jakąś krzywdę”!!!!

  • Saga Sachnik

    Poprosiłabym Cię, żebyś mi pożyczył swój egzemplarz, ale pewnie pogniotłeś i pośliniłeś.

    • Trochę tak, ale wciąż nadaje się do użytku. No i po ilości zagnieceń i śliny możesz wywnioskować, że już za chwilę, już za momencik, już przy końcu strony, stanie się… COŚ :)

  • Ja obecnie chłonę coś równie namietnie (i nie jest to czekolada…) ale to zupełnie inna para kaloszy. Nie mniej, zdumiewa mniej, cieszy mnie że są takie książki, tacy autorzy, a najbardzie, tacy czytelnicy :P :D

  • Wiesz, cieszę się że sięgnąłeś po tę książkę. „Ślepnąc…” wstrzeliło się podobno na 4 miejsce w TOP Empikowej listy, ale to dlatego że ludzie tacy jak ja, po przeczytaniu „Zrób mi jakąś krzywdę” i „Instytut” po prostu czekali na jego następną książkę.
    Przeczytaj obydwie pozycje, naprawdę je polecam, ja, randomowy użytkownik Internetu i Twój czytelnik.
    Pozdrawiam.
    Piro

    • Co do miejsc w rankingu bestsellerów w Empiku, to ktoś z wydawnictwa podczas Blog Forum mówił mi, że za to po prostu się płaci i wstawiają Twoje książkę lub płytę, ale mniejsza z tym ;) Po „Ślepnąc od świateł” na pewno sięgnę po poprzednie pozycje, a w zasadzie to zrobię to już jutro, bo czuję straszny głód tego typu narracji i stylu pisania Żulczyka, nie mniej, dzięki za rekomendację.

      • Paulina Wnuk

        Bycie w bestsellerach to kwestia kilku czynników, z czego jeden to rzeczywiście kwestia hajsu jaką da wydawnictwo ;)

      • Jakub

        Przeczytałem. Wspaniała. Czy poleciłbyś inny tytuł w podobnym typie narracji i stylu pisania :) ?

        • Zdecydowanie polecam „Radio Armageddon” tego samego autora, również świetnie napisane i wciągająca historia.

  • Joanna Janusz

    Wszystkie kampanie reklamowe powinny Cię zatrudniać. Mnie przekonałeś, możliwe, że zakupię :)

    • mańka

      Głupio się przyznać bo nie lubię takich klimatów, ale mnie też.

    • Boomer

      No stary, jakby Cię kampania reklamowa zatrudniła… :D

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

11 profili, bez których Facebook byłby nudny

Skip to entry content

Ludzie lubią narzekać, że Facebook się kończy. Że nie ma tam już nic poza zdjęciami dzieci znajomych, kotami z farm fanów i zaproszeniami do wydarzeń „Zbuduj niezależność finansową i uzbieraj w miesiąc na Gallardo z FM Group”. Że nuda. Zawsze mówię w takich sytuacjach, że jeśli masz stajnię Augiasza w strumieniu aktualności, to zmień znajomych i profile, które polubiłeś, bo ten syf bierze się właśnie od nich. Na portalu Marka Zuckerberga, jak zresztą w całym internecie, jest dużo ciekawych treści, tylko trzeba po nie sięgnąć.

Żeby nie pozostawać gołosłownym, zrobiłem zestawienie 11 najciekawszych profili ze swojego Facebooka, które mogą pokolorować Ci szarość dnia w sieci.

 

Mordor Na Domaniewskiej

„Mordor Na Domaniewskiej” to taki warszawski „Kraków Business Park”. Nigdy nie pracowałem w korporacji, ale przeglądając kolejne statusy czuję się jakbym był już co najmniej team leaderem. Ambiwalentne uczucie.

 

Sztuczne Fiołki

„Sztuczne Fiołki” to Jeden z najinteligentniejszych profili na Facebooku, w każdym wpisie przemycający wiedzę z historii sztuki i komentarz cięty komentarz do aktualnych wydarzeń. Sam pomysł robienia memów z malarskich klasyków jest genialny, a wykonanie to czysty majstersztyk. A mówią, że mas nie da się zainteresować sztuką.

 

Chujowe mieszkania do wynajęcia

„Kraków, Wrocław, Poznań czy Warszawa, bo prysznic w salonie jest językiem wszechświata” parafrazując klasyka. Kto kiedykolwiek przeglądał Gumtree w poszukiwaniu dachu nad głową, poczuje się tu jak w domu. Z grzybem na suficie i bez drzwi do łazienki.

