Close
Close

Nowoczesny model rodziny to koszmar dla idiotów

Skip to entry content

Anna Mucha zaraz po tym jak postanowiła przestać być wpływową blogerką, wrzucającą emotikony i wielokropki częściej niż przecinki, prawie nauczyła się zaczynać zdanie wielką literą i założyła serwis dla matek – Mamadu. Który jest częścią Grupy naTemat. Tak, częścią naszego ulubionego portalu, na którym zawsze znajdziemy merytoryczne i wartościowe treści zmuszające do refleksji. Na Mamadu, również takich nie brakuje.

Aleksander Moszkietowicz, najwyraźniej mający odgórne zadanie być trzeźwym głosem rozsądku wśród zgiełku rozemocjonowanych kobiet, napisał wyjątkowo żenujący tekst – „Nowoczesny model rodziny to koszmar dla mężczyzn”. I jest tak kuriozalny i zabawny jak tytuł na to wskazuje. Choć to drugie nieco wbrew zamierzeniom autora. Zasadniczo Olek przez cały „artykuł” żali się, w jakich to zgubnych dla ludzkości czasach żyjemy, w których facet poza machaniem penisem i zapładnianiem dziewic ma jeszcze inne obowiązki.

Nowoczesny model rodziny to koszmar dla mężczyzn

Na dobrą sprawę całość można by streścić do tego, że Moszkietowicz życzy sobie powrotu ery kamienia łupanego, ale poszczególne akapity są na tyle komiczne, że warto im się przyjrzeć z osobna.

Współczesne kobiety-matki uważają, że ojcowie ich dzieci są na pilota. Naciska się guzik – pojawia się “tatuś misiaczek”. Pokwili chwilę nad dzieckiem, przewinie, kocyk poprawi. Starszemu zawiąże bucik, a młodszemu przetrze marchewkę. Kolejny guzik – misiaczek zamienia się w “ojca niedźwiedzia”. Zdecydowany głos, mądre słowa, autorytet i źródło zasad.

Współcześni mężczyźni-ojcowie uważają, że matki ich dzieci są na pilota. Naciska się guzik – pojawia się „matka Polka”. Da cyca, zmieni pieluchę, wyjdzie z dzieckiem na spacer. Kolejny guzik – „gosposia stażystka”. Zrobi obiad, pranie, sprzątanie, prasowanie. Następny guzik – „bizneswoman”, znana także jako „korposuka”. Awans, premia, kariera. I kolejny – „demon seksu”. Ssanie, obciąganie, szczytowanie.

Brzmi znajomo?

Ale przecież tak się na dłuższą metę nie da żyć.

Umrzyj zatem.

To, co dzieje się w modelu rodziny przez ostatnie kilkadziesiąt lat to z punktu widzenia mężczyzny najgorszy interes od czasu, gdy Indianie sprzedali Manhattan za garść szklanych paciorków. Pojawiły się nowe oczekiwania i zadania, a stare wcale nie zniknęły. Wszystko się skomplikowało, bywa ze sobą sprzeczne i niezrozumiałe. Doszły nowe obowiązki, a wynagrodzenie wcale nie wzrosło. A na dodatek nie ma gdzie się odwoływać, a protesty są co najmniej niepoprawne politycznie.

Ostatni raz widziałem, żeby ktoś tak się żalił na swoją niezaradność życiową i nieprzystosowanie do realiów w pierwszej klasie gimnazjum. Gdy wychowawczyni nas poinformowała, że to już nie podstawówka i nie możemy wychodzić do toalety w trakcie lekcji. Zasadniczo mam wrażenie, że autor faktycznie traktuje własną rodzinę jak interes, który powinien być ukierunkowany wyłącznie na zyski, a nie jak grupę najbliższych mu osób, z którymi po prostu chce być. Za zdanie z odwoływaniem się żona powinna wystąpić o rozwód.

Można odnieść wrażenie (chciałem napisać “odnoszę wrażenie”, ale się boję :)), że wyobrażenia kobiet o społecznej roli mężczyzny dyktuje wygoda i potrzeba chwili. Szczególnie, gdy na świecie pojawiają się dzieci, a z nimi obowiązki. Okazuje się, że poza karmieniem piersią w zasadzie wszystkie obowiązki muszą być obowiązkami wspólnymi.

