Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #21: starość z tatuażami, nowe Radio Maryja i skojarzenia ze Stay Fly

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 22

Mimo, że w tym tygodniu starałem się odciąć od internetu z okazji świąt i spędzania czasu z mamą, to, w przerwach w zwiedzaniu Rzymu, kilka razy rzuciłem okiem na facebookową ścianę i na to co się dzieje na rodzimym podwórku. I niestety doszło do mnie info o programie Agnieszki Szulim „Szalone Tokio”. Mimo całej furgonetki miłości do niej, to ten materiał jest chujowy i odradzam wszelki kontakt z nim, bo będziecie musieli pójść do specjalisty po tym spotkaniu. Jak chcecie dowiedzieć się czegoś wartościowego o Japonii, to sprawdźcie rewelacyjny materiał Krzyśka Gonciarza. A jak chcecie dowiedzieć się czegoś wartościowego o ostatnich kilku dniach, to jedziemy z tematem.

Dziewczynka o kamiennej twarzy: bardzo dobre opowiadanie o wpływie rodzica alkoholika, na dorosłe życie dziecka. O dziwo, mimo, że poruszające, to lekkie i bez zbędnego patosu. Polecam autora, bo młody, uzdolniony i nieźle zapowiadający się.

Posprzątajmy reklamy: inicjatywa obywatelska dotycząca „ustawy krajobrazowej”, czyli ogarniania chaosu w przestrzeni publicznej i tryliona billboardów z kremem na rozstępy. Tutaj możesz wysłać list do swojego senatora, żeby zrobił coś z marketingowym pierdolnikiem w Twoim mieście.

Miłość to dopiero początek: tytuł brzmi tak jak brzmi, ale nie dajcie mu się zwieść. To wybitnie mądry i dający do myślenia tekst o tym, czym faktycznie miłość jest, gdy odrzucimy jej popkulturowy kontekst lansowany w komediach romantycznych.

Jak będziesz wyglądać na starość z tatuażami? To standardowe hasło, które pojawia się, gdy ktoś zrobi sobie dziarę, mające na celu obiektywną i sensowną krytykę jego pomysłu. Dobra wiadomość, już nie musicie się zastanawiać, galeria 24 wytatuowanych seniorów odpowiada dość dobrze na to pytanie.

Mamo, tato, nie mów tak do mnie! Chyba ostatnio za często znosi mnie na tematy rodzicielsko-wychowawczo-dzieciowe, no ale jak czytam takie teksty, to trudno mi przejść obojętnie i nie puścić dalej.

Rebranding Radia Maryja: brzmi jak żart? Zdecydowanie, bo pomysł powstał na prima aprilis, ale ta identyfikacja wizualna jest tak profesjonalna i zajebista, że gdyby Rydzyk się na nią zdecydował, to chyba zacząłbym go słuchać.

Najpopularniejsze loga: malowane czymś, co wygląda jak połączenie pędzla z flamastrem, ale nie wiem jak naprawdę się nazywa i mam nadzieję, że fachowcy od projektowania nie zlinczują mnie za tę niewiedzę.

Sebastian LesterO cara é muito bom!

Posted by Vanderlei Frari on 3 kwietnia 2015

 

Darude – „Sandstorm”: grane na drzwiczkach od piekarnika.

 

Męska stylówka tygodnia: moja! Wczoraj w Krakowie było tak ciepło, że wbiłem w krótkie spodenki idąc po bułki do Buczka i bardzo chciałem podzielić się z Wami tym faktem.

Taki piątunio to ja rozumiem!

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Stay Fly (@stayflypl)

 
 
Damska stylówka tygodnia: myślisz streetwear w Polsce, myślisz Pani Ekscelencja. Jest w tym bezkonkurencyjna, ostra, a w dodatku cały czas śliczna i kobieca. Mimo, że zupełnie nie wiem co robi ten ręcznik między jej dłonią a udem.

pani ekscelencja
kliknij w AirMaxy po więcej zdjęć

 
Klip tygodnia: po bardzo przeciętnej czwartej płycie z Matkiem, Bonson wraca do estetyki staroszkolno-podziemnej i wychodzi mu to jak zwykle. Czyli arcymistrzowsko! Ultra plastyczne opisy otoczenia, hiper celne spostrzeżenia i podwójne rymy. Kozak!   https://www.youtube.com/watch?v=rB0jYs5HIUE

 
Fanpage tygodnia: próbowałem napisać coś mądrego, ale nazwa tego profilu mówi sama za siebie.

