Close
Close

Czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Skip to entry content

Po tekście z relacją z Rzymu, dostałem wiadomość od czytelniczki, która brzmiała mnie więcej tak:

Hej , fajny wpis…tylko to słowo Murzyn,  politycznie to juz bardzo niepoprawne i dla czarnoskórych obraźliwe, ale rozumiem,  że był powód,  żeby użyć akurat tego słowa?  Tak z ciekawości pytam?

Próbowałem ją przekonać, że mimo iż wymienione w tekście postacie napastowały mnie kupnem kija do samojebek, to nie użyłem słowa „Murzyn” w negatywnym znaczeniu, aby ich obrazić, tylko aby ich opisać. Zresztą, od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo na lekcji polskiego w podstawówce, zawsze było dla mnie neutralne bez jakiekolwiek ładunku emocjonalnego. Ale czytelniczka upierała się, że to niepoprawne politycznie sformułowanie, które poniża czarnoskórych i nie należy się nim posługiwać.

To mam takie pytanko, czy idąc tym samym tokiem rozumowania…

…„sierota” to obraźliwe określenie osoby nieposiadającej obojga rodziców?

…„lesbijka” to obraźliwe określenie osoby płci żeńskiej, którą pociągają przedstawicielki tej samej płci i powinniśmy używać klinicznego „kobieta homoseksualna”?

…„rudy” to obraźliwe określenie osoby o rudym kolorze włosów i powinniśmy używać poetyckiego „złotowłosy”?

…„prawiczek” to obraźliwe określenie osobnika płci męskiej, który nie miał jeszcze stosunku seksualnego i powinniśmy używać usprawiedliwiającego „czekający do ślubu”?

…„narkoman” to obraźliwe określenie osoby uzależnionej od narkotyków i powinniśmy używać natchnionego „naśladowca faraonów”?

…„inwalida” to obraźliwe określenie osoby pozbawionej możliwości pracy ze względu na kalectwo  i przez hiper poprawność polityczną w ogóle nie powinniśmy ich określać?

I w końcu, czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Bo mam wrażenie, że najbardziej negatywnej treści w „Murzynie”, funkcjonującym w naszym języku od lat, doszukują się osoby, które same uważają, że ludzie o tym kolorze skóry są gorsi.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Helio Dias

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Nie stawiałbym znaku równości między słowem „Murzyn” a „inwalida”. Generalnie Zwierz bardzo celnie ujął to wszystko w swoim komentarzu, więc ja tylko zaproponuję tym wszystkim, dla których „Murzyn” jest „po prostu słowem” o stosowanie od dziś innego „po prostu słowa” w następujących zwrotach:
    – być sto lat za Polakami,
    – Polak zrobił swoje, Polak może odejść,
    – (przy ciężkiej pracy) robię tu za Polaka.
    Ot, taki eksperyment. Dodatkowo psy o jasnej sierści mogą się wabić „Polak”, a osoby o poetyckich duszach mogą napisać wiersz „Polaczek Bambo”.

  • Nie życzę sobie nazywania mnie kobietą. Jestem człowiekiem waginopozytywnym.

  • A ja myślę, że w relacji z drugim człowiekiem warto po prostu uwzględnić jego wrażliwość. Nie pytaj więc, czy to słowo jest obraźliwe w Twoich oczach, ale – czy jest takim w oczach drugiego człowieka. I jeśli jest, to odpuść. No, chyba że akurat chcesz obrazić.

    • Rozumiem, że przed rozmową z nowopoznaną, osobą przedstawiasz jej listę słów, którymi posługujesz się na codzień i pytasz o stosunek do każdego z nich?

      • Nie. Ale po pierwsze staram się być uważny. Po drugie, jeśli jakieś słowo budzi moją wątpliwość, tzn. wiem, że może być odebrane niezgodnie z moimi intencjami, to szukam zamiennika. Jeśli zaś zdarzy mi się, a przecież każdemu może, że użyję słowa, które będzie dla rozmówcy obraźliwe, to po prostu przepraszam i wyjaśniam, że nie miałem intencji obrażenia go. Nie brnę natomiast w tłumaczenie, że to on jest głupi i nie rozumie. Ot, tylko i aż tyle. No, ale to marny temat na notkę, nie?

  • Ciekawe spostrzeżenia na ten temat ma prof. Bralczyk https://www.youtube.com/watch?v=8aovH3UwPWE

    • Bardzo ciekawy materiał, dzięki wielkie za podrzucenie!

  • Mateusz Rzońca

    Właśnie, jak to jest… Murzyni ciągle mówią/rapują o sobie „nigger”, ale jeśli powie to ktoś kto jest choć trochę jaśniejszy, to zostaje rasistą. Oni mogą nas nazwać „białasami”, ale my czarnuchami już nie możemy, bo nie wypada. Ja rozumiem, że jakbym kogoś sosnowiczaninem nazwał, ale tak…?

