Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #5: łysienie, brzuch Maffashion i James Bond

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Yaniv Golan
autorem zdjęcia jest Yaniv Golan

Mimo, że do świąt zostało już tylko kilka dni, to tegotygodniowe wydanie „Przeglądu” jest całkowicie wolne od tematyki dzwoneczków, choinek, karpi i kaca po pasterce. Mam nadzieję, że to docenicie.

Jak poradzić sobie z łysieniem? Najlepiej z godnością, a Michał Górecki przy mały wsparciu innych chłopaków z łysosfery mówi jak to konkretnie zrobić.

Facebook wprowadzi przycisk „nie lubię tego”: taką informację podało wiele portali, jednak każdy kto trochę głębiej siedzi w temacie wie, że nie nigdy to nie nastąpi. Pijaru Koksu tłumaczy dlaczego.

Gdy Ci smutno, gdy Ci źle, imbirem natrzyj dziąsła swe: Klaudyna z Ziołowego Zakątka podaje przepis na imbirowy napar, którym be łykania lekarstw pokonamy przeziębienie, infekcję i urząd skarbowy. Niestety, na to ostatnie nie ma namacalnych dowodów.

Brzydkie strony społeczeństwa: to zbiór mocnych i dosłownych prac hiszpańskiego ilustratora, który, między innymi, porównuje serduszkowanie fotek na Instagramie do seksu oralnego.

James Bonda i polska wódka: brytyjski agent w „Spectre” – najnowszej części filmu o jego przygodach – będzie pił trunek, z którym najczęściej kojarzy się Polska poza jej granicami. Wódkę Belvedere.

Jak prawie darmowo ogarnąć nocleg na wyjeździe? Autorski patent Wędrownych Motyli na wykorzystanie luki w procesie rezerwacji noclegu na AirBnb.

Diagnoza bólu dupy: Moi krakowscy koledzy, najnowszą produkcję postanowili poświęcić niegasnącemu tematowi jednej z najpoważniejszych chorób XXI wieku.

 

Klip tygodnia: dobra, ten teledysk nie jest z tego tygodnia, ale nie widziałem go jeszcze na żadnym innym blogu, a obecność Maffashion w tym obrazie jest zdecydowanie warta odnotowania.Ta buzia, ten brzuch! Śliczniusia!

 

Damska stylówka tygodnia: tym razem złoto zgarnia moja przyjaciół Monika „Co za nogi!” Kamińska. Stworzyła pierwszą w swoim życiu autorską, klasyczną, czarną sukienkę i wygląda w niej tak dobrze, że nawet chyba nie ma sensu jej ściągać.

zdjęcie pochodzi z bloga blackdresses.pl
zdjęcie pochodzi z bloga blackdresses.pl

 

Męska stylówka tygodnia: Adam Szymczak to taki męski odpowiednik odpowiednik Macademian Girl. Na swoim blogu przesadza, daje się ponieść fantazji i nagina wszelkie standardy i ramy mody męskiej. Jeśli lubisz klimat filmów Quentina Tarantino, to powinieneś odnaleźć się w śród jego stylówek.

zdjęcie pochodzi z bloga FASHIONABLE INNOVATIONS
zdjęcie pochodzi z bloga FASHIONABLE INNOVATIONS

 

Fanpage tygodnia: pierwszy oficjalny profil marki, który polecam w tym zestawieniu. I to jakiej marki – środka na potencję! Bez silenia się na metafory, dochodzenie do tematu po nitce do kłębka i zastanawianie się przed 3 dni przed publikacją posta, czy to wypada. Prosto, nieraz prostacko, ale dobitnie i – co najważniejsze – śmiesznie!

 

Jeśli kojarzycie jakieś inne profile marek, które nie przebierają w słowach, tylko walą z przekazem prosto i po twarzy, to podrzućcie. Ciekaw jestem kto jeszcze odważyłby się na tak bezczelną komunikację.

