Close
Close

31 sposobów, w jakie czytelnicy wyrażają miłość

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Garry Knight
autorem zdjęcia jest Garry Knight

Miłość różne ma oblicza, imiona i formy. Ta siostrzano-braterska mocno różni się od tej związkowej – pomijając Jaimego i Cersei z „Gry o tron” – a i ta związkowa niemal w każdej parze wygląda inaczej. Jednak poza tym rodzajem kochania drugiego człowieka, do którego przyzwyczaiła nas bajka „Jaś i Małgosia”, dramat „Romeo i Julia” i dokument „Madzia i mama”, jest jeszcze jedna odmiana tego uczucia. Dość świeża, niezbadana i nieopisana za pomocą chwytliwej historii – blogersko-czytelnicza.

Jest najbardziej dzika i najmniej przewidywalna ze wszystkich, a jej przejawy często wprawiają w zakłopotanie obie strony. Bo nigdy nie wiadomo, czy to już to, czy jeszcze podchody, czy już epitafium. Sprawdźcie 31 najbardziej zaskakujących sposobów w jaki czytelnicy wyrażali swoje uczucia podczas ostatniego badania.

1. dobrze, że nie miałam stanika jak przeprowadzałeś badanie, zawsze przyjemniej

Potwierdzam. Tylko proszę, nie wspominaj o tym komisji etyki lekarskiej.

2. Gdzieś, coś, kiedyś, na jakimś zdjęciu ujrzałam twój tyłek. Brałabym.

Sam tyłek? Wy kobiety, to jednak strasznie przedmiotowo podchodzicie do relacji. Nie to co my.

3. w realu wydajesz się równie spoko, może następnym razem podejdę i zagadam ;)

W Carefourze też jestem do zniesienia, ale w Auchanie podobno mocno przeginam, nie mówiąc już o Almie. Przepraszam, musiałem.

4. Ma małego.

Coś czułem, że „małe jest piękne” to tylko taki wyświechtany slogan. No nic, zbieram na większego pendrive’a.

5. na pewno nie dałby rady napisać zabawnego posta o jajeczkowaniu pingwinów cesarskich i polityce rolnej Nowej Zelandii.

Niezła próba. Ja bym poradził sobie z tym nawet bez klawiatury, ale założę się, że Konrad z „Moja dziewczyna czyta blogi” nie dałby rady nawet klepnąć jednego akapitu.

6. nie jest już taki fajny jak kiedyś i zbyt dużo używa kropki nienawiści w odpowiedziach do komentarzy czytelników

To jest wyjątkowo zabawne. Są ludzie, którzy uważają, że zdanie zakończone zgodnie z zasadami pisowni języka polskiego – czyli kropką – to przejaw negatywnych emocji. Otóż nie! Wyobraź sobie, że są osoby, które nie wrzucają na końcu każdej linijki „;)”, „:P”, czy „xD” i wcale nie oznacza to, że buchają nienawiścią, a każda wypowiedź jest podszyta sarkazmem i ironią. Po prostu chcą, żebyś wiedział, gdzie się kończy zdanie.

7. że śniło mi się, że złamałeś mi nogę bo wjechałeś na mnie na rowerze :<

Ej, po pierwsze to Ty mi weszłaś wprost pod koła, a po drugie, to nogi mają to do siebie, że się zrastają. W przeciwieństwie do szprych.

8. Autor ma naprawdę sekswone nogi

Ten komentarz pojawił się tak wiele razy, że autentycznie zacząłem się im przyglądać i rozkminiać, co jest w nich takiego pociągającego. I nie wiem. Ale jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że się nie znam.

9. Boże, twój styl wypowiedzi ma tyle z Pratchetta…

Nie znam typa, ale miło, że zwróciłaś się do mnie po imieniu.

10. ptaki latają kluczem

A pingwinom marzną stopy.

11. św. Mikołaj nie istnieje. AAAHAHAHAH..

Ja do Was z sercem na tacy, a Wy mnie twarzą o beton. Za co?

