Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Kropla Beskidu

Pamiętacie taką mega staroszkolną bajkę „Zwierzęta z Zielonego Lasu”, która leciała na początku lat 90. na Polsacie? O grupie zwierzątek, które musiały uciekać ze swojego miejsca zamieszkania, bo drzewa, krzaki i nory, w których przesiadywały, zostały zrównane z ziemią przez buldożery i polał się na nie beton? Wzruszałem się przy niej jako kilkuletni chłopiec i bywa, że jako dorosły człowiek wzruszam się dalej. Bo widząc plac budowy kolejnej galerii handlowej, czuję się jak jedno z tych zwierząt, które musi uciekać, żeby znaleźć jakiś większy skrawek zieleni.

Na szczęście, w odróżnieniu od Gałązki, Śmiałka i Pana Ropucha nie muszę przebijać się przez pół stanu, żeby poleżeć na trawie, tylko czasami wystarczy, że przejdę kilka przecznic. Tak, Kraków mimo kokonu kamienic i pajęczyny blokowisk, trochę tych zielonych miejsc ma, dzięki czemu można poczuć bliskość natury, wciąż będąc w środku miasta.

Jakie to miejsca, gdzie jest coś poza betonem, szkłem i metalem?

 

Planty

Planty - zielone miejsca w Krakowie (7)

Planty - zielone miejsca w Krakowie (6)

Mimo że to najoczywistsze miejsce, o którym wiedzą chyba wszyscy, to ze względu na to ile spędziłem w nim czasu, musiałem je wymienić. I to jako pierwsze, bo w parku miejskim okrążającym Rynek Główny, w czasach studenckich spędzałem całe dnie ucząc się na egzaminy. Przychodziłem tuż po, albo zamiast, zajęć i przy akompaniamencie pohukiwań gołębi przyswajałem materiał. Fakt, że tylko w jednym semestrze miałem więcej niż jedną poprawkę, powinien mówić sam za siebie.

 

Zakrzówek

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (3)

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (5)

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (4)

Zaledwie 15 minut tramwajem od Starego Miasta, a czujesz się jak na wypadzie agroturystycznym. Najładniejsze i najbardziej wielofunkcyjne miejsce do wypoczynku w Krakowie, w którym odbywało się kultowe, a obecnie zdelegalizowane, „Ognisko Kwietniowe”. Na Zakrzówku możesz i zrobić sobie dłuższy spacer, i popływać, i poopalać się, i zrobić grilla, i powspinać na skałki, i nawet zorganizować całonocny biwak. Dodaj do tego lazurową wodę w zalewie i dziko porośnięty kamieniołom i dostajesz miejscówkę, w której zapominasz, że w Grodzie Króla Kraka istnieje w ogóle coś takiego jak smog.

 

Park Jordana

Park Jordana - zielone miejsca w Krakowie (1)

Park Jordana - zielone miejsca w Krakowie (3)

Moje ulubione miejsce do pracy w plenerze, zlokalizowane tuż przy Błoniach i stadionie Wisły Kraków. Oaza spokoju, w której można się odciąć od miejskiego zgiełku i w spokoju pomyśleć. Albo porandkować.

 

Kopiec Piłsudskiego i otaczający go Lasek Wolski

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (2)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (1)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (10)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (9)

Przez swoją lokalizację na końcu świata, gdzie diabeł nie mówi dobranoc, tylko zaczyna się wracać – w sensie na Woli Justowskiej – trudno do niego dotrzeć. Ale jak już się dotrze można spędzić tam cały dzień. Albo nawet dwa! 419 hektarów lasu, w których można się wygrać w podchody, wybiegać się z psem, wyrzucać frisbee albo po prostu wejść na najwyższy krakowski kopiec i liznąć trochę historii. Gdyby to lizanie jednak nie było wystarczająco pociągające, to w pobliżu jest też zoo.

