Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Kropla Beskidu

Pamiętacie taką mega staroszkolną bajkę „Zwierzęta z Zielonego Lasu”, która leciała na początku lat 90. na Polsacie? O grupie zwierzątek, które musiały uciekać ze swojego miejsca zamieszkania, bo drzewa, krzaki i nory, w których przesiadywały, zostały zrównane z ziemią przez buldożery i polał się na nie beton? Wzruszałem się przy niej jako kilkuletni chłopiec i bywa, że jako dorosły człowiek wzruszam się dalej. Bo widząc plac budowy kolejnej galerii handlowej, czuję się jak jedno z tych zwierząt, które musi uciekać, żeby znaleźć jakiś większy skrawek zieleni.

Na szczęście, w odróżnieniu od Gałązki, Śmiałka i Pana Ropucha nie muszę przebijać się przez pół stanu, żeby poleżeć na trawie, tylko czasami wystarczy, że przejdę kilka przecznic. Tak, Kraków mimo kokonu kamienic i pajęczyny blokowisk, trochę tych zielonych miejsc ma, dzięki czemu można poczuć bliskość natury, wciąż będąc w środku miasta.

Jakie to miejsca, gdzie jest coś poza betonem, szkłem i metalem?

 

Planty

Planty - zielone miejsca w Krakowie (7)

Planty - zielone miejsca w Krakowie (6)

Mimo że to najoczywistsze miejsce, o którym wiedzą chyba wszyscy, to ze względu na to ile spędziłem w nim czasu, musiałem je wymienić. I to jako pierwsze, bo w parku miejskim okrążającym Rynek Główny, w czasach studenckich spędzałem całe dnie ucząc się na egzaminy. Przychodziłem tuż po, albo zamiast, zajęć i przy akompaniamencie pohukiwań gołębi przyswajałem materiał. Fakt, że tylko w jednym semestrze miałem więcej niż jedną poprawkę, powinien mówić sam za siebie.

 

Zakrzówek

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (3)

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (5)

Zakrzówek - zielone miejsca w Krakowie (4)

Zaledwie 15 minut tramwajem od Starego Miasta, a czujesz się jak na wypadzie agroturystycznym. Najładniejsze i najbardziej wielofunkcyjne miejsce do wypoczynku w Krakowie, w którym odbywało się kultowe, a obecnie zdelegalizowane, „Ognisko Kwietniowe”. Na Zakrzówku możesz i zrobić sobie dłuższy spacer, i popływać, i poopalać się, i zrobić grilla, i powspinać na skałki, i nawet zorganizować całonocny biwak. Dodaj do tego lazurową wodę w zalewie i dziko porośnięty kamieniołom i dostajesz miejscówkę, w której zapominasz, że w Grodzie Króla Kraka istnieje w ogóle coś takiego jak smog.

 

Park Jordana

Park Jordana - zielone miejsca w Krakowie (1)

Park Jordana - zielone miejsca w Krakowie (3)

Moje ulubione miejsce do pracy w plenerze, zlokalizowane tuż przy Błoniach i stadionie Wisły Kraków. Oaza spokoju, w której można się odciąć od miejskiego zgiełku i w spokoju pomyśleć. Albo porandkować.

 

Kopiec Piłsudskiego i otaczający go Lasek Wolski

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (2)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (1)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (10)

Kopiec Piłsudskiego - Lasek Wolski - zielone miejsca w Krakowie (9)

Przez swoją lokalizację na końcu świata, gdzie diabeł nie mówi dobranoc, tylko zaczyna się wracać – w sensie na Woli Justowskiej – trudno do niego dotrzeć. Ale jak już się dotrze można spędzić tam cały dzień. Albo nawet dwa! 419 hektarów lasu, w których można się wygrać w podchody, wybiegać się z psem, wyrzucać frisbee albo po prostu wejść na najwyższy krakowski kopiec i liznąć trochę historii. Gdyby to lizanie jednak nie było wystarczająco pociągające, to w pobliżu jest też zoo.

