Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Kropla Beskidu

Pamiętacie taką mega staroszkolną bajkę „Zwierzęta z Zielonego Lasu”, która leciała na początku lat 90. na Polsacie? O grupie zwierzątek, które musiały uciekać ze swojego miejsca zamieszkania, bo drzewa, krzaki i nory, w których przesiadywały, zostały zrównane z ziemią przez buldożery i polał się na nie beton? Wzruszałem się przy niej jako kilkuletni chłopiec i bywa, że jako dorosły człowiek wzruszam się dalej. Bo widząc plac budowy kolejnej galerii handlowej, czuję się jak jedno z tych zwierząt, które musi uciekać, żeby znaleźć jakiś większy skrawek zieleni.

Na szczęście, w odróżnieniu od Gałązki, Śmiałka i Pana Ropucha nie muszę przebijać się przez pół stanu, żeby poleżeć na trawie, tylko czasami wystarczy, że przejdę kilka przecznic. Tak, Kraków mimo kokonu kamienic i pajęczyny blokowisk, trochę tych zielonych miejsc ma, dzięki czemu można poczuć bliskość natury, wciąż będąc w środku miasta.

Jakie to miejsca, gdzie jest coś poza betonem, szkłem i metalem?

 

Planty

Planty - zielone miejsca w Krakowie (7)

Planty - zielone miejsca w Krakowie (6)

Mimo że to najoczywistsze miejsce, o którym wiedzą chyba wszyscy, to ze względu na to ile spędziłem w nim czasu, musiałem je wymienić. I to jako pierwsze, bo w parku miejskim okrążającym Rynek Główny, w czasach studenckich spędzałem całe dnie ucząc się na egzaminy. Przychodziłem tuż po, albo zamiast, zajęć i przy akompaniamencie pohukiwań gołębi przyswajałem materiał. Fakt, że tylko w jednym semestrze miałem więcej niż jedną poprawkę, powinien mówić sam za siebie.

 

Zakrzówek

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (3)

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (5)

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (4)

Zaledwie 15 minut tramwajem od Starego Miasta, a czujesz się jak na wypadzie agroturystycznym. Najładniejsze i najbardziej wielofunkcyjne miejsce do wypoczynku w Krakowie, w którym odbywało się kultowe, a obecnie zdelegalizowane, „Ognisko Kwietniowe”. Na Zakrzówku możesz i zrobić sobie dłuższy spacer, i popływać, i poopalać się, i zrobić grilla, i powspinać na skałki, i nawet zorganizować całonocny biwak. Dodaj do tego lazurową wodę w zalewie i dziko porośnięty kamieniołom i dostajesz miejscówkę, w której zapominasz, że w Grodzie Króla Kraka istnieje w ogóle coś takiego jak smog.

 

Park Jordana

Park Jordana - zielone miejsca w Krakowie (1)

Park Jordana - zielone miejsca w Krakowie (3)

Moje ulubione miejsce do pracy w plenerze, zlokalizowane tuż przy Błoniach i stadionie Wisły Kraków. Oaza spokoju, w której można się odciąć od miejskiego zgiełku i w spokoju pomyśleć. Albo porandkować.

 

Kopiec Piłsudskiego i otaczający go Lasek Wolski

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (2)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (1)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (10)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (9)

Przez swoją lokalizację na końcu świata, gdzie diabeł nie mówi dobranoc, tylko zaczyna się wracać – w sensie na Woli Justowskiej – trudno do niego dotrzeć. Ale jak już się dotrze można spędzić tam cały dzień. Albo nawet dwa! 419 hektarów lasu, w których można się wygrać w podchody, wybiegać się z psem, wyrzucać frisbee albo po prostu wejść na najwyższy krakowski kopiec i liznąć trochę historii. Gdyby to lizanie jednak nie było wystarczająco pociągające, to w pobliżu jest też zoo.

 

Bulwary Wiślane

Bulwary Wiślane - zielone miejsca w Krakowie (3)

Bulwary Wiślane - zielone miejsca w Krakowie (1)

Czyli najpopularniejsza miejscówka do leżenia na trawie w byłej stolicy. Niezależnie od pory roku i dnia, okupowana przez obcokrajowców, matki z dziećmi i zakochańców. Jeśli nigdy nie byłeś tu na randce, to nie wiesz nic o Krakowie.

 

Roślinny billboard

Ten tekst, to początek dłuższej, bo kilkumiesięcznej, współpracy z Kroplą Beskidu, która oscylować będzie wokół natury, recyklizacji i zasadniczo wrzucania na luz. Trochę będzie się działo, bo woda mineralna wprowadziła recyklizacyjny bajer, mianowicie ekobutelkę – PlantBottle – która w 30% składa się z materiału pochodzenia roślinnego, przez co jest przyjazna dla środowiska. I marka ta zrobiła to jako pierwsza w naszym kraju. Pioniersko i nietypowo.

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 6

Innowacyjna jest też reklama promująca nowe opakowanie – która zawisła na skrzyżowaniu Alei Piłsudskiego i Mickiewicza – bo billboard, tak jak butelka, częściowo składa się z roślin. W sensie, że z wielkoformatowego plakatu, który najczęściej jest po prostu płachtą, wyrastają roślinki. A dokładnie, to po 100 roślinek na metr kwadratowy, wśród których znajduje się taka zielenina codziennego użytku jak tymianek, czy oregano. Spoko, co?