    • Może właśnie różnica w tym, że do siebie? Raczej nie przychodzi się z zewnątrz grupy i nie używa określeń, którymi jej członkowie nazywają się między sobą, kiedy w ten sposób odbierają im obraźliwe, potencjalnie obraźliwe lub wątpliwe znaczenie. Kiedy grupa młodych chłopaków ma zwyczaj mówić do siebie,w ramach jakiegoś żartu lub szerszego trendu pokoleniowo-internetowego, zwracać się do siebie nawzajem „dziwko”, „szmato”, złamasie” (a to się zdarza, może mi się nie podobać, ale nie jestem młodym chłopakiem, w mojej grupie znajomych mam inne reguły, ale też pewnych rzeczy pewnie ludziom z zewnątrz nie byłoby wolno), to raczej będąc osobami z zewnątrz nie zwrócimy się do członków tejże grupy w ten sposób. Rozumiemy, że czy to ich sposób na odczarowanie słowa, czy wyrażenie dystansu, czy zwyczajny żart sytuacyjny, czy podkreślenie więzi w grupie (coś prawie jak tajne pozdrowienia tajnych bractw) i nam, z zewnątrz, po prostu jakoś tak nie wypada.
      A ogólniej nieco zahaczając o kwestie politycznej poprawności i co do nich wątpliwość: Chociaż nie należę do ludzi, których życie byłoby ponadprzeciętnie usłane różami, to też wiem, że jednak nie brakuje i takich, na tle których jestem uprzywilejowana. Mam świadomość, że będąc białą, heteroseksualną, od urodzenia mówiąc językiem urzędowym kraju, w którym mieszkam, wychowaną w tradycji religijnej kultywowanej przez większość społeczeństwa (nawet jeśli pojmować ją jako właśnie czystą tradycję, zwyczaje, przyzwyczajenia, coś na zasadzie świeckiego folkloru, okazji do prezentów i bycia razem przy stole), otoczona w zdecydowanej większości przez ludzi także pasujących to tych wszystkich lub większości powyższych twierdzeń – wielu problemów nie doświadczyłam, nie doświadczę i nie jestem w stanie w pełni sobie wyobrazić. przyjmuję, że jeżeli ktoś mówi, że coś dla niego stanowi problem – to choćby wydawało się abstrakcyjne, wydumane, choćby inny mówili, że robi to złośliwie i na pokaz – zakładam, że ktoś, kogo sprawa dotyczy, wie lepiej. Ja mogę nie znać w pełni ani zaplecza kulturowego ani indywidualnej wrażliwości jednostki. I nie mam prawa kwestionować tego, jak kto inny się poczuł. Jeżeli zdarzy mi się użyć słowa lub wyrazić błędne przekonanie, które kogoś obrazi i ta osoba mi to zakomunikuje – to więcej tego nie powiem. oczywiście, zależnie od kontekstu, czasem może to dotyczyć konkretnej osoby (np. z powodu jakiegoś epizodu w życiu może sobie nie życzyć żartów z pewnych rzeczy), czasem grupy, do której należy.

  • An

    Afroamerykanin bambo…
    Albo ciasto „murzynek”. Od dziś będę mówić, że jest to ciasto afroamerykaninek, bo murzynek jest obraźliwe :)

  • Maturzysta Hejter

    I to jest zdrowe podejście. Językoznawcy się z Tobą Panie Janie zgadzają. Nie popadajmy w paranoję bo niedługo każde słowo, które osoba nie mająca wiele wspólnego z tematem uzna za obraźliwe, będziemy musieli zastępować pięcioma innymi, bo tak będzie „poprawnie”.

  • Ostatnio mi ktoś wytknął, że napisałam „Murzyn” wielką literą. Toż pisanie małą jest właśnie obraźliwe… portalwiedzy.onet.pl/140792,,,,murzyn_murzyn,haslo.html

    A w związku frazeologicznym „sto lat za Murzynami” to jak inaczej można powiedzieć? „Sto lat za rdzennymi czarnoskórymi mieszkańcami południowej części Afryki”? :-D

    • Mju

      Związku frazeologicznego z góry zakładającego, że „Murzyni” są zacofani, lepiej w ogóle nie używać. Czarnoskórzy nie mieszkają tylko w Afryce, więc jest to bardzo obraźliwe, bo stwierdza, że to konkretna rasa, nie kraj, jest niedorozwinięta w jakikolwiek sposób. A to jest ohydne.

  • To zależy od tego czy mówiąc „żyd” syczysz jak wąż i uśmiechasz się chciwie jak pani w markecie co to zawsze chce być winna grosika. Albo czy jak mówisz „murzyn” to przybierasz przygarbioną pozę i drapiesz się po głowie jak małpa. Nie wiem jak to się dzieje, ale oni jakimś cudem wychwytują te sygnały i dopiero wtedy określenia uznają za obraźliwe!

  • Z jeden strony cieżko się nie zgodzić. A potem przychodzi mi do głowy przykład „chuj” który w zasadzie określa męska cześć rodna a jakoś brzmienie tego słowa kojarzy się na wskroś pejoratywnie aniżeli biologicznie.
    Żyjemy w czasach w których znaczenia słów się zmieniają. Miedzy innymi przez to z jakim ładunkiem emocjonalnym się wiążą. I albo mamy to w dupie i uparcie tkwimy przy określaniu osób wyznania muzułmańskiego talibami, ale mamy do tego na tyle duży dystans ze bez większego problemu zastępujemy słowo murzyn określeniem czarnoskóry.

