Close
Close

Pierwsze spotkanie po rozstaniu. Jak się ubrać?

Skip to entry content

Pamiętacie super-inteligentny tekst o butach EMU, a wcześniej esej o odkryciu lumberseksualizmu? Otóż, „dziennikarka” naTemat, która je spłodziła, jest specjalistką w kwestiach damsko-męskich i oprócz rozległej wiedzy na temat tego, czym charakteryzuje się prawdziwy mężczyzna, ma również szereg rad dla kobiet o tym, jak dobierać garderobę po zakończeniu związku. To ostatnie zagadnienie było dla niej na tyle istotne, że postanowiła je zmaterializować w postaci „artykułu” o tytule „Pierwsze spotkanie po rozstaniu. Jak się ubrać?”. Zapominając, że bawełniana sukienka to najlepsza opcja na każdą okazję.

Wyjątkowo nie będę rozbijał na czynniki pierwsze i analizował tej grafomańskiej sraczki, bo wiem, że jedyny efekt jaki by to przyniosło, to radość w „redakcji” z nabijania wyświetleń. Tekst o tym, jak dobierać ciuchy po zakończeniu związku jest jednak na tyle niezamierzenie śmieszny, że uznałem iż niezłym pomysłem będzie napisanie jego męskiej wersji. Czyli poradnika dla facetów mówiącego im, co mają na siebie włożyć idąc na spotkanie ze swoją byłą.

Nie spaliście po nocach czekając na tę wiedzę, co nie?

 

Jeśli chcesz, żeby czuła, że popełniła błąd

Wiem jak to dla Ciebie ważne, wiem jak Cię boli i wiem ile byś dał, żeby znów była Twoja. Niestety, od miesiąca posuwa ją Twój najlepszy przyjaciel, codziennie tagując jakąś fotkę z nią w samej bieliźnie „#aftersex”. Przynajmniej wiesz, że grzybicy penisa dostałeś od swojego, a nie jakiegoś przypadkowego klubowego włóczęgi. Czy jednego z członków T.Love, bo z ich ostatniego koncertu przed Waszym rozstaniem wróciła 2 dni później niż powinna. Wracając jednak do tematu, suka przegrała życie zostawiając tak zajebistego typa jak Ty i powinna sobie o tym przypominać każdego dnia. Nie tylko, gdy znajdzie pudełko po tanich prezerwatywach za łóżkiem.

Jeśli ma mieć kisiel w figach na Twój widok albo chociaż zaproponować szybkie ssanie w bramie – na które możesz się zgodzić tylko jeśli zagwarantuje, że połknie – musisz pokazać jej co straciła. Lubiła, gdy wyglądałeś jak polska wersja Wilka z Wallstreet? Oddaj do pralni garnitur ze studniówki, wypastuj lakierki, zainwestuj w dobry żel i kup sobie nowy krawat. Garniaka i tak pewnie nigdy na Tobie nie widziała, więc będzie to dla niej nowość, a nowy krawat zasygnalizuje, że Ci się powodzi. Kilka dni po dostawie w Robanie powinieneś znaleźć coś do dyszki, a jeśli nie, to pożycz od ziomka. Tylko upewnij się wcześniej, że z nim nie sypiała, bo będzie siara, jeśli wcześniej widziała u innego ten sam męski zwis.

Kiedy pójdziesz jej oddać lokówkę i resztkę Tampaxów w stylówce, do której zawsze próbowała Cię przekonać, ale Ty wolałeś pomykać w Hakerach i Bomberach, na wargi będzie cisnąć jej się tylko jedna myśl: jak ja mogłam zostawić takie ciacho?! Na usta zresztą też.

 

Jeśli chcesz, żeby była zazdrosna

Po tym jak przypadkowo wrzuciła na Insta zdjęcie z Twoim ziomkiem z planszowej gry „Spuszczę ci się na twarz”, nie chcesz jej dotknąć nawet deską z ToiToia po Woodstocku, ale nie widzisz przeciwwskazań, żeby ją trochę podkurwić? Śpieszę z pomocą przyjacielu.

Niezależnie kto kogo zostawił i dlaczego, zawsze wygrywa ten kto pierwszy znajdzie sobie kogoś nowego. Powtórz, zapamiętaj, a najlepiej zapisz markerem na wewnętrznej stronie drzwi od kibla, żebyś nie zapomniał. Jeśli dowie się, że po tygodniu od rozstania przeczyszczasz komin swoim wyciorem innej maniurce, będzie jasne, że jesteś graczem, a ona co najwyżej może podawać piłki na paraolimpiadzie. No i z pewnością będzie niepocieszona, że to już nie ona jest czarodziejką władającą Twoją magiczną różdżką. A przecież o to chodzi w kończeniu związku, co nie?

