Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #11: [PODTYTUŁ DO WSTAWIENIA]

Skip to entry content

CP112

Z powodu siły wyższej objawiającej się tylko dwudziestoma czterema godzinami w dobie, nie wyrobiłem się z „Przeglądem”, ale nie wyłączajcie odbiorników – znalazłem godne zastępstwo. Dzisiaj gościnny występ w „Cotygodniowym Przeglądzie Internetu” będzie miał Konrad Jurecki z Moja dziewczyna czyta blogi – człowiek, który bez swojej partnerki nie wiedziałby nawet jak nazwać pamiętnik internetowy. Powitajcie go gorącymi brawami i trzymajcie ze mną kciuki, żeby w zestawieniu nie pojawiły się same linki do naturalnych sposobów na sztuczne cycki.

Janek to taki trochę drań, nie kolega. Najpierw każe mi pisać “Cotygodniowy Przegląd Internetu”, a później zabrania pisać mi o naturalnych sposobach na sztuczne cycki, które stanowią mniej więcej ¾ mojego Internetu. Mimo wszystko, jako wyjątkowo porządny facet (i dlatego, że dostanę za to grube bilony), postaram się coś z pozostałej ¼ wygrzebać. Chociaż po odrzuceniu kotów niewiele z tego zostało.

STOP czytaniu: czyli 8 powodów, dla których nie warto sięgać po książki. Kasia Gandor, jedna z najfajniejszych dziewczyn w Internetach, pisze dokładnie o tym, o czym mówi tytuł jej notki. Bez cienia ironii. Nasza strata, że pozbyła się komentarzy setek oburzonych, którzy nie zrozumieli dowcipu.

Życie w XIX wieku: Nishka, jedna z najfajniejszych dziewczyn w Internetach, zabierze was w podróż w przeszłość i udowodni, że bohaterowie Tołstoja i Dostojewskiego też korzystaliby z Facebooka i Instagrama. Słowo, że jest zdecydowanie zabawniej, niż można wnioskować z tytułu.

Przywiąż włosy do sufitu: zaczyna się sesja, spora część z was to studenci, którzy ostatnie pół roku spędzili na typowych dla tej grupy aktywnościach, czyli na wszystkim poza nauką. W przyswajaniu wiedzy z całego semestru w dwie doby pomogą wam chińscy studenci.

 

Wynalazek tygodnia: wirtualna rzeczywistość w służbie pornografii. Nikt nie wmówi mi, że to nie jest ważne. Niech będzie, że w ten sposób odbijam sobie brak naturalnych sposobów na sztuczne cycki.

 

Spot tygodnia: wyobrażacie sobie sytuację, w której instytucja państwowa przygotowuje spot kampanii społeczno-edukacyjnej, zatrudnia do niego rapera i nie wychodzi to przaśnie? Ja też nie. Na szczęście nie musimy sobie tego wyobrażać, bo Narodowe Centrum Kultury właśnie to zrobiło. Z Eldo.

 

Klip tygodnia: miałem tu wstawić naprawdę świetny kawałek, który z pewnością nie spodobałby się Jankowi. Niestety, po jego przemiłej przedmowie musiałem zmienić plany. Nie mogę się nie odwdzięczyć. Ponieważ Janek jest z Krakowa, stolicy Śląska, a na dodatek uwielbia hip-hopy, daję wam najlepszy kawał sztygarowej muzy. Sztigar Bonko to śląskie Cypress Hill, które wydało właśnie nową płytę. Niestety, płyta jest kiepska, więc wrzucam coś z poprzedniej. Stare, więc zamiast Klipu tygodnia jest Wykopalisko tygodnia. To jest śmieszne, bo Kraków jest na Śląsku i wykopuje się tam węgiel.

 

Damska stylówka tygodnia: tu miałem problem, bo mam życie i lepsze rzeczy do roboty niż obczajanie stylówek w Internecie (nie to, co niektórzy). Na szczęście mam też dziewczynę (nie tak, jak niektórzy). Dlatego zarówno męską, jak i damską stylówkę wybrała za mnie ta, bez której “nie wiedziałbym nawet jak nazwać pamiętnik internetowy”. W przeciwieństwie do Janka postawiła na szyk i klasyczną elegancję, wybierając czarną stylizację w wykonaniu Pauli z Beauty.Fashion.Shopping.