 

Bulwary Wiślane

Bulwary Wiślane - zielone miejsca w Krakowie (3)

Bulwary Wiślane - zielone miejsca w Krakowie (1)

Czyli najpopularniejsza miejscówka do leżenia na trawie w byłej stolicy. Niezależnie od pory roku i dnia, okupowana przez obcokrajowców, matki z dziećmi i zakochańców. Jeśli nigdy nie byłeś tu na randce, to nie wiesz nic o Krakowie.

 

Roślinny billboard

Ten tekst, to początek dłuższej, bo kilkumiesięcznej, współpracy z Kroplą Beskidu, która oscylować będzie wokół natury, recyklizacji i zasadniczo wrzucania na luz. Trochę będzie się działo, bo woda mineralna wprowadziła recyklizacyjny bajer, mianowicie ekobutelkę – PlantBottle – która w 30% składa się z materiału pochodzenia roślinnego, przez co jest przyjazna dla środowiska. I marka ta zrobiła to jako pierwsza w naszym kraju. Pioniersko i nietypowo.

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 6

Innowacyjna jest też reklama promująca nowe opakowanie – która zawisła na skrzyżowaniu Alei Piłsudskiego i Mickiewicza – bo billboard, tak jak butelka, częściowo składa się z roślin. W sensie, że z wielkoformatowego plakatu, który najczęściej jest po prostu płachtą, wyrastają roślinki. A dokładnie, to po 100 roślinek na metr kwadratowy, wśród których znajduje się taka zielenina codziennego użytku jak tymianek, czy oregano. Spoko, co?

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 5

Jednak, gdy reklama zostanie ściągnięta, przyprawy nie wjadą do kuchni, a stanie się z nimi coś zupełnie innego. W myśl przetwarzania raz użytych rzeczy, którą kieruje się Kropla Beskidu, wszystkie rośliny z reklamy zostaną przesadzone na łono miasta. Nie tylko po to, aby pełnić funkcję estetyczną, ale i ekologiczną, oczyszczając powietrze z zanieczyszczeń. Bo gdzie, jak gdzie, ale w Krakowie ta właściwość jest nie do przecenienia, nawet na noworocznej wyprzedaży.

Kropla Beskidu + roślinny outdoor 4

Jeśli macie swoje typy, na którym osiedlu, czy w której dzielnicy Krakowa roślinki przydałyby się najbardziej, żeby pofiltrować powietrze, to dajcie znać w komentarzach.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Upcykling w praktyce()

  • Dominika Agnieszczak

    Dziękuje Ci za ten post. 2 dni temu przeprowadziłam się do Krakowa ze stolicy Warmii i Mazur – i już brakuje zieleni. Teraz przynajmniej wiem gdzie mogę się udać żeby sie poczuc chociaz troszkę jak w domu :)

  • Pingback: Gdzie powstaje woda mineralna?()

  • Kocham Kraków, mieszkam pod Krakowem i aż mi wstyd za samą siebie, że od tak dawna nie odwiedziłam tych pięknych zielonych miejsc które tak często mijam :) Jako pierwszy nadrobię kopiec!

  • Pingback: Vitamin A and Carotenoids: Chemistry, Analysis, Function and Effects (Food and Nutritional Components in Focus) - Victor R Preedy, Ronda Greaves, M Petkovich, T Miyazawa, Beatrice Albertini, V Baskaran, T Bohn, L Jia, Ewa Czeczuga-Semeniuk, C Tode, M K Ki()

  • Zakrzówek w pytę! Jest najlepszy!:) zdarzyło mi się też być kilka razy na Borku Fałęckim i raz w Parku Bednarskiego. A tak w ogóle bardzo fajna kampania.

