Close
Close

9 typów osób, których nie chcesz spotkać pod sceną

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Janusz Kaliszczak
autorem zdjęcia jest Janusz Kaliszczak

Jakiś czas temu byłem na koncercie Bisza – jednego z moich ulubionych raperów, którym jaram od 1410 jak tęcza na Placu Zbawiciela. Biszu grał oczywiście pierwszoklasowo i kawałki, które znam na pamięć z jego płyt przy wykonywaniu na żywo nic nie traciły na wartości, a w zasadzie to dużo zyskiwały, bo nie tylko było słychać jego emocje, ale i widać. Mimo, że gwiazda wieczoru gwieździła, świeciła i robiła lepsze przedstawienie, niż żona wyrzucająca rzeczy niewiernego męża przez okno, to nie bawiłem się tak dobrze jak mogłem. Kamieniem w bucie byli ludzie na koncercie, którzy skutecznie utrudniali mi jego odbiór.

Trafiłem na większość z 9 typów osób, których nie chcesz spotkać pod sceną.

 

Para

Ja wiem, że fajnie jest się pobujać, poprzytulać, pomiziać i złapać za tyłek swoją dziewczynę jak gra Barry White. Ale na koncercie rapowym, rockowym, czy electro na 100% nie gra Barry White. Bo nie żyje. Więc jak chcecie się kiziać jak dwa niedźwiadki i gruchać sobie do ucha czułe słówka jak gołąbki na parapecie biblioteki miejskiej, to idźcie do miejsca do tego przeznaczonego. Albo zostańcie w domu. Ale zamulając w środku tłumu na koncercie, gdzie ludzie chcą się drzeć i skakać, bo też właśnie taka muzyka gra, tylko psujecie klimat.

 

Fotograf-kamerzysta

Ucieleśnienie niszczyciela atmosfery. Całą imprezę z telefonem w dłoni. Zasłaniając widok innym. Nie będę już strzępił sobie na nich języka, bo zrobiłem to poświęcając im cały tekst – „Koncert z komórki lepszy, niż na żywo?”.

 

Palacz

Ja rozumiem, że nałóg i w ogóle. Serio. Ale po pierwsze, KAŻDY ma jakiś nałóg i jakoś jest w stanie go pohamować na te 2-3 godziny. A po drugie, jak bardzo trzeba nie mieć wyobraźni, żeby odpalać papierosa w kilkuset osobowym tłumie, w dusznym klubie, bez klimatyzacji, gdzie jest tak gorąco, że gdyby nie euforia, ludzie by popadali jak muchy z braku powietrza? I nie dość, że Ci zabiera tlen, to jeszcze przypali Cię taki tym fajkiem. Syn kobiety kupczącej ciałem jeden.

 

Dryblas

To zupełnie nie jego wina, że natura go tak hojnie obdarzyła wzrostem. Nie zmienia jednak faktu, że jak stanie taki przed Tobą, to koncert musisz sobie wywróżyć z jego potylicy.

 

Podrywacz-amator

Przyszedł na imprezę znaleźć miłość do grobowej deski. Albo chociaż do jutrzejszego śniadania. Bierze co się nawinie, a że nawinęło się akurat dziewczę stojące przed Tobą, to chce je wziąć. Tyle, że ona nie chce się dać. A on tego zupełnie nie rozumie. I zamiast wczuwać się w klimat numerów, przez pół godziny jesteś nadziany uszami i oczami na nieudolne zaloty, gdzie z jednej strony leci „słonko, kotku, laleczko”, a z drugiej „bucu, natręcie, beju”.

 

Himalaista

Do klubu przyszedł prosto z ośmiotysięcznika, dlatego nie mógł zostawić plecaka w domu. Ani w szatni. Ani w krzakach pod klubem. Tylko musiał z nim wbić pod samą scenę, zabierając dwa miejsca i robiąc nim spustoszenie za każdym razem, gdy obróci się w prawo albo w lewo.

 

Dziecko nauczycielki

Człowiek znany także jako krypto-ADHD.

