Close
Close

Jak to jest wychowywać się bez ojca?

Skip to entry content

Po tekście krytykującym idiotyczny artykuł w Mamadu, dotyczącym  hiper stereotypowego wychowywania dziecka, gdzie ojciec jest okazjonalnym gościem-doglądaczem, dostałem ponad sto wiadomości od matek. W większości były to wypowiedzi przepełnione goryczą i smutkiem, opisujące jak to jest wychowywać dziecko niemal w pojedynkę. Bo ojciec uważa, że to przecież obowiązek kobiety, a on jest zobligowany jedynie do nieprzepijania od razu całej wypłaty i sporadycznego udzielania lekcji życiowych. Które najlepiej, żeby sprowadzały się do wygłaszania coelhoizmów typu „tak to już jest”, „jak dorośniesz, to zrozumiesz”, czy „uczciwą pracą się nie dorobisz”.

Oprócz kobiet, w komentarzach udzieliło się też kilku panów, którzy mówili o tym jak ważne jest dla nich współuczestnictwo w wychowaniu dziecka, a przede wszystkim, jak wiele radości daje im bycie rodzicem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Niestety pojawiło się również kilka wypowiedzi od osobników płci męskiej, bo mężczyznami ich nie mogę nazwać, którzy twierdzili, że angażowanie się ojca w życie potomka to głupota i to wyłączne zadanie kobiet. Bo natura je lepiej do tego przystosowała, bo tak było od zarania dziejów i tak ma być. Nie jestem w stanie polemizować z kimś kto jest upośledzony umysłowo, więc usunąłem te komentarze, ale mimo wszystko bardzo mnie ruszyło, że ktoś w ogóle może tak myśleć. Koincydencja sprawiła, że w tym samym momencie dostałem przejmująco osobistego maila od czytelnika, który miał nieszczęście być spłodzonym przez człowieka reprezentującego powyższe podejście.

Jeśli nie ja, to może ktoś, kto to przeżył, przekona wszystkich przyszłych i obecnych ojców, że ich rola nie ogranicza się tylko do dostarczenia plemnika do komórki jajowej. Że ich obecność jest nie mniej, nie więcej, ale równie istotna co obecność matki.

(mail zawierał kilka literówek i błędów składniowych, które poprawiłem za zgodą autora)

(…) Rodzice rozwiedli się jakoś szybko po moim porodzie, miałem jakiś roczek jak mama złożyła pozew do sądu. Różnica charakterów jak to się mówi. (…) Brak drugiego rodzica zacząłem odczuwać już od momentu przedszkola. Nie rozumiałem kto to jest tata, ani co to „dzień ojca” i czułem się trochę wyobcowany, ale to jeszcze nie było takie złe. Taki prawdziwy brak zacząłem czuć jak poszedłem do podstawówki, ani nie znałem się na sporcie, ani na samochodach do tego stopnia, że miałem problem z wymienieniem zawodników naszej reprezentacji, czy popularnych marek aut i koledzy z klasy patrzyli mnie jak na dziwoląga, z którym nie da się pogadać, ale gdy zaczęły się problemy typu gnojenie i bicie przez starszych byłem po prostu totalnie sam.

(…) i gdy ci ze starszych klas bili mnie po twarzy na przerwach nie miałem co z tym zrobić. Pójście na skargę do nauczycielki nie pomagało tylko pogarszało sytuację, bo oni wtedy dowiadywali się, że na nich doniosłem i później bili i upokarzali mnie jeszcze bardziej. Mówienie mamie też było bez sensu, bo miała tyle problemów żeby utrzymać nas dwoje, że nie chciałem jej dokładać więcej. Była zresztą delikatną osobą, więc i tak nie miałaby posłuchu u taki chłystków tylko jeszcze by ją wyśmiali i czułbym się jeszcze gorzej, że ktoś szydzi z mojej mamy. Tam potrzeba było mężczyzny, który by przyszedł po mnie pod szkołę i powiedział, że im przetrzepie skórę jak jeszcze raz będą mnie zaczepiać (…) ale go nie było ani wtedy ani później (…) nawet na komunii się nie pojawił (…)

[sociallocker id=”17312″]

Podobno walczył o mnie w sądzie, więc nie wiedziałem o co chodzi. Wtedy walczył, a teraz już nie? (…) obraził się że przegrał i zrezygnował z bycia moim ojcem i wychowywania mnie? Mama musiała wychowywać mnie sama co było trudne, żebyśmy mieli za co żyć musiała dużo pracować, więc wracała z pracy zupełnie wykończona, ale mimo to poświęcała mi dużo uwagi, chodziła ze mną po lekarzach mimo, że dużo chorowałem i dbała o mnie jak tylko mogła. Widziałem wiele razy, że już nie daje rady bo jest zupełnie sama, więc kiedy zacząłem być już starszym chłopcem pomagałem jej i przejąłem część obowiązków, które w normalnej rodzinie należałyby do męża (…)

Szybko musiałem się usamodzielnić i dorosnąć i zachowywać się jak dorosły, mimo, że miałem kilkanaście lat. (…) mimo, że mama dwoiła się i troiła, żebym wyglądał schludnie i miał podstawowe rzeczy do szkoły, to najczęściej w naszym domu padało zdanie „nie mamy pieniędzy” (…) nawet nie pytałem mamy czy mogę gdzieś pojechać z kolegami na ferie, bo wiedziałem, że nie będzie za co (…)

Myślałem, że im będę starszy tym mniej będę odczuwał brak ojca, ale to nie było tak, że czas leczy rany czy coś w tym stylu. Im byłem starszy tym więcej spraw wypływało gdzie wychodziło, że tak naprawdę to jestem półsierotą. Chyba byłoby mi łatwiej jakby mój ojciec naprawdę nie żył, ale ja wiedziałem, że żyje i to było najgorsze bo ja wiedziałem, że on gdzieś jest może i nawet w tym samym mieście tylko się do mnie nie chce przyznać (…) bardzo dużo zastanawiałem się co złego zrobiłem i czym mogłem zranić albo czym mogłem zawieść mojego tatę, że nie chce mieć ze mną kontaktu. Zastanawiałem się dużo czego mi brakuje, że go w ogóle nie obchodzę ale  do dnia dzisiejszego nie wiem. Jednak to uczucie, że coś ze mną jest nie tak i że czegoś mi brakuje zostało.

W kontaktach z rówieśnikami, czy to z kolegami czy z dziewczynami, byłem bardzo niepewny siebie i chyba wycofany, jak to się mówi. Spotkania z dziewczynami zawsze mnie przerażały, bo nie wiedziałem zupełnie jak mam się zachowywać. Nie wiedziałem jak to jest być facetem, jaki facet powinien być wobec dziewczyny, nie wiedziałem co mówić ani jak się zachowywać. Strasznie mnie to stresowało, bo to była dla mnie taka wielka niewiadoma, nie mogłem tego podpatrzeć na przykładzie swoich rodziców ani nikt mi tego nigdy nie pokazał.

(…) miałem duże problemy z byciem stanowczym i asertywnym, a głównie miałem zaniżone poczucie własnej wartości. Zaczęło się to zmieniać dopiero jak poszedłem na terapię, co też było dla mnie stresujące, ale już nie było wyboru (…) Mama widziała, że dzieje się ze mną coś złego, ale nie wiedziała co dokładnie i też nie umiała mi pomóc. (…) mimo, że minęło już wiele lat i sporo się zmieniło w moim podejściu do tych spraw i osiągam sukcesy zawodowe, to poczucie bycia gorszym pozostało (…) Czuję się jakiś niekompletny i jakiś taki uszkodzony i przeraża mnie bardzo założenie własnej rodziny.

Ktoś jeszcze ma wątpliwości, czy ojciec jest potrzebny w wychowywaniu dziecka?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Jeremy Brooks

[/sociallocker]

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Decoupage Martyny

    Świetny tekst.Przeczytałam również wszystkie komentarze i włos mi się na głowie zjeżył.Mam w tej chwili 26 lat od urodzenia poruszam się na wózku.I hmm cóż mogę powiedzieć.Mam najlepszego tatę na świecie.Lepszego nie mogłam sobie wyobrazić.Pewnie ”prościej”byłoby mu zostawić mnie i mamę,ale nie zostawił zawsze był.Miałam 12 operacji.Zawsze był ze mną i mamą w szpitalu.Jak tylko mógł zawoził mnie razem z pielęgniarkami na sale operacyjną trzymając za rękę.W trakcie dojrzewania to jemu powierzałam swoje największe tajemnice,z mamą ”darłam koty”. Mam z nim wspólne pasję,razem chodzimy na koncerty,słuchamy tej samej muzyki.Nigdy powiedziałam do niego ojciec.Zawsze był po prostu tatą.A egzamin z bycia rodzicem zdał na szóstkę.

  • Pingback: Bez ojca | Flegmatycznie()

  • Piotr Adamczyk aż TATA

    Moim powołaniem jest ojcostwo i wychowywanie synów w RODZINIE.Baby w togach odebrały mi ten obowiązek bez mojej zgody.

  • ja też wychowywałam się bez obecności ojca. niby mieszkał z nami w domu, ale ciągle go nie było. okazjonalne zabawy z nim były fajne, bo organizował nam kuligi albo jazdy konno. ale były naprawdę OKAZJONALNE. pogadać z dzieckiem już natomiast nie potrafił. ale kupić prezent, zamiast dać miłość – owszem. bardzo słabe. potem się stoczył, rozbił rodzinę, zawiódł zaufanie, do tej pory uwielbia nas poniżać w słownych potyczkach. i to poczucie, że mogę być taka jak on, że mogę ranić innych, że mężczyźni są tacy okropni, jest bardzo przykre. bliscy, terapeuci – owszem, są pomocni, ale myślę, że to poczucie w głębi duszy zostanie na zawsze… tak więc jak ktoś decyduje się na dzieci, jego rola powinna wybiegać znacznie dalej niż poza pozostawienie nasienia. inaczej nie jest wart określenia „ojciec”. mam jednak to szczęście, że mam kochającą matkę i babkę (już nie żyje), dzięki którym – mimo wszystko – miałam piękne dzieciństwo.

  • Oliwia

    Ja rownież wychowywałam się bez ojca. Moi rodzice rozwiedli się kiedy miałam chyba 1,5 roku. Oczywiście powodem rozstania była zdrada ojca. Wiem ze zdradzał moja mamę kiedy była ze mną w ciąży. Niewiem jak długo wcześniej to trwało czy kiedy się wogole zaczęło. Pewnego dnia ojciec kazał się mojej mamie wyprowadzić. Po prostu wyrzucil ja z dwójka dzieci( mam o rok starsza siostrę). Wtedy zamieszkaliśmy w 3 pokojowym mieszkaniu z dziadkami i po dzień dzisiejszy z nimi mieszkamy( mam już 18 lat). W sumie mój ojciec nie jest jakimś złym człowiekiem, jest po prostu złym ojcem. W trakcie rozwodu ustalili ze bd płacił alimenty 500 zł miesięcznie na 2 dzieci niestety moja mama się zgodziła. Mogła wyciągnąć od niego dużo więcej, bo według mnie 250 zł na dziecko to jest jakaś kpina zwłaszcza ze on biedny nie jest. Zaproponował ze bd płacić tylko po to żeby samemu poczuć się lepiej i spełnić swój przykry obowiązek. Jeździłyśmy do niego z siostra co 2 tyg na weekendy tak jak ustalono, aż kiedy miałyśmy po 10 lat po prostu już nie chciałyśmy. Im starsze byłyśmy tym bardziej rozumialysmy ze on to robi bo tak ustalono i robi to bo musi. Przykry obowiązek. Zabierał nas do siebie i praktycznie zostawiał żebyśmy same się sobą zajmowały. Nie spędzał prawie wogole z nami czasu, nigdzie nie zabierał. Kiedy miałyśmy po 10 lat już nie chciałyśmy do niego jeździć, bo widziałyśmy ze tak na prawdę ma nas w dupie. Od tamtej pory nie widziałam ojca na oczy choć mieszka ok 40 min drogi samochodem ode mnie. Na początku dzwonił ale skoro my nie chciałyśmy jechać to po co ? W końcu przestał. Teraz wysyła tylko beznadziejne SMS na święta i urodziny w dodatku myli mu się dzień moich urodzin. Najbardziej boli fakt ze mieszka tak blisko i sam się do nas nie pofatyguje. Bo przecież po co skoro my nie chcemy? Ale to jednak on jest ojcem i gdyby kochał i mu zależało to by przyjechał tylko nas zobaczyć. W końcu miałyśmy tylko po 10 lat on jest dorosły. Teraz kiedy mam 18 lat widzę coraz więcej skutków braku ojca w życiu. Brak pewności siebie mam ogromy. Beznadziejne poczucie własnej wartości. Nieśmiałość. Jestem bardzo zamknięta w sobie. Często myśle ze czemu ktoś miałby mnie polubić i pokochać skoro własny ojciec nie chciał. Mój mózg wie ze to bzdura ale i tak serce czuje swoje. Mój ojciec jest teraz żonaty z ta kochanka i maja córkę 4 lata młodsza ode mnie. Mam wrażenie ze jestem gorsza od niej bo przecież ja kocha wychowuje itd. Trudno powiedzieć ze nienawidzę ojca, po prostu go nie lubię za to jak potraktował moja mamę i za obojętność względem mnie i siostry. Kiedy o nim myśle czuje żal i smutek. Dzięki niemu jestem tez bardzo nieufna i nie wiem czy kiedyś zaufam mężczyźnie.

  • Pingback: Dzieci rodzi się z miłości, a nie lęku przed więzieniem()

  • owca

    Istnieją jeszcze tacy tatusiowie, którzy niby są, a jakby ich nie było. Tacy, którzy kochają tylko mamy. Dziecko ma się dobrze uczyć, siedzieć w swoim pokoju i nie przeszkadzać. Jeśli jest niegrzeczne, to się je karze. Nie rozmawia się z nim, nie przytula, nie staje w jego obronie, nie interesuje się jego problemami, nie kupuje prezentów nawet, gdy kończy podstawówkę jako prymus. A mamy są z tego rozwiązania bardziej niż zadowolone. Więcej nawet, można powiedzieć, że pilnują, aby dziecku przypadkowo nie dostała się odrobina ciepła.

  • Dot

    „kilka wypowiedzi od osobników płci męskiej, bo mężczyznami ich nie mogę nazwać”

    „Myślałem, że im będę starszy tym mniej będę odczuwał brak ojca, ale to nie było tak, że czas leczy rany czy coś w tym stylu. Im byłem starszy tym więcej spraw wypływało gdzie wychodziło, że tak naprawdę to jestem półsierotą” Też myślałam, że to z czasem minie i że kiedy będę dorosła będzie lepiej, ale życie pokazuje, że im starsi jesteśmy, tym tak naprawdę jeszcze bardziej brakuje nam ojca.

    „Chyba byłoby mi łatwiej jakby mój ojciec naprawdę nie żył, ale ja wiedziałem, że żyje i to było najgorsze bo ja wiedziałem, że on gdzieś jest może i nawet w tym samym mieście tylko się do mnie nie chce przyznać” To uczucie jest chyba najgorsze w tym wszystkim. Właściwie ci, których nie wychowują rodzice, którzy mimo wszystko żyją, i tak czują się jak sieroty. Kiedy rodzice nie żyją, wiesz, że nie miałeś na to żadnego wpływu, a kiedy żyją, ale Cię nie wychowują, czujesz, że mają Cię gdzieś i tak naprawdę nic dla nich nie znaczysz.

    Nie rozumiem facetów, którzy spłodzą dziecko i uważają, że to ich do niczego nie zobowiązuje. Że to nie ich problem – w końcu to nie oni są w ciąży i nie oni muszą borykać się z wszystkimi wątpliwościami, które pojawiają się na temat przyszłości (czego im zazdroszczę). A nawet jeśli uznają dziecko, w jego wychowaniu biorą raczej bierny udział.
    Dziękuję Ci bardzo za ten tekst, posyłam go dalej :)

  • KaZet

    co ciekawe zawsze faceci sie przejmuja kontaktami damsko-mieskimi, jak zachowac sie wobec kobiety itd. Jakos nie zauwazylem zeby kobiety sie tym przejmowaly.
    No ale to troche taka dywagacja nie na temat. A ze sam wychowywalem sie pol zycia bez ojca, moge powiedziec, ze z cala pewnoscia kosztuje to duzo wiecej doksztalcania niz gdy sie jego jednak posiada.

  • Ja swojego tatę pamiętam jako śmieszka, dobrego kumpla, wymyślającego w moich młodszych latach dużo zabaw, grającego ze mną w karty, chińczyka. Pamiętam go też z drugiej strony i ta druga strona niestety przeważa. Znowu powtórzę hasło „druga strona”, ale on po prostu przegiął w drugą stronę – moja mama pracowała na utrzymanie rodziny, on pracy nie szukał, bo przecież siedzi z dziećmi w domu. Przyszedł czas kiedy mogliśmy zostać z bratem sami w domu i nic by się złego nie stało, ale jemu się chyba do tej pracy po prostu iść nie chciało. Nagle trach, mama umiera i zaczyna się koszmar. Mieszkanie zadłużone, brak podstawowych produktów spożywczych w lodówce i tak dalej. Nie chcę opisywać wszystkiego ze szczegółami, bo raz, że bardzo prywatne, dwa, że boli jak cholera, ale jak widać zdrowo nie jest przesadnie ani w jedną, ani w drugą…

  • jowit

    Z punktu widzenia dziewczyny, której ojciec był na zasadzie wpłata pieniędzy na konto muszę powiedzieć, że jest różnie. Na początku za mlodzika do końca podstawówki było mi to obojętne, nie miałam czasu na myślenie o tym, było tyle innych rzeczy, które zajmowały czas. Jednak przyszło gimnazjum i zaczęło się. Było tyle rzeczy do których by się przydał. Tyle pytań, tyle nierozwiazanych zagadek. No i to pytanie dlaczego się nie interesuje mną w ogóle?? Dzwoni raz do roku na urodziny i to jedyny kontakt. Mimo, że mama na prawdę mega babka, dawała radę za dwoje, to jednak to nie było zawsze to TO. W liceum jakoś znowu przeszłam przez etap – to jego wybór, co mi tam, nie jest mi to potrzebne do życia. Dodam, że mam przyrodnia siostrę młodszą o 3 lata z którą zawsze miał kontakt mimo, że też jej nie wychowywał. Ten aspekt też mnie denerwowal dlaczego ona jest ważniejsza ode mnie. Ale wracając do liceum- przeżyłam. Tak na prawdę na studiach zrozumiałam o co chodzi – życie bez ojca nie jest tragedią, ale nie jest też przyjemnością. Owszem odbija się to na psychice – wycofanie, zamknięcie w sobie, brak pewności i asertywności. Ale czy to jest spowodowane brakiem ojca – nie wiem, możliwe.

  • lucypussy2

    Mój ojciec umarł gdy miałam 3 lata. teraz mam 29. Nie pamiętam go, oprócz trzech czy czterech sytuacji. Mama często płakała – to za to pamiętam dobrze. Do tej pory często płacze. Została sama z czwórką dzieci (w tym jedno miało 3 miesiące). Ponad 20 lat mówiono nam, że ojciec miał zawał i to była przyczyna jego śmierci.
    Zawsze bardziej kolegowałam się z chłopakami, nie miałam problemów w kontaktach z nimi. Dziewczyny za to mnie irytowały mocno, gadaniem o szminkach, ubraniach i innych szpilkach. Nie trawię tego. Do tej pory. Wstydliwą jest dla mnie sytuacja kiedy rozmawiam z jakąś dziewczyną i ona zaczyna mówić właśnie o takich babskich rzeczach. Liczę wtedy na to, ze nikt tego nie słyszał. Nie umiem płakać „publicznie”. Moge płakać tylko jak jestem sama. Nie potrafię uronić łzy przy kimkolwiek, szczególnie przy facecie. Być moze jest to spowodowane tym, że mama ciągle plakała i postanowiłam taka nie być. Nigdy nie interesowała mnie moda. Daleko mam jakie spodnie sie nosi, czy jaka fryzura jest modna. Wiele osób zwracało mi na to uwagę – jak dziewczyna może nie lubić zakupów? Tak! Wolę pójść naprawić szafkę,
    Jestem teraz z chłopakiem, już piąty rok leci. On chce dzieci. Ja nie wiem. Boję się, że go zabraknie i moje dziecko też będzie bez ojca. Nie pozwolę na to.
    Słowo „tato” jest dla mnie pustym wyrazem, nic nie znaczącym. Nawet jak o nim mówię, używam „ojciec”.
    Po 20 latach okazało się, że ojciec się zabił, popełnił samobójstwo.
    Jestem niedowartościowana, nie wierzę w siebie, nie mam w sobie zapału do niczego.
    Po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że jestem jaka jestem przez brak ojca przez prawie całe życie.
    Nie wiem czy to coś wnosi do tematu, czy też nie. Po prostu chciałam napisac.

