Close
Close

Życiowe lekcje, które wyniosłem z książki „Lekko Stronniczy”

Skip to entry content

Lekko Stronniczy to pierwsza żywa legenda polskiego YouTube’a (niestety, Niekryty Krytyk zmarł śmiercią naturalną). I jak na każdą legendę przystało, wcześniej lub później musi wydać książkę, w której opisuje jak nią została. Nie inaczej jest z Karolem Paciorkiem i Włodkiem Markowiczem. Chwilę przed porzuceniem swojej kurki znoszącej złote jajka, dają nam retrospekcje z jej hodowli.

Książka ma toporny wstęp, w którym Włodek za wszelką cenę próbuje zniechęcić do czytelnictwa każdego, kto się z nią zetknie. Po 60-ciu stronach, jak już się rozkręca i przestaje być relacją z nauki składania wypowiedzi dłuższych niż 3 zdania, jest lepiej. Lepiej, to znaczy nie na tyle źle, by wystawić ją na Allegro. Nie czarujmy się – panowie są asami improwizacji i hipnotyzowania odbiorcy przed kamerą, ale na papierze to nie działa. Brak warsztatu i nudny styl biją po oczach, ale też nie można ich za to jakoś specjalnie winić. Nikt oprócz Mariusza Pudzianowskiego nie jest dobry we wszystkim.

Mimo, że „Lekko Stronniczy: jeszcze więcej” nie jest arcydziełem na miarę „Ślepnąc od świateł”, to warto przeczytać tę książkę. Nawet jeśli nie jesteś fanem ich programu. W zasadzie to nawet, jeśli jesteś antyfanem, a choć trochę interesujesz się internetem i jego rozwojem. Na dobrą sprawę, to osoby kompletnie niezwiązane, ani hobbystycznie, ani zawodowo, z siecią, też mogą po nią sięgnąć, bo publikacja zawiera kilka uniwersalnych prawd, które warto przyswoić niezależnie od wieku i profesji.

 

Jeśli chcesz zająć się czymś na poważnie, zrób plan

W naszym społeczeństwie, a już w szczególności w blogosferze, pokutuje przekonanie, że „zacznę coś robić i jakoś to będzie”. Z naciskiem na „coś” i „jakoś”. Otóż rozczaruję Cię, ale gówno prawda. „Coś” znaczy „byle co”, a „jakoś” równa się „byle jak”, a „byle jak” jest bardzo daleko od takich słów kluczy jak „satysfakcja”, „sukces” i „pieniądze”.

Jesli chcesz, żeby Twoje działania były z głową, i miały ręce i nogi, to musisz im stworzyć szkielet, na którym się oprą. I to właśnie pokazuje Karol i Włodek, mówiąc, że od początku mieli jasno nakreślone ramy, sposób działania i cel kanału. Od startu Lekko Stronniczego wiedzieli ile odcinków nakręcą, który z nich za co jest odpowiedzialny i jak chcą zarabiać na programie. Oczywiście, część rzeczy ewoluowała w trakcie, ale bez wcześniej ustalonych konkretnych wytycznych, ich podróż nie byłaby skutecznym parciem przed siebie, tylko dryfowaniem po omacku.

 

Doprowadzaj do perfekcji to, co robisz, dopiero gdy już zaczniesz to robić

Nie kupuj sprzętu do kręcenia wideo za 10 koła, zanim nagrasz pierwszy odcinek. Nie kompletuj wszystkich gadżetów pro-biegacza, zanim zrobisz pierwszą przebieżkę po osiedlu. Nie dopieszczaj szablonu bloga, co do jednej pikseli, zanim opublikujesz pierwszy wpis.

Najpierw zrób pierwszy krok i zobacz, czy to w ogóle Ci się podoba.

Sprawdź, czy to dla Ciebie i dopiero później to udoskonalaj. Nie ma nic gorszego, niż zmarnować miesiące pracy i worek hajsu na coś, co nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo okazało się, że Cię nie kręci. Bez sensu jest zbierać się tygodniami do czegoś, co po 3 dniach próby Cię znudzi i będziesz chciał to rzucić w cholerę.

 

Miej w sobie pokorę

W żadnym wypadku nie mylić z byciem z skromnym, bo to drugie to przekleństwo.