    Jakkolwiek ja wiedzę problem nie tyle w określeniach murzyn vs czarnoskóry co w fakcie, ze rasizm, obraza uczuć religijnych czy prawa mniejszości w dzisiejszych czasach przybrały nie tylko groteskowy wymiar; ale rownież niebezpieczny. I to jest złe. Bo to ze ja jestem dumna z bycia biała nie sprawia ze obrażam osoby czarnoskóre, czerwonoskóre czy żółtoskóre. Albo fakt ze patrzę na kobietę w hidżabie nie sprawia ze ja obrażam a miko to mogę być o to oskarżona w imię praw mńiejszosci.

  • To wszystko zależy od intencji mówiącego. Murzyn nie jest złym słowem, ale jeśli będziemy chcieli, aby takie było, to będzie.

    • dreszek

      Tak jak od wszystkich innych słów, których używamy ;)

  • steveminion

    A co jest obraźliwego w słowie murzyn?

    • Kania

      No właśnie?

      • Murzyn to dla mnie normalne słowo. Również nie widzę w tym nic urażającego. Okej, osobnik czarnoskóry mógłby obrazić się na słowo bambus, ale murzyn? Śmieszność.

  • Decydowanie o tym czy określenie jest czy nie jest obraźliwe pozostawiłbym zainteresowanym.

  • Nie mów do laski, że ma włosy „rude”, powiedz, że ma „tycjanowskie” – najpewniej nie skuma, ale i tak masz +10 do zajebiozy, bo brzmi światowo :)

    • Hahahahahaha :D

    • Ginny

      Jak tam mówisz to „laski”, to zaiste może nie skumać…

      • Na razie nie kumam, co napisałaś, bo mi literówki zaburzają jakikolwiek odbiór.

        • Jakie literówki? Przecież tam nie ma literówek.

          • Ale były. „Edytuj” rulezzz.

  • Jagoda

    Ale tu nie do końca o to chodzi. Oczywiście, że wszystkie te określenia nie są obraźliwe, tak samo jak oburzanie się przy absolutnie każdym użyciu słowa Murzyn jest bezsensowne. Chodzi o to, że po co go użyłeś? Czy gdyby irytującym cię sprzedawcą był osobnik biały to napisałbyś „wciskający mi kije do samojebek białas”? Oczywiście strzelam, ale najprawdopodobniej nie. Nie ma wątpliwości, że nie miałeś nic złego na myśli. Faktem jest jednak, że w głowie czytelnika (nawet podświadomie) pozostaje raczej negatywny obraz osób czarnoskórych.
    Przesadne oburzanie się i nazywanie wszystkiego brakiem poprawności politycznej jest słabe. Ale udawanie, że problemu dyskryminacji rasowej nie ma, jest równie słabe.
    Ty nie użyjesz tego słowa jako obrazę, ale nie ukrywajmy, że jest naprawdę duża rzesza ludzi, którzy tak właśnie go używali i używają nadal i to pejoratywne skojarzenie, chcesz czy nie chcesz, jest mocno zakorzenione w społecznej świadomości. I takie niby małe rzeczy, jak na przykład trochę ostrożniejsze używanie słów w takich sytuacjach, to jest właśnie walka z dyskryminacją.
    Ja w każdym razie tak to widzę.

  • Zwierz

    Wszystko zależy od intencji. Żyd może być obraźliwym określeniem jeśli korzysta sie z niego w języku jako obrazy. I mogę cię zapewnić że w słowniku wielu osób tak ono funkcjonuje. Tak jest z Murzynem. Osoby czarnoskóre wielokrotnie przekonywały, że nie chodzi o etymologię słowa ani o jego trafność ale o to w jakim kontekście funkcjonuje w języku. Większość konotacji słowa Murzyn w języku polskim jest negatywna. Stąd prośba by korzystać z określenia czarnoskóry. Czy znaczy to, że słowo murzyn jest samo w sobie złe? Nie. Ale tak długo było wykorzystywane w takim a nie innym kontekście że niestety pisząc dziś murzyn możesz kogoś obrazić. Nigdy nie zrozumiałam potrzeby obrażania kogokolwiek tylko po to by udowodnić swoją rację.

    • „Żyd może być obraźliwym określeniem jeśli korzysta sie z niego w języku jako obrazy” – tak samo jak „blondynka”. To, że Murzynów zaczniemy nazywać czarnoskórymi, nie sprawi, że duża część naszego społeczeństwa zacznie ich postrzegać jako pełnoprawnych ludzi.

      • Zwierz

        Sama pamiętam olbrzymie zaskoczenie mojej koleżanki kiedy uświadomiłam jej że nazwanie mnie żydówką nie jest obraźliwe. Dla niej było. Słowo Żyd występuje w niesamowitej ilości negatywnych skojarzeń. Plus zastanawia mnie ten upór – będziesz korzystał z pojęcia które może być dla kogoś obraźliwe bo? No właśnie niczego poza uporem tu nie widzę. Jeśli ktoś cię grzecznie prosi to dlaczego się nie przychylić. Słowa zmieniają znaczenie. Te które są obraźliwe można osłabić albo wyrugować z języka. Korzystanie z pewnych pojęć pozwala pokazać jaką prezentujemy postawę. Zgadzam się że murzyn brzmi lepiej i jest dobrym pojęciem bo nie wskazuje od razu na kolor skóry. Ale dlaczego JA mam decydować?

