Close
Close

Najlepsze uliczne historie: grudzień

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Magdalena Roeseler
autorem zdjęcia jest Magdalena Roeseler

Po sierpniupaździerniku, czas na kolejne zapiski z życia w mieście, czyli grudniową dziesiątkę z najlepszymi ulicznymi historiami. Jak zwykle dominują tematy damsko-męskie i rozmowy związane z szeroko pojętymi związkami. Chemicznymi również. Zasadniczo, w ostatnich dwóch miesiącach najwięcej abstrakcyjnych dialogów odbyło się między mną, a wszelakiej maści telemarketerami bądź sprzedawcami, ale wrzuciłem tylko nieliczne, bo reszty zapomniałem spisać, a niestety ludzie przed 30-tką mają to do siebie, że pamięć jest z nimi na bakier.

 

#1 Tak to jest jak się sam nie potrafisz ubrać i pozwalasz, żeby kobieta robiła to za ciebie:

– Mówiłam, że to ci nie pasuje. Kup sobie ten polarek, który ci znalazłam.
– Ale ja nie chodzę w polarach.
– No to zaczniesz.
– Słonko, ale on jest brązowy.
– Najmodniejszy kolor w tym sezonie.
– Ale ja nie lubię brązowego.
– Lubisz.
– Nie lubię.
– Lubisz i koniec! Chcesz znowu robić aferę?

 

#2 Rozmowa ze sprzedawczynio-kasjerką w Tesco przy Orlenie:

– Czemu te sałatki z łososiem są dzisiaj dwa razy droższe niż wczoraj?
– Bo dzisiaj są świeże.

 

#3 Te kobiety takie niecierpliwe, a człowiek już w czwórce siedzi i jedzie.

– No już jadę, zaraz będę.
– …
– No mówię ci, że zaraz będę.
– …
– Tak, już jadę, następny podjeżdżający tramwaj to ja.
– …
– Następny podjeżdżający tramwaj to ja.
– …
– Będziesz widzieć, następny podjeżdżający tramwaj to ja.
– …
– To wejdź na tory, jak cię coś pierdolnie, to będziesz wiedzieć, że przyjechałem.

 

#4 Gadki na temat facetów przy posylwestrowym żureczku:

– Ewa, to jak będziecie się rozstawać, to daj mi znać, bo ją bym go wzięła.

 

#5 Domofon dzwoni o dziwnej porze:

– Halo?
– Dobry wieczór, proszę otworzyć.
– A kto mówi, o co chodzi?
– Przyniosłem prezenty, chcę włożyć do skrzynek, proszę otworzyć.
– Co pan przyniósł?
– Przyniosłem prezenty, chcę włożyć do skrzynek, proszę otworzyć.
– Że co? Jakie prezenty?
– No prezenty, chcę włożyć do skrzynek, proszę otworzyć.
– Jak pan powtórzy to samo po raz czwarty, to nie pomoże. Jakie prezenty?
– Nowe cenniki z pizzeri Hellada.

 

#6 Podryw na przystanku pod Bagatelą robi się coraz subtelniejszy:

– Ładna czapka.
– Spierdalaj.

 

#7 Rozmowa podchmielonej pary w Pizza Garden na Konopnickiej:

– …jakbym był zawodowym mordercą, to byłby on pierwszą osoba, którą bym zamordował. I to zamordowałbym go za twarz. A jakby próbował ze mną dyplomatycznie rozmawiać, żebym go nie zabijał, to za jego idiotyczną gadkę.
– Uspokój się, bo głupoty gadasz.
– Jak ci się tak podoba, to idź do niego, idź! Tylko niech ja go spotkam, jak stąd wyjdę. Niech ja go spotkam!
– No już, już, uspokój się.
– Podoba ci się, tak? Kochasz go kurwa? Kochasz? Tak ci się podoba, tak?
– Jezus, ile razy mam ci tłumaczyć – nigdy nie powiedziałam, że mi się podoba, tylko, że jest niebrzydki.
– I tak go zapierdolę. Chcesz jeszcze piwo? Bo idę po ćwiartkę.

 

#8 Nawet kupując lekarstwo na stacji BP trudno uniknąć tematów damsko-męskich:

– Dzień dobry, mają państwo aspirynę?
– Zaraz sprawdzę.
– …
– Jest epinefryna.
– A to to samo?
– A to dla pana?
– Nie, dla dziewczyny.
– To niech pan bierze. Jak babę boli, to wszystko połknie.

