Close
Close

Czego nie powinna nosić trzydziestolatka?

Skip to entry content

Na przestrzeni ostatniego tygodnia podesłaliście mi kilka linków do „artykułów” idealnych do skomentowania w ramach #bekaznatemat. Mimo, że treści z portalu Tomasza Lisa trzymały bardzo wysoki poziom głupkowatości, to tym razem przebiła je Wirtualna Polska. Ewa Podsiadły-Natorska w tekście „Czego nie powinna nosić trzydziestolatka?” świetnie pokazała jak durny wpis może opublikować portal informacyjny, byleby tylko kliki się zgadzały (tekst o objętości 2 stron A4 został rozbity na 12 podstron, żeby nabić jak najwięcej odsłon).

Zapraszam Państwa na wycieczkę po aksjomatach świata  mody, do których, według Wirtualnej Polski, powinna stosować się każda kobieta mająca trójkę z przodu.

Czego nie powinna nosić trzydziestolatka

Z rozwagą swój codzienny strój powinna dobierać zwłaszcza kobieta, która przekroczyła trzydziestkę. Oczywiście, jeśli należysz do tego grona, możesz ubierać się, jak chcesz. Są jednak sytuacje, w których warto z większą uwagą dobierać strój i dodatki. Dojrzałej kobiecie nie wszystko będzie pasować.

Masz trzydziechę, powinnaś zacząć zbierać na trumnę i masz to wypisane na czole. Pogódź się z tym. Nieważne, czy masz dobre geny i wyglądasz na dwie dychy, czy szybciej Ci się zużyła skóra i wizualnie bliżej Ci do 40-tki, ale masz na tyle dystansu do siebie by mieć to w dupie. Koniec z ciuchami, w których się dobrze czujesz, od teraz tylko popielato-żałobna marynarka, sprano-biała koszula, spódnica za kolano i buty na obcasie zakrywające palce, świadczące o Twojej dojrzałości.

Mówisz, że to Ci nie pasuje? Jak to, przecież skończyłaś trzydziestkę.

Kolorowe koszulki z zabawnymi nadrukami

Gdy miałaś naście lat, pewnie za nimi przepadałaś. Do dziś nastolatki noszą t-shirty ze śmiesznymi nadrukami, rysunkowymi naprasowankami czy zwariowanymi napisami. Jednak w przypadku kobiety trzydziestoletniej taka koszulka dobra będzie wyłącznie na weekendowy wypad za miasto czy na wyprawę rowerową.

Gdy miałaś naście lat, zwłaszcza czternaście wzwyż, obstawiam, że nienawidziłaś t-shirtów, bo chciałaś wyglądać doroślej/starzej/nie na taką małolatę jaką byłaś w rzeczywistości i jedyną sytuacją, w której je zakładałaś było kładzenie się do snu. Teraz, jak twierdzi Pani Ewa, jesteś dojrzała, więc wiesz, że opinia rówieśników i presja otoczenia nie powinna mieć na Ciebie wpływu i możesz się ubierać jak chcesz. Nawet w coś tak nie-do-pomyślenia, jak „kolorowa koszulka z zabawnym nadrukiem” jeśli masz ochotę.

W kontekście tego akapitu jeszcze wyjątkowo zabawne jest zdanie „do dziś nastolatki noszą t-shirty ze śmiesznymi nadrukami”. Tak jak jakby takie koszulki nie byłe dostępne w Polsce od niedawna – jakichś dwudziestukilku lat – tylko od wieków. A przynajmniej od tak zamierzchłych czasów, że autorka nie dowierza iż nastolatki noszą je „do dziś”.

Szorty ledwo zakrywające pośladki

Nawet podczas upałów można założyć ciut dłuższe spodenki, bawełnianą spódnicę czy przewiewną sukienkę. Zachowajmy umiar i nie prezentujmy zbyt dużo golizny na zakupach, w restauracji czy podczas spaceru w centrum miasta. Kobieta po trzydziestce mogłaby założyć takie spodenki, ale w sytuacjach nieformalnych (na piknik czy spacer z psem) – i pod warunkiem, że ma bardzo zgrabne ciało.

Restauracja, zakupy, spacer w centrum miasta z gołym tyłkiem? Czy to jest tekst dla osób upośledzonych umysłowo?

„Szorty ledwo zakrywające pośladki”, poza plażą, czy basenem, nie są dobry pomysłem dla kobiet w każdym wieku, bo to straszna wiocha. Jak ktoś wychodzi na miasto w ciuchach odsłaniających poślady, to to jest niesmaczne i wulgarne, niezależnie, czy ktoś ma 14 lat, czy 41. Choć w tym pierwszym przypadku na dobrą sprawę jest gorsze, bo seksualizuje dziecko.

