Close
Close

Po hiper udanej Wielkanocy w Paryżu, stwierdziłem, że uciekanie od lokalnego zgiełku to wybitnie dobry pomysł i w tym roku zabrałem mamę na święta do Rzymu. Było mniej bajecznie niż w stolicy Francji, bo przez pierwsze 2 dni nieustannie lało i prawdziwie wiosenno-kwietniowa pogoda zrobiła się w dzień naszego wylotu, ale i tak było pysznie. Mówiąc dosłownie. Zniewalająca pizza, która wyleczyłaby każdą anorektyczkę i obłędne lody, których nie da się porównać nawet do tych ze Starowiślnej. No i oczywiście odcięcie się od świątecznego terroru, który w Polsce jest wszechobecny.

Tam natomiast, wielkanocnej nagonki w ogóle nie dało się odczuć, bo zupełnie się nie spodziewałem, że…

 

Włosi wcale nie są turbo religijni

Wielkanoc w Rzymie (8)

A przynajmniej rzymianie. Mimo posiadania Watykanu na terytorium miasta, i w pierwszy, i w drugi dzień świąt większość sklepów, knajp i „atrakcji” było pootwieranych i normalnie funkcjonowało. Tak że tego, chyba tylko my chcemy być świętsi od papieża.

Zresztą w kwestii miejsc kultu, najwyraźniej też są dużo bardziej liberalni od nas, bo zupełnie im nie przeszkadza, że…

 

Pod Watykanem stacjonują polowe stoiska Prady

Wielkanoc w Rzymie (11)

I Gucciego, i Louis Vuitton, i Ray Bana, i Chanel i każdej innej luksusowej marki, którą moglibyście zobaczyć na amerykańskim klipie. I nikt nie reaguje, że przed domem głowy kościoła katolickiego Murzyni urządzają bazar, sprzedając podróbki.

Pomijając jednak torebki i okulary, to najbardziej rzuca się w oczy…

 

Plaga sprzedawców kijów do samojebek

Wielkanoc w Rzymie (7)

Byłem już w kilku miejscach na świecie, ale tylu ciemnoskórych biegających za Tobą z „selfie stick, selfie, selfie, selfie stick” zawieszonym w powietrzu nie widziałem nigdzie. W atrakcyjniejszych turystycznie częściach miasta nie da się od nich uwolnić, a w Watykanie na Placu Świętego Piotra jest ich chyba nawet więcej, niż pod Koloseum. Fakt, że wciskają przyrząd do robienia zdjęć z ręki, a nie wodę, czy breloczki, to świetna puenta naszych czasów.

Równie wymowny jest…

 

Uliczny automat z lubrykantami

Wielkanoc w Rzymie (3)

Bo nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać wiśniowy nawilżacz dopochwowy.

Za to wiadomo kiedy nie przyda Ci znajomość angielskiego, bo…

 

Większość pracowników metra mówi tylko po włosku

Wielkanoc w Rzymie (4)

Niezależnie, czy to stacja przy dworcu głównym, czy przy Fontannie di Trevi, czy na obrzeżasz miasta. Czyli powtórka z Paryża. Na szczęście, w odróżnieniu od Francuzów, da się z nimi dogadać na migi, mowę ciała i smutne oczy.

Zasadniczo muszę stwierdzić, że…

 

Włosi to bardzo przyjazna nacja

Wielkanoc w Rzymie

Ilu poprosiłem o pomoc, tylu starało mi się jej udzielić, niezależnie, czy byli w stanie to zrobić albo czy w ogóle rozumieli o co mi chodzi. Zaczepiony, żaden nie olał sprawy i nie przeszedł obojętnie, co było naprawdę bardzo miłe,  bo znieczulica na ulicach jest wszechobecna nawet w tak przyjaznym mieście jak Kraków.

Może są tak otwarci przez to, że to…

 

Królowie swagu!

Wielkanoc w Rzymie (12)

Podkolanówki i spódnica w żółto-czarne pasy, ponczo i beret? ASAP Rocky powinien chodzić do watykańskich strażników na korki z kompletowania stylówki.

A Grycan na naukę kręcenia lodów, bo to prawda, że…

 

Włoskie lody są obłędne!