 

#9 Od jakiegoś czasu coraz rzadziej wracam nocnym z Rynku, ale dla historii takich jak ta chyba znów do tego wrócę:

– … i wiesz, rozstałam sie z Sebastianem, a byliśmy razem 3 lata, co nie. Ale wiesz jak to jes, jak sie jes tyle czasu razem, to ten, to wogle jakoś tak kapa. Choć nie powiem, cała moja rodzina Sebka lubiła i wogle moja mama, i moja siostra, i mój stary nawet, a on to wiesz, nie lubi za bardzo moich chłopaków. Wiesz o co chodzi, co nie? No i wogle jak go zostawiłam, to on wogle mówił, że lipa, i że słabo, i że chce wrócić, ale ten, no, poszłam na te studia, na tom pedagogike i wiesz, tu jest tyle imprez i tyle sie dzieje i wogle tyle klubów, to co ja bede sie z jakimś chłopaczkiem z Bochni ustawiać, jak ja teras praktycznie w Krakowie mieszkam, co nie?

 

#10 Błyskotliwa wymiana zdań na dworcu autobusowym:

– Jedzie pan do Pyrzowic?
– Nic mi na ten temat nie wiadomo, hehe.
– To pan nie jedzie, czy pan nie wie?
– Nie w tym życiu droga pani, hehe.
– Jak pan będzie dalej tak żartował, to szybko może pana zastać to kolejne.

 

Jeśli w ostatnim czasie przypadkowy przechodzień, współpasażer w tramwaju albo pani sprzedająca obwarzanki dostarczyła Ci historii, która wywołała uśmiech na Twojej twarzy, to wrzuć ją do komentarzy.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Dot

    #1 No lubi jak nic! Tylko jeszcze o tym nie wie. Ale ona wie :D
    #2 Auć.
    #5 No i wszystko jasne.
    #6 Ło matko, ale komplementem zarzucił :P
    #7 Chyba nigdy nie zrozumiem powodu, dla którego dziewczyny są z takimi facetami…
    #8 ha ha ha
    #9 „Co nie?” Skoro poszła na „tom pedagogike”, to może lepiej rzeczywiście niech chłopakowi z Bochni nie zawraca głowy.
    #10 Ojej, to mu dosadziła :D

  • Pingback: Share week 2015‏ – Venila Kostis, Stay Fly i Nishka | Momentum()

  • Iwona Karczmarczyk

    1. Lewiatan na MS AGH. Stoję w kolejce i obserwuję jak niezadowolona pani kasjerka obsługuje klientkę.
    (…)
    – A siateczkę mogę prosić?
    – Dziesięć groszy! Co pani myślała, że prezent dostanie?

    2. Pracuję w sklepie ze sprzętem outdoorowym. 10:30 – jeszcze zamknięte. Siedzę zaplątana po łokcie w taśmę, usiłując jakoś sensownie zapakować plecak, by wielkość paczki nie przekroczyła gabarytu B. Nagle ktoś puka w szybę. Wychylam głowę zza biurka i mym oczom ukazuję się trójka łysych panów. Jeden bez zęba, za to z pokiereszowaną głową.
    – Dobry… A co to pani taka wyzamykana? Hehe.
    – Panowie, otwieramy o 11:00.
    – No ale my tu specjalnie ze strefy wojny przyjechaliśmy, hehe. Z Prokocimia aż tutaj!
    – No dobrze, zapraszam. W czym mogę pomóc?
    – Maczety są?
    – Tylko taka jedna, mała, nam została.
    – Tylko?! Jedna? Taka mała??? Takie małe, to wie pani… To się nie nadaje… Do niczego się nie nadaje… Hehe.
    – Przykro mi, ale koledzy już wszystko wykupili. Hehe.

  • Pingback: Dialogi biurowe | Momentum()

  • fajny ten cykl. czytam chętnie, ale nic do dodania nie przychodzi mi do głowy :)

  • Te teksty są rewelacyjne! Czekam na więcej!
    Ze szczególnymi pozdrowieniami dla owej studentki pedagogiki, co tera w Krakowie se pomieszkuje :D

  • Wczorajszy dialog w moim biurze. Miejsce: Wyspy Brtyjskie. Sytuacja:
    rozważania przed wieczornym wypadem do restauracji w całości sponsorowanym przez firmę.

    Kolega A: Do you wanna sit together?

    Odpowiedź Kolegi B, który usłyszał shit zamiast sit:

    A tactical dump? So we can eat even more? Man, that’s brillant!

    Kurtyna.

    • Bardzo ładnie :D

      • Nowy dialog z ostatniej chwili. Ta sama lokalizacja, to samo biuro. Osoby: kolega Sam, księgowy, Brytyjczyk, ateista – jutro leci na urlop na Islandię oglądac zorzę polarną. Kolega Ish, naturalizowany Brytyjczyk z Pakistanu, muzułmanin, również księgowy.

        Kolega Ish: Sam what’s your flight number?

        Kolega Sam: WW202

        Kolega Ish: Can you please remind me what time does it leave?

        Kolega Sam: 11.15 AM. Why? You wanna take me to the airport?

        Kolega Ish: No you stupid! I’m sending my boys to take your plane down!