Do 24-go roku życia był trzymany pod kluczem w piwnicznej komórce, i dopiero po dostaniu się na studia doktoranckie rodzice stwierdzili, że może raz w tygodniu wrócić po zmroku. No to korzysta. Jest bardziej nawalony, niż Muniek Staszczyk na koncercie w Pszowie, drze ryja nawet na melancholijnych kawałkach i ciągle ciągnie wokalistę za nogawkę, próbując się na niej podciągnąć i wejść na scenę. Jeśli jest lipna ochrona, a najczęściej jest, wokalista od tego momentu bardziej musi skupiać się na ostrożnym stawianiu kroków, niż na graniu.

 

Psiapsióły

Przyszły sobie na wydarzenie muzyczne pogadać. I stoją i gadają. Pod sceną. O lakierze do paznokci, odżywcze do włosów i czy Robek zadzwoni, jeśli zrobiła z połykiem na pierwszej randce.

 

Księżniczka

Nienawiść do takiej póki ogień piekielny jej nie spopieli!

Rozumiem, że nie każdy kto przychodzi na koncert ma potrzebę skakania, śpiewania i wzmożonej aktywności wokalno-ruchowej. Jak najbardziej rozumiem, że ktoś może chcieć po prostu posłuchać muzyki na żywo bez uczestniczenia w całej otoczce z tym związanej. Nic mi do tego. Taka osoba staje sobie z tyłu i odbiera sobie występ jak chce. Ale staje z tyłu, gdzie jest luźno i komfortowo, a nie pcha się do pierwszego rzędu w największy ścisk!

Nie ma nic gorszego, niż wymuskana księżniczka w szpileczkach, która wepchała się pod same barierki i ma pretensje do wszystkich ludzi dookoła, że się bawią. Stoi jak kukła na wystawie, za bardzo nawet nie kumając co się dzieje na scenie, i ma pretensje do każdego, kto trąci ją łokciem. Ma pretensje, że ludzie na nią napierają, niebo jest niebieskie, a woda mokra. Wpadnij na nią skacząc, to zacznie robić awanturę, że jesteś bucem najgorszego sortu, bo podeptałeś jej buty i, nie daj boże, popchnąłeś. A ona przyszła sobie tu postać.

Miejsce pod sceną, to nie jest miejsce do stania. To jest miejsce do skakania!

(niżej jest kolejny tekst)

34
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
bierzmnie_gig24SubintabulaFuriaW.Ania Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Edyta Lech
Gość

Z całej tej ferajny najbardziej podnoszą mi ciśnienie palacze. Sama palę, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy zaciągać się szlugami w nabuzowanym i ruchliwym tłumie.

Jan Favre
Gość

No właśnie. Skoro heroiniści są w stanie wytrzymać te kilka godzin koncertu, to palacze też powinni.

Agata Muszyńska
Gość

Haha, dryblas. Mam 180 cm i dopiero kiedy zaczęłam bywać na koncertach, doceniłam swój wzrost. Mam nadzieję, że moja potylica daje radę!
A dziewczyny w szpilkach… Proszę, nie róbcie tego. Kiedyś na koncercie Kultu taka pani mi nadepnęła na stopę. Kontuzja u mnie, ale u niej większa. Mózgu.

Saga Sachnik
Gość

Po to jest się wysokim, żeby widzieć wszystko na koncertach i oddychać :D
Piąteczka!

Magda Motrenko
Gość
Magda Motrenko

Ciągle mam przed oczami minę niskiej koleżanki, jaką miała opowiadając, jak to na koncercie ktoś wylał na nią całe piwo. Nie zazdroszczę! Ciesz się wzrostem :)

Caramel
Gość
Caramel

nigdy nie zapomnę jak rok temu na juwenaliach pod klubem Żaczek bawiłyśmy się na koncercie, na którym było bardzo dużo ludzi, wszyscy skakali, gorąco i duszno a koleś przed nami stał w… puchówce, w dodatku z kapturem otoczonym ogromnym futerkiem xD

Guest
Gość
Guest

Niestety na co drugim koncercie spotyka sie ponad polowe takich przypadkòw. Zawsze trzeba szukac swojego miejsca w tłumie z dala od przypadkowych słuchaczy. Najlepsi sa jeszcze Ci co pod wplywem alko zachowuja sie jak boja na morzu próbujac łapać pion. Zastanawiam sie jeszcze ile z tych osób które kręcą komòrką filmy wraca do tych nagran w domu. Pomijajac ich jakość.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Może szykował się na zawody kulturystyczne i wypacał wodę, żeby uwypuklić rzeźbę.