 

Ogłoszenie parafialne: nie dość, że dojrzałem mentalnie do zmiany szablonu, to już nawet znalazłem taki piękniusi, który wymaga tylko drobnych popraweczek, żeby go wdrożyć i wepchnąć bloga na wyższy poziom. Jednak oprócz nowej szaty, planuję też pogrzebać w bebechach i potrzebuję do tego Waszej pomocy, która w tym wypadku będzie nieoceniona. Chodzi o to, żebyście odpowiedzieli na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: jakie słowo bądź fraza kojarzy Wam się ze Stay Fly? Gdybyście mieli opisać bloga osobie, która w życiu go nie widziała na oczy, to co pierwsze przyszłoby Wam na myśl? Odruchowe skojarzenie? Słowo-klucz?

Pamiętajcie, tu nie ma złych odpowiedzi, są tylko za długie hasztagi.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • StayFly – ostoja internetów ;)

  • Błyskotliwy, szczery i oryginalny!

  • Dorota Cudzich

    #autentyczny #bezpozerstwa

  • Karolina Podolska

    znalazlam przypadkiem i polecam wszystkim wokolo ;)

  • Jonasz Potempa

    Stay Fly/Stay High

  • andme

    Abstrakcyjna rzeczywistość w zacnym wydaniu. Nie można ograniczać do jednego słowa, zwłaszcza kobiet :)

  • Ze Stejflajem zawsze kojarzą mi się te rzeczy: Kraków, fiolet, punktowanie naTemat, no i #tenluzmimoprawie30 :D

  • Ania Piwowarczyk

    Inteligentny, luzacki, kumpel, zadziorny. I’m sorry Stay Fly, nie mieścisz mi się w jednym słowie (a nawet te 4 to takie słowa-worki, które jeszcze by sporo pomieściły – samych dobrych rzeczy!).

  • Barbara Żurawik

    Fajna dupa z nóg (parafrazując: fajna dupa z twarzy albo fajna dupa z dupy) :) Oczywiście odnosząc się do twojego insta.

  • Że ma duży dystans do rzeczywistości i nie przyjmuje jedynie słusznej prawdy.
    w sensie, że Ty masz i Ty nie przyjmujesz :D

  • Niesamowita osobowość autora – to bym powiedziała komuś, polecając Twój blog.

  • pedro_sanctis

    chill-writing

  • Konrad

    #ciary #mes #justloseitandbehappy

  • Będzie czytane. A Pani Ekscelencja pewnie na siłkę ciśnie albo z. Poza tym, jest ciepło. Można zrosić sobie skronie zimnym ręcznikiem, to zdrowo.

  • Agnieszka

    Inteligentniesarkastyczny!

    • Dzięki!

    • Joanna

      Przeczytałam Inteligent-nie-sarkastyczny.:)

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Rzeczy, które zaskakują w Rzymie

Skip to entry content

Po hiper udanej Wielkanocy w Paryżu, stwierdziłem, że uciekanie od lokalnego zgiełku to wybitnie dobry pomysł i w tym roku zabrałem mamę na święta do Rzymu. Było mniej bajecznie niż w stolicy Francji, bo przez pierwsze 2 dni nieustannie lało i prawdziwie wiosenno-kwietniowa pogoda zrobiła się w dzień naszego wylotu, ale i tak było pysznie. Mówiąc dosłownie. Zniewalająca pizza, która wyleczyłaby każdą anorektyczkę i obłędne lody, których nie da się porównać nawet do tych ze Starowiślnej. No i oczywiście odcięcie się od świątecznego terroru, który w Polsce jest wszechobecny.

