Close
Close

W trakcie wczorajszej rozmowy na temat języka polskiego i makaronizmów, jedna z moich koleżanek – Tattwa – rzuciła mi wyzwanie, które brzmiało tak:

Janek, oficjalnie i przy ludziach rzucam Ci wyzwanie: napisz tekst o seksie, w którym ani razu nie padnie słowo “seks” ani żadna jego pochodna.

Uznałem, że to za łatwe, bo każdy kto czytał erotyki Leśmiana, wie, że to prostsze, niż równanie z jedną niewiadomą. Żeby więc podnieść poprzeczkę na wyższy poziom niż test gimnazjalny, Magda dodała, że mam to zrobić trzynastozgłoskowcem. Czyli wierszem, w którym każdy, ale to każdy wers ma 13 sylab. Jak na przykład “Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza. No to już brzmi jak coś, przy czym trzeba ruszyć głową, co?

Spoko, wyzwanie zaakceptowane!

 

Trzynastozgłoskowiec o seksie

 

Wieczór był ciepły, choć nie jak na Costa Brava

Pijani Angole kupowali kebaba

On wygłodniały, też chciał se zapiekankę zjeść

Ale brakowało w portfelu groszy sześć

Zaczepił ją z uśmiechem na końcu Szewskiej

Pytając, czy mu nie dorzuci na zapieksę

Pierwszoroczniaczka w towarzystwie karków dwóch

Spojrzała jakby w pracy co dzień woził gruz

Kark wypłacił mu bombę, taki zbrojny konflikt

I poczerwieniał jakby miał młodzieńczy trądzik

Zirytowany, że przejechał po nim walec

„Szmulo, wsadź se te grosze w wielbłądzi palec!”

Rzekł wycierając krew z ciżemek z łyżwą

Myśląc, że ciut niesprawiedliwe jest to wszystko

Śledząc węża, do domu pocisnął na nogach

A jego ego bolało bardziej niż głowa

Niedzielnego kaca spędził na lizaniu ran

I konsultacji wybielacza do krwawych plam

Poniedziałek w pracy był jak dzień w piekle

Więcej lizania dupy, niż gdy pies ma cieczkę

Raporty, wyniki, spotkania, ocipieć można

I jeszcze rekrutacja. Aż swędzi go moszna

Lecz, cóż to? Któż to jest na krześle kandydata?

Oczy go mylą, czy to ta sobotnia szmata?

Zabić, odprawić, czy zabawić się nią trochę?

Myśli i czuje, że ma na trzecie ochotę

Pierwszoroczniaczka przez łzy przepraszać zaczyna

I mówi, że nie znała karka-skurwysyna

Lecz typ nie debil, tak łatwo nabrać się nie da

I pyta, czy na muzyce grała na fletach

Ona, że owszem, że dobrze zna ten instrument

Choć nie wie jaki ma to związek w ogóle

Typ rzecze, że chce sprawdzić jej chwytów znajomość

A ona już wie o czym myśli ten jegomość

Pracę chce dostać, bo starzy hajs jej odcięli

Więc chwilę może być pracownicą burdeli

Na czterech łapach jak kot się skrada do pana

I gdy pan rozkaże na polecenie siada

Klęcząc mocuje się z napiętym rozporkiem

I myśli, czy dostanie tę pracę przed wtorkiem

Jeśli da temu pana ptakowi polatać

Tak, by po locie pana ptak skrzydła poskładał

I uwalnia ze spodni to zwierzę gwałtowne

Myśląc – „chętnie gościłabym je w swej kołdrze”

I nawet propozycja ta z ust jej pada

Gdy ptak miota się, bo bliski jest szczytowania

I gdy ostatkiem sił wyjękuje „o kurwa”

A ona czuje, że pełne ciepła ma usta

I zlizuje z palców co zostało na nich

Orientuje się, że daleko jej do damy

Za późno jednak na te moralne rozkminy

Stało się, ptak leży w jej buzi bez siły

Gdy podnosi się z kolan, błagalnie pyta

„Mam tę pracę? Dobrze oporządzona pyta?”

Typ rzekł bez zażenowania, bez żadnej spiny

„Proszę czekać, w razie czego oddzwonimy”.

