Close
Close

Czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Skip to entry content

Po tekście z relacją z Rzymu, dostałem wiadomość od czytelniczki, która brzmiała mnie więcej tak:

Hej , fajny wpis…tylko to słowo Murzyn,  politycznie to juz bardzo niepoprawne i dla czarnoskórych obraźliwe, ale rozumiem,  że był powód,  żeby użyć akurat tego słowa?  Tak z ciekawości pytam?

Próbowałem ją przekonać, że mimo iż wymienione w tekście postacie napastowały mnie kupnem kija do samojebek, to nie użyłem słowa „Murzyn” w negatywnym znaczeniu, aby ich obrazić, tylko aby ich opisać. Zresztą, od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo na lekcji polskiego w podstawówce, zawsze było dla mnie neutralne bez jakiekolwiek ładunku emocjonalnego. Ale czytelniczka upierała się, że to niepoprawne politycznie sformułowanie, które poniża czarnoskórych i nie należy się nim posługiwać.

To mam takie pytanko, czy idąc tym samym tokiem rozumowania…

…„sierota” to obraźliwe określenie osoby nieposiadającej obojga rodziców?

…„lesbijka” to obraźliwe określenie osoby płci żeńskiej, którą pociągają przedstawicielki tej samej płci i powinniśmy używać klinicznego „kobieta homoseksualna”?

…„rudy” to obraźliwe określenie osoby o rudym kolorze włosów i powinniśmy używać poetyckiego „złotowłosy”?

…„prawiczek” to obraźliwe określenie osobnika płci męskiej, który nie miał jeszcze stosunku seksualnego i powinniśmy używać usprawiedliwiającego „czekający do ślubu”?

…„narkoman” to obraźliwe określenie osoby uzależnionej od narkotyków i powinniśmy używać natchnionego „naśladowca faraonów”?

…„inwalida” to obraźliwe określenie osoby pozbawionej możliwości pracy ze względu na kalectwo  i przez hiper poprawność polityczną w ogóle nie powinniśmy ich określać?

I w końcu, czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Bo mam wrażenie, że najbardziej negatywnej treści w „Murzynie”, funkcjonującym w naszym języku od lat, doszukują się osoby, które same uważają, że ludzie o tym kolorze skóry są gorsi.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Helio Dias
(niżej jest kolejny tekst)

75
Dodaj komentarz

avatar
27 Comment threads
48 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
42 Comment authors
Bartosz Cicharskipionierka|pionierka.plMartaSpesalviPani Od Kotów Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Konrad
Gość

Czy „konkubent” to obraźliwe określenie mężczyzny, który bije konkubinę?!

Jan Favre
Gość

A „kierownica” obraża kobietę prowadząca auto?

Marcin Michno
Gość

To zależy czy ma biały podkoszulek ;)

bfaliszek
Gość

Słyszałem piękne określenie takiego podkoszulka – żonobijka

Marcin Michno
Gość

chyba muszę zrobić porządki w szafie -.-

Marta Tempes
Gość
Marta Tempes

Klasyczna żonobijka ;]

Julia Kozubek
Gość
Julia Kozubek

Serio, byłam już od dłuższego czasu przekonana że jestem ostatnią osobą która ma taki pogląd na „poprawność polityczną”. Z resztą, kto powiedział że w ogóle musimy być poprawni?

Ginny
Gość
Ginny

Przyzwoitość?

anoriell - Katarzyna Janoska
Gość

Otóż to. Ja się nie obrażam jak mówią na mnie świnka morska.
Stwierdzenie faktu jest stwierdzeniem faktu i tyle ;)

Jan Favre
Gość

O, a czemu świnka morska?

anoriell - Katarzyna Janoska
Gość

Z okazji tego głupiego żartu, że „kobieta-informatyk jest jak świnka morska: ani świnka, ani morska” :>
Za każdym razem, kiedy koledzy z branży sobie o tym przypomną zostaję biurowym zwierzątkiem.

Jan Favre
Gość

Aaa, to nie słyszałem. Jak to się mówi, jacy informatycy, takie żarty.

Jacek eM
Gość

Nieśmiertelny tekst u mnie na roku. Na informatyce :)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Też mnie to frapuje. Jak inaczej określić Murzyna? Afroamerykanin? A to już nie będzie ksenofobia, że tak się podkreśla, że innej narodowości? „Czarny” bądź „czarnoskóry” – wiadomo, odpada, bo też pokazuje inność, a przecież wszyscy równi i tak dalej. No więc jak, do cholery? Niedawno czytałam, że ludzie oburzyli się na gdyńską knajpę, gdzie potrawy nazywały się „Murzyn” (naleśnik z nutellą i bananami), „Turas” (coś z nadzieniem kebabowym) i inne w ten deseń. I był raban, że skandal i że to obraźliwe (tu link: http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,17687590,Na_obiad_Turas__a_na_deser_Murzyn__Menu_gdynskiej.html). Mogę zrozumieć problem tylko w takim zakresie, że czasem odbiór zależy też od kontekstu wypowiedzi… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

„czasem używamy wobec znajomego zwrotu, dajmy na to, „ty Żydzie” celowo, bo nie chce nam kopsnąć fajki albo pożyczyć piątaka” – no własnie o to chodzi, że problem jest w osobach, które uważają Żydów czy Murzynów za gorszych ludzi, a nie w słowach określających ich, bo jeśli zamienimy „Żyda” na „członka narodu semickiego zamieszkującego w starożytności Palestynę”, to nie zmieni to faktu, że wielu Polaków postrzega Żydów jako wyzyskiwaczy i dusigroszów.