12. Brakuje mi pytania „czy masz na mnie jakiś wpływ”, bo moja odpowiedź to „ogromny”! Przykłady? Zaczęło się od głupiego eksperymentu, a ja wciąż nie jem tego mięsa, kiedy wpadam na chwilę do Krakowa to czytam, gdzie tam w Krakowie można fajnie zjeść/pobyć i autentycznie kiedyś, mieszkając przez jakiś czas na Krowodrzy Górce, chodziłam rozglądając się dookoła, licząc, że może na Ciebie wpadnę (#stalker). Chyba dwukrotnie przebrnęłam przez Twoje archiwum, wcale nie dlatego, że czegoś szukałam, po prostu lubię jak piszesz – jesteś jedynym z blogerów, których czytam absolutnie wszystkie teksty, niezależnie od tego, czego dotyczą (na pozostałych blogach nawet nie klima w tematy, które mnie nie interesują). Dobra. Chyba muszę iść po więcej cukru do sklepu, bo tą wiadomością skończyły mi się całe zapasy.

Po takiej bombonierce z miłością, jedyne co jestem w stanie powiedzieć, to „dziękuję”. Tak że dziękuję. Bardzo.

13. lubię, jak masz włosy.

Ja też wolę jak nie jesteś łysa.

14. Jestes całkiem zwyklym gościem z mordy ale inteligencja i  humor dodaje Ci tego czegoś… seksapilu? No, żebym  nie przesadziła. Ale CZEGOŚ Ci dodaje. :)

I nie wiesz, czy Cię kocha, czy obraża, czy po prostu jest kobietą.

15. dzieki za bloga, mam kaca, a Ty i tak twgo nie przeczytasz

Zakład, że przeczytam?

16. i tak kiedyś zostaniesz moim mężem

Hmm, nie wiem co na to moja dziewczyna, ale powinnyście się dogadać w tej kwestii.

17. często cytuję jego wpisy/opowieści/dialogi pryz kawie z rodzinką :)

Oj, wizja, że ktoś o tekstach z mojego bloga rozmawia przy rodzinnym stole, jak o artykułach z gazet, naprawdę połechtała moje ego. To bardzo nobilitujące.

18. strusie jajo jest ok. 8 razy większe od kurzego

A kilogram ma 1000 gramów.

19. Boję się, że kiedyś wrzuci na bloga/fb jakąś moją rozmowę z tramwaju

Szczerze mówiąc, to za każdym razem, gdy wrzucam jakiś dialog podłapany w komunikacji miejskiej, czuję napięcie w obawie, że któryś z czytelników napisze „halo, halo, czemu umieściłeś moją rozmowę!!!1jeden”. Jeszcze taka sytuacja nie miała miejsca, ale wierzę, że wszystko przed nami.

20. Podkochuje się w Twojej inteligencji emocjonalnej mimo, ze jestem mężatką

Z blogerem to nie zdrada.

21. czytam Cię od tak dawna, że pamiętam nawet rudego kota z Twojego bloga :)

Kłamiesz, ludzie nie żyją tak długo!

22. są na świecie miasta powyżej 1mln, które nie są Warszawą!

Chcesz mi wmówić, że jest coś dalej? Że świat się nie kończy poza Polską i przekraczają granicę Cieszyna nie wypadasz poza krawędź Ziemi?

23. Przez Ciebie Kominek niedługo opuści tron :)

Mam nadzieję! W końcu ile można czekać, aż ktoś wyjdzie z toalety?

24. Cieszę się, że po świecie wędrują takie fajne wszechświaty atomów jak Ty :)

Dawno nie słyszałem tak wysublimowanego komplementu. Bądź moją gwiazdą polarną między wczoraj, a jutrem.

25. to jedyna rzecz która mnie nie wkurwia na kacu.

Ten też dobry.

26. Absolutnie rzuciłabym stanikiem z zachwytu!

I ten również nie gorszy.