Rozkloszowane, falbaniaste spódniczki

Kojarzą się z dziewczynkami i nastolatkami. Dlatego to one powinny je nosić, a niekoniecznie trzydziestolatka. Trudno wyobrazić sobie okoliczność, w której taka spódniczka pasowałaby dojrzałej kobiecie. Niestety, w pewnym wieku lepiej o nich zapomnieć, żeby nie narazić się na śmieszność.

Zasadniczo nie jestem fanem tego typu spódniczek, ale jeśli tylko wiesz z czym je zestawić i masz dobre nogi, to czemu nie? A zapomniałem, bo Ty teraz jesteś dojrzała i Twoją obecną misją życiową jest nienarażanie się na śmieszność.

Kolorowe skarpetki

W tym wypadku chodzi nam jedynie o oficjalne okoliczności, takie jak spotkanie biznesowe czy urzędowe. Jeśli obowiązuje cię dress code, nawet do zakrytych butów i długich spodni noś gładkie, rajstopowe skarpetki. Gdy założysz nogę na nogę, twoje pasiaste skarpetki ze śmiesznym motywem nie będą dobrze wyglądać.

No ja przepraszam bardzo Panią Ewę, ale jeśli Pani Ewa uważa, że dress code obowiązuje tylko kobiety po 30-tym roku życia i że takiej 25-latce to już wypada przyjść w skarpach z Hello Kitty na spotkanie biznesowe, to ja wolę nie wiedzieć jakby Pani Ewa córkę na maturę ubrała. No chyba, że z wewnętrznych badań wynika, że Wirtualną Polskę faktycznie czytają tylko osoby opóźnione w rozwoju, którym trzeba tłumaczyć takie rzeczy. To w takim razie zwracam honor Pani Ewo.

Bluzy z kapturem

– Najlepiej sprawdzają się w sportowym zestawie. Jeśli lubisz taki krój, poszukaj bluzy z materiału innego niż bawełna – zaznacza Kasia Kwiatkowska. Dojrzała kobieta nie powinna nosić obszernych bluz z kapturem na co dzień, ale, oczywiście, na wieczorny spacer, wycieczkę czy trening na świeżym powietrzu zakładaj je śmiało. Jednak w biurze czy podczas ważnego spotkania ta część garderoby nie będzie dobrze wyglądać na trzydziestolatce.

Dobrze, że autorka wspomniała o tych bluzach, bo kobiety w 361 miesiącu swojego życia dostają permanentnego zaćmienia umysłowego i nagle zapominają, jak należy się ubrać na rekrutację do korpo, jak na trening biegowy, a jak na swingerską imprezę sado-maso. I ciągle im się to miesza. Choć na dobrą sprawę dla Pani Ewy, chyba nie jest problemem to, że ktoś do pracy – w której wymagana jest formalna stylówka – włożył bluzę, tylko, że „ta część garderoby nie będzie dobrze wyglądać na trzydziestolatce”.

Czapki z daszkiem

W sportowym zestawie, rzecz jasna, mogą się sprawdzić.

Ksz, ksz, z tej strony sportowy zestaw. Ksz, ksz, dziękuję za pozwolenie. Ksz, ksz, bez odbioru.

Ale na co dzień, gdy pędzisz do pracy albo biegniesz na zakupy, niekoniecznie.

No nie zgodzę się, widać, że autorka nigdy nie kradła bułek z Tesco, ani ziemniaków z warzywniaka. Czapka wpierdolka dobrze nasunięta na twarz i można śmiało wybiegać bez płacenia, monitoring nie chyci.

Jeśli skończyłaś trzydzieści lat, ciekawiej i po prostu lepiej będziesz wyglądała w ładnych kapeluszach, których w sklepach nie brakuje.

No tak, bo kapelusze są takie nietypowe, że nikt ich nie zakłada po trzydzieste, dlatego będziesz wyglądać w nich wyjątkowo ciekawie. Co istotne w ładnych, bo w brzydkich może być trochę gorzej. I pamiętaj, że w odróżnieniu od czapek, których od czasu komuny wciąż jest deficyt, kapeluszy nie brakuje. Zwłaszcza w sklepach.

Kolejne akapity, to „Torby z nadrukami, torby lniane”, „Młodzieżowa biżuteria” i „Bazarowe tenisówki” i nie mam siły rozbijać ich na czynniki pierwsze, bo po którejś z kolei tezie zbudowanej na tym samym błędnym schemacie, to już przestaje być śmieszne, a robi się tylko głupie.