  • Pingback: NIE ZAWSZE OJCIEC JEST ZŁY()

  • Adam Hajduk

    Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
    bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
    kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
    ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
    matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
    przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
    nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
    w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
    autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
    nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
    karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
    dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
    później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
    tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
    planowała zostać „singielką”…
    Moim zdaniem obie
    strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
    i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
    Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
    pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
    zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
    niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
    społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
    kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
    pracy itd.
    To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
    Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
    arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
    obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
    aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
    komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
    powiedzą, która dysponując atutem seksu
    nie zapewniła swojemu
    przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
    oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
    wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
    wiadomo gdzie jest.
    Niestety żyjemy w świecie postawionym na
    głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
    wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
    przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Masculist

    Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie, bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś, kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie planowała zostać „singielką”…
    Moim zdaniem obie strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć? Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas pracy itd.
    To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom. Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej powiedzą, która dysponując atutem seksu
    nie zapewniła swojemu przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie wiadomo gdzie jest.
    Niestety żyjemy w świecie postawionym na głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Kinga Smoleńska

    Hm no dobrze każdy sie zgadza że ojciem potrezbny i jegi brak może zrobić bajzel w psychice… Ale jak sobie z tym radzić? Jak sobie poradzić z tymi uczuciami bycia gorszym, porzuconym i całą resztą…?

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA?? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Witam, mogę się rozpisywać tylko jako „córka” i napisać elaborat o tym jak obecność, zachowanie, stosunek do mamy, dzieci – mojego ojca- wpłynęło na moje poczucie wartości i dalsze wybory…
    Mnie trafił się „emocjonalny wrak” – ojciec wychowany przez niańkę, bo babcia miała w nosie wychowywanie dzieci. ostatni z czwórki rodzeństwa, miał być dziewczynką, nie kochany- co miało swoje konsekwencje w braku umiejętności pokochania własnej rodziny i topieniu problemów w alkoholu.
    I nie, nie jest to komentarz zmierzający do usprawiedliwienia lat przemocy i jego destrukcyjnego wpływu na nas…
    To tylko dowód na to jak „dzieciństwo” i to co się z niego pamięta determinuje nasze życie…
    Więc może warto spojrzeć na własne dzieci z innej perspektywy. Na to jakimi ludźmi się staną dużo od Nas zależy.
    Sama popełniam błędy wychowawcze, nie zawsze jestem cierpliwa…
    ale wiem i często podkreślam to małżowi jak nasze dobre podejście może pozytywnie „modelować” zachowania i reakcje dzieci…
    Znam z autopsji wybór pomiędzy złym a może gorszym rozwiązaniem. Rozwiodłam się z mężem uzależnionym od alkoholu też nie wiedząc co jest gorsze…dziecko wychowujące się w rodzinie alkoholowej czy wychowywanie bez ojca na co dzień (choć ja starałam się nigdy kontaktu nie ograniczać, ojciec nie zawsze miał czas na spotkania z 3 latkiem)…
    Po dwóch latach małż podjął terapię. przestał pić. znów jesteśmy razem ale do nowa musieliśmy wypracować sobie model życia bez alkoholu…
    owocem naszej „ponownej” miłości i zejścia stała się po kolejnych dwóch latach – córeczka.. i wierzcie mi ale czasem mam łzy radości w oczach gdy widzę ich relację…jak córka tęskni za tatusiem, jak wita go gdy wraca z pracy, jak tuli i chce zasypiać „..tylko z tatusiem”.. :))…
    Za to po Synie widzę już konsekwencje innego ojcostwa i jego braku przez tę parę lat.. jest bardziej zamknięty w sobie, mniej pewny siebie.. dlatego wkładam dużo pracy aby wychować go mimo wszystko na pozytywnego chłopaka, z naciskiem na tatę, aby spędzał z nim więcej czasu, aby mieli wspólne sprawy…ale nie zawsze mi się udaje :(

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto tekst komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Pingback: Jak to jest wychowywać się bez ojca. - Jestem SpragionaJestem Spragiona()

  • Świetnie, że poruszyłeś ten temat. Mam wrażenie, że bardzo duża część naszego pokolenia została wychowana przez dzielne mamy i ojców, którzy nie dali sobie rady. Ktodmto nawet zdefiniował jako kryzys męskości wśród facetów urodzonych w latach 50tych i 60tych.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2godz na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Kamila Kleszcz

    Właśnie tak bardzo sie tego boje… Od dnia urodzenia mojego Syna nie potrafię o tym nie myśleć jak ta nieobecność człowieka zwanego ojcem wpłynie na Jego zycie…cholernie się boję

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2godziny raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Gryzie mnie ten post od dłuższego czasu. Jakoś ciężko zabrać się za napisanie czegoś treściwszego, ale że chcę mieć tutaj swój głos, postaram się ogarnąć to tak, żeby było wiadomo co do czego.
    Jestem dzieckiem kobiety, która, gdy dowiedziała się, że za jakieś 8 miesięcy przyjdę na świat nie była w ŻADNYM stopniu gotowa na dziecko, początkowo nawet zastanawiała się nad skrobanką. Jestem dzieckiem z wpadki. Nie powiem, że niechcianym, ale w 200% niezaplanowanym. Moi „rodzice” nawet nie byli parą, wzięłam rodziców cudzysłowie, bo tylko jedno z nich podjęło się bycia tymże rodzicem.
    Moja mama choć wychowywała się w rodzinie pełnej, ale jej rodzice byli (i nadal są) bardzo konserwatywni, a ojciec na dodatek był (i nadal jest) alkoholikiem. Więc jako, że wzorca cudownej rodziny nie miała, postanowiła, że nie pozwoli na to, abym ja cierpiała kiedykolwiek tak jak ona.
    Gdy miała 22 lata i była w 5 miesiącu ciąży opuściła rodzinny dom i mając jedynie trochę pieniędzy (które swoją drogą dostała od mojego ojca, na pokrycie połowy kosztów skrobanki) i wyjechała do innego miasta, województwa, bo bała się, że gdy jej ojciec dowie się o ciąży to ją zatłucze, a przy okazji mnie.
    Wiem, że przez 3,5 roku samotnego wychowywania przeszła PIEKŁO, mimo że w tajemnicy utrzymywała kontakt ze swoją mamą, a moją babcią. W końcu postanowiły uświadomić dziadka o moim istnieniu, a on przyjął ją pod swój dach z otwartymi ramionami jak syna marnotrawnego. Niedługo po tym wyswatał moją rodzicielkę z człowiekiem z sąsiedniego miasta, który pomagał na budowie u jakiejś naszej dalszej rodziny ze wsi, bo przecież dziecko nie może wychowywać się bez ojca.
    Ani on nie był przystojny, ani mądry specjalnie, 8 lat starszy od mamy, ale miał dom. I pracę. Po pół roku narzeczeństwa wzięli ślub i zamieszkałyśmy u niego z jego mamą.
    Wszystko było cudownie, ale teściowa urządzała co jakiś czas awantury, że pantofel, że se babę z dzieckiem wziął, że to, że tamto, że ludzie gadają (bo mała miejscowość). Mama nawet go nie kochała, ale chciała, abym miała cudowny wzorzec pełnej rodziny i razem z ojczymem zdecydowali się na dziecko. Siostra urodziła się tydzień przed moim rozpoczęciem 1 klasy podstawówki, miałam 7 lat. Trochę się poczułam odrzucona, bo często nie miał mi kto pomóc z lekcjami, bo ojczym w pracy, mama zajęta siostrą, albo domowymi obowiązkami, albo zmęczona… Ale że byłam (i chyba nadal jestem) ambitna, to zajęłam się sama sobą i nawet sama ze sobą się bawiłam, jak nie miałam z kim. Podstawówkę ukończyłam z wyróżnieniem. W międzyczasie zmarła teściowa mojej mamy i wtedy się zaczęło… Ojczym zaczął najpierw pić, później chlać. Nie raz i nie dwa dzwoniłam przerażona na policję, bo tłukł mamę po pijaku. Mama wniosła o rozdzielność majątkową i alimenty na siostrę, poszła do pracy. Udało się. Ojczym miał płacić rachunki i alimenty, mama zapewniać nam byt. Mieszkaliśmy pod jednym dachem, a byliśmy dla siebie niemal obcy.
    Gdy byłam w 6 klasie mama założyła konto na portalu randkowym i zaczęła szukać sobie bratniej duszy, ponieważ sama nie dawała sobie po prostu rady, została samotną matką po raz drugi, tym razem po 30-ce, z dwójką dzieci. Mimo, że miała nas, to czegoś jej brakowało. Mniej więcej po roku poszukiwań zaczęła się spotykać z 13 lat starszym facetem, z miejscowości do której wyjechała, gdy byłam jeszcze pod jej sercem, człowiekiem sukcesu po rozwodzie. Gdy byłam w 1 klasie gimbazy postanowili, że będą parą, że założymy rodzinę. Gość wynajął mieszkanie, co weekend jeździłyśmy do niego, rok później zamieszkaliśmy razem. Miałam 14 lat. Niestety gość nie umiał trzymać rąk przy sobie i gdy mama wyjeżdżała czasem z siostrą załatwić jeszcze jakieś sprawy urzędowe nie miałam łatwo. Nie będę przytaczać, bo to zbyt bolesne i zbyt osobiste, ale gdybym powiedziała o tym komuś wtedy, to gość pewnie dawno by siedział… Przestałam dogadywać się z mamą, buntowałam się, zaczęła się wojna domowa, bo ciężko to nazwać rodzinnymi sprzeczkami. Ja byłam ta zła, a on był ten dobry, po tylu latach swojego osobistego piekła mama postanowiła wreszcie postawić na siebie, gdy mówiłam jej, że jest mi źle, gdy płakałam, że jestem nieszczęśliwa pytała mnie: „Dlaczego nie możesz cieszyć się moim szczęściem?!”. Jednak gdy wojna domowa zaszła już tak daleko, że wiadome było, że nie możemy mieszkać wszyscy razem pod jednym dachem konkubent mojej mamy postawił jej warunek: albo on, albo niesforna 15-letnia córka. Mama przejrzała na oczy i gdy wyjechał w delegację na weekend odświeżyła stare znajomości i dwa dni później tamtego człowieka nie było już w naszym życiu.
    „Stara znajomość” okazała się człowiekiem, z którym mama próbowała ułożyć sobie życie gdy miałam dwa lata. Mam przebłyski, dosłownie przebłyski wspomnień z tamtego okresu, awantury po pijaku i tym podobne. Co weekend w naszym domu pojawiał się ten człowiek, a na stole co weekend pojawiała się butelka napoju wysokoprocentowego, czasem znajomi z dawnych lat. Dzieci nie miały wtedy wstępu do danego pomieszczenia i były same-sobie. Czasem impreza kończyła się spokojnie, czasem awanturami i tłuczonym szkłem. Miarka się przebrała, gdy byłam gdzieś w 1-2 klasie technikum, a konkubent matki podczas cotygodniowej libacji podniósł na mamę rękę, nie obeszło się oczywiście bez epitetów niecenzuralnej treści, podniósł rękę również na brata mojej mamy, gdy ten stanął w jej obronie, a swoim własnym kumplem dosłownie zaczął rzucać po mieszkaniu (przy okazji je dewastując). Wtedy ja bojowo nastawiona do świata sama mało nie oberwałam, ale połączyłyśmy z mamą siły i wyrzuciłyśmy go z mieszkania.

    Po raz kolejny marzenie mojej mamy legło w gruzach. Przez bardzo długi czas była wtedy sama, ale finansowo pomagał nam jej brat, który z nami od jakiegoś czasu mieszkał.
    Próbowała wtedy znowu na portalach randkowych, ale każdy kolejny okazywał się jeszcze większą porażką.
    Rok temu, w swoje 41 urodziny poznała młodszego od siebie o 5 lat recydywistę, zakochali się w sobie, znaleźli wspólny język… Pierwszy raz mama spotkała się z kimś, kto ją tak wielbił i adorował, nigdy w życiu nie podniósł na nią ręki ani głosu. Przy niej stawał się łagodny jak baranek.
    Niestety w sierpniu pokłóciłyśmy się z mamą śmiertelnie (nigdy nie było nam po drodze, nigdy nie mogłyśmy się w 100% dogadać), tym razem nie wytrzymałam, spakowałam rzeczy i w ciągu 5 dni mnie nie było. Znalazłam stancję, postanowiłam się usamodzielnić na miesiąc przed rozpoczęciem 1 roku studiów. Bez pracy, bez środków na życie. Zadzwoniłam do ojca (po raz pierwszy w życiu, w wieku prawie 19 lat) żeby alimenty wpłacał na moje, a nie mamy konto.
    Tego samego dnia do mamy wprowadził się jej ukochany i zaczęli wspólne cudowne życie już na poważnie.
    Pod koniec października moja 12-letnia siostra napisała mi smsa informującego, że mieszkanie jest zdemolowane, mama leży poobijana, zwinięta w kłębek, a ona nawet nie wie, co ma ze sobą zrobić… Długo nie myśląc pojechałam do domu, spakowałam siostrę na najbliższe kilka dni, dwa koty, złotą rybkę i zabrałam ją do siebie, na stancję, gdzie dzieliłam pokój z osobnikiem płci męskiej, który był moim rówieśnikiem. Na szczęście zbliżały się święta i zgodzili się na pobyt mojej siostry i zwierząt na stancji pod ich nieobecność, aż sprawy się unormują.
    Okazało się, że to moja mama zawiniła. Po wódce jak zwykle włączył jej się agresor, a jej partner próbował ją uspokoić. Stąd siniaki na nadgarstkach, ramionach… Dom zdemolowała ona, próbując go zatrzymać.
    Rzuciłam wtedy studia mimo, że byłam śmiertelnie obrażona na nią, po to by jej pomóc. Miałam zająć się siostrą i mieszkaniem, pójść do pracy, a ona miała zgłosić się na leczenie zamknięte w szpitalu psychiatrycznym. Niestety zrobiła po swojemu, pogodziła się ze swoim facetem, nie poszła na leczenie, nie poszła do pracy, a ona i jej ukochany zaczęli pogrążać się w coraz większych długach.
    Dwa miesiące temu gość poszedł siedzieć, mama została sama z siostrą i długami tak wielkimi, że nie mam pojęcia jak jej pomóc.
    Chciałam się od tego odciąć, od października jestem w szczęśliwym związku, od prawie 4 miesięcy mieszkam u chłopaka z jego ojcem (rodzina też się rozpadła, ale to historia na osobne opowiadanie), zapisałam się na studium policealne zaocznie, by nie stracić alimentów od ojca i powoli staram się formować swoje życie po swojemu.
    Boję się jednak, że rodzinne fatum dopadnie i mnie, i z racji braku wzorca pełnej rodziny sama nie będę w stanie takiej założyć. Z drugiej strony jestem teraz silniejsza, nie poddaję się tak łatwo, dążę do wyznaczonych celów.
    Czy żałuję, że wychowałam się w takich, a nie innych warunkach? Trochę tak i trochę nie. Zyskałam ogromny bagaż doświadczeń, czuję się o wiele dojrzalsza od niektórych rówieśników, choć w najbliższym otoczeniu, w otoczeniu moich przyjaciół większość osób jest właśnie z rodzin niepełnych lub po przejściach… Z drugiej strony, gdyby mama na siłę nie próbowała znaleźć dla mnie męskiego wzorca może ominęłoby i mnie i ją wiele nieprzyjemnych sytuacji? Ale tu też pojawia się motyw, że na świat nie przyszłaby moja siostra i być może zostałabym życiowym nieudacznikiem… Możnaby gdybać i gdybać. Nie mam żalu do mamy, niczego bym nie zmieniła w swoim życiu, bo wtedy nie byłabym tym, kim jestem dzisiaj.
    Mama próbując uchronić mnie przed takim dzieciństwem jakie sama miała zapewniła mi bardzo podobne, a może nawet i gorsze. Ojciec? Od prawie 20 lat płaci alimenty i interesuje się tylko tym, czy aby na pewno kontynuuję naukę, bo boli go przelewanie co miesiąc 350zł/mies na kogoś, kogo nie zna, ale nigdy nie próbował poznać…

    Moim marzeniem jest, aby moje dzieci były szczęśliwe, miały co jeść i żyły w godnych warunkach. Ale co z tego wyjdzie? Życie pokaże. Jedne marzenia się spełniają, inne nie. Nie wszystko jest zależne od nas, ale możemy się jedynie starać, by było po naszej myśli…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadków, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • kamisia_@@

    A ja wolałabym, żeby mojego ojca nie było wcale, wolałabym żeby nas zostawił wiele lat temu, nieraz z siostrami prosiłyśmy mamę żeby go kopnęła w dupę i wywaliła z domu, no ale cóż…”co ludzie powiedzą”. Jak był w domu to pił, pił 2-3 tygodnie aż przechlał wypłatę, później wracał przepraszał, a mama mu dawała obiad, nigdy tego nie rozumiałam. Fakt, nigdy nas nie uderzył, tzn mnie i sióstr, bo mamie czasem się dostało jak się rzucał w amoku alkoholowym. Teraz nie pije od kilkunastu lat, i co z tego jak ma rozum 15-latka. Uważa, że to nie była jego wina że pił, bo to przecież choroba. I to my jesteśmy te złe cały czas, bo nie chcemy mieć z nim kontaktu, mimo, że mieszkają z mamą w jednym domu, ale na szczęście osobno. W dupie mam takiego ojca, który jak był potrzebny mi, siostrom, czy mamie to wybierał wódę od rodziny.

    Teraz sama mam męża i 2-letnią córeczkę. Mąż – mężczyzna, który zapierdziela jak tylko się da, żeby zagwarantować nam jako takie dostatnie życie. Jedzie prawie 70 km na 6.00 do pracy, wraca, żeby być jak najszybciej w domu, czasem się uda, że jest już o 16.30, wspólny obiad, zabawy, wydurnianie się, po prostu bycie razem. Kąpie i kładzie małą. Później o 20 dalej siada i pracuje, bo jeszcze trzeba dorobić, projekty czekają, o 24 prawie pada ze zmęczenia.

    Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go zabraknąć w życiu moim i mojej córki. Pierwsze pytanie Tosi po przebudzeniu, czy jak ją odbieram ze żłobka to „gdzie tata”. Jak czasami wyjeżdża gdzieś w delegację, czy wraca bardzo późno to córa zasnąć nie może.

    Przyznam, że strasznie się cieszę, ale i zazdroszczę mojej Tosi, że ma takiego Tatusia. Który zrobi wszystko dla swojego dziecka, który rzuci wszystko kiedy dzieje jej się źle, ale i wychowuje.

    Podsumowując….NIE KAŻDY FACET KTÓRY SPŁODZIŁ DZIECKO TO TATA, ALE JEŻELI JEST, CHCE NIM BYĆ I SIĘ STARA TO DLA DZIECKA JEST TAK SAMO WAŻNY I TAK SAMO POTRZEBNY JAK MAMA

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społ., jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Magda

    Mam synka 4 latka, jego ojciec jest Grekiem, ale też alkoholikiem, wyjechałam z Grecji, jak Damian miał niecałe dwa latka.
    Ojciec nie uznał dziecka, bo po prostu był pijany, widzę jednak u Damianka tęsknotę za mężczyzną w domu, ojcem, z którym mógłby podyskutować o samochodach, który spędził by z synkiem czas” po męsku”, pomimo, że ja robię co mogę to wiem ze pewnych luk w wychowaniu, kiedy brak ojca, nie jestem w stanie wypełnić.
    Ojcowie, jesteście tak samo ważni i potrzebni dziecku w jego wychowaniu jak i matka.!!!!

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka {wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • nidhogg

    Niewątpliwie ojciec jest potrzebny. Ale ojciec z prawdziwego zdarzenia. Uważam, że lepiej jest nie mieć ojca niż mieć ojca patologicznego. Piszę to z perspektywy osoby, która wychowywała się praktycznie bez ojca. Rodzice rozwiedli się, kiedy miałam 5 lat. Owszem utrzymuję i utrzymywałam kontakty z ojcem, ale na tyle sporadyczne, że ciężko uznać jego wkład w moje wychowanie. Niemniej moj ojciec jest socjopatą, więc wysłuchiwanie od niego różnych przyjemnych rzeczy napewno nie było najmilszą rzeczą jaka mogła mnie spotkać w życiu. Tak, mam poważne zaburzenia samooceny, ale ciężko mi powiedzieć na ile wynika to z takiego układu jaki był a na ile z mojego charakteru, bądź charakteru mojej mamy.
    Ale do rzeczy. Czytając ten list opadły mi ręce. Te wszystkie rzeczy u autora mogły ale nie musiały wynikać z braku ojca. Mój mąż również wychowywał się bez ojca, zna się na samochodach bo go to interesuje, a nie dlatego, że ojciec mu to pokazał. Nikt go w szkole nie bił. Jest osobą bardzo kontaktową, jak również nie zauaważyłam, żeby miał problemy z dziewczynami ;) Mam wrażenie, że to jest takie trochę – w życiu mi nie wychodzi to zwalmy wszystko na brak ojca. Nie wątpię, że Autor jest osobą bardzo wrażliwą i było mu ciężko, ale na Odyna, nie wszystkie niepowodzenia w życiu można przypisać rodzicom.

