Close
Close

Lotnisko w Pyrzowicach, siedzimy z Wiktorem na tarasie widokowym i podziwiamy technikę odśnieżania pasa startowego przez 6 spychaczy i autobus, czekając na nasz samolot. Pląsom dużych samochodów po dywanie z białego puchu przypatruje się też małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem. Małym, ale na tyle dużym, że potrafi już mówić. I pytać. O wszystko.

– Mama, mama, a co te auta robią?

– Odśnieżają pas startowy Oleńko.

– A muszą to robić samochody, a nie może jakiś pan z łopatą?

– Nie Oleńko, płyta lotniska jest za duża, żeby ktoś sam ją odśnieżał.

– Czemu?

– Tak jest łatwiej po prostu.

– A czemu te auta jadą jedno za drugim, a nie obok siebie?

– Bo tak muszą jechać.

– Ale czemu? Przecież jakby jechały obok siebie to by szybciej odśnieżyły pal startowy.

– „Pas startowy” Olu, nie „pal”.

– Ale mama, czemu nie jadą obok siebie?

– Nie wiem Olu. Musiałabyś spytać tego pana w niebieskim kombinezonie, bo ja nie wiem.

– A czemu ty mama nie spytasz, jak nie wiesz?

– Ja jestem dorosła Olu, mnie nie wypada.

Przysłuchując się tej rozmowie nagle mnie olśniło, że faktycznie tak jest. Że ludzie kończący etap edukacji, po którym idą do pracy na pełen etat, uznawani są za dorosłych i od momentu wypalenia tego stygmatu na pasku wypłaty, drastycznie zmienia im się zakres praw, obowiązków i przywilejów. O ile w bycie dzieckiem naturalnie i trwale wpisane jest dociekanie, drążenie i odkrywanie, o tyle w przypadku dorosłych, jest to już dużo mniej akceptowalne społecznie, a w zasadzie wręcz naganne.

Jakoś tak dziwnie się przyjęło, że dorosły, to człowiek, któremu już skończył się czas na poznawanie. On ma po prostu wiedzieć. Lub, najzgrabniej jak tylko jest w stanie, zamaskować tę niewiedzę.

To absurdalne, ale o dorosłości stanowi niepytanie. Im mniej drążysz codzienność, złożoność świata, to czemu samoloty nie są zbudowane z tego samego materiału co czarne skrzynki, kromki spadają masłem do dołu, a Kate Winslet nie wciągnęła Leonardo DiCpario na dryfującą deskę w ostatniej scenie Titanica, mimo, że oboje by się zmieścili, tym bardziej poważnym człowiekiem jesteś. Utarło się, że zadawanie pytań obnaża niewiedzę, na którą mogą pozwolić sobie tylko dzieci z racji ich wieku. I wyrzutki społeczeństwa, zepchnięte z maty szacunku.

Mimo, że gdyby nie ciągłe dociekanie i przewiercanie zagadnień na wylot, nigdy nie dokonałby się postęp cywilizacyjno-technologiczny i dziś oglądalibyśmy telewizję przy świeczkach, to jest to postrzegane negatywnie. Mimo, że bez podważania istniejących teorii, wciąż myślelibyśmy, że Ziemia jest płaska, to tego typu postawa nie jest premiowana. Mimo, że gdyby nie ciągłe rzucanie „czemu tak?”, „a dlaczego?”, „z czego to wynika?”, „skąd to się wzięło?”, modernizacja, ani restrukturyzacja żadnej firmy nie mogłaby mieć miejsca, to w codziennym życiu ludzie uważają, że te pytania to powód do wstydu. To głupie, ale tak jest.

Dorosłym nie wypada pytać, dorosłym nie wypada nie wiedzieć, dorosłym nie wypada być ciekawym świata. Jak to dobrze, że mentalnie wciąż jestem dzieciakiem.

