Close
Close

50 powodów, dla których film „50 twarzy Greya” to dno

Skip to entry content

Bez owijania w celofan i przydługich wstępów: tę recenzję będziecie czytać tylko dla beki, bo o tym, że ten film to tragedia, wiadomo było przed seansem. W zasadzie, to już po wypuszczeniu zwiastuna. A na dobrą sprawę, to od momentu kiedy zapowiedziano ekranizację książki. „50 twarzy Greya” jest tak słabe, że przebić mogłoby go tylko połączenie „Kac Wawy” z „Gulczas, a jak myślisz?” obsadzając w głównych rolach Wróżbitę Macieja i Kobrę.

Czemu?

1. To melodramat.

2. Główną bohaterkę gra Dakota Johnson. Która nigdy nie zagrała w niczym dobrym i najprawdopodobniej przyjęła tę rolę tylko po to, żeby z hukiem zakończyć pasmo porażek. To znaczy swoją karierę.

3. Greya gra Jamie Dornan. „Irlandzki aktor, model i muzyk”, jak podaje Wikipedia, który ani nie nagrał, ani nie wymodelował, ani nie pokazał się w żadnym filmie, z którego można by go znać. Najwyraźniej aktorstwo, muzyka i modeling go znudziły, i postanowił spróbować swych sił jako komik, karykaturując stosunki płciowe na srebrnym ekranie.

4. W filmie są nieudane wątki science-fiction. Ana Steel mimo, że już skończyła liceum wciąż jest dziewicą.

5. I nieudane wątki fantasy. Ana upija się jednym drinkiem do takiego stanu, że ma problem z utrzymaniem pionu i składaniem zdań.

6. I błędy logiczne. Jak motyw, gdy w tancbudzie, w której dudni muzyka Ana rozmawia przez telefon bez zatykania jednego ucha i wydzierania się do słuchawki, jak gdyby na czas połączenia całe otocznie zamierało w ciszy.

7. Są też cudowne ozdrowienia. Ana jedzie na wywiad z Greyem, bo jej współlokatorka się rozchorowała, ma ostatnie stadium raka i będzie umierać. W sensie, że ma czerwony nosek i siedzi pod kocem gapiąc się w telepudło. Bidulka. Ta sama nadająca się do hospitalizacji dziołszka, po 1,5 godziny, gdy Ana wraca z wywiadu, jest już w pełni sił witalnych i biega po kuchni odstrzelona jak na casting do „Trudnych spraw”.

8. Nieudolność reżyserska przejawia się też w scenografii. Żeby pokazać, że Panna Steel jest biedną, zahukaną studentką bez hajsu, która imprezy kończącej się orgią nie zobaczyłaby nawet na planie „Brazzersów”, Grey pije z nią szampana w jej mieszkaniu nie z kieliszków, a z filiżanek do kawy. Bo sierotka żyje w wyjątkowo skromnych warunkach i nie posiada takich luksusów. Przy czym ma 60-metrowy apartament z panelami na podłodze, telewizorem i nową kuchnią z ostatniego katalogu IKEA. I furę. Faktycznie, typowa biedna studentka.

9. Pani reżyser dała sobie wsadzić podwójne dildo w odbyt również w kwestii dialogów. Mamy takie kwiatki jak:

– Będziemy się kochać?

– Ja się nie kocham, ja rżnę.

10. Czy apogeum absurdu:

– Ona jest pedofilem.

– Ufam jej.

11. Film trwa 2 godziny i 4 minuty. To o 120 minut za dużo.

12. Postać Greya jest tak niespójna jak tylko to możliwe. Typ w założeniu ma być super samcem alfa, którego kobiety błagają o spust na twarz, a zachowuje się jak wiecznie sfrustrowany nieudacznik, który pyta kobietę, czy może ją dotknąć zanim to zrobi. Mimo, że pozuje na Casanovę to 15 razy prosi Anę, żeby podpisała z nim kontrakt i zgodziła się na jego warunki. Turbo kozaki tak nie robią.

 [emaillocker]

13. Typ grający Greya nie potrafi grać. Jest sztywny jak nieboszczyk i wyraża twarzą mniej emocji niż Roman Giertych. Nawet bracia Mroczki w pojedynkę mają większe stadium ekspresji.