 

Bulwary Wiślane

Bulwary Wiślane - zielone miejsca w Krakowie (3)

Bulwary Wiślane - zielone miejsca w Krakowie (1)

Czyli najpopularniejsza miejscówka do leżenia na trawie w byłej stolicy. Niezależnie od pory roku i dnia, okupowana przez obcokrajowców, matki z dziećmi i zakochańców. Jeśli nigdy nie byłeś tu na randce, to nie wiesz nic o Krakowie.

 

Roślinny billboard

Ten tekst, to początek dłuższej, bo kilkumiesięcznej, współpracy z Kroplą Beskidu, która oscylować będzie wokół natury, recyklizacji i zasadniczo wrzucania na luz. Trochę będzie się działo, bo woda mineralna wprowadziła recyklizacyjny bajer, mianowicie ekobutelkę – PlantBottle – która w 30% składa się z materiału pochodzenia roślinnego, przez co jest przyjazna dla środowiska. I marka ta zrobiła to jako pierwsza w naszym kraju. Pioniersko i nietypowo.

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 6

Innowacyjna jest też reklama promująca nowe opakowanie – która zawisła na skrzyżowaniu Alei Piłsudskiego i Mickiewicza – bo billboard, tak jak butelka, częściowo składa się z roślin. W sensie, że z wielkoformatowego plakatu, który najczęściej jest po prostu płachtą, wyrastają roślinki. A dokładnie, to po 100 roślinek na metr kwadratowy, wśród których znajduje się taka zielenina codziennego użytku jak tymianek, czy oregano. Spoko, co?

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 5

Jednak, gdy reklama zostanie ściągnięta, przyprawy nie wjadą do kuchni, a stanie się z nimi coś zupełnie innego. W myśl przetwarzania raz użytych rzeczy, którą kieruje się Kropla Beskidu, wszystkie rośliny z reklamy zostaną przesadzone na łono miasta. Nie tylko po to, aby pełnić funkcję estetyczną, ale i ekologiczną, oczyszczając powietrze z zanieczyszczeń. Bo gdzie, jak gdzie, ale w Krakowie ta właściwość jest nie do przecenienia, nawet na noworocznej wyprzedaży.

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 4

Jeśli macie swoje typy, na którym osiedlu, czy w której dzielnicy Krakowa roślinki przydałyby się najbardziej, żeby pofiltrować powietrze, to dajcie znać w komentarzach.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Upcykling w praktyce()

  • Dominika Agnieszczak

    Dziękuje Ci za ten post. 2 dni temu przeprowadziłam się do Krakowa ze stolicy Warmii i Mazur – i już brakuje zieleni. Teraz przynajmniej wiem gdzie mogę się udać żeby sie poczuc chociaz troszkę jak w domu :)

  • Pingback: Gdzie powstaje woda mineralna?()

  • Kocham Kraków, mieszkam pod Krakowem i aż mi wstyd za samą siebie, że od tak dawna nie odwiedziłam tych pięknych zielonych miejsc które tak często mijam :) Jako pierwszy nadrobię kopiec!

  • Pingback: Vitamin A and Carotenoids: Chemistry, Analysis, Function and Effects (Food and Nutritional Components in Focus) - Victor R Preedy, Ronda Greaves, M Petkovich, T Miyazawa, Beatrice Albertini, V Baskaran, T Bohn, L Jia, Ewa Czeczuga-Semeniuk, C Tode, M K Ki()

  • Zakrzówek w pytę! Jest najlepszy!:) zdarzyło mi się też być kilka razy na Borku Fałęckim i raz w Parku Bednarskiego. A tak w ogóle bardzo fajna kampania.

  • Jeszcze Ogród Botaniczny piękny!:)

  • LightStylowy

    Zwierzęta z Zielonego Lasu, mam to cały czas na kasecie :D

    Jak to możliwe, że nie zauważyłam tego bilboardu….