Nie wiem co mnie bardziej bawi. Czy to, że Aleksander, który jest na tyle duży by rozprzestrzeniać swoje nasienie po świecie, dziwi się jak 5-letni chłopiec, że jego rola wraz z wiekiem ewoluuje, czy to jak bardzo jest zaskoczony faktem, że spłodzenie dziecka niesie ze sobą obowiązki, które trzeba dzielić.

Mnóstwo mniejszych i większych autorytetów, setki artykułów i współcześni mężczyźni szybko są przekonywani, że bycie “dobrym ojcem” oznacza w XXI wieku KONIECZNOŚĆ pełnego uczestnictwa w każdym aspekcie życia dziecka. Wybór jabłuszka na śniadanie, rozmiar pieluch, ulubione przytulanki. Szczepienia i kolor śpioszków. Oraz oczywiście nieśmiertelne wspólne kąpanie dziecka. Przykładów można by mnożyć chyba w nieskończoność. A ponieważ “dobrym ojcem” chce być każdy, to szybko z kolegą w pracy zamiast o meczu Real–Barcelona rozmawia się o herbatce na kolki.

Biedaczysko, on tylko chciał być dawcą spermy, a tu na nieświadomce ktoś go wmanewrował w bycie ojcem. Życie bywa takie okrutne.

To niezaprzeczalnie jest cały arsenał czynności, którym nasi dziadkowie jedynie się przyglądali, jeśli mieli ochotę. A ich ojcowie pewnie w ogóle nie zaprzątali sobie tym głowy. Opieka nad dzieckiem przez pierwsze lata jego życia była wyłączną domeną kobiet i żadnej pewnie przez myśl nie przeszło, żeby angażować w to mężów.

Nasi pradziadowie leczyli również rany przykładając do nich chleb rozmiękczony śliną i pajęczyną, a mycie się częściej niż raz w tygodniu uchodziło za szczyt dziwactwa, natomiast wypłynięcie na ocean wiązało się z ryzykiem wypadnięcia za krawędź Ziemi, która wówczas była płaska. Tak, zdecydowanie przodkowie mieli rację, wróćmy do czasów starożytnych.

“Wmanewrowanie” ojców w “niunianie” dziecka od pierwszych dni nie zwolniło ich społecznie z innych zajęć i ról.

Nie ma wyjścia, ktoś w końcu musi powołać Komisję Zwolnień Rodzicielskich. Przynosisz książeczkę z podbitymi pieczątkami z niuniania i masz spokój z byciem ojcem na kolejny kwartał.

Nie ma co się oszukiwać – zdecydowanej większości ojców bliższa i milsza jest wizja siebie, jako nauczyciela. Zasad i jazdy na rowerze. Odwagi i łowienia ryb. Odpowiedzialności i szukania Gwiazdy Polarnej. Kochamy swoje dzieci najmocniej na świecie i będziemy to robić z niespotykaną pasją i cierpliwością. To wcale nie jest łatwe. Więcej – to trudniejsze niż przewijanie i wybór tapety do pokoju dziecięcego.

Oj, jakie to rozczulające, prawie się wzruszyłem. Mazgaj, który żenująco ucieka od odpowiedzialności, bo przerastają go codzienne obowiązki związane z zajmowaniem się człowiekiem, którego sam powołał do życia, CHCE BYĆ NAUCZYCIELEM. Bo taka wizja jest mu bliższa. Jakie to gówniarsko piękne. Disney powinien zrobić o tym bajkę, bo Piotruś Pan znalazł swojego następcę.

Czemu tacy ludzie nie mają dostępu do stosunków płciowych dopiero po zaliczeniu testu na nie bycie idiotą?

Na użytek wizerunku ojca XXI wieku opowiemy zaś z przejęciem, jak to nie możemy doczekać się uczestnictwa w kąpieli dziecka. Albo podzielimy się trikami o ząbkowaniu. Po przyjściu z pracy powiemy do żony: “Kochanie odpocznij, ja zrobię kolację”. Codziennie. Wmówiono nam, że na tym teraz polega odpowiedzialność mężczyzny za rodzinę.

Tak, bo kobieta jest przecież wielofunkcyjnym robotem do zadań kulinarno-sprzątająco-wychowawczo-rozrodczych, a facet powinien być tylko nadzorcą-nauczycielem, który udziela reprymend i pochwał za wykonane zadania. I to tylko wtedy, kiedy mu się zachce.