(niżej jest kolejny tekst)

Niech ci, którzy myślą, że mnie skazali na wygnanie
wiedzą, że może to ja ich skazałem na pozostanie.

Bisz „Niesława”

Siedzę na murku nad Rudawą. Ostatnie promienie słońca spływają mi po twarzy. Leniwy podmuch wiatru próbuje skleić mi powieki. Mrużę oczy i wpatruję się w słońce chowające się za drzewami. I zastanawiam się jak wrócić po takiej przerwie.

Nie było mnie rok. W zasadzie to prawie półtora. Dokładnie to 493 dni. Po latach blogowania, po całych epokach, które minęły w międzyczasie, po tym jak z aktywności w mediach społecznościowych zrobiłem sposób na życie, postanowiłem wyciągnąć wtyczkę. Po prostu wylogować się i zniknąć z sieci. Powodów było sporo, o większości nikt nie wie, i to też nie czas ani miejsce, ale kilka jest na tyle oczywistych, że chcę się nimi podzielić. W zasadzie to muszę.

Unoszę wzrok znad błyszczącej matrycy telefonu, niebo jakiś czasem temu z błękitu przeszło w pomarańcz, a teraz zalewa się purpurą. Piękny impresjonistyczny obraz. Sztuka najwyższej próby, którą za rzadko doceniam. Niebieskie światło telefonu woła o uwagę, wracam do niego i dochodzi do mnie, że powrót po takim czasie jest niemożliwy. Trzeba zacząć od początku. Od zera.

Ale po kolei.

Czy zdjęcie mojego śniadania zmieni świat? 

Czy moja samojebka pomoże w walce z głodem? Czy mój wpis na blogu o Czarnym Proteście przebije się przez mur memów z kotami i mdłych fotek słodkich bombelków? Czy Twoje serduszko pod moim postem jest faktycznie zostawieniem kawałka serca, czy tylko nieświadomym stuknięciem palcem? Jak bębnienie o blat ławki w trakcie nudnej lekcji. Czy w ogóle są jeszcze jakieś działania w internecie, które podejmujemy świadomie? Randkowanie? Zakupy? Chyba tylko kliknięcie przycisku „wyloguj”.

Blogowałem od jesieni 2011. PONAD. SIEDEM. LAT. Czy było warto poświęcić na to tyle czasu? Czy coś zmieniło to w Twoim życiu? Chyba nigdy nie udawałem, że piszę tylko dla siebie. Po co to ciągnąć, jeśli jestem dla odbiorcy tylko mikroekspresją w trakcie obrad na tronie? Jestem?

Blogowałem od jesieni 2011. Co te 7 lat zmieniło w moim życiu? Bardzo dużo. W zasadzie to wszystko. Na lepsze. Chociaż, czy na pewno?

Nie trzeba wierzyć w to co się robi, by to robić. Czasami wystarcza chcieć zarabiać na tym pieniądze. 

Większość branży rozrywkowej działa w ten sposób. Cały kapitalizm jest na tym oparty. Ale ja chciałem być inny i chciałem żyć inaczej. Więc kiedy paląca potrzeba odpowiedzi na najważniejsze pytanie nie została zaspokojona, odepchnąłem klawiaturę, żeby się nie poparzyć. Odepchnąłem ją na rok. 

To pytanie brzmiało: czy ja w ogóle mam jeszcze coś do powiedzenia?

Zatrzymać kołowrotek

„Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie. Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg nie jest biegu sensem?” rapował Eldo w utworze „Plaża” w 2003 roku. Ja w ’96, siedząc w zadymionej kuchni u mojej sąsiadki z mieszkania z naprzeciwko, wpatrywałem się w chomika wchodzącego w nadświetlną w kołowrotku i miałem podobną rozkminę. Czy biega w kółko, bo nie wie, że może rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, czy dlatego, że sprawia mu to przyjemność?

Przekonać można było się tylko w jeden sposób. Zabierając chomika w Bieszczady.

