Close
Close

Wszystkim wmawiam, że się akceptuję. Choć to kłamstwo

Skip to entry content

Wszystkim wmawiam, że się akceptuję

Co jakiś czas po sieci przewija się fala artykułów, że ludzie z nadwagą są spoko, że otyłość to nie choroba i że grube jest piękne. Zaczyna się dyskusja na temat wychudzonych modelek, promowania anoreksji przez media i w efekcie skutkuje piętnowaniem wszystkich lasek, które nie mają cellulitu. Bo przecież jeśli ktoś nie ma boczków to na pewno się głodzi. Wydźwięk artykułów zazwyczaj zmierza w paulocoelhowo-filozoficzno-tablidową stronę pod hasłem „najważniejsze to akceptować samego siebie, niezależnie jakim się jest”. Jasne, że życie w zgodzie ze sobą to podstawa, ale wmawianie sobie, że jest dobrze, mimo, że wewnętrznie czujemy, że jest beznadziejnie, nie wpisuje się w ten nurt.

Część z osób, o których mowa w artykułach, korzystając ze sprzyjającej koniunktury, udostępnia je manifestując samoakceptację i zadowolenie z siebie.

I nie mówię tu tylko o grubych, ale każdym typie ludzi, którzy odstępują od aktualnie społecznie przyjętej normy. Mówię o okularnikach, niziołkach, łysiejących, kalekach, rudych i zezowatych. Szczególnie zapamiętajcie tych ostatnich, bo są istotnym przykładem obrazującym ten problem. Ludzie odstający od bieżącego kanonu piękna, którzy jednocześnie chcieliby się w nim znaleźć, często mają silną potrzebę afiszowania całemu światu, że jest spoko, są pogodzeni ze sobą, cieszą się z tego jak jest i nic by nie zmienili.

Przy czym, to zadowolenie z siebie często sprowadza się tylko do deklaracji słownych. Tak jakby myśleli, że jeśli przekonają całe otoczenie, że jest dobrze, to faktycznie tak będzie.

Czemu twierdzę, że to tylko pusta gadka i rzekoma samoakceptacja jest kłamstwem? Choćby dlatego, że wszystkie osoby, które mają zeza ustawiają sobie jako zdjęcie profilowe to, na którym tych rozjeżdżających się oczu nie widać. Czują, że to nieatrakcyjne i źle postrzegane, więc stylizują zdjęcia tak, by to zasłonić. Nie znam ani jednej osoby, która mając ten problem, nie próbowałaby go tuszować i ukrywać wchodząc do internetu – podrzeczywistości, którą można swobodnie modulować.

Podobnie jest z osobami otyłymi. Mimo ewidentnej nadwagi, na zdjęcie, które ma ich reprezentować większość wybierze to, na którym fałdek nie widać w ogóle lub możliwie jak najmniej. Skoro są pogodzone ze sobą i odpowiada im aktualny stan, czemu próbują ukrywać go przed światem i naginać fakty? Jeśli ktoś publicznie deklaruje, że jego tusza nie przyprawia go o gorsze samopoczucie, bezsenne noce i migotanie przedsionków, a wręcz przeciwnie jest powodem do samozadowolenia, czemu nie ustawi sobie profilowego, na którym widać 3 podbródki?

Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o piętnowanie otyłych, krótkowzrocznych, czy łysiejących. Mnie samemu daleko do okazu zdrowia, a z ideałem to nawet się nie minąłem. Ale jeśli mam jakieś aspekty swojej fizyczności, czy osobowości, bo to bez różnicy, które uważam za defekty, to też je tak traktuję i nie próbuję wmówić całemu światu,  że jest mi z nimi super, żeby w efekcie przekonać do tego samego siebie. Jeśli więc ktoś wszem i wobec ogłasza, że jego kępka włosów na czubku głowy i 3 kłaczki na przodzie cieszą go, a w sytuacji, kiedy jest możliwość, żeby to ukryć, tapiruje zaczeskę na afro, to coś tu jest nie tak.

Parafrazując klasyka: Facebooka oszukasz, Instagrama oszukasz, ale życia nie oszukasz.