(niżej jest kolejny tekst)

70
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
45 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
34 Comment authors
NanaprzybylkoKlaudia Duda AugustowskaFilipGCocoon Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika
Gość

Ja znam mnóstwo dorosłych, którzy nawet nie zapytają przechodnia o drogę jak się zgubią, a ich argument to „bo ja nie lubię pytać”.

patrycja
Gość
patrycja

Zwlaszcza faceci ;-)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ci mają nie tylko problem z pytaniem, ale i słuchaniem podpowiedzi kobiety, która przypadkiem zna drogę lepiej. No chyba, że ta kobieta jest głosem w GPS-ie.

Szymon Szczepaniak
Gość
Szymon Szczepaniak

Chyba, że ktoś parę razy zaufał kobiecie, która niby to przypadkiem lepiej znała drogę ;) Ja oszczędzam sobie tłumaczeń, że coś tu jednak jest nie tak, że przecież tu powinna być droga…

Króliczek Doświadczalny
Gość

I teraz pytanie co jest gorsze: zła podpowiedź czy brak jakiejkolwiek podpowiedzi i wiedzy gdzie jechać ;)

Szymon Szczepaniak
Gość
Szymon Szczepaniak

W zasadzie to lepszy jest ajfon ;) Plus podobno dobrze nam idzie tzw. jazda na czuja ;)

Monika
Gość

Na GPS jest sposób. Wystarczy powiedzieć: ” Ja jestem kobietą, ja cie nie pokieruję, bo nie umiem czytać map i nie zapamiętuje drogi” i wtedy mężczyzna sam wpada na pomysł żeby włączyć GPS :D

Monika
Gość

No tak, w sumie 99% tych osób o których napisałam to faceci :D Bo przecież prawdziwy mężczyzna się nie gubi i nie potrzebuje pomocy innych :D

Tianzi
Gość
Tianzi

Czytałam niedawno fantastykę, powieść, w której role społeczne kobiet i mężczyzn były odwrócone. W jednej scenie siostry – wojowniczki – nie zrozumiały czegoś w konwerascji o życiu dworskim i zamarły w gniewnej bezradności, dopóki ich brat nie połapał się w sytuacji i nie zapytał sam, co uznano za słodkie i wyjaśniono mu tego tak, by dotarło do jego ślicznej główki. Najpierw mnie to rozbawiło, a potem sobie uświadomilam, że widywałam wersję odwróconą płciowo i w dzisiejszym świecie… :)

Zofia Dwojacka
Gość
Zofia Dwojacka

O, brzmi ciekawie. Co to za książka? :)

Tianzi
Gość
Tianzi

‚Brother’s Price’ (o ile wiem, nie została przetłumaczona na PL), autorem jest Wen Spencer.

Kasia Gandor
Gość

To w sumie nie w temacie, ale #mnieśmieszy: Kiedyś jakiś Czech zapytał mnie o drogę, a ja zamiast na granicę, skierowałam go na autostradę do Krakowa.

Jan Favre
Gość

Ty zła kobieto!

Bartek Garnuch
Gość

Oh, toż to ulubiona część wycieczki dla każdego faceta-kierowcy!:

– Kochanie, zgubiłeś się? Może zapytasz kogoś…
– Cicho! NIe będę pytał, poradzę sobie!

A potem w kółko 2 godziny ;)

Łukasz Szejna
Gość

Bycie takim typowym dorosłym to smutna sprawa.

Jan Favre
Gość

Smutniejsza, niż święta bez Kevina.

Paula
Gość

Nie ma nic smutniejszego niż święta bez Kevina. Nic.

David Gajc
Gość
David Gajc

Szkoda, że egzaminatorzy nie wychodzą z takiego założenia :(

Jan Favre
Gość

Bo są dorośli.

Andrzej Słowik
Gość
Andrzej Słowik

No dobra, spoko, ale czemu te auta jadą jedno za drugim a nie obok siebie?

Jan Favre
Gość

Nie wiem Andrzeju. Musiałabyś spytać tego pana w niebieskim kombinezonie, bo ja nie wiem.

