Close
Close

Adam Mickiewicz

W trakcie wczorajszej rozmowy na temat języka polskiego i makaronizmów, jedna z moich koleżanek – Tattwa – rzuciła mi wyzwanie, które brzmiało tak:

Janek, oficjalnie i przy ludziach rzucam Ci wyzwanie: napisz tekst o seksie, w którym ani razu nie padnie słowo „seks” ani żadna jego pochodna.

Uznałem, że to za łatwe, bo każdy kto czytał erotyki Leśmiana, wie, że to prostsze, niż równanie z jedną niewiadomą. Żeby więc podnieść poprzeczkę na wyższy poziom niż test gimnazjalny, Magda dodała, że mam to zrobić trzynastozgłoskowcem. Czyli wierszem, w którym każdy, ale to każdy wers ma 13 sylab. Jak na przykład „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza. No to już brzmi jak coś, przy czym trzeba ruszyć głową, co?

Spoko, wyzwanie zaakceptowane!

 

Trzynastozgłoskowiec o seksie

 

Wieczór był ciepły, choć nie jak na Costa Brava

Pijani Angole kupowali kebaba

On wygłodniały, też chciał se zapiekankę zjeść

Ale brakowało w portfelu groszy sześć

Zaczepił ją z uśmiechem na końcu Szewskiej

Pytając, czy mu nie dorzuci na zapieksę

Pierwszoroczniaczka w towarzystwie karków dwóch

Spojrzała jakby w pracy co dzień woził gruz

Kark wypłacił mu bombę, taki zbrojny konflikt

I poczerwieniał jakby miał młodzieńczy trądzik

Zirytowany, że przejechał po nim walec

„Szmulo, wsadź se te grosze w wielbłądzi palec!”

Rzekł wycierając krew z ciżemek z łyżwą

Myśląc, że ciut niesprawiedliwe jest to wszystko

Śledząc węża, do domu pocisnął na nogach

A jego ego bolało bardziej niż głowa

Niedzielnego kaca spędził na lizaniu ran

I konsultacji wybielacza do krwawych plam

Poniedziałek w korpo był jak dzień w piekle

Więcej lizania dupy, niż gdy pies ma cieczkę

Raporty, wyniki, spotkania, ocipieć można

I jeszcze rekrutacja. Aż swędzi go moszna

Lecz, cóż to? Któż to jest na krześle kandydata?

Oczy go mylą, czy to ta sobotnia szmata?

Zabić, odprawić, czy zabawić się nią trochę?

Myśli i czuje, że ma na trzecie ochotę

Pierwszoroczniaczka przez łzy przepraszać zaczyna

I mówi, że nie znała karka-skurwysyna

Lecz typ nie debil, tak łatwo nabrać się nie da

I pyta, czy na muzyce grała na fletach

Ona, że owszem, że dobrze zna ten instrument

Choć nie wie jaki ma to związek w ogóle

Typ rzecze, że chce sprawdzić jej chwytów znajomość

A ona już wie o czym myśli ten jegomość

Pracę chce dostać, bo starzy hajs jej odcięli

Więc chwilę może być pracownicą burdeli

Na czterech łapach jak kot się skrada do pana

I gdy pan rozkaże na polecenie siada

Klęcząc mocuje się z napiętym rozporkiem

I myśli, czy dostanie tę pracę przed wtorkiem

Jeśli da temu pana ptakowi polatać

Tak, by po locie pana ptak skrzydła poskładał

I uwalnia ze spodni to zwierzę gwałtowne

Myśląc – „chętnie gościłabym je w swej kołdrze”

I nawet propozycja ta z ust jej pada

Gdy ptak miota się, bo bliski jest szczytowania

I gdy ostatkiem sił wyjękuje „o kurwa”

A ona czuje, że pełne ciepła ma usta

I zlizuje z palców co zostało na nich

Orientuje się, że daleko jej do damy

Za późno jednak na te moralne rozkminy

Stało się, ptak leży w jej buzi bez siły

Gdy podnosi się z kolan, błagalnie pyta

„Mam tę pracę? Dobrze oporządzona pyta?”

Typ rzekł bez zażenowania, bez żadnej spiny

„Proszę czekać, w razie czego oddzwonimy”.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Blogerzy polecają blogerów. Kajzerkowy Share Week 2016! / Kajzerek()

  • O Sensei! Śmiechłam setnie!