Pokora przydaje się na obu końcach drogi. Zarówno, gdy jesteś u podnóża góry i chcesz obrzucać błotem wszystkich, którzy już ją zdobyli, bo masz wewnętrzne przekonanie, że jesteś lepszy od nich. Mając ją, powinno udać Ci się nie zrobić z siebie głupka i nie zrazić do siebie ludzi, którzy mogą Ci wiele pomóc. Nie mniej istotna jest też, gdy już wdrapiesz się na szczyt i masz ochotę popłynąć na fali mam-świat-u-stóp-całujcie-mnie-wszyscy-w-pięty. Lekko Stronniczy sporo mówią o tej drugiej sytuacji i jestem pod wrażeniem, że mimo niezaprzeczalnego sukcesu i popularności, nie mają problemu z utrzymywaniem kontaktu z rzeczywistością.

 

Eksperymentuj!

Powinny sobie to wziąć do serca wszystkie dinozaury muzyki popowej w Polsce. To, że jakieś rozwiązanie sprawdzało się przez rok, dwa, czy nawet trzy, nie znaczy, że będzie działać przez następne 30 lat. A w zasadzie pewne jest, że nie będzie!

Panowie byli tego świadomi, dlatego eksperymentowali z formułą swojego programu, zmieniając zarówno kluczowe elementy jak długość, czy ilość poruszanych tematów, jak i detale, takie jak scenografia, czy zakończenie. Jeśli przez wszystkie 1000 nagrań w kółko mieliliby ten sam schemat z pierwszego docinka, wszyscy dostaliby niestrawności, zaczynając od nich samych.

 

Zahasłuj sobie telefon

Książka jest w dużej mierze o internecie, a że internet jest teraz w telefonach, to jest też o nich. O tym, że to już nie tylko przyrząd do dzwonienia, ale rozbudowane centrum dowodzenia z większą mocą obliczeniową, niż komputery, które obsługiwały pierwsze loty w kosmos. I że to centrum dowodzenia z dostępem do wszystkich miejsc w sieci, w których jesteśmy, całej listy naszych znajomych ze masą danych i i haseł, ktoś może przejąć, wykorzystać i zrobić nam duże ziaziu. I to w bardzo prosty sposób – wystarczy, że „zgubimy” telefon na imprezie. I ów telefon nie będzie zabezpieczony hasłem.

Głupio się się przyznać, ale mój do tej pory nie był.

Ale już jest! Dzięki Karol, Dzięki Włodek!

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: simpleNewz - Stay Fly RSS Feed for 2014-12-09()

  • Pingback: | Daily Wonder Woman()

  • Coś mi się wydaje, że i ja powinnam po nią sięgnąć.

  • „W naszym społeczeństwie, a już w szczególności w blogosferze, pokutuje przekonanie, że „zacznę coś robić i jakoś to będzie”. Z naciskiem na „coś” i „jakoś”. Otóż rozczaruję Cię, ale gówno prawda. „Coś” znaczy „byle co”, a „jakoś” równa się „byle jak”, a „byle jak” jest bardzo daleko od takich słów kluczy jak „satysfakcja”, „sukces” i „pieniądze”.” <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

  • Książka moim zdaniem jest super, co do warsztatu literackiego- w sumie to dla mnie liczyła się bardziej sama wartość merytoryczna, niż sposób przekazu. Tak, czy siak, bardzo podzielam zdanie i również polecam wszystkim.

  • O_l_l_i_e

    O widzisz, to trochę mnie jednak przekonałeś. Ostatnio w Empiku przeczytałam pierwsze 10-15 stron i byłam średnio zachwycona stylem i jakimś takim… brakiem polotu (to, co się sprawdzało w konwencji na żywo i rzeczywiście śmieszyło w naturalny sposób, na papierze trochę mnie nudziło), ale jeśli potem się rozkręca, a w ogóle to jeszcze zostawia z jakimiś przemyśleniami i wrażenie ogólne nie jest złe… To chyba jednak sobie kupię. :)

    • Początek jest bardzo ciężki, też byłem zniechęcony i już miałem odłożyć, żeby się nie katować, ale po kilku dziesięciu stronach rozkręca się i jest sporo ciekawych obserwacji, także warto ;)

  • pampam

    haha, sprytnie usuwać posty, które ci nie pasują

  • Guest

    haha sprytnie usuwać posty, które ci pasują

  • misior

    Tak miało być?