Zasadniczo autorka próbowała napisać pseudoporadnik z cyklu „czego nie zakładać pracując w korporacji?” skierowany do nastoletek. Przy okazji dorzucając kilka rzeczy, które niezależnie od typu wykonywanego zawodu są nieestetyczne i przypałowe. I to nawet nie było by aż takie złe, tylko kompletnie nie rozumiem, czemu uroiła sobie, że to dotyczy wyłącznie kobiet po 30-tym roku życia? Nie wiem, czy nie radzi sobie z przekroczeniem tej symbolicznej granicy i musi odreagować, czy od przedszkola miała stylówkę na seniorkę z Capgemini i chce się wyżyć, że nikt nie zapraszał jej na imprezy w liceum.

Niezależnie, który wariant jest prawdziwy, to drogie trzydziesto-i-ponad-latki, myślę, że stąpacie już tyle czasu po tej planecie – i to bynajmniej, nie nago – że wiecie jak się ubrać, a przede wszystkim w czym czujecie się dobrze. Gdybyście jednak miały wątpliwości, czy kolorowe skarpetki i bluza z kapturem pasują na rozmowę kwalifikacyjną, piszcie! Coś doradzimy. Ewentualnie wyślemy na szycie na miarę.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Ewelina Wardak

    …tak, tak, tak, a do ślubu to już tylko w garsonce ;)

  • Katarzyna Moś

    Jezuuuu dogi. Ja mam 40-chę. Powinnam sie powiesić po tych „poradach” i aż trudno mi sobie wyobrazić co autorka miała by do powiedzenia na temat „40-stek. Sama stylizuje kobiety od 30 do 60 i to w look między sportem a miastem. Nie wiedziałam że tak można, ale okazuje się że jak ktoś nie ma o czym pisać to też może …..:-)

  • Karolina

    Poradnik dla zdesperowanych. Na bank musiala to napisac jakas niedowartosciowana kobieta, bojaca sie o to „co ludzie powiedza” :D

  • mam pewne zastrzeżenia do nazywania kobiety po 30stce kobietą dojrzałą. dla mnie taką jest kobieta po 50tym roku życia. foch.

  • Bartosz Ostrowski

    Po trzydziestce to już tylko czador :(

  • Od dzisiaj odłączam net, bo się jeszcze podobny poradnik ukaże dla facetów i nie wyrobię na nową szafę. A za dwa lata będę musiał i tak wszystko wywalić, bo na horyzoncie 40-ka. Czas do grobu :)

  • Nie wiem czy dobrze to zrozumiałem, ale ja odebrałem ten tekst tak: Ogólnie nawet po trzydziestce możesz nosić co chcesz, ale pamiętaj o tym, żeby odpowiednie dobrać to do sytuacji.
    Ufff… Dobrze, że można nadal postać pod budynkiem jakiejś korporacji i popatrzeć na te wszystkie dwudziestki latający w odsłaniających tyłek szortach i bluzach z kapturem ;)

  • Head shot!

  • Hmm. Moja mama nosi chyba wszystkie wymienione elementy (poza szortami odsłaniającymi pośladki i kolorowymi skarpetkami do garnituru – chyba obie przechodziłyśmy wobec tych dwóch trendów obojętnie, nawet jak miałyśmy 20 lat :P) i osobiście uważam, że wygląda super! Może można, ale dopiero od czterdziestki? Hm… muszę rozgryźć tę tajemnicę, zanim autorka artykułu przygotuje wpis pt. „Co można a czego nie można po czterdziestce”…

  • Matko boska ja jestem Kobietą po trzydziestce, a w zasadzie już bliżej 40-tki i mam bardzo głęboko gdzieś czyjeś takie durne uwagi. W tym tekście „Pani Ewy” Kobieta po trzydziestce brzmi jak „kobieta szykująca się do grobu”. Koszmarek!

  • Janku, masz kolejną inspirację na teksty, w których czytelnicy będą radzić innym, jak się ubrać.

    • Tak, tak, odpalamy „Pogotowie Modowe”!

  • Aleksandra Muszyńska

    Uwaga, sprzedam: 15 spódniczek mini (dwie skórzane, pięć falbaniastych), 20 sukienek (wszystkie krótkie), 2 bluzy z kapturem, 7 par skarpetek kolorowych (dwie pary przetarte, ale ma to swój urok). Odbiór: 15 czerwica 2019. Dzień Trójki z Przodu.
    Przyjmę: kir, włosiennicę i czarne prześcieradło.

    • zbierasz na trumnę ;D. My właśnie zaczynamy :D

      • Aleksandra Muszyńska

        Właście kupiłam nową mini. I cały misterny plan w pizdu.

