Close
Close

7 rzeczy, których nie wiedziałem o whisky

Skip to entry content

 wpis jest wynikiem udziału w spotkaniu z marką Grant’s i przeznaczony jest tylko dla osób pełnoletnich

W zeszłym tygodniu spotkaliśmy się w zacnym gronie widocznym powyżej, żeby pogadać o reformie szkolnictwa,  powiększającej się dziurze ozonowej, ginących gatunkach płazów i tym, czy lepiej walczyć z tysiącem hipopotamów wielkości mrówek, czy mrówką wielkości tysiąca hipopotamów.  I zaciągnąć się aromatem szklaneczki whisky, bo Grant’s właśnie wypuścił na polski rynek 18-letnią szkocką mieszankę.

Grants 18

W trakcie spotkania Rob Allanson – globalny ambasador Grant’sa – szczegółowo opowiadał nam o procesie powstawania whisky, przytaczając wiele ciekawych anegdot i przekazując wszystko, co sympatyk tego trunku powinien o nim wiedzieć. Niestety, ze względu na nabyty brak podzielności uwagi, udało mi się usłyszeć tylko połowę, a zapamiętać ćwierć. Wszystko wina Konrada, który uznał, że ciągłe rozwiązywanie mi sznurowadeł będzie dobrą zabawą. Mimo to, udało mi się wyłapać 7 ciekawostek o whisky, o których wcześniej nie miałem zielonego pojęcia. Zresztą pomarańczowego, żółtego i niebieskiego też nie.

 

1. Whisky degustuje się tak jak wino

cudowny palec zasłaniający moją twarz na trzecim zdjęciu należy do Konrada Jureckiego, który wykonywał zdjęcie
cudowny palec zasłaniający moją twarz na trzecim zdjęciu należy do Konrada Jureckiego, który wykonywał zdjęcie

Wyjdę teraz na totalnego ignoranta, ale trudno, przyznaję się bez bicia. Zupełnie nie zdawałem sobie z tego sprawy, że dla whisky też jest istotne to jak ścieka po szklankach kieliszka, że jej zapach zmienia się po ogrzaniu dłonią i zamieszaniu, ale przede wszystkim – za co bardzo mi wstyd – że pod dodaniu wody smak kompletnie ewoluuje i otwiera ukryte nuty. Do tej pory piłem tylko w drinkach, po tym spotkaniu, aż głupio mi pić inaczej niż otwartą przez wodę.

 

2. Prawnuk Williama Grant’sa motywował robotników polską metodą

Grants 18 butelki

Zależało mu na tym, by własna, rodzinna destylarnia była jak najszybciej skończona, więc zachęcał budowlańców do nie obijania się, rozwożąc im flaszeczki whisky na rowerze. Pomogło, bo robotnicy postawili fabrykę w rekordowe 9 miesięcy. W międzyczasie udało im się też przyspawać rower prawnuczka do jednego z kominów destylarni w ramach żartu. Takie podwaliny pod korpo-humor.

 

3. Od jabłka, przez miód, po torf

grants whisky 18

Dotąd whisky dzieliła się dla mnie po prostu na dobrą i złą. Pierwsza świetnie smakowała z mlekiem i miodem albo z Colą, drugiej, w trosce o własne zdrowie, należało nie przystawiać do ust. W trakcie smakowania destylatów, z których powstała Grant’s 18YO, na własnym języku i nosie doświadczyłem, że odmian szkockiego wysokoprocentowego alkoholu mogą być dziesiątki. W jednej wyczuwalny był cynamon, w drugiej dominowała nuta wanilii, a w trzeciej przeważał odymiony torf.

Gdy się to czyta nie jest to wyjątkowo poruszające, ale kiedy siedzisz przed tymi dziesięcioma szklaneczkami i mimo, że to dokładnie ten sam rodzaju alkoholu, a każda z nich smakuje kompletnie inaczej, to robi wrażenie. Zwłaszcza, gdy na samym końcu próbujesz pierwszej i ostatniej, i smakują jak sól i cukier. Nie wiedziałem, że tak się da.

 

4. Barwę i smak nadaje beczka

Grants 18 beczka

W której leżakowana jest whisky. A dokładnie drewno beczki i fakt czy, i jak długo, było ono opalane. I czy był w niej wcześniej jakiś inny alkohol, bo, przykładowo, niektóre z odmian whisky leżakuje się w bekach po winie, a inne po piwie, co daje zupełnie inny posmak. Jak się to słyszy, to brzmi logiczne, ale jakoś wcześniej nigdy o tym nie pomyślałem.