        • „Jeśli ktoś cię grzecznie prosi to dlaczego się nie przychylić.” – w bezpośrednim kontakcie, jeśli rozmawiam z osobą o tym kolorze skóry i dla niej to słowo jest obraźliwe, to oczywiście, nie ma problemu, ale jeśli nieciemnoskóra osoba mailowo zwraca mi uwagę, że dla kogoś to słowo może być obraźliwe, a dla mnie jest neutralne, to nie będę go eliminował ze swojego języka.

          • Zwierz

            „Dla mnie jest neutralne”. Najwyraźniej jednak nie dla innych. Skoro pojawia się wątpliwość warto eis zastanowić. Określenie czarnoskóry jest neutralne dla wszystkich. Nie tylko dla ciebie. Nikomu koron a z głowy nie spadnie.

          • Wiesz jak zgubne jest to myślenie i że prowadzi do robienia wszystkiego pod dyktando innych?

          • Zwierz

            Straszne. Branie pod uwagę cudzych uczuć. Gdzie to nas może zaprowadzić! Strach pomyśleć. Tupanie nogą i mówienie „Będę robił tak jak chcę bo tak!” też bardzo rozważne nie jest.

          • Chyba nie przeczytałaś tego, co napisałaś przed publikacją albo nie rozumiesz tego, co piszesz. Branie pod uwagę cudzych uczuć w bezpośrednim kontakcie jest zupełnie czymś innym, niż modyfikowanie swojego języka używanego w swoim medium, bo a nuż może kogoś urazić. Idąc tym tropem dochodzimy do absurdu, w którym w ogóle nie będziemy się wypowiadać, bo nigdy nie wiadomo, czy od słowa „kaszanka” nie zrobi się komuś przykro, bo jest wegetarianinem.

          • Zwierz

            Słowo pisane też ma znaczenie, chyba że zakładasz że czytają cię wyłącznie biali czytelnicy którym wszystko jedno. Nie jest absurdem chwila refleksji nad tym kto cię czyta i jak może coś odebrać.

          • Cóż, najwyraźniej nie zbawię całego świata.

        • Dominika Pastuszak

          Żyd ma negatywne konotacje, jeśli posługujemy się stereotypoem przy nazywaniu kogoś Żydem, nie mając na celu stwierdzenia jego pochodzenia/religii.
          No wiesz, jeżeli sprzedawca w sklepie ma za drogie bułki i powiem: „nie pójdę więcej do tego Żyda” – owszem, jest to obraźliwe. Dla Żydów i dla sprzedawcy.
          Kiedy jednak mamy sytuację, gdzie informuję znajomych „Stasiek nie obchodzi z nami tego święta [możesz w sumie wstawić tu jakikolwiek przykład trochę różniących się obchodów, obrządków lub tradycji] bo jest Żydem [czyt. jest to niezgodne z jego przekonaniami, wynikającymi z religii] – to choćbyśmy się wszyscy uparli, nie będzie to określenie obraźliwe.
          Ostatnio tak bardzo skaczemy wokół wszystkich, ze strachu przed sprawieniem minimalnego dyskomfortu jakiejś grupie ludzi (albo w ogóle jakieś pojedynczej osobie będącej członkiem danej grupy), że zaczynamy popadać w absurd. Wymyślamy tak niesamowicie długie, tolerancyjne określenia, że chyba niedługo ze strachu przed posądzeniem o nietolerancję zaczniemy mówić „Sam-Wiesz-Kto”.

  • Tianzi

    Ee, w Ameryce mieli czarne niewolnictwo, segregację rasową i historię dyskryminacji. Nic dziwnego, że tam się skręcają, żeby wymyślić jakieś bezbolesne określenie, ale u nas jest zupełnie inny kontekst kulturowy. Nie wspominając o tym, że chyba nawet ‚Nigger’ o obraźliwym wydźwięku przekłada się na PL raczej jako ‚czarnuch’ niż ‚Murzyn’.

    Chociaż ten argument o ‚nadmiernej poprawności politycznej’ jest tricky, bo zaraz się włączy jakiś bojownik prawicy z hasłem, że mówi się ‚dewiant’, a ‚homoseksualista’ to brudna, zachodnia nowomowa.

  • Szkoda tylko, że tolerancja tych osób zabiegających tak bardzo o poprawność polityczną kończy się na mówieniu o tym ;)

  • bo się w dupach wszystkim poprzewracało. 10 lat temu nikt z tego nie robiłby sensacji, a teraz trzeba uważać, bo tylko czyhają, by złapać Cię za język, a najlepiej to wrzuciliby do celi i kazali na ścianie paznokciami ryć poprawne politycznie synonimy.

    • Ginny

      Odrobina kultury i szacunku dla uczuć innych – taka trudna.

      • Kijanka

        Problem jest taki, że ci którzy krzyczą najgłośniej o szacunek, najczęściej sami go nie mają.

        • Ginny

          Dowody na to twierdzenie jakieś są czy to tylko takie gadanie?

          • Kijanka

            Piszę z doświadczenia. Mogę pogadać, jakbyś miała ochotę.

  • Tak mniej więcej wygląda ta chora poprawność polityczna.

