Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #15: Zanzibar, nauka w trakcie seksu i Andrzej Zaucha

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 15

Zaskoczę Was, ale w dzisiejszym zestawieniu nie ma ani jednego linka związanego z Oscarami. ZERO. Temat był tak mocno eksploatowany przez ostatni tydzień, że chyba nikt się nie uchował, kto by nie wiedział, że polski film zdobył tę statuetkę? W sensie „Ida”. A „Birdman” zgarnął cztery, a „Whiplash” trzy. To jak, wszyscy wiedzą i możemy przejść dalej? Dobra, to jedziemy z tematem.

HipsterMerkel: czyli jakie fotki na Instagrama wrzucałaby Angela Merkel, gdyby dziś była nastolatką. To znaczy hipsterem.

Jak żyje się na Zanzibarze? Zdjęcia pokazujące Tanzanię od kuchni i warunki w jakich żyją tam ludzie. Nie jest to materiał typowo reportażowy, komercyjnie nastawiony na ukazanie głodu i nędzy, raczej dość wyśrodkowany.

Czego możemy nauczyć się w trakcie seksu? Oprócz samego seksu i imienia partnerki? Oryginalne i całkiem sensowne przemyślenia na temat tego jak stosunek płciowy wpływa na inne aspekty życia. Jak korzystnie oczywiście.

Sekretne życie superbohaterów: świetne fotki przedstawiające Hulka, Thora, Spidermana i Wolverine’a podczas „zwykłych” dni, gdy akurat nie muszą ratować świata. Ani go demolować.

Co miała na myśli Marilyn Monroe? Genialny tekst z rozkminą najbardziej znanych wypowiedzi biuściastej ikony popkultury. Analiza i komentarz do haseł, na piątkę z plusem.

Egipski sprzedawca: Ravgor też był w Egipcie i też go wkurzali nachalni wciskacze wszystkiego-co-tylko-mają-przy-sobie. I postanowił odwrócić sytuację, pokonując poganiaczy ich własną bronią. Git fasolka!

 

Klip tygodnia: nie jestem fanem Roberta M, ani jego akcji robienia z rapu popu dla blachar pod hasłem „Rozbójnik Albibaba”, więc gdy dowiedziałem się, że będzie rekonstruował szlagier Andrzeja Zauchy spodziewałem się większej porażki niż Mandaryna bez playbacku. A wszyło naprawdę bardzo, bardzo dobrze! Myślę, że Andrzej by się uśmiechnął pod wąsem.


 

Damska stylówka tygodnia: Malina Fashion to moje ostatnie wielkie odkrycie! Nad sceneriami musi jeszcze popracować, ale zestawy ma rewelacyjne! Godna konkurentka dla Pani Ekscelencji, czy Deynn w kwestii street wearu. 11/10.

zdjęcie pochodzi z bloga MalinaFashion.pl
zdjęcie pochodzi z bloga MalinaFashion.pl

 

Fanpage tygodnia: „Beka z mamuś na forach” – nazwa profilu w zasadzie mówi wszystko. Same grube rozkminy mateczek, które powinny uzyskiwać możliwość uprawiania seksu dopiero po zdania testu IQ. Najlepiej na poziomie gwarantującym, że nie włożą dziecka do piernika tuż po urodzeniu sadząc, że to najlepszy sposób na opaleniznę. Podziwiam autora za determinację w wydobywaniu takich perełek.

beka z mamuś na forach

 

Blogerka na głównym zdjęciu: ta pani z zieloną lupką, to Adriana z bloga KosmetoMama.pl. Jak na niszowy/początkujący blog o kosmetykach to ma naprawdę ładny szablon i zdjęcia, i mimo, że to totalne nie moja tematyka, to przeklikałem z kilkanaście wpisów. To tak, jakby ktoś wciąż nie był przekonany, czy wygląd ma znaczenie.