(niżej jest kolejny tekst)

77
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
53 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
34 Comment authors
patiblogujeKlaudia SroczyńskaKasiaPaulina Bełkapionierka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata Muszyńska
Gość

Pamiętam, jak kiedyś Ewa Drzyzga w swoim programie gościła bardzo, bardzo otyłe osoby. Oczywiście każda z nich deklarowała, jak się świetnie czuje ze sobą, ale kurczę, no nie uwierzę, że zadyszka po wejściu po schodach i wszelkie choroby związane z otyłością są OK. To taka przykrywka dla tego, że nie chce się włożyć wysiłku, by cokolwiek zmienić, a w środku sam smutek.

Paula
Gość

No Ewa Drzyzga to w swoim programie gości takie persony, że, akurat, nie na moje nerwy…

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

„Nienawidzą nas, bo jesteśmy piękni” <3.

Agata Muszyńska
Gość

Haha, zgadza się. Może jest na nerwy Janka i kiedyś to obśmieje w tekście, choć tam chyba wszystko mówi samo za siebie.

Jan Favre
Gość

„Rozmowy w toku” odpuszczam, bo to jest celowa parodia i trollowanie widzów, a nie niezamierzona śmieszność jak naTemat.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Kuzynka mojego chłopaka była. Niestety wszystkie omawiane na wizji fakty z życia się zgadzały. Rodzina udaje, że nie wie o tym epizodzie.

Magda Motrenko
Gość
Magda Motrenko

Ja słyszałam o znajomych znajomych znajomych (lol), którzy specjalnie zmyślili swoją historię, by zarobić kilka stówek i przejechać się do Wrocławia czy gdzieś, gdzie to było wtedy kręcone :) Niestety nie wiem, czy poprosili o peruki w celu zachowania anonimowości, czy mają bardzo luźny stosunek do swojego wizerunku :P

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Ponoć płacą całkiem sympatycznie, Koleżanka współlokatorki chyba była mocno potrzebowska, bo udawała lesbijkę na antenie :D.

Mateusz Sanzo Cichosz
Gość

to obejrzyj sobie Jerry’ego Springera. Drzyzga mogłaby się od niego uczyć jak robić talk-showy ;).

Kasia Cîlcic
Gość
Kasia Cîlcic

zaraz się zacznie, że nie można tak wszystkich grubych do jednego worka pakować i 3/4 otyłych to osoby z chorą tarczycą i ćwiczą po 100 godzin na siłowni i efektów brak :D

szarri
Gość
szarri

3/4 to nie, ale serio, szacuje się, że około 3-6% osób ma niedoczynność tarczycy. To dużo. Naocznie miałam dwa przykłady młodziutkich dziewczyn, które podwoiły swoją objętość w ciągu roku przez problemy hormonalne. Ja miałam problemy z TSH tylko przez chwilę, ale bez zmiany trybu życia przytyłam wówczas 10 kilo w miesiąc, chociaż wcześniej trzymałam wagę na stałym poziomie (a ruszenie dupy żeby poćwiczyć jest wtedy niewiarygodnie trudne, bo masz problemy ze wstaniem z łóżka). Czytałam wtedy jakąś grupę chorych na Hashimoto, mnóstwo dramatów – babki wrzucały swoje jadłospisy i programy ćwiczeń (ja bym umarła z głodu i wycieńczenia) i pół… Czytaj więcej »

Kasia Cîlcic
Gość
Kasia Cîlcic

to nie tak, że jadę po osobach z problemem tarczycy, tylko po osobach grubych, które jedynie w tłumaczeniach znajdują pocieszenie i aprobatę innych ludzi. Jesteś gruba, czy gruby nie dlatego, że cały świat się na Ciebie uwziął, a dlatego, że sama/sam się do tego doprowadziłaś :) jestem w stanie zrozumieć, osoby które naprawę robią wszystko żeby zgubić kg, a pomimo problemów z tarczyca jest im trudniej, ale nie mają u mnie poparcia osoby które ciągle szukają wymówek na swoją wagę. Mówię tak, bo wiem jak jest i sama mam ten problem :) bycie grubym nie jest fajne, bez względu na… Czytaj więcej »

Justek aka cacko_z_dziurką
Gość
Justek aka cacko_z_dziurką

Borze, jak ja się cieszę, że jestem po prostu ładna. I że umiem obsługiwać photoshopa.

