Close
Close

Lotnisko w Pyrzowicach, siedzimy z Wiktorem na tarasie widokowym i podziwiamy technikę odśnieżania pasa startowego przez 6 spychaczy i autobus, czekając na nasz samolot. Pląsom dużych samochodów po dywanie z białego puchu przypatruje się też małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem. Małym, ale na tyle dużym, że potrafi już mówić. I pytać. O wszystko.

– Mama, mama, a co te auta robią?

– Odśnieżają pas startowy Oleńko.

– A muszą to robić samochody, a nie może jakiś pan z łopatą?

– Nie Oleńko, płyta lotniska jest za duża, żeby ktoś sam ją odśnieżał.

– Czemu?

– Tak jest łatwiej po prostu.

– A czemu te auta jadą jedno za drugim, a nie obok siebie?

– Bo tak muszą jechać.

– Ale czemu? Przecież jakby jechały obok siebie to by szybciej odśnieżyły pal startowy.

– „Pas startowy” Olu, nie „pal”.

– Ale mama, czemu nie jadą obok siebie?

– Nie wiem Olu. Musiałabyś spytać tego pana w niebieskim kombinezonie, bo ja nie wiem.

– A czemu ty mama nie spytasz, jak nie wiesz?

– Ja jestem dorosła Olu, mnie nie wypada.

Przysłuchując się tej rozmowie nagle mnie olśniło, że faktycznie tak jest. Że ludzie kończący etap edukacji, po którym idą do pracy na pełen etat, uznawani są za dorosłych i od momentu wypalenia tego stygmatu na pasku wypłaty, drastycznie zmienia im się zakres praw, obowiązków i przywilejów. O ile w bycie dzieckiem naturalnie i trwale wpisane jest dociekanie, drążenie i odkrywanie, o tyle w przypadku dorosłych, jest to już dużo mniej akceptowalne społecznie, a w zasadzie wręcz naganne.

Jakoś tak dziwnie się przyjęło, że dorosły, to człowiek, któremu już skończył się czas na poznawanie. On ma po prostu wiedzieć. Lub, najzgrabniej jak tylko jest w stanie, zamaskować tę niewiedzę.

To absurdalne, ale o dorosłości stanowi niepytanie. Im mniej drążysz codzienność, złożoność świata, to czemu samoloty nie są zbudowane z tego samego materiału co czarne skrzynki, kromki spadają masłem do dołu, a Kate Winslet nie wciągnęła Leonardo DiCpario na dryfującą deskę w ostatniej scenie Titanica, mimo, że oboje by się zmieścili, tym bardziej poważnym człowiekiem jesteś. Utarło się, że zadawanie pytań obnaża niewiedzę, na którą mogą pozwolić sobie tylko dzieci z racji ich wieku. I wyrzutki społeczeństwa, zepchnięte z maty szacunku.

Mimo, że gdyby nie ciągłe dociekanie i przewiercanie zagadnień na wylot, nigdy nie dokonałby się postęp cywilizacyjno-technologiczny i dziś oglądalibyśmy telewizję przy świeczkach, to jest to postrzegane negatywnie. Mimo, że bez podważania istniejących teorii, wciąż myślelibyśmy, że Ziemia jest płaska, to tego typu postawa nie jest premiowana. Mimo, że gdyby nie ciągłe rzucanie „czemu tak?”, „a dlaczego?”, „z czego to wynika?”, „skąd to się wzięło?”, modernizacja, ani restrukturyzacja żadnej firmy nie mogłaby mieć miejsca, to w codziennym życiu ludzie uważają, że te pytania to powód do wstydu. To głupie, ale tak jest.

Dorosłym nie wypada pytać, dorosłym nie wypada nie wiedzieć, dorosłym nie wypada być ciekawym świata. Jak to dobrze, że mentalnie wciąż jestem dzieciakiem.