  • Paulinkafx

    A ja mam troszkę inne rozterki. Co z dziećmi, które mają „dwóch tatusiow”? Z moim mężem rozstałam się ponad rok temu. Rozwód jest w trakcie. Jakiś czas temu pojawił się pewien mężczyzna w moim życiu (nazwijmy go” P.”) . Mój syn ma dwa latka. Ze swoim ojcem widuje się często. Prawie codziennie lub co drugi dzień. Spędzają razem około godzinę, w weekendy troszkę dłużej. Myślę, że ich więzi są w miarę prawidłowe. Jednak syn w domu nie wiele wspomina o ojcu (choć staram się o nim rozmawiac). Kiedy mówi ze chce iść na spacer to mówi że ze mną i P. (jest to poważny związek – inny by mnie nie interesowal). Wszystko chce robić właśnie z nami. Maja bardzo dobry kontakt, bardzo się lubią, świetnie się bawią, a P. zajmuje się też „wychowywaniem” tzn. potrafi ustalić granice i dopilnować przestrzegania zasad itp. Uważam, że jest tak jakby jego ojcem. I zastanawia mnie jak to się odbije na moim synu. Czasami mam wrażenie, że on sam się trochę w tym pogubil. Tłumaczymy mu co i jak, nikt tu nie chce zajmować czyjejś roli. Jednak nie daje mi to spokoju. Nie wiele znam takich przypadków. Nie wiem czego się spodziewać w przyszłości.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu,nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • kelly1980

    A ja znam ekstremalny dosłownie przypadek dziecka, które ma 13 lat i nie czuje żadnej więzi z ojcem. Nie interesuje ją co z ojcem, itd. Rodzice są po rozwodzie kiedy mała miała 5 lat i ojciec ma ciągły kontakt z córką. Mieszka on za granicą, ale często dzwoni i raz w roku przyjeżdżał na wakacje by spędzać z nią czas. Kiedy podrosła przyjeżdża do niego, ale to dziecko jest po prostu „zimne” w stosunku do niego. On się stara, jest naprawdę dobrym ojcem a ona nic, żadnej reakcji. Dla niej może on istnieć bądź nie, masakra. Spytałam ją któregoś razu co czuje kiedy odwiedza swoje koleżanki i tamte mają rodziców i czy brakuje jej w tym momencie ojca. A ona odpowiedziała mi tak: „wiesz, że nawet o tym nigdy nie myślałam”. I spytałam czy nie brakuje jej ojca a ona na to, że nie. Z jednej strony złości mnie swoim zachowaniem, bo jej ojciec się stara, ma stały kontakt, chce być jej przyjacielem a ona go nie chce. A z drugiej strony matka wpoiła w niej taki stosunek do ojca, która od małego powtarzała jej tak: „Tylko mama i pan Jezus są najważniejsi”. Przecież to patologia jakaś i spaczona psychika młodego człowieka. Niestety, ale pod wpływem takiego wychowania rośnie „potwór” z tego dziecka. Przecież najczęściej dzieci tęsknią za ojcem a ona nie ma żadnych uczuć.

  • jola

    Jestem również samotną mamą, mój synek ma dziś 8 lat,jego ojciec zostawił nas dla innej kobiety gdy mały miał 3 lata,od początku zaniedbywal dziecko,wpadal go odwiedzić gdy poklocil się ze swoją panią…synek strasznie tesknil i ani moje prośby,ani groźby nie pomogły,jestem dla syna i matką i ojcem,jego ojciec mieszka w tym samym mieście co my,ale nadal nie odwiedza synka,ogranicza się do 3-4 wizyt w ciągu roku. To chyba gorsze niż jak zapomniał by wogole. Synek tęskni,często go wspomina….to straszne dla matki,która nie jest w stanie zmusić kogoś do miłości do własnego dziecka,jedynego jak do tej pory…panowie,nie odbierajcie dzieciom poczucia wartości,godności,dzieciństwa,tylko dlatego,bo wam zachciało się szaleć…to co robicie wypala blizny na psychice dzieci…szczerze? Za słabo polskie sądy karza za porzucenie rodzin…!

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      opcje mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • gościnnie

    Również mam wątpliwości, tak samo jak Justyna.
    Ojca miałam do 11 roku życia. Choć ciężko było nazwać go ojcem, bo był katem i tyranem. Bardzo źle wspominam czas kiedy on żył.
    Potem mama została sama ze mną i trojgiem mojego rodzeństwa. Wiecznie brakowało pieniędzy, nie raz zdarzały się sytuacje, że sąsiedzi przynosili mleko, jajka, czy ser, żebyśmy mieli co zjeść. Ale było nam lepiej, niż wtedy, kiedy ojciec żył (wtedy też nie było pieniędzy, bo wszystko przepijał, do tego znęcał się nad nami).
    Ja po śmierci ojca, czułam generalnie tylko ulgę, że wreszcie koszmar się skończył. Nigdy nie miałam problemów z zastanawianiem się czym zawiniłam, czego mnie nie lubił etc. Szczerze powiem, że mało mnie to obchodziło.
    W moim przekonaniu autor maila jest osobą bardzo słabą psychicznie.
    Mój brat jest od kilku lat mężem i od roku ojcem. Pomimo wielu pracy i braku przykładu jak powinien wyglądać mąż i ojciec, to sprawdza się świetnie w tej roli, a jego zaledwie roczna córeczka woli spędzać czas z tatą, niż z mamą.

    Myślę również, że dzięki przykrym doświadczeniom z poprzednich lat, jesteśmy niesamowicie zżyci ze sobą (my jako rodzeństwo, mama i babcia).

    Dziś jako dorosła kobieta mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że nie żałuję niczego z przeszłości. Uważam, że właśnie takie doświadczenie ukształtowały mnie w taki, a nie inny sposób.

    Pozdrawiam

  • Heureuxinna

    Mnie chyba najbardziej dotyka nieobecność ojca, który tak naprawdę jest i mieszka pod tym samym dachem. Nieobecność – chłód, brak okazywania uczuć, rozmowy itd…
    W moim przypadku było jakby całkiem inaczej. Co prawda, moi rodzice się rozwiedli gdy miałam 4 lata, ale nie odczuwam w zwiazku z tym braku ojca, obecnie mam 21. Akurat ja mam to szczęście, że mam bardzo dobry kontakt z Tatą. Widzimy sie co jakiś czas, mogę do niego zadzwonić i porozmawiać o wszystkim. TO bardzo dużo i jeszcze bardziej to doceniam gdy czytam tyle przykrych komentarzy. Chociaż na początku też było różnie, i tak naprawde ten dobry kontakt, zaczął się budować od niedawna. Powoli zaczynam otwierać się na tą relację, coraz mniej boję się choćby nawet przytulenia, kiedyś bardzo się wstydziłam.. Nie wiem, ze mną chyba jest inaczej, jeżeli chodzi o jakikolwiek żal to bardziej odczuwam go wobec Mamy. Nigdy nie mówiłam, że tato nas zostawił tylko że rodzice się rozstali – bo w sumie to prawda – tato zawsze jak tylko mógł pomagał finansowo, spotykał się ze mną i moimi braćmi.. Tak jak nieraz widzę po sobie, myślę, że obecność ojca w wychowaniu jest istotna choćby w budowaniu relacji damsko – męskich. A poczucie samosprawczości, własnej wartości, czy siła, która pomaga przetrwać najgorsze – myślę, że to równie dobrze może dać i samotna matka – o ile uniesie całą sytuację. Nie wiem jak to było z moją Mamą – podobno przechodziła załamanie i zaniedbywała siebie i dom – ale ja od kiedy pamietam desperacko szukałam miłości u innych kobiet, ciepła troski, zainteresowania uwagi. Do tego stopnia, że gdy doznałam odrzucenia od jednej z nich, zaczelam się samookaleczać. Nosiłam i chyba nadal noszę uczucie porzucenia emocjonalnego.
    A spotkania z tatą mnie uskrzydlają, więc z tego punktu widzenia – uważam, że obecność ojca jest istotna i ważna, ale nie bez znaczenia tu jest JAKIEGO ojca. Może to być awanturujący sie alkoholik mieszkający z Tobą pod jednym dachem – i tu bym sie zastanowiła czy obecność takiego ojca jest w jakiś sposób budująca.
    Rola każdego z obojga rodziców jest nieoceniona – ale myślę, że nawet w sytuacji kiedy to tylko matka wychowuje – i jeżeli uniesie to zadanie, dziecko jest w stanie poradzić sobie w późniejszym życiu jako dorosły i być szczęśliwe, mimo braku ojca.

  • Lilith

    Cześć, jestem Lilith, lat 14.
    Mojego ojca widziałam w życiu może 5-6 razy…
    Nie obchodzę go, on nie chce się ze mną widywać. Ma teraz nową partnerkę, to ona zabrania mu widywania się ze mną. Wydaje mi się, że własna córka powinna być choć troszkę ważniejsza od jakiejś baby, która mówi mu, jak ma żyć. A on może powinien umieć się jej przeciwstawić, i zrobić coś, żeby się ze mną skontaktować. Mój ojciec to idiota i tchórz, w sumie, to się cieszę, że go nie widuję, nie brakuje mi go wcale. Może tylko czasem jest mi trochę smutno, kiedy widzę dzieci ze swoimi ojcami, którzy uczą je jeździć na rowerze, rozmawiają, doradzają, pomagają…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest powiedziane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Monika Zakrzewska

    Jestem samotną matką dwóch synów i to przykre ale widzę w tym poście siebie i swoich synów, to co czują. Niestety też musi z nimi pracować psycholog. To niestety wina słabo udzielając się ojca. Niestety tą wiedzę też musiałam nabyć od psychologa co i tak nie wyleczyło mojego poczucia winy :(

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać , również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • justyna

    Brak poczucia wlasnej wartosci….dolegliwosc, ktora mam odkad tato nas tzn mnie i mame moja zostawil dla innej kobiety, malo tego usynowil tej kobiety syna i splodzil jej drugiego. Do mnie sie nie przyznaje od paru lat. Mam 33 lata czuje sie wybrakowana. Najgorsze, ze mojego syna tez wychowuje sama i widze jak cierpi…., mimo ze ma kontakt z ojcem jednak bardzo lichy.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”….
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Sky Pass

    Aneta Łastik w książce „Wewnętrzne dziecko” pięknie określa taki typ ojca i matki, którzy nawet jak są obecni ale nie wywiązują się z obowiązków i odpowiedzialności jaką na siebie wzięli. To nie rodzic to rodziciel.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA??? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Self terapia i rozwój

    Nie czytałam wszystkich komentarzy, ktoś może już o tym napisał: Ten tekst powinny przeczytać też matki, którym wydaje się, że tylko one wiedzą, jak wychować dzieci, które odsuwaja mężów od wychowania, żeby im się nie wtrącali i nie mieszali. Kiedy ojciec jest zepchnięty do roli zarabiacza pieniędzy, to w zasadzie prawie tak samo, jakby go nie było. Jego dzieci też będą miały wiele braków (w relacjach, w identyfikacji z płcią itp). Ojciec jest potrzebny, właśnie dlatego, że jest inny niż matka, więc uczy swoje dziecko innych umiejętności.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym maluchem -wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Dot

      Naprawdę są takie kobiety? :o Aż nie mogę w to uwierzyć.

  • Ana

    Tato w wychowaniu dziecka jest bardzo potrzebny a szczególnie dla chłopców. Tato powinien być autorytetem i być przykładem. Wiem co piszę, ponieważ mam dwóch synów i sama ich wychowałam. Byłam i jestem tatą i mamą, pomimo, że mąż jest i mieszka z nami, ale nigdy nie interesował się chłopcami. Był i jest bierny. Dzisiaj dotarło do niego, że był i jest egoistą, ponieważ myślał zawsze o sobie i swoim uzależnieniu od alkoholu. Tak, mam trzech synów, trzecim był i jest mąż. Byłam zajęta synami to nie zwracałam uwagi na niego, Jest alkoholikiem, ale nie awanturującym się, niebijącym, niekrzyczącym, poprostu takim, którego nic i nikt nie obchodzi. Dzieci potrzebowały i potrzebują taty, ale on ich głosów nie słyszał. Wielokrotnie zwracałam uwagę, aby zainteresował się chłopakami a on nic. Dzisiaj nie ma między nimi żadnej więzi, starszy syn mówi, że tata jest bezpłciowy i nie jest dla niego ani autorytetem, ani przykładem do naśladowania. Pomogłam mojemu mężowi i umieściłam swego czasu w szpitalu na detoksie i terapii, ale skutek był taki, że rok nie pił a potem znowu. Dzisiaj wiem, że to moja wina, to ja dałam mu komfort picia- posprzątane, ugotowane, chłopcy jako tako doglądnięci ( też pracuję i musiałam swój czas dzielić między domem a pracą zawodową). Dzisiaj chłopcy otworzyli mi oczy na nasze wcześniejsze życie rodzinne. I wiem jedno, gdy rodzic nie rozmawia ze swoimi dziećmi to traci wszystko i trudno jest to nadrobić, bo gdy dzieci nas potrzebują to nas nie ma, a gdy my ich potrzebujemy to ich wtedy też nie ma. Tato – jakże ważne słowo i znaczące dla wielu dzieci bardzo dużo. To prawda, jeszcze jest stereotyp, że mama jest najważniejsza i to ona zajmuje się wychowaniem dzieci, ale to nie jest prawdą. Bzdura. Dziecko musi być wychowywane przez obojga rodziców, gdy jest to tylko możliwe. Ja też nie miałam taty jako taty, miałam tatę alkoholika – agresywnego, awanturującego się i to ja, najstarsze i najsilniejsze psychicznie dziecko musiałam radzić sobie sama. Opiekować i bronić młodsze rodzeństwo i mamę. Tak, potrzebowałam taty, tato w życiu dziecka jest bardzo potrzebny, bardzo. Dorosłym trudno jest zrozumieć, że dzieci ich potrzebują. Ja potrzebowałam taty, a nie taty tyrana, ale swoim synom też nie zapewniłam, zagwarantowałam taty z prawdziwego zdarzenia. Nie każdy dorasta do roli ojca, ale dojrzeć do tej roli może każdy.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go.Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Bea Kilijanek

    Piękny tekst.
    Wychowywała mnie matka, ojciec odszedł kiedy byłam mała i doskonale rozumiem to poczucie bycia gorszym, niepełnym…
    Zawsze patrzyłam z zazdrością na dzieci prowadzone przez ojców za ręke, na pełne rodziny…
    Teraz mimo upływu lat żal pozostał, czuje sie gorsza…
    Mam córke. Wychowuje ją sama. Jej ojciec nas porzucił kiedy byłam jeszcze w ciąży i w ogóle sie nią nie interesuje… jest mi bardzo przykro, że będzie czuła dokładnie to samo co ja bo on gdzieś żyć bedzie a ona pozostanie z potrzebą jego obecności…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas…. Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Mama

    No i nie wiem. Może ktoś mi odpowie. Córkę wychowywałam sama do dziesiątego roku życia, potem wyszłam za mąż za nie jej ojca. Córka ma 21 lat i przez całe dorosłe życie powtarza, że brak ojca był dla niej zupełnie obojętny. Był moment, że ten przypomniał sobie o niej, pisał, obiecywał złote góry…. ja dostałam histerii, już oczyma wyobraźni widziałam jak tracę dziecko, które wyjeżdża do cudem odzyskanego, utraconego ojca…. a tu nic. Jak tylko połapała się, że obiecany samochód jest tylko kartą przetargową, żeby utrzymywać kontakt, przestała mu odpisywać. Nigdy nie zadała mi pytania na jego temat, moje próby opowieści o jego dobrych cechach (żeby nie miała kompleksów co do genów) traktowała jakbym mówiła o bohaterze serialu którego nie ogląda….”mamo, ale mnie to nie obchodzi”, czy to w ogóle możliwe? Natomiast raz jej się wyrwało w dzieciństwie …. ojczym miał trądzik w młodości – „to znaczy że jak dorosnę to też będę miała”?

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji elastyczny czas
      pracy itd..
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Zawiedziona facetem

    No dobrze a co zrobić, gdy właśnie mam dziecko, naprawdę wspaniałe, mądre i bezproblemowe, mój partner jest z rozwiedzionej rodziny gdzie tatuś alkoholik był zbyt zajęty sobą by poświęcić mu choć trochę uwagi i teraz mam Ci ja takiego zakompleksionego gościa, który mimo swoich przeżyć, dla swojego dziecka jest taki jakby go nie było? Co zrobić gdy ma szowinistyczne podejście do życia i nijak nie mogę mu przetłumaczyć że to nie średniowiecze, poza tym ja tak jak on pracuję i w przeciwieństwie do niego zajmuję się dzieckiem 24/7 do tego mam ogarniać dom… on wraca z pracy i wsiąka w swój świat, zaraz po tym jak zje ciepły obiad i rzuci mi kilka uwag że miałam cały wolny dzień (czasem mam wolne w dni pracujące) i ledwie wyrobiłam się z obiadem a do tego nie ogarnęłam domu !? Z kolei jak przypada weekend pracujący dla mnie i on zostaje z dzieckiem to oddaje je do dziadków, spędza 6h sam, ogarnie dosłownie trochę dom, głównie pomieszczenie w którym przebywa najwięcej i potem udaje mi że spędził dzień z dzieckiem i jeszcze sprzątał…. Raz w tygodniu mamy kłótnię, zazwyczaj syn już śpi, albo nie dajemy po sobie poznać że coś jest nie tak, ale widzę że zaczyna robić mi wyrzuty przy dziecku, które ostatnio powtórzyło mi jego słowa na zasadzie „no widzisz Mama, bo Tata mówi że Ty tego nie zrobiłaś” no i co ja mam robić…. zostać z kimś takim kto mnie z biegiem czasu szanuje coraz mniej i uważa swoje za ważniejsze, i tym samym nauczyć dziecko że kobieta to ma być dobrze ustawiona, by robiła wszystko, czy rozstać się znów być szczęśliwą i zadowoloną z życia (nie licząc problemów finansowych bo w pojedynkę będzie ciężej) i dać mu dobry przykład zadowolonej Mamy, a zapewne niezadowolonego i zdołowanego bo porzuconego Taty, zamiast którego pewnie teściowa będzie zajmowała się dzieckiem przy dniach odwiedzin… nie ma mądrych w życiu i nie zawsze są sytuacje, które da się jasno wyjaśnić… P.S. dla tych co uznają „że wiedziałam z kim idę do łóżka”, owszem wiedziałam, ale w ciąży byłam zapewniana o tym jaki to partnerski związek będziemy mieli, a po ciąży dowiedziałam się że mam go nie zmuszać bo zajmowanie się dzieckiem to kobiece zajęcie, a on MOŻE jak małe podrośnie zacznie coś robić…. małe podrosło a on nic i dziwi się że dziecko nie chce z nim zostawać….

    • Jeśli się nie dogadujecie, a chcecie być razem, to idźcie na terapię dla par. A jeśli się nie dogadujecie i nie chcecie być razem, to się rozstańcie.

    • Dorka

      niestety rozumiem cię doskonale, ja mam bliźnięta i już ledwo zipię a wsparcie od tatusia żadne! Jak nie wyląduję w szpitalu z depresją to będzie cud. Róźnica jest taka że on bardzo za dziećmi jest, kocha je ale niewiele czasu im poświęca, zawsze wymyśli coś ważniejszego do zrobienia niż zajmowanie się dziećmi. Już nie mogę z nim wytrzymać i co mam zrobić? Odejść od niego z dziećmi skoro one go potrzebują a on je kocha? Tylko dlaczego tak mało pomaga i wspiera? Ja się męczę i czuję jak niewolnica, popadam w depresję z tego powodu, czy za wszelką cenę zostawać z takim tatusiem???

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Niedziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Ostatnio w internetach uderzyła mnie dyskusja o alimentach, w której w 90% komentarzy matki opisywano jako osoby pasożytujące na ojcach, albo określeniami typu „wiedziała, z kim szła do łóżka” (o sytuacji dzieciaków w tym wszystkim cisza). To już dla mnie było zbyt wiele, niestety z jakichś powodów w naszym kraju obowiązki rodzica w powszechnym mniemnaniu spoczywają tylko i wyłącznie na matkach. Na szczęście widzę jakiś promyczek nadziei, bo w środowisku, w któym się obracam znam wielu fantastycznych ojców, którym zależy, któzy chcą, starają się i naprawdę wychowują swoje dzieci, poświęcają im czas i uwagę. I oby więcej takich facetów i ojców przez duże O.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2godziny na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Kaja

    Nie mogę powiedzieć tutaj,że wychowanie się dziecka bez ojca to jest dobre, owszem dziecko potrzebuje kontaktu z ojcem porozmawiać z nim choćby na te męskie sprawy, pójść pograć w piłkę czy cokolwiek… Sama wychowuję syna, nie zawsze jest różowo,ale widok syna i jego uśmiechniętej buzi wszystko potrafi zrekompensować…..A tatuś ???? pojawia się u syna raz na 2 miesiące na doslownie pięć minut z zegarkiem w ręku,albo dzwoni o 23,jak sobie akurat przypomni,żę ma syna…. Więc czasami lepiej jak się nie ma tego ojca niż jak jest i olewa dziecko centralnie,albo ciągle na niego krzyczy bez powodu, nie nabawi się przynajmniej nerwicy i lęku za każdym razem jak będzie słyszał jak ojciec wraca do domu..