  • Tianzi

    (Pierwsza myśl: ‚O! NeTemat!’)
    „Torby z nadrukami, torby lniane” < kurczę, będę musiała przekazać mojej mamie, która jest po 50.
    Poza tym urzekło mnie subtelne decorum językowe w cytowanych fragmentach, prawie brak słowa 'trzydziestolatka' (krótkie, frywolne, fe), tylko to długie, ciężkie i nabrzmiałe dostojeństwem 'kobieta, która skończyła trzydzieści lat' <3

  • Anna Zet

    Ja pierdzielę! Przez 6 lat nie wiedziałam, że ubieram się źle!Dzięki Janek, dzięki Tobie wiem, co tam w WP za chocki klocki się dzieją. Baaaardzo chciałabym popracować troszkę z panią rehatohką, by spłynęła na mnie jej wiedza, bo jeszcze mnie z knajpy wywalą za moje stroje, a bardzo chciałabym tego uniknąć. Ponieważ zrobiłeś mi dzień, życzę Ci kolejno: słońca (nie)zaćmionego, kobiet przed trzydziechą (!), napoju orzeźwiającego, jadła orgazmicznego.

  • Ola

    eee… czytałam to parę dni temu i w ogóle nie odniosłam tego do siebie ( a mam trzydziechę ze sporym vatem) Pani głównie pisze jak nie ubierać się do biura ( i tu masz rację że raczej panie po 30 nie mają z tym problemu) a ja ponieważ nie pracuję w korpo mogę się ubierać w kolorowe bluzki, krótkie spodenki i tenisówki. I czapki z daszkiem!!! A w ogóle jak pracowałam w korpo to w piątki mogliśmy się ubierać jak chcemy i wtedy panowały bluzeczki w króliczki, kolorowe tenisówki i infantylne spineczki. I love it :-)))

  • Agata Piętak

    Ej, ale to musiała pisać albo jakaś gimbaza, albo jakaś starsza, oderwana od rzeczywistości emerytka.
    Pamiętasz serial „Czterdziestolatek”? On tam był takim strasznie starym dziadem, kryzys wieku średniego miał już dawno za sobą. A teraz spójrzmy na dzisiejszych 40latków. NO WŁAŚNIE.

    30tka jeszcze przede mną, ale wątpię, żeby nagle, magicznie sprawiła, że spoważnieję.
    Pozdrawiam z pracy. W piątek. W koszulce z napisem ‚chujowa pani domu’.

    • Aleksandra Muszyńska

      Ale dzwony to miał zajebiste…

      • Agata Piętak

        Dzwony zawsze są zajebiste, podobno moda wraca!

  • Magdalena

    Przeczytałam z uwagą wszystkie wskazówki Pani Ewy, przeanalizowałam na szybko zawartość swojej szafy i jak nic wychodzi mi, że mimo jednoznacznej informacji w dowodzie osobistym nie udało mi się jednak przekroczyć trzydziestki. Bluzy z kapturem, krótkie spódniczki i kolorowe koszulki uparcie trzymają mnie od kilku lat przy dwójce z przodu.

    • Rozgryzłaś sekret wiecznej młodości!

  • Basia

    a teraz skonfrontujmy jej tekst z ofertą sieciowych sklepów z damską odzieżą, nawet dla TAKICH DOJRZAŁYCH kobiet ;) demyt, dobrze że zostały mi jeszcze trzy lata do tej magicznej granicy, będę miała czas na skompletowanie garderoby.
    a tak serio – poważnie można się przejmować takimi bzdurami? ;)

    • Basia

      p.s. idąc podobnym tokiem myślenia – jeśli mam w szafie dwa kapelusze to co mam o sobie myśleć? że się postarzam?… czy przygotowuję się do przyjęcia nowej roli w moim życiu – roli DOJRZAŁEJ KOBIETY?
      p.s.2. w ogóle, założenie że każda kobieta po trzydziestce pracuje w biurze i musi przestrzegać dress-code’u… cóż za polot, cóż za finezja… ;)

  • Dzień w którym sprawię sobie spódnicę za kolano będzie dniem mojej klęski.

  • Moim zdaniem, jeśli wystarczająco dba o siebie może nosić co tylko zechce :) A najlepiej nic :)

    A tak na poważnie to faktycznie czapki z daszkiem i bluzy z kapturem są po prostu straszne.

    • Za to niestety zamykają :(

      • Króliczku Doświadczalny. :) Niestety nie zdążyłem rozwinąć myśli, zanim odpowiedziałaś. :) Trochę ugrzeczniłem :) Ale wciąż uważam, że kobieta świadoma swojego ciała i umiejąca z nim obnosić wygląda dobrze we wszystkim. :)

  • Katarzyna Celmer

    O jesssssoooo nie mam nic w szafie w co mogę się ubrać! Przestanę wychodzić z domu bo po 30 to i tak już nie ma po co chyba, że do Biedronki po zakupy albo na cmentarz.