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 5

Jednak, gdy reklama zostanie ściągnięta, przyprawy nie wjadą do kuchni, a stanie się z nimi coś zupełnie innego. W myśl przetwarzania raz użytych rzeczy, którą kieruje się Kropla Beskidu, wszystkie rośliny z reklamy zostaną przesadzone na łono miasta. Nie tylko po to, aby pełnić funkcję estetyczną, ale i ekologiczną, oczyszczając powietrze z zanieczyszczeń. Bo gdzie, jak gdzie, ale w Krakowie ta właściwość jest nie do przecenienia, nawet na noworocznej wyprzedaży.

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 4

Jeśli macie swoje typy, na którym osiedlu, czy w której dzielnicy Krakowa roślinki przydałyby się najbardziej, żeby pofiltrować powietrze, to dajcie znać w komentarzach.

(niżej jest kolejny tekst)

54
Dodaj komentarz

avatar
31 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
33 Comment authors
Upcykling w praktyceDominika AgnieszczakGdzie powstaje woda mineralna?NathieVitamin A and Carotenoids: Chemistry, Analysis, Function and Effects (Food and Nutritional Components in Focus) - Victor R Preedy, Ronda Greaves, M Petkovich, T Miyazawa, Beatrice Albertini, V Baskaran, T Bohn, L Jia, Ewa Czeczuga-Semeniuk, C Tode, M K Ki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Kurde balans, niektóre z tych ujęć to jak Yellowstone. Pięknie.
Reklama jest wyczesana, super pomysł :).

Jan Favre
Gość

Dzięki! W Yellowstone nigdy nie byłem, ale odkąd w rodzinnym domu pojawił się kolorowy telewizor, chciałem odwiedzić Misia Yogi i Bubu.

Kamil Wojnicki
Gość
Kamil Wojnicki

Własnie wysiadam ze 134 z Woli Justowskiej i patrze na tą reklamę :). A te wszystkie zielone miejsca mi jako biegaczowi są szczegolnie bliskie sercu :)

Jan Favre
Gość

134 na zawsze w moim sercu :)

Michał Wójtowicz
Gość

Super zdjęcia, zią! :D
Bardzo ładne zielone tereny macie tam w Krakowie :)

Jan Favre
Gość

Zapraszam, zapraszam!

Mateusz Rzońca
Gość
Mateusz Rzońca

I to jest zdrowe podejście do ekologii. Konkretne działania wymierzone w konkretne miejsca , a nie straszenie, że jak wyrzucę butelkę to zginie stado polarnych misiów, a Wenecja zostanie zatopiona.

Michał Zieliński
Gość

kogo obchodzi Wenecja? śmierdzi kanałem, drogo i wszędzie sklepy dla snobów

Anna Tabak
Gość

Ja bym tych zielonych miejsc jeszcze trochę znalazła – choćby okolice Dąbia, albo Park Bednarskiego. Dla mnie im dalej od centrum i mniej popularne (czyt. mniej ludzi ;)) tym lepiej. Reklamy ciężko nie zauważyć, na plus :)

Wojciech Kopeć
Gość
Wojciech Kopeć

Park Bednarskiego najlepszy ;)

W.
Gość
W.

I Młynówka Królewska!

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Skip to entry content

Po tekście z relacją z Rzymu, dostałem wiadomość od czytelniczki, która brzmiała mnie więcej tak:

Hej , fajny wpis…tylko to słowo Murzyn,  politycznie to juz bardzo niepoprawne i dla czarnoskórych obraźliwe, ale rozumiem,  że był powód,  żeby użyć akurat tego słowa?  Tak z ciekawości pytam?

Próbowałem ją przekonać, że mimo iż wymienione w tekście postacie napastowały mnie kupnem kija do samojebek, to nie użyłem słowa „Murzyn” w negatywnym znaczeniu, aby ich obrazić, tylko aby ich opisać. Zresztą, od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo na lekcji polskiego w podstawówce, zawsze było dla mnie neutralne bez jakiekolwiek ładunku emocjonalnego. Ale czytelniczka upierała się, że to niepoprawne politycznie sformułowanie, które poniża czarnoskórych i nie należy się nim posługiwać.

To mam takie pytanko, czy idąc tym samym tokiem rozumowania…

…„sierota” to obraźliwe określenie osoby nieposiadającej obojga rodziców?

…„lesbijka” to obraźliwe określenie osoby płci żeńskiej, którą pociągają przedstawicielki tej samej płci i powinniśmy używać klinicznego „kobieta homoseksualna”?

…„rudy” to obraźliwe określenie osoby o rudym kolorze włosów i powinniśmy używać poetyckiego „złotowłosy”?

…„prawiczek” to obraźliwe określenie osobnika płci męskiej, który nie miał jeszcze stosunku seksualnego i powinniśmy używać usprawiedliwiającego „czekający do ślubu”?

…„narkoman” to obraźliwe określenie osoby uzależnionej od narkotyków i powinniśmy używać natchnionego „naśladowca faraonów”?

…„inwalida” to obraźliwe określenie osoby pozbawionej możliwości pracy ze względu na kalectwo  i przez hiper poprawność polityczną w ogóle nie powinniśmy ich określać?

I w końcu, czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Bo mam wrażenie, że najbardziej negatywnej treści w „Murzynie”, funkcjonującym w naszym języku od lat, doszukują się osoby, które same uważają, że ludzie o tym kolorze skóry są gorsi.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Helio Dias

Niezawodny sposób na zdanie pisemnej matury

Skip to entry content

Po pierwsze przyjdź, po drugie nie spóźnij się, po trzecie weź ze sobą dowód osobisty i czarny długopis.

To wszystko czego potrzebujesz. Reszta jest albo w tekście źródłowym, albo w karcie ze wzorami, albo w Twojej wyobraźni.

Nie życzę Ci powodzenia, nie potrzebujesz go, żeby zdać ten egzamin.

autorem zdjęcia jest non-partizian