 

5. Jedyna okazja, gdy Michał Górecki zakłada koszulę

Grants 18 Michał Górecki

Nie byłem na jego komunii, ale legenda głosi, że nawet tam miał koszulkę z nadrukiem. Rzadki widok, warto utrwalić dla potomnych.

 

6. Na bazie whisky można gotować

Grants 18 whisky

I to naprawdę zacne dania, bo jedliśmy i szkocką zupę rybną z wędzonym pstrągiem z prądem, i wołowinę marynowaną w Grant’sie, i pudding z polewą toffi wzmacnianą whisky. I wszystko było naprawdę palce lizać i gdyby nie fakt, że przed spotkaniem byliśmy z Trojanem na solidnym burgerze poprosiłbym o dokładkę, ale to co wszystkich rozłożyło na łopatki, to małże Świętego Jakuba podlane whisky, podawane z – uwaga, uwaga! – kaszanką.

Grants 18 małże

Nie pytajcie jak to smakuje, bo nie umiem tego opisać, ale było naprawdę ciekawe. I to nie jest eufemizm do „ledwo to przełknąłem”.

 

7. Drinki z whisky to nie tylko Cola

A nawet nie tylko Sprite!

Grants 18 drinki

Piliśmy takie kozaki jak na focie powyżej i muszę powiedzieć, że 18-letnia mieszanka z kompotem śliwkowym przewietrzona dymem z ogniska – i to nie metaforycznie, a dosłownie barman do przyrządzenia tego drina używał dymnicy – to coś, czego zupełnie się nie spodziewasz, a jest tak dobre, że później nie chcesz pić niczego innego. Kompozycja z marchewką, czy z rozpuszczoną krówką też wprowadziła mnie w mocne zdezorientowanie – no bo jak to tak można?  – ale mimo wszystko śliwka była połączeniem wywracającym do góry nogami moje spojrzenie na whisky.

Jakby mi ktoś powiedział, że to się ze sobą klei i jeszcze smakuje, to bym mu nie uwierzył.

Domyślam się, że jest więcej kombinacji whisky z czymś niecodziennym, co wydaje się zupełnie abstrakcyjne, a po zmieszaniu wchodzi jak Bronek na krzesło Azjaty, ale ich nie znam. Jeśli więc Wy je znacie, to podzielcie się w komentarzach. Tylko prosiłbym o same poważne oferty, bo wszystkiego będę próbował. No chyba, że chcecie mnie otruć.

(niżej jest kolejny tekst)

42
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
AniaGBlogabellaAgnieszka KowalewskaKrzysztof Ziajapiotr dołżyński Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nordee
Gość
Nordee

„wchodzi jak Borek na krzesło Azjaty” – padłam <3

Kania
Gość
Kania

Z mlekiem i miodem (ale na zimno żeby nie było) pyyychaaa!

Jan Favre
Gość

Tak jest!

Ania Piwowarczyk
Gość
Ania Piwowarczyk

Whisky nigdy mi nie podchodziła, ale po tym, co napisałeś, dochodzę do wniosku, że po prostu źle jej próbowałam. Dzięki!

Konrad
Gość

To najlepsze zdjęcie jakie w życiu zrobiłem.

Jan Favre
Gość

Czy K. nie musi obawiać się, że wypłyną gdzieś jej nagie fotki.

Konrad
Gość

Nie, wszystko zasłaniam „kciukiem”.

pancor
Gość
pancor

najs, ja lubie drink old fashioned – ale kompozycje ktore podales wydaja sie wyjatkowo intrygujace

Jan Favre
Gość

Słusznie wyczuwam w tym wpływ serialu „Mad Men”?

pancor
Gość
pancor

old fashioned poznalem akurat na kursie barmanskim, ale Mad Man z pewnoscia mial udział w zwiekszeniu sympatii do tego „drinka” ;)

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #23: zbrodnie ludzkości, Magdalena Ogórek i brat Pezet

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 23

Ten tydzień w Krakowie był wyjątkowo ładny i ciepły, choć na dobrą sprawę powinno już tak być jakiś czas temu, ale że darowanemu +19C się w zęby nie zagląda, to nie narzekam. W sieci natomiast nieco goręcej. Przez ostatnie 7 dni wybuchło kilka aferek, a najgłośniejsza była ta z cudakiem manifestującym swoją niestabilną orientację, ale jego lepiej pochować w trumnie zapomnienia, niż wyciągać na światło dzienne. Szkoda nerwów. Za to poniżej znajdziecie kilka luźnych tematów, które powinny Was zrelaksować jak szum fal i ciepły piasek pod stopami.

