Close
Close

Jak to jest wychowywać się bez ojca?

Skip to entry content

Po tekście krytykującym idiotyczny artykuł w Mamadu, dotyczącym  hiper stereotypowego wychowywania dziecka, gdzie ojciec jest okazjonalnym gościem-doglądaczem, dostałem ponad sto wiadomości od matek. W większości były to wypowiedzi przepełnione goryczą i smutkiem, opisujące jak to jest wychowywać dziecko niemal w pojedynkę. Bo ojciec uważa, że to przecież obowiązek kobiety, a on jest zobligowany jedynie do nieprzepijania od razu całej wypłaty i sporadycznego udzielania lekcji życiowych. Które najlepiej, żeby sprowadzały się do wygłaszania coelhoizmów typu „tak to już jest”, „jak dorośniesz, to zrozumiesz”, czy „uczciwą pracą się nie dorobisz”.

Oprócz kobiet, w komentarzach udzieliło się też kilku panów, którzy mówili o tym jak ważne jest dla nich współuczestnictwo w wychowaniu dziecka, a przede wszystkim, jak wiele radości daje im bycie rodzicem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Niestety pojawiło się również kilka wypowiedzi od osobników płci męskiej, bo mężczyznami ich nie mogę nazwać, którzy twierdzili, że angażowanie się ojca w życie potomka to głupota i to wyłączne zadanie kobiet. Bo natura je lepiej do tego przystosowała, bo tak było od zarania dziejów i tak ma być. Nie jestem w stanie polemizować z kimś kto jest upośledzony umysłowo, więc usunąłem te komentarze, ale mimo wszystko bardzo mnie ruszyło, że ktoś w ogóle może tak myśleć. Koincydencja sprawiła, że w tym samym momencie dostałem przejmująco osobistego maila od czytelnika, który miał nieszczęście być spłodzonym przez człowieka reprezentującego powyższe podejście.

Jeśli nie ja, to może ktoś, kto to przeżył, przekona wszystkich przyszłych i obecnych ojców, że ich rola nie ogranicza się tylko do dostarczenia plemnika do komórki jajowej. Że ich obecność jest nie mniej, nie więcej, ale równie istotna co obecność matki.

(mail zawierał kilka literówek i błędów składniowych, które poprawiłem za zgodą autora)

(…) Rodzice rozwiedli się jakoś szybko po moim porodzie, miałem jakiś roczek jak mama złożyła pozew do sądu. Różnica charakterów jak to się mówi. (…) Brak drugiego rodzica zacząłem odczuwać już od momentu przedszkola. Nie rozumiałem kto to jest tata, ani co to „dzień ojca” i czułem się trochę wyobcowany, ale to jeszcze nie było takie złe. Taki prawdziwy brak zacząłem czuć jak poszedłem do podstawówki, ani nie znałem się na sporcie, ani na samochodach do tego stopnia, że miałem problem z wymienieniem zawodników naszej reprezentacji, czy popularnych marek aut i koledzy z klasy patrzyli mnie jak na dziwoląga, z którym nie da się pogadać, ale gdy zaczęły się problemy typu gnojenie i bicie przez starszych byłem po prostu totalnie sam.

(…) i gdy ci ze starszych klas bili mnie po twarzy na przerwach nie miałem co z tym zrobić. Pójście na skargę do nauczycielki nie pomagało tylko pogarszało sytuację, bo oni wtedy dowiadywali się, że na nich doniosłem i później bili i upokarzali mnie jeszcze bardziej. Mówienie mamie też było bez sensu, bo miała tyle problemów żeby utrzymać nas dwoje, że nie chciałem jej dokładać więcej. Była zresztą delikatną osobą, więc i tak nie miałaby posłuchu u taki chłystków tylko jeszcze by ją wyśmiali i czułbym się jeszcze gorzej, że ktoś szydzi z mojej mamy. Tam potrzeba było mężczyzny, który by przyszedł po mnie pod szkołę i powiedział, że im przetrzepie skórę jak jeszcze raz będą mnie zaczepiać (…) ale go nie było ani wtedy ani później (…) nawet na komunii się nie pojawił (…)

 [emaillocker]