    • Oj nie, w żadnym wypadku. Możesz powiedzieć jaki masz system i czy zaktualizowałeś Chrome’a?

      • misior

        7 professional, chrom aktualny.

        • Dzięki za informację, postaram się to jakoś naprawić!

  • Książkę czytało mi się bardzo szybko i lekko. W pierwszej chwili pomyślałam sobie „kurczę ale dałam się nabrać”. Książka taka se, a ja ją kupiłam pod wpływem emocji, bo lubię LSa i bo się kończy i bo tak. Ale w sumie w trakcie czytania, jak i po, miałam wiele przemyśleń dotyczących internetu, bezpieczeństwa YT itd. Teraz z perspektywy czasu nie żałuję, ale nie poleciłabym jej osobie, która nie jest zainteresowana życiem internetu.

  • Włodek Markowicz

    Dzieki!

  • pampam

    Spoko, myślisz że zaczniesz czytać ambitniejszą literaturę?
    :P

    • Myślę, że przestanę używać emotikony „:P”.

      • pampam

        huhu imponująca riposta
        czyli ukuło

  • Idę zakładać hasło…. ;)

  • Ja też w końcu mam hasło na telefonie ;)

    • Mateusz Stępień

      Jeszcze się okaże, że punkt piąty to najważniejsze przesłanie książki. :D

      • Nie chcę dewaluować przemyśleń chłopaków, bo są bardzo wartościowe i sporo dają do myślenia, ale jak ktoś nie żyje YouTubem i siecią, to to hasło w telefonie faktycznie może być najistotniejsze ;)

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #3: studniówka, 16 groszy i Adam Mickiewicz

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Rowena Waack
autorem zdjęcia jest Rowena Waack

Powitajmy grudzień głośnym alleluja i podziękujmy Panu, że jeszcze nie spadł śnieg i da się wyjść z domu bez kalesonów. Z tego miejsca pozdrawiam dziewczynę, która w środę, w okolicach godziny 20:43, szła po Szewskiej w czarnej, cieniutkiej bluzce na ramiączkach i szeroko rozpiętej ramonesce. Do twarzy Ci w twardych sutkach. Dla pozostałych, którzy też cały tydzień biegali po mieście, zapominając jaka jest pora dnia i roku, mam garść wiadomości ze świata. Przepraszam, z internetu.

Jak ubrać się na studniówkę? Myślicie, że to stutysięczne, nudne zestawienie brzydkich sukienek? Nic z tych rzeczy! To turbo-fachowy poradnik profesora Miodka mody męskiej, znanego także jako Mr Vintage. Czyli w końcu ktoś radzi chłopakom.

Dostała 16 groszy napiwku, więc wyjeżdża z kraju: zabawny, grafomański tekst na Gazeta.pl, o nieudacznikach życiowych, którzy nie mają pomysłu na siebie i za swoje niepowodzenia winią wszystkich wokół.

Jak to jest być studentką neurobiologii we Wrocławiu: czyli bardzo trafny, ironiczny komentarz Pawła Opydo do powyższego tekstu. Trochę mi przykro, bo sam chciałem to zrobić, ale Paweł mnie ubiegł.

Chleb o smaku pizzy: jak ktoś lubi pizzę, to nie muszę dodawać nic więcej. Jak nie lubi, to ten przepis i tak go nie przekona.

Jak wygląda prawdziwy hipster do sześcianu? Pisze twitterowe statusy na maszynie, chodzi boso i zawsze ma przy sobie przenośny adapter z winylami. Przynajmniej według 9GAGa.

Adam Mickiewicz w TVN24: kojarzycie profil Facecje z genialnymi rozmowami wielkich myślicieli, pokroju Platona, na Facebooku? To teraz ta satyra historyczna wjechała na YouTube’a w postaci animacji.

 

Klip tygodnia: trzeci odcinek „CPI” i trzeci raz Quebo. Naprawdę w tym tygodniu chciałem wrzucić kogoś innego, ale od wtorku zapętliłem ten numer kilkaset razy. No i ma pozytywny, słoneczny, wakacyjny klip, więc nawet jeśli nie trawicie jego muzyki, to chociaż popatrzcie sobie na widoczki.

