Close
Close
autorem zdjęcia jest Dennis Skley
autorem zdjęcia jest Dennis Skley

I głęboko nabrać powietrza, bo wyciągam stetoskop i będę przykładał do płucek!

Tak jak kobietom trzeba badać piersi, tak blogerom trzeba badać czytelników. Albo na odwrót. Tak, czy inaczej, to już tradycja, że raz w roku zapraszam Was na kozetkę i nasłuchuję, co tam w środku gra. Czy bardziej John Coltrane, czy jednak Mandaryna bez auto-tune’a, czy może jednak Skrillex? Czy plecki nie krzywe, czy oczka nie wypatrzone, czy białe krwinki, czerwone krwinki i te od poczucia humoru w normie i czy mózg się nie zastał. No i czy przypadkiem nie chcecie zmienić lekarza pierwszego kontaktu.

Co roku wyniki naszej okresowej kontroli mają spory wpływ na to, co się dzieje z blogiem i jak się zmienia. I zapewne nie inaczej będzie i tym razem.

Część pytań jak zwykle odnosi się stricte do Was, bo przez ostatnie 365 dni trochę nam się przetasował skład czytelników i pojawiło się sporo nowych twarzy. Chcę im się przyjrzeć, poznać i dowiedzieć się, czy unoszą kąciki ust ku górze tak często jak sobie to wyobrażam. No i przede wszystkim, czy pojawiło się tu więcej facetów, bo momentami czuję, że ja jeden dziewczynom nie wystarczam. No chyba, że się mylę. Mylę się? Będę wdzięczny za rozwianie moich wątpliwości i urojonych przekonań, i odwdzięczę się najlepiej jak umiem. Językiem. W sensie, jeszcze lepszymi tekstami.

Diagnozować będziemy się przez równe 7 dni, a stan zdrowia pacjentów zostanie opublikowany w osobnym poście. Nie przedłużając, weź przyszłość Stay Fly w swoje ręce i zdejmij bluzkę!

(link do ankiety, gdyby nie wyświetlała się w poście)

Mam nadzieję, że badanie było dla Ciebie równie przyjemne co dla mnie. Wielkie dzięki, już możesz się ubrać!

(niżej jest kolejny tekst)

Niech ci, którzy myślą, że mnie skazali na wygnanie
wiedzą, że może to ja ich skazałem na pozostanie.

Bisz „Niesława”

Siedzę na murku nad Rudawą. Ostatnie promienie słońca spływają mi po twarzy. Leniwy podmuch wiatru próbuje skleić mi powieki. Mrużę oczy i wpatruję się w słońce chowające się za drzewami. I zastanawiam się jak wrócić po takiej przerwie.

Nie było mnie rok. W zasadzie to prawie półtora. Dokładnie to 493 dni. Po latach blogowania, po całych epokach, które minęły w międzyczasie, po tym jak z aktywności w mediach społecznościowych zrobiłem sposób na życie, postanowiłem wyciągnąć wtyczkę. Po prostu wylogować się i zniknąć z sieci. Powodów było sporo, o większości nikt nie wie, i to też nie czas ani miejsce, ale kilka jest na tyle oczywistych, że chcę się nimi podzielić. W zasadzie to muszę.

Unoszę wzrok znad błyszczącej matrycy telefonu, niebo jakiś czasem temu z błękitu przeszło w pomarańcz, a teraz zalewa się purpurą. Piękny impresjonistyczny obraz. Sztuka najwyższej próby, którą za rzadko doceniam. Niebieskie światło telefonu woła o uwagę, wracam do niego i dochodzi do mnie, że powrót po takim czasie jest niemożliwy. Trzeba zacząć od początku. Od zera.

Ale po kolei.

Czy zdjęcie mojego śniadania zmieni świat? 