 

Przygody Oli Radomiak z Piotrkowa Trybunalskiego

Raz na kwartał jak przetrze mi się kabel od słuchawek, to zdarzy mi się podsłuchać jakiś zabawny dialog albo wspiąć się na wyżyny interakcji międzyludzkich i samemu nawiązać jakąś niesmutną konwersację. Ola natomiast tych statusów ze śmichami-chichami produkuje na potęgę, więc jeśli marzą Wam się anegdoty a la Karol Strasburger, tyle, że śmieszne, to właśnie u niej.

[sociallocker id=”17312″]
 

Piętrowa Wołowina


„Piętrowa Wołowina”, czyli McDonald’s od kuchni – dosłownie nie w przenośni – oczami pracowników. Absurdalne zamówienia klientów, szalone rozmowy w okienku McDrive i rysunki na kanapkach z Maków w całej Polsce. Im dłużej obserwuję ten profil, tym jeszcze bardziej lubiś tam jeść.

 

Brief – co znosi psychika grafika


Profil z kategorii branżowych, ale osoby spoza też powinny skumać i albo się zaśmiać, albo złapać za głowę, że cytaty na grafikach to autentyczne maile od klientów. Jeśli ktoś nie kuma, czemu to ma być śmieszne, niech w miejsce „projekt” i „logo” wstawi „samochód” i „dom”. Po tym zabiegu treść dalej może nie być śmieszna, ale przynajmniej zrozumiecie jak to jest.

 

Hype

Płaczący żółw ninja, to symbol aktualnej satyry hip-hopowej. Dużo prześmiewczych podpisów pod wizerunkami modnych wykonawców, sklejek w Paincie i kolaży z najdalszych zakątków internetu. Co jakiś czas wybitne blendy robiące lobotomię w głowie i pasty. Jeśli chcesz być na bieżąco z polskim rapem musisz obserwować Hype’a.

 

Żelazna logika

Nie czuję się ani lewakiem, ani prawicowcem, a w dobieraniu swoich pogladów na świat staram się kierować zdrowym rozsądkiem, jednak wielu moim znajomym aktywnym w sieci bliżej w lewo niż w prawo i takie tez treści pojawiają się na moim Facebooku. Dlatego obserwuję profil „Żelazna Logika” ponieważ jest dla nich świetną przeciwwagą, prezentującą punkt widzenia stojący w kontrze i przy okazji punktującą wszystkie bezsensowne wypowiedzi.

 

Janina Daily

Janinę poznałem na tegorocznym Blog Forum Gdańsk, gdy w atmosferze obliczania procentów składanych podeszła do mnie z Magdą z Krytyki Kulinarnej i powiedziała, że mnie czyta, co połechtało moje – i tak już bardzo mocno rozłechatne – ego. Po czym na drugi dzień dowiedziałem się, że to najświeższe odkrycie blogosfery. I nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady, gdy Janina w stopni mistrzowski opanowała prowadzenie – przede wszystkim – fanpage. Niby takie pitu-pitu, ale doczytujesz status do końca i myślisz sobie „łooo, w życiu nie przeczytałeś czegoś tak długiego na Fejsie, ale ona zajebiście opowiada”. Gdybym chodził w kapelusza, to teraz jeden z nich zdjąłbym z głowy.

 

Marta Frej

Post użytkownika Marta Frej.

Nie wiem co można powiedzieć więcej o Marcie poza tym, że jest asem. Jeszcze nie widziałem, żeby zrobiła słabą pracę albo taką, przy której bym się nie zaśmiał na głos. Memowo-artytyczna komentatorka rzeczywistości.

 

Patriota Mariusz

Zaczęło się od beki z robienia z chuliganów patriotów i wyśmiewania doczepiania do wszelkich produktów orzełka i symbolu Polski Walczącej, a skończyło się na komentowaniu bieżących wydarzeń z punktu widzenia dresiarza. I dalej jest trafnie i całkiem zabawnie, choć najczęściej to śmiech przez łzy.

Jak macie jeszcze coś nietuzinkowego, co potrafi urozmaicić Fejsa, to śmiało, komentarze są Wasze.

autorem zdjęcia w nagłówku jest mkhmarketing

[/sociallocker]

---> SKOMENTUJ

Jak mieć spokój w trakcie podróży?

Skip to entry content
jak mieć spokój w trakcie podróży
autorem zdjęcia jest centralniak

Gdzieś od czerwca średnio raz w tygodniu jestem w trasie. Albo konferencja, albo koncert, albo akcja na blogu, albo wycieczka życioznawcza, albo mama. W pociągach/samolotach/autobusach/na lotniskach spędzam naprawdę dużo czasu. Jakbym był zezgredziałym piernikiem kursującym codziennie między Ruczajem a Business Parkiem powiedziałbym pewnie, że za dużo, ale że lubię swoje życie, to po prostu stwierdzam: dużo. Żeby nie marnować tego czasu na gapienie się w sufit i bicie rekordu odtworzeń „Happy”, staram się pracować.