10 rzeczy, na które szkoda czasu: bo przyszła wiosna. Motywująca i pozytywnie nastrajająca wyliczanka rzeczy, z których warto zrezygnować, żeby znaleźć czas na cieszenie się słońcem.

„Gwiezdne Wojny” kontra „Gra o tron”: czyli licytowanie się kto był w bardziej kazirodczym związku i komu ogień mocniej zdeformował ciało. Urocze porównanie.

Krótki komiks o przetargu: a jakże prawdziwy! I to bez różnicy, czy chodzi o przetarg na obsługę marki w mediach społecznościowych, czy budowę autostrady.

Największe zbrodnie ludzkości: polewanie całej porcji frytek keczupem, otwieranie opakowań czipsów złą stroną i jedzenie delicji w całości. Wszystkie zilustrowane ładniutkimi obrazkami.

Sekrety Kuźniara: Jareczek chce z fali nienawiści zrobić wodospad sławy, przy czym wciąż nie rozumie, że nikt nie miał mu za złe, że kupował rzeczy w Walmarcie na początku podróży i oddawał pod jej koniec. Ludzie mają do niego problem, bo wcześniej za podobne zachowanie szydził z rzeszy Polaków.

 

Amerykanie próbują wymówić nazwy polskich miast: i chyba Was nie zaskoczę, jeśli zdradzę, że im się to nie udaje?

Americans Try To Pronounce Polish Cities

Posted by BuzzFeed Video on 18 kwietnia 2015

 

Tomasz Niecik śpiewa, Kasia Cichopek tańczy: gdybyście się zastanawiali jak wygląda przedawkowanie metaamfetaminy, to własnie tak.

 

Damska i męska stylówka tygodnia: tym razem zbiorczo, bo taką parę szkoda byłoby rozdzielać. Futurystyczno-bajkowe postacie wyglądające jak wizualne personifikacje śnieżynek, złapał Mr Faceless podczas Fashion Weeku w Łodzi.

zdjęcie pochodzi z bloga MrFaceless.pl
zdjęcie pochodzi z bloga MrFaceless.pl

 

Klip tygodnia: tym razem nie klip, a sam utwór – choć żywię nadzieję okruszkami, ze kiedyś zrobią do tego wideo – z najnowszej płyty brata Pezeta. Cóż, czego by o niej nie mówić, to mimo nowoczesnej, mocnej warstwy muzycznej, w kwestii lirycznej daje ciała jak krowy w rzeźni i jedyny powód, dla którego warto ją sprawdzić to ten numer. Oczywiście za sprawą Pezeta, który Małolatowi skradł nie tylko ten numer, ale i cały krążek. Zapętlam w kółko od wtorku.

 

Fanpage tygodnia: Magda Ogórek sama w sobie jest śliczna i turbo urocza, ale w wersji mangowej dochodzi do granicy. Zakochałem się w tym profilu od pierwszej przeróbki, aczkolwiek żałuję, że Renata Beger nie jest już gorącym nazwiskiem. Taka Czarodziejka z Księżyca, to byłoby coś!

nyan nyan (≚ᄌ≚)ℒℴѵℯ❤

Posted by Magda Ogórek-hime on 19 kwietnia 2015

 

Ogłoszenie parafialne: takie samo jak poprzednio, bo w zeszłym tygodniu padło mniej propozycji, niż oczu ma cyklop. Przechodząc do konkretów: jeśli kojarzycie jakieś postacie z szeroko rozumianego świata popkultury, to dajcie znać w komentarzach.

Jak uniemożliwić czytanie książki chujowym tłumaczeniem?

Skip to entry content

Znacie tych wariatów, którzy przy dyskusjach o literaturze zawsze drą japę, że publikacje powinno się czytać tylko i wyłącznie w języku autora? Powoli zaczynam do nich dołączać.