 

Damska stylówka tygodnia: ubiór tak przerysowany, że aż ciekawy. Jeśli szukacie inspiracji, a nie gotowych zestawów, to więcej takich przegięć znajdziecie na pięknie brzmiącym „I hate blond”.

zdjęcie pochodzi z bloga ihateblonde.com
zdjęcie pochodzi z bloga ihateblonde.com

 

Męska stylówka tygodnia: w tym tygodniu brak. Przeczytałem cały internet i nie znalazłem nic ciekawego, a nie chciałem wrzucać staroci. Jak Wam coś wpadło w oko, to podklepcie.

 

Fanpage tygodnia: kolejny wielki powrót! Tym razem po chwili nieobecności znów działają mistrzowie savoire-vivre’u, czyli „Ilustrowany podręcznik dla młodzieży dobrze wychowanej”.

 

Prawie bym zapomniał, jak przyjdzie do Was jutro Święty Mikołaj, to możecie się pochwalić co przyniósł (przypominam, że rózga, to też powód do chwalenia się) .

---> SKOMENTUJ

Najlepszy dar losu jaki dostałem w życiu!

Skip to entry content

Mam 7 lat, w tym roku zacząłem szkołę. Bardzo tego nie chciałem, ale musiałem pożegnać się z przedszkolem, Panią Halinką i grysikiem na podwieczorek. A ten grysik był super, bo był ciepły, słodki, miał takie grudki i jak się go wolno piło, to zostawały wąsy pod nosem. Takie twarde, prawie, że na stałe. Choć ja na stałe nie chciałbym wąsów, bo jak się ma wąsy, to trzeba chodzić do pracy. Pani Halinka też była super, bo miała takie ogromniaste czerwone korale i zawsze się uśmiechała i mówiła, że kiedyś zostanę budowniczym na jakiejś wielkiej budowie, bo tak dobrze buduję.

No w każdym razie, chodzę do tej szkoły i średnio mi się to podoba, bo trzeba siedzieć w ławce tyle czasu, nigdzie nie ma klocków i ciągle trzeba pisać. Ostatnio na przyrodzie zapisałem całą stronę. Całą! Myślałem, że sobie rękę zwichnę od tego pisania, tyle tego było. Ale dzisiaj jest piątek. Dzisiaj tylko 3 lekcje. Tylko polski, matematyka, plastyka i do domu! I babcia obiecała, że zrobi dzisiaj zupę zacierkową i da mi pociąć zacierki tym wieeelkim nożem. A po obiedzie będę mógł oglądać „Generała Daimosa” i bawić się LEGO, aż do nocy, bo nie muszę odrabiać lekcji na jutro.

A jutro jest sobota i przyjdzie Pan Mikołaj!

Sam jeszcze nie piszę tak ładnie jak dorośli, ale poprosiłem mamę i mama pomogła mi napisać list do Pana Mikołaja. Bo może Twoja mama Ci jeszcze nie mówiła, bo jesteś za mały, ale Mikołaj to jest taki Pan, który ma wielkie sanie, wielką brodę i ogromniastą torbę, w której trzyma wszystkie prezenty jakie tylko są na calusieńkiej Ziemi. I jak byłeś grzeczny cały rok, nie dostałeś żadnej uwagi do dzienniczka, ani żaden dorosły Cię nie okrzyczał, że malujesz mazakami po klatce albo podeptałeś kwiatki, to Pan Mikołaj do Ciebie przyjdzie. I da Ci prezent jaki tylko sobie wymarzyłeś, tylko wcześniej musisz do niego napisać list. No i być grzeczny właśnie.

I jutro jest ta noc!

Jutro Pan Mikołaj przyleci swoimi wielgachnymi saniami z końca Ziemi, gdzie jest tylko śnieg i nic innego, i przeciśnie się przez komin i zostawi mi prezent pod poduszką. I nie pytaj jak on to robi, że wchodzi do każdego domu, nawet jak ktoś mieszka w bloku, tak jak ja z mamą, i nie ma takiego komina, że się w nim pali, jak na filmach. Nie pytaj, bo nikt tego nie wie, a jakby wiedział, to Pan Mikołaj musiałby mu zaczarować język, żeby nikomu nie powiedział, bo to jest tajemnica. Ale przychodzi i wkłada prezent pod poduszkę, i robi to tak, że nawet nic nie poczujesz.