        • Dot

          :o

  • Zrazazu

    Czapka po Bagatelą cudo!!

  • Anna Ven

    Swoją historią potwierdzę stereotyp Łodzi jako szarego miasta pełnego patologii (ale to nieprawda :<).
    Jechałam sobie przez Stare Bałuty (tam mieszkają tacy delikwenci) no i wsiada sobie babka, zajmuje miejsce za mną. Niby nic, normalna koło 30. Odbiera telefon.
    – Tak, mój kotek już wyszedł z paki. Za co siedział? No wiesz no ja mu dobrego adwokata znalazłam, sprawa była ogólnie poważna, rozwodzić się mieliśmy, tak było! No bo on pobił jakiegoś gościa, c'nie? I to wyobraź sobie nie pierwszy raz. I nie sam, bo z tymi ziomami swoimi, ale chyba głównie on. No i dzisiaj się widzimy, ponoć klasa, kolacja, restauracja. Doczekać się nie mogę bo przecież tyle czasu siedział!
    Na sam koniec ogarnęłam jeszcze, że gadała z matką.

  • Tianzi

    #1 – Ojezu, jak dobrze, że się nigdy nie ożenię.

  • Wszystkie piękne ale najbardziej podobają mi się ulotki z pizzeri :)

  • Kasia Basia

    Ad.8 – myślę, że farmaceuta mówił o etopirynie, a nie epinefrynie (= adrenalina). Popraw sobie:)

    • To nie był farmaceuta, tylko kasjer na stacji BP i powiedział „epinefryna”.

  • Aleksandra

    Ostatnio idąc do sklepu spotkałam menela. Mówił, że on idzie kupić masło, ale kupi tylko 2 piwa, bo musi mu starczyć na kwiaty dla żony, która jest tak śliczna jak ja. Nie wiem, czy to znaczy, że naprawdę jest tak samo śliczna, czy to, że ja przypominam menelicę?

    • To zależy, czy złożył komplement przed spożyciem, czy po.

      • Aleksandra

        Piwo dopiero kupował, więc chyba był przed, w ogóle nie seplenił. W takim razie musi mieć przeuroczą żonę. Tylko dlaczego tak ładna samica hoduje takiego okropnego pana? :/

        • Bo tak właśnie działają kobiety.

          • Aleksandra

            Więc mam nadzieję, że nie działam!

  • Anna Zet

    A mnie spotkał Emil…

    Z nocnego życia SORu :
    Siedzę w poczekalni Szpital Praski p.w. Przemienienia Pańskiego, obok kręcą się policjanci a na krzesełku siedzi koleś bez zęba na przedzie, lewa ręka zabandażowana, z białego opatrunku robi się czerwony. Bezzębny nic sobie z tego nie robi.Puszcza do mnie oczko i pyta czy wszystko ok. Mimo, że wygląda na bandziora, nie czuję przed nim strachu. Ot, sympatyczny człowiek, który „przez przypadek” znalazł się w tym miejscu.
    – Jasne- odwzajemniam uśmiechem – ręka coś ci czerwienieje…
    – Szkoda gadać maleńka – bezzębny łypie na towarzyszy swej niedoli.
    Nie wnikam.
    Panie w białych kitlach pytają, czy jest Emilem K., i czy zamieszkuje ul. Ulica Stalowa. Facet podaje dokładny adres, wszyscy już wiedzą, że ma kwadrat na Stalowej ileś tam. Idzie na badanie alkomatem. Tenże nie jest dla niego łaskawy, ale wcześniej musi odpowiedzieć, czy jest na coś uczulony. Z praską swadą Emil odparowuje:
    – Kochaniutka, ja to tylko na kaca jestem uczulony…
    Personel pokładowy SORu miał przez moment ubaw, panowie mundurowi odwrócili głowy, by nie pokazać podopiecznemu że trafił celnie, i nie on jeden ma z tym uczuleniem kłopot.

    Emil przewidział, że uczulenie powoli się zbliża.
    Alkomat pokazał 1.57

  • Aleksandra Muszyńska

    Sąd Rejonowy. Stoję sobie na parkingu. Z sądu wychodzi taki sobie pan o specyficznym wyglądzie bywalca wiejskich dyskotek- dżins obcisły, sweterek pastelowy wciśnięty na bicka itp. Przy wyjściu stoją sobie policjanci. Pan Disco mijając ich, wyraźnie przyspiesza kroku. Oni, zdziwieni, energicznie idą za nim. Pan Disco zaczyna biec do samochodu. Policjanci za nim, drąc się, żeby się zatrzymał. Krótko później dopadają go przy jego aucie.
    Policjanci:I czemu pan ucieka?!
    Dres: A czemu wy mnie gonicie?!
    Niestety nie wiem, jakie były ustalenia stron w tej sprawie, bo mówili ciszej niż przebiegała akcja :(.Ale odjechał – bardzo szybko i nerwowo, zanim się rozmyślili z decyzji o pozwoleniu mu na odjazd.