  • No tak… Trzydziestka to już dojrzały wiek – to już czas ubierać się jak wszystkie grażyny i przystrzyc przystojnego brokuła na głowie.

  • Kurza twarz, właśnie szłam na rozmowę biznesową w szortach ledwo zasłaniających pośladki, całe szczęście, że przeczytałam ten artykuł, bo jeszcze bym babola walnęła. Płaczę :)

  • Wait wait wait. To po trzydziestce jest życie?!

    • Bo to jest poradnik jak ubrać się do trumny.

    • Just

      Nie no… ludzie tak długo nie żyją :/

  • Jak mojej kobicie stuknie 30stka na karku (i tak pewnie się do tego nie przyzna, a ostatni raz jej dowód widziałem na studiach kilka ładnych lata temu), to nie omieszkam pokazać jej artykułu z WP.

  • Czekam na kolejny cykl pt. „Czego nie powinna nosić czterdziestolatka”.
    To dopiero będzie zabawa!

    • To kobiety dożywają takiego sędziwego wieku?

      • Aleksandra Muszyńska

        W słoiczku z formaliną podobno da radę.

  • Ok, pora więc pozbyć się połowy (jeśli nie więcej) wygodnej szafy i nabyć w trybie pilnym wór pokutny i gryząca garsonkę. :D

  • Poza tym WP nie zostawia 30 latek samych i podpowiada także w co się ubierać MOŻNA: http://kobieta.wp.pl/gid,14329744,img,14329817,kat,1025653,title,Bialka-bluzka,galeriazdjecie.html. Ani jedna z tych rzeczy nie jest w moim stylu, ale niestety, trzeba już zacząć kompletować:(

    Mój ULUBIONY FRAGMENT

    „Gadżet dobrej marki
    Najlepiej taki, który może zastąpić biżuterię. Kasia Kwiatkowska podpowiada, ze mogą to być np. okulary słoneczne lub korekcyjne (Ray Ban, D&G) albo zegarek (Calvin Klein, Emporio Armani).

    I jeszcze jedna rada dla trzydziestolatek, które ubierają się w sieciówkach. Wybieraj sklepy, które oferują oryginalne fasony w przystępnych cenach. I pamiętaj: nie jesteś już nastolatką, więc szerokim łukiem omijaj sklepy z fikuśnymi spódniczkami i kolorowymi nadrukami.

    Pamiętaj, nie jsteś nastolatką. Jakbyśmy Ci nie przypomnnieli wystarczająco:D

  • Zbliżam się do 30tki więc czas zmienić garderobę. Bye bye koszulki z zespołami, koniec bluz. Czas znaleźć garsonkę na każdą okazję, bo po co wyrażać siebie, lepiej się dopasować niż być oryginalnym. Ciekawe jakby wyglądały osoby na koncertach, które stosowałyby się do tych wytycznych… „Czemu nie masz swojej ulubionej koszulki?”- „No co Ty! Nie wypada! Ja mam już 30 lat, to zobowiązuje!” XD

  • Jeszcze mam ponad 5 lat, więc czas zacząć inwestować w worki po ziemniakach. „A co z markowymi trampkami czy conversami? Sprawdzą się – jak wyjaśnia Kasia Kwiatkowska – jeśli na przykład wykonujesz wolny zawód lub pracujesz w branży artystycznej. Mogą bowiem stanowić ciekawe dopełnienie stroju i pasują nawet do marynarki. „-jakie to przykre, że życie kobiety po 30 to tylko praca. Teraz czas czekać aż ‚redaktorka’ stworzy część o modzie męskiej.

  • Olga

    Osobiscie przeczytalam tez reakcje Focha na to wszystko, i usmialam sie jak norka z fotki pani redaktorki, ktora pozwolila sobie zalozyc prawie wszystkie wdzianka obsmiane w tym debilnym artykule WP
    : http://foch.pl/foch/1,139952,17587463,Czego_nie_moze_nosic_kobieta_po_trzydziestce_.html

    • Nie widziałem tego wcześniej, a jest świetne, i modelka wygląda mega seksownie!

  • O_l_l_i_e

    Och matko, jakie to głupie! „Dojrzała kobieta nie powinna nosić bluz z kapturem na co dzień…” bo co?

    A najgorsze, że takie przekonania gdzieś tam pokutują. Moja mama, której bliżej do 50 niż 30, jak ma sobie kupić T-shirt z nadrukiem, to się 15 razy zapyta, co ludzie pomyślą i czy jej to wypada i w ogóle to chyba jednak nie.

    Kobieto, umówmy się, porządek wszechświata nie zostanie zachwiany przez Twoją bluzkę, także spoko, nie bójta się.