„Mężczyźni do siekier, kobiety do igieł” to apel do społecznego rozsądku. Do powrotu zgody co do tego, aby faceci mogli być tylko facetami. Żeby nie stawali się nimi „po godzinach”, w przerwie pomiędzy praniem, pracą, a gotowaniem.

Jeśli komuś się wydaje, że rola ojca sprowadza się do weekendowego chodzenia na ryby i pojawiania się w życiu dziecka z częstotliwością Komety Halleya, to nie powinien go nigdy mieć. Jeśli natomiast pranie, sprztątanie, gotowanie, czy przewijanie własnej córki dla jakiegoś faceta jest niemęskie, to powinien sprawdzić, czy przypadkiem listonosz nie jest ojcem, bo będąc taką bojącą się wysiłku i pobrudzenia rączek ciotą, nie spłodziłby nic poza rozczarowaniem. Rozczarowaniem swoją osobą.

Tak że tego… „idioci do kastracji, rodzice do dzieci”.

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

235 komentarzy do "Nowoczesny model rodziny to koszmar dla idiotów"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jacek eM
Gość

No nareszcie temat, na którym się znam :) Facet ma jednocześnie rację i jej nie ma i ciężko to skomentować w tak krótkiej formie. Oczywiście, przegina pałę w stronę nazwijmy to męską, ale ma też rację, bo wiele, bardzo wiele kobiet w małżeństwach jakie znam ma takie podejście do faceta „na pilota” – i to niekoniecznie w stereotypowych związkach, gdzie ona rządzi, bo więcej zarabia. I to piszę jako facet, który od pierwszego dnia życia swoich dzieci kąpał je, przewijał, lulał do snu i karmił. I robię to dalej. :) Chyba o tym napiszę.

Magda Motrenko
Gość
W takim razie czekam na apel pracujących mężczyzn, że też nie chcą być „na pilota”. Aktorzy: tu sobie gadam z koleżanką, jadę samochodem, a tu nagle mam grać przestępcę rabującego bank! No przecież nie jestem na pilota! Tancerze: tu sobie jem śniadanie jak zwykły spokojny człowiek, a tu nagle mam tańczyć jak człowiek-guma? No to kim ja w końcu mam być?! Sprzedawcy: tu się pokłóciłem z dziewczyną i jestem wściekły, a tu już muszę się uśmiechać do klientów. No jak tak można? Mężo-dzieci: Tu jestem z kobietą w łóżku, a po chwili przyjeżdża mamusia na śniadanie wielkanocne – i jak… Czytaj więcej »
Jacek eM
Gość

Jeżeli to odpowiedź na to, co napisałem, to chyba nie do końca zrozumiałaś, co chciałem powiedzieć.

Iwona Wardal
Gość
Jacku, żyjemy w takich czasach, że WSZYSCY musimy sobie radzić ze sprzecznymi rolami. Jak kobieta wróci z pracy styrana, to MUSI cierpliwie wysłuchać szczebiocącego przedszkolaka. Jak jest wkurzona, bo dziecko po raz szósty wywaliło całe pudło zabawek na przedpokoju i mało się o nie nie zabiła, to MUSI normalnie odpowiedzieć mężowi na jego pytanie, choćby miała ochotę warknąć: „Radź sobie sam, bo mam w nosie twoje problemy w tej chwili!”. Jak kobieta siedzi przy komputerze i jakieś tam swoje rzeczy ogarnia, to MUSI wstać do niemowlaka, który wyje wniebogłosy i zobaczyć, co się mu stało. Doba ma 24h – przez… Czytaj więcej »
Jacek eM
Gość
Ale o to właśnie chodzi, że NIE, NIE MUSI. Od tego ma faceta (już pomijam, czy to ślubny czy nieślubny), żeby w takim momencie zrobił to za nią. I żeby było jeszcze śmieszniej uważam, że facet nawet nie powinien w tym wypadku być typowym męczizną, któremu jak nie powiesz, to nie zrobi – naprawdę nie wyobrażam sobie, jak bardzo tępy musi być facet, żeby nie zauważył, że jego kobieta jest zmęczona i np. te zabawki ma ochotę pizdnąć przez okno. I pójdę dalej – uważam, że kobieta MA PEŁNE PRAWO warknąć na faceta, żeby sobie poszedł w cholerę, bo ma… Czytaj więcej »
Krecik
Gość

Uśmiałam się :) Ten Pan chyba nie zastanowił się na moment, co puszcza w obieg….
W życiu nie chciałabym mieć nic wspólnego z osobą uważającą, że życie składa się z przywilejów rodzicielskich i to tylko wtedy, gdy jemu/jej z tym wygodnie.
Niezależnie od płci takiej osoby, już za czasów starożytnych tak to nie działało ;)

Jacek eM
Gość

Mam wrażenie, że ten pan napisał to ewidentnie dlatego, żeby się klikało i rosła liczba odsłon strony.
No bo jeśli on tak na poważnie, to mu współczuję a jeszcze bardziej jego ewentualnej Połówce.