Czy moja samojebka pomoże w walce z głodem? Czy mój wpis na blogu o Czarnym Proteście przebije się przez mur memów z kotami i mdłych fotek słodkich bombelków? Czy Twoje serduszko pod moim postem jest faktycznie zostawieniem kawałka serca, czy tylko nieświadomym stuknięciem palcem? Jak bębnienie o blat ławki w trakcie nudnej lekcji. Czy w ogóle są jeszcze jakieś działania w internecie, które podejmujemy świadomie? Randkowanie? Zakupy? Chyba tylko kliknięcie przycisku „wyloguj”.

Blogowałem od jesieni 2011. PONAD. SIEDEM. LAT. Czy było warto poświęcić na to tyle czasu? Czy coś zmieniło to w Twoim życiu? Chyba nigdy nie udawałem, że piszę tylko dla siebie. Po co to ciągnąć, jeśli jestem dla odbiorcy tylko mikroekspresją w trakcie obrad na tronie? Jestem?

Blogowałem od jesieni 2011. Co te 7 lat zmieniło w moim życiu? Bardzo dużo. W zasadzie to wszystko. Na lepsze. Chociaż, czy na pewno?

Nie trzeba wierzyć w to co się robi, by to robić. Czasami wystarcza chcieć zarabiać na tym pieniądze. 

Większość branży rozrywkowej działa w ten sposób. Cały kapitalizm jest na tym oparty. Ale ja chciałem być inny i chciałem żyć inaczej. Więc kiedy paląca potrzeba odpowiedzi na najważniejsze pytanie nie została zaspokojona, odepchnąłem klawiaturę, żeby się nie poparzyć. Odepchnąłem ją na rok. 

To pytanie brzmiało: czy ja w ogóle mam jeszcze coś do powiedzenia?

Zatrzymać kołowrotek

„Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie. Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg nie jest biegu sensem?” rapował Eldo w utworze „Plaża” w 2003 roku. Ja w ’96, siedząc w zadymionej kuchni u mojej sąsiadki z mieszkania z naprzeciwko, wpatrywałem się w chomika wchodzącego w nadświetlną w kołowrotku i miałem podobną rozkminę. Czy biega w kółko, bo nie wie, że może rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, czy dlatego, że sprawia mu to przyjemność?

Przekonać można było się tylko w jeden sposób. Zabierając chomika w Bieszczady.

Nie ma już internautów. Są za to cyfrowo wykluczeni

Pierwszy miesiąc był cudowny. A świadomość, że mogę być poza Facebookiem, Instagramem i blogiem, i już nie muszę się bić o utrzymanie zasięgów, uwalniająca.

Kojarzysz ten moment na domówce, kiedy kończy się alkohol, a zgonów jest więcej niż pustych butelek, ale mimo to nie chcesz wyjść, bo cały liczysz, że jednak jeszcze coś się wydarzy? To byłem ja. Gdy podjąłem decyzję, że znikam z sieci, czułem się jakby ktoś wypuścił mnie z piwnicy. Odzyskałem życie, które dawno temu przegrałem z kimś w karty.

Patrzyłem na ludzi przepychających się w komentarzach pod postami, które jutro przestaną istnieć w czyjejkolwiek świadomości, i nie miałem pojęcia po co to robią. Nie przypominam sobie ani jednej afery na Fejsie, w której ktoś kogoś przekonał. Poświęcamy czas, energię i nerwy, a efekt jest taki jakbyśmy grali w tenisa na błocie. Na końcu wszyscy jesteśmy brudni. Czasem człowiek nawet nie zdąży się umyć przed kolejnym meczem.

Cieszyłem się, że jestem poza tym cyrkiem. Przez pierwszy miesiąc. W drugim po prostu byłem poza.

Podgrupę tak długo określa się specyficzną nazwą, jak długo jest mniejszością w danej społeczności. Gdy zaczyna stanowić większość, nazwa znika. Bo większość to „my”, a „my” nie potrzebujemy klasyfikujących łatek. To „oni” ich potrzebują.

Nikt już nie mówi na użytkowników Facebooka facebookowicze, czy na ludzi, korzystających z Instagrama instagramowicze. Zbyt wielu Polaków ma dostęp do internetu by wciąż nazywać ich internautami. To oczywiste, że każdy jest w sieci. To po prostu „my”. Dziwne jest jeśli kogoś tam nie ma.