Podobno walczył o mnie w sądzie, więc nie wiedziałem o co chodzi. Wtedy walczył, a teraz już nie? (…) obraził się że przegrał i zrezygnował z bycia moim ojcem i wychowywania mnie? Mama musiała wychowywać mnie sama co było trudne, żebyśmy mieli za co żyć musiała dużo pracować, więc wracała z pracy zupełnie wykończona, ale mimo to poświęcała mi dużo uwagi, chodziła ze mną po lekarzach mimo, że dużo chorowałem i dbała o mnie jak tylko mogła. Widziałem wiele razy, że już nie daje rady bo jest zupełnie sama, więc kiedy zacząłem być już starszym chłopcem pomagałem jej i przejąłem część obowiązków, które w normalnej rodzinie należałyby do męża (…)

Szybko musiałem się usamodzielnić i dorosnąć i zachowywać się jak dorosły, mimo, że miałem kilkanaście lat. (…) mimo, że mama dwoiła się i troiła, żebym wyglądał schludnie i miał podstawowe rzeczy do szkoły, to najczęściej w naszym domu padało zdanie „nie mamy pieniędzy” (…) nawet nie pytałem mamy czy mogę gdzieś pojechać z kolegami na ferie, bo wiedziałem, że nie będzie za co (…)

Myślałem, że im będę starszy tym mniej będę odczuwał brak ojca, ale to nie było tak, że czas leczy rany czy coś w tym stylu. Im byłem starszy tym więcej spraw wypływało gdzie wychodziło, że tak naprawdę to jestem półsierotą. Chyba byłoby mi łatwiej jakby mój ojciec naprawdę nie żył, ale ja wiedziałem, że żyje i to było najgorsze bo ja wiedziałem, że on gdzieś jest może i nawet w tym samym mieście tylko się do mnie nie chce przyznać (…) bardzo dużo zastanawiałem się co złego zrobiłem i czym mogłem zranić albo czym mogłem zawieść mojego tatę, że nie chce mieć ze mną kontaktu. Zastanawiałem się dużo czego mi brakuje, że go w ogóle nie obchodzę ale  do dnia dzisiejszego nie wiem. Jednak to uczucie, że coś ze mną jest nie tak i że czegoś mi brakuje zostało.

W kontaktach z rówieśnikami, czy to z kolegami czy z dziewczynami, byłem bardzo niepewny siebie i chyba wycofany, jak to się mówi. Spotkania z dziewczynami zawsze mnie przerażały, bo nie wiedziałem zupełnie jak mam się zachowywać. Nie wiedziałem jak to jest być facetem, jaki facet powinien być wobec dziewczyny, nie wiedziałem co mówić ani jak się zachowywać. Strasznie mnie to stresowało, bo to była dla mnie taka wielka niewiadoma, nie mogłem tego podpatrzeć na przykładzie swoich rodziców ani nikt mi tego nigdy nie pokazał.

(…) miałem duże problemy z byciem stanowczym i asertywnym, a głównie miałem zaniżone poczucie własnej wartości. Zaczęło się to zmieniać dopiero jak poszedłem na terapię, co też było dla mnie stresujące, ale już nie było wyboru (…) Mama widziała, że dzieje się ze mną coś złego, ale nie wiedziała co dokładnie i też nie umiała mi pomóc. (…) mimo, że minęło już wiele lat i sporo się zmieniło w moim podejściu do tych spraw i osiągam sukcesy zawodowe, to poczucie bycia gorszym pozostało (…) Czuję się jakiś niekompletny i jakiś taki uszkodzony i przeraża mnie bardzo założenie własnej rodziny.

Ktoś jeszcze ma wątpliwości, czy ojciec jest potrzebny w wychowywaniu dziecka?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Jeremy Brooks

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

244
Dodaj komentarz

avatar
84 Comment threads
160 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
101 Comment authors
AikoMichałPapaAgataMateusz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Natalia
Gość
Natalia

A propos odpowiedzialnego rodzicielstwa: Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 5-6 lat. Kiedy jeszcze jako brzdąc pytałam „dlaczego”, mama odpowiadała, że nie nadawał się na męża i że tak jest dla nas lepiej. Widuję się z nim regularnie, kiedy jest w kraju, zaś gdy wyjeżdża za granicę, dzwoni do mnie i rozmawiamy. „Rozmawiamy” to za dużo powiedziane- jest to jego monolog. Pyta się mnie o różne rzeczy, ale mam wrażenie, że odkąd ukończyłam LO i jestem na studiach, które mi się nota bene podobają, pytania, które mi zadaje są retoryczne. Żywię do niego pewne uczucia, ale nie wiem, czy mogę… Czytaj więcej »

Ala
Gość
Ala

„Generalnie facet jest w życiu niepotrzebny i w ogóle faceci są niebezpieczni, pewnie na pierwszym spotkaniu będzie mnie ciągnął do łóżka”- przez długi czas myślałam tak samo. Bałam się z kimś związać bo myślałam, że facet chce mnie tylko wykorzystać. Odnośnie zakładania rodziny: ja i moi bracia nie myślimy o ustatkowaniu się. I to na 100% dlatego, że nie mieliśmy dobrych wzorców i nie wiemy jak wygląda prawdziwa rodzina.