Paula
Gość

o to, to! mam to samo wrażenie. Nie chce mi się wierzyć, że to nie była jakaś prowokacja…

Jacek eM
Gość

A ten autor to w ogóle istnieje?

shelmahh
Gość

wystarczy prześledzić inne teksty. same prowokacje i mnóstwo share’owania po necie. czyli dobry model sobie wymyślił aby być czytanym i udostępnianym :) i myślę, że po każdym tekście zaciera ręce i mówi sobie „znowu się wkręcili hehehe”

Fanta Fusion
Gość

trolling zawsze sie dobrze sprzedaje ;)

shelmahh
Gość
a dlaczego tamten tekst jest pisany wprost i to na blogu parentingowym? ktoś się nad tym zastanowił w ogóle? Aleksander pokazał przerysowany świat macho. Pełna ironia w mojej opinii i tym bardziej miejsce, w którym pojawił się ten tekst, powinno dać do myślenia. Można wręcz powiedzieć, że to antytekst. Z dużym zamysłem pokazane cechy, opisy nie mające racji bytu w obecnych czasach. Tacy nie chcemy być jako ojcowie i partnerzy i tacy nie jesteśmy. Przeszedłem obok tamtego tekstu obojętnie. Sam mam trójkę dzieci i już na tym zęby zjadłem (do3xtata.blog.pl). Ale zwróciłem uwagę na tekst Janka, bo wydał mi się… Czytaj więcej »
Jacek eM
Gość

Do pewnego momentu się zgadzam, konkretnie do „wydał mi się zupełną pomyłką”. Ale ja mam tylko dwójkę chłopaków :)

Fanta Fusion
Gość

i byc moze masz racje… tylko w orginalnym tekscie zabraklo czegokolwiek co mogloby choc zasugerowac ze to jest swoista „karykatura”… ale zato stanowczo zostal podkreslony fakt ze to wlasna opinia autora.

Michał Rać
Gość

Bo tu chodzi o rolę. Jest ojcostwo i macieżyństwo. Każda jest inna. To taki drobny detal, który poźniej zaważa na całym życiu dziecka. Ale również na całym życiu małżeństwa.
Każda z tych dwóch ról ma nieco inny wydźwięk i ładunek.
Może to górnolotnie zabrzmiało, ale moim zdaniem facetowi chodziło tylko o to, że próbując mężczyźnie wmówić, że tak samo nadaje się macieżyństwa jak matka, a on nigdy nie będzie mamusią. To samo w drugą stronę – kobieta nie nadaje się do ojcostwa i tyle.
Robienie zupek i wycieranie kup to jest tylko zewnętrzny objaw podejmowania obowiązków, ale każdy z rodziców/małżonków podejmie je inaczej.

Fanta Fusion
Gość

tez doszlam do tegow niosku – „trolling pospolity” zawsze był najlepsza metoda na wzbudzenie zainteresowania… bo nie wazne co mowia, wazne zeby mowili…

Fanta Fusion
Gość

dokładnie – „trolling pospolity” zawsze był najlepsza metoda na wzbudzenie zainteresowania… bo nie wazne co mowia, wazne zeby mowili…

burdap
Gość

Pan Aleksander przede wszystkim nie chce lub nie potrafi uzasadnić swojego stanowiska. To zwykły „rant”. Podobnie rzecz się ma z odpowiedzią autora tekstu.

Dana
Gość

Uwielbiam Cię! Ten artykuł kompletnie mnie zaskoczył i nie wiedziałam, jak go komentować, ale Twoja analiza tych popłuczyn jest najlepszą na nie odpowiedzią. Super, że jako Facet też to tak widzisz.

Agata Muszyńska
Gość

„Popłuczyny” – piękne słowo.

Jan Favre
Gość

Dzięki Dana!