W 2020 próba oddzielna świata online i offline, to próba oddzielenia ciała od duszy. Virtual i real to w tym momencie jedna zazębiająca się rzeczywistość. Zazębiająca się tak bardzo jakby miała szczękościsk.

Więcej osób zobaczy mój status na Facebooku i zdjęcie na Instagramie niż kiedykolwiek mnie pozna i zamieni ze mną słowo. Na podstawie tego, co wrzucę do sieci, wyrobi sobie opinię na mój temat i namaluje w głowie mój obraz. Który może być na tyle brzydki, że nie będzie chciała podać mi ręki, gdy spotkamy się fizycznie. Czy z malunku może wyjść paszkwil zamiast laurki mimo najszczerszych chęci pozującego? Może. Czy to sprawiedliwe, że na podstawie szczątkowych informacji w sieci budujemy sylwetkę realnego człowieka? W ogóle. Ale tak już jest. Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

Ludzie w całej Polsce wychodzą protestować na ulice, bo ktoś założył wydarzenie na Fejsie. Virtual – real. Ludzie w internecie podają sobie link do wpłaty pieniędzy, bo mama pewnej dziewczynki w Poznaniu jest chora. Real – virtual. Ktoś idzie do więzienia, bo prowadził trollkonto na Twitterze. Virtual – real. 

Działania podejmowane w rzeczywistości są komentowane w sieci, komentarze w sieci popychają do podejmowania działań w rzeczywistości. I na odwrót. Granica między analogiem i cyberprzestrzenią przestała istnieć, kiedy wszyscy ją przekroczyliśmy, by sprawdzić czy trawa pod drugiej stronie jest bardziej zielona. 

Możesz nie brać udziału w dyskusji, ale to nie znaczy, że bez Ciebie się ona nie odbędzie. Po prostu ktoś podejmie decyzję bez Twojego udziału. 

Takie są konsekwencje bycia poza.

Wypchnij godlewskie z ramówki, to przestaną istnieć

Bóg umiera, kiedy traci ostatniego wyznawcę, zmarli giną ostatecznie, gdy znika o nich pamięć. Jeśli chcesz żeby coś przestało istnieć w przestrzeni publicznej, przestań poświęcać temu uwagę.

Patostreamerzy, kruszwile, chajzerowie, godlewskie, youtuberzy bijący się za pieniądze. Oni nie znikną dlatego, że będziemy ich potępiać. Oczywiście wyrażanie sprzeciwu wobec patologii jest ważne, ale w dobie popularności jako nadrzędnej waluty, popularności jako celu samego w sobie, nie ma znaczenia, czy mówimy o nich dobrze, czy źle. Istotne jest wyłącznie to, że mówimy. Jak długo nie przekręcamy nazwy, tak długo dokładamy cegiełkę do budowania ich zasięgu. To absurdalne, ale tak to działa. Z każdym publicznym atakiem w ich stronę stają się tylko silniejsi. Hydra.

Kiedy tylko ktoś wskazuje ich palcem jako antyprzykład, ktoś inny właśnie się o nich dowiaduje i za tym palcem podąża, znajduje ich i zostaje na dłużej. Tak z ciekawości. Bo jeśli wszyscy o czymś mówią, i to głośno, to musi być to ciekawe. Prawda?

Doby nie da się rozciągnąć. Ten talon na 24 godziny życia, który dostajemy każdego dnia jest niewydłużalny. Jeśli oś czasu między 0:00, a 24:00 wypełnisz oglądaniem tutoriali makijażowych, czytaniem felietonów o popkulturze i przeglądaniem zdjęć ładnych ludzi na tle jeszcze ładniejszej przyrody, to w najgorszym wypadku po prostu stracisz dzień. Ale nie będziesz w stanie już upchnąć w nim prezentera TVN napastującego kobiety, czy patoyoutubera zachęcająco dziecko do napastowania kobiet. A jeśli to nie zmieści się na Twojej osi czasu, osi czasu Twoich znajomych, i ich znajomych, to nikt nie poda tego dalej. Śmieci zostaną w koszu.

Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś spytało mnie, dlaczego nic nie zrobiłem by powstrzymać degeneratów wdrapujących się na świecznik dla celebrytów. Jeśli moje teksty na blogu pomogą ich wypchnąć z czyjejś ramówki, to chyba warto.

Małe kroki = wielkie zmiany

Żeby strzaskać lustro jeziora nie trzeba wrzucać do niego głazu. Wystarczy żwirek.

Żeby powstrzymać koronawirusa wystarczyło myć ręce i zachować fizyczny dystans.

Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej. Produkcja mięsa ma w tym spory udział. Jak ludzie mają przerzucić się na wege, jeśli nikt im nie pokaże, że takie jedzenie też jest dobre?

Może zdjęcie mojego śniadania jednak zmieni świat?

Jak opiszę swoją pustkę? „Przezroczysta”

Jesteśmy formą. Kształtem. Dziecięcą foremką, do której trzeba wsypać piach. Konturem, czekającym na pokolorowanie.

Po wydaniu drugiej powieści chciałem usiąść i pisać kolejną, bo miałem wstępne szkice trzech następnych, ale wiedziałem, że muszę poczekać. Między maratonami trzeba robić przerwy, jeśli nie chce się doprowadzić do kalectwa. Tylko psychopata z premedytacją płodziłby coś co jest kalekie. A to nie ja. Ja to duma i szczęście z każdej strony maszynopisu i walka o dziesiątkę w skali Apgar. Ale musiałem zrobić przerwę.

I weź teraz wyciągnij sobie to wypełnienie, co je miałeś w sobie i spróbuj oddychać jak płuca schowałeś do szuflady. Weź podpisz się pod hasłem, że zielony to kolor szczęścia, jak w lustrze widzisz, że jesteś bezbarwny. Weź zbierz myśli, jak echo grochu rzucanego o ścianę pustego pokoju rozsadza Ci łeb.

No to wziąłem nowy zestaw kredek i koloruję to puste pole.

Dziękuję

Kiedy ktoś usuwa mnie ze znajomych na Facebooku, nie wiem o tym. Kiedy ja usuwam kogoś, on też nie jest tego świadomy. Nikt z nas nie dostaje powiadomienia „Hej, Andrzej Nowak właśnie stwierdził, że wymaże Cię z listy osób, z którymi będzie dzielił się prywatnymi szczegółami swojego życia!”. Po prostu przestajecie się pojawiać na swoich tablicach. Dyżurny zrobił użytek z mokrej gąbki.

Kiedy stwierdziłem, że chcę zniknąć, nie spodziewałem się, że ktokolwiek to zauważy. Bo niby w jaki sposób? W lawinie informacji zasypującej Cię przy każdym odblokowaniu telefonu miałbyś zauważyć, że brakuje moich dwóch płatków śniegu? Nie ma szans. A jednak.

Dziękuję każdemu, kto napisał do mnie z pytaniem czy coś się stało, każdemu, kto postanowił sprawdzić czy wszystko w porządku. To przemiłe i wzruszające, a przede wszystkim ogromnie podnoszące na duchu. W dobie powszechnej izolacji, w świecie, w którym sąsiad nie powie ci dzień dobry mijając cię na klatce schodowej, obcy człowiek martwi się o ciebie. Tak właśnie powinien wyglądać ten świat.

To nie musiała być świadoma potrzeba przerwy. To mogła być depresja. To mogło być coś naprawdę poważnego. Dziękuję za każdy przejaw troski o mnie, jesteście wielcy.

***

Dziękuję również wszystkim osobom, które dopytywały co z książkami. Wy też mieliście spory udział przy puszczeniu domina w ruch. Od dzisiaj „Lunatycy” i „To tylko seks” wracają do sprzedaży. Tymczasem na blogu widzimy się przed trzecim maratonem.