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć??
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Mama

    Poruszyliście ważny temat, szczególnie w świecie, gdzie facet może „zabrać zabawki” jak z piaskownicy i przeniesc się do nowszej, pozostawiając całą rodzinę samą. Wychowuję syna, już dorosły, nadal się uczy, zależny finansowo ode mnie ( nie napiszę od nas, bo wysokość polskich alimentów woła o pomstę do nieba), jakoś udało się, że poukładał relacje z ojcem, z dystansem i bez poryszania trudnych tematów, choć ukryta złość , gniew kiedyś zawładnie nim. Co chcę poruszyć. Ja, matka wychowuję go na odowiedzialnego mężczyznę i przyszłego ojca. Mimo całego żalu kobietki, nie zapominajmy o tym.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć???
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Mocny i straszny wpis. Smutne jest to, że jeden z rodziców nie czuje się w obowiązku być, wspierać, wskazywać. Na grupach matek regularnie widzę posty w tematyce „jak odizolować dziecko, bo mam nowego partnera”. Nie wyobrażam sobie. Partner nigdy nie będzie ojcem, tym ojcem. Zawsze dziecko będzie dążyć do poznania, zrozumienia.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go.Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

      • Adam…znam ojców, którzy latami, raz na tydzień zgodnie z wyznaczeniem sądu stoją pod drzwiami prosząc o wpuszczenie do domu, o chwilę z dzieckiem…

        Rozumiem, ze ojcowie są różni, ale kontaktu nie można zabraniać o ile ojciec nie stwarza zagrożenia.

        Co do pracy…bywa różnie.

        • Adam Hajduk

          :-)

  • mama za miastem

    Bardzo ważny temat i wiele osobistych historii potwierdzających, że poruszony został słusznie.

    Wiele matek ma ogromny dylemat czy lepiej żyć niby w pełnej rodzinie i pozwolić dziecku patrzeć jak ojciec alkoholik ją wyniszcza, czy odejść i tym samym skazać go na życie z jednym rodzicem?
    Nie ma na to pytanie mądrych odpowiedzi.

    Miejmy tylko nadzieję, że im więcej będzie się o tym mówić, tym więcej facetów zda sobie sprawę co to naprawdę znaczy być ojcem.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, lub niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Izabela Katryńska

    a ja zawsze byłam z tego dumna, że nie mam kontaktu z ojcem. Nadal tego nie żałuję i jest mi tak dobrze. Córkę też wychowuję sama. Nie wiem po co komu ojciec, jaka jest jego rola. Ze wszystkim radzę sobie sama i chociaż nikt mi się nie wtrąca w to co robię i nie muszę słuchać marudzenia. :)

  • anja.anja

    Ja to doskonale rozumiem. Mam 22 lata i nigdy nie byłam w związku. Co prawda dzieciństwo miałam idealne, ale kiedy byłam nastolatką, moi rodzice zaczęli się kłócić. Awantury były codziennie a mój ojciec diametralnie się zmienił i całkowicie wycofał z wychowania mnie. Moja mama utrzymywała cały dom, a ja przysięgłam sobie, że nigdy tak nie skończę. Miałam ogromne kompleksy bo wiedziałam, że nie mam wsparcia. Że nikt się za mnie nie wstawi, że po prostu jestem sama. Aktualnie jestem na studiach, mój charakter trochę ewoluował, ale raczej jest to taka pokazówka. Na zewnątrz jestem uśmiechnięta i pewna siebie, ale kiedy temat schodzi na związki, wszystkie dziewczyny dziwią mi się, dlaczego nie potrafię się zaangażować (nawet w płytkie relacje, bo jestem bardzo wrażliwa). Zawsze z opowieści koleżanek słyszałam, że jak jakiś facet z nią zerwał, to ojciec chciał go rozszarpać i nie pozwalał mu na wejście do ich domu. Po prostu wspierał. U mnie było tak, że tata nie interesował się niczym. Był obecny ciałem, nieobecny duchem. Nie potrafiłam nikomu zaufać, do tej pory nie potrafię. Sprzeczam się z facetami, przereagowuję, czuję niepewnie i wymyślam problemy, bo boję się zranienia. A oni odpuszczają, bo mało kto ma tyle cierpliwości.
    Obecnie widzę jakieś światełko w tunelu, spotykam się z kimś ale tutaj znów nie jest idealnie. Dużo pracuję nad swoim charakterem, ale chyba długa droga przede mną i boję się, że niektórych skaz na psychice nie da się usunąć.
    Mój ojciec od 2 lat mieszka za granicą. Widuję go raz na pół roku, rozmawiamy rzadko. Może to i lepiej, bo dopiero kiedy wyjechał zaczęłam układać sobie życie. Ale nie wiem, czy pozbędę się strachu przed byciem z drugą osobą.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo też niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Pingback: NIE ZAWSZE OJCIEC JEST ZŁY - ElareElare()

  • madzialena92

    Na wstępie dziękuję Ci za poruszenie tego ważnego tematu..
    Czytając teksty oraz komentarze, pojawiła się u mnie
    potrzeba podzielenia się moimi odczuciami na ten temat.

    Wychowywałam się w pełnej rodzinie. Często spotykany model- mama zajmowała się mną oraz bratem, a tata pracował za granicą. W okresie mojego dzieciństwa te kontrakty były szczególnie długie- po kilka miesięcy poza domem. Nie trzeba być psychologiem żeby wiedzieć, że w tym okresie życia szczególnie ważna jest obecność obojga rodziców. Miałam wszystko, co mogłaby sobie wymarzyć dziewczynka lat 5-6 czyli najnowsze zabawki, gadżety no i oczywiscie powód do dumy, bo przecież miałam tatę, który zwiedził kawał świata. Dużo osób mi zazdrościło..a ja po prostu tak cholernie chciałam żeby mój tata był na miejscu, żeby nie wyjeżdżał..Do dzisiaj pamiętam takie stop- klatki, że siedzę na kolanach mamy i płaczę, bo tęsknie..Ale wraz z wiekiem coraz bardziej rozumiałam
    sytuację i to, że taki ma zawód, że nie było innej możliwości, że musiał
    ktoś się na tyle poświęcić, byśmy mogli żyć sobie na takim poziomie a
    nie innym. Sama nieobecność w ważnych momentach nie była taka trudna. Najgorsze było to, że mój tata swoją rolę w wychowaniu mnie i brata sprowadzał do zarabiania pieniędzy.. Nie pamiętam byśmy coś robili
    razem, nie pamiętam pochwał z jego ust, żadnych wzmocnień pozytywnych z jego strony..pamiętam za to kary, zwracanie uwagi, czy też podniesiony głos. Nie było więc alkoholu, przemocy ale był chłód emocjonalny, oziębłość. Były deklaracje, że kocha, że tęskni ale nie było żadnej inicjatywy, żadnych pytań co u mnie, nikłe zainteresowanie moim życiem tutaj.

    Ktoś napisał w komentarzach, że to wszystko przekłada się na relacje z
    przyszłymi potencjalnymi partnerami. I to niestety się zgadza. Nigdy nie
    odczułam takiej bezwarunkowej akceptacji jaką ojciec winien dawać swojej
    córce, które jest podstawą dla wykształcenia się adekwatnego poczucia
    własnej wartości. Nie mam pojęcia dlaczego, ale im jestem starsza tym
    trudniej mi się z tym pogodzić..Trudno mi się pogodzić z tym, że wracam i w ogóle z nim nie rozmawiam, że nie zadaje żadnych pytań, że z
    trudem zapamiętuje jakieś tam rzeczy o których mu opowiadam, że czasem jak zdarzy mu się zadać pytanie, to też krótka i zwięzła odpowiedź
    całkowicie go zadowala. Rozmawiałam o tym z mamą, ale ona to zwala na
    karb wychowania, bo moim tatą tak naprawdę nigdy nikt się nie
    interesował- gdzie jest i co robi. Jakie są konsekwencje? Niestabilność
    emocjonalna, trudności z adekwatnym obrazem siebie, niższe poczucie
    wartości i coś co cholernie utrudnia życie, coś co ja nazywam syndromem
    still not good enough- cokolwiek nie zrobię nie umiem być z siebie
    zadowolona, cały czas żyje w poczuciu, że muszę sobie na coś zasłużyć,
    że nie należy mi się bezwarunkowa akceptacja tak jak każdemu człowiekowi na tym świecie. Niestety mimo że obecnie jestem w związku i czuje się doceniana, kochana to często wychodzi ze mnie jeszcze ta wewnętrzna mała dziewczynka, która nie dostała wystarczającej uwagi, ciepła i miłości ze strony swojego taty..

    Mój apel do wszystkich ojców jest taki:bierzcie aktywny udział w życiu swojego dziecka, starajcie się dowiedzieć co je trapi, co je uszczęśliwia, zapytajcie co u nich słychać, znajdźcie czas na zabawę mimo zmęczenia po pracy, miejcie zawsze dla nich dobre słowo .bo samo zarabianie pieniędzy i tylko i wyłącznie fizyczna obecność nie wytarczy, by być dobrym ojcem.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwi, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Tomasz Wyszkowski

      Przemysl to jeszcze raz – nie obwiniaj o wszystko ojca. Mamusia tez ma swoje za uszami.

  • Ja mam wątpliwości jako dziecko wychowywane bez ojca zupełnie. Są sytuacje, kiedy ojciec w życiu potrzebny nie jest. Jak na przykład wtedy, kiedy nie chce swojego dziecka nawet uznać, wstydzi się go, czy nawet kocha, ale mimo to jakoś tak mu bardziej w życiu miesza niż wspiera. Jeśli ktoś uważa, że lepszy ojciec „taki” niż żaden to się grubo myli i nie wie co tak na prawdę mówi. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, bez ojca. Dosyć szybko (miałam 5 lat) się zorientowałam, że jestem dla niego tylko przykrym obowiązkiem płacenia alimentów i tak jak on omijał szerokim łukiem mnie, tak ja całe życie omijałam jego. Nie był mi potrzebny i nie jest nadal.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn [nie koniecznie mężów] i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Lisa Mona

    Zwykle nie komentuję wpisów, ale ten mnie poruszył, może też dlatego, że sama wychowuję się bez Taty. Co prawda mam z nim kontakt, ale tylko przez Skype, gdyż mieszka (dosłownie) na drugim końcu świata. Ostatni raz widziałam go na mojej Komunii, czyli już jakiś czas temu, bo obecnie mam lat siedemnaście. Mam kilka niewyraźnych wspomnień z nim. Dlaczego odszedł? Ponieważ zdradził moją kochaną Mamę i mimo, że ona mu wybaczyła (do teraz mam jej obraz w głowie, gdy prosiła, aby nie zostawiał rodziny), zdecydował się na „nowe życie”. Mimo, że go kocham, bo to mój Tata, jakby nie było, mam do niego ogromny żal. Rozmawiam z nim od czasu do czasu, ale nadal nie potrafię się do niego zbliżyć. Traktuję go bardziej, jak dobrego, starszego kolegę niż rodzica. Bardzo brakuje mi go w moim życiu, ale nic nie mogę poradzić na jego nieobecność. Zawsze zazdrościłam koleżankom, gdy je odwiedzałam i widziałach dwójkę kochających się rodziców. Nie wiem, jak ktoś może się zastanawiać, czy jest potrzebny w rodzinie ktoś taki, jak ojciec… W domu potrzebny jest mężczyzna, który potrafi zapanować nad sytuacją, taka męska dłoń, silna, zdecydowana, bo mimo, że osobiście podziwiam moją rodzicielkę, to jednak nie można być równocześnie robić za dwóch rodziców.

    Ludzie, zastanówcie się dwa razy, zanim coś powiecie. Zwłaszcza tyczy się to tych „twardych”, silnych i jakże rozumnych mężczyzn, którzy twierdzą, że angażowanie się ojca w życie dziecka to głupota.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem – wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • paulalu

    Moja historia wygląda trochę inaczej, aczkolwiek również bardzo mocno odbiła się na mnie. Mój ojciec był alkoholikiem. Nie pamiętam kiedy zaczął pić, ale prawdopodobnie zaczęło się od momentu gdy miałam rok lub dwa latka, gdy zaczął wyjeżdżać za granice do pracy. Praca za granicą spowodowała, że rzadko go widywałam, może raz na 6 miesięcy. Niestety byłam zbyt małą, żeby pamiętać takie chwile. Jedno ze wspomnień o nim to moment, gdy jako 4 lub 5 letnia dziewczynka widzę mojego ojca chowającego butelki po wódce i proszącego, żebym nic nie mówiła mamusi. Następne wspomnienie, również wyraźne, gdy przyjechał do domu, pijany jak bela i moja matka mając już dosyć, nie chciała wpuścić go do domu, dlatego szanowny tatuś wziął siekierę i próbowała rozwalić drzwi. Z tej sytuacji pamiętam przyjazd policji, która zabrała go. W wieku, gdy miałam 7 czy 8 lat, rodzice rozwiedli się. Tata nie przestał pić. Mama nigdy nie ograniczała kontakty mojego ojca ze mną, ale zbyt wiele razy mnie zawiódł. Zbyt wiele razy obiecywał, że przyjedzie i nie pojawił się. I tak bez końca. Po tych wydarzeniach pamiętam jak przyjechał na moją komunię i odwiedził mnie gdy miałam z 11 lat (przyjechał niezapowiedzianie). W wieku gdy osiągnęłam 13 rok życia, dowiedziałam się od jego matki, że podczas jednej z jego libacji jego serce nie wytrzymało i umarł. Z początku byłam w takim szoku, że nawet wpadłam w histerię. Pamiętam to uczucie goryczy, niedowierzania, wściekłości, rozpaczy. Te sytuacje odcisnęły głębokie piętno na mojej duszy. Pomimo, że mam już 25 lat, to wciąż tkwi we mnie i zatruwa mnie. Nigdy nie zakochałam się w mężczyźnie pomimo, że miałam kilku chłopaków w swoim życiu. Za każdym razem, gdy oni się bardziej starali, ja zaczynałam się oddalać. Teraz też jestem w związku, ale po prostu udaje i staram się przemóc to uczucie paniki, gdy on wyznaje mi głębsze uczucia. Mam nadzieję, że któregoś dnia, uda mi się stworzyć prawdziwy związek, z emocjami, dzięki któremu to piętno nie będzie tak widoczne i nie będzie już zatruwać moich emocji.
    Chciałabym mieć inne wspomnienia o ojcu, ale niestety tylko takiego go widzę w snach i wspomnieniach. I pomimo, że kocham go, to jednak wciąż mu nie wybaczyłam. Mam nadzieję, że będę kiedyś w stanie wszystko to pogrzebać i stworzyć prawdziwy związek.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom..
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Ola Tambor

    Sa rozne wymiary zycia bez ojca.
    Jestem bardzo szczesliwym czlowiekiem – moi rodzice sa ze soba juz od 24 lat, wspieraja mnie we wszystkim co robie, sa dla mnie najwspanialszymi ludzmi na swiecie :) I troche nie mam prawa tu pisac – kim jestem zeby porownywac swoje szczesliwe dziecinstwo z dorastaniem w rozbitej rodzinie? Ale troche musze – zeby potwierdzic, ze nieuczestniczacy ojcowie traca, ze ich rodziny, ze ich dzieci traca tak duzo..

    Wiem, jak bardzo nieobecnosc jednego z rodzicow potrafi zmienic relacje – ze szkoda dla obu stron. Urodzilam sie w malym miescie w kieleckim gdzie pracy po prostu nie bylo. Urodzilam sie siedemnastolatce i studentowi trzeciego roku – tata wyjechal do Warszawy kiedy bylam malutka i pracowal po kilkanascie godzin dziennie, pial sie po szczeblach i zyl na suchych bulkach zeby moc wysylac pieniadze i odwiedzac nas co tydzien, co dwa tygodnie. Do dzis pamietam – kiedy mialam 7 lat mama wygrala wycieczke do Portugalii a ja wpadlam w atak paniki, ze musze przez tydzien zostac z ‚prawie obcym facetem, ktory przyjezdza tylko po to zeby krzyczec i sie rzadzic’. Zawsze bylo mi ciezko zbudowac wiez z tata, zwlaszcza ze nie nalezy do wylewnych, uczuciowych osob, a ja zamykam sie jak ostryga zupelnie jak on. W swojej dziecinnej pokreconej logice uwazalam go za wroga, ktory zaburza spokoj moj i mamy, zaburza w weekendy nasz poukladany spokojny dwuosobowy swiat. Balam sie, kiedy na mnie patrzyl i cieszylam sie kiedy wyjezdzal. I do kiedy nie doroslam nie zrozumialam, ze to ze byl daleko, ze byl nieobecny skrzywdzilo i mnie i jego. Tyle rzeczy przegapilismy – i prawdziwa wiez i zrozumienie zaczynamy budowac dopiero teraz.

    Wydaje mi sie, ze chcialam powiedziec wszystkim ojcom (wszystkim rodzicom, tak naprawde): jesli mozecie, jesli macie szanse, warunki zyciowe – zrobcie wszystko, zeby uczestniczyc w kazdej mozliwej czynnosci. To wy ksztaltujecie nasze spojrzenie na swiat, wy jestescie autorytetem, silnym bohaterem, wy sprawiacie, ze dzieje sie magia. Badzcie jak najblizej.

    • Piękny komentarz, dzięki Ola!

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym nienormalnym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Ja na szczęście nie musiałam doświadczyć braku ojca, żeby widzieć jakie są tego skutki.
    Wychowałam się w pełnej rodzinie, chociaż chyba pełnej na pokaz. Czasem była nawet „przepełniona” kiedy to mój ojciec szukał wrażeń.

    Największe skutki braku ojca widzę niestety na przykładzie własnych dzieci. Mam dwóch synów 10 i 13 lat. Od 7 lat wychowuję ich sama. Drogi moja i mojego męża szły w zupełnie innych kierunkach. Wybraliśmy mniejsze zło. Żeby dzieci nie dorastały w atmosferze nienawiści i awantur. Z założenia jednak chłopcy mieli mieć oboje rodziców, tyle że nie mieszkających razem.
    Życie zweryfikowało moje wyobrażenia. Dawca (bo ojcem nazwać go nie można) unika dzieci jak może. Próbowałam namawiać, podsuwać pod nos, przeprowadziłam się nawet do innego kraju żeby miał bliżej do dzieci (oczywiście nie był to główny powód, ale miał znaczenie w podejmowanej decyzji).
    Jestem osobą o bardzo małym rozumku, bo w głowie mi się nie mieści takie nastawienie do własnych dzieci.
    Już nie mówię o kontakcie osobistym, ale chociaż sms, wiadomość na FCB, życzenia na Święta -to niestety moje marzenia.
    Najgorsze jest to, że już teraz widzę jak poczucie własnej wartości u moich dzieci sięgnęło podłogi.
    Choćbym nie wiem jak się starała, to potomstwu ojca nie zastąpię. Tego niestety nie potrafię.

    Dzięki ci – DAWCO!

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym syst. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Dot

      Może któregoś dnia znajdzie się ktoś, kto będzie dla nich prawdziwym ojcem :)

  • Czytając takie wpisy jestem pełna podziwu dla mojej mamy. W sumie dla moich obojga rodziców. Nigdy się u nas nie przelewało, choć w mojej pamięci dzieciństwo miałam bardzo szczęśliwe. Ale, kiedy urodził się mój drugi brat, tato musiał wyjechać do pracy za granicę żeby nas utrzymać. Ot standard – mama nie może znaleźć pracy, trójka dzieciaków, mieszkanie w bloku etc. Tato miał wyjechać na sześć miesięcy, w tym roku mija 15 lat jak pracuje w Holandii. Ale to za co go podziwiam? Robił wszystko żeby być w naszym życiu. Na początku (zanim mieliśmy internet, czy w ogóle komputer), pisaliśmy do siebie listy, raz w tygodniu dzwonił, przyjeżdżał kiedy tylko mógł (raz na jakieś 5 – 6 tygodni). Potem było już łatwiej, zmienił pracę, bywał częściej w kraju, pojawił się internet, Skype. I w tym wszystkim mój najmłodszy brat, który, technicznie rzecz biorąc, wychowywał się bez ojca. I mama, która żyła bez męża. Do dziś jest dla mnie czymś niesamowitym to jak wiele wysiłku oboje włożyli w to żeby pozostać kochającym się małżeństwem i nas wychować na całkiem poukładanych ludzi.
    Więc jak słyszę o facetach, którzy zostawiają swoje rodziny kiedy robi się ciężko, to szlag mnie jasny trafia.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go dziewięć mies., nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • benka

    Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 6 lat. Czytając komentarze tylko się upewniłam: dziękuję mojej Mamie, że się na to zdecydowała. Dzięki temu nie muszę nienawidzić ojca, co na pewno by się stało, gdyby został i gdybym go widziała wiecznie pijanego, czy awanturującego się. Pił, pije i będzie pił. Widzę go czasem z koleżkami w parku – brak słów. Dzieciństwo bez ojca jest czasem lepsze i spokojniejsze niż dzieciństwo z nim.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę- zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Natalia

    A propos odpowiedzialnego rodzicielstwa:
    Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 5-6 lat. Kiedy jeszcze jako brzdąc pytałam „dlaczego”, mama odpowiadała, że nie nadawał się na męża i że tak jest dla nas lepiej. Widuję się z nim regularnie, kiedy jest w kraju, zaś gdy wyjeżdża za granicę, dzwoni do mnie i rozmawiamy. „Rozmawiamy” to za dużo powiedziane- jest to jego monolog. Pyta się mnie o różne rzeczy, ale mam wrażenie, że odkąd ukończyłam LO i jestem na studiach, które mi się nota bene podobają, pytania, które mi zadaje są retoryczne. Żywię do niego pewne uczucia, ale nie wiem, czy mogę to nazwać miłością. Na pewno się stara, płaci alimenty itp. ale jest to tzw. niedzielny Tatuś. Buja w chmurach, ma swoje przedziwne hobby i często mam wrażenie, że jest kompletnie z innego świata.