  • To ja opiszę historię, która spotkała moją przyjaciółkę.
    Do tramwaju wchodzi jakiś dwóch facetów z megafonem. Zaczynają rozdawać ludziom długopisy, a potem wyciągają wielkie, kartonowe telefony. Zaczynają rozmawiać ze sobą (przez te megafony oczywiście):
    – Hej stary, co tam u ciebie?
    – A wiesz na wakacjach jestem.
    – Jak to na wakacjach? Przecież widzę, że jedziesz tramwajem.
    Facet podchodzi do tego drugiego i teraz rozmawiają już „w cztery oczy”:
    – No dobra okłamałem cię. Straciłem ostatnio pracę.
    – Straciłeś pracę? Mam na to radę (Facet daje temu bez pracy krówkę)
    – Krówka? Krówka ma mi pomóc.
    – Przeczytaj, co tam jest napisane
    Facet czyta nazwę firmy.
    – Udaj się tam, a na pewno znajdą dla ciebie robotę.
    Po tym faceci wyszli z tramwaju. Z taką reklamą jeszcze się nie spotkałam :)

    • To co to za firma robi taki ambient marketing?

      • Nie wiem, ale spytam się przyjaciółki. Sprawdzi na długopisie.

  • W.

    # prawdy życiowe w busie vol. 12345
    Usiłuje wyjechać w piątek z Krakowa, stojąc w korkach już na alejach ubolewam nad zepsutymi słuchawkami. Pod Jubilatem wsiada podchmielony amant i oczywiście wybiera miejsce stojące nade mną, trzymając się uchwytu roztacza zapachy marki własnej wokół. Korzystając z komina, który mam na szyi chowam w nim nos i czytam dalej. Amant ewidentnie szukając zagajki stuka mnie w ramię i mówi:
    – widać, że paniusia miastowa i bez chłopa i bez kota też.
    (nie reaguję, chowam się w komin głębiej)
    – wie paniusia czemu?
    (reakcja jak wyżej)
    – bo zapach chłopa paniusi obcy i drażni. (i tu się zaczyna przerażający śmiech nietrzeźwego pracownika budowy)

    • Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahah!

  • kasza

    Historia 3 to chyba o mojej przyjaciółce, bo ona taka nerowa i nie rozumie jak się do niej normalnie mówi że się zaraz będzie.

  • mania

    „co ja bede sie z jakimś chłopaczkiem z Bochni ustawiać, jak ja teras praktycznie w Krakowie mieszkam, co nie?”
    UMARŁAM, WSTAŁAM I JESZCZE RAZ UMARŁAM!

  • Olka

    weszłam z nadzieją, że czegoś nie znam, a wszystko już było na fejsie! a dziewczyna z historii #9 przynajmniej jest na pedagogice, a nie na pedagogii, jak moja znajoma :D

    • Może to jakiś nowy kierunek zamawiany? Kto wie!

    • Ola Olszewska

      ja też :(

    • Aleksandra Muszyńska

      Pedagogiczna demagogia, hybrydowy kierunek zamawiany.

Ludzie, którzy weszli na szczyt, mimo że świat spychał ich na dno

Skip to entry content

W naszej kulturze często sukcesy i porażki łączymy z zewnętrznymi, nieokreślonymi czynnikami. Jeśli kolega z biurka obok awansował na team leadera, dostając tym samym dostęp do magicznego przycisku „prześlij dalej” w skrzynce mailowej, mówimy, że mu się pofarciło. Jeśli z kolei szef zorientował się, że przez większość ostatniego miesiąca symulowaliśmy pracę, oszukując system wykrywania ruchu na komputerze myszką przyklejoną do chomika, i zostaliśmy zwolnieni, mówimy, że mieliśmy pecha. Sprawczość zdarzeń globalnych, mających trwały wpływ na nasze życie, również przypisujemy sile  wyższej. Niezależnej od nas samych.

Ktoś przedwcześnie odszedł z tego świata? Bóg tak chciał. Dwójka ludzi rozstała się po roku małżeństwa? Nie byli sobie przeznaczeni. Obiecujący piłkarz zerwał ścięgna? Kariera sportowa nie była mu pisana. Dziewczyna z rozbitej rodziny skończyła na ulicy? Taki był jej los.

Wychowując się w nieciekawych warunkach społeczno-ekonomicznych, w biedzie, w rozbitej rodzinie, w miejscu, gdzie psy szczekają dupami, cytując XIX-wiecznego poetę, trudno zacząć wierzyć w siebie. Bez bliskich wzorów sukcesu do naśladowania, przekonanie o wpływie na swoje życie i możliwości decydowania o samym sobie spada do zera. A często poniżej niego.