Żeby zazdrość na jej twarzy wykwitła jak pryszcze w pierwszym trymestrze ciąży, musisz jej jasno zakomunikować, że regularnie ruchasz. A najlepiej, że robiłeś to tuż przed spotkaniem. Gdy przyjdzie do Ciebie odebrać resztę gratów, których jeszcze nie wystawiłeś na Allegro, otwórz jej w samych bokserkach z placem bitwy pod Grunwaldem na głowie. Albo najlepiej w samym, lekko zsuwającym się, ręczniku na biodrach. I koniecznie pamiętaj o przyspieszonym oddechu i rozbieganym wzroku!

Jeśli natomiast w celu przekazania fantów ustawiliście się na mieście, bądź ubrany porządnie, ale tak jakbyś to robił w biegu – zajebista koszula, ale źle zapięta, nowe spodnie i buty, ale dwie inne skarpetki, rozpięty rozporek i obowiązkowo ślady szminki na kołnierzyku. I najważniejsze – pod jakimkolwiek pretekstem sięgnij do kieszeni i wyciągając telefon/portfel/rachunek za jej ostatnią wizytę u proktologa, „przypadkiem” upuść puste opakowanie po prezerwatywie. I to najlepiej po gumach takiej marki, jakich nigdy z nią nie używałeś, żeby, nie daj boże, nie przyszło jej do głowy, że to resztki po Waszym związku.

 

Jeśli chcesz, żeby dostała furii

Powyższe sposoby są świetne, sprawdzone i rekomendowane przez Istytut Matki i Dziecka, ale działają tylko wtedy, kiedy to ona była tępą blazą, a Ty względnie ogarniętym ziomeczkiem. Jednak w przypadku, jeśli to Ty byłeś emocjonalnym niedorozwojem, a ona zdroworozsądkową dziewczyną, albo uzna, że dobrze zrobiła zostawiając Cię, albo przejrzy Twój plany i nawet jej powieka nie zadrży przy bezpośrednim kontakcie. Jak w takim razie wkurwić w miarę dojrzałą emocjonalnie dziewczynę samemu będąc debilem?

Pokaż jej, że masz to gdzieś. Im mniej Twój ubiór i zachowanie będzie odstępowało od normy, tym bardziej dasz jej do zrozumienia, że to co między Wami było kompletnie nic dla Ciebie nie znaczyło. Przyjdź w tych samych spranych dresach co zawsze, tych samych rozklejających się butach co zawsze, śmierdząc tym samym odorem mieszkanki Męskich z trzydniowym potem co zawsze, a będzie dla niej jasne, że Wasze rozstanie ruszyło Cię mniej, niż sytuacja fok na Alasce. Im bardziej ona była zaangażowana w związek, tym bardziej rozwścieczy ją Twoja apatia. Bo nic nie wkurza bardziej, niż zakrycie wulkanu emocji płachtą obojętności.

Jeśli przyjdziesz na spotkanie z kobietą, która Cię kochała ubrany jakbyś miał wyjebane, to tak jakbyś jej napluł w serce.

Trzymam za Ciebie kciuki i koniecznie daj znać jak Ci poszło!

autorem zdjęcia w nagłówku jest Andrew w
(niżej jest kolejny tekst)

48
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
Joanna MariaZdzislawAndrzej WywrockiJak uprzykrzyć życie swojemu EX? Kilka prostych sposobów. | kajzerek.meNatalia Kaplita Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Katia
Gość
Katia

Tekst roku i oczywiście kocham Twoje porównania! <3

Jan Favre
Gość

Dzięki, dzięki!

sarna
Gość
sarna

Zrobiłeś mi dzień, dawno się tak nie usmiałam, a tekst z wargami i ustami poprostu miszcz :D

coco
Gość

„szybkie ssanie w bramie”:D

Ola Tambor
Gość
Ola Tambor

moj faworyt z tego tekstu. i to o maniurce. mniam :D

Ziggiz
Gość
Ziggiz

Pierwszy raz czytałam tekst mojemu facetowi na głos, bo musiałam się tym z kimś podzielic. Miazga <3

Jan Favre
Gość

Mam nadzieję, że weźmie sobie rady do serca spotykając się ze swoją ex!

Martyna Lipiec
Gość

Beka z natemat zawsze dzień umili <3

Jan Favre
Gość

Czasem myślę, że internet bez nich byłby smutny.