Paulakadrowane

 

Męska stylówka tygodnia: bardzo możliwe, że to pierwsza prawdziwie męska stylówka tygodnia. Cytując moją dziewczynę: “Te okulary. Ta broda. Ten zaczes. Ta lina. Ten śnieg.” Model to Pierre François Jacob ubrany przez Mr. Porter.

Porterkadrowane

 

Fanpage tygodnia: nie wiem, jakim cudem Nowe wiersze sławnych poetów otrzymują ten tytuł dopiero w jedenastym przeglądzie. Lepiej późno niż wcale. Na zachętę Bukowski w czasach Facebooka.

 

I tym pięknym lirycznym akcentem kończymy CPI #11. Mam nadzieję, że w jakiś sposób wynagrodziłem wam lenistwo nieobecność Janka. Jeśli bawiliście się równie dobrze jak ja, możecie wyrazić to, dając lajka pod tym tekstem. Tak żeby miał więcej lajków niż poprzednie. A jeśli macie ochotę jeszcze się ze mną spotkać, zapraszam na mojego bloga, który nie ma absolutnie nic wspólnego ze swoją nazwą, i fanpage pełen dialogów, mojej dziewczyny (to ta, która na zdjęciu przegląda Internet na droidzie astromechanicznym) i zdjęć jedzenia.

Stay fly! (nie mam pojęcia, dlaczego Jan nie zrobił z tego swojego catchphrase)

(niżej jest kolejny tekst)

27
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Cotygodniowy Przegląd Internetu #32: jak zostać youtuberem, 17,77zł na macierzyńskim i Rubens z BytomiaLamer JackAleksandraeva mariaO_l_l_i_e Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Konrad
Gość

Najlepszy przegląd Internetu, 11/10

Jan Favre
Gość

Brakło Ci jednego zera przy drugiej liczbie.

Paulina Wnuk
Gość
Paulina Wnuk

No w końcu jakiś porządny przegląd tygodnia!

Paulina Wnuk
Gość
Paulina Wnuk

(oczywiście, to był żart)

Konrad
Gość

Oczywiście ;)

Anita Piątek
Gość

[PODTYTUŁ DO WSTAWIENIA] :)

Jan Favre
Gość

Mam taką samą czapkę jak Ty!

Anita Piątek
Gość

Ptyś wymiata! ;)

Żurnalistka
Gość

Sztigar bonko! Ja po minionym weekendzie męczę Organka :)

Joanna
Gość
Joanna

„To jest śmieszne, bo Kraków jest na Śląsku i wykopuje się tam węgiel.” <3

Dagna Parynow
Gość
Dagna Parynow

Wynalazek tygodnia!!!! WOW. I WANT IT SOOOO BAD!!!!

Saga Sachnik
Gość

Obawiam się tylko stopnia przyłapalności.

Konrad
Gość

Trzeba wkładać tylko jedną słuchawkę i zamykać drzwi.

Dagna Parynow
Gość
Dagna Parynow

Trzeba działać tak, żeby stopień ten maksymalnie możliwie zminimalizować ;)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

9 sposobów na bycie oryginalną kulinarką

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Chrissi Nerantzi
autorem zdjęcia jest Chrissi Nerantzi

Kilka miesięcy temu pisałem o tym jak być oryginalną szafiarką, bo męczyło mnie to, że wszystkie blogi modowe wyglądają niemal identycznie, a szczytem kreatywności jest dobranie niepasującego t-shirta do dżinsów. Z blogami kulinarnymi jest nie lepiej, a na dobrą sprawę to gorzej.

O ile wszystkie pamiętniki z „fashion” w nazwie były wtórne, ale nie dało się nie zwrócić uwagi na autorkę, o tyle blogi zahaczające o gastronomię są tworami widmo, na których twórcę można znaleźć jedynie w zakładce „o mnie”. Choć i tam nie zawsze. 99% kulinarek zupełnie nie pojawia się na swoim blogu w żadnej formie, a ich treści kompletnie nie różnią od tych z portali z bazą anonimowych przepisów, przez co większość użytkowników trafiając do nich nawet nie wie, że jest na blogu.

