Close
Close

Jak wygląda kręcenie reklamy od kuchni?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z PizzaPortal.pl

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (26)

Pamiętacie jak dwa tygodnie temu byłem w Poznaniu, ale wykręcałem się, że nie mogę powiedzieć o co dokładnie chodzi? To teraz już mogę odkryć wszystkie karty i zdradzić, że głównym celem nie były odwiedziny Rycha Peji, ale nieco większa akcja.

W związku z tym, że PizzaPortal w maju ruszył z ofertą „FIT”, czyli z możliwością zamawiania nie tylko pizzy i schabowych przez internet, ale także zdrowego, lekkostrawnego jedzenia, kręciliśmy w stolicy Wielkopolski reklamę promującą tę opcję. I to nie reklamę w stylu „yo, to jest PizzaPortal, tu się klika po sałatki, więc klikajcie, pozdro”, tylko coś dużo bardziej kreatywnego, osadzonego w przestrzeni miejskiej. Tak zwany ambient.

O co cho?

Na przystanku w centrum miasta, zainstalowana była gablota z grą, która polegała na przecinaniu palcem jedzenia. Coś jak „Fruit Ninja”, tylko z sushi zamiast arbuzów. Przechodnie podchodzili, grali, a gdy pod koniec rundy zdobyli przynajmniej 25 punktów, mogli wybrać dietetyczne jedzenie, po czym pojawiało się lekko dezorientujące, zagadkowe hasło „rozejrzy się!”. I wtedy do akcji wkraczaliśmy my – Nishka, Kasia Gandor, Magiczny Składnik, Paweł Opydo i ja – przebrani za XIX-wiecznych mieszczan, wikingów, sportowców albo rajdowców, zabierając gracza do mieszkanka zaaranżowanego na drugim przystanku i dostarczając mu posiłek!

Brzmi nieco wariacko? To dobrze, bo tak właśnie było.

Przy realizowaniu nagrania, bieganiu po mieście w ciuchach wyrwanych żywcem z „Robin Hooda” i zaskakiwaniu niczego nieświadomych ludzi niecodzienną formą dostawy, było dużo dobrej zabawy, ale z mojej perspektywy najciekawsze było co innego. Pierwszy raz w życiu widziałem od kuchni jak nagrywa się reklamę i jak taka „spontaniczna”, ambinetowa akcja wygląda od środka. Bo obraz osoby, która jest wewnątrz akcji, diametralnie różni się od tego, co widzi odbiorca gotowego materiału, czy nawet przypadkowy gość na ulicy.

Chcecie wiedzieć jak takie rzeczy wyglądają od strony realizacji?

 

Centrum dowodzenia

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (4)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (25)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (16)

Widziałem wcześniej kilka reklam kręconych na ulicy z „żywymi” ludźmi i przebranymi wariatami, którzy wchodzili z nimi w interakcję, ale nigdy nie zastanawiałem się nad tym, skąd oni się tam biorą. W sensie ci wariaci, bo ludzie to wiadomo – z kapusty albo bocian przynosi. Otóż okazuje się, że zawsze jest jakaś baza wypadowa, w której się przygotowują i przebierają, będąca jednocześnie centrum dowodzenia, rozdzielającym dyspozycje co, gdzie, kiedy i dlaczego już. Nasza była dokładnie naprzeciwko przystanku z grą, dzięki czemu w komfortowych warunkach, z ukrycia, mogliśmy obserwować niczego nieświadomych przechodniów.

 

Planowanie, planowanie, planowanie

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (1)

To niby oczywista oczywistość, że przed takim przedsięwzięciem trzeba się przygotować, ale gdy zobaczyłem jak mocno poszczególne składowe akcji są rozkminione, powiedziałem sam do siebie „łouł, szacun!”. Pomijam harmonogram z rozpiską, kiedy wchodzą wikingowie, kiedy sportowcy, a kiedy rajdowcy i mapkę, która grupa skąd wybiega, ale przewidzenie reakcji ludzi, możliwych scenariuszy i problemów było godne uznania.