Jan Favre
Gość

Przyda Ci się, jak się zmieni moda.

Justek aka cacko_z_dziurką
Gość
Justek aka cacko_z_dziurką

Już mi się przydaje. :)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

No. Ładni mają lepiej. To powiedziałam ja, znowu unikając dziś mandatu na dwie stówy i 6 punktów.

Patrycja
Gość

Mam nadzieję, że te komentarze to z nutą ironii pisane.

Karolina Rzepka
Gość
Karolina Rzepka

Ja również. Jak widać, istnieje cienka granica między pewnością siebie a pychą :)

Patrycja
Gość

Dokładnie o to chodziło.

Ooo
Gość
Ooo

Drażni mnie fakt, że gdyby napisała to brzydka osoba, to wszystko spoko i fajnie, że się właśnie akceptuje, ma dystans i poczucie humoru, ale niech tylko ktoś ładny spróbuje powiedzieć o sobie, że jest ładny to już krzywe spojrzenia i pogarda.
I jak my mamy żartować?!

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Dobrze mówi. Polać jej. I szacunek za podjęcie dyskusji. Ja, prócz tego, że pyszna, to jestem też leniwa :).

Karolina Rzepka
Gość
Karolina Rzepka

Nie chodziło mi oczywiście o ocenianie ciebie, tylko mój poranny nierozbudzony móżdżek nie wyczuł trochę tego komentarza. Muszę sobie kupić maść na ból dupy :)

Jan Favre
Gość

Ale czemu? Przecież to prawda, że ładni mają łatwiej w życiu.

pionierka
Gość

Ja jestem nieładna, ale mam urok osobisty i efekty są takie same :)

Justek aka cacko_z_dziurką
Gość
Justek aka cacko_z_dziurką

Bez.

Katia
Gość
Katia

Puenta mistrz!

kasza
Gość
kasza

„Chłopaki nie płaczą” ciągle na fali :D

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Moim zdaniem – to chyba ze strachu. Bo co z tego, że komuś faktycznie wisi (dosłownie i w przeności) jego gruby tyłek i podbródki, które utworzyły własną mini kolonię, jeśli zawsze znajdzie się jakaś menda, która sprowadzi ich do parteru jakimś chamskim komentarzem. Mimo, że grubemu i łysemu nie trzeba mówić odpowiednio „ty gruby kabanie” bądź „ty łysa pało”, bo na pewno są świadomi tego, jacy są, to ludzie jednak w swej masie uwielbiają wytykać innym tak zwane niedoskonałości.Więc dla świętego spokoju chyba wolą wstawić zdjęcie z zaczeską bądź w ciemnych okularach, albo samego oka – bo tylko to się… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

„zawsze znajdzie się jakaś menda, która sprowadzi ich do parteru jakimś chamskim komentarzem” – tyle, że mendy mają to do siebie, że zawsze znajdą powód, żeby sprowadzić kogoś do parteru. Murzyni mają się wybielić, a Azjaci wyprostować oczy, żeby „nie prowokować”?

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Ale po co się wystawiać i dawać powód? Zawsze po prostu łatwiej wstawić inną fotkę. Mimo wszystko częściej obrywa się ludziom za nadwagę czy krzywe zęby niż rasę.

Jan Favre
Gość

Ale to można by analogicznie odnieść do dosłownie wszystkiego, łącznie z wykonywanym zawodem i wychowywaniem dziecka. Żeby nikt się do Ciebie o nic nie czepiał musiałabyś nie żyć.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Janek, a usłyszałeś kiedyś coś głupiego na temat swojego wyglądu? Raz, czy więcej? Bo jeśli raz, to mogło zaboleć i przestać. A jeśli więcej, to wtedy człowiek po prostu chce, żeby już nikt go nie wyzywał i nie obrażał i żeby był niewidoczny, nie wyróżniający się.
Ile ludzi tyle opinii, mam na myśli takie kwestie jak wykonywany zawód czy inne sprawy, ale jeśli ktoś parę razy w życiu usłyszał „ty gruba świnio”, to woli mieć jeden powód mniej niż więcej do bycia jechanym przez ludzi.