W styczniu kupiłem sobie szumnie zapowiadaną biografię Jaya-Z „Król Ameryki” autorstwa Marka Beaumonta, jednak przełożoną na język polski. Byłem mega zajarany, bo życiorys Jaya, to historia dużo bardziej inspirująca i motywująca do działania, niż patetyczne gadki domorosłych coachów na YouTube. Koleś wychowywał się na Brooklynie w największej patoli – jego osiedle składało się z samych ćpunów i dilerów, będąc dzieciakiem postrzelił brata, a od 13-go roku życia sprzedawał kokainę prowadząc obwoźny handel na skrzyżowaniach. A mimo to, ani nie przećpał się od własnego towaru, ani nie zginął w wojnie ganów, ani nie zgnił w więzeniu, tylko został multimilionerem i muzyczną legendą, zbijając fortunę na rapie. W legalny sposób. A w zeszłym miesiącu odpali „Tidala” – konkurencję dla Spotify.

No, powiedzcie, czy to nie robi wrażenia?

Biografie „od zera do milionera” zawsze nadmiernie pobudzają mi prawą półkulę mózgu, bo moja siedmiocyfrówka wciąż przede mną. Dlatego po powrocie z księgarni, łamiąc przepisy BHP i nie myjąc rąk ani stóp, od razu rzuciłem się do czytania. I już po 9 stronach cały entuzjazm wygasł, jakby ktoś go polał ciekłym azotem, a w ustach zaczęło zgrzytać jakbym najadł się żwiru. Bo tłumaczenie „Króla Ameryki” na polski jest tak chujowe, że całkowicie uniemożliwia odbiór książki. Po prostu NIE DA SIĘ TEGO CZYTAĆ!

Żeby nie być gołosłownym, podam Wam kilka przykładów, w jaki sposób opowieść o dilerze koksu, który stał się jednym z najlepszych raperów i ikoną pokolenia, została przełożona na nasz język.

Obserwował dilerów podczas gry w kości i spychał nieprzytomnych nałogowców z ławek, po czym ZAŚMIEWAŁ SIĘ na widok ich przedwczesnych pobudek.

Od 6-tej klasy podstawówki słucham rapu, do końca liceum mieszkałem w bloku i znam trylion ludzi z klimatu. Żaden, ale to ŻADEN hip-hopowiec, nie użyłby sformułowania „zaśmiewać się”, mając na myśli lanie z kogoś, kręcenie beki, czy darcie łacha. Zresztą, w ogóle w życiu nie słyszałem, żeby ktokolwiek użył tak sztywnego zwrotu. No, ale to przecież tylko książka o życiu rapera, tu można.

Później natomiast INDAGOWAŁ go na temat sformułowań z wystawowych wywieszek, czy stroju mijanych przechodniów.

Przepraszam bardzo, ale co robił? Mogę założyć się o piątkę z wagi, że Jaya-Z nikt nigdy nie indagował. Ani jego rodziny, ani znajomych, ani nikogo w odległości stanu.

Przeczuwając DRAKĘ, podekscytowany chłopak podążył za parą, w otoczeniu swojej świty do pobliskiej klatki chodowej.

Przeczuwać „drakę” mogłaby moja prababcia gdyby żyła, ale murzyński nastolatek w nowojorskim getcie duszącym się smrodem cracku, może przeczuwać rozpierdol, oklep, dym, ustawkę, napierdalankę, strzelaninę bądź zbiorowy gwałt, ale nie kurwa „drakę”.

Choć śmierć Benny’ego sprawiła, że Shawn zachowywał teraz większą ostrożność podczas swoich osiedlowych PEREGRYNACJI, skusiła go jednak muzyka.

Czy przekład książki z angielskiego na polski, to jest jakiś konkurs na zastosowanie jak największej liczby nieużywanych słów? Czytając to nie wiem, czy tłumacz bardziej chciał się pochwalić, że dostał słownik Kopalińskiego na gwiazdkę, czy że zna wszystkie zwroty związane z kościołem katolickim.

 RYCHŁO rozeszła się fama o jego biegłości i CZUPURNOŚCI w minizawodach, organizowanych w jadłodajni, z udziałem rywalizujących z nim raperów aspirantów, przy akompaniamencie rytmów, które wybijano na blatach.

To była 45 strona z 553 i poddałem się. Chciałem przeczytać opowieść o mocno doświadczonym przez życie geniuszu-wizjonerze, który wyszedł z totalnej biedy i wspiął się na szczyt świata dzięki hip-hopowi, czując na skórze klimat tej drogi i widząc przed oczami tło opisywanych wydarzeń, a dostałem jakiś wykastrowany z kontekstu zakalec, który jest tak ciężkostrawny, że nawet zalewając się litrem spirytusu nie da rady go przetrawić.

Właśnie tak chujowe tłumaczenie uniemożliwia czytanie książki.