Jan Favre
Gość

Tacy ludzie też mnie fascynują, zwłaszcza w klubach – płacą za wjazd i alko a szkoda im złotówki na szatnię.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

„Syn kobiety kupczącej ciałem jeden” :D. Bardzo się zgadzam ze wszystkim, palaczy bym biła po jajkach metalowym prętem i wyrywała tipsy, zależnie od płci. A ja mam szczęście do Matek Polek i Ojców Wszechpolaków na koncertach.Trzy lata temu na Sonisphere, gdzie metal, zło, granaty ręczne i sam szatan pod samą sceną, tuż obok mnie, stał tatuś z dzieckiem, chyba dziewczynką – na oko dziesięcioletnią. I wszystkich dookoła niego, którzy skakali, przetrącając siłą rzeczy tych stojących obok, bardzo stanowczo i z prerensją dopominał o spokój, bo co to za zachowanie, takie agresywne przepychanki. Niepotrzebnie, ale jednak wdałam się z nim w… Czytaj więcej »

coco
Gość

Ostatnio jak byłam na koncercie, to koło mnie „bawił się” facet mniej więcej koło 40-stki z dwiema laskami koło 20-stki. Obściskiwał je obie cały czas, bujał się z nimi na prawo i lewo tak, że zgarniał ze sobą połowę sali przy okazji i nie patrzył, że wylewa komuś tym samym piwo, że kogoś innego popycha o kilka metrów swoim sporym cielskiem – darł się przy tym nieziemsko, zagłuszając koncert i udając indianina (takie „ajajajajaj” indiańskie). Taki jeden osobnik potrafi zepsuć koncert lepiej niż tuzin księżniczek.

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

autorem zdjęcia jest Kristina Alexanderson
autorem zdjęcia jest Kristina Alexanderson

– Wiesz, powinnaś zmienić tę pracę.

– Czemu?

– Bo to siara. Myślisz, że znajdziesz sobie faceta z taką robotą? Chyba tylko jakichś przychlast chciałby się bujać ze sprzątaczką.

– Bynajmniej mam jakąś pracę, a nie tak jak ty – albo sponsroing albo na garnuszku starych!

 

***

 

– Jezus Maria Peszek, ale ty jesteś tłusta, jak patrzę na twoje zdjęcia to czuję, że mi się podwyższa poziom cholesterolu.

– Zazdrościsz wieszaku! Mam więcej ciałka do kochania i bynajmniej jest za co złapać, a nie worek na kości jak ty! 

 

***

 

– Aż tak lubisz brokuły, że napakowałaś sobie cały talerz?

– Bynajmniej, są pyszne, a z sosem beszamelowym, to już w w ogóle palce u stóp lizać!

 

***

 

Tak jak powyższe dialogi są niepoprawne, tak w 85% przypadków partykuła „bynajmniej” jest używana błędnie, z kompletnym niezrozumieniem jej znaczenia. Dopóki coś mnie nie dotyka bezpośrednio, olewam to jak parkowy murek, ale wczoraj mnie dotknęło po całości, bo znalazłem komentarz pod starym tekstem, gdzie „bynajmniej” zostało użyte w znaczeniu „przynajmniej”. Rozumiem, że takie rzeczy zdarzają się na naTemat, ale nie u mnie. No nie wytrzymie, no nie zniese, no nie pozwolę!

Zgodnie ze słownikiem języka polskiego Państwowego Wydawnictwa Naukowego „przynajmniej” to

partykuła wyznaczająca minimalny, możliwy do zaakceptowania przez mówiącego zakres czegoś, lub komunikująca, że ilość lub miara czegoś jest nie mniejsza od wymienionej i że może być większa

natomiast, zgodnie z tym samym źródłem, „bynajmniej” to

partykuła wzmacniająca przeczenie zawarte w wypowiedzi

Innymi słowy, „przynajmniej” to synonim od „minimum” i „ co najmniej”, a „bynajmniej” to bliskoznacznik „w żadnym wypadku”. Innymi słowy, „przynajmniej”, to kompletnie inne słowo niż „bynajmniej”!

kurwa mać = motyla noga / pauza na zebranie myśli

chuj by to strzelił = kura by w to nagdakała / to zupełnie nie po mojej myśli

nie pierdol = nie arystotelesuj / nie irytuj mnie mało sensowną wypowiedzią

chujowo = ogórkowo-pistacjowo / całkowicie zniechęcająco

pojebało ich? = opili się soku z gumijagód? / czy ich wypowiedź aby na pewno jest poważna?