(niżej jest kolejny tekst)

70
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
45 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
34 Comment authors
NanaprzybylkoKlaudia Duda AugustowskaFilipGCocoon Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika
Gość

Ja znam mnóstwo dorosłych, którzy nawet nie zapytają przechodnia o drogę jak się zgubią, a ich argument to „bo ja nie lubię pytać”.

patrycja
Gość
patrycja

Zwlaszcza faceci ;-)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ci mają nie tylko problem z pytaniem, ale i słuchaniem podpowiedzi kobiety, która przypadkiem zna drogę lepiej. No chyba, że ta kobieta jest głosem w GPS-ie.

Szymon Szczepaniak
Gość
Szymon Szczepaniak

Chyba, że ktoś parę razy zaufał kobiecie, która niby to przypadkiem lepiej znała drogę ;) Ja oszczędzam sobie tłumaczeń, że coś tu jednak jest nie tak, że przecież tu powinna być droga…

Króliczek Doświadczalny
Gość

I teraz pytanie co jest gorsze: zła podpowiedź czy brak jakiejkolwiek podpowiedzi i wiedzy gdzie jechać ;)

Szymon Szczepaniak
Gość
Szymon Szczepaniak

W zasadzie to lepszy jest ajfon ;) Plus podobno dobrze nam idzie tzw. jazda na czuja ;)

Monika
Gość

Na GPS jest sposób. Wystarczy powiedzieć: ” Ja jestem kobietą, ja cie nie pokieruję, bo nie umiem czytać map i nie zapamiętuje drogi” i wtedy mężczyzna sam wpada na pomysł żeby włączyć GPS :D

Monika
Gość

No tak, w sumie 99% tych osób o których napisałam to faceci :D Bo przecież prawdziwy mężczyzna się nie gubi i nie potrzebuje pomocy innych :D

Tianzi
Gość
Tianzi

Czytałam niedawno fantastykę, powieść, w której role społeczne kobiet i mężczyzn były odwrócone. W jednej scenie siostry – wojowniczki – nie zrozumiały czegoś w konwerascji o życiu dworskim i zamarły w gniewnej bezradności, dopóki ich brat nie połapał się w sytuacji i nie zapytał sam, co uznano za słodkie i wyjaśniono mu tego tak, by dotarło do jego ślicznej główki. Najpierw mnie to rozbawiło, a potem sobie uświadomilam, że widywałam wersję odwróconą płciowo i w dzisiejszym świecie… :)

Zofia Dwojacka
Gość
Zofia Dwojacka

O, brzmi ciekawie. Co to za książka? :)

Tianzi
Gość
Tianzi

‚Brother’s Price’ (o ile wiem, nie została przetłumaczona na PL), autorem jest Wen Spencer.

Kasia Gandor
Gość

To w sumie nie w temacie, ale #mnieśmieszy: Kiedyś jakiś Czech zapytał mnie o drogę, a ja zamiast na granicę, skierowałam go na autostradę do Krakowa.

Jan Favre
Gość

Ty zła kobieto!

Bartek Garnuch
Gość

Oh, toż to ulubiona część wycieczki dla każdego faceta-kierowcy!:

– Kochanie, zgubiłeś się? Może zapytasz kogoś…
– Cicho! NIe będę pytał, poradzę sobie!

A potem w kółko 2 godziny ;)

Łukasz Szejna
Gość

Bycie takim typowym dorosłym to smutna sprawa.

Jan Favre
Gość

Smutniejsza, niż święta bez Kevina.

Paula
Gość

Nie ma nic smutniejszego niż święta bez Kevina. Nic.

David Gajc
Gość
David Gajc

Szkoda, że egzaminatorzy nie wychodzą z takiego założenia :(

Jan Favre
Gość

Bo są dorośli.

Andrzej Słowik
Gość
Andrzej Słowik

No dobra, spoko, ale czemu te auta jadą jedno za drugim a nie obok siebie?

Jan Favre
Gość

Nie wiem Andrzeju. Musiałabyś spytać tego pana w niebieskim kombinezonie, bo ja nie wiem.