Jan Favre
Gość

Wyglądu nie, ale na temat zajęcia, czy miasta w którym się wychowałem przynajmniej raz w tygodniu.

Mateusz Sanzo Cichosz
Gość

ciesz się, że mieszkasz w KRK, a nie w Radomiu, bo byś życia nie miał (potwierdzone info, bo dzielę pokój w firmie z koleżanką z Radomia i każda rozmowa schodzi na bekę z Radomia) ;)

Jan Favre
Gość

Mieszkam w Krakowie, ale wychowywałem się w Sosnowcu, także tego.

Mateusz Sanzo Cichosz
Gość

auć…

Paulina Bełka
Gość
Paulina Bełka

Ludzie z Sosnowca łączmy się! Mam dokładnie ten sam problem, ale tak mnie bawi opinia innych na temat tego skąd jestem, że aż się tym chwalę.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Zajęcie to twój wybór, twoje zainteresowanie i odpowiada tobie, więc można to pierdolić w czapkę (ee,czy ten miesiąc nieprzeklinania to na całym blogu?), bo grunt, że odpowiada Tobie. Co do miasta – jeśli jesteś lokalnym patriotą, to pewnie mogło Cię to zaboleć i zasmucić, ale raczej nie na tyle, żebyś miał po tym stany depresyjne, bo jako zdrowo myślący człowiek wiesz o tym, że ani to twój wybór ani determinanta twojego charakteru czy przyszłości. Ale wydaje mi się, że już takie rzeczy jak wady fizyczne, których ludzie sobie nie wybierają (minus otyłość) i wypominanie ich tak raz w tygodniu mogłyby… Czytaj więcej »

pionierka
Gość

Można żyć nie obwieszczając swojego życia w internetach.

anwen
Gość
anwen

mnie zawsze rozwala to, że wszystkie te „otyłe” osoby tak niby zadowolone z siebie mówią zupełnie co innego jak w końcu uda im się schudnąć. Nagle okazuje się, ze przez lata im to przeszkadzało, miały kompleksy i tylko udawały, że im z tym dobrze.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Może to tak, jakby całe życie radzić sobie tylko z jedną ręką, a później dostać drugą i nagle odkryć, jakie to ułatwienie ;).

anwen
Gość
anwen

no niekoniecznie, bo przynajmniej te osoby, które znam mówiły mi wprost, że do tej pory udawały, że im nadwaga nie przeszkadza, a nie że nagle odkryły jak to fajnie jest być szczupłym

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Oj no wiem, wiem. Takie tam tylko podśmiechujki sobie robię. Pewnie, że nadwaga to balast, fizyczny i psychiczny – i ja wiem, co mówię.

Almondcake
Gość
Almondcake

Vide Megan Trainor.
>”every inch of me is perfect”
>wyfotoszopuj okładkę płyty aby wyglądać na szczuplejszą
>profit

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Ona śpiewa, że „every inch of you” ;). Ale nie czepiając się – no fakt, powygładzała. Ale któż dziś nie szopuje okładek? Niebawem Ironi będą wyładniać Eddie’ go :).

Ooo
Gość
Ooo

Dokładnie. Nawet szukałam chwilę tego mema, żeby wkleić.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Najgorsze błędy blogerów przy akcjach reklamowych

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Narodowy Bank Polski
autorem zdjęcia jest Narodowy Bank Polski

Bloguję ponad 3 lata, od 2 zarabiam na blogu, a od 1 czerwca 2014 utrzymuję się tylko i wyłącznie z niego, bez dorabiania gdzieś na boku. Rewelacja do sześcianu i przeogromnie satysfakcjonujące, że zrobiłem sobie pracę z hobby, a luźny wytwór mojej wyobraźni zamieniłem w realny sposób na życie. Polecam każdemu! Jednak jeśli już się za to bierzecie, to róbcie to profesjonalnie, bo czasem serce mi się kraje i świnka skarbonka zakrywa oczy ze wstydu, jak widzi totalną amatorszczyznę powstałą w wyniku współpracy komercyjnej.