Jak to zmienić i być oryginalną blogerką kulinarną? Jest na to kilka całkiem prostych sposobów.

 

Zrób sobie selfie z gotową potrawą

To jest tak proste i oczywiste, że nie mam pojęcia czemu wszyscy tego nie robią.

Jeśli pod koniec każdego przepisu wrzucisz fotę z gotowym daniem i swoją facjatą, to ogarniasz dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze czytelnicy dowiedzą się jak wyglądasz, zapamiętają to i będą Cię kojarzyć i Twojego bloga (a przynajmniej będą mieli pewność, że nie są na jakimś losowym agregacie). Po drugie, to niezły sposób na zaangażowanie czytelników i prowadzenie dwustronnej komunikacji – zrób z tego Waszą wspólną zabawę i zachęcaj ich do tego, żeby w komentarzach wrzucali swoje selfie z efektem gotowania z Twojego przepisu.

 

Podaj zastosowanie przepisu

Też banał, a widziałem ten patent jednocyfrową liczbę razy.

Jestem facetem, niestereotypowym, ale facetem, który nie pochodzi z rodziny wybitnych kucharzy, a mój stary nie jest Gordonem Ramsayem. Nie wiem czy krokodyl z papają, mango i orzechami pekan jest raczej na kolację, czy na obiad, czy może to przystawka. I czy jeśli uznam, że to nadaje się na obiad i zrobię według Twojego przepisu to czy się najem, czy będę musiał ugotować jeszcze 3 inne dania. I czy to dobre na 50-tą rocznicę ślubu, czy raczej jako codziennie nieporuszające nieba i ziemi żarło. A chciałbym wiedzieć.

 

Opowiedz historię dania

Ostatnie nie wymagające głębszej przekminy, a potem lecimy z wariactwami.

Rzadko (w ogóle?) zdarza się, żeby jakaś blogerka przed podaniem przepisu opowiedziała ciekawostki związane z daną potrawą. Skąd pochodzi jej nazwa? Kto ją wymyślił? Jak trafiła do Polski? Która gwiazda hollywoodzka miała po niej zgagę? Czy rośnie od tego penis? Pomijając fakt, że to bardzo cenne informacje, to odróżniają Cię od szarej masy, która w kółko klepie skład i sposób przyrządzenia. I nic poza tym.

 

Gotuj w nietypowych miejscach

Każdy poza bezdomnymi i arabskimi szejkami ma w domu kuchnię (ci drudzy mają ja w osobnym budynku). Ludzie mają w dupie, że pół dnia szorowałaś blat do zdjęć i kupiłaś lampy naświetlające za półtora tysia, żeby Twoja kuchenka gazowa wyglądała jak z katalogu IKEA, bo każdy albo taką ma albo taką widział. Za to dostanie wytrzeszczu oczu, jeśli zrobisz sobie zdjęcia jak przyrządzasz posiłek na Giewoncie albo na plaży na Bali. Albo chociaż na dworcu główny w swoim mieście. Albo na przystanku autobusowym. Nawet gotowanie na dachu bloku zrobi wrażenie. Byle gdzie indziej niż WSZYSCY.

 

Ukierunkuj się na jedną kuchnię

Raz, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, a dwa, że skupienie się na jednym regionie dużo łatwiej pozwoli Ci osiągnąć rozpoznawalność i zdobyć miano eksperta. Do kogo przyszłabyś po przepis na mistrzowskie burrito do „Ania gotuje i bloguje”, czy „Kulinarny Meksyk”? I kogo z nich byś zapamiętała?

 

Przyjmij kreację

W sensie nie żebyś się ubrała w czystą sukienkę i bolerko, tylko stworzyła swoją kreację blogowo-artystyczną.

Kojarzysz „Wulgarny Poradnik Kulinarny”? Jeśli nie, to zajrzyj do nich, jak tylko skończysz ten akapit. Twórcy przyjęli, że będą używać słów jako przecinków między „kurwami” i rzucają mięsem jak w dobrze prosperującej rzeźni. Ich przepisy noszą takie nazwy jak „gulaszowa spierdolina wykwintności”, „mięsne kajdany gwałtu tarczycy”, czy „pomidorowy gar obfitości budżet level janusz”, a kuchmistrz przygotowujący je każe się tytułować mianem Szefa Kuchni Skurwysyna. I czytelnicy to pokochali!