Tam natomiast, wielkanocnej nagonki w ogóle nie dało się odczuć, bo zupełnie się nie spodziewałem, że…

 

Włosi wcale nie są turbo religijni

Wielkanoc w Rzymie (8)

A przynajmniej rzymianie. Mimo posiadania Watykanu na terytorium miasta, i w pierwszy, i w drugi dzień świąt większość sklepów, knajp i „atrakcji” było pootwieranych i normalnie funkcjonowało. Tak że tego, chyba tylko my chcemy być świętsi od papieża.

Zresztą w kwestii miejsc kultu, najwyraźniej też są dużo bardziej liberalni od nas, bo zupełnie im nie przeszkadza, że…

 

Pod Watykanem stacjonują polowe stoiska Prady

Wielkanoc w Rzymie (11)

I Gucciego, i Louis Vuitton, i Ray Bana, i Chanel i każdej innej luksusowej marki, którą moglibyście zobaczyć na amerykańskim klipie. I nikt nie reaguje, że przed domem głowy kościoła katolickiego Murzyni urządzają bazar, sprzedając podróbki.

Pomijając jednak torebki i okulary, to najbardziej rzuca się w oczy…

 

Plaga sprzedawców kijów do samojebek

Wielkanoc w Rzymie (7)

Byłem już w kilku miejscach na świecie, ale tylu ciemnoskórych biegających za Tobą z „selfie stick, selfie, selfie, selfie stick” zawieszonym w powietrzu nie widziałem nigdzie. W atrakcyjniejszych turystycznie częściach miasta nie da się od nich uwolnić, a w Watykanie na Placu Świętego Piotra jest ich chyba nawet więcej, niż pod Koloseum. Fakt, że wciskają przyrząd do robienia zdjęć z ręki, a nie wodę, czy breloczki, to świetna puenta naszych czasów.

Równie wymowny jest…

 

Uliczny automat z lubrykantami

Wielkanoc w Rzymie (3)

Bo nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać wiśniowy nawilżacz dopochwowy.

Za to wiadomo kiedy nie przyda Ci znajomość angielskiego, bo…

 

Większość pracowników metra mówi tylko po włosku

Wielkanoc w Rzymie (4)

Niezależnie, czy to stacja przy dworcu głównym, czy przy Fontannie di Trevi, czy na obrzeżasz miasta. Czyli powtórka z Paryża. Na szczęście, w odróżnieniu od Francuzów, da się z nimi dogadać na migi, mowę ciała i smutne oczy.

Zasadniczo muszę stwierdzić, że…

 

Włosi to bardzo przyjazna nacja

Wielkanoc w Rzymie

Ilu poprosiłem o pomoc, tylu starało mi się jej udzielić, niezależnie, czy byli w stanie to zrobić albo czy w ogóle rozumieli o co mi chodzi. Zaczepiony, żaden nie olał sprawy i nie przeszedł obojętnie, co było naprawdę bardzo miłe,  bo znieczulica na ulicach jest wszechobecna nawet w tak przyjaznym mieście jak Kraków.

Może są tak otwarci przez to, że to…

 

Królowie swagu!

Wielkanoc w Rzymie (12)

Podkolanówki i spódnica w żółto-czarne pasy, ponczo i beret? ASAP Rocky powinien chodzić do watykańskich strażników na korki z kompletowania stylówki.

A Grycan na naukę kręcenia lodów, bo to prawda, że…

 

Włoskie lody są obłędne!

Wielkanoc w Rzymie (18)

Myślałem, że te legendy o włoskich lodach to takie słodkie pieprzenie jak wyświechtane hasełko, że „najlepsze kasztany są na placu pigalle”, a to gówno prawda, bo są dość przeciętne. Jednak z włoskim zimnym deserem, to prawda. Jadłem je w 7, czy 8 różnych miejscach i w każdym były mistrzowskie. Nie będę silił się na opisywanie smaku, bo tego trzeba po prostu spróbować, ale to co mnie zaskoczyło, to, że we Włoszech wcale nie daje się lodów na gałki, jak w Polsce, a „na szpatułki”. I, co równie nietypowe, nie wpycha się ich do wafla tak jak u nas, tylko osadza na jego szczycie, tak, że rożek stanowi tylko uchwyt, a nie opakowanie na nie.