Gdy cały świat pokazuje Ci środkowy palec, otoczenie na każdym kroku utwierdza Cię w przekonaniu, że jesteś nikim, a jedyne co dostałeś w nadmiarze, to czwarty pasek na Superstarach, myśl, że sam kreujesz swoją rzeczywistość jest ciałem obcym. Umysł je odrzuca. I przyjmuje dożylnie koncepcję woli bożej, przeznaczenia bądź losu. Lub wszystkie naraz.

Gdy rzeczywistość próbuje Cię wdeptać między płyty chodnikowe, to wielu z nas uznaje, że tak ma być. Akceptując tym samym, że nie ma wpływu na swoje życie, bo jeśli coś jest zapisane w kartach, na przykład zapicie się na śmierć i zlanie z żelbetonowym osiedlem w jedną bezbarwną masę, to nikt i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie Ty.

Czy to słuszne podejście? Czy można oszukać przeznaczenie? Czy przeznaczenie w ogóle istnieje? Czy jeśli gwiazdy na niebie układają się w słowo „śmieć”, to jest jakiś sposób, by „m” obrócić do góry nogami?

Nie odpowiem na te pytania. Bohaterowie dzisiejszego tekstu zrobią to za mnie.

 

Quentin Tarantino – pornobileter bez szkoły

„Magister to podstawa”, „bez studiów nie znajdziesz pracy”, „żeby zarabiać dobre pieniądze, trzeba mieć dobre wykształcenie”. Słyszałeś to? Pewnie, że tak i wątpię, żeby ominęło to również uszy młodego Quentina, który mimo to, w wieku 16 lat rzucił szkołę. By rozpocząć zawrotną karierę biletera w kinie pornograficznym. Z którego i tak został wyrzucony ze względu na kłamstwo odnośnie pełnoletności.

Czy to była przyszłość, jaką chciała zapewnić mu jego matka i ojczym? Wątpię. Czy późniejsza praca jako układacz kaset w wypożyczalni filmów była szczytem ich ambicji? Kurczę, nie sadzę. Jednak bez względu na to, jak decyzje Quentina oceniłoby otoczenie, w jego skali, ta z pozoru byle jaka tyrka, była mocnym 11/10. Bo dzięki niej był blisko kina. I zaczął kręcić swój pierwszy film „My best friend’s birthday”. Który nie został ukończony, bo taśma się spaliła.

Przy kolejnych dwóch – „Wściekłe psy” i „Pulp fiction” – sprawy przyjęły nieco inny obrót, i z nikogo znikąd stał gwiazdą „Hollywood” i ikoną świata filmu.

 

J. K. Rowling – samotna matka z depresją

Dzisiaj to oczywiste, że seria przygód o małym czarodzieju z przekręconym logiem Opla na czole to, oprócz wciągającej historii, maszynka do robienia pieniędzy, ale w momencie, gdy autorka ją tworzyła, wcale nie było to takie oczywiste. I J. K. Rowling ostatnie o czym mogła pomyśleć, to że dzięki swojemu pisaniu zostanie milionerką. Albo chociaż będzie miała czym zapłacić czynsz.

Rowling od dziecka marzyła o byciu pisarką, ale pracując w dorosłym życiu jako sekretarka, nic nie wskazywało, żeby z powodzeniem miała się przebranżowić. Szkicowanie „Harry’ego Pottera” przerwała śmierć jej matki, którą strasznie przeżywała, więc wyjechała z Anglii do Portugalii, żeby zacząć wszystko od nowa. Tam wróciła do pisania, dopóki nie poznała w barze dziennikarza, z którym wzięła ślub i spłodziła córkę. A który okazał się damskim bokserem. Pobita, upodlona kolejny raz musiała od czegoś uciekać. I przerywać pisanie. Po przeprowadzce do Szkocji, bez pieniędzy, bez pracy, za to z małym dzieckiem na utrzymaniu, wpada w depresję i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. W trakcie leczenia z obserwacji pacjentów i personelu czerpie inspiracje do książki, i w 1995 w końcu ją kończy. I to by było na tyle, bo 12 wydawnictw z rzędu ma jej powieść w dupie.

Wielu na tym etapie pogrzebałoby pomysł bycia pisarzem głęboko pod ziemią, ale Rowling cały czas trzymała go przy życiu. Wierzyła w niego jak w nic innego na świecie. I w 1997 ukazał się „Harry Potter i kamień filozoficzny”, który do tej pory przetłumaczono na 35 języków, a w 1998 Warner Bros kupił prawa do ekranizacji powieść. A J. K. Rowling stała milionerką. Mimo, że do tej pory była samotną, bezrobotną matką z depresją, tułającą się po świecie.