(niżej jest kolejny tekst)

Niech ci, którzy myślą, że mnie skazali na wygnanie
wiedzą, że może to ja ich skazałem na pozostanie.

Bisz “Niesława”

Siedzę na murku nad Rudawą. Ostatnie promienie słońca spływają mi po twarzy. Leniwy podmuch wiatru próbuje skleić mi powieki. Mrużę oczy i wpatruję się w słońce chowające się za drzewami. I zastanawiam się jak wrócić po takiej przerwie.

Nie było mnie rok. W zasadzie to prawie półtora. Dokładnie to 493 dni. Po latach blogowania, po całych epokach, które minęły w międzyczasie, po tym jak z aktywności w mediach społecznościowych zrobiłem sposób na życie, postanowiłem wyciągnąć wtyczkę. Po prostu wylogować się i zniknąć z sieci. Powodów było sporo, o większości nikt nie wie, i to też nie czas ani miejsce, ale kilka jest na tyle oczywistych, że chcę się nimi podzielić. W zasadzie to muszę.

Unoszę wzrok znad błyszczącej matrycy telefonu, niebo jakiś czasem temu z błękitu przeszło w pomarańcz, a teraz zalewa się purpurą. Piękny impresjonistyczny obraz. Sztuka najwyższej próby, którą za rzadko doceniam. Niebieskie światło telefonu woła o uwagę, wracam do niego i dochodzi do mnie, że powrót po takim czasie jest niemożliwy. Trzeba zacząć od początku. Od zera.

Ale po kolei.

Czy zdjęcie mojego śniadania zmieni świat? 

Czy moja samojebka pomoże w walce z głodem? Czy mój wpis na blogu o Czarnym Proteście przebije się przez mur memów z kotami i mdłych fotek słodkich bombelków? Czy Twoje serduszko pod moim postem jest faktycznie zostawieniem kawałka serca, czy tylko nieświadomym stuknięciem palcem? Jak bębnienie o blat ławki w trakcie nudnej lekcji. Czy w ogóle są jeszcze jakieś działania w internecie, które podejmujemy świadomie? Randkowanie? Zakupy? Chyba tylko kliknięcie przycisku “wyloguj”.

Blogowałem od jesieni 2011. PONAD. SIEDEM. LAT. Czy było warto poświęcić na to tyle czasu? Czy coś zmieniło to w Twoim życiu? Chyba nigdy nie udawałem, że piszę tylko dla siebie. Po co to ciągnąć, jeśli jestem dla odbiorcy tylko mikroekspresją w trakcie obrad na tronie? Jestem?

Blogowałem od jesieni 2011. Co te 7 lat zmieniło w moim życiu? Bardzo dużo. W zasadzie to wszystko. Na lepsze. Chociaż, czy na pewno?

Nie trzeba wierzyć w to co się robi, by to robić. Czasami wystarcza chcieć zarabiać na tym pieniądze. 

Większość branży rozrywkowej działa w ten sposób. Cały kapitalizm jest na tym oparty. Ale ja chciałem być inny i chciałem żyć inaczej. Więc kiedy paląca potrzeba odpowiedzi na najważniejsze pytanie nie została zaspokojona, odepchnąłem klawiaturę, żeby się nie poparzyć. Odepchnąłem ją na rok. 

To pytanie brzmiało: czy ja w ogóle mam jeszcze coś do powiedzenia?

Zatrzymać kołowrotek

“Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie. Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg nie jest biegu sensem?” rapował Eldo w utworze “Plaża” w 2003 roku. Ja w ’96, siedząc w zadymionej kuchni u mojej sąsiadki z mieszkania z naprzeciwko, wpatrywałem się w chomika wchodzącego w nadświetlną w kołowrotku i miałem podobną rozkminę. Czy biega w kółko, bo nie wie, że może rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, czy dlatego, że sprawia mu to przyjemność?

Przekonać można było się tylko w jeden sposób. Zabierając chomika w Bieszczady.

Nie ma już internautów. Są za to cyfrowo wykluczeni

Pierwszy miesiąc był cudowny. A świadomość, że mogę być poza Facebookiem, Instagramem i blogiem, i już nie muszę się bić o utrzymanie zasięgów, uwalniająca.