Nawet jakbyś nie spał i czekał na niego całą noc, to on i tak, jak duch prawie, wejdzie tak, że go nie zauważysz w ogóle. Dopiero rano, jak wstaniesz, zobaczysz, że coś masz pod poduszką i że to właśnie to, co mu napisałeś w liście.

Ja w tym roku prosiłem o zamek z LEGO, model 6082, ze smokiem i czarodziejem, który ma taką głowę obronną, że z niej wylatują kamienie jak ktoś go chce zaatakować, i smoczą jamę z bramą, w której smok się może chować i sobie spać. To nie jest główny zamek w mieście, tylko taki poboczny, ale jest bardzo ważny, bo jest tam czterech rycerzy – dwóch z kuszami, jeden z mieczem i jeden z toporem – i skrzynia ze skarbem. No i czarodziej! Także musi być ważny, bo skarbu i czarodzieja nie daje się byle gdzie. Zresztą mi się wydaje, że jest nawet ważniejszy od tego głównego, skoro smok tam jest i stamtąd nie uciekł.

Już nie mogę się doczekać jutra! To już! To już! To już!

Szlachetna Paczka blogerzy

Tak jak ja w dzieciństwie wyczekiwałem Świętego Mikołaja z wymarzonym zestawem LEGO, tak dziś wiele dzieciaków czeka na swój prezent 6-go grudnia. Ale go nie dostaje. Mimo, że napisało list, nie pobrudziło klatki schodowej i nie zdeptało nawet jednego kwiatka. I 24-go grudnia historia się powtarza. Nie ma pięknych sukienek, wypasionych samochodzików, ani nawet porządnej paczki słodyczy pod choinką. Często nawet nie ma samej choinki. I gdzieś, być może na Twoim osiedlu, być może w Twoim bloku, a być może drzwi obok, jest mały Jasiu, który bardzo, ale to bardzo mocno wierzy, że w tym roku będzie inaczej. A nie jak zawsze.

Prezentu nie ma, a dzieciak nie może zrozumieć co zrobił źle. Czuje się kompletnie rozczarowany.

Podejrzewam, że Ty też czujesz się lekko zawiedziony, bo po zdjęciu w zajawce wpisu, spodziewałeś się jakiegoś turbo-hiper-ultra gadżetu, a zobaczyłeś puste pudełko. Wyobraź sobie teraz jak musi się czuć kilkuletni chłopiec, który przez cały rok marzył o plastikowym Spidermanie albo korkach do gry w piłkę, ale tego nie dostał. Ani nic innego. Mało przyjemne, co?

Żeby takich sytuacji było mniej, powstała akcja „Szlachetna Paczka”, która pomaga rodzinom żyjącym w niezawinionej biedzie i sprawia, że święta dają iskrę radości, a nie są najgorszym okresem w roku. Stowarzyszenie Wiosna (to samo, które tworzy Akademię Przyszłości), w zeszłym roku zorganizowało gwiazdkowe prezenty dla aż 17 684 rodzin, wywołując tym samym uśmiech na twarzach tysięcy dzieciaków. Ale nie zrobili tego sami. Oni są tylko świątecznymi pomocnikami, a prawdziwym kierownikiem elfów jesteś Ty!

szlachetna paczka wybieram rodzinę

szlachetna paczka

szlachetna paczka wpłacam na paczkę

Jeśli chcesz bezinteresownie zrobić coś dobrego, podarować drugiej osobie gwiazdkę z nieba i sprawić, że w te święta nie będzie czuł się rozczarowany, masz na to 2 sposoby. Możesz albo wybrać konkretną rodzinę, skrzykując się ze znajomymi i organizując dla niej prezenty, albo wpłacić dowolną kwotę na utrzymanie „Szlachetnej Paczki”.

Niezależnie co wybierzesz, to pamiętaj, że dobro wraca, bo nikt nie powiedział, że tylko blogerzy dostają dary losu!

---> SKOMENTUJ