14. Typiara grająca Anę też nie potrafi grać. I w dodatku ma ultra brzydką twarz.

15. Postać Any jest płaska. Sprowadza się do bycia tępą blazą, która tylko wzdycha i spuszcza wzrok. Serio.

16. Relacja głównych bohaterów jest mniej przekonująca niż Bill Clinton mówiący, że nie spał z Monicą Lewinsky. Typ, który jest multimiliarderem i rucha więcej niż Rocco Siffredi, zadurza się w brzyduli chodzącej w worku na ziemniaki, wyjętej żywcem z „Doktor Quinn”. Szara myszka, która za cel życiowy postawiła sobie nie rozkładanie nóg szerzej, niż to potrzebne do oddania moczu, ni z tego, ni z owego daje się rozdziewiczyć przypadkowemu erotomanowi-psychopacie, którego poznała dzień wcześniej. No tak, to ma sens.

17. Daktoa Johson w scenie wywiadu ssie ołówek. Jest to tak głupie, że aż zasługiwało na osobny podpunkt.

18. „50 twarzy Greya” propaguje treści rasistowskie. Jedyny ciemnoskóry aktor w całej ekranizacji, dostaje w ryj od Christiana, tylko za to, że zagadał do Any.

19. „50 twarzy Greya” propaguje treści szowinistyczne. Żadna z występujących kobiet nie wypowiada ani jednej istotnej kwestii. Nie żeby jakiś koleś takową wypowiadał.

20. „50 twarzy Greya” propaguje treści antyfamilijne. Reżyserka sugeruje, że palcówka przy rodzinnym stole podczas niedzielnego obiadku, to dobry pomysł.

21. „50 twarzy Greya” propaguje treści antykatolickie. Nikt nie zmawia pacierza przed posiłkiem.

22. „50 twarzy Greya” propaguje treści antysemickie. Nie ma ani jednego żyda wśród bohaterów.

23. W ścieżce dźwiękowej został zdewastowany utwór Beyonce i Jaya-Z. „Crazy in love” w tym coverze brzmi jak „Ona tańczy dla mnie” w oryginale.

24. Twórcy obrazu nie znają życia. W jednej ze scen twierdzą, że MacBook Apple’a się zepsuł.

25.To film z najbardziej niepodniecającymi scenami erotycznymi w historii kinematografii. Nawet kiedy tytułowy bohater robi minetę studentce, bardziej angażuje Cię rozmyślanie nad wczorajszym obiadem i ciągle zastanawiasz się, kiedy w końcu coś się zacznie dziać.

26. To film kaleczący tematykę sadomasochizmu. Grey klepie Anę szpicrutą po żebrach. Tak, nie po twarzy, nie po cyckach, nie po tyłku. Po żebrach.

27. I w dodatku nie potrafi robić węzłów. Dziewczyna ma tak lekko związane ręce krawatem, że gdyby mocniej pierdnęła sam by jej spadł z nadgarstków.

28. Za bilet do kina musisz zapłacić. A to samo z lepszą fabułą i aktorami masz na PornHubie.

29. Najprawdopodobniej nakręcą kolejną część. A najpewniej nawet dwie.

30.-49. W TYM FILMIE NIC SIĘ NIE DZIEJE! KOMPLETNIE, TOTALNIE, CAŁKOWICIE NIC! N-I-C!

50. Film powstał na podstawie książki „50 twarzy Greya”.

 [/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

244
Dodaj komentarz

avatar
171 Comment threads
73 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
116 Comment authors
amcikpayday loansmyxxxbase.mobitransformery-5-posledniy-rycar-2017-kinohd720transformery-posledniy-rycar-2017 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Saga Sachnik
Gość

Ej, wcale nie jest brzydka!
A co do mieszkania studenckiego: w polskich warunkach Ana miałaby współlokatorkę śpiącą na łóżku pół metra dalej. A w kuchni taki stary metalowy młynek do mięsa.

Jan Favre
Gość

Cycki ma spoko, ale facjatę do wymiany.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

No co ty? To która z tak zwanych gwiazd kina jest dla Ciebie ładną kobietą?

Saga Sachnik
Gość

Dobra, to się podzieliliśmy.

Aga Rogala
Gość

Przypomina mi się „Nie kłam, kochanie” (tak, ten polski) , gdzie 2 niezamożne, młode dziewczyny mają mieszkanie z widokiem na warszawską starówkę. Turlałam się ze śmiechu.