Furia
Gość

Dobrze, że to skomentowałeś :) Ineczej nie przebrnęłabym przez pierwszy akapit tekstu tego pana ;)
ps chyba przestanie Cie teraz lubic :P

Jan Favre
Gość

W sensie, że od razu przeskakujesz na miłość? :)

margaritum
Gość

Będziesz kiedyś świetnym mężem i ojcem :)

Jan Favre
Gość

Dziękuję!

anwen
Gość

to samo pomyślałam :))

Lechu Sowiński
Gość

Czyli autor tego tekstu to teoretyk? To zmienia postać rzeczy, bo czytałem to i też ubawiłem się i też jestem ojcem ukochanego czterolatka oraz mężczyzną ukochanej kobiety. Czyli jesteśmy świadomą rodziną, która sobie radzi i wspiera się z empatią bo nie liczymy na nikogo z zewnątrz ale taki niby błyskotliwy tekst napisany przez kogoś, kto nie zaznał wymogu radzenia sobie i oddania się innych czyli swoim ukochanym jest tylko tanią reklamą na wyłapywanie laseczek:)

Michał Wójtowicz
Gość

Jestem tylko ciekaw, czy autor tekstu byłby dumny z posiadania takiego ojca, jakiego kreuje w swoim tekście. Kometa Halleya jest tu określeniem nad wymiar trafnym.

Jan Favre
Gość

Właśnie zastanawia mnie skąd wyniósł takie wzorce, że to kobieta ma zajmować się dzieckiem a facet jako pan i władca powie mu co dobre a co złe.

Tianzi
Gość

Może to syn Korwina.

Sisska
Gość

Pewnie wyniósł z własnego domu, w którym tak było…

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #15: Zanzibar, nauka w trakcie seksu i Andrzej Zaucha

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 15

Zaskoczę Was, ale w dzisiejszym zestawieniu nie ma ani jednego linka związanego z Oscarami. ZERO. Temat był tak mocno eksploatowany przez ostatni tydzień, że chyba nikt się nie uchował, kto by nie wiedział, że polski film zdobył tę statuetkę? W sensie „Ida”. A „Birdman” zgarnął cztery, a „Whiplash” trzy. To jak, wszyscy wiedzą i możemy przejść dalej? Dobra, to jedziemy z tematem.

HipsterMerkel: czyli jakie fotki na Instagrama wrzucałaby Angela Merkel, gdyby dziś była nastolatką. To znaczy hipsterem.

Jak żyje się na Zanzibarze? Zdjęcia pokazujące Tanzanię od kuchni i warunki w jakich żyją tam ludzie. Nie jest to materiał typowo reportażowy, komercyjnie nastawiony na ukazanie głodu i nędzy, raczej dość wyśrodkowany.

Czego możemy nauczyć się w trakcie seksu? Oprócz samego seksu i imienia partnerki? Oryginalne i całkiem sensowne przemyślenia na temat tego jak stosunek płciowy wpływa na inne aspekty życia. Jak korzystnie oczywiście.

Sekretne życie superbohaterów: świetne fotki przedstawiające Hulka, Thora, Spidermana i Wolverine’a podczas „zwykłych” dni, gdy akurat nie muszą ratować świata. Ani go demolować.

Co miała na myśli Marilyn Monroe? Genialny tekst z rozkminą najbardziej znanych wypowiedzi biuściastej ikony popkultury. Analiza i komentarz do haseł, na piątkę z plusem.

Egipski sprzedawca: Ravgor też był w Egipcie i też go wkurzali nachalni wciskacze wszystkiego-co-tylko-mają-przy-sobie. I postanowił odwrócić sytuację, pokonując poganiaczy ich własną bronią. Git fasolka!

 

Klip tygodnia: nie jestem fanem Roberta M, ani jego akcji robienia z rapu popu dla blachar pod hasłem „Rozbójnik Albibaba”, więc gdy dowiedziałem się, że będzie rekonstruował szlagier Andrzeja Zauchy spodziewałem się większej porażki niż Mandaryna bez playbacku. A wszyło naprawdę bardzo, bardzo dobrze! Myślę, że Andrzej by się uśmiechnął pod wąsem.