Kwestie, które przemilczano pisząc o „prostytutkach z Instagrama”

Skip to entry content

Od kilku dni przez sieć przewija się nowa aferka, tym razem to „modelki z Istangrama”. Jeśli ominął Was ten temat, to w twitterowym skrócie tłumaczę o co cho. Człowiek z „bloga” TagTheSponsor.com podał się za asystenta arabskiego szejka, który wybiera się do Dubaju i chce skorzystać z usług luksusowych prostytutek, i w tym celu skontaktował się z instagramową burdel-mamą, która miała zorganizować dziewczyny. W trakcie 5-dniowej podróży jachtem, oprócz klasycznej kopulacji, modelki miały być gotowe również na orgię oraz koprofilię. Czyli oddawanie kału na ich ciała.

Cóż, ile ludzi, tyle upodobań do łóżkowych zabaw i pewnie nikt nie pochylałby się na tym fetyszem bardziej niż nad niechcianym seksem w zużytym małżeństwie, gdyby 8 z 10 modelek-prostytutek, na które szejk miał się wypróżniać, nie było Polkami. I to dość popularnymi. Mającymi zarówno dziesiątki tysięcy obserwatorów na Instagramie, jak i znanymi z mediów analogowych. Opinia społeczna nie mogła przejść obok tego obojętnie – zwłaszcza, że prowokatorzy z TagTheSponsor.com ujawnili zarówno dane personalne jak i pełne wizerunki dziewczyn – i zareagowała.

Komentarze w większości skupiały się na niemoralnym czynie modelek, jednak czasem były wyrażane w tak poetycki sposób jak nagłówek „Bogaci Arabowie srają polskim modelkom do ryja za kasę” na Wykopie, który rozpoczął aferę. Celowo nie komentowałem tej nagonki od razu, bo chciałem  zobaczyć ile osób odbierze tę sytuację w inny sposób, niż przedstawiają ją tabloidy. No niewiele. Jeśli więc daliście się porwać jedynemu-słusznemu-spojrzeniu na tę sprawę, to może niesłusznie.

Bo biorąc pod uwagę poniższe kwestie, Wasze zdanie prawdopodobnie zmieni się o 180 stopni.

 

Po pierwsze, co złego jest w prostytucji?

Nigdy nie korzystałem z usług prostytutek, uważam, że seks jest najwyższą formą zbliżenia dwojga ludzi i zwrot „kochać się” odbieram dosłownie – jako dzielenie się swoimi ciałami i miłością. ALE doskonale rozumiem, że popęd seksualny jest taką samą potrzebą jak inne leżące u podstaw piramidy Maslowa i jestem w stanie sobie wyobrazić, że u kogoś konieczność jej zaspokojenia może być silniejsza niż wszystko inne. Jedni potrzebują kupować sobie jedzenie, drudzy ciuchy, a trzeci stosunki.

Nie pochwalam, nie rekomenduję, nie zachęcam, ALE rozumiem, że ktoś tak może mieć.

Historia pokazuje, że takie potrzeby istnieją od zarania dziejów i nie bez powodu prostytucja nazywana jest najstarszym zawodem świata, więc myślę, że publiczne zlinczowanie kilku lasek z popularnymi profilami na Insta nie załatwi sprawy. W związku z tym, jeśli jedna osoba jest gotowa świadczyć wcześniej ustalone usługi seksualne, za zaakceptowaną przez obie strony kwotę, nie wyrządzając przy tym osobom trzecim żadnej krzywdy, to nic mi do tego.

 

Po drugie, nie wiadomo czy postać burdel-mamy też nie była prowokacją

Zapewne nie, bo gdyby tak było sytuacja dawno by wyszła na wierzch, ale czy ktoś z Was przed wydaniem wyroku zastanowił się, czy przypadkiem druga strona też nie zrobiła mistyfikacji, żeby pokazać światu jak bawią się konserwatywni Arabowie?

 

Po trzecie, podawanie danych personalnych to kurestwo

Osoba, która przeprowadziła prowokację i wrzuciła zrzuty ekranu z imionami i zdjęciami Polek zachowała się jak najgorsza tabloidowa hiena. Nawet taki szmatławiec jak Pudelek cenzuruje zdjęcia i nazwiska przed wyrokiem sądu.