Paulina Bisiorek
Gość
Paulina Bisiorek

ja jestem z ” Pan w kombinezonie” za pan brat wiec odpowiem :
– jadą jeden za drugim,bo zawsze są pozostałości… czyli pierwszy jedzie 5m od krawędzi pasa, drugi za nim 2m a trzeci przy samej krawędzi po to by nie zostawiać łańcuchów śnieżnych tak jak jest to przy chodnikach na ulicy. wd. norm międzynarodowych przy krawędzi zaspa możne mieć max 30cm (przy progu pasa 15cm)… a czy odśnieżają z lewej do prawej czy odwrotnie zależy od wiatru. no i Dyżurny jedzie za nimi żeby sprawdzić czy dobrze to robią i przez radio koryguje :D .

Szymon Szczepaniak
Gość
Szymon Szczepaniak

Tak całkiem serio, to każdy ma niżej opuszczony tzw. pług i zgarnia resztki śniegu po poprzednim ;)

margaritum
Gość

Tego rodzaju teksty u Ciebie uwielbiam!
Są takie słowa Einsteina, które bardzo lubię: „Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać, nie potrafi żyć.”
My, dorośli pytamy już tylko o to, co jest nam potrzebne. Nie potrafimy pytać z czystej ciekawości. Bez żadnego zysku, dla przyjemności poznawania świata.

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

50 powodów, dla których film „50 twarzy Greya” to dno

Skip to entry content

Bez owijania w celofan i przydługich wstępów: tę recenzję będziecie czytać tylko dla beki, bo o tym, że ten film to tragedia, wiadomo było przed seansem. W zasadzie, to już po wypuszczeniu zwiastuna. A na dobrą sprawę, to od momentu kiedy zapowiedziano ekranizację książki. „50 twarzy Greya” jest tak słabe, że przebić mogłoby go tylko połączenie „Kac Wawy” z „Gulczas, a jak myślisz?” obsadzając w głównych rolach Wróżbitę Macieja i Kobrę.

Czemu?

1. To melodramat.

2. Główną bohaterkę gra Dakota Johnson. Która nigdy nie zagrała w niczym dobrym i najprawdopodobniej przyjęła tę rolę tylko po to, żeby z hukiem zakończyć pasmo porażek. To znaczy swoją karierę.

3. Greya gra Jamie Dornan. „Irlandzki aktor, model i muzyk”, jak podaje Wikipedia, który ani nie nagrał, ani nie wymodelował, ani nie pokazał się w żadnym filmie, z którego można by go znać. Najwyraźniej aktorstwo, muzyka i modeling go znudziły, i postanowił spróbować swych sił jako komik, karykaturując stosunki płciowe na srebrnym ekranie.

4. W filmie są nieudane wątki science-fiction. Ana Steel mimo, że już skończyła liceum wciąż jest dziewicą.

5. I nieudane wątki fantasy. Ana upija się jednym drinkiem do takiego stanu, że ma problem z utrzymaniem pionu i składaniem zdań.

6. I błędy logiczne. Jak motyw, gdy w tancbudzie, w której dudni muzyka Ana rozmawia przez telefon bez zatykania jednego ucha i wydzierania się do słuchawki, jak gdyby na czas połączenia całe otocznie zamierało w ciszy.

7. Są też cudowne ozdrowienia. Ana jedzie na wywiad z Greyem, bo jej współlokatorka się rozchorowała, ma ostatnie stadium raka i będzie umierać. W sensie, że ma czerwony nosek i siedzi pod kocem gapiąc się w telepudło. Bidulka. Ta sama nadająca się do hospitalizacji dziołszka, po 1,5 godziny, gdy Ana wraca z wywiadu, jest już w pełni sił witalnych i biega po kuchni odstrzelona jak na casting do „Trudnych spraw”.

8. Nieudolność reżyserska przejawia się też w scenografii. Żeby pokazać, że Panna Steel jest biedną, zahukaną studentką bez hajsu, która imprezy kończącej się orgią nie zobaczyłaby nawet na planie „Brazzersów”, Grey pije z nią szampana w jej mieszkaniu nie z kieliszków, a z filiżanek do kawy. Bo sierotka żyje w wyjątkowo skromnych warunkach i nie posiada takich luksusów. Przy czym ma 60-metrowy apartament z panelami na podłodze, telewizorem i nową kuchnią z ostatniego katalogu IKEA. I furę. Faktycznie, typowa biedna studentka.