Nie ma już internautów. Są za to cyfrowo wykluczeni

Pierwszy miesiąc był cudowny. A świadomość, że mogę być poza Facebookiem, Instagramem i blogiem, i już nie muszę się bić o utrzymanie zasięgów, uwalniająca.

Kojarzysz ten moment na domówce, kiedy kończy się alkohol, a zgonów jest więcej niż pustych butelek, ale mimo to nie chcesz wyjść, bo cały liczysz, że jednak jeszcze coś się wydarzy? To byłem ja. Gdy podjąłem decyzję, że znikam z sieci, czułem się jakby ktoś wypuścił mnie z piwnicy. Odzyskałem życie, które dawno temu przegrałem z kimś w karty.

Patrzyłem na ludzi przepychających się w komentarzach pod postami, które jutro przestaną istnieć w czyjejkolwiek świadomości, i nie miałem pojęcia po co to robią. Nie przypominam sobie ani jednej afery na Fejsie, w której ktoś kogoś przekonał. Poświęcamy czas, energię i nerwy, a efekt jest taki jakbyśmy grali w tenisa na błocie. Na końcu wszyscy jesteśmy brudni. Czasem człowiek nawet nie zdąży się umyć przed kolejnym meczem.

Cieszyłem się, że jestem poza tym cyrkiem. Przez pierwszy miesiąc. W drugim po prostu byłem poza.

Podgrupę tak długo określa się specyficzną nazwą, jak długo jest mniejszością w danej społeczności. Gdy zaczyna stanowić większość, nazwa znika. Bo większość to „my”, a „my” nie potrzebujemy klasyfikujących łatek. To „oni” ich potrzebują.

Nikt już nie mówi na użytkowników Facebooka facebookowicze, czy na ludzi, korzystających z Instagrama instagramowicze. Zbyt wielu Polaków ma dostęp do internetu by wciąż nazywać ich internautami. To oczywiste, że każdy jest w sieci. To po prostu „my”. Dziwne jest jeśli kogoś tam nie ma.

W 2020 próba oddzielna świata online i offline, to próba oddzielenia ciała od duszy. Virtual i real to w tym momencie jedna zazębiająca się rzeczywistość. Zazębiająca się tak bardzo jakby miała szczękościsk.

Więcej osób zobaczy mój status na Facebooku i zdjęcie na Instagramie niż kiedykolwiek mnie pozna i zamieni ze mną słowo. Na podstawie tego, co wrzucę do sieci, wyrobi sobie opinię na mój temat i namaluje w głowie mój obraz. Który może być na tyle brzydki, że nie będzie chciała podać mi ręki, gdy spotkamy się fizycznie. Czy z malunku może wyjść paszkwil zamiast laurki mimo najszczerszych chęci pozującego? Może. Czy to sprawiedliwe, że na podstawie szczątkowych informacji w sieci budujemy sylwetkę realnego człowieka? W ogóle. Ale tak już jest. Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

Ludzie w całej Polsce wychodzą protestować na ulice, bo ktoś założył wydarzenie na Fejsie. Virtual – real. Ludzie w internecie podają sobie link do wpłaty pieniędzy, bo mama pewnej dziewczynki w Poznaniu jest chora. Real – virtual. Ktoś idzie do więzienia, bo prowadził trollkonto na Twitterze. Virtual – real. 

Działania podejmowane w rzeczywistości są komentowane w sieci, komentarze w sieci popychają do podejmowania działań w rzeczywistości. I na odwrót. Granica między analogiem i cyberprzestrzenią przestała istnieć, kiedy wszyscy ją przekroczyliśmy, by sprawdzić czy trawa pod drugiej stronie jest bardziej zielona. 

Możesz nie brać udziału w dyskusji, ale to nie znaczy, że bez Ciebie się ona nie odbędzie. Po prostu ktoś podejmie decyzję bez Twojego udziału. 

Takie są konsekwencje bycia poza.

Wypchnij godlewskie z ramówki, to przestaną istnieć

Bóg umiera, kiedy traci ostatniego wyznawcę, zmarli giną ostatecznie, gdy znika o nich pamięć. Jeśli chcesz żeby coś przestało istnieć w przestrzeni publicznej, przestań poświęcać temu uwagę.