Kojarzysz ten moment na domówce, kiedy kończy się alkohol, a zgonów jest więcej niż pustych butelek, ale mimo to nie chcesz wyjść, bo cały liczysz, że jednak jeszcze coś się wydarzy? To byłem ja. Gdy podjąłem decyzję, że znikam z sieci, czułem się jakby ktoś wypuścił mnie z piwnicy. Odzyskałem życie, które dawno temu przegrałem z kimś w karty.

Patrzyłem na ludzi przepychających się w komentarzach pod postami, które jutro przestaną istnieć w czyjejkolwiek świadomości, i nie miałem pojęcia po co to robią. Nie przypominam sobie ani jednej afery na Fejsie, w której ktoś kogoś przekonał. Poświęcamy czas, energię i nerwy, a efekt jest taki jakbyśmy grali w tenisa na błocie. Na końcu wszyscy jesteśmy brudni. Czasem człowiek nawet nie zdąży się umyć przed kolejnym meczem.

Cieszyłem się, że jestem poza tym cyrkiem. Przez pierwszy miesiąc. W drugim po prostu byłem poza.

Podgrupę tak długo określa się specyficzną nazwą, jak długo jest mniejszością w danej społeczności. Gdy zaczyna stanowić większość, nazwa znika. Bo większość to “my”, a “my” nie potrzebujemy klasyfikujących łatek. To “oni” ich potrzebują.

Nikt już nie mówi na użytkowników Facebooka facebookowicze, czy na ludzi, korzystających z Instagrama instagramowicze. Zbyt wielu Polaków ma dostęp do internetu by wciąż nazywać ich internautami. To oczywiste, że każdy jest w sieci. To po prostu “my”. Dziwne jest jeśli kogoś tam nie ma.

W 2020 próba oddzielna świata online i offline, to próba oddzielenia ciała od duszy. Virtual i real to w tym momencie jedna zazębiająca się rzeczywistość. Zazębiająca się tak bardzo jakby miała szczękościsk.

Więcej osób zobaczy mój status na Facebooku i zdjęcie na Instagramie niż kiedykolwiek mnie pozna i zamieni ze mną słowo. Na podstawie tego, co wrzucę do sieci, wyrobi sobie opinię na mój temat i namaluje w głowie mój obraz. Który może być na tyle brzydki, że nie będzie chciała podać mi ręki, gdy spotkamy się fizycznie. Czy z malunku może wyjść paszkwil zamiast laurki mimo najszczerszych chęci pozującego? Może. Czy to sprawiedliwe, że na podstawie szczątkowych informacji w sieci budujemy sylwetkę realnego człowieka? W ogóle. Ale tak już jest. Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

Ludzie w całej Polsce wychodzą protestować na ulice, bo ktoś założył wydarzenie na Fejsie. Virtual – real. Ludzie w internecie podają sobie link do wpłaty pieniędzy, bo mama pewnej dziewczynki w Poznaniu jest chora. Real – virtual. Ktoś idzie do więzienia, bo prowadził trollkonto na Twitterze. Virtual – real. 

Działania podejmowane w rzeczywistości są komentowane w sieci, komentarze w sieci popychają do podejmowania działań w rzeczywistości. I na odwrót. Granica między analogiem i cyberprzestrzenią przestała istnieć, kiedy wszyscy ją przekroczyliśmy, by sprawdzić czy trawa pod drugiej stronie jest bardziej zielona. 

Możesz nie brać udziału w dyskusji, ale to nie znaczy, że bez Ciebie się ona nie odbędzie. Po prostu ktoś podejmie decyzję bez Twojego udziału. 

Takie są konsekwencje bycia poza.

Wypchnij godlewskie z ramówki, to przestaną istnieć

Bóg umiera, kiedy traci ostatniego wyznawcę, zmarli giną ostatecznie, gdy znika o nich pamięć. Jeśli chcesz żeby coś przestało istnieć w przestrzeni publicznej, przestań poświęcać temu uwagę.