    Nietrudno więc się domyślić, że to matka była dla mnie autorytetem. I babcia, która mnie wychowywała od 3 do 6 roku życia, kiedy mama była w pracy. Jako dziecko byłam zawsze nad wiek poważna, nigdy nie sprawiałam kłopotów wychowawczych. Kilka lat temu zaczęłam bardziej samodzielnie myśleć i wyciągać wnioski. Zauważyłam, że matka jest uzależniona od alkoholu. Ona bardzo, bardzo długo wmawiała mi, że jestem przewrażliwiona itp. Dopiero będąc w liceum nie dałam mydlić sobie oczu w sprawie jej choroby. Od liceum coraz bardziej zamykałam się w sobie, przestałam się akceptować, pojawił się epizod ortoreksji. Tatuś był cały czas obok. No, właśnie. Obok. Mówił mi, że się o mnie martwi itp, ale co z tego? Zawsze dobrze się uczyłam i byłam grzeczna, więc było ok.
    Kulminacja problemów i emocji miała miejsce w klasie przedmaturalnej- alkoholizm matki pogłębiał się, dodatkowo podsycany nagłą chorobą i śmiercią jej brata. Kiedy ona wpadała w ciągi, zaczynałam mieć naprawdę niewesołe myśli. Uciekałam, łaziłam po mieście cały dzień. I mimo że widziałam problem, wstydziłam się o nim komukolwiek powiedzieć. Tak, to ja odczuwałam wstyd, a nie ona. Ona wciąż nie widziała problemu.

    Największą lekcję dał mi pierwszy rok studiów. Siła wyższa chciała, żebym nie studiowała w moim mieście (gdzie była też ta uczelnia), a na brudnym, patologicznym Śląsku. Ja, jedynaczka, musiałam nagle się usamodzielnić- tak to widziała moja rodzina. Oczywiście najpierw musiałam się nasłuchać pretensji, dlaczego nie chcę iść na inny kierunek na przezimowanie, a potem próbować raz jeszcze.
    Dla mnie jednak to był prawdziwy powiew wolności. Wreszcie zobaczyłam, jak bardzo matka wykorzystywała mnie w różnych czynnościach, gdyż sama nie była w stanie zachować przytomności umysłu np. przy papierkowej robocie. Mało tego, okazało się, że potrafię sobie sama poradzić i żyć w rozsądny sposób. Bywały rzecz jasna chwile zwątpienia, „dołów”.
    Widziałam i czułam, jak matka powoli traci kontrolę nad rzeczywistością, jak jej życie zaczyna dominować alkohol. Włączył mi się mechanizm samoobronny i zaczęłam szukać pomocy u psychologa. Gdy nadeszło najgorsze, udało mi się postawić i nie przyjechać do domu, gdy matka była upita prawie na śmierć. Zdalnie zamówiłam odtrucie alkoholowe i przy nieocenionej pomocy matki przyjaciółek (które oczywiście nic nie wiedziały) udało jej się powoli wyjść na prostą. Odbyła odwyk, teraz dwa razy w tygodniu chodzi na sesje terapeutyczne.
    Gdy powiedziałam ojcu, co się dzieje z matką (przez telefon, był wtedy w pracy za granicą), przestraszyłam się w pierwszej chwili, że już tam schodzi na zawał. Tamta cisza była przerażająca, nigdy jej nie zapomnę. Wtedy i jeszcze kilka miesięcy wcześniej, gdy umierał mój wujek na raka, odkryłam, jaki on jest wrażliwy i delikatny. Gdy tylko słyszał o takich sprawach, od razu ciężko oddychał, pewnie skakało mu ciśnienie. Na pewno jakąś wartość miał fakt, że mnie wysłuchał. Ale jego reakcja, a raczej jej brak, zamurowały mnie.
    Żeby było ciekawiej, zaraz potem dowiedziałam się, że autorytet nr2- babcia (mama mamy) też jest alkoholiczką.

    Nie potrafię opisać tego, co wtedy czułam….

    Na początku kwietnia minie rok od załamania matki. Nie jest prawdą, że czas leczy rany. On pozwala na nie spojrzeć z innej strony. Mam wrażenie, że jednak część wspomnień i doświadczeń zostanie ze mną do końca życia.
    Teraz przeniosłam się z powrotem do rodzinnego miasta. Ogólnie zmieniło się wiele rzeczy na lepsze. Ale jednocześnie mój system nerwowy, doświadczony tym, co wyżej opisałam, reaguje tak z pięć razy za mocno na zwykłe pierdoły życia codziennego. Pracuję nad tym, ale jeszcze długa droga przede mną…

    Niedawno odkryłam, że dzieciństwo ukształtowało we mnie taki obraz: matka zapie****a i ledwo zipie, żeby utrzymać mnie i siebie, a ojciec jest od rozrywek. Generalnie facet jest w życiu niepotrzebny i w ogóle faceci są niebezpieczni, pewnie na pierwszym spotkaniu będzie mnie ciągnął do łóżka. Serio, takie coś wykreował mój umysł w dzieciństwie. Teraz poglądy te staram się zmieniać i weryfikować, ale nie jest łatwo. Mam za sobą jeden niby-związek i boję się kolejnych. Nie wierzę w to, że mam szansę stworzyć kiedyś normalną rodzinę. Nikt w mojej rodzinie nie prezentował w miarę dobrego układu małżeńskiego- albo babcia albo dziadek byli tyranami, którzy wyznaczali reguły gry.

    I naprawdę mocno zastanawiam się, czy jest sens mieć potomstwo, żeby mu potem fundować takie sensacje.

    Uff, komentarz wyszedł długi, mam nadzieję, że komuś on chociaż trochę pomoże….

    • Ala

      „Generalnie facet jest w życiu niepotrzebny i w ogóle faceci są niebezpieczni, pewnie na pierwszym spotkaniu będzie mnie ciągnął do łóżka”- przez długi czas myślałam tak samo. Bałam się z kimś związać bo myślałam, że facet chce mnie tylko wykorzystać. Odnośnie zakładania rodziny: ja i moi bracia nie myślimy o ustatkowaniu się. I to na 100% dlatego, że nie mieliśmy dobrych wzorców i nie wiemy jak wygląda prawdziwa rodzina.

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką’…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Cieszę się, że mimo trudnej sytuacji znalazłaś w sobie na tyle siły by się od niej odciąć i spojrzeć na to z dystansu, to już połowa sukcesu! Dzięki za taką otwartość i pokazanie, że da się!

      • Natalia

        :) Niezła myśloodsiewnia Ci się tu zrobiła…

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
          zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd.. To nie jest historia kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. Wreszcie co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • oretavia

    Mój ojciec był jakby dodatkowym, czwartym dzieckiem mojej mamy. Jak tylko dorosłam na tyle, by zacząć dostrzegać coś poza moim własnym dziecinnym światem – ile kosztuje jedzenie, książki do szkoły, zeszyty, cała szkolna wyprawka; ile pracy wymaga zrobienie śniadania dla trójki dzieci, obiadu dla całej rodziny, prania dla pięciu osób, nie wspominając o dźwiganiu zakupów, robieniu porządków… A wszystko to na głowie mojej mamy i wszystko z jej skromnej pensji. Będąc dzieckiem czułam respekt przed ojcem (bo był silniejszy i głośniejszy od mamy), ale dorastając szybko przejrzałam na oczy i zobaczyłam, jakim on jest słabeuszem, nieudacznikiem i darmozjadem, w porównaniu do mojej mamy. Nie wylałam ani jednej łzy, kiedy zmarł (miałam 18 lat). Teoretycznie wychowywałam się w pełnej rodzinie, mając matkę, ojca i dwóch braci, w rzeczywistości miałam tylko jednego rodzica. Ojciec nie stanowił nigdy wzoru ani dla mnie, ani dla mojego rodzeństwa; z cieplejszych uczuć do niego wyrosłam szybciej niż z lalek Barbie; nie pamiętam nawet czasów, kiedy był chociaż finansową podporą rodziny.
    Kiedy czytam wszystkie te komentarze, że źle jest wychowywać się bez ojca – ” męskiego wzorca” – brwi same podnoszą mi się do góry. Kochani, najważniejszy dla dziecka jest jakiś wzorzec w ogóle, opiekun stanowiący dla dziecka filar jego codzienności, dający mu stabilizację oraz poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym. Bez znaczenia jest, czy to mama, tata, oboje rodziców, babcia, starszy brat… Dziecko potrzebuje mieć w kimś solidne oparcie i bywa tak, że jeden samotny rodzic nie jest oparciem wystarczającym i wtedy może być boleśnie odczuwalny ten brak drugiego rodzica. Niekoniecznie „męskiego wzorca”.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym syst. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Dot

      „Bez znaczenia jest, czy to mama, tata, oboje rodziców, babcia, starszy brat… Dziecko potrzebuje mieć w kimś solidne oparcie i bywa tak, że jeden samotny rodzic nie jest oparciem wystarczającym i wtedy może być boleśnie odczuwalny ten brak drugiego rodzica. Niekoniecznie „męskiego wzorca”.” A ja z autopsji wiem, że dziecko powinno mieć wzorce dwóch płci – kobiety i mężczyzny. Ale jestem w stanie zgodzić się z tym, że niekoniecznie muszą to być rodzice. Mogą być to mama + wujek, ojciec + babcia, mama + starszy brat/ojciec + starsza siostra. Choć wiadomo, że nie ma to jak rodzice – kiedy ma się oboje rodziców, ma się poczucie spełnienia i braku tej pustki w środku, że czegoś nie mamy, czegoś nam brakuje, że omija nas coś, co inni mają.

  • Krystian

    Widze ze wlasciciel Bloga usuwa komentarze… jak dzieci…

  • Krystian

    Dziwi mnie jak latwo potrafisz oceniac ludzi. Miej dziecko, zone, rodzine na utrzymaniu… i wtedy wypowiadaj sie na temat. … . Rownie dobrze mozesz pisac o tym jak wspaniale prowadzi sie samochod nigdy nim nie jadac. Pomimo tego ze w pelni sie zgadzam z Toba… jakos nie moge przejsc obojetnie. … . Ostatnio czytalem jakis twoj wpis odnosnie facetow co to rozsiewaja pleminiki na lewo i prawo…. zbesztales goscia ktory wypowiadal sie ze ciezko jest byc ojcem… coz… jest ciezko… tak samo jak byc matka. … . I choc ja nie moge narzekac… Tak znam osoby ktore dadza (prawie) wszystko za 2h niezakloconego snu. …. . Uwazaj, bo pomimo tego ze widze ze masz swietne podejscie do sprawy… sam mozesz sie zdziwic jak bedziesz reagowal po kilku miesiacach posiadania wlasnego malenstwa.

  • Sylwia Ł.

    A ja mam ALE … i to ALE jest ze mną tak naprawdę od zawsze … od kiedy pamiętam …

    I założę się , że pisząc to, co teraz napiszę będę ryczeć jak bóbr … ale inaczej nie potrafię – tak jestem beksą!
    Mimo, że wszyscy wkoło widzą twardą, wiecznie uśmiechniętą, pełną życia „zawodniczkę” to tak naprawdę w środku jestem cholernie wrażliwą osobą, którą cholernie łatwo zranić.
    A ranią często ….
    .
    Mam 28 lat … od 20 , może i więcej lat co jakiś czas powtarzam to samo zdanie: ” spokój by był, jakby go nie było „.

    Tak , chodzi o mojego ojca ( nie pamiętam, kiedy ostatni raz powiedziałam tata , więc i teraz nie powiem ).

    Mieszkamy razem , ale dobrych wspomnień jest może 1% z tej całej reszty.

    Od kiedy pamiętam pił …. pił i darł się..
    Wcześniej na wszystkich w domu , teraz na mnie.
    Od dawna to ja jestem tą , na której się wyżywa, a ja choć potrafię się postawić, dogadać mu …to tak naprawdę zniszczył mnie w środku totalnie.
    Ileż to razy słyszałam, że się zmieni …. ileż to razy obiecywał poprawę …. ileż to razy przepraszał itd itd.
    Od dawna już nie wierzę w te bajki … Mama do tej pory wierzy i chciałaby mu „pomóc”.
    .
    Kiedyś też chciałam … ale teraz chyba totalnie się wypaliłam w tym temacie.
    Nie chcę już … nie chcę , bo nie wierzę, że się zmieni.
    Nieraz patrzyłam z zazdrością na koleżanki, które miały wspaniałe rodziny itd.
    A mi Mama ( najukochańsza Mama na świecie! ) zastąpiła obojga rodziców.
    Od zawsze robiła wszystko co tylko była w stanie, żebym miała wszystko, żebym nie cierpiała.
    A ja robię wszystko , żeby Ona mimo tego jak jest była szczęśliwa!
    .
    I to nie jest tak, że On cały czas pije … bo teraz np. od kilku tygodni jest spokój … ale co z tego, jak my nawet nie umiemy ze sobą rozmawiać.
    Nie umiemy usiąść razem … wypić kawy … i poopowiadać sobie co tam słychać, itd.
    Jak zapyta-odpowiem … ale nie pamiętam kiedy sama zagadałam.
    I choć wiem, że cieszy go to jak sama go o coś poproszę … jak może mi w czymś pomóc … .
    Wiem , że cieszy, widzę, ale ja niestety już nie potrafię uwierzyć, że będzie dobrze.
    .
    Nie mam do niego nienawiści … nie chowam urazy … wybaczyłam chyba to wszystko co nas zrobił , bo z taką nienawiścią nie umiałabym normalnie żyć…. ale niestety to zdanie: ” spokój by był jakby go nie było ” zbyt często wraca ….

    .
    Ps. właśnie przyszedł do mnie , powiedział, że pyszne ciasto upiekłam.
    No i co ja mam Mu odpowiedzieć?!

    • Współczuję traumy i tych bolesnych przeżyć, przykro mi że są tacy ludzi. Wybacz, jeśli to pytanie będzie za bardzo ingerować w Twoją prywatność, ale nie myślałaś, żeby się wyprowadzić?

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać ‚singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Julia Kozubek

    Czasem nawet jak ojciec „jest”, to i tak jakby go nie było… Moi rodzice rozstali się kiedy miałam dziesięć lat. Również, podobno, niezgodność charakterów. Z tamtego czasu i tak pamiętam ich tylko skłóconych. Ale mnie ojciec uwielbiał, zawsze marzył o dużej rodzinie i jako jedynaczka byłam jego oczkiem w głowie, mimo że dużo pracował. Pamiętam go jako super gościa… Aż do rozwodu, kiedy zamieszkałam z mamą. Ojciec w przeciągu roku znalazł kobietę która zapewniła mu wszystko, o czym marzył, dwójkę nowych dzieci… I poszłam w odstawkę. Do dnia dzisiejszego patrzę na moje przyrodnie rodzeństwo przytulane przez ojca z taką miłością… A sama kontakty z nim mogę określić jedynie jako „poprawne”. W ciągu tych kilkunastu lat wyrządził mi tyle krzywdy, słyszałam na swój temat takie rzeczy jakich żadne dziecko nie powinno usłyszeć od własnego rodzica. Dziś, w ramach alimentów, pomaga mi finansowo, ale na każdym kroku czuję że robi to tylko „bo tak wypada”. Wręcz pokazuje mi jak wielkim jest to dla niego obciążeniem. Czekam z niecierpliwością na dzień, w którym przestanę być zależna od jego poczucia przyzwoitości. Prawdę mówiąc, przez te pieniądze czasem czuję się wręcz poniżona. W końcu powinnam być wdzięczna mojemu darczyńcy, prawda?

    Co dostałam w spadku po procesie wychowywania mnie w jeden weekend co dwa tygodnie? Poczucie bycia gorszą od nowej rodziny, wspaniałych dzieci. Przeświadczenie identyczne jak w przypadku autora maila – o jakimś nieokreślonym wybrakowaniu, ukrytej wadzie której nie potrafię zidentyfikować. Potrzebę zabiegania o zainteresowanie innych, strach przed odrzuceniem, poczucie wyobcowania… Długo by wymieniać. Panicznie boję się wszelkich publicznych występów, oceniania przez innych. Jednocześnie chcę być zauważona i doceniona. Słowa krytyki potrafią wytrącić mnie z równowagi na bardzo długo…

    Trzy tygodnie temu się zaręczyłam. Boję się jak cholera że nie sprostam, że nie będę wystarczająco dobrym materiałem na żonę czy matkę. Wiem, że mój partner nie ma ze mną łatwo, musi znosić moje próby bycia „perfekcyjną panią domu”, moje zabieganie żeby nad wszystkim mieć kontrolę. Cieszę się że go mam, że pomaga mi się ogarnąć i opanować… I tylko czasem się zastanawiam, czy to normalne że chcę wyjść za kogoś tak podobnego do mojego ojca. Nawet zawód ten sam.

    Kurcze, chyba nigdy jeszcze nie miałam dylematu czy podpisać się pod komentarzem własnym nazwiskiem…

    • Dzięki, że podzieliłaś się tak bolesną sprawą, dla osób w podobnej sytuacji to wiele znaczy. Trzymam kciuki za Twoją rodzinę i wierzę, że samoświadomość i pozytywne nastawienie sporo pomoże w tym temacie!

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie;
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Sylwia Ładyga

    A ja mam ALE … i to ALE jest ze mną tak naprawdę od zawsze … od kiedy pamiętam …
    I założę się , że pisząc to, co teraz napiszę będę ryczeć jak bóbr … ale inaczej nie potrafię – tak jestem beksą!
    Mimo, że wszyscy wkoło widzą twardą, wiecznie uśmiechniętą, pełną życia „zawodniczkę” to tak naprawdę w środku jestem cholernie wrażliwą osobą, którą cholernie łatwo zranić.
    A ranią często ….

    Mam 28 lat … od 20 , może i więcej lat co jakiś czas powtarzam to samo zdanie: ” spokój by był, jakby go nie było „.
    Tak , chodzi o mojego ojca ( nie pamiętam, kiedy ostatni raz powiedziałam tata , więc i teraz nie powiem ).
    Mieszkamy razem , ale dobrych wspomnień jest może 1% z tej całej reszty.
    Od kiedy pamiętam pił …. pił i wyzywał.
    Wcześniej wszystkich w domu , teraz mnie.
    Teraz to ja jestem tą , na której się wyżywa, a ja choć potrafię się postawić, dogadać mu …to tak naprawdę zniszczył mnie w środku totalnie.
    Ileż to razy słyszałam, że się zmieni …. ileż to razy obiecywał poprawę …. ileż to razy przepraszał itd itd.
    Od dawna już nie wierzę w te bajki … Mama do tej pory wierzy i chciałaby mu „pomóc”.
    Kiedyś też chciałam … ale teraz chyba totalnie się wypaliłam w tym temacie.
    Nie chcę już … nie chcę , bo nie wierzę, że się zmieni.
    .
    Nieraz patrzyłam z zazdrością na koleżanki, które miały wspaniałe rodziny itd.
    A mi Mama ( najukochańsza Mama na świecie! ) zastąpiła obojga rodziców.
    Od zawsze robiła wszystko co tylko była w stanie, żebym miała wszystko, żebym nie cierpiała.
    A ja robię wszystko , żeby Ona mimo tego jak jest była szczęśliwa!
    .
    I to nie jest tak, że On cały czas pije … bo teraz np. od kilku tygodni jest spokój … ale co z tego, jak my nawet nie umiemy ze sobą rozmawiać.
    Nie umiemy usiąść razem … wypić kawy … i poopowiadać sobie co tam słychać, itd.
    Jak zapyta-odpowiem … ale nie pamiętam kiedy sama zagadałam.
    I choć wiem, że cieszy go to jak sama go o coś poproszę … jak może mi w czymś pomóc … .
    Wiem , że cieszy, widzę, ale ja niestety już nie potrafię uwierzyć, że będzie dobrze.
    .
    Nie mam do niego nienawiści … nie chowam urazy … wybaczyłam chyba to wszystko co mi zrobił …. ale niestety to zdanie: ” spokój by był jakby go nie było ” zbyt często wraca ….