Patostreamerzy, kruszwile, chajzerowie, godlewskie, youtuberzy bijący się za pieniądze. Oni nie znikną dlatego, że będziemy ich potępiać. Oczywiście wyrażanie sprzeciwu wobec patologii jest ważne, ale w dobie popularności jako nadrzędnej waluty, popularności jako celu samego w sobie, nie ma znaczenia, czy mówimy o nich dobrze, czy źle. Istotne jest wyłącznie to, że mówimy. Jak długo nie przekręcamy nazwy, tak długo dokładamy cegiełkę do budowania ich zasięgu. To absurdalne, ale tak to działa. Z każdym publicznym atakiem w ich stronę stają się tylko silniejsi. Hydra.

Kiedy tylko ktoś wskazuje ich palcem jako antyprzykład, ktoś inny właśnie się o nich dowiaduje i za tym palcem podąża, znajduje ich i zostaje na dłużej. Tak z ciekawości. Bo jeśli wszyscy o czymś mówią, i to głośno, to musi być to ciekawe. Prawda?

Doby nie da się rozciągnąć. Ten talon na 24 godziny życia, który dostajemy każdego dnia jest niewydłużalny. Jeśli oś czasu między 0:00, a 24:00 wypełnisz oglądaniem tutoriali makijażowych, czytaniem felietonów o popkulturze i przeglądaniem zdjęć ładnych ludzi na tle jeszcze ładniejszej przyrody, to w najgorszym wypadku po prostu stracisz dzień. Ale nie będziesz w stanie już upchnąć w nim prezentera TVN napastującego kobiety, czy patoyoutubera zachęcająco dziecko do napastowania kobiet. A jeśli to nie zmieści się na Twojej osi czasu, osi czasu Twoich znajomych, i ich znajomych, to nikt nie poda tego dalej. Śmieci zostaną w koszu.

Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś spytało mnie, dlaczego nic nie zrobiłem by powstrzymać degeneratów wdrapujących się na świecznik dla celebrytów. Jeśli moje teksty na blogu pomogą ich wypchnąć z czyjejś ramówki, to chyba warto.

Małe kroki = wielkie zmiany

Żeby strzaskać lustro jeziora nie trzeba wrzucać do niego głazu. Wystarczy żwirek.

Żeby powstrzymać koronawirusa wystarczyło myć ręce i zachować fizyczny dystans.

Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej. Produkcja mięsa ma w tym spory udział. Jak ludzie mają przerzucić się na wege, jeśli nikt im nie pokaże, że takie jedzenie też jest dobre?

Może zdjęcie mojego śniadania jednak zmieni świat?

Jak opiszę swoją pustkę? „Przezroczysta”

Jesteśmy formą. Kształtem. Dziecięcą foremką, do której trzeba wsypać piach. Konturem, czekającym na pokolorowanie.

Po wydaniu drugiej powieści chciałem usiąść i pisać kolejną, bo miałem wstępne szkice trzech następnych, ale wiedziałem, że muszę poczekać. Między maratonami trzeba robić przerwy, jeśli nie chce się doprowadzić do kalectwa. Tylko psychopata z premedytacją płodziłby coś co jest kalekie. A to nie ja. Ja to duma i szczęście z każdej strony maszynopisu i walka o dziesiątkę w skali Apgar. Ale musiałem zrobić przerwę.

I weź teraz wyciągnij sobie to wypełnienie, co je miałeś w sobie i spróbuj oddychać jak płuca schowałeś do szuflady. Weź podpisz się pod hasłem, że zielony to kolor szczęścia, jak w lustrze widzisz, że jesteś bezbarwny. Weź zbierz myśli, jak echo grochu rzucanego o ścianę pustego pokoju rozsadza Ci łeb.

No to wziąłem nowy zestaw kredek i koloruję to puste pole.