  • okolonotatnik

    Fajnie, że z tej reklamy wyrastają roślinki, ale i tak jest ogromna. Dopiero co było głośno o zaśmiecaniu Polski reklamami i tak dalej, a tu znowuż wielka płachta. Ale wielki plus za te roślinki.

  • Zapowiada się świetna współpraca. :) Gratuluję i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.;) Bilbordem jestem zachwycona i zielonymi miejscami zresztą też, z pewnością pójdę do kilku z nich jeżeli już trafię do Krakowa :)

  • Olka

    Pozostając w temacie matury – po pierwszym egzaminie rozbawił mnie billboard z hasłem „30% ma znaczenie” – zapadł w pamięć :D Uwielbiam Twoje wpisy sponsorowane!

    • Bardzo mi miło!

      A co do matury, to faktycznie piękna koincydencja :)

  • Ale czy na Zakrzówek można legalnie wchodzić i biwakować?

    • Jeśli masz na myśli sam zalew, to jest to kwestia dyskusyjna, jeśli wszystko wokół, to można.

  • Magda
    • Gdzie to jest? To przystanki? coś podobnego widziałam w Holandii, była taka kopuła dla palaczy z dachem porośniętym zielonym filtrem :)

    • Bardzo ładne, gdzie to?

    • I o tym mówię <3

  • Karolina

    Zajebisty wpis :D Przyda się jak będę następnym razem w Krakowie :)

  • Tyle razy mijałam ten bilboard, a nie zauważyłam, że tam coś żywego na nim siedzi :o

    • Oj, czyli trzeba wymienić okularki.

  • Kraków jest ciągle na mojej liście miast do porządnego zwiedzenia, bo na razie byłem tlko raz i za dużo nie zobaczyłem :)

  • No, nieźle, nieźle. Katowice to nie są, ale przynajmniej się staracie.

  • O stary, przypomniałeś mi tą bają pokłady mojego dzieciństwa o których myślałem, że w ogóle ich nie mam. To wyciskacz łez był.
    „Jeśli nigdy nie byłeś tu na randce, to nie wiesz nic o Krakowie.” Kwintesencja!
    Spoko pocztówki, dziwi mnie tylko że nie sfociłeś Błoń, zwłaszcza w obecnej sytuacji kiedy tyle się słyszy o tym, jak dużo osób chce na tym położyć betonową łapę.

    A reklama z roślinkami bardzo pomysłowa, jak będę w okolicy to dziubnę nieco oregano do spaghetti ;)
    #polaczek

    • Przy pisaniu tego wpisu puściłem sobie pierwszy odcinek na YouTube i prawie oczy mi się spociły, Pan Ropuch wciąż rządzi!

  • Just

    Zakrzówek rządzi!

  • Kurczę, mieszkałam w Krk przez pół roku a nigdy nie byłam na Zakrzówku.

  • W.

    Lubię te wszystkie miejsca, pewno dlatego, że do wszystkich mam rzut beretem. Jedynie na Zakrzówek jakoś źle mi się jedzie rowerem. Osobiście lubię jeszcze spacerować Młynówką Królewską, a z miejsc zielonych, gdzie wstęp jest płatny, ale moim zdaniem warty tych kilku złotówek – Ogród Botaniczny UJ i Ogród Doświadczeń Lema.

    Zastanawia mnie brak Błoń w zestawieniu, ale w sumie tez ich nie lubię, mimo mieszkania przy nich przez 3 lata i spędzania tam wielu, wielu, wielu chwil.

    • Ogród Botaniczny UJ, gdy już wszystkie roślinki zakwitną jest cudowny! A Błoń nie ma w zestawieniu ze względu na ich oczywistość, a do pojeżdżenia na rolkach oczywiście są super.

  • Z wymienionych miejsc najbardziej lubię Park Jordana. Często zabieram kocyk i książkę i idę sobie tam posiedzieć w słońcu. Unikam natomiast Plantow, przez prawie 8 lat w Krakowie siedziałam tam może z 3 razy, zawsze się boje, że coś nieprzyjemnego spadnie mi na głowę :)

  • super ta roślinna reklama.

    z ładnych, zielonych miejsc polecam jeszcze rezerwat przyrody bonarka.