Wielkanoc w Rzymie (18)

Myślałem, że te legendy o włoskich lodach to takie słodkie pieprzenie jak wyświechtane hasełko, że „najlepsze kasztany są na placu pigalle”, a to gówno prawda, bo są dość przeciętne. Jednak z włoskim zimnym deserem, to prawda. Jadłem je w 7, czy 8 różnych miejscach i w każdym były mistrzowskie. Nie będę silił się na opisywanie smaku, bo tego trzeba po prostu spróbować, ale to co mnie zaskoczyło, to, że we Włoszech wcale nie daje się lodów na gałki, jak w Polsce, a „na szpatułki”. I, co równie nietypowe, nie wpycha się ich do wafla tak jak u nas, tylko osadza na jego szczycie, tak, że rożek stanowi tylko uchwyt, a nie opakowanie na nie.

Pozostając w temacie jedzenia, nie mógłbym nie wspomnieć o pizzy i o tym, że…

 

Capriciosa z jajkiem to standard

Wielkanoc w Rzymie (2)

To zdumiało mnie chyba najbardziej, bo w żadnej polskiej pizzeri nie spotkałem się z tym, żeby na środku capriciosy było posadzone jajo. A po rozmowie z kelnerami w Rzymie, dowiedziałem się, że to klasyczny i jedyny poprawny przepis, a wszyscy, którzy komponują tę pizzę inaczej, robią to źle i powinni umrzeć w sposób uniemożliwiający urządzenie pogrzebu z otwartą trumną. Z tą wiedzą czuję się teraz co najmniej jak MasterChef.

Kończąc temat jedzeniowych niespodzianek, to nie spodziewałem się też, że…

 

Margherita może być dobra

Wielkanoc w Rzymie (13)

I to na tyle dobra, że nie czujesz niedostatku dodatków, czy podświadomego braku choćby szynki. Na tyle dobra, że czujesz, że to co jesz jest przepyszne, choć to tylko ciasto, ser i sos pomidorowy. Pewnie zabrzmię jak licealista, który po 12-stu latach nauki matematyki ogarnął w końcu wzór skróconego mnożenia, ale naprawdę nie trzeba walić na pizzę setki składników, żeby oblizywać usta po każdym kęsie. Wystarczy upiec ją we właściwy sposób z dobrych jakościowo produktów.

Przejdźmy teraz do tematu nierozłącznego z jedzeniem, czyli picia. Wiedzieliście, że…

 

W całym Rzymie są źródła z pitną wodą

Wielkanoc w Rzymie (15)

Publiczne i bezpłatne, dzięki czemu nie musisz co chwila kupować nowej butelki za 2 euro, tylko na bieżąco uzupełniasz starą. W upalne dni, to wyjątkowo praktyczne udogodnienie. Nie obraziłbym się gdyby u nas też tak było.

Za to nie mam żadnych pretensji, że w Polsce odpuszczono sobie te…

 

Dziwaczne krany

Wielkanoc w Rzymie (5)

Które nie mają pokręteł z zimną i ciepłą wodą, tylko „sprzęgła” (jak ktoś ma lepsze określenie, to śmiało) regulujące dopływ wody, obsługiwane stopą. Dla turystów to niezły test na spostrzegawczość, ja zlokalizowałem jej dopiero po 7 minutach oględziny i zadumy, a moja mama wcale.

Ona z kolei zwróciła uwagę na…

 

Dziwaczne drzewa

Wielkanoc w Rzymie (6)

Chude, ze zbitą w kupę kępą liści, wyglądające trochę jak pędzel do nakładania pudru.

Nie umknęły jej również…

 

Pomarańczowce w centrum miasta

Wielkanoc w Rzymie (1)

Nawet w Barcelonie, nie miałem opcji zerwać sobie cytrusa prosto z drzewa czekając na autobus.

Za to tam, przynajmniej wiedziałem, kiedy ów środek transportu przyjedzie, bo…

 

Na rzymskich rozkładach jazdy nie ma godzin odjazdów

Wielkanoc w Rzymie (10)

Było to dla mnie trochę nie do uwierzenia, bo jak tak można żyć i chodzić na randki? Czy do pracy? Jednak po rozmowie z kilkoma przechodniami, dowiedziałem się, że punktualność nie jest w tym kraju przesadnie cenioną cnotą i że tutaj autobusy „jak przyjeżdżają to są, a jak nie, to trzeba czekać”. No w sumie coś w tym jest.