Pozostając w temacie jedzenia, nie mógłbym nie wspomnieć o pizzy i o tym, że…

 

Capriciosa z jajkiem to standard

Wielkanoc w Rzymie (2)

To zdumiało mnie chyba najbardziej, bo w żadnej polskiej pizzeri nie spotkałem się z tym, żeby na środku capriciosy było posadzone jajo. A po rozmowie z kelnerami w Rzymie, dowiedziałem się, że to klasyczny i jedyny poprawny przepis, a wszyscy, którzy komponują tę pizzę inaczej, robią to źle i powinni umrzeć w sposób uniemożliwiający urządzenie pogrzebu z otwartą trumną. Z tą wiedzą czuję się teraz co najmniej jak MasterChef.

Kończąc temat jedzeniowych niespodzianek, to nie spodziewałem się też, że…

 

Margherita może być dobra

Wielkanoc w Rzymie (13)

I to na tyle dobra, że nie czujesz niedostatku dodatków, czy podświadomego braku choćby szynki. Na tyle dobra, że czujesz, że to co jesz jest przepyszne, choć to tylko ciasto, ser i sos pomidorowy. Pewnie zabrzmię jak licealista, który po 12-stu latach nauki matematyki ogarnął w końcu wzór skróconego mnożenia, ale naprawdę nie trzeba walić na pizzę setki składników, żeby oblizywać usta po każdym kęsie. Wystarczy upiec ją we właściwy sposób z dobrych jakościowo produktów.

Przejdźmy teraz do tematu nierozłącznego z jedzeniem, czyli picia. Wiedzieliście, że…

 

W całym Rzymie są źródła z pitną wodą

Wielkanoc w Rzymie (15)

Publiczne i bezpłatne, dzięki czemu nie musisz co chwila kupować nowej butelki za 2 euro, tylko na bieżąco uzupełniasz starą. W upalne dni, to wyjątkowo praktyczne udogodnienie. Nie obraziłbym się gdyby u nas też tak było.

Za to nie mam żadnych pretensji, że w Polsce odpuszczono sobie te…

 

Dziwaczne krany

Wielkanoc w Rzymie (5)

Które nie mają pokręteł z zimną i ciepłą wodą, tylko „sprzęgła” (jak ktoś ma lepsze określenie, to śmiało) regulujące dopływ wody, obsługiwane stopą. Dla turystów to niezły test na spostrzegawczość, ja zlokalizowałem jej dopiero po 7 minutach oględziny i zadumy, a moja mama wcale.

Ona z kolei zwróciła uwagę na…

 

Dziwaczne drzewa

Wielkanoc w Rzymie (6)

Chude, ze zbitą w kupę kępą liści, wyglądające trochę jak pędzel do nakładania pudru.

Nie umknęły jej również…

 

Pomarańczowce w centrum miasta

Wielkanoc w Rzymie (1)

Nawet w Barcelonie, nie miałem opcji zerwać sobie cytrusa prosto z drzewa czekając na autobus.

Za to tam, przynajmniej wiedziałem, kiedy ów środek transportu przyjedzie, bo…

 

Na rzymskich rozkładach jazdy nie ma godzin odjazdów

Wielkanoc w Rzymie (10)

Było to dla mnie trochę nie do uwierzenia, bo jak tak można żyć i chodzić na randki? Czy do pracy? Jednak po rozmowie z kilkoma przechodniami, dowiedziałem się, że punktualność nie jest w tym kraju przesadnie cenioną cnotą i że tutaj autobusy „jak przyjeżdżają to są, a jak nie, to trzeba czekać”. No w sumie coś w tym jest.

Ciekawostką dotyczącą poruszania się po mieście, o której warto wiedzieć wcześniej, jest także fakt, że…

 

Bilety można kupić tylko na stacjach metra

Wielkanoc w Rzymie (21)

Teoretycznie również w kioskach, ale jeszcze nie trafiłem na kiosk, w którym byłoby to wykonalne. I mowa tu nie tylko o biletach na metro, ale na wszystkie środki publicznego transportu w Rzymie. Bo na wszystkie obowiązuje jeden bilet. Niby to ułatwienie, ale problemy z dostępnością sprawiają, że jednak jest to utrudnienie.