  • Better

    Wazny temat poruszyłeś. Przecież Ci ciemni spoza Afryki Ameryki nie mogą być Afroamerykanami a też ich się tak nazywa. Każde z tych słów napisanych przez Ciebie jest w sumie neutralne, ale często jest jednak używane w negatywnych kontekstach.Generalnie w oficjalnych dokumentach tak się nie pisze, bo po co się narażać. Zaraz się znajdzie ktoś kto wyczyta więcej niż piszący miał na myśli, Na blogu, jak najbardziej mi to pasuje, skoro czytam to mniej wiecej wiem kogo i czego się można po nim spodziewać, więc autor nie musi się tłumaczyć.

    • „Przecież Ci ciemni spoza Afryki Ameryki nie mogą być Afroamerykanami a też ich się tak nazywa” – dokładnie!

    • Olga Koziorowska

      Moja mama ukuła na tę okoliczność określenie „Afropolak” ;)

    • Mju

      „Przecież Ci ciemni spoza Afryki Ameryki nie mogą być Afroamerykanami a też ich się tak nazywa”
      Ci ciemni? …………………………………….
      To ktoś widocznie błędnie nazywa, bo Afroamerykanie to czarnoskórzy mieszkańcy obydwu Ameryk. Jak potem się stamtąd wyprowadzą to ich pochodzenia nie zmieni, i ich potomkowie też będą tak nazywani. Chociaż to juz wątek na dłuższą dyskusję, bo niektórzy z moich czarnoskórych znajomych lubią być tak nazywani, wolą być Afrykańczykami, jeżeli mieli by wybierać któreś z tych dwóch określeń (przy takiej historii – wcale się nie dziwię). Najczęściej po prostu mówią o sobie Czarni.

      • Better

        Rozumiem, nie wiedziałam. A jak pochodzi z Bangladeszu?

  • Magdalenn

    A czy jeśli ktoś powie o mnie że jestem biała to tez powinnam się obrazić? Albo inny już klasyczny dla mnie przykład: jeśli Murzyn powie „jestem czarny i jestem z tego dumny” wszyscy będą mu bili brawo i pochwalą dumę z pochodzenia. Jeśli ja powiem „jestem biała i jestem z tego dumna” , powiedzą że jestem rasistką. No i gdzie logika?

    • mój ulubiony przykład <3

    • O_l_l_i_e

      Jeśli pod „Jestem biała i jestem z tego dumna” kryje się „Jestem biała i jestem z tego dumna, ale jestem świadoma istnienia insytucjonalnego rasizmu, opartego na alokacji władzy i mam świadomość tego, że niezależnie od własnej świadomości i chęci każdego dnia czerpię korzyści wynikające tylko i wyłącznie z mojego koloru skóry”, to luz.

      Ale niestety, mam wrażenie, że u części – fakt, że zwykle anonimowych/internetowych, ale jednak – rozmówców to zdanie brzmi „Jestem biały i jestem z tego dumny, bo do wachlarzy nadają się tylko czarni”.

  • W.

    Nie dość, że kręcą mnie rudzi to jeszcze jedyny wierszyk, który pamiętam z przedszkola jest o Murzynku Bambo. Uświadomiłeś mi, że ja porządne dziewczę żyję na krawędzi poprawności.

    • Będę się modlił za Ciebie siostro.

    • Aleksandra Muszyńska

      Ja żarłam babcine placki pieczone na Palmie z Murzynkiem. Też wiem, co to życie na krawędzi.

  • Aleksandra Muszyńska

    Też mnie to frapuje. Jak inaczej określić Murzyna? Afroamerykanin? A to już nie będzie ksenofobia, że tak się podkreśla, że innej narodowości? „Czarny” bądź „czarnoskóry” – wiadomo, odpada, bo też pokazuje inność, a przecież wszyscy równi i tak dalej. No więc jak, do cholery?
    Niedawno czytałam, że ludzie oburzyli się na gdyńską knajpę, gdzie potrawy nazywały się „Murzyn” (naleśnik z nutellą i bananami), „Turas” (coś z nadzieniem kebabowym) i inne w ten deseń. I był raban, że skandal i że to obraźliwe (tu link: http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,17687590,Na_obiad_Turas__a_na_deser_Murzyn__Menu_gdynskiej.html).
    Mogę zrozumieć problem tylko w takim zakresie, że czasem odbiór zależy też od kontekstu wypowiedzi – czasem używamy wobec znajomego zwrotu, dajmy na to, „ty Żydzie” celowo, bo nie chce nam kopsnąć fajki albo pożyczyć piątaka i wtedy to nie będzie z zamysłem neutralności. Ale jeśli Żyd naprawdę jest Żydem i tylko o to chodzi w komunikacie…to nie rozumiem problemu.

    • „czasem używamy wobec znajomego zwrotu, dajmy na to, „ty Żydzie” celowo, bo nie chce nam kopsnąć fajki albo pożyczyć piątaka” – no własnie o to chodzi, że problem jest w osobach, które uważają Żydów czy Murzynów za gorszych ludzi, a nie w słowach określających ich, bo jeśli zamienimy „Żyda” na „członka narodu semickiego zamieszkującego w starożytności Palestynę”, to nie zmieni to faktu, że wielu Polaków postrzega Żydów jako wyzyskiwaczy i dusigroszów.

    • Mateusz Rzońca

      Ale czy naprawdę nazywanie kogoś Żydem, bo nie chce nam kopsnąć fajki jest >>aż tak<< obraźliwe, jeśli ww. skąpstwo, to swego rodzaju przywara narodu? Jak nazwę kogoś w tym samym kontekście Szkotem, to już najprawdopodobniej mi nikt nie zarzuci braku poprawności politycznej.