Paulina Bisiorek
Gość
Paulina Bisiorek

ja jestem z ” Pan w kombinezonie” za pan brat wiec odpowiem :
– jadą jeden za drugim,bo zawsze są pozostałości… czyli pierwszy jedzie 5m od krawędzi pasa, drugi za nim 2m a trzeci przy samej krawędzi po to by nie zostawiać łańcuchów śnieżnych tak jak jest to przy chodnikach na ulicy. wd. norm międzynarodowych przy krawędzi zaspa możne mieć max 30cm (przy progu pasa 15cm)… a czy odśnieżają z lewej do prawej czy odwrotnie zależy od wiatru. no i Dyżurny jedzie za nimi żeby sprawdzić czy dobrze to robią i przez radio koryguje :D .

Szymon Szczepaniak
Gość
Szymon Szczepaniak

Tak całkiem serio, to każdy ma niżej opuszczony tzw. pług i zgarnia resztki śniegu po poprzednim ;)

margaritum
Gość

Tego rodzaju teksty u Ciebie uwielbiam!
Są takie słowa Einsteina, które bardzo lubię: „Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać, nie potrafi żyć.”
My, dorośli pytamy już tylko o to, co jest nam potrzebne. Nie potrafimy pytać z czystej ciekawości. Bez żadnego zysku, dla przyjemności poznawania świata.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

50 powodów, dla których film „50 twarzy Greya” to dno

Skip to entry content

Bez owijania w celofan i przydługich wstępów: tę recenzję będziecie czytać tylko dla beki, bo o tym, że ten film to tragedia, wiadomo było przed seansem. W zasadzie, to już po wypuszczeniu zwiastuna. A na dobrą sprawę, to od momentu kiedy zapowiedziano ekranizację książki. „50 twarzy Greya” jest tak słabe, że przebić mogłoby go tylko połączenie „Kac Wawy” z „Gulczas, a jak myślisz?” obsadzając w głównych rolach Wróżbitę Macieja i Kobrę.

Czemu?

1. To melodramat.

2. Główną bohaterkę gra Dakota Johnson. Która nigdy nie zagrała w niczym dobrym i najprawdopodobniej przyjęła tę rolę tylko po to, żeby z hukiem zakończyć pasmo porażek. To znaczy swoją karierę.

3. Greya gra Jamie Dornan. „Irlandzki aktor, model i muzyk”, jak podaje Wikipedia, który ani nie nagrał, ani nie wymodelował, ani nie pokazał się w żadnym filmie, z którego można by go znać. Najwyraźniej aktorstwo, muzyka i modeling go znudziły, i postanowił spróbować swych sił jako komik, karykaturując stosunki płciowe na srebrnym ekranie.

4. W filmie są nieudane wątki science-fiction. Ana Steel mimo, że już skończyła liceum wciąż jest dziewicą.

5. I nieudane wątki fantasy. Ana upija się jednym drinkiem do takiego stanu, że ma problem z utrzymaniem pionu i składaniem zdań.

6. I błędy logiczne. Jak motyw, gdy w tancbudzie, w której dudni muzyka Ana rozmawia przez telefon bez zatykania jednego ucha i wydzierania się do słuchawki, jak gdyby na czas połączenia całe otocznie zamierało w ciszy.

7. Są też cudowne ozdrowienia. Ana jedzie na wywiad z Greyem, bo jej współlokatorka się rozchorowała, ma ostatnie stadium raka i będzie umierać. W sensie, że ma czerwony nosek i siedzi pod kocem gapiąc się w telepudło. Bidulka. Ta sama nadająca się do hospitalizacji dziołszka, po 1,5 godziny, gdy Ana wraca z wywiadu, jest już w pełni sił witalnych i biega po kuchni odstrzelona jak na casting do „Trudnych spraw”.

8. Nieudolność reżyserska przejawia się też w scenografii. Żeby pokazać, że Panna Steel jest biedną, zahukaną studentką bez hajsu, która imprezy kończącej się orgią nie zobaczyłaby nawet na planie „Brazzersów”, Grey pije z nią szampana w jej mieszkaniu nie z kieliszków, a z filiżanek do kawy. Bo sierotka żyje w wyjątkowo skromnych warunkach i nie posiada takich luksusów. Przy czym ma 60-metrowy apartament z panelami na podłodze, telewizorem i nową kuchnią z ostatniego katalogu IKEA. I furę. Faktycznie, typowa biedna studentka.