Z ogłoszeń parafialnych, to moja maszyna do pisania umiera śmiercią naturalną i zanim wyzionie ducha chce się zaopatrzyć w nową. Szukam lekkiego (koło 1 kilograma), małego (koło 11 cali) netbooka z mocną baterią (minimum 5 godzin) do 1000zł. Gdyby ktoś posiadał, bądź używał takiego sprzętu i mógł polecić, to będę wdzięczny za linka.

(niżej jest kolejny tekst)

17
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
10 klasyków polskiej muzyki w nowym wydaniuMateusz RzońcaKonradBabuszkaKinga Bielejec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
benka
Gość
benka

Link do fanpage tygodnia nie działa – przynajmniej u mnie, a chętnie bym sprawdziła…

Jan Favre
Gość

Coś się wykrzaczyło z wstawianiem postów bezpośrednio z Fejsa. Podmieniłem na zrzut ekranu i wrzucam na wszelkie wypadek bezpośrednio tutaj: https://www.facebook.com/pages/Beka-z-mamuś-na-forach/746563065376170

MalWieclaw
Gość

NIe włożą dziecka do piernika… i jeszcze nie polukrują ;)

W.
Gość
W.

– Co to za przegląd, w którym nie piszesz o Oskarach, nie polecasz #dressgate #whiteandgold #blackandblue & #allthisshit i nie jarasz się trójkami bloga roku?
– Zdecydowanie najlepszy.

Jan Favre
Gość

Buzi, buzi :*

Edyta Lech
Gość

To samo pomyślałam. Gdybym zobaczyła jeszcze jedno zdjęcie tej durnej sukienki poszłabym na strzelnicę, zapłaciła dychę za naboje do Beretty i palnęła sobie z klasą w łeb.

Maja Sieńkowska
Gość

Blog KosmetoMama.pl jest od maja 2014, więc nie wiem, czy taki początkujący. Początkujący to jest mój! ;)

Jan Favre
Gość

Poniżej roku każdy jest początkujący, a patrząc na Twój staż w blogosferze, to jest mocno zaawansowany :)

Borsuk
Gość
Borsuk

Ale teraz na serio. W poszukiwaniu beki z młodych matek trafiłam kiedyś na takie forum, gdzie na miliard stron była dyskusja o tym, czy przelewać nad dzieckiem wosk. I jednak kobitka mówi, że tego nie robi, a reszta ją zbeształa jak ostatniego zwyrodnialca, że dziecku życie niszczy, matka potwór itd. Ja się pytam – O CO CHODZI Z TYM WOSKIEM?

Edyta Lech
Gość

Może odgania złe duchy?

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Wulgarne cytaty filmowe w wersji bez przekleństw

Skip to entry content

wulgarne cytaty z filmów bez przekleństw

Cały czas mamy miesiąc bez przekleństw i choć idzie mi coraz lepiej z szukaniem synonimów wulgarnych określeń narządów rozrodczych, to otoczenie mi w tym nie pomaga. A zwłaszcza popkultura. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że żeby całkowicie odciąć się od niecenzuralnych zwrotów, musiałbym wrzucić do kosza PCK wszystkie płyty, których słucham, zablokować YouTube i przestać chodzić do kina. Co do tego ostatniego, to zacząłem się zastanawiać jak brzmiałyby najbardziej znane wulgarne kwestie z filmów, po wykastrowaniu z przekleństw.

Sprawdźmy!

 

Psy

-Dlaczego?
-W imię zasad, synu córy Koryntu!

 

Kiler

– Co ty, znak interpunkcyjny, wiesz o zabijaniu?

 

Wściekłe psy

– Pozwólcie, że powiem wam o czym jest „Like a virgin”. Jest o lasce, która jest prawdziwą spółkującą machiną, mówię wam, rano, wieczór, we dnie, w nocy, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie.

– Ile to jest prąci?

– Wiele.

 

Chłopaki nie płaczą

– Bunkrów nie ma, ale też jest niewymownie ekscytująco.