27. Tyle mówisz o tym byciu prawiczkiem, że chętnie bym Cię pozbawiła tego brzemienia. Buziaki :*

Tyle lat zastanawiałem się jak stracić tę cholerną cnotę, próbując wszystkiego poza wypadem do Dzielnicy Czerwonych Latarni, a okazało się, że to prostsze niż jajecznica – wystarczy założyć bloga! Przekażcie to reszcie, może dzięki temu nasz gatunek nie wyginie!

28. Jesteś marną, nieudaną kopią Kominka -> on się wypił przez hejting i pizding na blogu, jak widać – już tego nie stosuje. I Ty też nie będziesz, ciao. A ankieta trochę do dupy.

Napisała dziewczyna czytająca mnie regularnie od dwóch lat, która jest na blogu głównie przez ciekawe tematy i nie chce, żebym cokolwiek zmieniał. No tak, to ma sens.

29. podczas wietrznych dni, kiedy wpadam na słupy i ludzi, bo przez włosy nic nie widzę, mogłabym wpaść na niego.

Ta pani powinna prowadzić zajęcia z podrywu na piątkowych spotkaniach singielek, bo robi to świetnie. Od jutra chodzę z rozwartymi ramionami w wietrzne dni.

30. Jesteś dla mnie czasami irytującym małolatem.Ty byś pewnie uznał,że jestem żałosna (mam 35 lat,ostatnio zawaliło mi się CAŁE życie,nigdy nie byłam tak pewna siebie jak Ty.)Ale wciąż Ciebie czytam.Podziwiam.Wiele się od Ciebie nauczyłam.Żałuję,że nie mam takiego faceta.Albo że nie jestem taka jak Ty.A czasem wierzę,dzięki temu co napisałeś,że jednak nie przegram.Że będzie jeszcze dobrze.I za to dziękuję.I pamiętaj,pisząc swojego bloga robisz chwilami więcej,niż jesteś w stanie sobie wyobrazić…Gdy czytałam Twój tekst o samobójstwie,byłam bardzo w złym stanie.Dziękuję,kochany mój Małolacie…

Szczerze wzruszyłem się. Dla takich komentarzy, naprawdę, warto to robić.

31. Jakby Ci Janek brakowało na chleb to mogę Ci załatwić pracę w Portsmouth, będzie mi z Tobą raźniej, buziaki <3

No to już mam odpowiedź na wszelkie pytania „a co za 5 lat?”, „a co jak minie moda na blogi?”, a „a co jak się wypalisz?”, a „a co jak rodzice wyciągną ci wtyczkę od internetu?”.

To jest na tyle dobre, że chyba założę Aska, żeby mieć to na co dzień, a nie tylko raz do roku.

(niżej jest kolejny tekst)

36
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
29 Comment authors
Monika NiżnikKamila C MnichOla GalińskaKonradMonika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Suska
Gość

Mistrzowskie. Sama nie wiem co lepsze, wiadomości czy Twoje komentarze do nich :)

kel
Gość

Widzę jeden nie swój. Nie mówiłeś, że zatrudniasz też innych do pisania komentarzy.

Jan Favre
Gość

Pomyślałem, że Twoi koledzy z klasy też chcą mieć na lizaki. Taki prezent przed świętami.

Saga Sachnik
Gość

To już nie za snickersy?

Maturzysta Hejter
Gość
Maturzysta Hejter

Ten nie twój jest mój, przyznaję się bez bicia. Dzięki za lizaka Janku!

Ziggiz
Gość
Ziggiz

Ludzie zawsze będą pytać, a na blogach znajdują się odpowiedzi.
„Moda” na blogi minie razem z internetem.
Pozdro. :)

Jan Favre
Gość

„Moda” na blogi minie kiedy słowo pisane zastąpi język obrazkowy i youtuberzy.