ja pierdolę = nabieram ochoty na kubeł lodów / ogarnia mnie bezsilność

w chuj = tyle co wody w Nilu / bardzo dużo

co za kurewstwo = co za urwana zawleczka od Tymbarka / co za niekomfortowa sytuacja

 

***

 

Mógłbym się rozpisać tłumacząc wszystkie kombinacje wulgarnych określeń stosunków płciowych, ale poprzestałem na tych najczęściej używanych, żeby dać Wam zajawkę tego jak ewoluuje moje słownictwo w lutym.

Nie mam nic do przekleństw, jeśli używane są jako emfaza wypowiedzi, aby wzmocnić przekaz, ale gdy zaczynają dominować język, a „kurwy” pojawiają się zamiast przeciwników, to jestem zdecydowanie przeciw. Słowa jakimi się posługujemy i sposób w jakim formujemy myśli, ma bardzo istotny wpływ na nasze życie i na to jak jesteśmy odbierani. Również przez samych siebie. Za przykład niech tu posłuży wspomniane wcześniej na blogu „chciałbym” i „chcę” lub, jeszcze wcześniejsze, „kiedyś”.

Niestety, mam wrażenie, że u mnie od dłuższego czasu są tylko niepotrzebnym wypełniaczem, który bezcelowo przedłuża zdanie, a przez nagminność ich stosowania całkiem spowszedniały, tracąc w moich ustach moc. Co gorsza, wydaje mi się, że tak często ich używam, że upośledziły mi elokwencję i, mimowolnie, zastępuję nimi „normalne” słowa. Nie wiem na ile to moje odrealnione przekonanie, a na ile faktycznie tak jest, ale jeśli ja sam to zauważyłem, to sytuacja musi być poważna. Bardzo źle mi z tym, bo wiem, że przez zubożenie słownictwa, cierpi na tym moje pisanie.

Dlatego ogłaszam odwyk!

Przez miesiąc z moich ust, ani spod mojej klawiatury nie wydobędzie się żaden „chuj”, żadna „kurwa”, ani żadne „pierdolenie”. Ani ich niecenzuralne synonimy. Zero wyrażeń, których nie użyłby w orędziu noworocznym profesor Miodek. Bo z Bralczykiem, to nigdy nie wiadomo. Chcę oczyścić swój język, głowę i życie z wulgaryzmów! Oczywiście, nie na zawsze, bo tak jak wcześniej wspomniałem, w wielu przypadkach są zasadne, ale miesiąc odwyku dobrze mi zrobi.

Domyślam się, że nie będzie to łatwe, bo przeklinanie jest dla mnie tak naturalne i tak mocno zakorzenione, że to mniej więcej tak, jak przestać nosić bokserki i zacząć chodzić w slipach. Wbrew naturze. Przeklinam każdego dnia, w większości sytuacji i w rozmowie z każdym znajomym, więc będę musiał naprawdę mocno się pilnować, żeby nic mi się nie wymknęło. Albo żebym się nie zapomniał w przypływie irytacji, gdy przelew, który miał być przed nowym rokiem wciąż „idzie”.

Już wiem, że to będzie dużo trudniejsze, niż miesiąc wegetariański, ale jak z mięsem dałem radę, to temu też podołam!

Najbardziej ciekawi mnie jaka przemiana językowa i światopoglądowa dokona się w mojej głowie w trakcie tych 30 dni, bo to, że coś się we mnie zmieni jest pewne. Obstawiam, że dużo łatwiej będzie mi przychodziło szukanie synonimów, nie tylko wśród zastępstw do wulgaryzmów, ale ogólnie wszystkich słów, i że w jakimś sensie się wyciszę. Bo nie ukrywajmy, że rzucając „kurwami” człowiek często sam się nakręca i niepotrzebnie emocjonuje. Zakładam też, że nieco zmieni się nastawienie i to jak mnie odbierają inne osoby. Pytanie tylko jak.

Tym razem również prośba do Was – jeśli znacie jakieś triki na oduczenie się przeklinania, poza wypisaniem niewulgarnych synonimów przekleństw, podzielcie się w komentarzach.

Dzięki!

autorem zdjęcia w nagłówku jest Alvaro Tapia