Patostreamerzy, kruszwile, chajzerowie, godlewskie, youtuberzy bijący się za pieniądze. Oni nie znikną dlatego, że będziemy ich potępiać. Oczywiście wyrażanie sprzeciwu wobec patologii jest ważne, ale w dobie popularności jako nadrzędnej waluty, popularności jako celu samego w sobie, nie ma znaczenia, czy mówimy o nich dobrze, czy źle. Istotne jest wyłącznie to, że mówimy. Jak długo nie przekręcamy nazwy, tak długo dokładamy cegiełkę do budowania ich zasięgu. To absurdalne, ale tak to działa. Z każdym publicznym atakiem w ich stronę stają się tylko silniejsi. Hydra.

Kiedy tylko ktoś wskazuje ich palcem jako antyprzykład, ktoś inny właśnie się o nich dowiaduje i za tym palcem podąża, znajduje ich i zostaje na dłużej. Tak z ciekawości. Bo jeśli wszyscy o czymś mówią, i to głośno, to musi być to ciekawe. Prawda?

Doby nie da się rozciągnąć. Ten talon na 24 godziny życia, który dostajemy każdego dnia jest niewydłużalny. Jeśli oś czasu między 0:00, a 24:00 wypełnisz oglądaniem tutoriali makijażowych, czytaniem felietonów o popkulturze i przeglądaniem zdjęć ładnych ludzi na tle jeszcze ładniejszej przyrody, to w najgorszym wypadku po prostu stracisz dzień. Ale nie będziesz w stanie już upchnąć w nim prezentera TVN napastującego kobiety, czy patoyoutubera zachęcająco dziecko do napastowania kobiet. A jeśli to nie zmieści się na Twojej osi czasu, osi czasu Twoich znajomych, i ich znajomych, to nikt nie poda tego dalej. Śmieci zostaną w koszu.

Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś spytało mnie, dlaczego nic nie zrobiłem by powstrzymać degeneratów wdrapujących się na świecznik dla celebrytów. Jeśli moje teksty na blogu pomogą ich wypchnąć z czyjejś ramówki, to chyba warto.

Małe kroki = wielkie zmiany

Żeby strzaskać lustro jeziora nie trzeba wrzucać do niego głazu. Wystarczy żwirek.

Żeby powstrzymać koronawirusa wystarczyło myć ręce i zachować fizyczny dystans.

Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej. Produkcja mięsa ma w tym spory udział. Jak ludzie mają przerzucić się na wege, jeśli nikt im nie pokaże, że takie jedzenie też jest dobre?

Może zdjęcie mojego śniadania jednak zmieni świat?

Jak opiszę swoją pustkę? “Przezroczysta”

Jesteśmy formą. Kształtem. Dziecięcą foremką, do której trzeba wsypać piach. Konturem, czekającym na pokolorowanie.

Po wydaniu drugiej powieści chciałem usiąść i pisać kolejną, bo miałem wstępne szkice trzech następnych, ale wiedziałem, że muszę poczekać. Między maratonami trzeba robić przerwy, jeśli nie chce się doprowadzić do kalectwa. Tylko psychopata z premedytacją płodziłby coś co jest kalekie. A to nie ja. Ja to duma i szczęście z każdej strony maszynopisu i walka o dziesiątkę w skali Apgar. Ale musiałem zrobić przerwę.

I weź teraz wyciągnij sobie to wypełnienie, co je miałeś w sobie i spróbuj oddychać jak płuca schowałeś do szuflady. Weź podpisz się pod hasłem, że zielony to kolor szczęścia, jak w lustrze widzisz, że jesteś bezbarwny. Weź zbierz myśli, jak echo grochu rzucanego o ścianę pustego pokoju rozsadza Ci łeb.

No to wziąłem nowy zestaw kredek i koloruję to puste pole.

Dziękuję

Kiedy ktoś usuwa mnie ze znajomych na Facebooku, nie wiem o tym. Kiedy ja usuwam kogoś, on też nie jest tego świadomy. Nikt z nas nie dostaje powiadomienia “Hej, Andrzej Nowak właśnie stwierdził, że wymaże Cię z listy osób, z którymi będzie dzielił się prywatnymi szczegółami swojego życia!”. Po prostu przestajecie się pojawiać na swoich tablicach. Dyżurny zrobił użytek z mokrej gąbki.