Angelika Markowska
Gość
Angelika Markowska

„Z blogerem to nie zdrada.” haha rozwaliło mnie to

Wojti
Gość
Wojti

Dla mnie

„Boże, twój styl wypowiedzi ma tyle z Pratchetta…

Nie znam typa, ale miło, że zwróciłaś się do mnie po imieniu.”

mistrzowskie!

Tianzi
Gość
Tianzi

+1, na motto branży.

Króliczek Doświadczalny
Gość

MIAŁEŚ KOTA?

Jan Favre
Gość

Rudego w nagłówku strony.

Michał Wójtowicz
Gość

czytam cię właśnie od czasów kota, miałem nadzieję na taką opcję w ankiecie :D

Wojti
Gość
Wojti

To było lata świetlne temu :D

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

naTemat rezygnuje z darmowych stażystów i zatrudnia dziennikarzy

Skip to entry content

beka z natemat

Prima aprilis, to byłoby zbyt piękne. Piekło przecież nie zamarza.

Są tacy ludzie, którzy wszystkie czynności poza wypróżnianiem się muszą robić w parach. Od jedzenia, przez składanie dokumentów na studia, po wizytę u dentysty. Nie wyjdą sami na obiad na miasto, bo po co? Nie pójdą w pojedynkę do kina, bo wstyd. I nie pojadą bez towarzystwa do Berlina bo strach. Do pewnego czasu byłem jednym z nich. Minęło mi na dobre chyba po maturze, jak pojechałem nad morze sprzedawać gazety na plaży.

Niby wybrałem się tam z dwoma kumplami, ale oni po kliku dniach zaczęli wymiękać i definitywnie chcieli wracać, a ja byłem tak zajawiony, że najchętniej zostałbym tam całe życie. No i miałem dylemat – wracać z nimi, choć bardzo nie chcę, czy zostać samemu? Co było równoznaczne z przeniesieniem do innego miasta, gdzie zupełnie nikogo nie będę znał. (Nie, żebym w tym wcześniejszym miał jakąś siatkę znajomych). Stwierdziłem, że słońce świeci, wiatr wieje, a kwiaty pachną, więc chyba jakoś dam radę bez 24-godzinnej opieki. I zostałem.

I zostało mi tak do dzisiaj.

Nie mam problemu z chodzeniem do kina bez znajomych, jedzeniem w restauracji bez pary, ani podróżowaniem nieco dalej niż na Borek Fałęcki w pojedynkę. Co więcej, to ostatnie polecam spróbować każdemu i to więcej niż raz w życiu. Dlaczego? Co daje podróżowanie samemu?

 

Nowe doświadczenie

Dla niektórych może to brzmieć pusto i nijak, ale dla mnie każde nowe doświadczenie jest wartością samą w sobie. Lubię poznawać nowe rzeczy i lubię zmieniać perspektywę postrzegania już mi znanych. A pierwsza solowa wyprawa odciska solidne piętno na tym w jaki sposób myślisz o podróżach. I zazwyczaj sprowadza się do tego, że kochasz je jeszcze mocniej.

 

Pełniej chłoniesz szczegóły

Nie zawsze, ale często, lecąc z kimś do nowego miejsca, nie byłem skupiony na tym co widzę w drodze z lotniska, jak odnoszą się do siebie tubylcy, czy co w ich sposobie spożywania potraw jest innego, niż w naszym. Tylko gadaliśmy o pierdołach typu: czy Krysia ma lepsze cycki, czy Zdzisia i będąc na bezludnej wyspie, z którą z nich poszedłbyś do łóżka i dlaczego z obiema naraz. Poznając nową kulturę bez towarzysza jesteś skupiony na detalach – dostrzegasz je, analizujesz i zapamiętujesz. Będąc z kimś, bardziej niż prawdopodobne, że Ci umykają.