 

Damska stylówka tygodnia: Malina Fashion to moje ostatnie wielkie odkrycie! Nad sceneriami musi jeszcze popracować, ale zestawy ma rewelacyjne! Godna konkurentka dla Pani Ekscelencji, czy Deynn w kwestii street wearu. 11/10.

zdjęcie pochodzi z bloga MalinaFashion.pl
zdjęcie pochodzi z bloga MalinaFashion.pl

 

Fanpage tygodnia: „Beka z mamuś na forach” – nazwa profilu w zasadzie mówi wszystko. Same grube rozkminy mateczek, które powinny uzyskiwać możliwość uprawiania seksu dopiero po zdania testu IQ. Najlepiej na poziomie gwarantującym, że nie włożą dziecka do piernika tuż po urodzeniu sadząc, że to najlepszy sposób na opaleniznę. Podziwiam autora za determinację w wydobywaniu takich perełek.

beka z mamuś na forach

 

Blogerka na głównym zdjęciu: ta pani z zieloną lupką, to Adriana z bloga KosmetoMama.pl. Jak na niszowy/początkujący blog o kosmetykach to ma naprawdę ładny szablon i zdjęcia, i mimo, że to totalne nie moja tematyka, to przeklikałem z kilkanaście wpisów. To tak, jakby ktoś wciąż nie był przekonany, czy wygląd ma znaczenie.

Z ogłoszeń parafialnych, to moja maszyna do pisania umiera śmiercią naturalną i zanim wyzionie ducha chce się zaopatrzyć w nową. Szukam lekkiego (koło 1 kilograma), małego (koło 11 cali) netbooka z mocną baterią (minimum 5 godzin) do 1000zł. Gdyby ktoś posiadał, bądź używał takiego sprzętu i mógł polecić, to będę wdzięczny za linka.

Wulgarne cytaty filmowe w wersji bez przekleństw

Skip to entry content

wulgarne cytaty z filmów bez przekleństw

Cały czas mamy miesiąc bez przekleństw i choć idzie mi coraz lepiej z szukaniem synonimów wulgarnych określeń narządów rozrodczych, to otoczenie mi w tym nie pomaga. A zwłaszcza popkultura. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że żeby całkowicie odciąć się od niecenzuralnych zwrotów, musiałbym wrzucić do kosza PCK wszystkie płyty, których słucham, zablokować YouTube i przestać chodzić do kina. Co do tego ostatniego, to zacząłem się zastanawiać jak brzmiałyby najbardziej znane wulgarne kwestie z filmów, po wykastrowaniu z przekleństw.

Sprawdźmy!

 

Psy

-Dlaczego?
-W imię zasad, synu córy Koryntu!

 

Kiler

– Co ty, znak interpunkcyjny, wiesz o zabijaniu?

 

Wściekłe psy

– Pozwólcie, że powiem wam o czym jest „Like a virgin”. Jest o lasce, która jest prawdziwą spółkującą machiną, mówię wam, rano, wieczór, we dnie, w nocy, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie.

– Ile to jest prąci?

– Wiele.

 

Chłopaki nie płaczą

– Bunkrów nie ma, ale też jest niewymownie ekscytująco.

 

Pulp fiction

– Co sądzisz o Trudi? Nie ma faceta, może razem pofruwacie?
– Która to Trudi? Ta z efektem wydalania na twarzy?
– Nie, to Jody, moja żona.

 

Gran Torino

– Czasem, spotykasz na swojej drodze osobę, której nie należy doprowadzać do stanu wrzenia. To ja.

 

Psy

– Jak ci się podoba moje 17-letnie ciało?
– Ty stare pośladki jesteś.

 

Chłopaki nie płaczą

– Wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno ponadprzeciętnie, ale to ponadprzeciętnie ważne pytanie: co lubię w życiu robić?

 

Dzień świra

– To be, przecinek, or not to be!

 

Kiler

– 300 złotych? Postradałeś zmysły, co ja sobie za to kupię? Waciki?

 

Baby są jakieś inne

– A wiesz, co trzeba zrobić, żeby kobieta krzyczała jeszcze długo po stosunku?
– Za cholerę.
– Męski narząd rozrodczy w firankę wytrzeć.

 

Szklana pułapka

– Jupikajej, matkostosunkowcu!

 

Wesele

– Chcesz wody?
– W wodzie to się ryby multiplikują.

 

Dzień świra

– Dżizus, kobieta świadcząca odpłatnie usługi seksualne, ja uprawiam stosunek płciowy.

 

I co, nadal są na tyle dobre by wyjść poza salę kinową i przedostać się do mowy potocznej?