      • Aleksandra Muszyńska

        Dla mnie – nie. Ja tylko staram się zrozumieć ewentualne argumenty obu stron w tym zakresie.

  • Otóż to. Ja się nie obrażam jak mówią na mnie świnka morska.
    Stwierdzenie faktu jest stwierdzeniem faktu i tyle ;)

    • O, a czemu świnka morska?

      • Z okazji tego głupiego żartu, że „kobieta-informatyk jest jak świnka morska: ani świnka, ani morska” :>
        Za każdym razem, kiedy koledzy z branży sobie o tym przypomną zostaję biurowym zwierzątkiem.

        • Aaa, to nie słyszałem. Jak to się mówi, jacy informatycy, takie żarty.

        • Nieśmiertelny tekst u mnie na roku. Na informatyce :)

  • Julia Kozubek

    Serio, byłam już od dłuższego czasu przekonana że jestem ostatnią osobą która ma taki pogląd na „poprawność polityczną”. Z resztą, kto powiedział że w ogóle musimy być poprawni?

    • Ginny

      Przyzwoitość?

  • Czy „konkubent” to obraźliwe określenie mężczyzny, który bije konkubinę?!

    • A „kierownica” obraża kobietę prowadząca auto?

    • To zależy czy ma biały podkoszulek ;)

      • Słyszałem piękne określenie takiego podkoszulka – żonobijka

      • Marta Tempes

        Klasyczna żonobijka ;]

Ludzie, którzy weszli na szczyt, mimo że świat spychał ich na dno

Skip to entry content

W naszej kulturze często sukcesy i porażki łączymy z zewnętrznymi, nieokreślonymi czynnikami. Jeśli kolega z biurka obok awansował na team leadera, dostając tym samym dostęp do magicznego przycisku „prześlij dalej” w skrzynce mailowej, mówimy, że mu się pofarciło. Jeśli z kolei szef zorientował się, że przez większość ostatniego miesiąca symulowaliśmy pracę, oszukując system wykrywania ruchu na komputerze myszką przyklejoną do chomika, i zostaliśmy zwolnieni, mówimy, że mieliśmy pecha. Sprawczość zdarzeń globalnych, mających trwały wpływ na nasze życie, również przypisujemy sile  wyższej. Niezależnej od nas samych.

Ktoś przedwcześnie odszedł z tego świata? Bóg tak chciał. Dwójka ludzi rozstała się po roku małżeństwa? Nie byli sobie przeznaczeni. Obiecujący piłkarz zerwał ścięgna? Kariera sportowa nie była mu pisana. Dziewczyna z rozbitej rodziny skończyła na ulicy? Taki był jej los.

Wychowując się w nieciekawych warunkach społeczno-ekonomicznych, w biedzie, w rozbitej rodzinie, w miejscu, gdzie psy szczekają dupami, cytując XIX-wiecznego poetę, trudno zacząć wierzyć w siebie. Bez bliskich wzorów sukcesu do naśladowania, przekonanie o wpływie na swoje życie i możliwości decydowania o samym sobie spada do zera. A często poniżej niego.

Gdy cały świat pokazuje Ci środkowy palec, otoczenie na każdym kroku utwierdza Cię w przekonaniu, że jesteś nikim, a jedyne co dostałeś w nadmiarze, to czwarty pasek na Superstarach, myśl, że sam kreujesz swoją rzeczywistość jest ciałem obcym. Umysł je odrzuca. I przyjmuje dożylnie koncepcję woli bożej, przeznaczenia bądź losu. Lub wszystkie naraz.

Gdy rzeczywistość próbuje Cię wdeptać między płyty chodnikowe, to wielu z nas uznaje, że tak ma być. Akceptując tym samym, że nie ma wpływu na swoje życie, bo jeśli coś jest zapisane w kartach, na przykład zapicie się na śmierć i zlanie z żelbetonowym osiedlem w jedną bezbarwną masę, to nikt i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie Ty.

Czy to słuszne podejście? Czy można oszukać przeznaczenie? Czy przeznaczenie w ogóle istnieje? Czy jeśli gwiazdy na niebie układają się w słowo „śmieć”, to jest jakiś sposób, by „m” obrócić do góry nogami?

Nie odpowiem na te pytania. Bohaterowie dzisiejszego tekstu zrobią to za mnie.

 

Quentin Tarantino – pornobileter bez szkoły

„Magister to podstawa”, „bez studiów nie znajdziesz pracy”, „żeby zarabiać dobre pieniądze, trzeba mieć dobre wykształcenie”. Słyszałeś to? Pewnie, że tak i wątpię, żeby ominęło to również uszy młodego Quentina, który mimo to, w wieku 16 lat rzucił szkołę. By rozpocząć zawrotną karierę biletera w kinie pornograficznym. Z którego i tak został wyrzucony ze względu na kłamstwo odnośnie pełnoletności.

Czy to była przyszłość, jaką chciała zapewnić mu jego matka i ojczym? Wątpię. Czy późniejsza praca jako układacz kaset w wypożyczalni filmów była szczytem ich ambicji? Kurczę, nie sadzę. Jednak bez względu na to, jak decyzje Quentina oceniłoby otoczenie, w jego skali, ta z pozoru byle jaka tyrka, była mocnym 11/10. Bo dzięki niej był blisko kina. I zaczął kręcić swój pierwszy film „My best friend’s birthday”. Który nie został ukończony, bo taśma się spaliła.