Ciekawostką dotyczącą poruszania się po mieście, o której warto wiedzieć wcześniej, jest także fakt, że…

 

Bilety można kupić tylko na stacjach metra

Wielkanoc w Rzymie (21)

Teoretycznie również w kioskach, ale jeszcze nie trafiłem na kiosk, w którym byłoby to wykonalne. I mowa tu nie tylko o biletach na metro, ale na wszystkie środki publicznego transportu w Rzymie. Bo na wszystkie obowiązuje jeden bilet. Niby to ułatwienie, ale problemy z dostępnością sprawiają, że jednak jest to utrudnienie.

Kolejną rzeczą, która w teorii miała pomagać, ale w praktyce trochę się to rozjechało jest…

 

Wi-Fi w tramwajach

Wielkanoc w Rzymie (20)

Brzmi zajebiście, no nie? No, tyle, że nie działa. Ale jakby ktoś pytał, to jest. Czyli tak jak w Pendolino.

I na koniec tej wyliczanki, coś co powinno połechtać ego nas wszystkich, mianowicie…

 

Metro w Rzymie ma tylko 2 linie

Wielkanoc w Rzymie (19)

Czyli, aktualnie, ani jednej więcej niż w Warszawie! Jesteśmy na równi z zachodem!

Sardynia – co warto zobaczyć?

(niżej jest kolejny tekst)

61
Dodaj komentarz

avatar
31 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
38 Comment authors
Paella w Barcelonie - gdzie warto zjeść?17 rzeczy, które zaskakują w MediolanieCzy "Żyd" to obraźliwe określenie Żyda?*Natalia*obserwatore. eu Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kel
Gość

Bardzo mi się podoba podejście z rozkładem jazdy.

Jan Favre
Gość

Dla kierowców na pewno spoko, dla pasażerów ciut gorzej.

tattwa
Gość

Na Śląsku jest tak samo. To znaczy, jak są to są, a nie jak nie ma, to trzeba czekac. Tyle tylko, że rozkład wisi i kłamie :D

Jan Favre
Gość

Kolejny dowód, że jesteśmy na równi z zagranicą :D

Adrianna Zielińska
Gość

No i przypomniałeś mi o tych obłędnych lodach. Czasami dla żartów rozmawiam ze znajomymi, że wyskoczymy na chwilę do Rzymu albo Wenecji na włoskie espresso i lody, by chwilę później wsiąść w samolot powrotny. Zaczynam dostrzegać w tym coraz mniej żartu, a więcej sensu, w końcu dano nam tanie linie :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Podoba mi się ta idea :)

Adrianna Zielińska
Gość

To kiedy? :>

Paulina Hofman
Gość
Paulina Hofman

<3 Wowowowwow jak mega ciekawie opowiedziane i pokazane!

Jan Favre
Gość

Dzięki!

Dominika
Gość

Byłam pierwszy raz we Włoszech w styczniu, i najbardziej mnie zdziwiło to, że Włosi wcale nie są tacy głośni i rozgadani. Na ulicach jest dużo ciszej niż w Polsce. No i że są specjalne miejsca parkingowe dla skuterów, które można spotkać praktycznie wszędzie.

Mateusz Sanzo Cichosz
Gość

Ten automat z lubrykantami przykuł moją uwagę. I nie ze względu na znajdujące się tam dodatki, a pampersy. Chyba biorą pod uwagę klientów, dla których może być już za późno ;). Co do Włochów – byłem tam raz, kilka ładnych lat temu, kiedy modne były długie włosy i hawajskie spodnie w połączeniu z sandałami i skarpetkami nie robiły obciachu na plaży. Pamiętam, że Włosi byli średnio tolerancyjni dla Polaków, no chyba że akurat tak trafiałem. Była taka jedna sytuacja w sklepie, kiedy sprzedawca dowiedział się, że szprechamy po polskiemu, to zaczął nas bluzgać. Potem jego siostra nas przepraszała, ale jednak…… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

O, to czegoś takiego nie doświadczyłem, ale może dlatego, że moja mama bardzo dobrze mówi po włosku i brali nas za „swoich”?

Mateusz Sanzo Cichosz
Gość

No to być może, być może. Masz to szczęście, że Twoje imię i nazwisko nie sugeruje polskich korzeni, więc pewnie stąd ta włoska kulturka ;).