9. Pani reżyser dała sobie wsadzić podwójne dildo w odbyt również w kwestii dialogów. Mamy takie kwiatki jak:

– Będziemy się kochać?

– Ja się nie kocham, ja rżnę.

10. Czy apogeum absurdu:

– Ona jest pedofilem.

– Ufam jej.

11. Film trwa 2 godziny i 4 minuty. To o 120 minut za dużo.

12. Postać Greya jest tak niespójna jak tylko to możliwe. Typ w założeniu ma być super samcem alfa, którego kobiety błagają o spust na twarz, a zachowuje się jak wiecznie sfrustrowany nieudacznik, który pyta kobietę, czy może ją dotknąć zanim to zrobi. Mimo, że pozuje na Casanovę to 15 razy prosi Anę, żeby podpisała z nim kontrakt i zgodziła się na jego warunki. Turbo kozaki tak nie robią.

 [emaillocker]

13. Typ grający Greya nie potrafi grać. Jest sztywny jak nieboszczyk i wyraża twarzą mniej emocji niż Roman Giertych. Nawet bracia Mroczki w pojedynkę mają większe stadium ekspresji.

14. Typiara grająca Anę też nie potrafi grać. I w dodatku ma ultra brzydką twarz.

15. Postać Any jest płaska. Sprowadza się do bycia tępą blazą, która tylko wzdycha i spuszcza wzrok. Serio.

16. Relacja głównych bohaterów jest mniej przekonująca niż Bill Clinton mówiący, że nie spał z Monicą Lewinsky. Typ, który jest multimiliarderem i rucha więcej niż Rocco Siffredi, zadurza się w brzyduli chodzącej w worku na ziemniaki, wyjętej żywcem z „Doktor Quinn”. Szara myszka, która za cel życiowy postawiła sobie nie rozkładanie nóg szerzej, niż to potrzebne do oddania moczu, ni z tego, ni z owego daje się rozdziewiczyć przypadkowemu erotomanowi-psychopacie, którego poznała dzień wcześniej. No tak, to ma sens.

17. Daktoa Johson w scenie wywiadu ssie ołówek. Jest to tak głupie, że aż zasługiwało na osobny podpunkt.

18. „50 twarzy Greya” propaguje treści rasistowskie. Jedyny ciemnoskóry aktor w całej ekranizacji, dostaje w ryj od Christiana, tylko za to, że zagadał do Any.

19. „50 twarzy Greya” propaguje treści szowinistyczne. Żadna z występujących kobiet nie wypowiada ani jednej istotnej kwestii. Nie żeby jakiś koleś takową wypowiadał.

20. „50 twarzy Greya” propaguje treści antyfamilijne. Reżyserka sugeruje, że palcówka przy rodzinnym stole podczas niedzielnego obiadku, to dobry pomysł.

21. „50 twarzy Greya” propaguje treści antykatolickie. Nikt nie zmawia pacierza przed posiłkiem.

22. „50 twarzy Greya” propaguje treści antysemickie. Nie ma ani jednego żyda wśród bohaterów.

23. W ścieżce dźwiękowej został zdewastowany utwór Beyonce i Jaya-Z. „Crazy in love” w tym coverze brzmi jak „Ona tańczy dla mnie” w oryginale.

24. Twórcy obrazu nie znają życia. W jednej ze scen twierdzą, że MacBook Apple’a się zepsuł.

25.To film z najbardziej niepodniecającymi scenami erotycznymi w historii kinematografii. Nawet kiedy tytułowy bohater robi minetę studentce, bardziej angażuje Cię rozmyślanie nad wczorajszym obiadem i ciągle zastanawiasz się, kiedy w końcu coś się zacznie dziać.

26. To film kaleczący tematykę sadomasochizmu. Grey klepie Anę szpicrutą po żebrach. Tak, nie po twarzy, nie po cyckach, nie po tyłku. Po żebrach.

27. I w dodatku nie potrafi robić węzłów. Dziewczyna ma tak lekko związane ręce krawatem, że gdyby mocniej pierdnęła sam by jej spadł z nadgarstków.