9. Pani reżyser dała sobie wsadzić podwójne dildo w odbyt również w kwestii dialogów. Mamy takie kwiatki jak:

– Będziemy się kochać?

– Ja się nie kocham, ja rżnę.

10. Czy apogeum absurdu:

– Ona jest pedofilem.

– Ufam jej.

11. Film trwa 2 godziny i 4 minuty. To o 120 minut za dużo.

12. Postać Greya jest tak niespójna jak tylko to możliwe. Typ w założeniu ma być super samcem alfa, którego kobiety błagają o spust na twarz, a zachowuje się jak wiecznie sfrustrowany nieudacznik, który pyta kobietę, czy może ją dotknąć zanim to zrobi. Mimo, że pozuje na Casanovę to 15 razy prosi Anę, żeby podpisała z nim kontrakt i zgodziła się na jego warunki. Turbo kozaki tak nie robią.

 [emaillocker]

13. Typ grający Greya nie potrafi grać. Jest sztywny jak nieboszczyk i wyraża twarzą mniej emocji niż Roman Giertych. Nawet bracia Mroczki w pojedynkę mają większe stadium ekspresji.

14. Typiara grająca Anę też nie potrafi grać. I w dodatku ma ultra brzydką twarz.

15. Postać Any jest płaska. Sprowadza się do bycia tępą blazą, która tylko wzdycha i spuszcza wzrok. Serio.

16. Relacja głównych bohaterów jest mniej przekonująca niż Bill Clinton mówiący, że nie spał z Monicą Lewinsky. Typ, który jest multimiliarderem i rucha więcej niż Rocco Siffredi, zadurza się w brzyduli chodzącej w worku na ziemniaki, wyjętej żywcem z „Doktor Quinn”. Szara myszka, która za cel życiowy postawiła sobie nie rozkładanie nóg szerzej, niż to potrzebne do oddania moczu, ni z tego, ni z owego daje się rozdziewiczyć przypadkowemu erotomanowi-psychopacie, którego poznała dzień wcześniej. No tak, to ma sens.

17. Daktoa Johson w scenie wywiadu ssie ołówek. Jest to tak głupie, że aż zasługiwało na osobny podpunkt.

18. „50 twarzy Greya” propaguje treści rasistowskie. Jedyny ciemnoskóry aktor w całej ekranizacji, dostaje w ryj od Christiana, tylko za to, że zagadał do Any.

19. „50 twarzy Greya” propaguje treści szowinistyczne. Żadna z występujących kobiet nie wypowiada ani jednej istotnej kwestii. Nie żeby jakiś koleś takową wypowiadał.

20. „50 twarzy Greya” propaguje treści antyfamilijne. Reżyserka sugeruje, że palcówka przy rodzinnym stole podczas niedzielnego obiadku, to dobry pomysł.

21. „50 twarzy Greya” propaguje treści antykatolickie. Nikt nie zmawia pacierza przed posiłkiem.

22. „50 twarzy Greya” propaguje treści antysemickie. Nie ma ani jednego żyda wśród bohaterów.

23. W ścieżce dźwiękowej został zdewastowany utwór Beyonce i Jaya-Z. „Crazy in love” w tym coverze brzmi jak „Ona tańczy dla mnie” w oryginale.

24. Twórcy obrazu nie znają życia. W jednej ze scen twierdzą, że MacBook Apple’a się zepsuł.

25.To film z najbardziej niepodniecającymi scenami erotycznymi w historii kinematografii. Nawet kiedy tytułowy bohater robi minetę studentce, bardziej angażuje Cię rozmyślanie nad wczorajszym obiadem i ciągle zastanawiasz się, kiedy w końcu coś się zacznie dziać.

26. To film kaleczący tematykę sadomasochizmu. Grey klepie Anę szpicrutą po żebrach. Tak, nie po twarzy, nie po cyckach, nie po tyłku. Po żebrach.

27. I w dodatku nie potrafi robić węzłów. Dziewczyna ma tak lekko związane ręce krawatem, że gdyby mocniej pierdnęła sam by jej spadł z nadgarstków.