Nie musisz lecieć do Ameryki Południowej po przyprawy, żeby być oryginalnym i zauważonym. Możesz odkryć schabowego z frytkami po raz stutysięczny trzeci, bylebyś to zrobił w sposób, na który nikt jeszcze nie wpadł. Na przykład przebierając się za średniowiecznego arystokratę i pisząc wszystkie przepisy staropolszczyzną.

 

Oprzyj swojego bloga o motyw z kultury

Post użytkownika Paulina Wnuk.

Tutaj za przykład podam najoryginalniejszą kulinarkę jaka funkcjonuje w naszej blogosferze – Paulinę Wnuk z „From movie to the kitchen”. Jak można wywnioskować z nazwy, Paulina gotuje potrawy, które wcześniej pojawiły się w filmach. Paszteciki dyniowe z „Harry’ego Pottera”, ciasto weselne z „Gry o tron”, czy gulasz jagnięcy z suszonymi śliwkami z „Igrzysk Śmierci”. I mimo, że wykorzystałem 2, góra 3 z jej przepisów, to wchodzę na każdy nowy, bo myśl przewodnia bloga jest tak interesująca, że szkoda mi jakiś pominąć.

Nie namawiam Cię, żebyś teraz założyła „From videogames to the kitchen”, czy „From songs to the kitchen”, ale pomyśl o równie rozległym, a jednak osadzonym w jakimś kontekście temacie. Na przykład „Dania dawnych Habsburgów”, „Fantasy na talerzu” albo „Między Guantanamo a Wronkami – najlepsze przepisy kuchni więziennej”.

 

Stwórz maskotkę bloga

Post użytkownika JasonHunt.

Tak jak Danio ma Małego Głoda, a Orange Serce i Rozum, Ty u siebie na blogu też możesz mieć bohatera marki, który będzie Ci pomagał/przeszkadzał w gotowaniu albo testował gotowe dania. To może być fikcyjna postać, Twoja świnka morska, kot albo nawet mąż, byleby był osadzony w jakimś kontekście nawiązującym do tego co robisz. Jeśli u Tomka Tomczyka jamnik zwany Piesią robi furorę jedząc czekoladki, dlaczego u Ciebie miałoby to nie zadziałać i nie być znakiem rozpoznawczym Twojego bloga? Na przykład z kuchnią francuską i pudelkiem, który będzie oceniał potrawy?

 

Bądź facetem

Operacja zmiany płci może trochę kosztować, ale opłaci się, bo popularnych blogerów kulinarnych można policzyć na palcach połowy ręki.

5 profili na Instagramie, które warto śledzić

Skip to entry content

Instagram – fotograficzny serwis społecznościowy hostingu zdjęć, połączony z aplikacją o tej samej nazwie (dostępną obecnie na systemy operacyjne Windows Phone, iOS oraz Android), który umożliwia użytkownikom robienie zdjęć, stosowanie do nich filtrów cyfrowych oraz udostępnianie ich w różnych serwisach społecznościowych.

To oficjalna definicja z Wikipedii. W praktyce sprowadza się to do wrzucania zdjęć jedzenia i samojebek. Albo samojebek i zdjęć jedzenia. Albo smojebek podczas jedzenia. W ostateczności pseudo-artystycznych fotografii, które i tak nie zostały zrobione telefonem. Jeśli śledzisz szafiarki albo laski z zajawką na siłownię, to przynajmniej raz na jakiś czas możesz popatrzeć na zajebiste nogi i niezły tyłek. Jeśli w obserwowanych masz tylko znajomych i kulinarki, to zapewne nudzisz się jak na szkoleniu BHP.

Przewijając strumień aktualności na Instagramie zastanawiałeś się, czy w gąszczu mydła i powidła jest coś więcej? Czy są jakieś profile skupiające się na czymś? Czymś konkretnym, a nie są tylko pamiętnikiem z lodówki i garderoby? Dobre wieści kolego – takie miejsca istnieją i znalazłem je dla Ciebie. I nawet nie tyle po to, żeby urozmaicić rzeczy, na które patrzysz, ale żeby Cię zainspirować.