Ja wiem, że nie od razu Pendolino zbudowano, każdy jakoś zaczyna i nikt od samego startu nie jest Stephenem Hawkingiem marketingu. Wiem. Stąd ten tekst, który nie ma na celu wykpić, a wskazać blogerom najgorsze błędy, które popełniają w działalności komercyjnej i przestrzec przed nimi w przyszłości. Po to, żeby wszystkim żyło się lepiej, czytelnicy nie krzyczeli „sprzedałeś się !!!1!!1jedenjedenaście”, Wam wpadało więcej hajsu, a reklamodawcy po kolejnej kampanii nie dochodzili do wniosku, że „ci blogerzy to banda partaczy i lepiej rozpikselować banerek na Kwejku”.

No to po kolei, co jest nieprofesjonalnego przy akcjach reklamowych na blogach?

 

Wstydzenie się reklamy przed czytelnikami

Z bólem piszę te słowa, ale wciąż są autorzy, dla których współpraca komercyjna to rysa na wizerunku, którą mogą wytknąć czytelnicy, więc starają się ją przed nimi ukryć. „Zasłaniając” posta reklamowego po godzinie od publikacji „normalnym” postem lub w ogóle nie linkując go na fanpage na Facebooku. Czyli sprawiając tym samym, że – w zależności od przyzwyczajeń odbiorców danego twórcy – nie zobaczy go od 30% do 70% osób.

Pomijając moralny aspekt tego zachowania, to z biznesowego punktu widzenia strzelasz sobie w kolano. Bo sponsorzy po zakończeniu kampanii chcą raporty. I je porównują. I widzą, że z tą ilością odsłon na tekście reklamowym coś się nie zgadza. Więc jak myślisz, wrócą do Ciebie z kolejną propozycją lub polecą komuś innemu?

 

Brak selekcji współprac

Absolutnie nie mam nic do szafiarek, z kilkoma jestem prywatnie w zażyłych kontaktach, ale to niestety tyczy się głównie tej grupy. Często nie zastanawiają się, czy dany produkt faktycznie do nich pasuje, jest zgodny z tym co komunikują na blogu albo czy nie współpracowały z ich bezpośrednią konkurencją tydzień temu, tylko biorą wszystko jak leci. I potem okazuje się, że w jednym miesiącu reklamują trzy marki piwa albo pozują w skórzanych kurtkach, mimo, że od dawna są wegankami i walczą o prawa zwierząt.

I potem trzeba wstydzić się akcji przed czytelnikami.

 

Robienie akcji na odwal się

Bo nie wczytała się w brief, bo nie zrozumiała o co chodzi w kampanii, bo nie zastanowiła się jak to kreatywnie pokazać na blogu. Bo jej się, nie chciało. Wybaczcie dziewczyny, ale przez to, że statystycznie jest Was więcej niż facetów, to najczęściej dotyczy właśnie Was.

„To”, czyli podchodzenie do reklamy jak do zła koniecznego, zadania, które najlepiej odbębnić z jak najmniejszym zaangażowaniem, jak egzamin na studiach, i mieć to już z głowy, a nie potraktować jako wyzwanie i okazję do zrobienia czegoś absolutnie oszałamiającego. Czegoś po czym czytelnicy napiszą „wpis życia!”, a klient będzie podawał Cię za wzór do naśladowania przy kolejnych kampaniach.

Zamiast tego, często widzę 2 akapity wyklepane na telefonie godzinę przed publikacją i jedno, góra dwa, arcy nudne zdjęcia, na których produkt wygląda jak szpinak między zębami. No, statuetki Effie to za to nie będzie.

 

Brak indywidualnego podejścia

Ja rozumiem, że można mieć wypracowane, sprawdzone schematy jak robić recenzję filmu, jak test słuchawek, a jak konkurs z błyszczykami do rozdania. Rozumiem jak najbardziej, bo też staram sobie ułatwiać życie, a nie utrudniać, ale to nie może być „kopiuj-wklej”, gdzie zmienia się tylko nazwa marki. Zostawcie tę metodę „redaktorom” naTemat. Serio, mierzcie wyżej, bo dno jest już ich pełne.