    • O, tam nigdy nie byłem, to jest bardziej ogród, czy las?

      • jak dla mnie bardziej ogród. warto się wybrać, bo jest przepięknie.

  • Przeglądam ostatnio więcej blogów/vlogów i widzę te sponsorowane posty co jakiś czas. Albo jest to poziom Smalczyku Roślinnego albo blogerka pisze 2 wymuszone akapity i na siłę nawiązuje do marki, z którą współpracuje. Twoje za to są zawsze naturalne i ciekawe, gdyby nie to zdanie z początku tekstu (ten tekst jest wynikiem….) to można by nawet tego nie zauważyć.
    .

  • Dominika

    Jako dziecko mieszkałam na Ruczaju – wtedy zamiast obecnego kampusu UJ były łąki, pola, pełno dzikich kwiatów I krzewów, strumyczki I jeziorka…. Oczywiście Zakrzówek znam jak własną kieszeń.
    Póżniej kolejne 20 lat spędziłam na Kurdwanowie, które jest w miarę zielonym osiedlem. Polecam pobliskie Swoszowice, jest tam przyjemny park I nawet uzdrowisko.
    Teraz mieszkam na Cyprze, i jedną z rzeczy za którymi najbardziej tęskie są lasy, zielone łąki… palmy są przereklamowane!;)

    • Łouł, z Ruczaj na Cypr, niezła przeprowadzka!

  • Ja kocham jeszcze Kopiec Kraka, rzut beretem od centrum, a jakże przyjemne miejsce na oderwanie się od miejskiego zgiełku. Polecam spacer w stronę kamieniołomu, potem boczkiem koło cmentarza i dalej w stronę Płaszowa.

    • Robek

      o, to, to – Kopiec i dziki, nieco zaniedbany Park Bednarskiego to były moje ulubione miejscówki na wypoczyn kiedy mieszkałem w Podgórzu

  • Ja bym tych zielonych miejsc jeszcze trochę znalazła – choćby okolice Dąbia, albo Park Bednarskiego. Dla mnie im dalej od centrum i mniej popularne (czyt. mniej ludzi ;)) tym lepiej. Reklamy ciężko nie zauważyć, na plus :)

    • Wojciech Kopeć

      Park Bednarskiego najlepszy ;)

    • W.

      I Młynówka Królewska!

  • Mateusz Rzońca

    I to jest zdrowe podejście do ekologii. Konkretne działania wymierzone w konkretne miejsca , a nie straszenie, że jak wyrzucę butelkę to zginie stado polarnych misiów, a Wenecja zostanie zatopiona.

    • kogo obchodzi Wenecja? śmierdzi kanałem, drogo i wszędzie sklepy dla snobów

  • Super zdjęcia, zią! :D
    Bardzo ładne zielone tereny macie tam w Krakowie :)

  • Kamil Wojnicki

    Własnie wysiadam ze 134 z Woli Justowskiej i patrze na tą reklamę :). A te wszystkie zielone miejsca mi jako biegaczowi są szczegolnie bliskie sercu :)

  • Aleksandra Muszyńska

    Kurde balans, niektóre z tych ujęć to jak Yellowstone. Pięknie.
    Reklama jest wyczesana, super pomysł :).

    • Dzięki! W Yellowstone nigdy nie byłem, ale odkąd w rodzinnym domu pojawił się kolorowy telewizor, chciałem odwiedzić Misia Yogi i Bubu.