Izabela Ignatowicz
Gość

Zgadzam się w większości, no poza punktem 3. Dornan wymiata w serialu „The fall” (pol. tytuł Upadek) gdzie razem z agentką Scully dają radę po prostu genialnie. Nie ma wątpliwości, że zdecydowanie lepiej wyszło mu granie psychpatycznego mordercy niż mistrza BDSM!

Ania Piwowarczyk
Gość
Ania Piwowarczyk

Też byłam zachwycona tym serialem, ale po Greyu doszłam do wniosku, że rola Dornana w „The Fall” to zasługa brody, która zasłania nieruchomą część jego twarzy. Niestety, Christian nie ma brody.

Ula
Gość

Fakt, Jamie Dornan bez brody nie jest już takim wymiataczem.

Zaciesz
Gość

Najlepsza z niepochlebnych recenzji (są w ogóle dobre?) jaką przeczytałam! Książkę tylko raz wziełam do rąk i po kilku stronach byłam zmęczona, na film nie wybieram się, a takie recenzje czyta się z wielką przyjemnością. I te Twoje porównania jak zawsze trafnie podkręcają cały tekst :D

Jan Favre
Gość

Dzięki, dzięki, dzięki!

grejfrut
Gość

Hmmm, ja ani nie czytałam książki ani nie widziałam filmu i teraz nie wiem czy mam ochotę, chociaż z tego co piszesz można się pośmiać chociaż :D

bushi11
Gość
bushi11

I teraz pojawia się pytanie – po co ludzie dają zarabiać twórcom. Jest to kolejny film, po serii horrorów, polskich „komedii” , o którym każdy wie, że będzie lipny nawet przed jego premierą. 80% ludzi, która postanowiła go obejrzeć zdawała sobie sprawę, że film to tragedia i po wyjściu nie będą zadowoleni. No więc po co chodzić do kina na takie filmy, dawać jeszcze więcej hajsu ludziom, którzy podchodzą do swojej pracy po najmniejszej linii oporu – a niewątpliwie produkcja podbije wszelkie notowania popularności w tym miesiącu. Tymczasem jest pełno filmów, które się świetnie zapowiadają, otrzymują bardzo dobre recenzje, a… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Za wszystkich Ci nie odpowiem, ale ja to zrobiłem, żeby mieć temat na bloga i Was przestrzec.

Marcin
Gość
Marcin

Jak kurde Reżyser ma zmieścić książkę która ma kilkaset stron w dwu godzinnym filmie haloooooooooooo

Ania Piwowarczyk
Gość
Ania Piwowarczyk

A wg mnie to, że książka jest fatalna to jeszcze nie znaczy, że film też musi być. Grey nie miał szans na bycie fenomenalną produkcją, ale mógł być całkiem niezłym filmem, mógł nawet pokazać kilka rzeczy w kinie całkiem na nowo. Poza tym nie można być całe życie hipsterem i chodzić tylko na poważne, ambitne filmy. Dla własnego zdrowia psychicznego czasem chodzę na coś, co aż trzeba przegryzać popcornem, żeby wytrzymać do końca. Poza tym to naprawdę jest zabawny film. W czasie seansu można też rozerwać się intelektualnie, np. porównując sobie w głowie całą konstrukcję i fabułę Greya do „Zmierzchu”.… Czytaj więcej »

bushi11
Gość
bushi11

Nie mówię, że trzeba tylko oglądać ambitne produkcje, europejskie dramaty i nie wiadomo co (bo sam ich nie lubię). Są produkowane filmy typowo nastawione na „fun”, bardzo dobrze wykonane pod każdym względem, a i tak ledwo co wychodzą na swoje (przesadzam, ale na pewno nie ma co ich porównywać do zarobków jakie zgarnie 50 Shades of Gray). Poza tym nie do końca wierzę, że film na podstawie słabej książki może być dobry (jeśli jeszcze jest to jakiś film sensacyjny etc. to w porządku, ale przy takiej tematyce…). Dodatkowo każdy kto korzysta z internetu zna opinie na temat tego filmu. Rozumiem,… Czytaj więcej »