Dziękuję

Kiedy ktoś usuwa mnie ze znajomych na Facebooku, nie wiem o tym. Kiedy ja usuwam kogoś, on też nie jest tego świadomy. Nikt z nas nie dostaje powiadomienia „Hej, Andrzej Nowak właśnie stwierdził, że wymaże Cię z listy osób, z którymi będzie dzielił się prywatnymi szczegółami swojego życia!”. Po prostu przestajecie się pojawiać na swoich tablicach. Dyżurny zrobił użytek z mokrej gąbki.

Kiedy stwierdziłem, że chcę zniknąć, nie spodziewałem się, że ktokolwiek to zauważy. Bo niby w jaki sposób? W lawinie informacji zasypującej Cię przy każdym odblokowaniu telefonu miałbyś zauważyć, że brakuje moich dwóch płatków śniegu? Nie ma szans. A jednak.

Dziękuję każdemu, kto napisał do mnie z pytaniem czy coś się stało, każdemu, kto postanowił sprawdzić czy wszystko w porządku. To przemiłe i wzruszające, a przede wszystkim ogromnie podnoszące na duchu. W dobie powszechnej izolacji, w świecie, w którym sąsiad nie powie ci dzień dobry mijając cię na klatce schodowej, obcy człowiek martwi się o ciebie. Tak właśnie powinien wyglądać ten świat.

To nie musiała być świadoma potrzeba przerwy. To mogła być depresja. To mogło być coś naprawdę poważnego. Dziękuję za każdy przejaw troski o mnie, jesteście wielcy.

***

Dziękuję również wszystkim osobom, które dopytywały co z książkami. Wy też mieliście spory udział przy puszczeniu domina w ruch. Od dzisiaj „Lunatycy” i „To tylko seks” wracają do sprzedaży. Tymczasem na blogu widzimy się przed trzecim maratonem.

Nie bądź egoistą! Nie używaj prądu w Wigilię i Sylwestra

Skip to entry content

zakupy w święta i sylwestra

Zawsze bardzo mnie cieszy, jak ktoś traktuje Demotywatory, Kwejka albo inny śmietnik z memami jako źródło wiedzy życiowej, bo prawie za każdym razem to świetny temat na bloga. Nie inaczej jest w tym przypadku. Powyższy obrazek stał się hitem internetu – ponad 33 000 udostępnień na Fejsie i fala żali, jakie to nieludzkie mieć czelność robić zakupy w Wigilię Bożego Narodzenia i w Sylwestra. Bo przecież to dni tuż przed świętami i na dobrą sprawę powinny być ustawowo wolne, bo… bo tak! A jak się nie zgadzasz, to jesteś zwykłą, bezduszną, kapitalistyczną świnią!

Nic bardziej mylnego. Przede wszystkim…

 

Jeśli ludzie w te dni nie robiliby zakupów, to część tych pracowników by zwolniono

To nie jest tak, że właściciel sklepu daje komuś zmianę w święto, dzień przed świętem, dzień po, czy w poniedziałek – który jak wiadomo jest dniem straszniejszym niż twarz Donatelli Versace – bo ma taki kaprys i nie wie co zrobić z pieniędzmi, a składanie z nich origami przestało być zabawne. Nie. Właściciel zatrudnia określoną liczbę pracowników, bo wie, że tyle osób jest potrzebnych, aby obsłużyć wszystkich klientów. I jeśli wzrasta popyt na jego produkty, zatrudnia więcej personelu, żeby obsłużyć wszystkie zamówienia, tym samym, dając ludziom pracę.

Wiedząc o powyższej zależności, wyobraź sobie co się stanie, gdy klienci przestaną robić zakupy w święta, soboty i inne losowo wybrane przez personel dni? Yhy, właśnie tak, okaże się, że część pracowników jest ZBĘDNA.

Innymi słowy, osoby pracujące w święta nie powinny narzekać, ci ludzie…

 

Powinni się cieszyć, że mają pracę

No chyba, że są obrażonymi na wszystko nierobami z roszczeniową postawą do życia, którzy uważają, że to cały świat jest winny, że mają gównianą pracę.