28. Za bilet do kina musisz zapłacić. A to samo z lepszą fabułą i aktorami masz na PornHubie.

29. Najprawdopodobniej nakręcą kolejną część. A najpewniej nawet dwie.

30.-49. W TYM FILMIE NIC SIĘ NIE DZIEJE! KOMPLETNIE, TOTALNIE, CAŁKOWICIE NIC! N-I-C!

50. Film powstał na podstawie książki „50 twarzy Greya”.

 [/emaillocker]

Cotygodniowy Przegląd Internetu #13: seks z ideałem, bekon na walentynki i O.S.T.R.

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 13

Mam nadzieję, że przeżyliście piątek 13-go, bo byłoby mi przykro, gdyby okazało się, że nie oszukaliście przeznaczenia, przyśnił Wam się koszmar minionego lata i wpadliście na piłę. I skleiłem cały „Przegląd” tylko dla siebie. Zwłaszcza, że dzisiejsze wydanie jest prawie, że walentynkowe, bo przewija się sporo tematów damsko-męskich – w sensie, aż 3 – a wiem, że to lubicie.

Gdy zakochanie mija: nie powinieneś od razu puszczać okrętu, tylko dać sobie na wstrzymanie i zrozumieć, że to nie koniec miłości, tylko jej kolejna faza. A przynajmniej tak twierdzi matka, żona i kochanka.

5 rzeczy, które musisz wiedzieć o Rzymie: lecę się do stolicy Włoch na Wielkanoc, także bardzo przydatne info, biorąc pod uwagę, że nigdy tam nie byłem. Nawet jeśli nie planujecie się tam wybrać w najbliższym czasie to i tak całkiem niezłe ciekawostki.

W łóżku z ideałem: tekst głównie dla pań, choć ja jako facet też się ubawiłem. Ultra lekko, erotycznie i wyjątkowo zabawnie o tym, jakby to było pójść do łóżka z typem z okładki Men’s Health.

Jaki jest sens życia? Brzmi jak pytanie wyjęte z książki brazylijskiego pseudo-pisarza i pseudo-poety? Może i tak, ale Volant bardzo rzeczowo odpowiada na to pytanie, bez patosu i nadęcia zahaczającego o żenadę.

Blogerzy dręczą Kim Dżong Una: prośbami o głosowanie na „Blog Roku”, czyli świetne, cyniczne podsumowanie tego konkursu i żebrania o smsy na Facebooku.

Jak Michael Jackson zniszczył sobie twarz operacjami? A, właśnie tak.

10 propozycji na walentynkowy prezent dla faceta: wszystkie składają się z bekonu i każda z nich jest idealna.

Klip tygodnia: Ostrego nie słucham od dawna ze względu na monotematyczność, ale nie da się nie docenić jego talentu muzycznego. Koleś z dziecięcych zabawek ze Smyka, czy innego 5-10-15, robi podkład który jest lepszy niż połowa produkcji na nielegalach. ŁOUŁ!

 

Fanpage tygodnia: oryginalna kreska, turbo celne teksty i najrzadsza aktualizacja na świecie. Ale za to jak już wrzuci coś nowego, to typowy konkret rozsadzający edge rank. Dużo miłości dla bolącej nóżki!

Post użytkownika Bolimienoga.

 

Blogerka na głównym zdjęciu: dziewczyna z hiperspecjalistyczną lupa ze zginanymi ramionami zerkająca wielkim okiem, to Agata z Qrkoko.pl. Kompletnie nie mam pojęcia co znaczy ta nazwa, ale jak wynika z tematyki postów, blog jest o rękodziele. Czyli o szydełkowaniu, hafcie koralikowy, dzierganiu i wszystkich innych czynnościach, których bałbym się podjąć w trosce o własne życie. Jak pokazuje Agata, niepotrzebnie.

Z ogłoszeń parafialnych, to oczywiście cały czas czekam na męskie zdjęcia z lupą na kolejne okładki „Przeglądu” (choć z braku laku damskie też przygarnę), ale tym razem wyjątkowo bardziej mnie interesuje jak podobał Wam się wczorajszy „Smok Blog”, który organizowałem z Andrzejem Kozdębą i Michałem Majem. Chcecie więcej?