Przy kolejnych dwóch – „Wściekłe psy” i „Pulp fiction” – sprawy przyjęły nieco inny obrót, i z nikogo znikąd stał gwiazdą „Hollywood” i ikoną świata filmu.

 

J. K. Rowling – samotna matka z depresją

Dzisiaj to oczywiste, że seria przygód o małym czarodzieju z przekręconym logiem Opla na czole to, oprócz wciągającej historii, maszynka do robienia pieniędzy, ale w momencie, gdy autorka ją tworzyła, wcale nie było to takie oczywiste. I J. K. Rowling ostatnie o czym mogła pomyśleć, to że dzięki swojemu pisaniu zostanie milionerką. Albo chociaż będzie miała czym zapłacić czynsz.

Rowling od dziecka marzyła o byciu pisarką, ale pracując w dorosłym życiu jako sekretarka, nic nie wskazywało, żeby z powodzeniem miała się przebranżowić. Szkicowanie „Harry’ego Pottera” przerwała śmierć jej matki, którą strasznie przeżywała, więc wyjechała z Anglii do Portugalii, żeby zacząć wszystko od nowa. Tam wróciła do pisania, dopóki nie poznała w barze dziennikarza, z którym wzięła ślub i spłodziła córkę. A który okazał się damskim bokserem. Pobita, upodlona kolejny raz musiała od czegoś uciekać. I przerywać pisanie. Po przeprowadzce do Szkocji, bez pieniędzy, bez pracy, za to z małym dzieckiem na utrzymaniu, wpada w depresję i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. W trakcie leczenia z obserwacji pacjentów i personelu czerpie inspiracje do książki, i w 1995 w końcu ją kończy. I to by było na tyle, bo 12 wydawnictw z rzędu ma jej powieść w dupie.

Wielu na tym etapie pogrzebałoby pomysł bycia pisarzem głęboko pod ziemią, ale Rowling cały czas trzymała go przy życiu. Wierzyła w niego jak w nic innego na świecie. I w 1997 ukazał się „Harry Potter i kamień filozoficzny”, który do tej pory przetłumaczono na 35 języków, a w 1998 Warner Bros kupił prawa do ekranizacji powieść. A J. K. Rowling stała milionerką. Mimo, że do tej pory była samotną, bezrobotną matką z depresją, tułającą się po świecie.

Walt Disney – porażka, porażka, porażka

Życiorys Walta Disneya przypomina trochę biblijną przypowieść o Hiobie. Jakby przeznaczenie/los/Bóg próbowało sprawdzić ile razy musi go przybić do gleby, żeby w końcu się nie podniósł.

Chodził do szkoły artystycznej, by potem kierować ambulansem w trakcie I wojny światowej. Dostał pracę jako ilustrator w gazecie, by zostać z niej zwolnionym. Założył własne studio rysunku, by od razu zbankrutować. Drugi raz założył własną firmę, by drugi raz zbankrutować i nie skończyć „Alicji w krainie czarów”, na stworzenie której się pozadłużał. Trzeci raz próbował sił w prowadzeniu studia animacji, by wspólnik ukradł mu prawa do stworzonej przez niego postaci. I pracowników. Później przeszedł załamanie nerwowe, później stworzył Myszkę Mickey, która odniosła sukces, a później chciał stworzył „Królewnę Śnieżkę”, która prawie puściła go z torbami, ale ostatecznie odniosła sukces spektakularny.

I tak, nie ulegając sprowadzaniu go przez życie do roli szmaty do podłogi, Disney stworzył imperium, które znamy dziś.

Stephen Hawking – więzień w klatce własnego ciała

Powiem krótko: gość powinien być najpopularniejszym i najlepiej opłacanym mówcą motywacyjnym na świecie.

Nie może chodzić, nie może mówić, nie może pisać. Jest przykuty do wózka, w gardle ma rurkę, a ze światem komunikuje się przez syntezator mowy, który obsługuje policzkiem. PO. LICZ. KIEM. Zgodnie z diagnozą lekarzy miał już dawno umrzeć. A napisał doktorat, napisał bestseller, jest przegenialnym fizykiem i cały czas występuje na scenie. Rzucając do tego żarcikami.

Oprah Winfrey – gwałty, pobicia i narkotyki

Lista tytułów, którymi została odznaczona jest chyba dłuższa niż ten wpis. Czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Forbesa, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Time’a, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Life’a. Trzecie miejsce najbardziej rozpoznawalnych postaci medialnych według plebiscytu telewizyjnego z 2003. Oprah znalazła się w nim tuż za Supermanem i Elvisem Presleyem. Decydowała o być albo nie być polityków, pchnęła po wygraną George’a W. Busha i Baracka Obamę.

Grubo, co? To teraz pomyśl, że doszła do tego po tym, jak w dzieciństwie mężczyźni w jej rodzinie ją bili i gwałcili.