  • Ann Marie

    Wzruszyłam się, MAJSTERSZTYK!

  • Pingback: Inference to the Best Explanation (International Library of Philosophy) - Peter Lipton free downloads()

  • Śmiechy śmiechami, ale kawał tekstu, który ma jakiś sens napisać trzynastozgłoskowcem… Jestem pełen podziwu! #humanista

  • Guest

    Zachwyty czytelników tego bloga nad tym wierszem są do pewnego stopnia zrozumiałe, fani podziwiają slepo swego idola, sama to robiłam w wieku 18 lat, a dziś też kocham nielogicznie bezkrytycznie pewnego wielkiego artystę, który nie ma wad. Niemniej jednak odrobina trzeźwej oceny i konstruktywnej krytyki nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła, tak więc przybywam z kroplą dziegciu do tej beczki miodu. Otóż: Poza brakiem sredniówki, brakiem trzynastej zgłoski w wieku werach, to jeśli chodzi o warsztat, poeta ma jeszcze naprawdę wiele pracy, by wiersze jego mozna bylo nazwać poezją. Natomiast to, co mnie najbardziej boli, to że ludzie zachwycają się tym dziełem, bo niby (podkreślam – niby) trzynastozgłoskowiec, mistrzu wymiotłeś, ale czy wiecie o czym w ogóle jest ten wiersz? Ktoś to przeczytał? Przecież to okropne porno czytadło nie trzymające zadnego poziomu. Przepraszam, ale takie jest moje zdanie i osobiście wstydziłabym sie cos takiego opublikować.

  • Guest

    Wygrałeś internety!

  • Jonasz Potempa

    Sztos!

  • Momentami obleśne,ale prawdziwe,zatem przyłączam się do wielbiącego tłumu!

  • Mija się pan z powołaniem!

  • Zacny utwór! :D

  • Ven

    Jesteś geniuszem, aż słów zabrakło z mej strony
    Padam na kolana i biję Ci pokłony!

    • Oj, dziękuję bardzo!

    • Dorota Cudzich

      nomen-omen NA KOLANA :D

  • Strasznie byłam ciekawa jak się skończy ta historia… ostatnie zdanie zdecydowanie najlepsze i szukając bardziej filozoficznego dna, można by było rzec, że „Proszę czekać…” jest niezłą puentą. Jakby miała dostać tę pracę to by dostała… ;p

    • Bardziej miałem na myśli „karma wraca”. Nie tylko dla ptaków :)

      • No tak, w ten sposób też można pójść. Reasumując gratuluję kreatywności :)))

  • oretavia

    Jestem pod wrażeniem wysiłku włożonego w układanie rymów. Choć trochę się zawiodłam na przedstawionej sytuacji lirycznej :( Miało być o seksie, a nie o jakiejś zdesperowanej lali obciągającej zakompleksionemu dupkowi, niczym w kiepskim pornolu.

  • Hahaha! Piękneeeee!

  • Zdolności lingwistyczno-opowieściowe +100 !

  • Mistrzostwo świata :D

  • Padłam. Gratuluję kreatywności :D

  • Kapelusze z głów. :)

  • Patryk Bijak

    Jaki jest wzór na pochodną ze słowa sex?

    • Wojciech Kopeć

      Zależy po czym :V

    • Matematyczny.

  • Widać, że wyzwanie mocno siadło na psychice, bo ledwie wczoraj wieczór wspominałeś, a tu już na blogu.
    No i oczywiście genialne, innego się nie spodziewałem :)

    • 2 godziny pracy, tak że akurat przed spaniem siadło.

  • Joanna

    To jest dobre:)

  • Zacny wyczyn, milordzie.

  • astaaa

    To ja powiem tak: nie zawsze wszystko się płynnie czytało, ale wielki szacunek że Ci się chciało. Wykonanie dobre, i pomysł ciekawy, to niełatwa sztuka tak pisać, trzeba nabrać wprawy. Dlatego gratuluję, chylę nisko głowę bo zawsze to jakieś doświadczenie nowe. ;)

  • Kim

    genialne!!!! :D

  • Jula Potkaj

    Hahaha, jesteś moim mistrzem <3

  • Użyję Twojego trzynastozgłoskowca jako kontekstu na maturze xD

    • Może jednak nie, wolałbym, żebyś zdał.