  • Ala

    Mój ojciec wyprowadził się od nas gdy ja miałam 4 lata a moi bracia 10 i 9. I to jest moment z mojego dzieciństwa jaki pamiętam najlepiej: ja płacząca na kolanach u mamy gdy on pakuje ciuchy. Innych wspomnień związanych z moim ojcem nie mam. Babcia mi mówiła, że to nie był zły człowiek. miał tylko 2 wady: pociąg do kobiet i wódki.
    Ale przynajmniej skończyły się pijackie awantury, grożenie mamie śmiercią, zdrady i cichy szyderczy śmiech sąsiadów. Odszedł do innej kobiety, którą de facto teraz zdradza z inną. To już taki typ człowieka, który nigdy nie powinien mieć rodziny, powinien iść przez życie sam aby nikogo nie krzywdzić.
    Jakoś żyłam bez ojca, jakoś to znosiłam. Najgorszy był Dzień Ojca. Nie miałam komu malować laurki, nie miałam komu mówić wierszyka na akademii. Dochodziło też do tego, że inni rodzice nie pozwalali swoim dzieciom kolegować się z nami bo jesteśmy z rozbitej rodziny. Taka była mentalność ludzi ze wsi. Moja mama musiała dwoić się i troić żeby utrzymać trójkę dzieci. Dobrze, że dziadkowie nam pomagali.
    Mam z ojcem kontakt ale nie potrafię powiedzieć do niego „tato”. To chyba nikogo nie dziwi. Przez niego ja i moi bracia jesteśmy emocjonalnymi kalekami. Wielkie dzięki za zmarnowanie dzieciństwa „tato”.

    • Zszokowało mnie, że ludzie w małych miejscowościach mają taką mentalność. Bardzo mi przykro.

      • Ala

        Dlatego nie dziwię się autorowi maila, że czuje się wybrakowany. My też byliśmy piętnowani jakby to była nasza wina, że nasza rodzina się rozpadła. Niestety odnoszę wrażenie, że w mojej miejscowości nic przez tyle lat się nie zmieniło. Ludzie byli i są zacofani. Pozostaje mi tylko ewakuacja :)

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. Wreszcie, co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • To może ja coś powiem:

    Tatusiowie często nie mogą z Kobietami / tudzież ze sobą po prostu wytrzymać.

    Ja ze swoim miałem kontakt „dość dobry” ale i tak okazuje się, że było coś tam grubo nie tak… Nie tłumaczę go. Jakoś też przed opluwaniem mnie nie obronił.

    Jak widzę, że wszyscy tak przez „tych ojców” cierpią to mi się nie dobrze robi. Nie dlatego, że tak nie jest, tylko dlatego, że sam egzaltowałem – nie chcący, ale z wielkiej potrzeby – swoje uczucia.

    Wiem, że były problemy, ale nie zrzucałbym winy na „tych złych bezmózgich facetów”. O dziwo każdy ma swoje uczucia, list też pięknie pokazuje, co przeżywał autor. Ale jakoś wydaje mi się, że sytuacja ma więcej frontów.

    Btw piszę o tym u siebie: emocjonalny.pl

    No i Janku, ciekawe czy zaczynasz powoli widzieć w ludziach dookoła na tyle ciężkie emocje, że ich blokują. Często na całe życie.

    Pozdrawiam.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”.
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Tianzi

    No właśnie, co do tej ‚walki w sądzie’ – tyle się o tym mówi i nie chcę negować doświadczeń pokrzywdzonych ojców, którym utrudniono kontakty z dziećmi, ale znacznie mniej w życiu widziałam takich od tych, którzy migali się od płacenia alimentów (o wychowywaniu dziecka nawet nie wspomnę).

    Sama miałam świetnego tatę, który traktował swoją rolę poważnie, a nie odświętnie i życzę tego wszystkim, bo lepszej opcji nie ma.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka [wywalczenie dziecka] po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Bardzo poruszający tekst, mail i komentarze. Bardzo się cieszę, że obecnie coraz więcej ojców angażuje się w wychowanie dziecka. W pokoleniu moich rodziców podział obowiązków był oczywisty. Mój tata dużo pracował i dopiero jako dorosła osoba złapałam z nim lepszy kontakt. To niesamowite jak wiele podobieństw do niego odkryłam i jak fajnie się teraz dogadujemy. Jestem strasznie szczęśliwa, że nadrobiliśmy brak czasu z dzieciństwa. Jest szansa, że obecne dzieciaki nie będą musiały nic nadrabiać.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2godz raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Ja miałam tatę weekendowego, wieczne wyjazdy, potem za granica. Pieniądze były no i miały mi wszystko rekompensować. Nie rekompensowały.
    Z tatą mam dobry kontakt, ale bardziej na zasadzie ,,starszy brat” niż ojciec. :) Bardzo jest to widoczne.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn [nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Hubert Tworkowski

    To też jest kwestia charakteru, nie można wszystkich wrzucać do jednego wora.

    Ja straciłem ojca jak miałem 10 lat, wychowałem się z 2 siostrami i mamą. Musiałem szybko dorosnąć i zacząć się zajmować w domu czynnościami typowo męskimi, przez całe życie super dogaduje się z kobietami i przez to, że musiałem robić wiele rzeczy, których moi rówieśnicy nie musieli zyskałem dużo pewności siebie.

    Trzymam kciuki za kolegę z maila!

    • Sądzę, że przeogromną różnicę robi utrata vs. odejście (ergo „nie byłem wystarczająco dobry by został”) oraz to, że pierwsze, najbardziej wpływające na ukształtowanie człowieka lata spędziłeś z ojcem, którego autor listu nie miał od samego początku.

      • Paulina Hofman

        Ej Amelia, to „nie bylam wystarczająco dobra by został” to jest najgorsze. Jak mnie najdą chwile zwątpienia w te wszystkie damsko-męskie sprawy to sobie myślę „co się dziwić, skoro własny ojciec mnie nie chciał”. I to jest niby złe, i głupie, ale kurwa. Tak jest.

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
          zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał dylemat: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor dotykając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

        • Trzeba być ostatnim gnojem by twierdzić, że brak ojca jest winą matki, bo „dała się przelecieć jakiemuś przystojniakowi” zamiast wybrać chłopaczka z friend zone.

          • Adam Hajduk

            Nie, gnojem to trzeba być, żeby nie wymagać tyle samo od matki, co od ojca… Gdyby mężczyzna był w podobnej sytuacji, to wymagalibyśmy od niego odpowiedzialności (teraz jest w gorszej, a i tak wymagamy). Zasłanianie się wyzwiskami tylko przysłania brak racji.

          • Adam Hajduk

            Czyli trzeba być gnojem, nie można mieć po prostu takiego zdania? Brak rodzica może być „winą” najróżniejszych osób czy stanów rzeczy, ale jeżeli to ojcowie „znikają” (co zdają się ochoczo twierdzić wszyscy pod tym wpisem), to MUSI to znaczyć, że nie zawsze jest to ich wina – w sensie aktu wolnej woli. A ja ci podałem jedną z przyczyn. Zastosuj swoją obelgę do siebie, jeżeli chcesz tak po prostu zrzucić winę na jedną przyczynę.

          • Adam Hajduk

            Czyli
            ktoś kto nie wini tylko ojca nie może mieć po prostu innego
            zdania, musi być gnojem? Czy to tylko zasłona dla braku
            kontrargumentów. Może zastosuje tę obelgę do siebie, skoro
            twierdzisz, że za brak ojca jest winny ojciec. Jeżeli -jak zdają
            się uważać mizoandryczki na tym blogu- ojca częściej brakuje, to
            nie może za to odpowiadać wolna wola ojców, muszą być przyczyny
            nadreprezentacji w stosunku do matek, i ja jedną Ci podałem.

    • Tak jak mówi @ameliaziolo:disqus jest duża różnica między zdezerterował, a odszedł „naturalnie”, no i fakt, że przez 10 lat jednak go miałeś też nie jest bez znaczenia. Nie mniej, cieszę się, że mimo wszystko nie odcisnęło się to na Tobie i nie miałeś problemów z tego tytułu.

    • Marta Szatańska

      Myślisz, że jeden rodzic jest w stanie zastąpić drugiego?
      Mama być i matką i ojcem?

      • Hubert Tworkowski

        Czasem musi :)

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – też przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

      • Dot

        Mimo tego, że każdy samotny rodzic bardzo się stara i robi, co tylko może, żeby dzieciom było jak najlepiej, nigdy nie zastąpi tego drugiego. Chociażby dlatego, że to jedna osoba, a nie dwie ;)

    • Chyba sęk w tkwi w „odrzuceniu”. Ojciec, który umiera, ale kochał nad życie to niebo a ziemia w porównaniu z tym, który żyje i tak naprawdę nigdy dziecka nie chciał.

      A na dobre ojcostwo sumują się wszystkie inne sfery życia. Nie da się być dobrym ojcem, będąc kiepskim mężem, sąsiadem, do dupy przyjacielem, czy kimś, kto tylko chce brać. Rodzicielstwo to BARDZO dużo dawania. Bez namacalnej zapłaty. Za to z feedbackiem przerastającym nasze wyobrażenia :)

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest hist. kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza ludzi w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Kinga B.

    Przeczytałam maila, czytam historie w komentarzach i odnoszę wrażenie, że albo jestem w czepku urodzona, albo nie wiem o co tu chodzi.
    Moja mama wychowywała mnie sama. Została sama w połowie ciąży, będąc na 2 roku studiów kilkaset km od rodzinnego domu, gdy mój biologiczny ojciec zdecydował, że na dzieci nie jest gotowy. Było ciężko, bo babcia się na mamę obraziła i nie była zbyt dużym wsparciem. Mama z wielu rzeczy musiała rezygnować, żeby wystarczyło nam na jedzenie. Często nie dostawałam takich lub tylu zabawek jakie chciałam, bo nie było na to pieniędzy albo były ważniejsze wydatki.
    Nigdy jednak nie czułam się gorsza od innych. Miałam wsparcie mamy, ukochanego dziadka, rodzeństwa mamy i innych ludzi. Nie robiłam problemu z tego, że nigdy nie poznałam swojego ojca. Nie wiem jakim jest człowiekiem, ale wnioskuję, że skoro jest takim tchórzem to wiele nie straciłam. Nikt mnie nigdy nie poniżał z tego tytułu, nie miałam żadnych kompleksów z tego powodu. Chyba głównie dzięki mojej mamie, która ze mną rozmawiała, traktowała mnie jak równego partnera w rozmowie, była moją przyjaciółką. Wiele rzeczy mi tłumaczyła, żadne moje pytanie nie zostało bez odpowiedzi. Sama mi mówiła, że nie mogę czuć się gorsza ze względu na coś, na co nie miałam żadnego wpływu. I tak mi zostało do dziś. Mam 24 lata i nigdy nie robiłam problemu z tego, że mama wychowała mnie sama, nie tłumaczyłam swoich niepowodzeń brakiem ojca.
    Wychodzi na to, że miałam dużo szczęścia…

    • Galimatias

      Myslę, że gdybys urodziła się chłopakiem to inaczej bys mówiła. (y)

      • Być może. Ale jestem pewna, że jakbym była chłopakiem to moja mama prezentowałaby taką samą postawę.
        Poza tym to nie jest tak, że nie odczuwałam braku ojca. Nie zmienia to faktu, że nie robiłam z tego problemu.

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu jak matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 mies., nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Galimatias

    Ogólnie rzecz biorąc to ojciec jest potrzebny. Mam 23 lata, ogólnie moja rodzina to jakas rodzina Adamsów i w ogóle, matka zostawiła nas i wyjechała do Włoch, ojciec rok później zrobił to samo, ale żyli w separacji. Nigdy mnie niczego nie nauczył z czym do teraz mam problemy i rzeczy, które dawno powinienem umieć przychodzą mi dzisiaj z wielką trudnoscią. Zresztą zawsze zazdrosciłem kumplom i tak jest do dzisiaj – to tu słyszę, że ojciec komus robotę znalazł, załatwił, to tu słyszę, że ojciec w czyms pomógł – a ja tkwię sam jak palec mając na utrzymaniu młodszego brata. Ojciec jest potrzebny aby dziecku uporządkować psychikę, aby dziecko czuło się pewne siebie i twarde jak stal, aby mogło się przeciwstawić wszystkiemu i wszystkim, aby czuło się silne. Jesli tego ojca brakuje no to wtedy taka nauka życiowa trwa dłużej, a takie dziecko popełni wiele złych decyzji i błędów, które znowuż to mogą wpłynąć na niego w przyszłosci.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komenta:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • makrela

    Wszystkim, którzy mają daddy issues – znajdźcie w sobie pokłady złości i zawiści w stosunku do świata, które były dla mnie motorem napędowym, gdy nie wyrabiałam na zakrętach. Różne rzeczy się dzieją, najbardziej gówniane też. Ale od Was zależy jak na to wszystko zareagujecie i w co to zamienicie. Kiedyś przeczytałam wywiad z dwoma braćmi, którzy mieli ojca alkoholika.
    -Dlaczego Pan taki jest, dlaczego Pan pije – zapytali jednego
    -Bo mój ojciec pił
    -A pan? Dlaczego pan taki jest, dlaczego Pan nie pije?
    -Bo mój ojciec pił.

    Pozdrawiam ciepło

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać zdanie w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Karo

    Wychowałam że w pełnej rodzinie. I w zasadzie chuj z tego. Ojciec wiecznie pracuje a jak nie pracuje to wisi na telefonie, albo bawi się w rolnika. Czasem jeżdżę z nim na jakiś wyjazd- nie rozmawiamy wtedy wcale. Ja zabieram wtedy swojego Towarzysza Życia i razem sobie łazimy a Tata ma swoje sprawy, ludzi itd. No i wisi na telefonie. Mam siostrę 7 lat starszą. Ona ma bardzo dobry kontakt z Tatą, słyszałam opowieści że kiedy mnie nie było to chodzili na spacery, jeździli za granice itd. On jest z niej bardzo dumny, chwali się nią a ode mnie wymaga. Nie ma kontaktu, spacerów i wyjazdów takich córka- ojciec. A teraz On pracuje. Na utrzymanie rodziny. I bardzo głupia sytuacja z dzieciństwa- gdzieś usłyszałam że rodzicom trzeba mówić że się ich kocha. Mama mi to zawsze mówiła, a gdy ja powiedziałam ojcu te dwa słowa, on to przemilczał. KURWA PRZEMILCZAŁ!!! Teraz gdy on choruje czasem, mimo że bym chciała to nie potrafię się martwić.Tej relacji nie da się już naprawić, jedynie wiem że nie pozwolę by moje dzieci się tak czuły. Miałam pełną rodzinę a i tak ciągle się czuje jak odosobniona sierota. Wychowała mnie babcia i o nią się martwię. Rodzice pracowali i mimo że mieszkaliśmy w tym samym domu nie pamiętam ich z dzieciństwa. No może poza tym że zapomnieli mnie odebrać z przedszkola i Pani przedszkolanka mnie musiała odwieźć. Czasem myślę że wolałabym żeby go nie było, głupio prawda? Ale to byłoby lepsze niż świadomość że codziennie mijam się z człowiekiem którego nie znam, on nie zna mnie a mieszkamy w tym samym domu. Nigdy nie miałam świadomości że gdyby ktoś mnie skrzywdził to ojciec mi pomoże, nawet kurwa obije morde. Nie! A ten jebany ktoś krzywdził przez ponad dwa lata i nikt mi nie pomógł. Nie było nikogo. Bo przecież to kobieta zaprasza do gwałtu prawda?To wszystko jest na niemalże osobny wpis. Panowie… relacja ojca z dzieckiem jest bardzo ważna- zapamiętajcie. Nie tylko wymagajcie, ale interesujcie się nimi, ich życiem… I kochajcie.

    • Zamurowało mnie i jakbym tego nie skomentował zabrzmi nieadekwatnie. Bardzo doceniam Twoją otwartość i gotowość do podzielenia się tak osobistą historią.

      • Karo

        Nie ma sprawy… jeśli się ma odwagę to TRZEBA się tym dzielić. Tak ku przestrodze Panom NibySamcom. Uwierz że to i tak taki skrót…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego porodzie, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • W.

    Zauważyłam też smutne zjawisko w ostatnim czasie, że niektórzy faceci uważają, że utrzymywanie dziecka / płacenie alimentów / spełnianie każdej zachcianki to wychowywanie i uczestniczenie w życiu dzieci. Owszem, zabezpieczenie finansowe jest istotne, ale czy zastępuje obecność, autorytet i wszystko to, czego za hajs się nie załatwi?

    • Niestety taka tendencja utrzymuje się do bardzo dawna.

      • W.

        Możliwe, przyznaję, że nie interesowałam się tym wcześniej. Za to teraz, kiedy moi rówieśnicy w szerszej skali zostają rodzicami dość istotnie zaczęło mnie to razić. Tak samo jak przyzwolenie matek na to.

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo pracy, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
          zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Dagna Parynow

      Poszlabym dalej w kwestiach finansowych – wielu rodzicow uwaza, ze to ich dobra wola, ze beda placic na dziecko jakiekolwiek pieniadze. To wcale nie jest ich obowiazek… takie smutne ;/

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne geny? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

      • x69

        Mówimy o wychowaniu a sprowadzamy temat do kasy. Nie o tym byl artykul

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym jedno rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Mama

      No właśnie co z tego że ojciec po odejściu płaci alimenty zapewnia dziecku atrakcje i uważa się za lepszego nawet od mamy,bo stać go i tym zdobywa dziecko.Ale nie żyje na codzien zrujnował normalny dom w którym dziecko by nauczyło się życia rodzinnego a być tatusiem na odległość to nie to samo co życie razem pod jednym dachem

      • Tomasz Wyszkowski

        Nie bądź taka seksistka. W wielu o ile nie w większości przypadków to kobiety odpowiadają za zrujnowanie rodziny i odejście mężczyzny.

        • Barbara Borowska

          bzdura niestety to wam łatwiej wszystko olać a w razie problemu uciekacie i tyle.

    • Agata Agata

      właśnie niektórzy myślą ,ze jak zapłacą to opłacają wszystko – z wychowaniem za nich również, są słabi emocjonalnie i brak im empatii – smutne ,ale prawdziwe – szkoda że po jednej porażce brną niektórzy dalej niszcząc życie innym.

  • To ja teraz trochę inaczej – moja mama zmarła, kiedy miałem 8 lat. Tato ożenił się ponownie jakieś 5 lat później z kobietą, która nie miała własnych dzieci. Po wielu wojnach wreszcie stosunki między nami są rewelacyjne, ale chyba obydwoje musieliśmy do tego dorosnąć i przeżyć kilka naprawdę wielkich awantur zanim sobie i sobie nawzajem wytłumaczyliśmy i zrozumieliśmy, jak bardzo było to trudne dla obu stron. Obydwoje musieliśmy się nauczyć wielu rzeczy. Te kilka lat bez jednego z rodziców rzutuje na całe życie. Z punktu widzenia dziecka nie ma tak naprawdę znaczenia, którego rodzica brakuje. Do końca życia jakaś pustka w Tobie pozostaje i potem właściwie można tylko nauczyć się z nią żyć, bo zapełnić się już nie da, to niemożliwe. Bardzo, bardzo pomaga w tym przypadku terapia – been there, done that.
    Szczerze mówiąc, dopiero teraz zaczynam uważać, że do pewnych spraw mam już wreszcie normalny stosunek, bo wcześniej zawsze to poczucie „gorszości” gdzieś tam z tyłu głowy było.
    I jedna dobra rada dla autora listu, którą daję z premedytacją, ale z doświadczenia (bo wiem, że łatwo mi TERAZ to mówić). Znajdź sobie kogoś, kogo pokochasz, a kto pokocha Ciebie. Przechodzenie przez pewne rzeczy wspólnie jest PO PEWNYM CZASIE prostsze. Po pewnym czasie, bo najpierw musisz przejść taką drogę biorąc na siebie część problemów partnera. I na początku będzie super (jak to na początku), potem będzie nijak, potem będzie źle, potem fatalnie i dopiero jak wspólnie dojdziecie do wniosku, że chcecie przez to przejść i wszystko naprawić, to dopiero będzie ZAJEBIŚCIE (miesiąc bez przekleństw już się skończył?). Terapia dla par to coś, co każde małżeństwo powinno przechodzić przed ślubem :)
    Ale droga do tego końca jest jak orka tępym pługiem po kamienistym polu. Ale wiesz, prawie jak w Biblii – na końcu czeka plon :)

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go dziewięć miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • karo

    skoro mój niby ojciec nie ma odwagi się ze mną spotkać to jak w ogóle taki ktoś może mieć wpływ na moją samoocenę? rozumiem problemy wieku dziecięcego – sama przez to przechodziłam ale bez przesady, jak można obwiniać się za głupotę drugiego człowieka? skoro facet nie chce się z tobą widywać to raczej on nie jest wart twojej uwagi a nie na odwrót…

    • „skoro mój niby ojciec nie ma odwagi się ze mną spotkać to jak w ogóle taki ktoś może mieć wpływ na moją samoocenę” no właśnie tak, że nie chce się z Tobą spotkać, więc świadomie lub podświadomie zaczynasz się zastanawiać dlaczego i często dochodzisz do wniosku, że to Twoja wina.

      To, że ktoś jest głupi/nie wart uwagi, nie znaczy, że nie ma na nas wpływu i to tak można się od niego odciąć.