 

Pulp fiction

– Co sądzisz o Trudi? Nie ma faceta, może razem pofruwacie?
– Która to Trudi? Ta z efektem wydalania na twarzy?
– Nie, to Jody, moja żona.

 

Gran Torino

– Czasem, spotykasz na swojej drodze osobę, której nie należy doprowadzać do stanu wrzenia. To ja.

 

Psy

– Jak ci się podoba moje 17-letnie ciało?
– Ty stare pośladki jesteś.

 

Chłopaki nie płaczą

– Wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno ponadprzeciętnie, ale to ponadprzeciętnie ważne pytanie: co lubię w życiu robić?

 

Dzień świra

– To be, przecinek, or not to be!

 

Kiler

– 300 złotych? Postradałeś zmysły, co ja sobie za to kupię? Waciki?

 

Baby są jakieś inne

– A wiesz, co trzeba zrobić, żeby kobieta krzyczała jeszcze długo po stosunku?
– Za cholerę.
– Męski narząd rozrodczy w firankę wytrzeć.

 

Szklana pułapka

– Jupikajej, matkostosunkowcu!

 

Wesele

– Chcesz wody?
– W wodzie to się ryby multiplikują.

 

Dzień świra

– Dżizus, kobieta świadcząca odpłatnie usługi seksualne, ja uprawiam stosunek płciowy.

 

I co, nadal są na tyle dobre by wyjść poza salę kinową i przedostać się do mowy potocznej?

Czy podróż do Egiptu zimą to dobry pomysł?

Skip to entry content

Tak jak zapowiadałem, spędziłem tydzień lutego w Sharm El Sheikh na pływaniu, opalaniu i szeroko pojętym obijaniu się. Od dawna chodził za mną pomysł, żeby w momencie, gdy w Polsce jest zimno, szaro, buro i ponuro polecieć gdzieś, gdzie słońce praży jakby był środek wakacji, ale dopiero w tym roku zdecydowałem się na tę wycieczkę. Podejrzewam, że przynajmniej kilkoro z Was też wpadło na taki plan, ale wciąż waha się, czy aby na pewno warto go realizować.

Poniżej odpowiedzi na najczęstsze pytania w tym temacie, które sam sobie zadawałem przed wyjazdem. Mam nadzieję, że pomogą Ci podjąć decyzję o zmianie strefy klimatycznej w środku zimy, a jeśli brakuje czegoś co Cię trapi, to komentarze są Twoje.

 

Czy jest ciepło?

IMG_20150201_091915

Wizja chodzenia bez koszulki w trakcie kalendarzowej zimy była głównym powodem, dla którego w ogóle myślałem o podróży do Afryki i okazała się strzałem w dziesiątkę. Średnia temperatura w ciągu dnia to 27 stopni, co sprowadza się do tego, że mniej więcej od 9 do 17 możesz śmigać w samych bokserkach (jak jesteś bez bokserek, to ludzie jakoś dziwnie zaczynają na Ciebie patrzeć). Ani żar nie leje się z nieba, że jedyną opcją do przeżycia jest cień, ani, mimo lekkiego wiatru, nie musisz siedzieć w bluzie, czy, niech Allah broni, w kurtce.

Jest idealnie.

 

Jak z maniurkami?

Jeśli nastawiasz się na zimowy romans, seksturystykę, bądź znalezienie żony, to muszę Cię rozczarować. Połowa wczasowiczów jest w wieku 50+, a jedna czwarta -14. Oczywiście zdarzają się laski już zdatne do użytku i jeszcze nie przejrzałe, tyle, że te przylatują najczęściej z facetami. Jeśli więc nie masz preferencji seksualnych, które są karane przez prawo lub zakładają uczestnictwo kilku osób, to raczej nie poszalejesz.

Jeśli natomiast chodzi o tubylców, to NIGDZIE nie widziałem egipskich kobiet. Obstawiam, że po prostu siedzą w domach i rodzą dzieci.