Nie odniesiesz sukcesu, jeśli nie będziesz jak założyciel McDonald’s

Skip to entry content

W latach dwutysięcznych, kiedy miałem 13 lat i szedłem do gimnazjum, ukazała się „Kinematografia” Paktofoniki i nie dało się odpędzić od kawałka „Jestem Bogiem”, a Polska przeżywała pierwszy boom na hip-hop. Na każdym osiedlu było po 5 składów, a w każdej klatce był ktoś, kto pisał teksty, składał podkłady, freestyle’ował albo chociaż robił beatbox. W tych czasach na palcach połowy ręki mogłem policzyć znajomych, którzy nie chcieli być jak Magik, Fokus albo Rahim. Co nocy w głowach śnił się ten sam sen projektowany na wewnętrznych stronach powiek – zostać gwiazdą rapu.

Wielu moich kolegów było przekonanych do szpiku kości, że kariera muzyczna czeka na nich tuż za rogiem, ale zatrzymywali się na etapie odłożenia pieniędzy na mikrofon. Czy nauki programu do obróbki dźwięku. Albo popracowania trochę z emisją głosu. To nie były przeszkody nie do przejścia na „zasadzie nie mam nóg, ale chcę biegać w maratonach”. To były po prostu kolejne etapy, które każdy musiał przejść, jeśli faktycznie zależało mu na zajmowaniu się muzyką. Do ich pokonania potrzebny był tylko czas i praca. Tylko tyle. W świetle tych faktów zaskoczę Was, jeśli powiem, że większość z nich nigdy nie nagrała nawet pierwszej płyty demo?

W 2013 kiedy rzucałem studia, część moich znajomych z uczelni miała genialne pomysły na biznes. Swój biznes. Na którym mieli zarabiać miliony, wydawać miliardy i obracać bilionami. Do dzisiaj, z tych kilkunastu osób, do etapu założenia własnej działalności gospodarczej doszedł tylko jeden kumpel. Jeden. Reszta nawet nie spróbowała, odpadli na etapie zgooglowania frazy „jak założyć firmę”.

W tym samym roku internetowe pamiętniki przeżywały apogeum swojej popularności, a facjaty blogerów wisiały na billboardach w całym kraju. Polska dowiedziała się, że nie tylko nastolatki prowadzą swoje stronki w sieci, a ich czytelnicy, że NAPRAWDĘ da się na tym zarobić. Blogowałem wtedy drugi rok, i jeździłem po tylu konferencjach branżowych na ile pozwalało mi 1200zł, za które w tamtym czasie się utrzymywałem. Tłukłem się po kilkanaście godzin w jedną stronę śmierdzącym, nieogrzewanym PKP na drugi koniec kraju, żeby dowiedzieć się jak zrobić sobie pracę z hobby i spotykałem ludzi, którzy przyszli tam po to samo. Każdy z tych pod sceną, chciał być jak ci na scenie – zarabiać na swojej pasji. Żyć na własny rachunek, będąc samemu sobie szefem, a nie tylko trybem w machinie, chodząc do zakładu pracy.

Cześć z tych osób uprawiała odtwórczy recycling tego, co jakiś czas temu zdążyli już zrobić znani i lubiani, ale część miała naprawdę odkrywcze, nietuzinkowe pomysły i tematykę o niebo i piekło ciekawszą niż moja. Z obu tych grup, dzika liczba osób zrezygnował z planu podboju świata zaledwie po kilku, kilkunastu miesiącach.

Czemu? Bo pieniądze nie przyszły tak szybko jak się spodziewali. Bo brakowało im jednej cechy, którą miał założyciel McDonald’s.

Sylvester Stallone

Syn imigrantów, urodzony z częściowym paraliżem twarzy, wykrzywieniem dolnej wargi i  zaburzeniami mowy, które zostały mu na całe życie. Gość o ekspresji taboretu kuchennego i zdolnościach aktorskich paździerzowej półki, z sylwetki przypominający manekina w sklepie militarnym. Do 24-go roku życia jego najlepiej znaną światu umiejętnością było kasowanie biletów przy pomocy dziurkacza. Mimo to, postanowił, że zostanie aktorem. I to nie byle jakim. Oscarowym. Gwiazdą kina znaną na całym świecie.