 

Chwalenie się prezentami. Za darmo

Wiem jakie to miłe, gdy dostajesz pierwszy dar losu i napawa Cię duma, że jesteś już tym-znanym-blogerem-któremu-wysyła-się-prezenty. Wiem, bo jak kurier pierwszy raz przywiózł mi piwo-niespodziankę od jednego z największych browarów w Polsce, to tak się podnieciłem, że aż cały wpis na blogu o tym spłodziłem. Co było równie głupie, jak wiara, że przechodzenie pod drabiną przynosi pecha.

Głupie, bo po pierwsze powinienem wziąć za to kasę, a po drugie zablokowałem sobie tym samym możliwość płatnej akcji z inną marką piwną. No, a już w ogóle po trzecie, dałem jasny sygnał im i całej agencji, która ich obsługiwała, że mogę robić reklamę za 4-pak warty 16 złotych i nie trzeba mi płacić. Popełniłem ten błąd jeszcze kilka razy. Myślisz, że w którymś momencie po „grzecznościowym” opublikowaniu prezentu zaproponowali mi współpracę za kasę?

Nie bądź frajerem, za pokazywanie produktów na Fejsie, Instagramie, Vine’ie, czy w każdym innym miejscu, gdzie są Twoi odbiorcy powinieneś brać pieniądze. Agencje wysyłające Ci prezenty w imieniu marek, kasują za to równo.

 

Wypróżnianie się na czytelników

W akcji na blogu spotykają się 3 strony: bloger, klient i czytelnicy. Dla wszystkich oczywiste jest, że z danej reklamy musi być zadowolony bloger, niektórzy rozumieją, że satysfakcja klienta też jest tu istotna, natomiast mam wrażenie, że część twórców kompletnie pomija trzecią stronę, czyli odbiorców. Myśli, że jak hajs na umowie się zgadza i kobita z agencji dała akcept na publikację, to wszystko gra i można iść już odpalać cygaretkę za 2 zeta. No nie, nie jest tak.

ABY AKCJA NA BLOGU SIĘ UDAŁA, WSZYSTKIE 3 STRONY MUSZĄ BYĆ RÓWNIE ZADOWOLONE!

Czytelnicy muszą dostać tekst wystrzelony w kosmos jak Łajka, który ich zaangażuje i poruszy na tyle, że klikną magiczne „udostępnij”, klient musi być pewien, że cele założone w briefie zostały spełnione, a produkt nie pojawia się jako tło tła w jednym zdaniu i bloger musi być ukontentowany cyferkami, które widnieją po magnetyzującym słowie „wynagrodzenie” i przed równie skupiającym uwagę „netto”. Inaczej wyjdzie z tego kupa w złotym papierku, którą wypadałoby posprzątąć, a nie wystawiać na widok publiczny.

 

Wypróżnianie się

na klienta

Asami w tej materii są YouTuberzy. Wielu z nich, jeśli dostanie kampanię niewizerunkową (która nie polega tylko na ulokowaniu produktu w naturalnym kontekście w filmiku), ale akcję aktywizującą (której celem jest wykonanie jakiegoś działania przez widzów – najczęściej kliknięcia w link i przejścia na stronę docelową klienta), partaczą to po całości.

Powiedzmy sobie wprost, jeśli osią akcji jest strona zewnętrzna (na której jest konkurs, galeria zdjęć, informacje o produkcie, czy sklep internetowy), to w całym materiale, który przygotowujesz NAJWAŻNIEJSZY JEST LINK! A co robi wielu youtuberów? Wrzuca przekierowanie do swojego fanpage, profilu prywatnego, profilu na Instagramie, Twitterze, Vine’ie, Tumblrze, Naszej-Klasie, Sexfotce i dopiero na samym końcu, gdy już przeciętny użytkownik YouTube usnął albo poszedł odrabiać lekcje, umieszczają odnośnik do strony klienta.

No brawo! O to chodziło!