 

Jaka waluta obowiązuje w Egipcie?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (61)

Oficjalnie funt egipski, mniej oficjalnie, ale równie akceptowalnie dolar amerykański. 1 dolar = 7 funtów, aczkolwiek w zależności od Twoich zdolności negocjacyjnych ta proporcja może ulegać zmianie w obie strony. Zasadniczo w Egipcie nie ma takich rzeczy, które kosztowałyby mniej niż 1 dolara, więc zupełnie nie musisz się przejmować wymianą pieniędzy i bez problemów wszystko załatwisz amerykańską walutą.

 

Czy all inclusive ma sens?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (27)

Pierwszy raz byłem na wakacjach, gdzie wszystko było załatwione i zapewnione od A do Z i jeśli Twoim celem nie jest poznawanie i zwiedzanie, a odpoczynek i spokój świętszy niż dzień zaznaczony w kalendarzu na czerwono, to ma to sens w pełni. Podane, posprzątane, w pierścień pocałowane. Nic tylko żyć i odpoczywać.

 

Jak jest z jedzeniem i piciem?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (104)

W sumie mieliśmy 6 posiłków dziennie, dostępnych zarówno w stołówce hotelowej, przy basenie jak i przy samej plaży, co było turbo wygodne. Woda, napoje i alkohole również. Od 8 do 24 bez limitów. Przy czym, o ile jedzenie było naprawdę w porządku i był szeroki wybór żarełka, o tyle w kwestii alko było dość marnie. To co można było dostać w barze na opaskę, to nie były ogólnoświatowe, czy choćby polskie marki, tylko ich krajowe odpowiedniki. 30% wódka, gin, whisky i rum z plastikowych butelek i wino z kartonu. Wyjątkowo podłe, więc jeśli zakładasz, że wyjazd będzie opierał się na mocnych libacjach, to lepiej przywieźć sprzęt z domu.

 

Czy 5 gwiazdek w Egipcie to dużo?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (24)

Malusieńko. To co w Sharm El Sheikh uchodziło za szczyt luksusu w Polsce dostałoby góra 3 gwiazdeczki. Pokoje słabo oświetlone, przeciętnie wyposażone z często niefunkcjonującym sprzętem. Brak windy, tylko 1 podgrzewany basen, niedziałający telewizor, zdezelowane krzesło na tarasie i często „rozkojarzona” obsługa. Nie zrozumcie mnie źle, pobyt zaliczam zdecydowanie do udanych, bardzo mi się podobało przez ten tydzień i nie mam żadnych poważnych powodów do narzekań, ale 5 gwiazdek to to nie było z pewnością.

 

Jak Egipcjanie odnoszą się do turystów?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (62)

Innymi słowy, czy na każdym kroku chcą Cię wyruchać na hajs? Bardzo bym sobie życzył, żeby było inaczej, ale niestety odpowiedź brzmi: tak. Od obsługi w hotelu, przez taksówkarzy, po sprzedawców na deptaku, każdy patrzy na Ciebie jak na studolarowy banknot i zrobi niemal wszystko byś znalazł się w jego kieszeni.

W recepcji jeśli będziesz chciał zmienić pokój, bo okna z obecnego wychodzą na remontowaną ulicę, powiedzą Ci, że niestety, ale wszystkie są zajęte. No chyba, że dasz 40$, wtedy dostaniesz pokój z najładniejszym widokiem w całym hotelu. W markecie, nawet jeśli na produktach będą ceny, i tak policzą Ci je zgodnie ze swoim widzimisię, a gdy będziesz płacił w dolarach, dziwnym zbiegiem okoliczności okaże się, że 1$=3LE. No i przypadkiem nie licz na wydawanie reszty. Nawet kupując znaczki pocztowe, które mają z góry ustaloną cenę, narzuconą przez rząd, będą próbowali Cię okłamać, że to tylko kwota podatku, a naprawdę są 4 razy droższe.