Adam Hajduk
Gość
Adam Hajduk

Mimo że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi jakoś mój czas… Oto treść komentarza: Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie, bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś, kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Cieszę się, że mimo trudnej sytuacji znalazłaś w sobie na tyle siły by się od niej odciąć i spojrzeć na to z dystansu, to już połowa sukcesu! Dzięki za taką otwartość i pokazanie, że da się!

Natalia
Gość
Natalia

:) Niezła myśloodsiewnia Ci się tu zrobiła…

Adam Hajduk
Gość
Adam Hajduk

Mimo że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi jakoś mój czas… Oto treść komentarza: Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie, bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd.. To nie jest historia kogoś, kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po… Czytaj więcej »

Adam Hajduk
Gość
Adam Hajduk

Mimo że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi jakoś mój czas… Oto treść komentarza: Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie, bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś, kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po… Czytaj więcej »

lucypussy2
Gość
lucypussy2

Mój ojciec umarł gdy miałam 3 lata. teraz mam 29. Nie pamiętam go, oprócz trzech czy czterech sytuacji. Mama często płakała – to za to pamiętam dobrze. Do tej pory często płacze. Została sama z czwórką dzieci (w tym jedno miało 3 miesiące). Ponad 20 lat mówiono nam, że ojciec miał zawał i to była przyczyna jego śmierci. Zawsze bardziej kolegowałam się z chłopakami, nie miałam problemów w kontaktach z nimi. Dziewczyny za to mnie irytowały mocno, gadaniem o szminkach, ubraniach i innych szpilkach. Nie trawię tego. Do tej pory. Wstydliwą jest dla mnie sytuacja kiedy rozmawiam z jakąś dziewczyną… Czytaj więcej »

Oliwia
Gość
Oliwia

Ja rownież wychowywałam się bez ojca. Moi rodzice rozwiedli się kiedy miałam chyba 1,5 roku. Oczywiście powodem rozstania była zdrada ojca. Wiem ze zdradzał moja mamę kiedy była ze mną w ciąży. Niewiem jak długo wcześniej to trwało czy kiedy się wogole zaczęło. Pewnego dnia ojciec kazał się mojej mamie wyprowadzić. Po prostu wyrzucil ja z dwójka dzieci( mam o rok starsza siostrę). Wtedy zamieszkaliśmy w 3 pokojowym mieszkaniu z dziadkami i po dzień dzisiejszy z nimi mieszkamy( mam już 18 lat). W sumie mój ojciec nie jest jakimś złym człowiekiem, jest po prostu złym ojcem. W trakcie rozwodu ustalili… Czytaj więcej »

karo
Gość
karo

skoro mój niby ojciec nie ma odwagi się ze mną spotkać to jak w ogóle taki ktoś może mieć wpływ na moją samoocenę? rozumiem problemy wieku dziecięcego – sama przez to przechodziłam ale bez przesady, jak można obwiniać się za głupotę drugiego człowieka? skoro facet nie chce się z tobą widywać to raczej on nie jest wart twojej uwagi a nie na odwrót…

Jan Favre
Gość

„skoro mój niby ojciec nie ma odwagi się ze mną spotkać to jak w ogóle taki ktoś może mieć wpływ na moją samoocenę” no właśnie tak, że nie chce się z Tobą spotkać, więc świadomie lub podświadomie zaczynasz się zastanawiać dlaczego i często dochodzisz do wniosku, że to Twoja wina.

To, że ktoś jest głupi/nie wart uwagi, nie znaczy, że nie ma na nas wpływu i to tak można się od niego odciąć.

karo
Gość
karo

do takich wniosków dochodziłam mając lat max 12. później otworzyłam oczy. nie chce się ze mną spotkać bo mu się nie chce, bo jest tchórzem, bo znalazł sobie nową rodzinę… nie wiem. po tylu latach mało mnie to obchodzi. nie chce to nie chce a ja doskonale wiem, że nic w tej sprawie nie zawiniłam. co więcej: próbowałam nawiązać kontakt nie raz i nie dwa. widocznie mój „ojciec” ma ważniejsze sprawy na głowie niż własne dziecko. mimo to nie czuję się winna za to w żaden sposób. nie mierz wszystkich jedną miarą. nie każdy musi czuć się jak autor maila.… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

karo, nie mierzę wszystkich jedną miara, tylko próbuję Ci wytłumaczyć, że coś jest oczywiste dla Ciebie i z czym Ty sobie poradziłaś dla innych takie nie jest i stanowi dla nich duży problem.

