Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką PizzaPortal

Za dzieciaka sylwester kojarzył mi się z agentem 007 na szklanym ekranie, siedzeniem do późnej nocy i hukiem petard. Od jakichś 10 lat jest dla mnie równoznaczny z 0,7 w szkle, tańczeniem do wczesnego rana i hukiem korków od szampana. I witaniem nowego roku w głębokich czeluściach cieplutkiej i odciętej od zewnętrznych bodźców poduszko-jamy. Mowa oczywiście o kacu, którego obstawiam, że jutro będzie miała większość z Was. Żeby wejść w 2015 nieco radośniej niż do prosektorium, przygotowałem dla Was kilka rad, które polepszą Wam samopoczucie.

Sprawdźcie, osobiście przetestowane, najlepsze sposoby na kaca!

 

Dużo wody przed zaśnięciem

W zasadzie to ten punkt powinien brzmieć „dużo wody w trakcie picia alkoholu”, ale wiadomo jak to jest z pamięcią o tak nieistotnej kwestii jak bezprocentowa woda. Zwłaszcza, gdy jesteś w epicentrum imprezy, a parkiet wiruje jak karuzela. O spożyciu dużej ilości wody przez pójściem spać jest przypomnieć sobie dużo łatwiej i to faktycznie działa, bo Twój organizm jest nawodniony w trakcie snu i naczynia krwionośne są szczęśliwe. No chyba, że masz słaby pęcherz jak ja i budzi Cię co 1,5 godziny domagając się pozbycia tej wody.

 

Jajecznica na wypasie

Patent praktykowany przez najstarszych górali z Hali Gąsienicowej. Masło, kiełbasa, cebula, pomidor, oscypek i 3 jaja. No i sól rzecz jasna, bo tylko barbarzyńcy jedzą jajecznicę bez soli. Po pierwsze szybka, po drugie wchodzi jak Norek do Krawczyków, po trzecie przez daje uczucie sytości na dłuższy czas i pozwala zapomnieć o dziurze w żołądku.

 

Napój aloesowy

aloe vera king

Boski nektar odkryty podczas wypadu do Pragi. Łagodzi wewnętrzne obrażenia i koi zmysły aksamitnie łagodnym smakiem. Próbowałem różnych specyfików, i energetyków, i izotoników, i kawy na gorzko, i na słodko, i soku wyciskanego prosto z drzewka cytrusowego i nie ma płynu, który by skuteczniej łagodził kaca niż napój aloesowy. Oprócz tego, że jest nieinwazyjny w trakcie przyjmowania, to ma kawałeczki aloesu w środku, które są wyjątkowo przyjemne dla podniebienia i dłużej nawadniają ciało.

 

Okład z młodej piersi

To zasadniczo działa na wszystko. Trik dla dociekliwych: dolegliwości przechodzą najszybciej, gdy pierś jest damska.

 

Papieros, 2 Nurofeny i gruby koc

To akurat sposób polecany przez kumpelę, z którą mieszkam. Jej rytuałem po grubej imprezie jest przebudzenie się na kwadrans koło 10-11, spalenie szluga, łyknięcie tabletek przeciwbólowych i wrócenie z powrotem do łóżka na kilka godzin. Po takim zabiegu jest w stanie jednocześnie mówić, chodzić i sprzątać, i czasem nawet rozwiąże równanie z dwoma niewiadomymi.

 

Żurek

Żurek - PizzaPortal

Moja babcia mawiała, że zalewajka jest królową zup. Cóż, nikt nie robił takiej zalewajki jak ona, ale dobry żurek w niczym jej nie ustępuje. Gęściutki żur z jajeczkiem i kiełbaską jest jak balsam dla nadwyrężonego melanżem organizmu. Jak świeży olej dla zatartego silnika, jak miodek dla Kubusia Puchatka, jak pełna micha kapusty podczas obrad sejmowych dla profesor Pawłowicz. Przywraca energię i daje uczucie sytości na dłuższy czas, dostarczając zmartwychwstałym wypłukane minerały.