Kiedy stwierdziłem, że chcę zniknąć, nie spodziewałem się, że ktokolwiek to zauważy. Bo niby w jaki sposób? W lawinie informacji zasypującej Cię przy każdym odblokowaniu telefonu miałbyś zauważyć, że brakuje moich dwóch płatków śniegu? Nie ma szans. A jednak.

Dziękuję każdemu, kto napisał do mnie z pytaniem czy coś się stało, każdemu, kto postanowił sprawdzić czy wszystko w porządku. To przemiłe i wzruszające, a przede wszystkim ogromnie podnoszące na duchu. W dobie powszechnej izolacji, w świecie, w którym sąsiad nie powie ci dzień dobry mijając cię na klatce schodowej, obcy człowiek martwi się o ciebie. Tak właśnie powinien wyglądać ten świat.

To nie musiała być świadoma potrzeba przerwy. To mogła być depresja. To mogło być coś naprawdę poważnego. Dziękuję za każdy przejaw troski o mnie, jesteście wielcy.

***

Dziękuję również wszystkim osobom, które dopytywały co z książkami. Wy też mieliście spory udział przy puszczeniu domina w ruch. Od dzisiaj “Lunatycy” i “To tylko seks” wracają do sprzedaży. Tymczasem na blogu widzimy się przed trzecim maratonem.

Dwuznaczności, które otwierają umysł

Skip to entry content

Często pytacie skąd w moich wpisach tyle porównań i co mnie inspiruje przy pisaniu kolejnych. Nigdy nie było to większą zagadką niż pytanie czemu kobiety chodzą parami do toalety, ale odpowiem na nie jeszcze raz, bo ten temat powtarza się częściej, niż środa po wtorku. Otóż nie miałbym w postach tyle jaków, gdybym nie słuchał od 6-ej klasy podstawówki rapu, którego fundamentem jest właśnie ten środek stylistyczny.

Jeśli chcesz wznieść swój warsztat pisarski na wyższy poziom i nauczyć się składania lotnych, celnych analogii, to posłuchaj DonGuralEsko, Rasmentalismu albo Pezeta. A jeśli chcesz otworzyć umysł na gry słowne, a w szczególności dwuznaczności i widzieć w prostych zwrotach dużo więcej niż wynika to z definicji słownikowej, to odpal Quebonafide. Bo tak się składa, że właśnie wydał dwie kozackie płyty – „Ezoterykę” i „Erotykę” – które są wypchane po samiuśkie brzegi wersami możliwymi do interpretacji na co najmniej dwa sposoby.

Brzmi zawile i niezrozumiale? To już tłumaczę o co chodzi.

Łapię ciśnienie, bo za dużo barów w tym mieście nie daje mi spać.

Idealny przykład kreatywnego wykorzystania podwójnych znaczeń słów. Bar jako miejsce, gdzie pije się alkohol i spotyka z ludźmi i bar jako jednostka miary ciśnienia. A teraz przeczytaj cytat jeszcze raz – dobre, co?

Nie rozliczam się z jutrem, to tyra dla moich księgowych.

Też coś prostego, a po zauważeniu całkiem efektownego. Połączenie potocznego „rozliczania się z życiem” i rozliczania w sensie dosłownym, jako operacji finansowej.

Nie zjadają mnie nerwy, to ja zjadam nerwy #pycha.

Tu mamy piękne spuentowanie linijki dwuznacznym słowem-kluczem. I zarówno „pycha” w sensie „ale dobre”, jak i w rozumieniu postawy, charakteryzującej się wyniosłością, sprawia, że trudno nie uśmiechnąć się przy tym wersie.

Ledwo żywy, bo wykańcza mnie deadline.

To tłumaczenie „terminu” na angielski, nigdy nie było dla mnie jakoś wyjątkowo spektakularne, bo to jedna z oczywistszych gier słownych, ale jak puściłem ten numer kumplowi, to okazało się, że nie dla wszystkich. Reakcja była mnie więcej taka: „łooo, deadline, to przecież linia śmierci po polsku! Ale dobre, ale dobre, łooo!”.