Adam Hajduk
Gość
Adam Hajduk

Mimo że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi jakoś mój czas… Oto treść komentarza: Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie, bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś, kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po… Czytaj więcej »

Kinga B.
Gość
Kinga B.

Przeczytałam maila, czytam historie w komentarzach i odnoszę wrażenie, że albo jestem w czepku urodzona, albo nie wiem o co tu chodzi. Moja mama wychowywała mnie sama. Została sama w połowie ciąży, będąc na 2 roku studiów kilkaset km od rodzinnego domu, gdy mój biologiczny ojciec zdecydował, że na dzieci nie jest gotowy. Było ciężko, bo babcia się na mamę obraziła i nie była zbyt dużym wsparciem. Mama z wielu rzeczy musiała rezygnować, żeby wystarczyło nam na jedzenie. Często nie dostawałam takich lub tylu zabawek jakie chciałam, bo nie było na to pieniędzy albo były ważniejsze wydatki. Nigdy jednak nie… Czytaj więcej »

Galimatias
Gość
Galimatias

Myslę, że gdybys urodziła się chłopakiem to inaczej bys mówiła. (y)

Kinga B.
Gość
Kinga B.

Być może. Ale jestem pewna, że jakbym była chłopakiem to moja mama prezentowałaby taką samą postawę.
Poza tym to nie jest tak, że nie odczuwałam braku ojca. Nie zmienia to faktu, że nie robiłam z tego problemu.

Adam Hajduk
Gość
Adam Hajduk

Mimo że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi jakoś mój czas… Oto treść komentarza: Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie, bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś, kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po… Czytaj więcej »

Adam Hajduk
Gość
Adam Hajduk

Mimo że poświęciłem sporo czasu, żeby zabrać głos w dyskusji na tym blogu, autor skasował mi komentarz i mnie zablokował. Albo niech zastrzega, że dyskusja nie jest tu mile widziana, albo niech odda mi jakoś mój czas… Oto treść komentarza: Może autor poruszając jakiś temat postarałby się czynić to logicznie, bo inaczej wprowadza wszystkich w błąd. To nie jest historia kogoś, kogo ojciec ograniczył się do spłodzenia, tylko kogoś, komu matka ograniczyła ojca do spłodzenia go. Wyraźnie jest napisane, że matka odeszła z dzieckiem, a ojciec postawiony nie z własnej woli przed takim samym zadaniem jak matka (wywalczenie dziecka) po… Czytaj więcej »

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #17: Homer Simpson, Kamil Durczok i Charles Bukowski

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 17

W zeszłym tygodniu sieć żyła fetyszami seksualnymi, arabską burżuazją i dociekaniem kto na czym zarabia, ale poza sensacją z „modelkami z Instagrama”, działo się też trochę innych rzeczy. Mimo dnia mężczyzny, obchodzonego 10-go marca, nie mam dla Was nic na ten temat, bo w zasadzie nie został on odnotowany przez internet, ale za to, jak widzicie po nagłówku, w „Przeglądzie” pojawia się kilku wybitnych panów. Istna Święta Trójca.

Udawanie aktora z „Kac Vegas” się opłaca: koleś łudząco przypominający Zacha Galifianakisa grającego Alana w głośnej amerykańskiej komedii, zarabia gruby hajs udając filmową postać na imprezach.

Jak wychować córkę na kretynkę? Znów Mamadu na tapecie (serwis z Grupy naTemat). Tym razem głupkowaty „artykuł” rozjeżdża walcem Segritta. Aż nie chce się wierzyć, że oryginał naprawdę pisał psycholog.

Homer Simpson genialnym fizykiem! Tak, ten kreskówkowy grubiutki i łysiutki pierwowzór Ferdynanda Kiepskiego przewidział masę Bozonu Higgsa. 14 lat przed jej odkryciem!

Kamil Durczok kończy pracę w TVN: jak podaje stacja telewizyjna w komunikacie prasowym „[komisja] zidentyfikowała przypadki niepożądanych zachowań włącznie z mobbingiem i molestowaniem seksualnym”. Przy czym sugeruję, żeby wstrzymać się z wydawaniem wyroku na Durczoka do momentu, aż będą dostępne mniej zdawkowe informacje.