Jednak w przypadku tego sposobu pojawia się kłopot, bo mało kto przed sylwestrem ma czas i chęci być gotować żurek, a po imprezie jest to całkowicie niewykonalne. I nawet jeśli ktoś by na tyle popłynął poprzedniego wieczoru, że wciąż trzymałaby go faza, to nie wpadłby na pomysł, żeby gotować zupę osobiście. W takich przypadkach możliwość zamówienia jedzenie na dowóz okazuje się nie do przecenienia. Zwłaszcza, gdy nie masz w portfelu już żadnej gotówki, a możesz zamówić jedzenie przez internet, płacąc przelewem.

Nie przedłużając, z knajp dostępnych na PizzaPortal, polecam Pizzerię Palermo Bronowice. Niech Was nie zawiedzie nazwa, żureczek jest u nich pierwszoklasowy i działa jak powinien.

 

Klin

Deska ostatniego ratunku dla beznadziejnych przypadków, którym nic nie pomaga. Nic oprócz jakiegoś radlerka, który połowicznie uśpi kaca i trochę odsunie go w czasie. Byleby nie przesadzić z klinowaniem, bo deska może zamienić się w brzytwę.

 

Jacuzzi

Ewentualnie basen z ciepłą wodą. Próbowaliśmy tego 3 lata temu po sylwestrze w Zakopanem i zdziałał cuda. Bąbelki w jacuzzi wybąbelkowały mnie z lewej z powrotem na prawą stronę, a kilka długości w basenie przypomniało jak działają kończyny. No i to boskie unoszenie się na tafli wody, gdy włożysz pod siebie piankowe makarony – nic tak nie pozwala zapomnieć, że Twoja głowa nie ważyła kiedyś tony.

 

Internetowy alkomat?

Moje sposoby na kaca się wyczerpały, jeśli macie swoje sprawdzone i w miarę niezawodne, to wiecie co z nimi zrobić. Jeśli jednak czujecie, że w Waszych żyłach impreza jeszcze się nie skończyła i wciąż krążą w nich procenty, to PizzaPortal ma dla Was coś specjalnie na tę okazję. „Cats Over” to prosta aplikacja, która dzięki zaimplementowaniu sztucznej inteligencji i kryształów Swarovskiego osadzonych za pomocą teleskopu Hubble’a oceni stan Waszej kondycji. I da rabat na zamówienie jedzenia (nie tylko żureczku).

pizza portal rabat

Appkę „Cats Over” znajdziecie tutaj (lub klikając w grafikę powyżej), a zniżkę na szamę możecie wykorzystać przez cały dzień po sylwestrze (1 stycznia od 0:00 do 23:59). Biorąc pod uwagę jak drastycznie w tym dniu spadają zdolności kulinarne, powinna się przydać.

Niech Wam nowy rok lekkim będzie!

autorem zdjęcia w nagłówku jest Mislav Marochnic

(niżej jest kolejny tekst)

49
Dodaj komentarz

avatar
35 Comment threads
14 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
ola66oloPaweł Daniel KęcerskiMartyna Lipieccoco Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Muffinka
Gość

Rady mi się nie przydadzą, a i tak przeczytałam cały wpis. Teraz nie wiem, czy to o czymś nie świadczy :)

Jan Favre
Gość

To świadczy o tym, że to bardzo ładny komplement, dzięki :*

stachu
Gość
stachu

Żurek na kaca z rana jak śmietana jak to mówią górale na Ibizie ;)

Jan Favre
Gość

Sylwestrowe pozdrowienia dla górali na Ibizie!

kasza
Gość
kasza

Ten napój aloesowy faktycznie działa, ale jak się nie ma, to polecam kefirek :D

Marta Wrona
Gość
Marta Wrona

Kefirek działa cuda. Ale zakupię dzisiaj napój aloesowy, coby spróbować jutro efektów , bo bardzo mnie zaciekawił ten sposób na drugi dzień :)