Chcesz otrzeć się o sukces? Widzę jak niewinnie się skradasz. Proszę, odejdź z tym froteryzmem, madamme.

Żeby rozumieć ten tekst, trzeba wiedzieć, że froteryzm to rodzaj dewiacji seksualnej, która polega na ocieraniu się o ciało obcej osoby w zatłoczonych miejscach publicznych. I jak już to wiemy, możemy docenić pomysłowe powiązanie potocznego „ocierania się o sukces” z wcześniej wspomnianym zboczeniem. I jarać się, że całość można interpretować zarówno jako uniwersalne minięcie się z triumfem, jak i apel do kobiet, żeby nie namawiały autora na seks, co sugeruje apostrofa „madamme”. Gdyby quebo napisał to 200 lat temu, Mickiewicz mógłby czuć się zawstydzony.

Wyciągam kafla za kaflem, dla mnie ten biznes to jenga.

Kafel – slangowe określenie tysiąca złotych i kafel – element gry zręcznościowej, polegającej właśnie na sprawnym wyciąganiu klocków. Aż mi głupio, że nigdy w to nie grałem.

Mój rap jest w modzie, jeszcze sobie trochę pokrzyczy, a mogłem pogrzebać nadzieję i cały ten fejm ograniczyć do grobowej ciszy.

Jeden z najbardziej przekminionych wersów na „Ezoteryce”. Z jednej strony sformułowanie „być w modzie” i zwinne połączenie go ze zwrotem zwrotem „krzyk mody”, a z drugiej popularne „pogrzebanie nadziei” i nawiązująca – poprzez odniesienie do pochówku – „grobowa cisza”. Jakby zastanawiania się nad składowymi zdania było mało, to początek i koniec pięknie kontrastuje na ogólnym poziomie – „krzyk” kontra „cisza”. I to znów w dwóch znaczeniach. Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że rap to coś więcej, niż rymowanie bezokoliczników o nienawiści do policji?

Bawisz się mną kotku? Jestem kłębkiem nerwów.

Kotek – kot, kotek – dziewczyna, kłębek – kulka z wełny, kłębek nerwów – bardzo nerwowa osoba, bawić się czymś – dosłownie, bawić się kimś – manipulować, mącić w głowie. Tylko 7 słów, a tyle znaczeń! FATALITY!

W imię czego znowu pęka ten Smirnoff? Chyba czas na przedstawienie: Kuba.

Mój ulubiony wers, chyba najlepiej obrazujący jak genialnym tekściarzem jest Quebonafide i co można zrobić z oczywistymi, zakorzenionymi w naszej kulturze zwrotami. „W imię czego?” odnosi się tu zarówno do frazeologicznego znaczenia związku, czyli „po co pijemy?”, jak i bezpośrednio do pytania o imię, natomiast „chyba czas na przedstawienie” i odpowiada na poprzednie pytanie, i informuje o tym, że czas na występ Kuby. Żeby jednak w pełni docenić tę grę słowną, jak i wszystkie poprzednie, trzeba to po prostu usłyszeć.

I jak drzwiczki do umysłu wyważone? Patrzysz na ekran komputera i lustrując słowa widzisz macierz z filmu z Keanu Reaves?

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #22: typy uczniów, podryw i Kuchenne Igraszki

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 21

To był mój najintensywniejszy tydzień od czasów, gdy jeszcze musiałem godzić blogowanie z pracą na etacie. We wtorek wyjazd do Warszawy, w środę powrót do Krakowa, w czwartek pobudka o 6:00 i sesja zdjęciowa do akcji, wieczorem Smok Blog, w piątek urodziny przyjaciela, w sobotę wyjazd do Opola, w niedzielę powrót do Krakowa. Zastanawiam się, czy nie zrezygnować z wynajmowania mieszkania i nie kupić po prostu przyczepy kempingowej albo sprawnego campera, bo więcej mnie nie ma niż jestem. Mimo to sumiennie wypełniałem swoje blogerskie obowiązki i jestem na bieżąco z życiem sieci.