      • Myślę, że sprawdzający biorąc do ręki dwudziestą pracę danego dnia byłby zachwycony ^^

  • Weronika

    Łoooo.. Genialne! :D :D

  • Czekam w takim razie, to będzie mój pierwszy w życiu!

  • piaxie

    Czekam na tomik poezji! :D

  • Karolina Nitka

    Najlepsze możliwe rozpoczęcie dnia, dzięki Janek ;)!

  • Brzeska

    chapeau bas

  • Renata Tokarska

    Sporo wersów jest dwunasto, a nie trzynastozgłoskowych

    • Których?

      • Renata Tokarska

        Kilka pierwszych, ale jest dużo więcej: Ale
        brakowało w portfelu groszy sześć

        Zaczepił ją z
        uśmiechem na końcu Szewskiej

        Pierwszoroczniaczka
        w towarzystwie karków dwóch

        Spojrzała
        jakby w pracy co dzień woził gruz

        „Szmulo,
        wsadź se te grosze w wielbłądzi palec!”

        No chyba, że nie umiem liczyć do trzynastu ;)

        • AnnnJa

          Chyba nie umiesz :)
          „A le bra ko wa ło w port fe lu gro szy sześć” – 13
          „Za cze pił ją z uś mie chem na koń cu Szew skiej” – 13
          „Pierw szo rocz nia czka w to wa rzy stwie kar ków dwóch’ -13
          ” Spoj rza ła jak by w pra cy co dzień wo ził gruz” – 13
          „Szmu lo wsadź se te gro sze w wiel błą dzi pa lec” – 13

          Pozdrowienia :)

          Jaaaanek!! Jestem dumna, że mój Syn jest imiennikiem tak utalentowanego człowieka! Szacun!

          • Renata Tokarska

            Anno, naprawdę nie chodzi mi o udowodnienie, ze mam rację. byc moze naprawdę też nei rozumiem, co to sa zgłoski, ale prosze, wyjaśnij mi, bo ja widzę to tak: (przykładowy wers, który według mnie jest trzynastozgloskowy:

            1) Lecz, 2)cóż 3)to? 4)Któż 5)to 6)jest 7)na 8)krze 9)śle 10)kan 11)dy 12) da 13)ta?

            i jeden z dwunastozgłoskowych:
            1)A 2)le 3)bra 4)ko 5)wa 6)ło 7) w portr 8)fe 9)lu 10)gro 11)szy 12)sześć
            drugi: 1)za 2)cze 3)pił 4)ją 5) z uś 6) mie 7)chem 8)na 9)koń 10)cu 11)Szew 12)skiej

            Nie umiem doliczyć sie dwunastej zgłoski :(

            Co do porównywania talentu syna do talentu wieszcza, byłabym ostrożna, nawet gdyby wszystkie wersy były trzynastozgloskowe…

          • magdagab

            Pani Renata ma rację, pojedynczych spółgłosek nie liczymy jako sylab: wpra-cy, a nie w-pra-cy. Mimo to świetny wpis.

          • Renata Tokarska

            Mickiewicz w Panu Tadeuszu kilkaset razy użył przyimka „w” i nigdzie nie liczył go za samodzielną zgłoskę, co zresztą zrozumiałe,bo niby dlaczego miałby to robić. Skoro tutaj „w”, „z” liczą się za całą zgłoskę, to już rozumiem skąd moje kłopoty rachunkowe i nie mam więcej pytań…. Ten wiersz ma z trzynastozgloskowcem tyle samo wspólnego, co jego treść z dobrym smakiem.

  • K.

    Stanowczo za krótkie.

    • Hmm, w sumie można by kogoś nominować do kontynuacji.

  • Kłaniam się nisko, z chłopakiem podziwiamy :D

  • Panie kochany! Popłynąłeś. Mistrz!

  • Internet wygrany! :D To kiedy podbijasz księgarnie tomikiem poezji? ;)

  • Łałałiła! Jesteś niesamowity :D

  • Hahaha, dobre, życiowe i jakże ociekające sprawiedliwością :D
    You made my day Janek!

  • mghae

    Janku, niestety… po pierwsze, przyimki nie są osobną sylabą,
    a po drugie, w trzynastozgłoskowcu w każdym wersie po siódmej sylabie powinna być średniówka.

    • Renata Tokarska

      Przyimek taki jak „po”, „nad”, „przy” i inne posiadające samogłoską jest sylabą, a mogą być nawet przyimki dwusylabowe, takie jak „pode”, „nade”, czy „obok”. Natomiast „w” nie jest sylabą, chyba, ze „we”.