caleeneczka 123
Gość
caleeneczka 123

Niestety przereklamowane produkcje zawsze zbijają fortunę – zwłaszcza te lansowane na niegrzeczne. Po prostu o nich się ciągle mówi i mówi, i jeśli ktoś już nie idzie z uwagi na samą – pseudopikantną – tematykę, to z ciekawości. I tu tkwi sedno problemu. Ambitniejsze kino jest uznawane zazwyczaj za kino nie dla każdego, nie wiedzieć czemu… Dlatego o nim się zamieszcza tylko wzmianki. Produkcje masowe są robione na masowe, więc mają z założenia zarabiać i stad tyle szumu. Ich poziom odzwierciedla zazwyczaj prawdę, że niestety w większości ludzie wolą banały, bo nie lubią myśleć, natomiast wyjście do kina traktują w… Czytaj więcej »

asdassdf
Gość
asdassdf

Jedyne o czym myślały kobiety jak i pozostałe 99% – hot 16 to kiedy ktoś je tak wyrucha i tyle w temacie.

caleeneczka 123
Gość
caleeneczka 123

No właśnie, jest to ewidentna wskazówka jaki poziom prezentują odbiorcy i co lubią oglądać. Niestety do większości kobiet to trafia.. Sama jestem kobietą, zobaczyłam ok. 20 minut wersji CAM, tylko z uwagi na szum medialny i ogólne zaaferowanie społeczne. I po prostu nie wiem o co chodzi, bo nie trzeba być koneserem żeby dostrzec karygodne niespójności fabuły, zbyt szybki a przez to nieprzekonujący rozwój wydarzeń i łopatologiczną profanację tematu, podobnie jak mierny popis aktorstwa, wobec czego trudno oprzeć się myśli, że Panie tłumnie odwiedzające kina idą na seans tylko dla scen erotycznych – żeby sobie po prostu popatrzeć i trzeba… Czytaj więcej »

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #13: seks z ideałem, bekon na walentynki i O.S.T.R.

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 13

Mam nadzieję, że przeżyliście piątek 13-go, bo byłoby mi przykro, gdyby okazało się, że nie oszukaliście przeznaczenia, przyśnił Wam się koszmar minionego lata i wpadliście na piłę. I skleiłem cały „Przegląd” tylko dla siebie. Zwłaszcza, że dzisiejsze wydanie jest prawie, że walentynkowe, bo przewija się sporo tematów damsko-męskich – w sensie, aż 3 – a wiem, że to lubicie.

Gdy zakochanie mija: nie powinieneś od razu puszczać okrętu, tylko dać sobie na wstrzymanie i zrozumieć, że to nie koniec miłości, tylko jej kolejna faza. A przynajmniej tak twierdzi matka, żona i kochanka.

5 rzeczy, które musisz wiedzieć o Rzymie: lecę się do stolicy Włoch na Wielkanoc, także bardzo przydatne info, biorąc pod uwagę, że nigdy tam nie byłem. Nawet jeśli nie planujecie się tam wybrać w najbliższym czasie to i tak całkiem niezłe ciekawostki.

W łóżku z ideałem: tekst głównie dla pań, choć ja jako facet też się ubawiłem. Ultra lekko, erotycznie i wyjątkowo zabawnie o tym, jakby to było pójść do łóżka z typem z okładki Men’s Health.

Jaki jest sens życia? Brzmi jak pytanie wyjęte z książki brazylijskiego pseudo-pisarza i pseudo-poety? Może i tak, ale Volant bardzo rzeczowo odpowiada na to pytanie, bez patosu i nadęcia zahaczającego o żenadę.

Blogerzy dręczą Kim Dżong Una: prośbami o głosowanie na „Blog Roku”, czyli świetne, cyniczne podsumowanie tego konkursu i żebrania o smsy na Facebooku.

Jak Michael Jackson zniszczył sobie twarz operacjami? A, właśnie tak.

10 propozycji na walentynkowy prezent dla faceta: wszystkie składają się z bekonu i każda z nich jest idealna.

Klip tygodnia: Ostrego nie słucham od dawna ze względu na monotematyczność, ale nie da się nie docenić jego talentu muzycznego. Koleś z dziecięcych zabawek ze Smyka, czy innego 5-10-15, robi podkład który jest lepszy niż połowa produkcji na nielegalach. ŁOUŁ!

 

Fanpage tygodnia: oryginalna kreska, turbo celne teksty i najrzadsza aktualizacja na świecie. Ale za to jak już wrzuci coś nowego, to typowy konkret rozsadzający edge rank. Dużo miłości dla bolącej nóżki!

Post użytkownika Bolimienoga.