  • ‚Dobrze, że autorka wspomniała o tych bluzach, bo kobiety w 361 miesiącu
    swojego życia dostają permanentnego zaćmienia umysłowego” – To nie zaćmienie, to już początki demencji. Przecież po 30tce już sie jest:)

    • No tak, zapomniałem. Yyy… u mnie chyba też się zaczyna.

  • Będę przyswajać jej tekst przez najbliższe 8 lat, żeby po 30-tce przypadkiem nie walnąć jakiegoś faux pas :D Dobrze, że napisała, gdzie można kupić kapelusze. Lubię kapelusze.

  • haha, nieźle się ubawiłam, współczuje w sumie kobiecie. ale tak przemyślawszy sprawę..to może dlatego właśnie mój P idzie 5 metrów za mną gdy w wieku lat 38 ide do sklepu w czapce z daszkiem..kurna no!

    • Jak Ty tak możesz narażać się na śmieszność bez kapelusza na zakupach? Dojrzałości w sercu nie masz!

  • Ja to już chyba kiedyś czytałam, serio. Dobrze, że o trampkach nie wpsomniała, bo z tych nie mam zamiaru rezygnowac nawet po 60-tce.
    Mam dwie siostry, każda już dawno skończyła 30 lat i jakby to przeczytały, to by sie mocno uśmiały.

    • Pojawiły się, a jakże! http://kobieta.wp.pl/gid,14736815,img,14736856,kat,1025653,title,Bazarowe-tenisowki,galeriazdjecie.html

      „Tanie, uszyte byle jak i nieeleganckie tenisówki noś wyłącznie w sytuacjach nieoficjalnych.” – ja bym powiedział, żeby w ogóle nie nosić takich butów, no ale to Ewa jest tu wyrocznią modową.

      • Przegapiłam punkt, sorry :( No, ale o drogich nie wspomina, do 60-tki pewnie dorobię się na tyle by było mnie stać na drogie i dobrze uszyte ;)

    • Trampki po 60-tce? Jak Ty to sobie wyobrażasz? To prawie tak samo złe, jak tatuaże na starość!!1!11oneone

    • Tianzi

      Właśnie czytając się zastanawiałam, z czego, po tych wszystkich cięciach na 30, będzie się jeszcze dało zrezygnować po 60 (wyszło mi, że z wychodzenia z domu).

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Nie śmiej się, bo będziesz mieć zmarszczki na starość

Skip to entry content

Jeśli jesteś dziewczyną, nie masz prawa nie kojarzyć hasła z nagłówka. Albo mama, albo babcia, albo najpewniej dobra przyjaciółka dała Ci kiedyś tę bezcenną radę. Oczywiście w trosce o Twoją urodę. Która, jak wiadomo, w przypadku kobiety jest głównym celem jej egzystencji i fundamentem wartości. Brzydka kobieta jest równie potrzebna światu, co zeszłoroczne numery Lotto. Dlatego nie powinna korzystać z doczesności, przeżywać uniesień i śmiać się, gdy ma na to ochotę, tylko wszystkie wysiłki skupiać na zachowaniu niezmąconej kurzymi łapkami, idealnie gładkiej skóry.

A śmiać to się może na starość. Jakiś kwadrans przed śmiercią.

W przypadku chłopców tego typu uwagi rzadziej skupiały na aspektach dotyczących ich ciała, a częściej na dobrach pseudo-luksusowych, którymi bywali obdarowywani przy ważnych okazjach. Mam na myśli oryginalne adidasy, oryginalną piłkę do kosza, czy cokolwiek innego, byle z metką Nike, czy Pumy. W przypadku takich zdobyczy wyrwanych z łap zachodniego kapitalizmu, pachnących frytkami, Coca-colą i perfumami w spreju, zawsze ze strony rodziców padało hasło „będziesz miał na specjalne okazje”. Co zazwyczaj oznaczało, że nie dotkniesz tego częściej niż dwa razy w miesiącu. Bo się zniszczy.

A jak się zniszczy to nie będziesz mógł tego używać. Więc lepiej nie używać tego wcale.

Wiele osób tę kryzysowo-komunistyczną mentalność przenosi w dorosłe życie i dalej uważa, że pewne rzeczy trzeba zostawić na nieulokowane na osi czasu „później”. Lub, że są zachowania, przeżycia, bądź stany emocjonalne tak drogocenne, że w trosce o ich niedomiar woli z nich nie korzystać.