Asiorptasior
Gość
Asiorptasior

WCHODZI JAK NOREK DO KRAWCZYKÓW.jup. Zdobyłeś moje serce

Lukasz Grzegorczyk
Gość
Lukasz Grzegorczyk

Przecież to już było setki razy. A na tym blogu co najmniej trzeci raz. Nie ma się czym jarać przecież :D

Ola Olszewska
Gość
Ola Olszewska

Jeśli chodzi o napoje na kaca, to mój tata zawsze twierdził, że najlepsza jest woda spod kiszonych ogórków ;-)

Jan Favre
Gość

Ludzie często to podają, ale na mnie to działa dość drastycznie, żeby nie powiedzieć wymiotnie.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Czym się różni solenizant od jubilata?

Skip to entry content

W sobotę byłem na urodzinach u mojej niedoszłej narzeczonej, znanej szerzej światu jako Pani Korektor. Jak przystało na osobę kończącą 26-ty rok życia, miała serwetki z „Hello Kitty” i kubeczki z „My Little Pony”. Rozentuzjazmowany, ale i skonsternowany tym zdarzeniem, zapytałem na Facebooku „czy taką solenizantkę można traktować poważnie?”. I oczywiście, musiał pojawić się ktoś, kto wytknął, że to przecież jubilatka. I tego typu dyskusja pojawia się za każdym razem, gdy ktoś ma urodziny i pada szekspirowskie „solenizant czy jubilat?”

No to wyjaśnijmy sobie raz na zawsze, jak to naprawdę jest.

 

Zgodnie ze słownikiem języka polskiego Państwowego Wydawnictwa Naukowego jubilat to

osoba, która obchodzi swój jubileusz

 

natomiast, zgodnie z tym samym źródłem, solenizant to

osoba obchodząca danego dnia swoje imieniny albo urodziny

 

Tłumacząc różnicę pomiędzy powyższymi definicjami łopatologicznie: masz urodziny – jesteś solenizantem, obchodzisz okrągłą rocznicę umycia zębów – jesteś jubilatem.

Dziękuję za uwagę.

 autorem zdjęcia w nagłówku jest ND Strupler

Cotygodniowy Przegląd Internetu #6: milionerzy z YouTube, Superman kontra Goku i mały casting

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 6 mini

„Święta, święta i spódnica na dupie pęka” jak mawia stare krakowskie przysłowie. Mam nadzieję, że Wam nie pękła – zwłaszcza jeśli nie jesteście kobietami – i jakoś przetrawiliście ten festiwal  karpi, uszek i nieśmiesznych polskich komedii na TVNie. „Cotygodniowy Przegląd Internetu” tym razem, tak jak i przed tygodniem, jest wolny od tematyki mikołajowo-choinkowej i akcent o tej naturze pojawia się tylko raz, w dodatku dość luźno. Mam nadzieję, że cieszy Was to tak samo jak mnie.

7 naukowych milionerów z YouTube: oczywiście milionerów w kwestii liczby odsłon filmów, a nie stanu konta, ale i tak miło przeczytać, że nie trzeba koniecznie kręcić pranków, żeby zdobyć popularność.

Jak ćwiczyć pewność siebie? Mój kumpel – Andrzej Kozdęba – z którym to kręciliśmy Dobromaniaków, biegając po Krakowskim Rynku w stylówce prosto z Parady Miłości, podaje kilkanaście prostych ćwiczeń, pomagających podnieść pewność siebie. Ten temat jest tak dobry, że aż mi głupio, że sam na niego nie wpadłem.

Wywiad z pracownikiem lombardu: jeden z niewielu tekstów na VICE, który nie jest ani o seksie, ani o narkotykach. Refleksyjna, smutna rozmowa z gościem, który każdego dnia styka się z biedą dającą mu pod zastaw wszystko, byleby było na flaszkę. Jak miałeś słabe święta, to nie czytaj.