Dlaczego wkurzają Cię „polskie modelki z Instagrama”? Temat przewałkowany jak ciasto na pierogi, ale mimo wszystko warto zajrzeć do „Wyrwane z kontekstu”, bo daje celny i merytoryczny komentarz do afery i porusza jedną kwestię, która mnie umknęła.

10 najlepszych piosenek z filmów Disney’a: no ja bym wybrał inne, ale może Wam podejdą. Nie mniej, świetny pomysł na zestawienie!

Super Ruchacz: piękna nazwa kanału i jeszcze lepsze filmiki, choć póki co niewiele ich. Ja jestem oczarowany i zahipnotyzowany, ale jeśli ktoś nie siedzi mocno w YouTube, to może mu nie podejść, bo to dość specyficzny humor.

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu nie pojawiło się nic porywającego z tematów muzycznych, więc wrzucam wciąż świeży klip Quebo, który w „CPI” się jeszcze nie pojawiał. Pozytywnie wiosenno nastrajający numer i obrazek. Na marginesie, ciuchy głównej aktorki możecie traktować jako aktualną damską stylówkę tygodnia.

 

Fanpage tygodnia: „Bukowski chce się napić”, czyli cytaty z książek króla alkoholików i poligamistów. Chwilę po dwudziestce byłem nim zainspirowany, teraz jestem, delikatnie mówiąc, zdystansowany, ale to wciąż dobry pisarz, więc jeśli macie już czytać o seksie to odpuśćcie zakalce E.L. James i sięgnijcie po Charlesa.

 

Ogłoszenie parafialne: w listopadzie miałem miesiąc bez mięsa, który zakończył się dużym sukcesem, w lutym miesiąc bez przekleństw, który mimo nieosiągnięcia postawionego celu też uważam za udany. Powoli zbliża się kwiecień i tak czuję, że czas na jakieś nowe wyzwanie. Coś co pozwoli albo sprawdzić silną wolę albo zmienić stereotypowe postrzeganie jakichś fundamentalnych kwestii. Macie pomysł czego mógłbym nie robić, albo co mógłbym robić przez miesiąc, żeby było to ciekawe i rozwijające?

autorem zdjęcia jest Dennis Skley
autorem zdjęcia jest Dennis Skley

I głęboko nabrać powietrza, bo wyciągam stetoskop i będę przykładał do płucek!

Tak jak kobietom trzeba badać piersi, tak blogerom trzeba badać czytelników. Albo na odwrót. Tak, czy inaczej, to już tradycja, że raz w roku zapraszam Was na kozetkę i nasłuchuję, co tam w środku gra. Czy bardziej John Coltrane, czy jednak Mandaryna bez auto-tune’a, czy może jednak Skrillex? Czy plecki nie krzywe, czy oczka nie wypatrzone, czy białe krwinki, czerwone krwinki i te od poczucia humoru w normie i czy mózg się nie zastał. No i czy przypadkiem nie chcecie zmienić lekarza pierwszego kontaktu.

Co roku wyniki naszej okresowej kontroli mają spory wpływ na to, co się dzieje z blogiem i jak się zmienia. I zapewne nie inaczej będzie i tym razem.

Część pytań jak zwykle odnosi się stricte do Was, bo przez ostatnie 365 dni trochę nam się przetasował skład czytelników i pojawiło się sporo nowych twarzy. Chcę im się przyjrzeć, poznać i dowiedzieć się, czy unoszą kąciki ust ku górze tak często jak sobie to wyobrażam. No i przede wszystkim, czy pojawiło się tu więcej facetów, bo momentami czuję, że ja jeden dziewczynom nie wystarczam. No chyba, że się mylę. Mylę się? Będę wdzięczny za rozwianie moich wątpliwości i urojonych przekonań, i odwdzięczę się najlepiej jak umiem. Językiem. W sensie, jeszcze lepszymi tekstami.

Diagnozować będziemy się przez równe 7 dni, a stan zdrowia pacjentów zostanie opublikowany w osobnym poście. Nie przedłużając, weź przyszłość Stay Fly w swoje ręce i zdejmij bluzkę!

(link do ankiety, gdyby nie wyświetlała się w poście)

Mam nadzieję, że badanie było dla Ciebie równie przyjemne co dla mnie. Wielkie dzięki, już możesz się ubrać!