Jej matka była nastoletnią robotnicą, jej ojciec żołnierzem na przepustce, a ona ich wpadką. „Rodzice” oddali ją na wychowanie dziadkom, którzy uczyli ją zasad i dyscypliny pięścią. W wieku 9 lat zgwałcił ją jej własny kuzyn, a w wieku 14 – wujek. Z którym zaszła w ciążę. Ich wspólne dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Żeby nie skonać z bólu zaczęła pić i ćpać. Jak to piszę, to nie wierzę, że pojedynczy człowiek mógł topić się w tak głębokim oceanie gówna.

I nie utonąć, a po wyjściu z niego zacząć błyszczeć jak gwiazda. Wbrew wszystkiemu.

 

***

 

Dobrego dnia.

autorem zdjęcia jest JD Hancock

---> SKOMENTUJ

Niezawodny sposób na zdanie pisemnej matury

Skip to entry content

Po pierwsze przyjdź, po drugie nie spóźnij się, po trzecie weź ze sobą dowód osobisty i czarny długopis.

To wszystko czego potrzebujesz. Reszta jest albo w tekście źródłowym, albo w karcie ze wzorami, albo w Twojej wyobraźni.

Nie życzę Ci powodzenia, nie potrzebujesz go, żeby zdać ten egzamin.

autorem zdjęcia jest non-partizian

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #24: relacja z porodu, Paweł Kukiz i „Przyjaciele”

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 24

Ten tydzień był spokojniejszy niż pacjent po podaniu pawulonu, więc nie spodziewajcie się żadnych sensacji polaryzujących społeczeństwo. Zresztą nawet gdyby tak było, podejrzewam, że nie przejęlibyście się tym bardziej niż sytuacją muchy na szybie tira, bo od poniedziałku wszyscy żyją tylko majówką. Oprócz mnie, ale o tym później.

Bohaterowie „Gry o Tron” w stylizacjach z lato ’90: jak nie mam świra na punkcie serialu, tak widząc te stylówki zwariowałem. Gdyby „na co dzień” grali w takich ciuchach, jarałbym się tym tytułem bardziej niż „Mad Men”.

Jak to jest być copywriterem? Od początku drugich studiów był to mój docelowy zawód, który jawił mi się jako praca marzeń. Olga z kilkuletnim stażem w tym temacie, opowiada jak to faktycznie z tym pisaniem sloganów jest.

Bezpieczni po trzęsieniu ziemi w Nepalu: celny i merytoryczny tekst o tym, że robienie sobie na Facebooku beki z tragedii wcale nie jest tak śmieszne jak się tagującym wydaje.

Sztuczna ręka do samojebek: nie masz chłopaka, a chcesz, żeby przyjaciółki popadały z zazdrości widząc romantyczne foteczki z partnerem na Fejsie? Idź do psuchoterapeuty. Albo kup sobie ten gadżet.

Naćpana oksytocyną: mimo, że daleka od standardowych i ckliwych historii o porodzie, to mimo to wzruszająca opowieść o tym, jak to jest wydać ze swojego ciała innego człowieka na świat.

Nowy „Dragon Ball” już w lipcu! Co prawda póki co tylko w Japonii, ale fakt, że wyjdzie jeszcze jakakolwiek animacja na podstawie tej mangi wystarcza, żeby popaść w euforię!

Paweł Kukiz kontra „dziennikarka” TVNu: tak właśnie wygląda dziennikarstwo w dużych mediach analogowych. Rzetelność i profesjonalizm w krzywym zwierciadle.


 

Jak wyglądaliby „Przyjaciele” w dzisiejszych czasach? Mistrzowska przeróbka kultowego serialu.

 

Damska stylówka tygodnia: typowo wiosenno-majówkowy komplecik. Trochę żałuję, że w moich czasach nastolatki nie ubierały się tak kwieciście jak Styleev. Choć jednak nie, jak sobie przypomnę jakie ciuchy były wtedy dostępne, to jednak nie żałuję.

zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com

 
Męska stylówka tygodnia: zestawienie na Króla Albanii. Niedługo pochód juwenaliowy, tak że propozycja od Simone Munari może się przydać.

zdjęcie pochodzi z bloga  simonemunari.com
zdjęcie pochodzi z bloga simonemunari.com

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu też nie mam dla Was obrazka, a samą muzyczkę, ale za to jaką! Kojarzycie trzecią płytę takiego zapomnianego przez wszystkich składu Kaliber 44? I numer „Normalnie o tej porze” znajdujący się na niej? To sprawdźcie jak brzmiałby w wykonaniu idola Waszych rodziców.

 

Fanpage tygodnia: profil malutki i dopiero rozkręca się, ale ma potencjał, więc mam nadzieję, że przed wyborami pojawią się jakieś prawdziwe, bekogenne kozaki.

Korwin opowiadający bajki… Pardon, Korwin prezentujący program swojej partii.

Posted by Absurdalne zdjęcia Korwina on 10 marca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: w tym miesiącu będzie się działo tyle rzeczy związanych z blogiem, że majówkę spędzam na WordPressie pisząc teksty, żeby się ze wszystkim wyrobić. Mam nadzieję jednak, że Wy odpoczywacie, grillujecie, ogniskujecie albo chociaż randkujecie i wyjechaliście za miasto, dlatego dajcie znać gdzie Was wywiało na długi weekend. Albo nawet wrzućcie w komentarzach jakąś fociszkę z wypadu, żebym wiedział, że ktoś jednak ma nieznośną lekkość bytu.

---> SKOMENTUJ