 

Nikt Cię nie stopuje

Miałeś tak, że chciałeś zobaczyć co jest za rogiem w kolejnej uliczce, ale ktoś Ci mówił, że jest zmęczony i chce już wracać? Albo planowałeś wstać wcześnie rano, żeby zobaczyć jak miasto budzi się do życia, ale ktoś wyjątkowo skutecznie namawiał Cię na chlanie? Albo ktoś czuł, nie dającą się zagłuszyć logicznymi argumentami, potrzebę pochodzenia po sklepach, a Ty miałeś nadzieję, że jednak pójdziecie do lokalnego muzeum sztuki współczesnej?

Dobra wiadomość, tym razem nie ma tego kogoś.

 

Wychodzenie ze strefy komfortu

Działanie w parze ma to do siebie, że możecie się uzupełniać. I jeśli Ty wstydzisz się zapytać obcej osoby, czy stoisz w dobrej kolejce do kontroli osobistej, to zrobi to za Ciebie Twój kumpel. Z kolei, jeśli on ma kompleksy związane z kaleczeniem angielskiego w mowie, piśmie i myśli, to Ty możesz porozmawiać z arabskim portierem na temat zmiany pokoju na taki, w którym działają kontakty. Jednak, gdy tej drugiej osoby nie ma, nie masz wyjścia – musisz się przemóc i przekroczyć swoje granice. Podjąć działanie, w którym normalnie wyręczyłby Cię ktoś inny. I poczuć jakie to zajebiste uczucie, gdy jednak to robisz, a świat nie staje w płomieniach zwalając Ci niebo na głowę.

 

Poznajesz samego siebie

Wycieczki do nowych miejsc mają to do siebie, że są w nich nowi ludzie, nowe obyczaje i nowe sytuacje. I bywa, że na te wszystkie nowości Ty także reagujesz w nowy, bo dotąd Ci nieznany, sposób. Zwłaszcza, gdy są to sytuacje stresowe, konflikty, czy szeroko rozumiane problemy. Wytrącony z codzienności i schematów, bez kogoś kto złapie Cię za rękę i poklepie po plecach, dowiadujesz się co Cię przerasta, kiedy reagujesz agresją, kiedy euforią i ile jesteś w stanie znieść, zanim otoczenie doprowadzi Cię do dzikiego szału. Bądź płaczu.

A to wiedza, za którą coache, terapeuci i wszelcy rozwojowcy biorą gruby hajs.

 

Odpalasz nieużywane dotąd części mózgu

Sporadycznie, ale jednak. Na przykład gdy wracając z Hurghady, w drodze na lotnisko, orientujesz się, że zapomniałeś paszportu i wiesz, że bez niego nie wpuszczą Cię do Polski, a jeśli się wrócisz, to nie zdążysz na samolot. Lub gdy nie włączyłeś roamingu w Plusie, a właśnie dojechałeś do Berlina, tyle, że wysiadłeś na złym dworcu i jesteś przerażony, bo nie wiesz ani jak skontaktować się z przyjacielem, który miał Cię odebrać, ani jak dotrzeć do jego mieszkania.

Wtedy szare komórki, które dotąd były odpowiedzialne za niezapadanie się czaszki, nagle zaczynają pracować, wrzeć i analizować 3271 możliwych scenariuszy. I chwilę przed spaleniem się z nadproduktywności, wybierają ten jeden właściwy, przekminiony bardziej, niż odcinki „Breaking Bad”, który ma szansę się powieść. I powodzi się.

 

Interesują się Tobą starsze panie

co daje podróż samemu

(No dobra, niech będzie, że młodsze też, bo kilka przedtrzydziestek również zagadało.)

Nie wiem na czym to polega, czy to feromony, czy mój magnes na dziwne sytuacje, ale przez cały wyjazd do Egiptu regularnie zaczepiały mnie panie około 60-tki. Najczęściej używając rezolutnego otwieracza oscylującego wokół hasła „bo pan taki samotny”. Miłe, ale niestety nie reagowały na argument „przepraszam, pracuję” i usilnie próbowały rozmawiać. A ja tam naprawdę poleciałem tylko po to, żeby pobyć w cieple i popisać.

Tak że tego, jak widzicie jest wiele aspektów pozytywnych podróżowania samemu.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!