Kolejną rzeczą, która w teorii miała pomagać, ale w praktyce trochę się to rozjechało jest…

 

Wi-Fi w tramwajach

Wielkanoc w Rzymie (20)

Brzmi zajebiście, no nie? No, tyle, że nie działa. Ale jakby ktoś pytał, to jest. Czyli tak jak w Pendolino.

I na koniec tej wyliczanki, coś co powinno połechtać ego nas wszystkich, mianowicie…

 

Metro w Rzymie ma tylko 2 linie

Wielkanoc w Rzymie (19)

Czyli, aktualnie, ani jednej więcej niż w Warszawie! Jesteśmy na równi z zachodem!

---> SKOMENTUJ
autorem zdjęcia jest  lepantho
autorem zdjęcia jest lepantho

Spotkałeś się kiedyś z sytuacją, że…

…hydraulik pyta Cię jak naprawić kran?

…chirurg pyta Cię jak nastawić złamaną kość?

…piekarz pyta Cię jak upiec chleb?

…gość z ekipy remontowej pyta Cię jak ma przykleić tapetę do ściany?

…informatyk z działu technicznego pyta Cię jak ma Ci naprawić komputer?

…pilot samolotu pyta Cię, którędy ma lecieć?

…typ z wodociągów pyta Cię jak założyć instalację?

…szewc pyta Cię jak zreanimować dziurawego buta, żeby nadawał się do użytku?

…koleś z telekomu pyta Cię jak ma ustawić nadajniki, żebyś mógł zadzwonić do znajomego nad morzem?

Podejrzewam, że nigdy, bo oznaczałoby to, że powyższe osoby są wysoce niewykwalifikowane i pod żadnym pozorem nie powinny wykonywać swojego zawodu, skoro nie znają podstaw jego funkcjonowania. I zamiast nastawić rękę, złamią nogę, albo nie podciągną wody do domu, tylko odłączą gaz. Zresztą, niezależnie czy pytają o jakąś oczywistą czy złożoną kwestię, no to kurwa mać, jestem klientem. Nie muszę się znać na tym co robią, bo właśnie za to im płacę, żeby oni się na tym znali za mnie. Na tym własnie polega rynek usług.

Mimo to, taksówkarze notorycznie pytają „to którędy pojedziemy?” po podaniu punktu docelowego, i nie jest rezolutne zagajenie rozmowy, tylko faktyczne pytanie o trasę. Tak jak bym to ja był zawodowym kierowcą, zarobkowo zajmującym wożeniem ludzi pod wskazany przez nich adres, i wiedział w jakiej części miasta, o której godzinie są największe korki. I która ulica dokąd prowadzi.

To ja mam usługodawcy tłumaczyć na czym poleca jego praca, za którą mu płacę?

Co istotne, to pytanie najczęściej pada, gdy jestem z walizką i jasne jest, że chwilę temu odbyłem podróż. Taksiarzowi w tym momencie zapala się w głowie złodziejska lampka i sugeruje, że skoro właśnie przyjechałem do tego miasta, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie jestem stąd. I może mnie orżnąć z hajsu, jadąc dłuższą drogą albo w ogóle przez sąsiednie wsie, gdybym odpowiedział z akcentem Bilguuna Ariunbaatara. Dlatego pyta jaką trasą pojedziemy, aby sprawdzić czy przypadkiem nie jestem tutejszy i nie zorientuję się, że robi mnie w wała.

Zdarzyło się jednak kilka razy, że taksówkarz nie chciał mnie wyruchać na kasę, tylko naprawdę pytał jak dojechać do wskazanego miejsca, bo nie wiedział. Mimo, że nie była to hipsterska knajpa na uboczu, a adres w centrum miasta. Miasta, w którym mieszka i pracuje. I pytał jakimi ulicami musi jechać, żeby tam dotrzeć, bo nic mu nie przychodzi do głowy. Przy tak wykwalifikowanym człowieku, który nie potrafi wykonać fundamentalnych aspektów swojej pracy, lepiej wysiąść z auta i pójść pieszo.

Bo najprawdopodobniej również nie będzie wiedział jak użyć kierunkowskazów i hamulca.

---> SKOMENTUJ