Dziś chyba nie ma człowieka, który nie widziałbym „Rocky’ego” albo „Rambo”? Dopiął swego, mimo, że ze scenariuszem do filmu o bokserze musiał nachodzić się po studiach filmowych bardziej niż Robert Korzeniowski, bo wszyscy mówili mu, że to padaka, której nikt nie obejrzy.

Peja

A w zasadzie Ryszard Andrzejewski, urodzony w latach 80-tych na poznańskich Jeżycach. W epicentrum patologii i beznadziei, gdzie po zmroku nie zapuszcza się nawet policja. Gdy miał 12 lat zmarła jego mama, od tego momentu wychowywał go w pojedynkę ojciec alkoholik, którego nowotwór zabił 8 lat później. Mimo wszystkich przesłanek ku temu, by spędzić życie zbierając na wino w bramie, postanowił, że będzie muzykiem i zajmie się nieistniejącym wówczas w Polsce gatunkiem. Rapem.

Od 1995 do 2000 roku nagrał 4 albumy, które ukazały się jako legalne wydawnictwa dostępne w oficjalnej sprzedaży, jednak zupełnie nie przełożyły się na sukces komercyjny i popularność, przez co Peja dalej żył na skraju ubóstwa. Półtora roku później, cały czas dorabiając dorywczo w pracach fizycznych by mieć na podstawowe wydatki, nie poddając się, kolejny raz zmieniając wytwórnię i kolejny raz spędzając setki godzin przy tworzeniu muzyki, jako zespół Slums Attack nagrał płytę „Na legalu?”.

Płytę, która sprzedała się w ponad 100 000 egzemplarzy pokrywając się platyną i na stałe otwierając Peji drzwi do świata dobrobytu, spełnienia artystycznego i show-biznesu.

Założyciel McDonald’s

Choć jeśli miałbym być ultra dokładny, to powinienem napisać „populyzator McDonald’s”. Podwaliny pod globalną sieć barów szybkiej obsługi w rzeczywistości stworzyli dwaj bracia – Richarda i Maurice’a McDonald – zakładając mały bar w San Bernardino, ale to właśnie Ray Kroc sprawił, że ten lokalny biznes stał się globalny, rozprzestrzeniając BigMaca na cały świat.

Ray zanim stał się multimiliarderem, już na zawsze zmieniając najważniejszy punkt szkolnych wycieczek do Krakowa z Sukiennic na McDonald’s, pokonał kilka niepowodzeń i zawodów. Całe życie chciał stworzyć wielki, skalowalny interes, biznesowe imperium, które zapisze się na kartach historii, ale nie było nim ani sprzedawanie papierowych kubków, ani mleko w proszku, ani multimiksery. Żeby którymi móc handlować, jak najgorszy akwizytor z bagażnika, musiał zastawić dom i zainwestować wszystkie oszczędności.

Dopiero w wieku 52 lat, gdy większość osób bardziej myśli o emeryturze niż rozwoju zawodowym, trafił na mały lokal w Kalifornii – rewolucyjny jak na tamte czasy, bo nie było w nim kelnerek, a jedzenie podawano w papierowych torbach – który jawił mu się jako amerykański sen, będący korzeniem żyły złota. Kolejny raz, ryzykując finansowo, wywrócił swoje życie do góry nogami inwestując wszystko w rozwój McDonald’s. I tym razem trafił w dziesiątkę.

Mozolnie szukając franczyzobiorców, którzy otworzyliby kolejne lokale i walcząc z braćmi założycielami przy każdej próbie wprowadzenia zmian do interesu, nie poddając się ani razu, gdy jego pomysły były torpedowane, w końcu wepchał ten syzyfowy kamień na sam szczyt. Zamieniając nikomu nieznany, malusieńki McDonald’s w McImperium znane WSZYSTKIM.

Nie dokonałby tego, gdyby nie jedna cena cecha, o której wcielający się w niego Michael Keaton mówi pod koniec filmu.