 

Przygotowanie miejscówek i sprzętu

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (3)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (14)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (8)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (10)

Przede wszystkim zamontowanie GoPro na przystanku z grą, na jednym z wariatów i ustawienie kamerzysty niczym snajpera na balkonie naprzeciwko, tak by mieć materiał z możliwie wielu różnych ujęć.

 

3… 2… 1… PRÓBA!

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (28)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (11)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (20)

Wpadlibyście na to, że przy realizacji takiego filmu robi się próby ze statystami, żeby być jak najlepiej przygotowanym do pracy na żywym organizmie? Wpadlibyście? Serio? No to ja w każdym razie nie pomyślałem, że „spontaniczne” wybiegnięcie kilkuosobową grupą do przypadkowego przechodnia można trenować jak scenkę teatralną i skalibrować tak, by jego reakcja była jak najbardziej pozytywna i żywiołowa. Na przykład sprowadzająca się do poetyckiego zwrotu „łooo, ale czad!”.

 

Akcja, akcja, akcja!

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (21)

W rejestrowaniu ruchomego obrazu miałem już, niewielkie, ale mimo wszystko, doświadczenie i wiedziałem, że wszystko co ma poczuć widz patrząc w ekran, w rzeczywistości musi być jakieś 3-4 razy intensywniejsze. Żebyś Ty jak odbiorca czuł energię, napięcie i ruch, to ja jako „aktor” muszę zapieprzać jak motorynka na paliwie rakietowym. I też tak staraliśmy się robić – biegać, skakać, drzeć się i jeszcze trochę biegać. Takie pogowanie. Tylko bez tłumu ludzi, muzyki i alkoholu.

 

Bieżąca kontrola materiału

Regularne zrzucanie zapisanych ujęć z kamer na twardy dysk w centrum dowodzenia, było bardzo istotne, bo montażysta i reżyser od razu mogli ocenić, jak to tak naprawdę wygląda. I czy da się z tego w ogóle coś skleić. A dało się.

pizzaportal fit jedzenie

(niżej jest kolejny tekst)

37
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
BlogabellaSafety Assessment of Genetically Engineered Fruits and Vegetables: A Case Study of the Flavr Savr Tomato free downloadsGrzegorz ZiębaNevenaKinga K.a Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata Muszyńska
Gość

Poznań, rower spinningowy i dwoje moich ulubionych blogerów. Co za zestaw. :)

Jan Favre
Gość

Ej, jak to dwoje? Myślałem, że jestem jedyny :(

Joanna Paranoja
Gość
Joanna Paranoja

Ojoj! Strasznie pozytywna akcja. Wiadomo, każdy marzy, by być porwanym przez stado dzikusów. A jeśli dodatkowo dostaje się jedzenie.. Bajka ;)

Jan Favre
Gość

„Wiadomo, każdy marzy, by być porwanym przez stado dzikusów.” – brzmi jak początek nowej części „50 twarzy Greya” :D

Joanna Paranoja
Gość
Joanna Paranoja

…litości xD

Nina Peplińska
Gość

Ja bym wybrała wikingów, choć wszyscy dzicy dziko skakali. :D

Łukasz Przechodzeń
Gość

Bardzo fajnie przygotowane i zupełnie bez zadęcia :) Będzie więcej materiałów?

Jan Favre
Gość

Dzięki! Więcej możesz zobaczyć u Pawła Opydo: http://www.zombiesamurai.pl/2015/05/pizzaportal-poznan/?src=cover a wieczorem u Nishki, Magicznego Składnika i Kasi Gandor.

Ola
Gość

Ze strony Pawła trafiłam na youtuba i normalnie facepalm. Co poniektórym z komentatorów przydałaby się pewna popularna od jakiegoś czasu maść ;-))

Łukasz Przechodzeń
Gość

U Pawła jest ten sam materiał wideo co u Ciebie. Ale daję suba PizzaPortal i mam nadzieję, że wrzucą jeszcze coś z tej akcji.

Agata
Gość

Łohoł! ALE ZAJEBISTE.