28. Za bilet do kina musisz zapłacić. A to samo z lepszą fabułą i aktorami masz na PornHubie.

29. Najprawdopodobniej nakręcą kolejną część. A najpewniej nawet dwie.

30.-49. W TYM FILMIE NIC SIĘ NIE DZIEJE! KOMPLETNIE, TOTALNIE, CAŁKOWICIE NIC! N-I-C!

50. Film powstał na podstawie książki „50 twarzy Greya”.

 [/emaillocker]

Cotygodniowy Przegląd Internetu #13: seks z ideałem, bekon na walentynki i O.S.T.R.

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 13

Mam nadzieję, że przeżyliście piątek 13-go, bo byłoby mi przykro, gdyby okazało się, że nie oszukaliście przeznaczenia, przyśnił Wam się koszmar minionego lata i wpadliście na piłę. I skleiłem cały „Przegląd” tylko dla siebie. Zwłaszcza, że dzisiejsze wydanie jest prawie, że walentynkowe, bo przewija się sporo tematów damsko-męskich – w sensie, aż 3 – a wiem, że to lubicie.

Gdy zakochanie mija: nie powinieneś od razu puszczać okrętu, tylko dać sobie na wstrzymanie i zrozumieć, że to nie koniec miłości, tylko jej kolejna faza. A przynajmniej tak twierdzi matka, żona i kochanka.

5 rzeczy, które musisz wiedzieć o Rzymie: lecę się do stolicy Włoch na Wielkanoc, także bardzo przydatne info, biorąc pod uwagę, że nigdy tam nie byłem. Nawet jeśli nie planujecie się tam wybrać w najbliższym czasie to i tak całkiem niezłe ciekawostki.

W łóżku z ideałem: tekst głównie dla pań, choć ja jako facet też się ubawiłem. Ultra lekko, erotycznie i wyjątkowo zabawnie o tym, jakby to było pójść do łóżka z typem z okładki Men’s Health.

Jaki jest sens życia? Brzmi jak pytanie wyjęte z książki brazylijskiego pseudo-pisarza i pseudo-poety? Może i tak, ale Volant bardzo rzeczowo odpowiada na to pytanie, bez patosu i nadęcia zahaczającego o żenadę.

Blogerzy dręczą Kim Dżong Una: prośbami o głosowanie na „Blog Roku”, czyli świetne, cyniczne podsumowanie tego konkursu i żebrania o smsy na Facebooku.

Jak Michael Jackson zniszczył sobie twarz operacjami? A, właśnie tak.

10 propozycji na walentynkowy prezent dla faceta: wszystkie składają się z bekonu i każda z nich jest idealna.

Klip tygodnia: Ostrego nie słucham od dawna ze względu na monotematyczność, ale nie da się nie docenić jego talentu muzycznego. Koleś z dziecięcych zabawek ze Smyka, czy innego 5-10-15, robi podkład który jest lepszy niż połowa produkcji na nielegalach. ŁOUŁ!

 

Fanpage tygodnia: oryginalna kreska, turbo celne teksty i najrzadsza aktualizacja na świecie. Ale za to jak już wrzuci coś nowego, to typowy konkret rozsadzający edge rank. Dużo miłości dla bolącej nóżki!

Post użytkownika Bolimienoga.

 

Blogerka na głównym zdjęciu: dziewczyna z hiperspecjalistyczną lupa ze zginanymi ramionami zerkająca wielkim okiem, to Agata z Qrkoko.pl. Kompletnie nie mam pojęcia co znaczy ta nazwa, ale jak wynika z tematyki postów, blog jest o rękodziele. Czyli o szydełkowaniu, hafcie koralikowy, dzierganiu i wszystkich innych czynnościach, których bałbym się podjąć w trosce o własne życie. Jak pokazuje Agata, niepotrzebnie.

Z ogłoszeń parafialnych, to oczywiście cały czas czekam na męskie zdjęcia z lupą na kolejne okładki „Przeglądu” (choć z braku laku damskie też przygarnę), ale tym razem wyjątkowo bardziej mnie interesuje jak podobał Wam się wczorajszy „Smok Blog”, który organizowałem z Andrzejem Kozdębą i Michałem Majem. Chcecie więcej?