Saga Sachnik
Gość

… dzień unimil.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #10: MaleMen, Kasia Nosowska i Deynn

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 10

Właśnie spojrzałem na cyferki w zdjęciu u góry i olśniło mnie, że to już 10-ty „Cotygodniowy Przegląd Internetu”, co w sumie za bardzo nic nie znaczy, ale jakby coś znaczyło, to można by uznać, że mamy jubileusz. Nie wziąłem ze sobą nic do picia, więc musimy to przełknąć na sucho, ale obiecuję, że jak dobijemy do stówki, to zrobię jakieś małe opijanie. Zanim to się jednak stanie, możecie dać znać w komentarzach, czy w ogóle lubicie ten cykl i czy zasadne jest jego kontynuowanie.

Aplikacja symulująca chłopaka: czyli Invisible Boyfriend. Wstydzisz się przed znajomymi, że cały czas jesteś sama i nie możesz nikogo znaleźć? Skorzystaj z apki, która będzie wysyłać Ci smsy, dzwonić i zostawiać wiadomości głosowe, udając Twojego partnera.

MaleMen plagiatuje teksty blogera: od kilku dni Facebook żyje tą groteskową aferą, ale jeśli nie dotarło do Was jak „oficjalne” analogowe media pozyskują treści do publikacji, to sprawdźcie co spotkało Szarmanata. Ach, ta osławiona etyka dziennikarska.

Jak obchodzić się z depresją? Bardzo zgrabne i lekkie opowiadanie, na – co by nie mówić – dość ciężki i rozlazły temat.

Jak tanio spać w luksusowych hotelach: czyli Michał Szafrański o hotelowych programach lojalnościowych. Tak na marginesie, to jeszcze chwila i będę musiał zrobić w tym przeglądzie stały punkt – „Szafrański na dziś”.

Jak rozmawiać z informatykami? W sprawach służbowych i to tak żeby się dogadać. Paweł Opydo podaje kilka wskazówek, które usprawnią komunikację, z perspektywy osoby, która przez długi czas była po tej drugiej stronie.

Koleś schował się na 2 dni w IKEA: za dzieciaka fantazjowałeś o tym, żeby zostać po zamknięciu w centrum handlowym?  Jest gość, który to zrobił, a konkretnie przez 2 doby pomieszkiwał w sklepie IKEA, niezauważony przez pracowników.

Klip tygodnia: klip gówniany jak efekt wydalania, ale muzyka bardzo pierwszoklasowa. W końcu to Nosowska. Cały dygocę na myśl o nowej płycie.

 

Damska stylówka tygodnia: aż dziwię się, że dopiero przy 10-tym „Przeglądzie Internetu” Deynn zagościła w stylówce tygodnia, bo sposób jej ubierania jest mi bardzo bliski i często jaram się jej zestawami. I nią samą zresztą też.

zdjęcie pochodzi z bloga deynn.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga deynn.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: na nogach Najki, na głowie Najki, na klacie ptaki, czyli tak zwana sportowa elegancja w wykonaniu Mohcine Aoki. Niestety nie mam pojęcia jak to się wymawia, ani co znaczy.

zdjęcie pochodzi z bloga mohcinexaoki.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga mohcinexaoki.blogspot.com

 

Fanpage tygodnia: profil z kategorii branżowych, ale osoby spoza też powinny skumać i albo się zaśmiać, albo złapać za głowę, że cytaty na grafikach to autentyczne maile od klientów. Jeśli ktoś nie kuma, czemu to ma być śmieszne, niech w miejsce „projekt” i „logo” wstawi „samochód” i „dom”. Po tym zabiegu treść dalej może nie być śmieszna, ale przynajmniej zrozumiecie jak to jest.

 

Blogerka na głównym zdjęciu: to Renia z bloga o pięknej nazwie „Dzikie Ziemniaki”. Jest to pierwszy blog rolniczy na jaki wpadłem i o jakim w ogóle kiedykolwiek słyszałem. Tematykę wykopek, pielęgnacji i obierania ziemniaków porusza z niezwykłą łatwością i finezją. Zasadniczo czytelnik ma wrażenie, że przy narodzinach dostała obierak zamiast smoczka. Poza codziennymi historiami z roli, znajdziecie u niej też genialne przepisy na frytki, puree i placki ziemniaczane.

W tym tygodniu ogłoszenie parafialne było już we wstępie, ale powtórzę je tutaj: dajcie znać w komentarzach, czy podoba Wam się ten cykl i chcecie, żeby trwał w nieskończoność i jeden dzień dłużej, czy raczej jest dla Was zbędny i zamiast niego wolelibyście zdjęcia kotów.

O czym TRZEBA wiedzieć lecąc do Egiptu?

Skip to entry content

Sosnowiec 02.12.1994, górka saneczkowa na Pogoni:

– Synku, nie ściągaj szalika, bo zmarniesz i będziesz chory.

– Mama, ale ja nie chcę szalika, bo mnie gryzie w szyję.