Słowo „kocham” rezerwuje dla tej jednej jedynej, wyczekiwanej jak listonosz w dniu wypłaty emerytur i nie wypowiada go w obawie, że się zużyje. Całe życie buduje na zwrotach powszednich, codziennych, zwykłych, niewyjątkowych, bo boi się, że tego specjalnego użyje nie w porę, a bankier w banku słów nie przyzna mu talonu na drugie. W efekcie jakimi zwrotami sobie pościelił, tak mu się śpi. Zapomina, że takie słowo istnieje i znajduje je dopiero po latach, zakurzone na dnie drewnianej skrzyni z napisem „relacje”, gdy już ząb czasu nadgryzł je na tyle, że nie ma go komu powiedzieć.

Nie zrywa folii z telefonu, bo a nuż się porysuje. Nie biega w butach do biegania, bo jeszcze zetrze się podeszwa. Nie pije na umór w liceum kiedy jest na to czas, nie próbuje szalonych rzeczy na studiach, kiedy ma ku temu możliwości, nie wylatuje do pracy do Indii, gdy ma taką okazję. Jeszcze będzie na to czas. Nie robi nieodpowiedzialnych rzeczy, nie daje się ponieść, nie pozwala sobie na wykorzystanie całego zasobu z bogactwa inwentarza. Jest przezorny, stonowany, zawsze ubezpieczony i rozważny. Trzyma doczesność na wodzy. Wodzy przezorności, że może to wszystko kiedyś będzie bardziej potrzebne.

Nie śmieje się, bo będzie mieć zmarszczki na starość. Nie żyje życiem, zachowuje je na później.

---> SKOMENTUJ

Jak to jest wychowywać się bez ojca?

Skip to entry content

Po tekście krytykującym idiotyczny artykuł w Mamadu, dotyczącym  hiper stereotypowego wychowywania dziecka, gdzie ojciec jest okazjonalnym gościem-doglądaczem, dostałem ponad sto wiadomości od matek. W większości były to wypowiedzi przepełnione goryczą i smutkiem, opisujące jak to jest wychowywać dziecko niemal w pojedynkę. Bo ojciec uważa, że to przecież obowiązek kobiety, a on jest zobligowany jedynie do nieprzepijania od razu całej wypłaty i sporadycznego udzielania lekcji życiowych. Które najlepiej, żeby sprowadzały się do wygłaszania coelhoizmów typu „tak to już jest”, „jak dorośniesz, to zrozumiesz”, czy „uczciwą pracą się nie dorobisz”.

Oprócz kobiet, w komentarzach udzieliło się też kilku panów, którzy mówili o tym jak ważne jest dla nich współuczestnictwo w wychowaniu dziecka, a przede wszystkim, jak wiele radości daje im bycie rodzicem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Niestety pojawiło się również kilka wypowiedzi od osobników płci męskiej, bo mężczyznami ich nie mogę nazwać, którzy twierdzili, że angażowanie się ojca w życie potomka to głupota i to wyłączne zadanie kobiet. Bo natura je lepiej do tego przystosowała, bo tak było od zarania dziejów i tak ma być. Nie jestem w stanie polemizować z kimś kto jest upośledzony umysłowo, więc usunąłem te komentarze, ale mimo wszystko bardzo mnie ruszyło, że ktoś w ogóle może tak myśleć. Koincydencja sprawiła, że w tym samym momencie dostałem przejmująco osobistego maila od czytelnika, który miał nieszczęście być spłodzonym przez człowieka reprezentującego powyższe podejście.

Jeśli nie ja, to może ktoś, kto to przeżył, przekona wszystkich przyszłych i obecnych ojców, że ich rola nie ogranicza się tylko do dostarczenia plemnika do komórki jajowej. Że ich obecność jest nie mniej, nie więcej, ale równie istotna co obecność matki.

(mail zawierał kilka literówek i błędów składniowych, które poprawiłem za zgodą autora)

(…) Rodzice rozwiedli się jakoś szybko po moim porodzie, miałem jakiś roczek jak mama złożyła pozew do sądu. Różnica charakterów jak to się mówi. (…) Brak drugiego rodzica zacząłem odczuwać już od momentu przedszkola. Nie rozumiałem kto to jest tata, ani co to „dzień ojca” i czułem się trochę wyobcowany, ale to jeszcze nie było takie złe. Taki prawdziwy brak zacząłem czuć jak poszedłem do podstawówki, ani nie znałem się na sporcie, ani na samochodach do tego stopnia, że miałem problem z wymienieniem zawodników naszej reprezentacji, czy popularnych marek aut i koledzy z klasy patrzyli mnie jak na dziwoląga, z którym nie da się pogadać, ale gdy zaczęły się problemy typu gnojenie i bicie przez starszych byłem po prostu totalnie sam.