Edyta Lech
Gość

W Chinach obok prezerwatyw możesz kupić wibratory i tabletki 72 po. :)

Martyna
Gość
Martyna

A w Niemczech w automatach obok prezerwatyw od razu test ciążowy.

Jan Favre
Gość

To małolatki przynajmniej nie muszą narażać się na wstyd idąc do lokalnej apteki.

Mateusz Sanzo Cichosz
Gość

Spoko, jak złapie spontan na grzmoty z lubą, to przynajmniej mogę kupić sobie zestaw all inclusive ;). Mając wibry i tabletki, gumki w ogóle nie są potrzebne.

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

autorem zdjęcia jest  lepantho
autorem zdjęcia jest lepantho

Spotkałeś się kiedyś z sytuacją, że…

…hydraulik pyta Cię jak naprawić kran?

…chirurg pyta Cię jak nastawić złamaną kość?

…piekarz pyta Cię jak upiec chleb?

…gość z ekipy remontowej pyta Cię jak ma przykleić tapetę do ściany?

…informatyk z działu technicznego pyta Cię jak ma Ci naprawić komputer?

…pilot samolotu pyta Cię, którędy ma lecieć?

…typ z wodociągów pyta Cię jak założyć instalację?

…szewc pyta Cię jak zreanimować dziurawego buta, żeby nadawał się do użytku?

…koleś z telekomu pyta Cię jak ma ustawić nadajniki, żebyś mógł zadzwonić do znajomego nad morzem?

Podejrzewam, że nigdy, bo oznaczałoby to, że powyższe osoby są wysoce niewykwalifikowane i pod żadnym pozorem nie powinny wykonywać swojego zawodu, skoro nie znają podstaw jego funkcjonowania. I zamiast nastawić rękę, złamią nogę, albo nie podciągną wody do domu, tylko odłączą gaz. Zresztą, niezależnie czy pytają o jakąś oczywistą czy złożoną kwestię, no to kurwa mać, jestem klientem. Nie muszę się znać na tym co robią, bo właśnie za to im płacę, żeby oni się na tym znali za mnie. Na tym własnie polega rynek usług.

Mimo to, taksówkarze notorycznie pytają „to którędy pojedziemy?” po podaniu punktu docelowego, i nie jest rezolutne zagajenie rozmowy, tylko faktyczne pytanie o trasę. Tak jak bym to ja był zawodowym kierowcą, zarobkowo zajmującym wożeniem ludzi pod wskazany przez nich adres, i wiedział w jakiej części miasta, o której godzinie są największe korki. I która ulica dokąd prowadzi.

To ja mam usługodawcy tłumaczyć na czym poleca jego praca, za którą mu płacę?

Co istotne, to pytanie najczęściej pada, gdy jestem z walizką i jasne jest, że chwilę temu odbyłem podróż. Taksiarzowi w tym momencie zapala się w głowie złodziejska lampka i sugeruje, że skoro właśnie przyjechałem do tego miasta, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie jestem stąd. I może mnie orżnąć z hajsu, jadąc dłuższą drogą albo w ogóle przez sąsiednie wsie, gdybym odpowiedział z akcentem Bilguuna Ariunbaatara. Dlatego pyta jaką trasą pojedziemy, aby sprawdzić czy przypadkiem nie jestem tutejszy i nie zorientuję się, że robi mnie w wała.

Zdarzyło się jednak kilka razy, że taksówkarz nie chciał mnie wyruchać na kasę, tylko naprawdę pytał jak dojechać do wskazanego miejsca, bo nie wiedział. Mimo, że nie była to hipsterska knajpa na uboczu, a adres w centrum miasta. Miasta, w którym mieszka i pracuje. I pytał jakimi ulicami musi jechać, żeby tam dotrzeć, bo nic mu nie przychodzi do głowy. Przy tak wykwalifikowanym człowieku, który nie potrafi wykonać fundamentalnych aspektów swojej pracy, lepiej wysiąść z auta i pójść pieszo.