  • Dobry jesteś;)

  • Szusza

    To nie jest trzynastozgloskowiec, bo przyimki „w”, „z” itd. nie są osobna sylaba. Ale dla mnie to tylko podnosi wartość dzieła :D

    • Czekam na wypowiedź jednej z polonistek czytających bloga, ale z tego co pamiętam z liceum, to są.

  • Joanna Krzak

    Nie zostaniesz moim ulubionym poetą :P , ale jestem pod mega wrażeniem!!
    Brawo, brawo!

    • No nie mów, że masz innych poetów przede mną!

      • Joanna Krzak

        och ale tylko dwóch lub trzech….także nie jest tak źle ;)

  • Paulina Hofman

    Ożesz Ty.
    Idealna lektura na środowy poranek :)

  • Anna Marecka

    Wow! Jestem pod wrażeniem :D

  • Zakończenie mnie dobiło xD

  • Mike Black

    Jeśli pisałeś na trzeźwo to żaden z Ciebie Mickiewicz :D
    Początek nieco ciężki, ale wybrnąłeś całkiem konkretnie ;)

  • I ta powoli nakręcająca się akcja, s potem finał i zakończenie. Mickiewicz z grobu wyjdzie i się Tobie ukłoni.

  • Janek <3

  • Leci do zakładek i jak mi będzie smutno, to sobie będę podczytywać Jana Favre :D

  • ciężkostrawne, ale przezabawne.
    (pozwalam wykorzystać ten unikatowy, częstochowski rym do kolejnego trzynastozgłoskowca)

  • No to teraz czekam na cykl wierszyków i fraszek ;))) Świetne!

  • Jesteś mistrzem! Teraz czas na jakiś tomik? :D

  • Kania

    Zamiotłeś bez dwóch zdań!

  • Mistrz! :D

  • Chyba już wiem, jak powinna wyglądać Twoja książka :D

    • Nie no, cała książka tak napisana byłaby nudna i ciężkostrawna :)

  • Kozak! :D

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

Dwuznaczności, które otwierają umysł

Skip to entry content

Często pytacie skąd w moich wpisach tyle porównań i co mnie inspiruje przy pisaniu kolejnych. Nigdy nie było to większą zagadką niż pytanie czemu kobiety chodzą parami do toalety, ale odpowiem na nie jeszcze raz, bo ten temat powtarza się częściej, niż środa po wtorku. Otóż nie miałbym w postach tyle jaków, gdybym nie słuchał od 6-ej klasy podstawówki rapu, którego fundamentem jest właśnie ten środek stylistyczny.

Jeśli chcesz wznieść swój warsztat pisarski na wyższy poziom i nauczyć się składania lotnych, celnych analogii, to posłuchaj DonGuralEsko, Rasmentalismu albo Pezeta. A jeśli chcesz otworzyć umysł na gry słowne, a w szczególności dwuznaczności i widzieć w prostych zwrotach dużo więcej niż wynika to z definicji słownikowej, to odpal Quebonafide. Bo tak się składa, że właśnie wydał dwie kozackie płyty – „Ezoterykę” i „Erotykę” – które są wypchane po samiuśkie brzegi wersami możliwymi do interpretacji na co najmniej dwa sposoby.

Brzmi zawile i niezrozumiale? To już tłumaczę o co chodzi.

Łapię ciśnienie, bo za dużo barów w tym mieście nie daje mi spać.

Idealny przykład kreatywnego wykorzystania podwójnych znaczeń słów. Bar jako miejsce, gdzie pije się alkohol i spotyka z ludźmi i bar jako jednostka miary ciśnienia. A teraz przeczytaj cytat jeszcze raz – dobre, co?

Nie rozliczam się z jutrem, to tyra dla moich księgowych.

Też coś prostego, a po zauważeniu całkiem efektownego. Połączenie potocznego „rozliczania się z życiem” i rozliczania w sensie dosłownym, jako operacji finansowej.

Nie zjadają mnie nerwy, to ja zjadam nerwy #pycha.

Tu mamy piękne spuentowanie linijki dwuznacznym słowem-kluczem. I zarówno „pycha” w sensie „ale dobre”, jak i w rozumieniu postawy, charakteryzującej się wyniosłością, sprawia, że trudno nie uśmiechnąć się przy tym wersie.