Walt Disney – porażka, porażka, porażka

Życiorys Walta Disneya przypomina trochę biblijną przypowieść o Hiobie. Jakby przeznaczenie/los/Bóg próbowało sprawdzić ile razy musi go przybić do gleby, żeby w końcu się nie podniósł.

Chodził do szkoły artystycznej, by potem kierować ambulansem w trakcie I wojny światowej. Dostał pracę jako ilustrator w gazecie, by zostać z niej zwolnionym. Założył własne studio rysunku, by od razu zbankrutować. Drugi raz założył własną firmę, by drugi raz zbankrutować i nie skończyć „Alicji w krainie czarów”, na stworzenie której się pozadłużał. Trzeci raz próbował sił w prowadzeniu studia animacji, by wspólnik ukradł mu prawa do stworzonej przez niego postaci. I pracowników. Później przeszedł załamanie nerwowe, później stworzył Myszkę Mickey, która odniosła sukces, a później chciał stworzył „Królewnę Śnieżkę”, która prawie puściła go z torbami, ale ostatecznie odniosła sukces spektakularny.

I tak, nie ulegając sprowadzaniu go przez życie do roli szmaty do podłogi, Disney stworzył imperium, które znamy dziś.

Stephen Hawking – więzień w klatce własnego ciała

Powiem krótko: gość powinien być najpopularniejszym i najlepiej opłacanym mówcą motywacyjnym na świecie.

Nie może chodzić, nie może mówić, nie może pisać. Jest przykuty do wózka, w gardle ma rurkę, a ze światem komunikuje się przez syntezator mowy, który obsługuje policzkiem. PO. LICZ. KIEM. Zgodnie z diagnozą lekarzy miał już dawno umrzeć. A napisał doktorat, napisał bestseller, jest przegenialnym fizykiem i cały czas występuje na scenie. Rzucając do tego żarcikami.

Oprah Winfrey – gwałty, pobicia i narkotyki

Lista tytułów, którymi została odznaczona jest chyba dłuższa niż ten wpis. Czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Forbesa, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Time’a, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Life’a. Trzecie miejsce najbardziej rozpoznawalnych postaci medialnych według plebiscytu telewizyjnego z 2003. Oprah znalazła się w nim tuż za Supermanem i Elvisem Presleyem. Decydowała o być albo nie być polityków, pchnęła po wygraną George’a W. Busha i Baracka Obamę.

Grubo, co? To teraz pomyśl, że doszła do tego po tym, jak w dzieciństwie mężczyźni w jej rodzinie ją bili i gwałcili.

Jej matka była nastoletnią robotnicą, jej ojciec żołnierzem na przepustce, a ona ich wpadką. „Rodzice” oddali ją na wychowanie dziadkom, którzy uczyli ją zasad i dyscypliny pięścią. W wieku 9 lat zgwałcił ją jej własny kuzyn, a w wieku 14 – wujek. Z którym zaszła w ciążę. Ich wspólne dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Żeby nie skonać z bólu zaczęła pić i ćpać. Jak to piszę, to nie wierzę, że pojedynczy człowiek mógł topić się w tak głębokim oceanie gówna.

I nie utonąć, a po wyjściu z niego zacząć błyszczeć jak gwiazda. Wbrew wszystkiemu.

 

***

 

Dobrego dnia.

autorem zdjęcia jest JD Hancock
---> SKOMENTUJ

Skąd mężczyzna ma wiedzieć, że kobieta jest nim zainteresowana?

Skip to entry content

Pytanie w nagłówku od pokoleń zadają sobie mężczyźni, psycholodzy, filozofowie, socjolodzy i hydraulicy. Mimo postępu naukowego, lądowania na księżycu i stworzenia lodów o smaku płetwy rekina, odpowiedź wciąż nie jest jednoznaczna. Jest jednak kilka przesłanek, które – występując w niewielkim odstępie czasu od siebie – mogą być prognozą, że kobieta jest Tobą zainteresowana pod kątem reprodukcyjno-związkowym. Innym słowy, że ta dupa leci na Ciebie.

Co może o tym świadczyć? Skąd mężczyzna ma wiedzieć, że kobieta jest nim zainteresowana?

 

Rozmawia z Tobą więcej niż innymi na imprezie

Jeśli widzicie się pierwszy raz w życiu i mimo, że na domówce/w klubie/gdziekolwiek są inni przedstawiciele Twojej płci, wciąż wraca do konwersacji z Tobą, to coś może być na rzeczy. Aczkolwiek równie prawdopodobne, że nie zna nikogo poza gospodarzem, który aktualnie jest zajęty, a Ty wyglądasz na nieszkodliwego geja-przyjaciela.

 

Sprawnie odpowiada na wiadomości

Smsujesz z nią/piszecie na Fejsie/wysyłacie sobie znaki dymne i nie musisz czekać 24 godzin, aż odpisze? Znaczy, że chce kontaktu. Albo siedzi na wykładzie z patomorfologii/jedzie pociągiem do Kołobrzegu/kiśnie w poczekalni do wenerologa i lubi sobie z kimś popisać, żeby zabić nudę.