– Jasiu, jest zima i musisz chodzić w szaliku, bo dostaniesz zapalenia gardła.

– Ale ja nie chcę!

– Wolisz bawić się przedszkolu z kolegami, czy leżeć w łóżku z temperaturą?

– Nie chcę temperatury…

– To musisz nosić szalik.

– A czemu nie mogę chodzić w krótkich spodenkach i koszulce?

– Bo nie mieszkamy w Afryce.

 

Katowice 15.11.2007, przystanek pod Novotelem:

– Przyjedzie ten autobus, czy nie przyjedzie?

– Jeszcze nie jechałem w tym miesiącu 805, żeby się nie spóźnił.

– Nie kumam, czy ci kierowcy przestali ogarniać, czy KZK GOP oszczędza na zimówkach, czy o co chodzi, ale przecież nie ma takich zasp, żeby ten autobus za każdym razem tyle się spóźniał?

– No zasp nie ma, ale jest ślisko, bo kałuże pozamarzały od ujemnych temperatur i kierwocy jeżdżą wolniej.

– Jeszcze 5 minut i ja też zamarznę. Nie włożyłem kalesonów, a jest chyba z -20.

– Dokładnie to -13, sprawdzałem przed wyjściem.

– O stary, pomyśl, jak kozacko by teraz było polecieć do jakichś ciepłych krajów, wyłożyć się na plaży i poopalać albo popływać. Tu u nas pizgawica, a na drugiej półkuli palmy, piasek i maniurki bez staników.

– Ty chyba jeszcze nie wytrzeźwiałeś po wczoraj.

– Czemu?

– Masz na to kasę? Nie masz. A jak będziesz mieć, to i tak pewnie nie dostaniesz urlopu w pracy.

 

Kraków-Londyn, 06.12.2014, rozmowa przez Skype’a:

– Ty, Wiktor, co dostałeś na Mikołaja?

– Nic, a co?

– Bo ja też nic.

– I?

– I nie zrobiłbyś sobie prezentu?

– Właśnie kupiłem whisky i 2 litry Coli.

– Ale takiego prawdziwego prezentu, na przykład wycieczki do Egpitu?

– No w sumie. Zawsze chciałem zobaczyć piramidy. I przejechać się na wielbłądzie. Tam jest teraz chyba nawet tanio, nie?

– All inclusive zamkniemy w dwóch kołach plus kieszonkowe. To co, luty?

– Aaa… niech będzie luty.

 

Lecimy do Egiptu!

autorem zdjęcia jest Abel Jorge
autorem zdjęcia jest Abel Jorge

Odkąd upadłem twarzą na śnieg w przedszkolu, w trakcie bitwy na śnieżki, fantazjowałem o tym, jakby to było być w ciepłym miejscu, w momencie, kiedy w Polsce nie da się wyjść z domu bez kombinezonu w fioletowe misie. Podczas pamiętnej zimy stulecia, jakieś 4 lata temu, kiedy temperatury w Krakowie sięgały -16, byłem w stanie oddać nerkę za teleportowanie się na tydzień gdzieś, gdzie da się przemieszczać po dworze bez obawy o utratę nosa i palców. Jednak za realizację tego pomysłu wziąłem się dopiero pod koniec zeszłego roku.

Z racji tego, że pracuję u siebie, pozytywnie rozpatrzyłem swoje podanie o urlop i zaklepałem tygodniowe wakacje w Egipcie.

Niniejszym ogłaszam, że w lutym będę przebywał w zabawnie brzmiący kurorcie Sharm El Sheikh (Harlem Szejk) i jak egipski bóg da, to może nawet tam nie będzie internetu, więc odetnę się od sieci. Zanim jednak to się stanie, chcę możliwie dobrze przygotować się do tej wycieczki, bo w tak egzotycznym miejscu jeszcze nie byłem (a gdzie mnie poniosło do tej pory możecie sprawdzić w zakładce „podróże”). W związku z tym, jak zwykle przy okazji wyprawy, prośba do Was: o czym TRZEBA wiedzieć lecąc do Egiptu?

Trochę czytałem po forach o tym na co warto uważać, czego nie robić i jakie zachowania sobie odpuścić, ale do Was mam większe zaufanie. Jeśli więc byliście kiedyś w krainie piasków, faraonów, sfinksów i hoteli z otwartymi basenami w zimie, to dajcie znać, co muszę wiedzieć o tamtejszej kulturze, zwyczajach, środowisku naturalnym i klimacie, żeby wrócić w jednym kawałku. Najlepiej z dobrymi wspomnieniami.

Każda porada odnośnie tego co robić, a czego nie robić, żeby ten wyjazd był udany, to jeden siwy włos mniej!

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!