W innym przypadku, jeśli nie pasuje im obecna specyfika zatrudnienia, to po prostu…

 

Niech się zwolnią

Lub zmienią pracę. Albo w ogóle podniosą kwalifikacje, zdobędą nowe kompetencje i zupełnie zmienią branżę. Od dłuższego czasu jest większe zapotrzebowanie na informatyków, niż ich podaż, a wynagrodzenie co najmniej dwukrotnie wyższe, niż za siedzenie na kasie. I ani nie musisz mieć książeczki sanepidowskiej, ani drogich uprawnień na obsługę wózków widłowych, tylko internet. A jeśli udostępniłeś ten obrazek na Fejsie, to chyba go masz, co?

Przy okazji, za tą zmianą idzie również zmiana mentalności, bo jeszcze nie słyszałem, żeby programiści masowo się żalili, że muszą zarabiać pieniądze w środę popielcową. I jak jesteśmy już przy innych zawodach, to…

 

Co z lekarzami, policjantami i pracownikami elektrowni?

Kierowcami autobusów, strażakami, operatorami telefonicznymi i dziesiątkami innych zawodów, które są wykonywane niezależnie od pory dnia i roku? Czy oni nie mają rodzin? Czy w związku z tym, oni przychodzą do pracy bez względu na wszystko, ludzie nie powinni przemieszczać się, wzywać karetek, zgłaszać przestępstw, czy rozmawiać przez telefon 24-go i 31-go grudnia? Czy osoby czuwające nad zapewnieniem nam wody, gazu i prądu w mieszkaniach, też powinny wrzucić na Demotywatory grafikę nawołującą, aby nie gotować, nie myć się i nie oglądać telewizji, bo oni chcą iść na imprezę sylwestrową?

Mam nadzieję, że każdy, kto udostępnił obrazek z nagłówka, zastosuje się też do powyższych zaleceń. Inaczej jest niewrażliwym egoistą.

autorem zdjęcia w nagłówku jest renny67

8 aplikacji na zgrabny telefon z dużym wyświetlaczem

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Huawei

Telefony komórkowe już od dawna nie służą tylko do dzwonienia. W zasadzie nigdy nie służyły, bo kiedy pojawiły się pierwsze modele wielkości zdrowego noworodka, to koszt minuty rozmowy był tak astronomiczny, że aparaty i tak bardziej służyły do lansu niż dzwonienia. To pierwsze nadal się nie zmieniło, ale kto ma telefon z Androidem, ten wie, że można go wykorzystać też do kilku innych, przydatnych rzeczy. I na dobrą sprawę, im większy wyświetlacz, tym więcej zastosowań można mu znaleźć.

Od jakiegoś czasu bawię się Huaweiem Ascend Mate 7 (gotowym pod nowego Andorida Lolipop), który ma aż 6-calowy ekran i przygotowałem zestaw aplikacji, które warto mieć na tego typu sprzęcie.

 

VSCO CAM

VSCO CAM Android (2)

VSCO CAM Android (1)

Prosty, wygodny i przede wszystkim efektowny zestaw filtrów do zdjęć. Po systemowej edycji, w postaci przycinania i obracania, to moje podstawowe narzędzie pracy przy tworzeniu relacji z wyjazdów. Nawet z najbardziej zwykłej i nudnej foty jest w stanie wyciągnąć coś interesującego, na co ostatecznie chce się patrzeć. Polecam wszystkim, którzy lubią robić zdjęcia, ale nie mają ambicji pracować w Vogue, bo póki co, nie ma nic lepszego dla amatorów.

 

TVN player

Android TVN Player

Na 6-ciu calach już da się coś obejrzeć bez trwałego wytrzeszczu oczu. Kuba Wojewódzki dobrze sprawdza się podczas awarii PKP, Magda Gessler przy pichceniu w kuchni, a Gosia Rozenek jako substytut nauk przedmałżeńskich. Bądźmy szczerzy, i tak wszystko sprowadza się do polerowania patelni i przeczyszczania komina.