 

Blogerka na głównym zdjęciu: dziewczyna z hiperspecjalistyczną lupa ze zginanymi ramionami zerkająca wielkim okiem, to Agata z Qrkoko.pl. Kompletnie nie mam pojęcia co znaczy ta nazwa, ale jak wynika z tematyki postów, blog jest o rękodziele. Czyli o szydełkowaniu, hafcie koralikowy, dzierganiu i wszystkich innych czynnościach, których bałbym się podjąć w trosce o własne życie. Jak pokazuje Agata, niepotrzebnie.

Z ogłoszeń parafialnych, to oczywiście cały czas czekam na męskie zdjęcia z lupą na kolejne okładki „Przeglądu” (choć z braku laku damskie też przygarnę), ale tym razem wyjątkowo bardziej mnie interesuje jak podobał Wam się wczorajszy „Smok Blog”, który organizowałem z Andrzejem Kozdębą i Michałem Majem. Chcecie więcej?

Czy w hamburgerach z McDonald’s jest mięso?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką McDonald’s

W grudniu rozmawialiśmy na blogu o faktach i mitach na temat McDonald’s i 5 osób, które podało najciekawsze tezy, które chciałoby zweryfikować, wygrało iPady i wyjazd do dostawców Maka. Jak pewnie wiece z Fejsa, też byłem na tym wyjeździe i miałem okazję skontrolować, jak to jedzenie faktycznie powstaje i czy utrwalane legendy miejskie mają jakiekolwiek pokrycie z rzeczywistością. Byłem w zakładzie OSI w Górce koło Ostródy dostarczającym mięso wołowe do burgerów i w Farm Frites w Lęborku produkującym frytki.  I zebrałem wystarczającą ilość szokujących informacji, żeby móc odpowiedzieć na Wasze pytania.

Tak że po kolei.

 

Czy frytki w McDonald’s powstają z masy ziemniaczanej?

czy frytki w mcdonalds są z masy ziemniaczanej

Widziałem jak frytka powstaje od momentu przywiezienia ziemniaka z pola, do chwili, gdy leży usmażona na talerzu. I muszę Was rozczarować, ale nie, nie robi się ich ze skrobi, masy ziemniaczanej, czy papki z ziemniaków, z której frytki dopiero są formowane, jak zwykli pisać ludzie na forach. Robi się je z normalnych, całych, dobrych gatunkowo ziemniaków i jedyne działania mające wpływ na ich kształt, które zachodzą w procesie produkcji, to obieranie pod ciśnieniem i cięcie w wodnej krajalnicy. Tyle.

 

Jak to możliwe, że frytki z Maka są takie długie i idealne?

czy frytki w mcdonalds są ze skrobi

Bo zanim trafią do Waszych rąk w lokalu, najpierw przechodzącą 3157 kontroli. Serio, ziemniaki używane przy ich produkcji są chyba lepiej selekcjonowane, niż naukowcy przyjmowani do pracy w NASA.

Najpierw testom związanym z wielkością, szerokością, procentowym udziałem masy suchej, słodkością, kolorem, kruchością i smakiem  poddaje się 30-kilogramową próbę z 10-tonowego kontenera, którzy przyjeżdża z pola. Gdy ta wypadnie pomyślnie, w hali produkcyjnej, najpierw jeszcze całe ziemniaki, a później już pocięte, są kontrolowane jeszcze 4 razy przez człowieka i 2 razy przez maszynę.

Przy czym do jednego z testów przez komputer, zaangażowana jest sztuczna inteligencja, która co sekundę bada kilkaset frytek i rozpoznając na nich czarne miejsca, związane z defektem ziemniaka, usuwa je z dalszego procesu produkcyjnego, tak aby przeszły tylko te najbardziej zbliżone do ideału. Pewnie nie brzmi to przesadnie fascynująco, ale gdybyście zobaczyli na żywo jak w ciągu minuty maszyna sama rozkminia czy kilka tysięcy frytek jest dobrych czy nie, zrobiłoby to na Was wrażenie.

Innymi słowy, frytki z Maka są idealne, bo produkuje się je z idealnych ziemniaków.

 

Czy frytki produkuje się w tym samym zakładzie co perfumy (opcjonalnie: na tłuszczu z perfum)?

DSC_1565

To pytanie jest tak głupie, że już po przeczytaniu na głos odpowiedź może być tylko jedna, ale że zebrało masę łapek w górę i kilkukrotnie się powtórzyło, więc oficjalnie odpowiadam: NIE.