 

Sama proponuje spotkanie

Wydawałoby się, że to najoczywistsza z oczywistych przesłanek gwarantująca, że dziewczyna chce przynajmniej potrzymać się z Tobą za rękę. Faktycznie może tak być. Ale możliwe też, że spotkała się z Tobą, bo nie chciała sama siedzieć w domu w czwartek, wie, że pracujesz w firmie XYZ i chciała poprosić Cię o rekomendację przy rekrutacji, leci na Twojego przyjaciela i chce dowiedzieć się czy on na nią też, ma zamiar poprosić Cię o – oczywiście darmową – przysługę, albo zwyczajnie pomyliła numery.

 

Dba o wygląd przychodząc na spotkanie

Wygląda jakby właśnie wybierała się na studniówkę, ewentualnie rozdanie Oscarów? Cóż, laski nie spędzają 3 godzin przed lustrem dobierając szpilki do szminki z pieczołowitością chirurga sercowego, żeby spotkać się z kimkolwiek. Zazwyczaj. Bo są też takie, które nigdy nie wyjdą z domu, jeśli nie będą wyglądały jak z okładki „Vogue’a”, bo jeszcze ktoś ze znajomych mógłby je zobaczyć. A, nie daj boże, przyjaciółka.

[sociallocker id=”17312″]
 

Bawi się włosami

Przeczesywanie i kręcenie włosów wokół palca to najczęściej wymieniane zachowanie, świadczące o zainteresowaniu mężczyzną, jednak zawsze istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że po prostu ma wszy.

 

Oblizuje usta

Szczerze mówiąc, jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby bez picia czekolady, czy jedzenia waty cukrowej dziewczyna to przy mnie robiła, ale może jestem za brzydki. To by na dobrą sprawę tłumaczyło, dlaczego w szkolnych przedstawieniach zawsze byłem obsadzany w rolach wymagających noszenia maski. W każdym razie, mój kumpel twierdzi, że oblizywanie ust, to stuprocentowy pewniak informujący o tym, że ONA CHCE SIĘ CAŁOWAĆ. Lub, że jest świeżo po przebijaniu języka i jeszcze nie za bardzo mieści jej się w jamie ustnej, bo opuchlizna trzyma. Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne też wchodzą w grę.

 

Śmieje się z nieśmiesznych żartów

Jeśli masz potwierdzone na piśmie, że nie jest upośledzona, a śmieje się z Twoich sucharów, które nawet Ciebie nie śmieszą, to nie jest to przypadek. Gorzej, jeśli nie masz tego na piśmie.

 

Dobrze reaguje na dotyk

Nie mam tu w żadnym wypadku na myśli obmacywania, klepania w tyłek, czy łapania za cyca. Bo jeśli to toleruje, to wiadomo, że będziecie uprawiać seks. Chodzi mi raczej o „przypadkowe” muśnięcie ramienia, złapanie dłoni podczas gestykulacji, czy przytrzymanie za rękę przy przechodzeniu z jednego pomieszczenia do drugiego. Tak długo odbierałem to jako jednoznaczny sygnał zainteresowania, dopóki nie poznałem kumpeli, która przy każdym – nawet najmniej emocjonującym zdaniu – łapała mnie odruchowo za rękę i totalnie nie miało to podtekstu seksualnego.

I w jednej chwili przekonanie, że rozumiem kobiety runęło jak World Trade Center.

 

Nie ucieka po godzinie

Siedzicie, pijecie, gadacie, czas mija, a ona nie przebąkuje nic na temat tego, że jutro musi wcześnie wstać/już tak późno/zostawiła mleko na gazie? Znaczy, że dobrze jej z Tobą i chce pogłębiać Waszą znajomość. No chyba, że podczas wizyty w kiblu sprawdziła powrót i przekalkulowała, że lepiej siedzieć tu z Tobą, niż marznąc 45 minut na przystanku czekając na nocny.

 

To chyba tyle, jeśli chodzi o najczęściej powtarzające się i choć trochę pewne sygnały wysyłane facetowi, w momencie, gdy kobieta chce posunąć ich relację dalej. Żeby jednak nie pozostawić pań na lodzie, odwróćmy sytuacje i sprawdźmy jak to jest z tej drugiej strony.

 

Skąd kobieta ma wiedzieć, że mężczyzna jest nią zainteresowany?

Umawia się z nią.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Paris

[/sociallocker]

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #9: Sasha Grey, „Breaking Bad” i „House of cards”

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 9

Jest piątek, tygodnia koniec i początek, jak mawiał kielecki wiesz, i jest przeglądzik. W tegotygodniowym streszczeniu życia w sieci sporo wątków filmowych i mało ciężkich, poważnych tematów. Trzeba się wyluzować, jak to mawiał Laska z „Chłopaki nie płaczą”, także jedyny frank jaki pojawia się w całym zestawieniu, to Frank Underwood. Spoko, nie?