Poniżej 5 tematycznych profili na Instagramie, które są tak ciekawe, że po obejrzeniu ich sam będziesz chciał założyć podobny.

 

50 twarzy buldoga

trotterpup instagram

„Moja kicia śpi”, „moja kicia nie śpi”, „moja kicia siedzi na laptopie i nie mogę pracować, ojej, jakie to śmieszne”, „moja kicia wskoczyła na biurko, postawiła klocka, zrzuciła nową lustrzankę i rozpieprzyła obiektyw, hahaha, ciekawe co na to mój chłopak jak wróci z pracy”. Wystarczy.

„Trotter Pup” przywraca równowagę w królestwie zwierząt w internecie. Właścicielka francuskiego buldoga nie naparza zdjęciami jak nastolatka po studniówce, ale jak już coś wrzuci to nie ma lipy. Piesek z finezją stylizowany jest jak rasowy model. Raz jest Meksykaninem, raz Lukem Skywalkerem, a raz tancerką na karnawale w Rio. Nie spodziewałbym się po sobie, że mogę coś takiego napisać, ale kolejne wcielenia Trottera naprawdę wciągają.

 

Wierzący-praktykujący

tip for jesus instagram

Mało takich, ale ten nadrabia za całą wspólnotę.

Zwyczajowo przyjmuje się, że napiwek to 10% wartości zamówienia. Autor „Tip for Jesus” odwraca sytuację – daje premie za obsługę, przy których wartość zamówienia to 10%. Albo i mniej. Jest filantropem przez wielkie „F”, „I”, „L”, „A”, „N” i każdą inną literę w tym słowie. Przy rachunku na 45 dolarów potrafi dać 5000 napiwku, a wszystko w imię Jezusa.

 

Zapędzony w sokoli róg

sokół instagram

Wojtek Sokół pseudonim Narrator uwiecznia swoje podróże w dość specyficzny sposób. Chwali się pokojami hotelowymi, w których sypia, studiami nagrań, w których rejestruje wokale i knajpami, w których jada, ale kompletnie inaczej niż wszyscy. Lider zespołu WWO fotografuje rogi tych pomieszczeń – miejsca gdzie ściany łączą się z sufitem. Nie wiem na ile to celowe, a na ile przypadkowy zbieg okoliczności, ale 436 takich zdjęć uautentycznia hasło „mierz wysoko”. Choć do „niebo jest limitem” przydałyby się drapacze chmur ze szklaną kopułą.

 

Arcynarcyz

Mr Pimp Good Game instagram

We wstępie naśmiewałem się z samojebek, ale „Mr Pimp Good Game” jest władcą galaktyki w tym temacie. Albo robisz to tak jak on, albo wcale. Jego profil powinien być stroną startową na wszystkich kompach we wszystkich biurach. Jedno spojrzenie na tę rozanieloną buźkę mówiącą „jestem najzajebistszym gościem na tej planecie, a hustlerzy z Miami Beach mogą mi pucować mokasyny” i wiesz, że dzień będzie dobry.

 

Artysta

murad osmann instagram

Lub poeta fotografii. Inaczej Muradę Osmanna nazwać się nie da. Zdjęcia, które publikuje raczej nie są zrobione telefonem, ale jestem mu to w stanie wybaczyć, bo rozsadzają czaszkę. Ta metafora, że kobieta wciąga go w swój nieodkryty, egzotyczny świat jest genialna i, jak zwykle w przypadku takich pomysłów, zaskakuje swoją prostotą. Właśnie tak powinny wyglądać angażujące treści wizualne!

 

Znacie coś podobnego?

Nie ukrywam, że w wyniku zajarania się tego typu profilami założyłem swoje konto, na którym lecą same nogi i świat z perspektywy „od pasa w dół”. Nie ma też co udawać, że dorównuję tym powyższym, ale chętnie poznałbym innych instagramowiczów, którzy całą komunikację ogrywają na wariacjach pojedynczego tematu. Jeśli macie w obserwowanych coś podobnego to podrzućcie do komentarzy.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!