Wytrwałość

Nic na świecie nie zastąpi wytrwałości. Nie zastąpi jej talent – nie ma nic powszechniejszego niż ludzie utalentowani, którzy nie odnoszą sukcesów. Nie uczyni niczego sam geniusz – nie nagradzany geniusz to już prawie przysłowie. Nie uczyni niczego też samo wykształcenie – świat jest pełen ludzi wykształconych, o których zapomniano. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne.

To słowa Calvin Coolidge’a – 30-go prezydenta Stanów Zjednoczonych – które w „McImperium” powtarza Ray Kroc, a którymi kierował się i Sylwester Stallone, i Peja, i ja również podpisuję się pod nimi wszystkimi kończynami. Bo obserwując rzeczywistość i analizując życiorysy osób, które odniosły sukces, jakkolwiek byśmy go nie definiowali, nasuwa się jedna myśl.

Żeby odnieść sukces nie musisz być genialny, odkrywczy, ani nawet ładny. Wystarczy, że będziesz wytrwały.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nate McBean

 

---> SKOMENTUJ

Czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Skip to entry content

Po tekście z relacją z Rzymu, dostałem wiadomość od czytelniczki, która brzmiała mnie więcej tak:

Hej , fajny wpis…tylko to słowo Murzyn,  politycznie to juz bardzo niepoprawne i dla czarnoskórych obraźliwe, ale rozumiem,  że był powód,  żeby użyć akurat tego słowa?  Tak z ciekawości pytam?

Próbowałem ją przekonać, że mimo iż wymienione w tekście postacie napastowały mnie kupnem kija do samojebek, to nie użyłem słowa „Murzyn” w negatywnym znaczeniu, aby ich obrazić, tylko aby ich opisać. Zresztą, od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo na lekcji polskiego w podstawówce, zawsze było dla mnie neutralne bez jakiekolwiek ładunku emocjonalnego. Ale czytelniczka upierała się, że to niepoprawne politycznie sformułowanie, które poniża czarnoskórych i nie należy się nim posługiwać.

To mam takie pytanko, czy idąc tym samym tokiem rozumowania…

…„sierota” to obraźliwe określenie osoby nieposiadającej obojga rodziców?

…„lesbijka” to obraźliwe określenie osoby płci żeńskiej, którą pociągają przedstawicielki tej samej płci i powinniśmy używać klinicznego „kobieta homoseksualna”?

…„rudy” to obraźliwe określenie osoby o rudym kolorze włosów i powinniśmy używać poetyckiego „złotowłosy”?

…„prawiczek” to obraźliwe określenie osobnika płci męskiej, który nie miał jeszcze stosunku seksualnego i powinniśmy używać usprawiedliwiającego „czekający do ślubu”?

…„narkoman” to obraźliwe określenie osoby uzależnionej od narkotyków i powinniśmy używać natchnionego „naśladowca faraonów”?

…„inwalida” to obraźliwe określenie osoby pozbawionej możliwości pracy ze względu na kalectwo  i przez hiper poprawność polityczną w ogóle nie powinniśmy ich określać?

I w końcu, czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Bo mam wrażenie, że najbardziej negatywnej treści w „Murzynie”, funkcjonującym w naszym języku od lat, doszukują się osoby, które same uważają, że ludzie o tym kolorze skóry są gorsi.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Helio Dias
---> SKOMENTUJ

Niezawodny sposób na zdanie pisemnej matury

Skip to entry content

Po pierwsze przyjdź, po drugie nie spóźnij się, po trzecie weź ze sobą dowód osobisty i czarny długopis.

To wszystko czego potrzebujesz. Reszta jest albo w tekście źródłowym, albo w karcie ze wzorami, albo w Twojej wyobraźni.

Nie życzę Ci powodzenia, nie potrzebujesz go, żeby zdać ten egzamin.

autorem zdjęcia jest non-partizian
---> SKOMENTUJ