Piszę „staram się” bo częściej, niż często jest to niemożliwe, przez współpasażerów, którzy albo mielą ozorem w bliżej nieokreśloną przestrzeń albo nieprzerwanie zagadują. I kompletnie do nich nie dociera, gdy mówisz im, że potrzebujesz się ciszy. Jak zmusić ich do rekacji? Co zrobić, żeby mieć spokój w trakcie podróży, gdy konwencjonalne metody zawiodą?

 

Zjedz śledzie

Na kogo działa? Głównie na młode laski, którym rozładował się telefon i empetrójka i mają przeogromną potrzebę paplania w Twoją stronę. O czymkolwiek.

Możesz doprawić czosnkiem i cebulą dla pewności, ale jeśli tylko zagadujące Cię dziewczę nie ma zapalenia zatok, to woń śledzi jest w stanie zabić każdą konwersację. Nawet tą opartą na jej monologu składającym się ze strumienia świadomości.

 

Wyciągnij „Twój Weekend”

Na kogo działa? Na starsze panie, zakonnice i matki z dziećmi. Choć jeśli te ostatnie od 5-ej rocznicy ślubu sprowadzają kontakt fizyczny do małżeńskiego obowiązku i są na ostrym głodzie, to mogą się tylko niepotrzebnie pobudzić.

Nawet najbardziej entuzjastyczne streszczanie ostatniego odcinka „Klanu”, bądź żywiołowa retrospekcja pod tytułem „Za moich czasów”, urwie się w pół słowa, gdy wzrok rozmówczyni napotka zdjęcie rozchylonych warg sromowych mniejszych. Co prawda, od tego momentu możesz czuć oblepiającą skronie atmosferę zniesmaczenia i obrazy uczuć religijnych, ale możesz też mieć to w dupie. Spokój jest tego wart.

 

Przelicytuj zwierzenia

Na kogo działa?  Na zwierzające się gimnazjalistki. No, licealistki też.

Mam taką twarz, że ludzie mi ufają i zaczynają się otwierać jakby leżeli na kozetce u amerykańskiego terapeuty (bo u polskich się siedzi). Pod wpływem mojej jestem-pluszowym-misiem-któremu-możesz-wypłakać-się-w-ramię aury zaczynają opowiadać historie. O tym, że chłopak zostawił, że kotek uciekł, że pracy nie ma, że mama nie kocha, że w dzieciństwie wszyscy śmiali się z jej odstających uszu i śmiechu wieprzka. Jako człowiek, który w ciągu najbliższego millenium jednak nie ma potrzeby zostania księdzem, ani psychologiem, nie mam ochoty tego słuchać.

Ale do nich to nie dociera.

Jeśli masz podobnie, musisz przelicytować zwierzenia, żeby odpierwiastkowały się od Ciebie na resztę trasy. Opowiedzieć z pięć, albo i dziesięć, razy mocniejszą historię od ich utyskiwania. Coś w stylu „urodziłem się dziewczynką i lubię sypiać ze zwierzętami” albo „nie zrozum mnie źle, ale nic tak nie smakuje jak ludzkie mięso z grilla”.

 

Noś ze sobą zatyczki do uszu

Na kogo działa?  Na doktorantów i menadżerów średniego szczebla. Ci z wyższego też wolą skupić się na pracy.

Nie ma tu większej filozofii: formujesz kształt pasujący do Twojego ucha i wkładasz do środka. I wszyscy wygrywają – Ty możesz skupić się na swoich rzeczach, a niespełniony orator ma jedyną szansę opowiedzieć komuś o sukcesach w swojej pracy, która nikogo nie interesuje.

 

Zacznij opowiadać o narkotykach

Na kogo działa?  Na stare panny, których jedyną okazją do konwersacji z drugim człowiekiem jest podróż środkami masowego transportu.

W zależności od poziomu irytacji paplaniną o kocie i paprotce możesz wybrać wersję łagodną lub ostrą. Łagoda to sfingowanie rozmowy przez telefon w trakcie, której zamawiasz 10 gram mefedronu, 10 gram metaamfetaminy i 2 tuziny tabletek extasy. Ostra, to poinformowanie rozmówczyni, że w trakcie wizyty w toalecie zjadłeś kilkadziesiąt grzybów, ale wolno wchodzą i chętnie odkupiłbyś od niej 3-4 centy heroiny, żeby dopalić. Nie zapomnij, żeby lekko obślinić się przy tym i powywracać gałkami ocznymi.

 

Idź na układ

Na kogo działa?  Na dzieciaki.

Wyciągasz TV Pakę Lay’sów i mówisz, że jak się zamkną na pół godziny, to dostaną po jednej. Niestety, jeśli jedziesz gdzieś dalej, trzeba się uzbroić w kilka paczek.

 

Wyciągnij maczetę

Na kogo działa? Na wszystkich.

---> SKOMENTUJ