 

Jakdojade.pl

Android Jak Dojadę

Część czytających wyśmieje ten akapit, stwierdzając, że posiadanie tej apki w telefonie to oczywista oczywistość, a reszta będzie przeszywać lustro pytającym wzrokiem, zastanawiając się jak mogła bez niej żyć. To dla tych drugich. Zwłaszcza, jeśli pierwszy raz wybieracie się do Krakowa i będziecie przemieszczać się komunikacją miejską z przesiadką na Rondzie Mogilskim. Uwierzcie, że system nawigacji pokazujący jak dojść na właściwy przystanek, który nazywa się tak samo jak 7 pozostałych, uratuje Wam tyłek.

 

Angry Birds Go!

Angry Birds Go

Grałem w wiele odmian „Wściekłych ptaków”, od klasycznej, przez „Gwiezdne Wojny”, po „Transformersy” i żadna nie daje tyle radochy z grania co wersja z wyścigami. Nie jest to co prawda „Mario Kart”, ani nawet „Crash Team Racing”, ale jak na darmówkę na telefon, to straszny kozak! Grywalność bardzo duża, grafika bardzo ładna, a scenariusz rozwoju bardzo wciągający. Za każdym razem mówię, że pyknę tylko jedną trasę i okazuje się, że minęło pół godziny.

 

Pocket

Androida Pocket

Na Ascend Mate 7 przydaje się z tego względu, ze na tym sprzęcie da się faktycznie sensownie czytać dłuższe treści. I bardzo wygodnie jest sobie pododawać artykułu na stacjonarce, a potem walnąć się na kanapie i w spokoju kontemplować dramat neurobiolożki z Wrocławia, czy epokowe dzieło Poli Dwurnik o wyjściu do klubu. W podróży Polskim Busem też się sprawdza. Oczywiście, jeśli masz dane pakietowe, bo na „darmowe wi-fi” nie masz co liczyć.

 

LookBook

Najczęściej stąd biorę stylówki do „Cotygodniowego Przeglądu Internetu”. Ciuchy z całego świata fotografowane w niecodziennych, często egzotycznych sceneriach. Nawet jeśli nie śledzisz modowych trendów, ani nie jesteś fanem turystyki, to świetne ubrane szafiarki nietuzinkowej urody powinny pobudzić Twój zmysł estetyki. No i czasem można podpatrzeć u kogoś dobre buty.

 

Linijka

Android linijka

Duży wyświetlacz, dużo mierzenia. „Jeśli wiesz co mam na myśli” cytując Jasia Fasolę.

 

Skype

Android Skype

Możecie się śmiać, ale bardzo późno dowiedziałem się, że można mieć Skype’a na telefonie i de facto, dzwonić sobie za friko albo prowadzić spontaniczne wideo-rozmowy gdziekolwiek. A nie tylko w domu na kamerce podpiętej do stacjonarki. Ale jak się już dowiedziałem, to korzystam na bieżąco i często, bo rozmiary ekranów w telefonach dojrzały już do tego, by komfortowo korzystać z tej apki. I widzieć czy ktoś za Twoim rozmówcą przypadkiem nie myje zębów.

 

To tyle ode mnie, jeśli chodzi o aplikacje na Androida w sprzęcie wielkości Ascend Mate 7, czyli dużym, ale wciąż możliwym do obsługi jedną ręką i nie utrudniającym dzwonienia. Starałem podejść się do tematu dość przekrojowo i nie skupiać tylko na programach graficznych lub tylko na grach, ale pokazać z czego korzystam najczęściej. Nie mniej, wiem, że w tej kwestii jest jeszcze dużo do powiedzenia i została ona zaledwie liźnięta.

Jeśli macie swoje typy aplikacji, które trzeba mieć w telefonie z dużym wyświetlaczem, wrzućcie je w komentarze, z jednym zdaniem wyjaśnienia o co cho.