Ledwo żywy, bo wykańcza mnie deadline.

To tłumaczenie „terminu” na angielski, nigdy nie było dla mnie jakoś wyjątkowo spektakularne, bo to jedna z oczywistszych gier słownych, ale jak puściłem ten numer kumplowi, to okazało się, że nie dla wszystkich. Reakcja była mnie więcej taka: „łooo, deadline, to przecież linia śmierci po polsku! Ale dobre, ale dobre, łooo!”.

Chcesz otrzeć się o sukces? Widzę jak niewinnie się skradasz. Proszę, odejdź z tym froteryzmem, madamme.

Żeby rozumieć ten tekst, trzeba wiedzieć, że froteryzm to rodzaj dewiacji seksualnej, która polega na ocieraniu się o ciało obcej osoby w zatłoczonych miejscach publicznych. I jak już to wiemy, możemy docenić pomysłowe powiązanie potocznego „ocierania się o sukces” z wcześniej wspomnianym zboczeniem. I jarać się, że całość można interpretować zarówno jako uniwersalne minięcie się z triumfem, jak i apel do kobiet, żeby nie namawiały autora na seks, co sugeruje apostrofa „madamme”. Gdyby quebo napisał to 200 lat temu, Mickiewicz mógłby czuć się zawstydzony.

Wyciągam kafla za kaflem, dla mnie ten biznes to jenga.

Kafel – slangowe określenie tysiąca złotych i kafel – element gry zręcznościowej, polegającej właśnie na sprawnym wyciąganiu klocków. Aż mi głupio, że nigdy w to nie grałem.

Mój rap jest w modzie, jeszcze sobie trochę pokrzyczy, a mogłem pogrzebać nadzieję i cały ten fejm ograniczyć do grobowej ciszy.

Jeden z najbardziej przekminionych wersów na „Ezoteryce”. Z jednej strony sformułowanie „być w modzie” i zwinne połączenie go ze zwrotem zwrotem „krzyk mody”, a z drugiej popularne „pogrzebanie nadziei” i nawiązująca – poprzez odniesienie do pochówku – „grobowa cisza”. Jakby zastanawiania się nad składowymi zdania było mało, to początek i koniec pięknie kontrastuje na ogólnym poziomie – „krzyk” kontra „cisza”. I to znów w dwóch znaczeniach. Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że rap to coś więcej, niż rymowanie bezokoliczników o nienawiści do policji?

Bawisz się mną kotku? Jestem kłębkiem nerwów.

Kotek – kot, kotek – dziewczyna, kłębek – kulka z wełny, kłębek nerwów – bardzo nerwowa osoba, bawić się czymś – dosłownie, bawić się kimś – manipulować, mącić w głowie. Tylko 7 słów, a tyle znaczeń! FATALITY!

W imię czego znowu pęka ten Smirnoff? Chyba czas na przedstawienie: Kuba.

Mój ulubiony wers, chyba najlepiej obrazujący jak genialnym tekściarzem jest Quebonafide i co można zrobić z oczywistymi, zakorzenionymi w naszej kulturze zwrotami. „W imię czego?” odnosi się tu zarówno do frazeologicznego znaczenia związku, czyli „po co pijemy?”, jak i bezpośrednio do pytania o imię, natomiast „chyba czas na przedstawienie” i odpowiada na poprzednie pytanie, i informuje o tym, że czas na występ Kuby. Żeby jednak w pełni docenić tę grę słowną, jak i wszystkie poprzednie, trzeba to po prostu usłyszeć.

I jak drzwiczki do umysłu wyważone? Patrzysz na ekran komputera i lustrując słowa widzisz macierz z filmu z Keanu Reaves?

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #22: typy uczniów, podryw i Kuchenne Igraszki

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 21

To był mój najintensywniejszy tydzień od czasów, gdy jeszcze musiałem godzić blogowanie z pracą na etacie. We wtorek wyjazd do Warszawy, w środę powrót do Krakowa, w czwartek pobudka o 6:00 i sesja zdjęciowa do akcji, wieczorem Smok Blog, w piątek urodziny przyjaciela, w sobotę wyjazd do Opola, w niedzielę powrót do Krakowa. Zastanawiam się, czy nie zrezygnować z wynajmowania mieszkania i nie kupić po prostu przyczepy kempingowej albo sprawnego campera, bo więcej mnie nie ma niż jestem. Mimo to sumiennie wypełniałem swoje blogerskie obowiązki i jestem na bieżąco z życiem sieci.