Dlatego wcześniej pisałem, że all inclusive ma sens, a w Egipcie wybitnie, bo jeśli musisz dokonać jakiejkolwiek transakcji gotówkowej, to masz 100% pewność, że będą chcieli Cię przekręcić. Mnie próbowali oszukać nawet w oficjalnym salonie Vodafone.

 

Czy za wszystko trzeba dawać napiwki?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (42)

To dość popularna i notorycznie utrwalana opinia, która jednak jest mitem. A przynajmniej była w moim przypadku.

Jedyny napiwek jak dawałem, to 1 dolar dla kolesia sprzątającego pokoje, przy czym, przy pieniążku zawsze zaznaczałem, że proszę o 2 butelki wody. W standardzie była jedna, więc uznałem za uzasadnione dać mu coś ekstra za fatygę, a przeliczając na kupno wody w sklepie i tak mniej więcej wychodziło na zero. Innym pracownikom hotelu, czy to barmanom, czy kelnerom, nigdy nie dawałem żadnych pieniędzy za usługi, które były i tak już opłacone, i nie zauważyłem, żeby serwis, który mi dostarczali odbiegał jakością od obsługi innych gości. Jedzenie było takie samo, napoje w tym samym czasie i „śmaczniego” równie zabawne co zawsze.

 

Jak wygląda sytuacja z internetem?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (32)

Słabo. W hotelu za wi-fi chcą zedrzeć z Ciebie skórę, licząc, że będą mogli to zrobić jeszcze raz, gdy odrośnie. 1 godzina = 5$, 6 dni = 35$. Koszt roamingu mobilnego to z kolei 3,43zł za 100kb. Bez komentarza. Jedyną sensowna opcją jest kupienie karty prepaid u lokalnego operatora i zrobienie routera bezprzedodowego z telefonu.

Karta sim w Vodafonie z 1GB do wykorzystania na internet kosztuje 47 funtów egipskich, czyli około 25 złotych. Jeśli nie siedzisz pół dnia na YouTube, ani nie przesyłasz kosmicznej ilości zdjęć mamie czekającej w Polsce z pierogami, to na tygodniowy wyjazd spokojnie Ci wystarczy. Co ciekawe, w Egipcie nawet kupując kartę sim musisz podać wszystkie swoje dane i udostępnić paszport do skserowania, także wysyłanie wiadomości typu „bomba”, czy „zamach na prezydenta” nie przejdzie.

 

Czy Polacy robią bydło?

Mniejsze niż na Wiankach w Krakowie. Zdarzają się Janusze śledzący węża przez cały wyjazd, czy robienie sobie zdjęć z pracownikami lotniska bo przecież „murzyny, normalnie murzyny na wolności!”, ale sporadycznie. Najczęstszą wiochą jest mówienie do wszystkich tubylców po polsku i dziwienie się, że nie rozumieją. No i nazywanie każdego możliwego makaronu spaghetti, ale po za tym nie zanotowałem jakichś spektakularnych przypałów. Zdecydowanie na większe bydło z naszej strony napatrzyłem się w Londynie.

 

Czy warto lecieć do Egiptu w lutym?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (26)

Tak, tak, tak! Po pierwsze odpoczywasz, po drugie opalasz się, po trzecie zupełnie zapominasz, że jest zima, po czwarte ładujesz baterie na resztę roku (no, przynajmniej do wakacji)! Każdemu, kto ma jesienną, zimową, czy jakąkolwiek inną depresję polecam tydzień pod palmami, a nawet dwa. My płaciliśmy 2000zł, bo rezerwowaliśmy wyjazd z dużym wyprzedzeniem, ale last minute za 1500zł też da się znaleźć, a odmulenie się z szarugi i stanu nie-mam-na-nic-siły jest tego warte.

No i nic tak nie cieszy jak zazdrość znajomych, gdy wrzucasz zdjęcie z drinkiem na leżaku, a oni mają problem z odśnieżeniem fury.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!