To, że zdjęcia i dane dziewczyn pojawiają się w rozmowie nie jest ŻADNYM, ale to ŻADNYM dowodem na to, że faktycznie się prostytuują! Osoba podająca się za agentkę modelek, mogła użyć ich wizerunku zupełnie bez ich wiedzy i zgody, a prowokator z TagTheSponsor.com jeśli już chciał być takim stróżem moralności z wypolerowaną na błysk aureolą, powinien to sprawdzić przed upublicznieniem!  Równie dobrze ja mógłbym wystawić ogłoszenie na Gumtree, że jestem alfonsem Mariny Łuczenko i negocjować cenę za spędzenie z nią nocy, wysyłając jej fotki.

Czy to z automatu oznacza, że celebrytka faktycznie chce świadczyć odpłatnie usługi seksualne?

 

Po czwarte, cała strona TagTheSponsor.com to jeden wielki ból dupy

W sekcji „about” autorzy piszą czemu ujawniają personalia dziewczyn z Instagrama, które rzekomo się prostytuują. Jak myślicie, dlaczego?

Bo są turbo religijni i uważają to za grzech ciężki?

Bo chcą budować lepszy świat i przeciwdziałać miłości za pieniądze?

Bo to uprzedmiotowienie kobiet?

Bo są z organizacji walczącej z AIDS i rzeżączka?

Bo Arabowie nadużywają swoich praw i chcą przestrzec młode kobiety przed kontaktem z nimi?

Nie. Bo „nie powinniśmy traktować instagramowych modelek jak cudów bożych”, bo „niektóre z nich maja ponad 400 000 obserwatorów, a pracują jako jebane barmanki” i dlatego, że latają po całym świecie, wrzucają zdjęcia z egzotycznych miejsc i kupują sobie torebki Louis Vuitton, a „nie są prawdziwymi modelkami”.

No kurwa, mnie też nie podoba się co robi wiele osób uważających się za blogerów, ale nie spędzam 3 dni na tym, żeby ich pogrążyć. Jeśli ktoś jest w środowisku uważany za lepszego/bardziej popularnego/wpływowego ode mnie, a ja uważam, że jest inaczej, to nie robię wszystkiego, żeby go zmieszać z błotem i wdeptać w ziemię. Robię wszystko, żeby pokazać, że ja jestem lepszy, a nie, że on jest gorszy. Staram się bardziej, pracuję ciężej i mocniej się przykładam, żeby to moje było na górze, a nie jego na dole. A jeśli to nie moja piaskownica, to nawet nie zaprzątam sobie tym głowy, bo nie mam na to czasu.

Jak bardzo musi kogoś boleć dupa, żeby tyle czasu poświęcać na niszczenie innych osób?

Co mężczyźni cenią w kobietach poza cyckami?

Skip to entry content

autorem zdjęcia jest Nathalie Babineau-Griffiths
autorem zdjęcia jest Nathalie Babineau-Griffiths

Podobno jeden obraz wyraża więcej, niż 1000 słów, a jedna róża więcej niż 3 epitety związane z figurą. W związku z tym, że większość facetów jednak nie ma czarnego pasa w oratorstwie, przyjęło się, że zamiast szukać elokwentnych synonimów „masz czym oddychać”, daje się różę. Na szczęście nie wszyscy faceci postrzegają kobiety tak przedmiotowo i niektórzy wiedzą, że oprócz niezłych cycków mają też inne zalety. Choćby przeciwstawny kciuk w dłoni, który pozwala im mistrzowsko operować rurą od odkurzacza, czy wrodzone zamiłowanie do mycia talerzy na czas.

Zadałem sobie trud, by dotrzeć do tych kilku facetów w Polsce, którzy widzą w kobietach coś więcej, niż stelaż na piersi i spytałem za co je cenią.

 

Kuba z KubaShowTV

Cenię je za to, że są mądrzejsze od nas i wydały na świat Kopernika.