Bo najprawdopodobniej również nie będzie wiedział jak użyć kierunkowskazów i hamulca.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #20: irytujący pasażerowie, Rasmentalism i desanty

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 20

Mijający tydzień został zdominowany przez pseudo-aferkę z szafiarkami i prima aprilis. Pierwszy temat był bardziej przewałkowany niż ciasto na bożonarodzeniowe pierogi, a w drugim nie widziałem ani jednego żartu, który by mnie powalił, więc w dzisiejszym „Przeglądzie” nie pojawi się nic na ten temat. Pojawiają się za to filmiki, które powinny Was nastroić nieco pozytywniej, niż pogoda za oknem.

Rodzaje ludzi, którzy hamują Twój rozwój: nienawistnicy, pokrzywdzeni-uciemiężeni i wujkowie dobre rady. Bardzo dobry wpis kolejny raz zwracający uwagę to, że czynniki zewnętrzne mocno na nas wpływają.

7 narzędzi do tworzenia infografik: ładny wykres to podstawa każdej pracy dyplomowej i raportu w korpo, a dzięki aplikacjom tu zebranym będziecie mieli najładniej zwizualizowane wyniki na piętrze. Do prezentacji sprzedażowych też się przyda.

Jak nie planować dnia? Andrzej Tucholski ostatnio poszedł w stronę rozwojowo-biurowo-organizacyjną i pisze o tym jak hackować harmonogram dnia, żeby żyło się lepiej.

Cytaty z filmów Quentina Tarantino: z okazji tego, że autor „Pulp Fiction”, „Kill Billa” i „Django” skończył niedawno 52 lata, Asia z „Wyrwane z kontekstu” wyrwała najlepsze dialogi z jego produkcji.

Ludzie, którzy myślą, że kierowca potrzebuje ich pomocy: czyli kolejny genialny vine od Wittaminy.

 

Jimek w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia: hip-hop wchodzi na salony! Nie jest to świeży materiał, bo sprzed kilku tygodni, ale bezapelacyjnie rozpierdala! Usłyszeć podkłady z „Black&Yellow”, „In Da Club”, „Still Dre”, czy „Crazy in love” na smyczkach i puzonach to niepowtarzalne przeżycie!

 

Séan Garnier konta Warszawa: ło Jezusieńku, co to człowiek robi z nogami? Przykro mi, ale niestety pan żonglujący piłką na Floriańskiej odpada przy nim w przedbiegach.

Séan GARNIER VS Warsaw (POLAND) by Séan GARNIER S3 freestyle ball • seen on https://youtu.be/SagJMgm4RkESean Crazy Street Skills: https://youtu.be/tcBNFBsIMS8More on Freekickerz

Posted by Freekickerz on 27 marca 2015

 

Męska stylówka tygodnia: jestem mocno antygarniturowy, ale w takim jak Spinache mógłbym śmigać. Nawet raz na kwartał.

 

Damska stylówka tygodnia: jest taka szafiarka, która nie przejmuje się nikim i niczym, i potrafi nie założyć stanika w zamian za przyodzianie ramoneski w centki. Nazywa się Alicja Zielasko, prowadzi bloga AlicePoint.com i wygląda w tym świetnie!

zdjęcie pochodzi z bloga alicepoint.com
zdjęcie pochodzi z bloga alicepoint.com

 

Klip tygodnia: któż to mógł być, jak nie Rasmentalism? Teledysk przypomina trochę „He ya!” Outkastu i prawie mu dorównuje kreacjami i poziomem humoru. Linijki i bit natomiast, jak zwykle dotykają chmur i gościny występ Dwóch Sławów nie pozwala im opaść.

 

Fanpage tygodnia: nie żebym był fanem traperów, glanów, czy innych siedlisk grzybów, ale ten profil to świetna przeciwwaga dla AirMaxów, których jest teraz więcej na ulicach niż plakatów wyborczych. Niech w naszym otoczeniu zagości miłość, harmonia, niski podatek dochodowy i różnorodność!

Z pozdrowieniami od Grodzieckiej z Czeladzi :D :D

Posted by Airmaxy ? nie dzięki mam desanty on 1 listopada 2014

 

Ogłoszenie parafialne: dzisiaj krótko – 16-go kwietnia, razem z Andrzejem Kozdębą i Michałem Majem, organizuję spotkanie blogerów w Krakowie. Jeśli tylko tworzycie coś w sieci i chcecie wymienić się doświadczeniami i pogadać, to wpadajcie na Smok Bloga!