      • karo

        do takich wniosków dochodziłam mając lat max 12. później otworzyłam oczy. nie chce się ze mną spotkać bo mu się nie chce, bo jest tchórzem, bo znalazł sobie nową rodzinę… nie wiem. po tylu latach mało mnie to obchodzi. nie chce to nie chce a ja doskonale wiem, że nic w tej sprawie nie zawiniłam. co więcej: próbowałam nawiązać kontakt nie raz i nie dwa. widocznie mój „ojciec” ma ważniejsze sprawy na głowie niż własne dziecko. mimo to nie czuję się winna za to w żaden sposób.
        nie mierz wszystkich jedną miarą. nie każdy musi czuć się jak autor maila. to, że uważam, że mój ojciec nie jest wart mojej uwagi to lata jego ciężkiej pracy na własnie takie miano. i tak, masz rację, ma wpływ. bo dzięki niemu wiem z jakim facetami się nie zadawać.

        • karo, nie mierzę wszystkich jedną miara, tylko próbuję Ci wytłumaczyć, że coś jest oczywiste dla Ciebie i z czym Ty sobie poradziłaś dla innych takie nie jest i stanowi dla nich duży problem.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów] i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Justek aka cacko_z_dziurką

    Ja mam wątpliwości.
    Można powiedzieć, że wychowywałam się w kompletnej rodzinie – mama, tata, brat i ja, choć ojciec często wyjeżdżał za granicę do pracy. I mogę szczerze przyznać, że wtedy, kiedy go nie było – był to najszczęśliwszy czas dla mnie i mojego brata. Dla mamy pewnie też, bo gdy był zazwyczaj pił. Odkąd pamiętam był agresywny – stos awantur, krzyków i siniaków. Rozmowy polegały tylko na pytaniu ‚co dziś zrobiłaś wokół domu?’, bo przecież dziecko wracające ze szkoły do domu nie może usiąść do lekcji, tylko musi nosić drzewo, grabić liście, kosić trawę – codziennie, przecież to takie normalne. Gdy ważniejsza była nauka, bo sprawdzian z matematyki jutro, to np. telefon lądował rozbity na chodniku. Nie ważne, że żeby kupić ten telefon zbierałeś pieniądze kilka lat. Nie ważne…

    Ten strach przed powrotem do domu ze szkoły, potem z pierwszej pracy, do dziś jest taki żywy.

    Teraz nadal rodzina jest kompletna, nadal mieszkamy w jednym domu, jednak ojciec z racji wieku trochę ‚usiadł na dupie’ i zrobił się spokojny.

    Ale wszystko zostaje…. i jestem pewna, że gdyby ojciec bywał w domu częściej – ja nie byłabym taka jaka jestem teraz, czyli pozytywnie nastawiona do życia, uśmiechnięta i ciesząca się jak dziecko ze wszystkiego. Pełna miłości, pełna wiary i pełna entuzjazmu.
    Gdyby był na co dzień na pewno byłabym skrzywiona w jakiś sposób, ale na szczęście podczas jego nieobecności mama potrafiła zadbać o to, aby przywrócić równowagę w domu.

    Także, jeżeli ktoś bierze się za ojcostwo, to niech się bierze odpowiedzialnie. Bo posiadanie ojca, który jest chujem a nie przykładem – nie wpływa dobrze na dziecko. U mnie mimo uśmiechu całe ‚ojcostwo’ mojego ojca objawia się nerwicą i napadami lęków. Dziękuję ci tato.

    • Dziękuję Justyna za odwagę i podzielenie się Twoją osobistą historią, z pewnością pomoże innym, którzy są lub byli w podobnej sytuacji, bo da poczucie, że nie są sami.

      Wracając jednak do głównego tematu, to sprowadza się mniej więcej do tego samego – w wychowywaniu dziecka potrzebny jest ojciec, który nie jest nim tylko z nazwy, ale faktycznie spełnia rolę rodzica-opiekuna-wychowawcy.

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może bloger poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Ach ten dom. Piękne przeżycie, od którego nie mogę się teraz uwolnić.

      • Adam Hajduk

        Mimo że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła tatę do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Iwona

      Wiem o czym piszesz. Miałam dokładnie tak samo. Wszyscy byli szczęśliwi gdy tata wyjeżdżał. I ja, i brat i mama. A gdy wracał, to ustawial nas po katach. O przemocy fizycznej i psychicznej nie wspomne. Nie miałam prawa mieć własnego zdania. Czasem zyczylam mu smierci. Delikatnie mowiac moje dzieciństwo bylo do dupy. Wyrwalam się dopiero wychodząc za mąż.Może lepiej by bylo, gdyby go nie bylo….

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Marysia

      Przed ślubem miałam przyszłego idealnego męża. potem Dzidziuś w brzuszku, a po kilku miesiącach i ślubu i bycia w ciąży, mąż zdjął maskę człowieka. Byłam w szoku. Myślałam, że da się zapanować nad tym, że to może chwilowe, że uda mi się poprowadzić go … Ale to trwało… Urodziło się dziecko, myślałam, że znów będzie człowiekiem, niestety zdjął kolejną maskę. Wtedy zaczął już wyciągać łapy do mnie… Wraz próbowałam to zmienić. W pewnym czasie gdy myślałam, że udało mi się, to zaszłam w ciążę po raz drugi… I dziękuję Bogu, że tak się stało- dodam, ze drugiego dzidziusia nie planowałam- ja nie ale mąż tak… No i byłam sobie w ciąży, byłam mamą już i żoną potwora w ludzkiej twarzy. To co przeszłam z nim kwalifikuje się do porównania z wierszem „ocalony” jak ktoś czytal ten wie o czym mowie. Do dziś dnia się odbudowuję. Przerwałam to gdy byłam jeszcze w ciąży z drugim dzieckiem, więc chyba dość szybko przejrzałam na oczy. Nie pozwalam się zbliżać mu do dzieci do mnie i w ogole nie utrzymuje z nim kontaktu. Ma facet szczęście, że nigdy palcem nie tknął dzieci, bo zabiłabym go. Dlatego mogę otwarcie i szczerze powiedzieć, że był, jest i będzie potworem w ludzkiej twarzy. Lepiej żeby dzieci miały tylko mamę niż ojca potwora, który niż alke to nic pozytywnego nie wniesiue w ich życie. Nie da po prostu nic!!! Nie mówię o pieniądzach , tylko o uczuciach i wartościach jakie niesie za sobą rodzicielstwo…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Madix

      Justynko – dlatego właśnie część kobiet decyduje się na samotne rodzicielstwo – mimo, że nie jest to ani łatwe, ani dobre dla dziecka, ale kiedy kochająca matka uświadamia sobie, że z dwojga złego lepszy będzie brak ojca niż chujowy ojciec, wybiera – brak ojca.
      Twoja mama pewnie myślała, że lepiej będzie wam z tatą niż bez niego – myślę, że chciała dla was jak najlepiej, tylko podjęła niestety błędną decyzję.

    • Dot

      „Tak że, jeżeli ktoś bierze się za ojcostwo, to niech się bierze odpowiedzialnie. Bo posiadanie ojca, który jest chujem a nie przykładem – nie wpływa dobrze na dziecko.” Zgadzam się z Tobą w 100%! I współczuję, że miałaś takie dzieciństwo.
      Zawsze sobie mówię, że może nawet lepiej było mi bez ojca, bo przynajmniej nikt mnie nie bił, nie poniżał, nie zabierał pieniędzy z domu, nie pił, nie ćpał, itd. Przynajmniej mój dom był i jest dla mnie bezpiecznym miejscem.

  • Im jestem starsza, im starsze są moje maluchy, tym widzę, że dzieciństwo determinuje CAŁE życie człowieka. Nie da się od niego odciąć. Nie da się zapomnieć. Można przez lata próbować wybaczać, pracować nad sobą, nadrabiać to, czego nie dali rodzice (w tym przyp. ojciec). I myślę sobie, że jestem gównianą szcześciarą, że nie muszę nadrabiać. Że mogę mieć poczucie, że jestem dla kogoś ważna.
    I ten kapitał chcę mnożyć i posłać dalej. Moim dzieciom i tym wokół, którzy być może, mimo starań, nigdy nie dojdą ze sobą do ładu.

    Czas jest ważniejszy niż pieniądze. Fajnie je mieć, ale zamiast nowej zabawki, wolę trzy razy częściej przytulać dziecko. Tatuś także. A jakże.

    • „dzieciństwo determinuje CAŁE życie człowieka” – otóż to, dlatego powinni zdać sobie z tego sprawę wszyscy rodzice!

      • Mangusta

        Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 27 lat. Mój ojciec o mnie zapomniał. Wszystkie zaleczone/przepracowane rany z dzieciństwa (krzyki, awantury, upokorzenia) rozdrapał tym samym na nowo. Udowodnił, że to co robił, trudno nazwać ojcostwem. Dziś czuję się tak samo bezradnie jak wtedy, gdy miałam 5 lat. Dorosłe porzucone dziecko cierpi mniej emocjonalnie, ale to porzucenie paraliżuje jego/moje wchodzenie w dorosłość. Każdy może być ojcem, ale trzeba być Kimś, by być tatą.

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
          zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to rozsądnie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

        • Dot

          „Każdy może być ojcem, ale trzeba być Kimś, by być tatą.” Powiedziałabym nawet więcej: Każdy może być ojcem biologicznym, niektórzy mogą być ojcami, ale żeby być tatą, trzeba zrobić coś wyjątkowego.

          • Tomasz Wyszkowski

            Przede wszystkim by być tata to trzeba mieć dojrzała partnerkę, a o to bardzo trudno – jak widać po komentarzach nawet tutaj. Norma wśród kobiet to roszczeniowa postawa i obwinianie wszystkich wokół za swoje błędy.

          • Dot

            „Przede wszystkim by być tata to trzeba mieć dojrzała partnerkę” A mnie się wydaje, że samemu trzeba być dojrzałym. Nie uzależniajmy naszej postawy od innych i nie usprawiedliwiajmy się tym.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że debata nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Aleksandra Muszyńska

    Autora ostatniego listu podziwiam, że powoli wychodzi na prostą.
    Mimo że moi rodzice też nie wytrzymali ze sobą przesadnie długo (rozstali się tuż po mojej Komunii), to bardzo dobry kontakt tak z jednym jak i z drugim zawsze utwierdzał mnie w przekonaniu, że zawsze będą za mną stali murem, nawet jeśli zgolę się na łyso i wstąpię do Krysznowców. I dzięki temu jestem, kim jestem. Wiem już, co by się działo w mojej głowie, gdybym nie miała takiego szczęścia – i jestem bardzo wdzięczna, że je mam.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając dany temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Dot

      Szczęściara :)

  • Nigdy tego do końca nie zrozumiem, bo zawsze miałam tatę i mamę, ale na miejscu tego chłopaka szukałabym ojca, jeśli jeszcze żyje. Mimo ogromnego bólu, żalu, czasem nienawiści każdy tak naprawdę pragnie odbudować te więzi, tylko często nie pozwala sobie się do tego przyznać.

    • Znam ludzi, którzy znaleźli Ojca. Ale tak k*rewsko panicznie się boją odezwać, że nie dają rady.

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:
        -Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Fyffes

      Cześć, mam podobna sytuacje co ten chłopak, z tą różnicą, że moi rodzice nigdy nie byli małżeństwem. Mojego ojca widziałam kilkukrotnie jako 12-13 latka. Przy okazji załatwiania sprawy alimentacyjnej nasze drogi chwilowo się skrzyżowaly. Jak to dziecko, wiadomo, strasznie się cieszylam że mój tata jednak mnie kocha. Ze jednak chce mieć ze mną kontakt. Nie trwało to jednak długo, bo po kilku spotkaniach coś pękło, jemu się odwidzialo, a może nie miał po prostu siły o mnie walczyć. Później widywalam go jeszcze parę razy na ulicy. Nie poznawał mnie. Zmieniłam się z dziecka w młoda kobietę, więc wmawialam sobie ze miał prawo mnie nie rozpoznać. Nigdy nie pisał, nigdy nie dzwonił, znowu zniknął. Ostatni raz widziałam go na pogrzebie mojego przyrodniego brata (o jego śmierci oczywiście też mi sam nie powiedział. W końcu co ze mnie za siostra.) Nie poznał mnie, norma. Żal, ból i nienawiść rosną we mnie każdego dnia. Ale jednocześnie, jakby zupełnie niezależnie, potrzeba kontaktu z nim wzrasta równie mocno. Ostatnio, z okazji kolejnego policzka wymierzonego mi przez kolejny dzień ojca- napisałam do niego. Wyrzygalam mu w liście wszystko co czuje. Każdy wers ociekal tam ironia, nienawiścią i rozgoryczeniem. A na koniec, ironicznie rzucone- wszystkiego najlepszego z okazji dnia ojca. Kropka nad i. Byłam dumna z tego listu. Był piękny, choć tak strasznie, strasznie smutny. Odpisał. Ale chyba go nie zrozumiał. W efekcie dzisiaj, już za kilka godzin, idę spotkać się z nim twarzą w twarz. Nie wiem co z tego wyniknie, pewnie zupełnie nic. Może znowu rozpadne się przez to na milion kawałków. Jednak świadomość, że spotkam się z nim, już jako dorosły, dojrzały czlowiek jest dziwnie kojąca. Cóż. Dzieci które wychowują się bez ojca zawsze będą skrzywdzone. Zawsze inne. Zawsze poharatane. Pozostaje nam tylko jedno- dopilnować żeby to nas nie zjadlo żywcem.

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…..
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND-ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Paulina Hofman

    Ja jestem okropna pod tym względem. Kiedyś w ogóle się tym nie przejmowałam, nie brałam do siebie, a im jestem starsza tym bardziej tęsknię za kimś, kto byłby za mną zawsze, jak Mama.
    I kurwa, dochodzi do tego, że będąc na głupim, disneyowskim, Kopciuszku w kinie, ryczę jak cholera, gdy ojciec księcia umiera, itd. No banał, no banał, ale od momentu wyprowadzki z rodzinnego domu odczuwam wszystko bardziej.
    I to jest temat, który wybija mnie z rytmu zawszę, i zawsze kończy się to płaczem.

    Tatusiowie drodzy, nie pozostawiajcie swoich dzieci.

    Całe życie będą za wami tęsknić, mimo że mówią, że was nienawidzą, to oddałyby wszystko, żebyście pojawili się w ich życiu z przeprosinami i postanowieniem poprawy.

    • Chciałem napisać komentarz, ale po przeczytaniu Twojego stwierdzam, że to bez sensu. Po prostu zgadzam się z Tobą w 100%.

      • Paulina Hofman

        :)
        To nawet miło, mimo iż sam temat trudny, to jednak dobrze, że ludzie rozumieją.

        • Ja też wtrąciłabym dwa słowa, ale podpisuję się pod Twoim komentarzem rękami i nogami. Szczególnie pod tym ostatnim zdaniem..

          • Adam Hajduk

            Mimo
            że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
            blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
            zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
            jakoś mój czas… Oto treśćowego komentarza:

            Może
            autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
            bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
            kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
            ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
            matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
            przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
            nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
            w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
            autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
            nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
            karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
            dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
            później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
            tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
            planowała zostać „singielką”…
            Moim zdaniem obie
            strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
            i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
            Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
            pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
            zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
            niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
            społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
            kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
            pracy itd.
            To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
            Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
            arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
            obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
            aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
            komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
            powiedzą, która dysponując atutem seksu
            nie zapewniła swojemu
            przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
            oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
            wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
            wiadomo gdzie jest.
            Niestety żyjemy w świecie postawionym na
            głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
            wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
            przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech zastrzegnie, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi koment i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Muszę się z Tobą zgodzić w 100%

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był zdolny wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieciakiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Dot

      Również zgadzam się z ostatnim zdaniem – bo to jest tak, że nienawidzimy tego, że odeszli, tego jacy są teraz, a gdyby byli lepsi – kochani, mili, pomocni, chcielibyśmy ich.

    • x69

      Paulinko niestety to czy nimi będziemy zalezy tylko od matki. W Polsce matka może wszystko. Takze wyrzucić ojca z zycia dziecka. Ojca który chce byc dla dziecka rodzicem. Oczywiście nikt ne neguje patologicznych ojców ale mówimy o ojcach których ZMUSZONO do nie bycia ojcami.przez matki oraz polskie tzw. Prawo które wręcz wspiera takie dzialania

  • gohagoha

    Nie ma to jak rozpocząć tydzień od płaczu..
    Mam cudownego Tatę. I tym samym wielkie szczęście. ;)
    Dzięki za ten tekst.

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      A Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

  • Gosia Tebinka

    jestem wdową; mam dwójkę dzieci w przedszkolu. Przeraża mnie to co przeczytałam:(

    • Kurczę, bardzo mi przykro i chciałbym napisać coś mądrego, co pomoże, ale nie dysponuję taką wiedzą, jedyne co mi przychodzi do głowy, to wsparcie innych męskich członków rodziny w kwestii wychowania.

      • Żaneta

        Masz rację jeśli chodzi o wsparcie innych męskich członków rodziny. Ja akurat jestem dzieckiem, które zostało wychowane tylko przez mamę. Tata zmarł jak miałam 2 lata, brat 4. Wiadomo, każde dziecko bardzo odczuwa brak ojca ale po moim bracie najbardziej było widać brak ojca. Tutaj na szczęście z pomocą przybył brat mamy, który mimo że tylko 15 lat starszy od nas, był dla nas wzorem do naśladowania. Oczywiście tym męskim, bo największym bohaterem w tej historii jest mama, która idealnie podołała zadaniu samotnego wychowania dwójki dzieci. Nie było nigdy łatwo pod względem finansowym ale ona jakimś cudem wysyłała nas na wycieczki, dostawaliśmy kieszonkowe, nie chodziliśmy brudni czy w obdartych ciuchach. Oczywiście nie były spełniane nasze wszystkie zachcianki ale mieliśmy zapewnione prawidłowe warunki do rozwoju. Ciągle podziwiam moją mamę, że dała radę i jestem jej ogromnie wdzięczna za to co dla nas zrobiła. A najważniejsze co nam wpoiła to szacunek do innych i ogromną miłość. Ciężko jest ale da się ;)

        • Gosia Tebinka

          Tak też staram się działać; po synie-4l- widzę jak ogromną ma potrzebę męskiego towarzystwa; jest dziadek, szwagier, inni wujkowie… mam nadzieję że męskie wzorce jakoś przetrwają :)

          • W takich przypadkach często w życiu mężczyzny ogromnym autorytetem staje się też trener, warto się nad tym zastanowić i za jakiś czas zapisać chłopca do jakiejś drużyny piłkarskiej lub jakiejś innej według jego preferencji.

          • Adam Hajduk

            Mimo
            że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
            blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
            zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
            jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

            Może
            autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
            bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
            kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
            ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
            matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie ze swojej woli
            przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
            nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
            w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
            autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
            nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
            karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
            dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
            później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
            tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
            planowała zostać „singielką”…
            Moim zdaniem obie
            strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
            i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
            Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
            pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
            zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
            niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
            społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
            kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
            pracy itd.
            To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
            Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
            arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
            obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
            aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
            komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
            powiedzą, która dysponując atutem seksu
            nie zapewniła swojemu
            przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
            oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
            wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
            wiadomo gdzie jest.
            Niestety żyjemy w świecie postawionym na
            głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
            wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
            przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

          • Adam Hajduk

            Mimo
            że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
            blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
            zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
            jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

            Może
            autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
            bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
            kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
            ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
            matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
            przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
            nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
            w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
            autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
            nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
            karmił, widywał po pracy owinięte w bety. Nie zżytym z
            dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
            później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
            tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
            planowała zostać „singielką”…
            Moim zdaniem obie
            strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
            i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
            Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
            pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
            zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
            niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
            społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
            kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
            pracy itd.
            To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
            Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
            arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
            obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
            aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
            komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
            powiedzą, która dysponując atutem seksu
            nie zapewniła swojemu
            przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
            oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
            wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
            wiadomo gdzie jest.
            Niestety żyjemy w świecie postawionym na
            głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
            wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
            przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
          zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest opowieść kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

      • Magda Motrenko

        Dlatego też, jeśli jest możliwość, fajnie jest nie ograniczać się do jednego dziecka – w przyszłości, gdyby wydarzyło się coś nie po naszej myśli, więcej braci i sióstr, to też więcej wsparcia. Tak sobie myślę, że to dużo ważniejsze niż to, by dzieci za młodu miały modne ciuchy.
        Wiem, że temat zupełnie o czym innym, ale taka refleksja mnie naszła. Bo co, gdy matka nie ma już swoich rodziców, nie ma rodzeństwa i jeszcze mąż umiera? Znajomi to jednak nie to samo.

        • Gosia Tebinka

          tak własnie jest u mnie, nie mam rodzeństwa a i moi rodzice też już nie żyją. Na szczęście jest rodzina męża, która mocno wspiera.

          • Adam Hajduk

            Mimo
            że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
            blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
            zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
            jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

            Może
            autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
            bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
            kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
            ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
            matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
            przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka} po prostu
            nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
            w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
            autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
            nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
            karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
            dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
            później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
            tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
            planowała zostać „singielką”…
            Moim zdaniem obie
            strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
            i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
            Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
            pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
            zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
            niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
            społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
            kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
            pracy itd.
            To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
            Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
            arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
            obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
            aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
            komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
            powiedzą, która dysponując atutem seksu
            nie zapewniła swojemu
            przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
            oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
            wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
            wiadomo gdzie jest.
            Niestety żyjemy w świecie postawionym na
            głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
            wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
            przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

        • W.