Ma 30 lat i usłyszała, że jej mózg zanika: historia tak nieprawdopodobna, jak wstrząsająca. Ilona pisze, że cierpi na nietypową chorobę objawiającą się zanikiem komórek w mózgu, każdego dnia tracąc pamięć i świadomość. Nie wiem na ile jest to prawdą, bo nie jestem lekarzem, więc jeśli ktoś jest biegły w temacie, to proszę o komentarz.

Kulisy kradzieży telefonu Maffashion: Pijaru Koksu, który jako pierwszy wpadł na to, że uprowadzenie iPhone’a szafiarki to element kampanii reklamowej, rozkłada akcję na czynniki pierwsze i pisze o jej efektach.

Superman kontra Goku: mistrzowska animacja poklatkowa z typową dla tych klimatów fabułą i udźwiękowieniem. Niekończący się szacunek dla autora za ogarnięcie tego na kartkach notesika.

Post użytkownika AllCity.

 

LIDL. Walka o karpia: teraz to już trochę suchar, bo po Wigilii i w ogóle, ale wiem, że jest jeszcze przynajmniej 8 osób, które tego nie widziały.

 

Bloger: Promki i hasztagi: zajebista beka z początkujących blogerów. Zrealizował początkujący youtuber z Krakowa, więc tym bardziej warto sprawdzić.

 

Klip tygodnia: tym razem sam numer bez obrazu, ale biorąc pod uwagę, że to nowy i w dodatku kozacki kawałek Zeusa, mam nadzieję, że nie będziecie wbijać szpilek w moją lalkę voodoo.

 

Damska stylówka tygodnia: Maddinka powinna znaleźć się tu już dawno – bo jest bardzo w moim typie i w dodatku chodzi w czapkach z pomponami – ale jakoś dopiero przy tej dziewczęcej sukience i płaszczu z kapturem pomyślałem, żeby ją Wam pokazać.

zdjęcie pochodzi z bloga maddinka.com
zdjęcie pochodzi z bloga maddinka.com

 

Męska stylówka tygodnia: zdjęcie niestety nie pochodzi z żadnego konkretnego bloga, tylko przypadkiem przewinęło mi się na Fejsie, ale gdybym miał więcej takich koszul jak tak, mógłbym chodzić w garniturze nawet 5 razy w roku.

 

Fanpage tygodnia: profil z kategorii abstrakcyjnych, mający potencjał by dorównać „Sztucznym Fiołkom”. Bawi i edukuje, czyli robi dwa razy więcej, niż pani od sztuki w moim gimnazjum. Jej wychodziło tylko to pierwsze. I to nieumyślnie.

 

UWAGA! Dziewczę, które widzicie u samej góry nie pojawiło się tu przypadkiem. Owa niewiasta, to Hania Sywula – bardzo dobrze zapowiadająca się blogerka stylożyciowa, mimo, że wciąż niepełnoletnia. Warto zajrzeć na jej bloga – Hania.es – zwłaszcza jeśli nie jecie mięsa.

Nie pojawiła się tu przypadkiem, albowiem mam małe ogłoszonko parafialne: w związku z tym, że kończą się w internecie ładne zdjęcia z lupą, ogłaszam casting na zostanie twarzą „Cotygodniowego Przeglądu Internetu”! Czy tam playmate. Jak kto chce.

Jeśli masz aparat fotograficzny w telefonie, lupę i twarz, zrób pierwszym urządzeniem zdjęcie drugiego i trzeciego (w miarę możliwości, nie pomyl kolejności) i wklej do komentarzy poniżej. Jeśli będzie choć trochę ładne, umieszczę je jako okładkę wpisu w kolejnym odcinku, a w tekście wrzucę linka do Twojego bloga, vloga, konta na Sympatii, czy nick na Snapchacie. Co tylko sobie zażyczysz. W każdym razie, zostaniesz gwiazdą jak Hania, a ja będę mógł spać bez obawy, że tekst poleci bez zdjęcia.

Pasuje?