Agata
Gość
Agata

Wikingowie rozwalili system! :)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Czy piersi składają się tylko z sutków?

Skip to entry content

Pytanie brzmi absurdalnie, co? Ale, jak się okazuje, mimo wszystko warto je sobie zadać. Wczoraj trafiłem na nowy trend w amerykańskim internecie – „Hold a Coke with your Boobs Challenge”, czyli w przełożeniu na polski „wyzwanie trzymania puszki Coli piersiami”. Tak, tak, przeczytałem na głos i wiem jak to brzmi, weźmy jednak poprawkę na to, że to Ameryka i tam uprawianie seksu w reality show w pierwszy dzień uczestnictwa w programie nazywane jest flirtem.

Oswoiliście się już z tą anomalią? To super, to sprawdźcie poniższy filmik.

Dawno nie byłem u okulisty, więc może jaskra rzuciła mi się na oczy, ale czy przypadkiem wszystkie kobiety w tym filmie nie są NAGIE? Czy mi się tylko wydaje, czy każda z nich wrzuciła do sieci film, gdzie ma GOŁE piersi?

Patrzyłem na to nagranie i nie byłem w stanie uwierzyć, że tak bezobciachowo i otwarcie można epatować nagością. I to w miejscu, bądź co bądź, do tego nieprzeznaczonym, bo na YouTube – portalu, który, z tego co mi wiadomo, nie jest globalnym hostingiem dla pornosów. Rozumiem, że ktoś może mieć zapędy ekshibicjonistyczne. Rozumiem też że, z nie do końca jasnych dla mnie powodów, nagle pojawia się tabun kobiet, które je mają. Serio, kumam to, ale czy przypadkiem administratorzy nie powinni zablokować takich treści, tak jak robią to ze wszystkimi innymi filmami, na których występują gołe baby?

No chyba, że fakt zaklejenia sutków taśmą sprawia, że one już nagle nie są ROZEBRANE jak do rosołu z Johnym Sinsem?

Przecież to jakiś absurd porównywalny do finalnej sceny w „Nowych szatach króla”. I już nie chodzi mi tylko o kobiety w cyckowo-colowym wyzwaniu, ale o wszystkie reprezentantki płci karmiącej, które nalepiając plaster na sterczące zakończenie piersi, uważają, że to tak samo, jakby okryły całe ciało wełnianym kocem. Bo i w teledyskach, i na Instagramie, i na Facebooku, nie mówiąc już o Pudelku, widuję dziewczyny, które uważają, że nie są nagie, bo zakryły cyndzelek wystający z klatki piersiowej. Czegoś tu chyba nie rozumiem.

Czy o istocie piersi stanowi sutek? Bo to tak jakby powiedzieć, że o istocie tortu decyduje wisienka na jego szczycie, a bez niej jest kabanosem.

Zawsze wydawało mi się, że sednem piersi nie jest brodawka, a wypukły, kulisty, kształt, który nadaje im wyrazu i sprawia, że damska klata, różni się czymś od męskiej. Bo jeśli sensem cycka w ujęciu nagości i erotyzmu jest sutek, to czemu mężczyźni chodzą bez staników? A przynajmniej bez nasutników? Czemu facetów możemy oglądać bez koszulek na okładkach gazet, a filmy, w których występują mężczyźni z odkrytymi torsami są dostępne dla dzieci w każdym wieku? Przecież mamy, z grubsza rzecz ujmując, takie same sutki jak Wy.

Patrząc na to od zupełnie innej strony, sutek to, pi razy drzwi, 10% całej piersi. Jeśli mamy pomalować cały dom, a maznęliśmy farbą tylko drzwi wejściowe, to chałupa jest niepomalowana, prawda? Mając 5-metrowy sznur lampek choinkowych, w którym świeci się tylko pierwsze 15, uznaje się, że lampki nie działają, mam rację? Gdy mamy lecieć samolotem, w którym kręci się śmigło w tylko jednym silniku, to zgodzicie się, że samolot jest niesprawny? Na zasadzie podobnej analogii, jeśli w całej piersi zasłonimy tylko brodawkę, to ta pierś wciąż jest naga.