Skąd brać darmowe zdjęcia do wpisów? Lista 42 darmowych banków zdjęć z pewnością przyda się wszystkim blogerom i ludziom tworzącym treści do internetu. Mam nadzieję, że od tej pory Wasze teksty będą zajawiane samymi pięknymi foteczkami.

Afera z Łukaszem Jakóbiakiem i Komorowskim: osobiście wstrzymuję się od komentarza, ale był to na tyle głośny temat, że nie mogłem go pominąć w “Przeglądzie”. Na Wykopie znajdziecie zarzuty wobec Łukasza, a poniżej odpowiedzi.

 

Najchętniej polecane blogi w Polsce: czyli wyniki  tegorocznego “Share Weeka”, w którym jedni twórcy internetowi polecają drugich, uznając, że ich treści są na tyle wartościowe, że trzeba puścić je dalej. Strasznie mi miło, że inni blogerzy docenili na tyle moją pracę, że znalazłem się w złotej dziesiątce najlepszych. Dzięki!

Typy uczniów w szkole: z perspektywy praktykantki. Wysokiej praktykantki, na którą nie da się zwrócić uwagi. Ciekawy i jednocześnie zabawny tekst o tym, jak to w tych szkołach jest.

24 nazwy miejsc, które prawdopodobnie źle wymawiasz: dzięki tej wyliczance dowiedziałem się, że “Bangkok”, “Colombia”, czy “Iraq” wymawia się całkiem inaczej niż mi się wydawało. Cóż, lepiej późno niż wcale.

Jak poderwać laskę z internetu? Odpowiada Mamiko – śliczna, nieźle zapowiadająca się młoda vlogerka. Lepsza kamera, trochę pracy nad montażem i dynamiką i ma spore szanse zostać asem YouTube’a.

 

Damska stylówka tygodnia: średnio lubię eleganckie ciuchy, bo dużo bardziej kręci mnie moda uliczna, ale ta sukienka ujęła mnie swoją prostotą i klasycznością. I chyba nie przegnę, jeśli powiem, że każda kobieta powinna mieć taką w swojej szafie, aczkolwiek, przyznaję, że nie bez znaczenia była modelka prezentująca ją. I fakt, że zaprojektowała ją moja przyjaciółka, więc jeśli chcecie więcej info, to wpadajcie do niej.

Monika Kamińska Black Dresses

 

Klip tygodnia: poprzednia płyta W.E.N.Y. była grubym kozakiem na nowoczesnych bitach i mimo, że czwarta zapowiada się mocno klasycznie, to również zwiastuje wysoki poziom. A singiel “Lato w mieście” idealnie ujmuje leniwość ciepłych dni, spędzanych między przecznicami.

 

Fanpage tygodnia:: największy trolling polskiego Facebooka. Człowiek podszywający się za emerytkę Grażynę podaje najgorsze przepisy na świecie. Są tak nieatrakcyjne, nieapetyczne i odrzucające, że aż chce się je wypróbować. Szacun!

Chrzcinowy cymes, smakuje egzotycznie wyglada elegancko :))))Glówny punkt programu tej radosnej uroczystosci :))))Skł…

Posted by Kuchenne Igraszki I-Grażki on 21 lutego 2015

 

Bloger na głównym zdjęciu: nie dość, że Piotr Paweł, to jeszcze o nazwisku dużo trudniejszym i bardziej problematycznym, niż moje, bo Sawukajtys. Prowadzi bloga Sawiusz.pl z szablonem, który chyba gdzieś już widziałem i pisze o społeczeństwie, kulturze i karierze. O życiu zasadniczo.

Ogłoszenie parafialne: jak zauważyliście, akcję ze zdjęciami blogerów z lupkami w “Cotygodniowym Przeglądzie Internetu” zakończyłem już jakiś czas temu, a dzisiejsze foto to definitywny koniec. Zmieniam koncepcję na ikony, gwiazdy, superbohaterów i wszelkie postacie z popkultury, które kojarzone są z lupami i często można je z nimi zobaczyć na zdjęciach. Był Sherlock Holmes, był Inspektor Gadżet, czas na kolejnych!

Pomożecie i podrzucicie swoje ulubione postacie z filmów, bajek, gier i świata muzyki, które często pojawiają się w towarzystwie lupy?