Skąd brać darmowe zdjęcia do wpisów? Lista 42 darmowych banków zdjęć z pewnością przyda się wszystkim blogerom i ludziom tworzącym treści do internetu. Mam nadzieję, że od tej pory Wasze teksty będą zajawiane samymi pięknymi foteczkami.

Afera z Łukaszem Jakóbiakiem i Komorowskim: osobiście wstrzymuję się od komentarza, ale był to na tyle głośny temat, że nie mogłem go pominąć w „Przeglądzie”. Na Wykopie znajdziecie zarzuty wobec Łukasza, a poniżej odpowiedzi.

 

Najchętniej polecane blogi w Polsce: czyli wyniki  tegorocznego „Share Weeka”, w którym jedni twórcy internetowi polecają drugich, uznając, że ich treści są na tyle wartościowe, że trzeba puścić je dalej. Strasznie mi miło, że inni blogerzy docenili na tyle moją pracę, że znalazłem się w złotej dziesiątce najlepszych. Dzięki!

Typy uczniów w szkole: z perspektywy praktykantki. Wysokiej praktykantki, na którą nie da się zwrócić uwagi. Ciekawy i jednocześnie zabawny tekst o tym, jak to w tych szkołach jest.

24 nazwy miejsc, które prawdopodobnie źle wymawiasz: dzięki tej wyliczance dowiedziałem się, że „Bangkok”, „Colombia”, czy „Iraq” wymawia się całkiem inaczej niż mi się wydawało. Cóż, lepiej późno niż wcale.

Jak poderwać laskę z internetu? Odpowiada Mamiko – śliczna, nieźle zapowiadająca się młoda vlogerka. Lepsza kamera, trochę pracy nad montażem i dynamiką i ma spore szanse zostać asem YouTube’a.

 

Damska stylówka tygodnia: średnio lubię eleganckie ciuchy, bo dużo bardziej kręci mnie moda uliczna, ale ta sukienka ujęła mnie swoją prostotą i klasycznością. I chyba nie przegnę, jeśli powiem, że każda kobieta powinna mieć taką w swojej szafie, aczkolwiek, przyznaję, że nie bez znaczenia była modelka prezentująca ją. I fakt, że zaprojektowała ją moja przyjaciółka, więc jeśli chcecie więcej info, to wpadajcie do niej.

Monika Kamińska Black Dresses

 

Klip tygodnia: poprzednia płyta W.E.N.Y. była grubym kozakiem na nowoczesnych bitach i mimo, że czwarta zapowiada się mocno klasycznie, to również zwiastuje wysoki poziom. A singiel „Lato w mieście” idealnie ujmuje leniwość ciepłych dni, spędzanych między przecznicami.

 

Fanpage tygodnia:: największy trolling polskiego Facebooka. Człowiek podszywający się za emerytkę Grażynę podaje najgorsze przepisy na świecie. Są tak nieatrakcyjne, nieapetyczne i odrzucające, że aż chce się je wypróbować. Szacun!

Chrzcinowy cymes, smakuje egzotycznie wyglada elegancko :))))Glówny punkt programu tej radosnej uroczystosci :))))Skł…

Posted by Kuchenne Igraszki I-Grażki on 21 lutego 2015

 

Bloger na głównym zdjęciu: nie dość, że Piotr Paweł, to jeszcze o nazwisku dużo trudniejszym i bardziej problematycznym, niż moje, bo Sawukajtys. Prowadzi bloga Sawiusz.pl z szablonem, który chyba gdzieś już widziałem i pisze o społeczeństwie, kulturze i karierze. O życiu zasadniczo.

Ogłoszenie parafialne: jak zauważyliście, akcję ze zdjęciami blogerów z lupkami w „Cotygodniowym Przeglądzie Internetu” zakończyłem już jakiś czas temu, a dzisiejsze foto to definitywny koniec. Zmieniam koncepcję na ikony, gwiazdy, superbohaterów i wszelkie postacie z popkultury, które kojarzone są z lupami i często można je z nimi zobaczyć na zdjęciach. Był Sherlock Holmes, był Inspektor Gadżet, czas na kolejnych!

Pomożecie i podrzucicie swoje ulubione postacie z filmów, bajek, gier i świata muzyki, które często pojawiają się w towarzystwie lupy?

---> SKOMENTUJ