 [emaillocker]

Czy w hamburgerach jest mięso (opcjonalnie: czy w FishMacu jest ryba)?

czy w cheseburgerach z McDonalds jest mięso

czy w cheseburgerach z McDonald jest mięso

To chyba najpopularniejszy mit jaki przewinął się przez Internet i opowieści barowe. Historia o tym, że kobieta zatruła się nieświeżym mięsem w hamburgerze (lub też zadławiła ością w FishMacu), a prawnicy Maka udowodnili w sądzie, że to niemożliwe, bo w ich produktach nie ma mięsa, jest tak popularna, że nawet znalazła się w leksykonie legend miejskich. Tak, to tylko legenda.

Byłem na hali produkcyjnej formującej krążki do hamburgerów i surowiec, który pojawia się na początku procesu i wychodzi jako gotowy produkt na końcu, to 100% mięso zawierającej 20% naturalnego tłuszczu.

Pochodzi z przedniej ćwiartki polskiej krowy i już po usunięciu z niego skóry i kości, wchodzi do maszyny, która je mieli. Następnie jest 5 razy kontrolowane, między innymi pod kątem zawartości tłuszczu, konsystencji i temperatury, po czym, już jako gotowe krążki, trafia do chłodni. O ile w przypadku frytek, w procesie produkcji, dodaje się do nich czasem cukru, aby otrzymać właściwy kolor, o tyle w przypadku mięsa, nie dodaje się do niego absolutnie, totalnie i kompletnie niczego.

Lizałem własnym językiem i smakowałem własnymi kubkami krążek bezpośrednio zdjęty z linii produkcyjnej i jest w nim tylko i wyłącznie mięso.

 

Czy w lokalu można dostać identyczną kanapkę jak tę, która jest w reklamie?

Nie. Kanapki w reklamach pełnią funkcję informacyjną – mają za zadanie pokazać nabywcy co w niej jest. Jakie składniki, jakie sosy, jakie mięso, jaka bułka. Dlatego też Big Mac z ulotki jest przerysowany i ma „wystające” wszystkie składniki, bo inaczej trudno byłoby zaprezentować klientowi czym on tak naprawdę jest. Nie mniej, to wciąż ten sam produkt, tyle, że z „powsuwanymi” do środka składnikami.

 

Czy po odwiedzeniu wszystkich McDonald’sów na całym świecie dostaje się bon na dożywotnie jedzenie za darmo?

jak powstaje jedzenie c mcdonalda

Brzmi jakby ktoś trochę przesadził z grami komputerowymi i pomylił zamawianie jedzenia z kodem na nieśmiertelność, ale o dziwo to pytanie też powtórzyło się kilkukrotnie. Cóż, pomijam, że rzeczywistość to nie „Simsy”, ale logicznie przyglądając się tej legendzie, warto zadać sobie pytanie, czy możliwe jest w ogóle odwiedzenie wszystkich Maków? Bo mówimy o McDonald’sach na CAŁYM świecie. A tych jest około 35 000 (słownie: TRZYDZIEŚCI PIĘĆ TYSIĘCY!). Zakładając, że podróż do każdego z nich trwałaby 1 dzień (co i tak jest optymistycznym założeniem, biorąc pod uwagę ich rozsianie po świecie i konieczność snu), to podróż do wszystkich zajęłaby około  95 lat.

Domyślam się, że dla niektórych to i tak nie jest wystarczający argument, żeby samemu odpowiedzieć sobie na pytanie ze śródtytułu, więc pozwólcie, że zacytuję wypowiedź osoby odpowiedzialnej za PR w Maku: nie.

 

Coś jeszcze?

czy w hamburgerach z McDonald jest mięso

To tyle ile udało mi się sprawdzić osobiście w ciągu dwóch dni i wyciągnąć od pracowników McDonald’sa, którzy mimo maglowania na wszystkie strony, podpuszczania i zadawania najgłupszych pytań, wciąż nie mieli mnie dość i pokornie odpowiadali nawet na największe absurdy. W tym tekście starałem się obalić te najpopularniejsze i najczęściej utrwalane mity, ale jeśli macie jeszcze jakieś pytania odnośnie produkcji hamburgerów, czy frytek, to dawajcie do komentarzy. Jeśli tylko będę miał wiedzę na jakiś temat, to chętnie dam znać, czy zasłyszane opinie to prawda, czy tylko plotki.

 [/emaillocker]