Kanapka Jake’a z „Adventure Time”: kilka osób namawiało mnie na tę kreskówkę, ale zawsze wolałem odpalić kolejny odcinek ‚Simpsonów” albo „South Park”. Po znalezieniu przepisu na kanapkę głównego bohatera i zobaczeniu jak ona wygląda w rzeczywistości, chyba przekonam się do bajki.

10 rzecz, których nauczy Cię blogowanie: między innymi systematyczności, formułowania logicznych wypowiedzi i umiejętności negocjowania. Świetny temat i świetne przemyślenia. Aż mi głupio, że ja tego nie napisałem.

Dzień z życia sprzedawcy: czyli być jak Don Draper. Marta mieszkająca od kilku lat w Anglii, opowiada o tym, jak to jest być przedstawicielem w branży reklamowej i jakie to uczucie dopinać kontrakt za gruby hajs.

Recenzja książki Sashy Grey: tak, tej aktorki porno. Czy odnalazła się jako pisarka i czy czytelnicy mogą odnaleźć w jej twórczości coś więcej niż popłuczyny po „50 twarzach Greya”? Tekst jest na tyle treściwy i celny, że nie będę Wam zdradzał szczegółów, bo zepsuję Wam zabawę. Po prostu sprawdźcie to.

36 ciekawostek o „Breaking Bad”: o których totalnie nie miałem pojęcia, a są takie, że rozsadzają mózg! Boże, twórcy przekminili ten serial od pierwszej sceny do napisów końcowych. Łouł!

Narzędzia do tworzenia infografik: pięknych wykresów, mapek i wszystkich innych rzeczy z liczbami, które można pokazać graficznie. Aplikacje do infografik przydadzą się nie tylko studentom, blogerom, czy handlowcom, ale każdemu kto musi od czasu do czasu zaprezentować jakieś dane.

Zapowiedź 3-go sezonu „House of cards”: wszyscy, na czele ze mną, są tak napaleni na ten serial, że chyba wystarczy jak powiem, że pojawi się już niedługo, no nie?

 

Piosenka tygodnia: tym razem piosenka, a nie klip, bo żaden oszołamiający obraz nie wyszedł ostatnim tygodniu (ten Sii z typem z „Transformersów” jakoś mnie nie jara). Piosenka za to nie byle jaka, bo bazarowy hit „Jesteś szalona” po łacinie. Tak, dotarliśmy do końca internetu.

 

Damska stylówka tygodnia: byłem mocno uprzedzony do tej zimowej wersji Air Maxów i wydawały mi się strasznie brzydkie, ale w tej kolorystyce i zestawieniu wyglądają bardzo przyzwoicie. I całościowo w ogóle świetna stylówka na zimę. Ani nie zbyt oficjalna, ani nie turbo uliczna. Detale zestawu znajdziecie u Jessici na blogu.

zdjęcie pochodzi z bloga Jemerced.com
zdjęcie pochodzi z bloga Jemerced.com

 

Męska stylówka tygodnia: spoko buty, spoko spodnie, spoko nerka, spoko koszula, spoko kurtka. Okulary może trochę przebajerzone, a czapka jak po prababce, ale zasadniczo Juicy Guile jest spoko.

juicy guile
zdjęcie pochodzi z bloga juicyguile.com

 

Fanpage tygodnia: do tej pory lansowałem same wybite profile, które już miały spora popularność, więc teraz czas na coś niszowego, co dopiero raczkuje. Bazgram to całkiem zabawne, satyryczne mikrokomiksy. Nie jest to jeszcze poziom Raczkowskiego, ale widać potencjał i tendencję zwyżkową.

Post użytkownika Bazgram.

 

Blogerka na głównym zdjęciu: tym razem twarzą „Przeglądu Internetu” została kucharka. To znaczy kulinarka. To znaczy blogerka kulinarna – Sylwia z Ostra na Słodko. W smaku jeszcze nie próbowałem, ale w obyciu jest raczej słodka, niż ostra i nawet tatuaż nad przedramieniu, mimo, ze sporych rozmiarów, to raczej ma milusiński.  Jak potrzebujecie prostego rzepisu na pączki, to zajrzyjcie do niej.

Z ogłoszeń parafialnych mam to samo co zwykle: jeśli chcecie, żeby Wasza buźka wylądowała u góry w kolejnym „Przeglądzie”, to ślijcie swoje focisze z lupą na maila albo wrzućcie do komentarzy poniżej. I pamiętajcie, żeby nie brać kredytu w obcej walucie, jeśli nie jesteście asami ekonomii.

---> SKOMENTUJ