Mateusz Rzońca
Gość
Mateusz Rzońca

Ale czy naprawdę nazywanie kogoś Żydem, bo nie chce nam kopsnąć fajki jest >>aż tak<< obraźliwe, jeśli ww. skąpstwo, to swego rodzaju przywara narodu? Jak nazwę kogoś w tym samym kontekście Szkotem, to już najprawdopodobniej mi nikt nie zarzuci braku poprawności politycznej.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Dla mnie – nie. Ja tylko staram się zrozumieć ewentualne argumenty obu stron w tym zakresie.

W.
Gość
W.

Nie dość, że kręcą mnie rudzi to jeszcze jedyny wierszyk, który pamiętam z przedszkola jest o Murzynku Bambo. Uświadomiłeś mi, że ja porządne dziewczę żyję na krawędzi poprawności.

Jan Favre
Gość

Będę się modlił za Ciebie siostro.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Ja żarłam babcine placki pieczone na Palmie z Murzynkiem. Też wiem, co to życie na krawędzi.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Niezawodny sposób na zdanie pisemnej matury

Skip to entry content

Po pierwsze przyjdź, po drugie nie spóźnij się, po trzecie weź ze sobą dowód osobisty i czarny długopis.

To wszystko czego potrzebujesz. Reszta jest albo w tekście źródłowym, albo w karcie ze wzorami, albo w Twojej wyobraźni.

Nie życzę Ci powodzenia, nie potrzebujesz go, żeby zdać ten egzamin.

autorem zdjęcia jest non-partizian

Cotygodniowy Przegląd Internetu #24: relacja z porodu, Paweł Kukiz i „Przyjaciele”

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 24

Ten tydzień był spokojniejszy niż pacjent po podaniu pawulonu, więc nie spodziewajcie się żadnych sensacji polaryzujących społeczeństwo. Zresztą nawet gdyby tak było, podejrzewam, że nie przejęlibyście się tym bardziej niż sytuacją muchy na szybie tira, bo od poniedziałku wszyscy żyją tylko majówką. Oprócz mnie, ale o tym później.

Bohaterowie „Gry o Tron” w stylizacjach z lato ’90: jak nie mam świra na punkcie serialu, tak widząc te stylówki zwariowałem. Gdyby „na co dzień” grali w takich ciuchach, jarałbym się tym tytułem bardziej niż „Mad Men”.

Jak to jest być copywriterem? Od początku drugich studiów był to mój docelowy zawód, który jawił mi się jako praca marzeń. Olga z kilkuletnim stażem w tym temacie, opowiada jak to faktycznie z tym pisaniem sloganów jest.

Bezpieczni po trzęsieniu ziemi w Nepalu: celny i merytoryczny tekst o tym, że robienie sobie na Facebooku beki z tragedii wcale nie jest tak śmieszne jak się tagującym wydaje.

Sztuczna ręka do samojebek: nie masz chłopaka, a chcesz, żeby przyjaciółki popadały z zazdrości widząc romantyczne foteczki z partnerem na Fejsie? Idź do psuchoterapeuty. Albo kup sobie ten gadżet.

Naćpana oksytocyną: mimo, że daleka od standardowych i ckliwych historii o porodzie, to mimo to wzruszająca opowieść o tym, jak to jest wydać ze swojego ciała innego człowieka na świat.

Nowy „Dragon Ball” już w lipcu! Co prawda póki co tylko w Japonii, ale fakt, że wyjdzie jeszcze jakakolwiek animacja na podstawie tej mangi wystarcza, żeby popaść w euforię!

Paweł Kukiz kontra „dziennikarka” TVNu: tak właśnie wygląda dziennikarstwo w dużych mediach analogowych. Rzetelność i profesjonalizm w krzywym zwierciadle.


 

Jak wyglądaliby „Przyjaciele” w dzisiejszych czasach? Mistrzowska przeróbka kultowego serialu.

 

Damska stylówka tygodnia: typowo wiosenno-majówkowy komplecik. Trochę żałuję, że w moich czasach nastolatki nie ubierały się tak kwieciście jak Styleev. Choć jednak nie, jak sobie przypomnę jakie ciuchy były wtedy dostępne, to jednak nie żałuję.

zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com

 
Męska stylówka tygodnia: zestawienie na Króla Albanii. Niedługo pochód juwenaliowy, tak że propozycja od Simone Munari może się przydać.

zdjęcie pochodzi z bloga  simonemunari.com
zdjęcie pochodzi z bloga simonemunari.com

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu też nie mam dla Was obrazka, a samą muzyczkę, ale za to jaką! Kojarzycie trzecią płytę takiego zapomnianego przez wszystkich składu Kaliber 44? I numer „Normalnie o tej porze” znajdujący się na niej? To sprawdźcie jak brzmiałby w wykonaniu idola Waszych rodziców.

 

Fanpage tygodnia: profil malutki i dopiero rozkręca się, ale ma potencjał, więc mam nadzieję, że przed wyborami pojawią się jakieś prawdziwe, bekogenne kozaki.

Korwin opowiadający bajki… Pardon, Korwin prezentujący program swojej partii.

Posted by Absurdalne zdjęcia Korwina on 10 marca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: w tym miesiącu będzie się działo tyle rzeczy związanych z blogiem, że majówkę spędzam na WordPressie pisząc teksty, żeby się ze wszystkim wyrobić. Mam nadzieję jednak, że Wy odpoczywacie, grillujecie, ogniskujecie albo chociaż randkujecie i wyjechaliście za miasto, dlatego dajcie znać gdzie Was wywiało na długi weekend. Albo nawet wrzućcie w komentarzach jakąś fociszkę z wypadu, żebym wiedział, że ktoś jednak ma nieznośną lekkość bytu.