          Wiem, że to offtop, ale chciałam tylko dodać, że w pełni się z tobą zgadzam. Może dlatego, że znam to z doświadczenia. Wprawdzie są tacy, którzy nazwą to patologią, ale to tylko pokazuje, że nie znają realiów. Może nie miałam najmodniejszych ciuchów ani nie wyjeżdżałam 3 razy w roku na obozy, ale za to mam 4 braci i jedną siostrę i jestem pewna, że tak jak ja oddam za nich wszystko, tak oni zrobią to dla mnie. W sytuacji kryzysowej będą wsparciem i choćbym nie wiem co, nie zostanę sama.

          • Adam Hajduk

            Mimo
            że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
            blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
            zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
            jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

            Może
            autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
            bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
            kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
            ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
            matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
            przed takim samym zadaniem jak matka [wywalczenie dziecka) po prostu
            nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
            w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
            autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
            nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
            karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
            dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
            później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
            tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
            planowała zostać „singielką”…
            Moim zdaniem obie
            strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
            i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
            Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
            pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
            zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
            niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
            społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
            kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
            pracy itd.
            To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
            Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
            arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
            obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
            aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
            komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
            powiedzą, która dysponując atutem seksu
            nie zapewniła swojemu
            przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
            oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
            wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
            wiadomo gdzie jest.
            Niestety żyjemy w świecie postawionym na
            głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
            wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
            przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
          zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka] po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Paulina Tasarz

      Moja mama została wdową kiedy miałam 9 lat, męskie wzorce z rodziny jakoś nagle przestały mieć dla nas czas a przy okazji stałam się wnuczką drugiej kategorii. Czasem wydaje mi się, że się z tym uporałam czasem nie, tak jak teraz kiedy mam łzy w oczach. Wiem jedno mam najwspanialszą mamę na świecie i potrafię wiercić :P

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy?robimy co możemu, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Uważam, że nie ma potrzeby do zmartwień! To jest opowieść jednej osoby. Tam chłopak czuje się opuszczony i oszukany, tu jest całkiem inna historia. Znam wspaniałego mężczyznę, który od 3 roku życia nie ma ojca i jest świetnym przykładem na to, że czasem, choć to z pewnością trudne, można dać sobie radę bez taty. Chłopak potrafi naprawić w domu dosłownie wszystko, rozwija swoje pasje, jest bardzo inteligentny. Wiem, że przekaz tej opowieści jest inny, ale nie powinna Pani brać sobie jej do serca. Wszystko będzie dobrze!

      • Gosia Tebinka

        Musi być dobrze :)

        • Adam Hajduk

          Mimo
          że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
          blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
          zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
          jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

          Może
          autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
          bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
          kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
          ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
          matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
          przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
          nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
          w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
          autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, 50% DNA? Nie
          nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
          karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
          dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
          później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
          tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
          planowała zostać „singielką”…
          Moim zdaniem obie
          strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
          i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
          Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
          pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
          zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
          niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
          społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
          kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
          pracy itd.
          To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
          Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
          arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
          obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
          aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
          komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
          powiedzą, która dysponując atutem seksu
          nie zapewniła swojemu
          przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
          oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
          wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
          wiadomo gdzie jest.
          Niestety żyjemy w świecie postawionym na
          głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
          wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
          przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

      • Adam Hajduk

        Mimo
        że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
        blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
        zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
        jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

        Może
        autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
        bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
        kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
        ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
        matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
        przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
        nie był w na siłach wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota, że
        w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
        autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
        nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
        karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
        dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
        później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
        tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
        planowała zostać „singielką”…
        Moim zdaniem obie
        strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
        i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
        Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
        pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
        zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
        niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
        społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
        kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
        pracy itd.
        To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
        Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
        arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
        obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
        aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
        komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
        powiedzą, która dysponując atutem seksu
        nie zapewniła swojemu
        przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
        oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
        wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
        wiadomo gdzie jest.
        Niestety żyjemy w świecie postawionym na
        głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
        wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
        przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

    • Adam Hajduk

      Mimo
      że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym
      blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech
      zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi
      jakoś mój czas… Oto treść komentarza:

      Może
      autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie,
      bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś,
      kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka
      ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że
      matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli
      przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po prostu
      nie był w stanie wygrać w naszym chorym systemie. Nie dziwota że
      w takiej sytuacji nie czuł zaangażowania. W końcu co więcej niż
      autora łączyło go z tym 1 rocznym dzieckiem, wspólne DNA? Nie
      nosił go 9 miesięcy, nie został na urlopie po jego urodzeniu, nie
      karmił, widywał po pracy owinięte w pieluchy. Nie zżytym z
      dzieckiem miał alternatywę: zżywać się 2h raz na dwa tygodnie i
      później to zżycie podtrzymywać – również przez 2h na dwa
      tygodnie, czy uwolnić dziecko od siebie. W końcu matka chyba nie
      planowała zostać „singielką”…
      Moim zdaniem obie
      strony mają rację: matka ma obowiązek zapewnić dziecku wychowanie
      i ojciec jest równie ważny w wychowaniu co matka. Jak to połączyć?
      Otóż matka powinna zapewnić dziecku wychowanie ojca. Kiedy idzie o
      pracę zawodową nie mamy wątpliwości, że jednocześnie: jest ona
      zadaniem mężczyzn (nie koniecznie mężów) i że kobiety mają do
      niej pełne prawo; jak to załatwiamy? stajemy na głowie, żeby jako
      społeczeństwo, jednostki, rząd, prywatne organizacje wystarać się
      kobietom o zatrudnienie, o podwyższenie pensji, elastyczny czas
      pracy itd.
      To samo winne są kobiety mężczyznom, matki ojcom.
      Żadna kobieta, która nie zagadywała mężczyzn tylko
      arystokratycznie czekała aż ja zagadną, która nie stawiała
      obiadów, biletów, drinków, nie odwoziła do domu, tylko czekała
      aż jej postawią, która nie pisała wierszy, nie prawiła
      komplementów, nie opowiadała dowcipów tylko czekała aż jej
      powiedzą, która dysponując atutem seksu
      nie zapewniła swojemu
      przyszłemu dziecku jako ojca jednego z tych spokojnych chłopaczków
      oczekujących w FRIEND ZONE, nie ma prawa narzekać, że jej dziecko
      wychowuje się bez przystojniaka, który ją przeleciał a teraz nie
      wiadomo gdzie jest.
      Niestety żyjemy w świecie postawionym na
      głowie, w którym nie tylko od matki nie wymaga się tego
      wszystkiego, lecz ojca wini się za ulegnięcie wszystkim
      przeszkodom, jakie ona przed nim postawi…

Zrobiłem sobie test na HIV. Jak to wygląda i dlaczego warto?

Skip to entry content

wpis jest elementem kampanii społecznej #mamczasrozmawiac

Mam to niewątpliwe szczęście, że seks w moim domu nigdy nie był tematem tabu i żeby dowiedzieć się skąd się biorą dzieci, nie musiałem czekać do lekcji biologii w czwartej klasie podstawówki, w międzyczasie polując z lornetką na bociany. Zresztą, nikt mi nie opowiadał takich głupot i jedząc gołąbki nie miewałem napadów paniki, że coś twardego między liśćmi kapusty, to nie ziarnko piasku, tylko jednak noworodek.

Zawsze mogłem porozmawiać o tym z mamą, a w zasadzie to ona rozmawiała o tym ze mną.

To od niej dostałem pierwszego „Playboya”, żeby z kobiecego ciała nie robić jakiejś tajemnicy poliszynela. Od niej też usłyszałem, że kiedy dojdę do etapu, w którym będę chciał z kimś pójść do łóżka, to powinienem mieć prezerwatywę. I ta rozmowa miała miejsce długo zanim przeżyłem swój pierwszy raz, a nie tak jak w wielu przypadkach, rok albo dwa lata po. Albo wcale. Podobnie było z tłumaczeniem, że kondomy zabezpieczają nie tylko przed staniem się rodzicem, w momencie kiedy zupełnie nie jest się na to gotowym, ale również przed chorobami.

Na przykład przed HIV.

Czym jest HIV, czym nie jest i co o nim wiemy?

HIV to ludzki wirus upośledzenia odporności. Innymi słowy: skomplikowane cząsteczki organiczne, które mogą spowodować, że Twój organizm będzie miał odporność na tak niskim poziomie, że zapalenie płuc może Cię zabić.

Czy HIV można się zakazić przez pocałunek albo dotyk? Nie. HIV można się zakazić tylko trzema drogami: przez krew (w sensie kontakt z krwią osoby zakażonej), przez seks (także oralny) lub przez poród (od matki).

Czy HIV można się zakazić korzystając z tych samych sztućców? Nie.

A z tego samego prysznica? Też nie.

A z tego samego basenu? Również nie.

A od ukąszenia komara? Także nie. Jak podają badania z 1989, nie ma możliwości, żeby owady przenosiły HIV.

Czym HIV różni się od AIDS?  HIV to wirus, natomiast AIDS to choroba, którą ten wirus wywołuje. Możesz być zakażony HIV nawet przez kilkanaście lat i o tym nie wiedzieć, bo sam wirus nie daje żadnych odczuwalnych oznak. Dopiero, gdy przechodzi w AIDS, daje o sobie znać, bo wtedy złapanie zwykłego przeziębienia staje się walką o życie.

Czy z HIV da się żyć? Jak najbardziej i dodatni wynik na teście wcale nie jest wyrokiem. Przy poziomie dzisiejszej medycyny, dzięki lekarstwom, z HIV da się funkcjonować zawodowo, społecznie, a także związkowo.

Czy jeśli uprawiam seks z jednym i tym samym facetem, i jest on moim pierwszym, to nie ma szans, żebym miała HIV? Dopóki się nie zbadasz, nigdy nie możesz być pewna, bo po pierwsze: mogłaś się zakazić w inny sposób, niż przez seks, po drugie: skąd wiesz, że on nie jest zakażony?

Czy problem HIV dotyczy tylko narkomanów? Nie. Wśród osób zarejestrowanych w 2016 roku, tylko 3% z nich zakaziło się wirusem przy okazji wstrzykiwania narkotyków. Co ciekawe, największą grupą wiekową, której dotyczy zakażenie, nie są – jak mogłoby się wydawać – szalone, nieodpowiedzialne małolaty, tylko ludzie między 30 a 39 rokiem życia. Dorośli.

Czy jeśli używam prezerwatyw, to nie muszę zwracać uwagi na to z kim sypiam i nic mi się nie stanie? Byłoby pięknie, ale nie jest tak do końca. Cytując WHO:

Używanie prezerwatyw chroni przed 80% do 95% zakażeń wirusem HIV, które pojawiłyby się, gdyby prezerwatywy nie zostałyby użyte (nie znaczy to, jednak że 5% do 20% użytkowników prezerwatyw zakazi się HIV).

Tak że, jeśli nie kochasz się z osobą, która się zbadała i wyszedł jej ujemny wyniki, to jakieś ryzyko – niewielkie, ale jednak – istnieje zawsze.

Jak wygląda test na HIV?

W każdym województwie w Polsce są miejsca, gdzie możesz zrobić BEZPŁATNIE i ANONIMOWO test na obecność wirusa HIV. Ja swój robiłem w Zakładzie Mikrobiologii na drugim piętrze Szpitala Uniwersyteckiego na ulicy Mikołaja Kopernika 19, ale jeśli nie mieszkasz w Krakowie, to bliższy siebie punkt możesz sprawdzić na mapce.

  • Nie musisz się wcześniej zapisywać, rejestrować, ani w inny sposób planować badania z wyprzedzeniem. Po prostu przychodzisz i stajesz w kolejce.
  • Nie musisz być ubezpieczony, żeby wykonać badanie. Test jest w pełni anonimowy, w związku z czym, nikt nie pobiera od Ciebie żadnych danych.
  • Nie musisz się przejmować tym „co ludzie o Tobie pomyślą”. Na badania do punktów konsultacyjno-diagnostycznych wszyscy przychodzą w tym samym celu, a w kolejce spotkasz zarówno osoby młodsze od Ciebie, starsze, kobiety, mężczyzn oraz pary.
  • Nie musisz się przejmować tym „co lekarz o Tobie pomyśli”. Osoby pracujące w punktach wykonujących anonimowe testy na HIV są specjalistami, którzy chcą pomagać innym. Są bardzo serdeczni i nie ma mowy, abyś odczuł, że w jakiś sposób Cię oceniają.

Zanim zostanie Ci pobrana krew, rozmawia z Tobą konsultant, tłumacząc jak naprawdę działa HIV, ponieważ sporo osób nie ma świadomości tych mechanizmów. A część, googlując objawy swoich problemów zdrowotnych, sama się diagnozuje, wyczytując na forach internetowych, że osłabienie i ból mięśni to na pewno HIV. Najczęściej, na szczęście, to tylko przeziębienie, stres albo grypa.

Po spokojnej rozmowie idziesz na pobranie krwi, podajesz hasło na jakie będą Ci wydane wyniki badań (tak zaskoczyło mnie to pytanie o hasło, że podałem pierwsze słowo, które mi przyszło do głowy: „pizza”) i po tygodniu przychodzisz po ich odbiór.

Gdy masz się dowiedzieć, czy Twój wyniki jest negatywny, czy pozytywny, również nie jesteś pozostawiony sam sobie, tylko – jak na pierwszym etapie – rozmawia z Tobą konsultant. W moim przypadku potwierdziło się, że nie jestem zakażony, w związku z czym, rozmowa ograniczała się do informacji, co zrobić aby tak pozostało. I sugestii, aby ewentualna partnerka – niezależnie czy stała, czy tymczasowa – również się przebadała.

Bo dopóki nie wykonasz testu, nigdy nie możesz być pewien. Dlatego ja zrobiłem swój.

#mamczasrozmawiac

Z każdym rokiem, w dyskusjach publicznych, seks coraz bardziej przestaje być krępującym tematem, jednak wciąż jest wiele rodzin, gdzie stosunek płciowy określa się „robienie tych rzeczy”, „wchodzeniem pod kołderkę”, „ciupkaniem” lub w inny enigmatyczny sposób, a kwestia chorób przenoszonych drogą płciową jest zupełnie pomijana. Wciąż jest wiele osób, które nie wiedzą jak się zabezpieczać, żeby się nie zakazić HIV, bo nie dowiedzieli się tego ani od rodziców, ani od nauczycieli. Bo każdy z nich bał się o tym rozmawiać. Bo nie wiedział jak to zrobić.

Dlatego cieszę się, że powstają takie kampanie jak #mamczasrozmawiac (organizowana przez Krajowe Centrum ds. AIDS), bo oczywiście uświadamiają co, jak, z czym i dlaczego, ale przede wszystkim pokazują, że o seksie można i powinno się rozmawiać. Publicznie, w związku i w rodzinie. I że tych rozmów nie trzeba się bać.

Więcej informacji znajdziesz na http://mamczasrozmawiac.aids.gov.pl

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #17: Homer Simpson, Kamil Durczok i Charles Bukowski

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 17

W zeszłym tygodniu sieć żyła fetyszami seksualnymi, arabską burżuazją i dociekaniem kto na czym zarabia, ale poza sensacją z „modelkami z Instagrama”, działo się też trochę innych rzeczy. Mimo dnia mężczyzny, obchodzonego 10-go marca, nie mam dla Was nic na ten temat, bo w zasadzie nie został on odnotowany przez internet, ale za to, jak widzicie po nagłówku, w „Przeglądzie” pojawia się kilku wybitnych panów. Istna Święta Trójca.

Udawanie aktora z „Kac Vegas” się opłaca: koleś łudząco przypominający Zacha Galifianakisa grającego Alana w głośnej amerykańskiej komedii, zarabia gruby hajs udając filmową postać na imprezach.

Jak wychować córkę na kretynkę? Znów Mamadu na tapecie (serwis z Grupy naTemat). Tym razem głupkowaty „artykuł” rozjeżdża walcem Segritta. Aż nie chce się wierzyć, że oryginał naprawdę pisał psycholog.

Homer Simpson genialnym fizykiem! Tak, ten kreskówkowy grubiutki i łysiutki pierwowzór Ferdynanda Kiepskiego przewidział masę Bozonu Higgsa. 14 lat przed jej odkryciem!

Kamil Durczok kończy pracę w TVN: jak podaje stacja telewizyjna w komunikacie prasowym „[komisja] zidentyfikowała przypadki niepożądanych zachowań włącznie z mobbingiem i molestowaniem seksualnym”. Przy czym sugeruję, żeby wstrzymać się z wydawaniem wyroku na Durczoka do momentu, aż będą dostępne mniej zdawkowe informacje.

Dlaczego wkurzają Cię „polskie modelki z Instagrama”? Temat przewałkowany jak ciasto na pierogi, ale mimo wszystko warto zajrzeć do „Wyrwane z kontekstu”, bo daje celny i merytoryczny komentarz do afery i porusza jedną kwestię, która mnie umknęła.

10 najlepszych piosenek z filmów Disney’a: no ja bym wybrał inne, ale może Wam podejdą. Nie mniej, świetny pomysł na zestawienie!

Super Ruchacz: piękna nazwa kanału i jeszcze lepsze filmiki, choć póki co niewiele ich. Ja jestem oczarowany i zahipnotyzowany, ale jeśli ktoś nie siedzi mocno w YouTube, to może mu nie podejść, bo to dość specyficzny humor.

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu nie pojawiło się nic porywającego z tematów muzycznych, więc wrzucam wciąż świeży klip Quebo, który w „CPI” się jeszcze nie pojawiał. Pozytywnie wiosenno nastrajający numer i obrazek. Na marginesie, ciuchy głównej aktorki możecie traktować jako aktualną damską stylówkę tygodnia.

 

Fanpage tygodnia: „Bukowski chce się napić”, czyli cytaty z książek króla alkoholików i poligamistów. Chwilę po dwudziestce byłem nim zainspirowany, teraz jestem, delikatnie mówiąc, zdystansowany, ale to wciąż dobry pisarz, więc jeśli macie już czytać o seksie to odpuśćcie zakalce E.L. James i sięgnijcie po Charlesa.

 

Ogłoszenie parafialne: w listopadzie miałem miesiąc bez mięsa, który zakończył się dużym sukcesem, w lutym miesiąc bez przekleństw, który mimo nieosiągnięcia postawionego celu też uważam za udany. Powoli zbliża się kwiecień i tak czuję, że czas na jakieś nowe wyzwanie. Coś co pozwoli albo sprawdzić silną wolę albo zmienić stereotypowe postrzeganie jakichś fundamentalnych kwestii. Macie pomysł czego mógłbym nie robić, albo co mógłbym robić przez miesiąc, żeby było to ciekawe i rozwijające?

---> SKOMENTUJ
autorem zdjęcia jest Dennis Skley
autorem zdjęcia jest Dennis Skley

I głęboko nabrać powietrza, bo wyciągam stetoskop i będę przykładał do płucek!

Tak jak kobietom trzeba badać piersi, tak blogerom trzeba badać czytelników. Albo na odwrót. Tak, czy inaczej, to już tradycja, że raz w roku zapraszam Was na kozetkę i nasłuchuję, co tam w środku gra. Czy bardziej John Coltrane, czy jednak Mandaryna bez auto-tune’a, czy może jednak Skrillex? Czy plecki nie krzywe, czy oczka nie wypatrzone, czy białe krwinki, czerwone krwinki i te od poczucia humoru w normie i czy mózg się nie zastał. No i czy przypadkiem nie chcecie zmienić lekarza pierwszego kontaktu.

Co roku wyniki naszej okresowej kontroli mają spory wpływ na to, co się dzieje z blogiem i jak się zmienia. I zapewne nie inaczej będzie i tym razem.

Część pytań jak zwykle odnosi się stricte do Was, bo przez ostatnie 365 dni trochę nam się przetasował skład czytelników i pojawiło się sporo nowych twarzy. Chcę im się przyjrzeć, poznać i dowiedzieć się, czy unoszą kąciki ust ku górze tak często jak sobie to wyobrażam. No i przede wszystkim, czy pojawiło się tu więcej facetów, bo momentami czuję, że ja jeden dziewczynom nie wystarczam. No chyba, że się mylę. Mylę się? Będę wdzięczny za rozwianie moich wątpliwości i urojonych przekonań, i odwdzięczę się najlepiej jak umiem. Językiem. W sensie, jeszcze lepszymi tekstami.

Diagnozować będziemy się przez równe 7 dni, a stan zdrowia pacjentów zostanie opublikowany w osobnym poście. Nie przedłużając, weź przyszłość Stay Fly w swoje ręce i zdejmij bluzkę!

(link do ankiety, gdyby nie wyświetlała się w poście)

Mam nadzieję, że badanie było dla Ciebie równie przyjemne co dla mnie. Wielkie dzięki, już możesz się ubrać!

---> SKOMENTUJ