Cenię je za to, że są jednocześnie szyją i głową, które same sobą kręcą.

Cenię je za to, że są lepsze od mężczyzn nawet w tym, że przystosowały swoje ciała do posiadania cellulitu, a mężczyźni go nie mają, bo nie potrafią.

 

Maciej z Troyann.pl

Co poza cyckami? Nogi, nogi, i jeszcze raz nogi. Po pierwsze, mogą być ładne. Po drugie, mogą zostać wykorzystane do udania się do lodówki po piwo. A po trzecie, mają bardzo ciekawe zakończenie z obu stron.

 

Wojtek z Facebooka

Po za cyckami?

Że jak się złoszczą to się słodko rumienią i wyglądają wtedy przepięknie… zwłaszcza wtedy gdy są czerwone i rozczochrane po rozpieprzaniu połowy mieszkania, zestawu drogiej porcelany i Twoich koszul – bo mają ZŁY DZIEŃ.

Że jak ubiorą męską koszulę i paradują Ci tak po mieszkaniu o 9 rano, to możesz wtedy się na nowo w niej zakochać… no chyba, że udekoruje Ci tę białą koszulę czipsami albo winem.

Że noszą przy sobie zawsze wygodną poduszkę (a, sorry, miało nie być o cyckach).

I w końcu, że gdy zmęczony i wkurzony przychodzisz z pracy, to widzisz tą jedyną, uśmiechniętą i pachnącą w TEN sposób, to nagle wszystko z Ciebie schodzi. Przytulasz się i delikatnie szepczesz jej do ucha: zrób obiadek, szybciutko, ja będę tam gdzie zawsze, a potem przez ramię dodasz: przynieś piwo. A gdy już usiądziesz, włączysz swój ulubiony program ”Rolnik szuka żony”, wykrzykniesz: ALE ZIMNE!

Tak. Kocham kobiety.

 

Żorż z StreetFoodPolska.pl

Cytując klasykę „kobietki są takie przyjemnie mientkie”. A poza tym cenię je za wywalczenie równouprawnienia. Dzięki temu, że poszły do pracy, mężczyźni mają więcej czasu na gotowanie i spędzanie czasu z kumplami.

 

Jakub z PijaruKoksu.pl

Granie w gry i to, że nie zrzędzi nad głową, gdy marnujesz czas przed konsolą. Dodatkowym plusem jest jeśli pozwala Ci wyjść się napić z kumplami, a gdy wracasz dzwoni, żebyś kupił piwo, bo nie będzie przecież serialu na sucho oglądać.

 

Wojtek z Twittera

To nieprawda, że faceci cenią w kobietach tylko cycki. Ja uważam, że najcenniejsze w kobiecie jest to, że wie kiedy milczeć. To bardzo rzadka umiejętność i trudno ją zaobserwować w miejskiej dżungli, ba, a nawet trudniej w internecie, gdzie milczenie staje się nowym „nie, nic się nie stało”, które przeradza się po chwili w „zmarnowałeś mi 3 minuty życia, pakuj swoje wirtualne walizki i won z mojego Facebooka”.

Jednak kiedy facet usłyszy ten łagodzący uszy brak dźwięku i zrozumie, że nie wynika on z tego, że siedzi sam w domu – niech przykuwa szybko płeć piękną do kuchni, żeby nigdzie nie uciekła.

Co nie oznacza też, że idealna kobieta nie ma wydawać z siebie żadnych dźwięków – bez przesady. W odpowiednich momentach powinna też umieć jęczeć.

Zatem wydawanie odpowiednich, lub żadnych dźwięków w dostosowanym do sytuacji czasie jest bardzo ważną cechą każdej kobiety.

 

Maciek z WapniakTV

Doceniam siłę i wytrzymałość barków i przedramienia na których noszą swoje torby wypełnione po brzegi niepotrzebnym sprzętem.

 

Michał z Michal-Gorecki.pl

Jest coś poza cyckami?!

 

***

 

Tak że tego, najlepszego, a normalny tekst dniokobietowy znajdziecie tutaj.