(…) i gdy ci ze starszych klas bili mnie po twarzy na przerwach nie miałem co z tym zrobić. Pójście na skargę do nauczycielki nie pomagało tylko pogarszało sytuację, bo oni wtedy dowiadywali się, że na nich doniosłem i później bili i upokarzali mnie jeszcze bardziej. Mówienie mamie też było bez sensu, bo miała tyle problemów żeby utrzymać nas dwoje, że nie chciałem jej dokładać więcej. Była zresztą delikatną osobą, więc i tak nie miałaby posłuchu u taki chłystków tylko jeszcze by ją wyśmiali i czułbym się jeszcze gorzej, że ktoś szydzi z mojej mamy. Tam potrzeba było mężczyzny, który by przyszedł po mnie pod szkołę i powiedział, że im przetrzepie skórę jak jeszcze raz będą mnie zaczepiać (…) ale go nie było ani wtedy ani później (…) nawet na komunii się nie pojawił (…)

[sociallocker id=”17312″]

Podobno walczył o mnie w sądzie, więc nie wiedziałem o co chodzi. Wtedy walczył, a teraz już nie? (…) obraził się że przegrał i zrezygnował z bycia moim ojcem i wychowywania mnie? Mama musiała wychowywać mnie sama co było trudne, żebyśmy mieli za co żyć musiała dużo pracować, więc wracała z pracy zupełnie wykończona, ale mimo to poświęcała mi dużo uwagi, chodziła ze mną po lekarzach mimo, że dużo chorowałem i dbała o mnie jak tylko mogła. Widziałem wiele razy, że już nie daje rady bo jest zupełnie sama, więc kiedy zacząłem być już starszym chłopcem pomagałem jej i przejąłem część obowiązków, które w normalnej rodzinie należałyby do męża (…)

Szybko musiałem się usamodzielnić i dorosnąć i zachowywać się jak dorosły, mimo, że miałem kilkanaście lat. (…) mimo, że mama dwoiła się i troiła, żebym wyglądał schludnie i miał podstawowe rzeczy do szkoły, to najczęściej w naszym domu padało zdanie „nie mamy pieniędzy” (…) nawet nie pytałem mamy czy mogę gdzieś pojechać z kolegami na ferie, bo wiedziałem, że nie będzie za co (…)

Myślałem, że im będę starszy tym mniej będę odczuwał brak ojca, ale to nie było tak, że czas leczy rany czy coś w tym stylu. Im byłem starszy tym więcej spraw wypływało gdzie wychodziło, że tak naprawdę to jestem półsierotą. Chyba byłoby mi łatwiej jakby mój ojciec naprawdę nie żył, ale ja wiedziałem, że żyje i to było najgorsze bo ja wiedziałem, że on gdzieś jest może i nawet w tym samym mieście tylko się do mnie nie chce przyznać (…) bardzo dużo zastanawiałem się co złego zrobiłem i czym mogłem zranić albo czym mogłem zawieść mojego tatę, że nie chce mieć ze mną kontaktu. Zastanawiałem się dużo czego mi brakuje, że go w ogóle nie obchodzę ale  do dnia dzisiejszego nie wiem. Jednak to uczucie, że coś ze mną jest nie tak i że czegoś mi brakuje zostało.

W kontaktach z rówieśnikami, czy to z kolegami czy z dziewczynami, byłem bardzo niepewny siebie i chyba wycofany, jak to się mówi. Spotkania z dziewczynami zawsze mnie przerażały, bo nie wiedziałem zupełnie jak mam się zachowywać. Nie wiedziałem jak to jest być facetem, jaki facet powinien być wobec dziewczyny, nie wiedziałem co mówić ani jak się zachowywać. Strasznie mnie to stresowało, bo to była dla mnie taka wielka niewiadoma, nie mogłem tego podpatrzeć na przykładzie swoich rodziców ani nikt mi tego nigdy nie pokazał.

(…) miałem duże problemy z byciem stanowczym i asertywnym, a głównie miałem zaniżone poczucie własnej wartości. Zaczęło się to zmieniać dopiero jak poszedłem na terapię, co też było dla mnie stresujące, ale już nie było wyboru (…) Mama widziała, że dzieje się ze mną coś złego, ale nie wiedziała co dokładnie i też nie umiała mi pomóc. (…) mimo, że minęło już wiele lat i sporo się zmieniło w moim podejściu do tych spraw i osiągam sukcesy zawodowe, to poczucie bycia gorszym pozostało (…) Czuję się jakiś niekompletny i jakiś taki uszkodzony i przeraża mnie bardzo założenie własnej rodziny.

Ktoś jeszcze ma wątpliwości, czy ojciec jest potrzebny w wychowywaniu dziecka?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Jeremy Brooks

[/sociallocker]

---> SKOMENTUJ