 

Nieoznaczanie współprac reklamowych

Bo myślą, że jak nie oznaczą, to czytelnicy nie będą się czepiać, zaglądać im w kieszeń i burzyć się na zbyt dużą ilość reklam. Poranny stolec prawda razy milion! Zawsze, gdy tekst jest wynikiem współpracy z jakąś marką, piszę o tym na początku wpisu i jeszcze NIGDY nie zdążyło mi się, żeby, któryś z czytelników zarzucił mi COKOLWIEK. Ba, często dostaję wręcz przeciwne informacje zwrotne.

Za to gwarantuję Ci, że jeśli będziesz robił kryptoreklamę, to Twoi odbiorcy zaczną się jej doszukiwać WSZĘDZIE. W każdym jednym zdjęciu, które wrzucisz do sieci będą widzieć nieoznaczony materiał sponsorowany, dopytywać, gnoić i drążyć, ale przede wszystkim stracą zaufanie. Zaufanie, które jest fundamentem bycia opiniotwórcą i publikowania w sieci.

Jesteś pewien, że chcesz tego?

Cotygodniowy Przegląd Internetu #12: Empik, uzależnienie od podróży i Pezet

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 12

Jeszcze nie zdarzyło mi się pisać „Cotygodniowego Przeglądu Internetu” w drodze. Czasem zbierałem linki jadąc tramwajem, ale jeszcze nie kleiłem tego w całość pod lichym światłem autobusowej lampki, siedząc na końcu trzęsącego się pojazdu i modląc się o dość relatywny i umownie ujęty spokój. Podobno zawsze jest ten pierwszy raz, więc kiedy jak nie w drodze z Gdańska do Warszawy?

Janusze marketingu filmowego: czyli rozważania na temat tego, w jaki sposób mógł powstać plakat do „Hiszpanki” – najbrzydszy materiał promocyjny zeszłego roku. Który wygląda jak złożony w Paince przez ślepego kadłubka.

Jak się pracuje w Empiku? Były pracownik największej sieci dystrybuującej kulturę w Polsce, pisze jak wygląda ta korporacja od wewnątrz i jak wykorzystuje się w niej ludzi.

25 odjechanych kulinarnych gadżetów: chochla do zupy w kształcie dinozaura, ściekająca z blatu deska do krojenia i diamentowa foremka do lodu. Same kozackie rzeczy.

Jak docenić samego siebie? Tekst o tym, że pochwała motywuje dużo skuteczniej, niż reprymenda i że każdy potrzebuje usłyszeć „dobra robota!” po skutecznie wykonanym zadaniu. Mimo, że napisane z perspektywy kobiety, to faceci też mogą odnieść te przemyślenia do siebie.

50 objawów uzależnienia od podróży: mnie jeszcze do tego daleko, ale przy kilku punktach pokiwałem głową. Ciekaw jestem jak u Was wypadnie ten test.

Autostopem na koniec świata: tytuł i pierwsza plansza mówią same za siebie – zapowiada się kozacki materiał!

 

Klip tygodnia: w końcu ukazała się wizualizacja do jednego z najbardziej przejmujących numerów najlepszego polskiego rapera. W związku z tym, że mamy miesiąc bez przeklinania powiem tylko, że nie jestem usatysfakcjonowany efektem.

 

Fanpage tygodnia: popkulturowo-satyryczny profil kpiący głównie z rodzimych celebrytów, ich wpadek i rozbuchanego ego. Rzadko patyczkują się z tematem i raczej jadą grubo. Czasem dosłownie.

Post użytkownika Vogule Poland.

 

Bloger na zdjęciu u góry: jesteście świadkami przełomowej chwili w historii „Przeglądu” – po raz pierwszy na focie z lupką nie pojawia się blogerka. Gość, który zerka na Was z ikony wpisu to Kamil z wyjątkowo polsko brzmiącego bloga Zdzisław.in. Całkiem przyzwoicie zapowiadający się zresztą, u którego możecie przeczytać i humorystyczno-sarkastyczne teksty i znaleźć ciekawe społeczne obserwacje.

Spoko by było, gdyby tego zrywu plemników nie powstrzymała zmowa jajników i panowie poszli za ciosem, podrzucając swoje facjaty z lupami do kolejnych przeglądów. Mogę na Was liczyć chłopaki?

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!