Cytując klasyka: „pies wnoszony na rękach do sklepu wciąż jest psem”, więc nie palmy głupa, że kobieta naga od pasa w górę z plastrem na cycku przestaje być naga.

Dzieci Neostrady dowiadują się jak działa demokracja

Skip to entry content

Demokracja – system rządów (reżim polityczny, ustrój polityczny) i forma sprawowania władzy, w których źródło władzy stanowi wola większości obywateli (sprawują oni rządy bezpośrednio lub za pośrednictwem przedstawicieli)

W przełożeniu na chłopski – o tym, czy możesz pociągnąć ściechę z kolegami na przerwie w pracy, decydujesz nie ty sam, ale, bezpośrednio lub pośrednio, większość. Większość wszystkich ludzi w zamieszkiwanym przez ciebie kraju. I twoja niedorozwinięta koleżanka z działu, przeglądająca całymi dniami katalog Avonu w trakcie pracy, i twój team leader, i twój teść plujący przez lewe ramię, za każdym razem, gdy w TVNie wspomną o homoseksualistach i pan Ździchu spod Żabki. Większość. Nie tylko osoby, które ty uznasz za godne i właściwe do podjęcia takiej decyzji. Większość.

Tak działa demokracja – ustrój polityczny w Polsce.

I widzę, że jesteś bardzo zaskoczony tym faktem, że o sytuacji w kraju nie decydujesz Ty z kolegą, tylko pozostałe kilkadziesiąt milionów ludzi. Zaskoczyło cię to na tyle, że musiałeś pokazać niezrozumienie systemu, w którym żyjesz już dłuższy czas i od wczoraj widzę na Facebooku hasła typu „Anglia czeka”, „spierdalam!”, „czas się pakować” i „którędy na Modlin?”. Czyli co, przez całe gimnazjum i liceum uciekałeś z lekcji WOSu i dopiero teraz dotarło do twojej główki, że jak prezydenta wybiera większość, to może wybrać innego niż byś chciał?

Refleks szachisty, brawo.

Urocze jest też, z jakąś łatwością pokazujesz swoją nietolerancję. Nie wygrał Bronisław Komorowski, tylko Andrzej Duda, to wszyscy, którzy na niego głosowali są idiotami i trzeba od nich uciec, tak? Każdy, kto oddał głos na kandydata PiSu do gazu? No pięknie. Wcześniej byłeś taki inteligentny, taki kulturalny, taki europejski, taki otwarty na dyskusję, ale wystarczy, że coś pójdzie nie po Twojej myśli, a już wyciągasz widły ze stodoły i chcesz na nie nabić sąsiada. Zapraszam w takim razie do miejsc, w których jest dyktatura, tam z pewnością będziesz czuć się lepiej, mając do wyboru tylko jeden poprawny tok myślenia.

Jeśli demokracja Ci nie służy, wyprowadź się na Kubę.

Ale ty przecież nic z tym nie zrobisz. Nie masz jaj, żeby wyjechać, bo jesteś Dzieckiem Neostrady. Nie wyjdziesz na ulicę, nie zorganizujesz zamieszek, nie podpalisz pałacu prezydenckiego. Nawet nie wywiesisz na trzepaku prześcieradła z hasłem napisanym plakatówkami młodszego brata, żeby dać wyraz, że faktycznie sprzeciwiasz się wynikowi wyborów. Nie zrobisz niczego. Jedyne na co Cię stać, to żartobliwy status na Facebooku. Wklejenie śmiesznego zdjęcia na Twitterze. Tyle z twojego wielkiego niezadowolenia. Brawo!

Nie bądź markotną ciapą, która tupie nóżkami i pluje na wszystkich dookoła, gdy coś idzie nie po jej myśli. Dotrzymaj słowa i wyjedź z kraju, albo przyjmij do wiadomości, że tak właśnie działa demokracja.

autorem zdjęcia jest Mark Harkin