  • Jeszcze Ogród Botaniczny piękny!:)

  • LightStylowy

    Zwierzęta z Zielonego Lasu, mam to cały czas na kasecie :D

    Jak to możliwe, że nie zauważyłam tego bilboardu….

  • okolonotatnik

    Fajnie, że z tej reklamy wyrastają roślinki, ale i tak jest ogromna. Dopiero co było głośno o zaśmiecaniu Polski reklamami i tak dalej, a tu znowuż wielka płachta. Ale wielki plus za te roślinki.

  • Zapowiada się świetna współpraca. :) Gratuluję i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.;) Bilbordem jestem zachwycona i zielonymi miejscami zresztą też, z pewnością pójdę do kilku z nich jeżeli już trafię do Krakowa :)

  • Olka

    Pozostając w temacie matury – po pierwszym egzaminie rozbawił mnie billboard z hasłem „30% ma znaczenie” – zapadł w pamięć :D Uwielbiam Twoje wpisy sponsorowane!

    • Bardzo mi miło!

      A co do matury, to faktycznie piękna koincydencja :)

  • Ale czy na Zakrzówek można legalnie wchodzić i biwakować?

    • Jeśli masz na myśli sam zalew, to jest to kwestia dyskusyjna, jeśli wszystko wokół, to można.

  • Magda
    • Gdzie to jest? To przystanki? coś podobnego widziałam w Holandii, była taka kopuła dla palaczy z dachem porośniętym zielonym filtrem :)

    • Bardzo ładne, gdzie to?

    • I o tym mówię <3

  • Karolina

    Zajebisty wpis :D Przyda się jak będę następnym razem w Krakowie :)

  • Tyle razy mijałam ten bilboard, a nie zauważyłam, że tam coś żywego na nim siedzi :o

    • Oj, czyli trzeba wymienić okularki.

  • Kraków jest ciągle na mojej liście miast do porządnego zwiedzenia, bo na razie byłem tlko raz i za dużo nie zobaczyłem :)

  • No, nieźle, nieźle. Katowice to nie są, ale przynajmniej się staracie.

  • O stary, przypomniałeś mi tą bają pokłady mojego dzieciństwa o których myślałem, że w ogóle ich nie mam. To wyciskacz łez był.
    „Jeśli nigdy nie byłeś tu na randce, to nie wiesz nic o Krakowie.” Kwintesencja!
    Spoko pocztówki, dziwi mnie tylko że nie sfociłeś Błoń, zwłaszcza w obecnej sytuacji kiedy tyle się słyszy o tym, jak dużo osób chce na tym położyć betonową łapę.

    A reklama z roślinkami bardzo pomysłowa, jak będę w okolicy to dziubnę nieco oregano do spaghetti ;)
    #polaczek

    • Przy pisaniu tego wpisu puściłem sobie pierwszy odcinek na YouTube i prawie oczy mi się spociły, Pan Ropuch wciąż rządzi!

  • Just

    Zakrzówek rządzi!

  • Kurczę, mieszkałam w Krk przez pół roku a nigdy nie byłam na Zakrzówku.

  • W.

    Lubię te wszystkie miejsca, pewno dlatego, że do wszystkich mam rzut beretem. Jedynie na Zakrzówek jakoś źle mi się jedzie rowerem. Osobiście lubię jeszcze spacerować Młynówką Królewską, a z miejsc zielonych, gdzie wstęp jest płatny, ale moim zdaniem warty tych kilku złotówek – Ogród Botaniczny UJ i Ogród Doświadczeń Lema.

    Zastanawia mnie brak Błoń w zestawieniu, ale w sumie tez ich nie lubię, mimo mieszkania przy nich przez 3 lata i spędzania tam wielu, wielu, wielu chwil.

    • Ogród Botaniczny UJ, gdy już wszystkie roślinki zakwitną jest cudowny! A Błoń nie ma w zestawieniu ze względu na ich oczywistość, a do pojeżdżenia na rolkach oczywiście są super.

  • Z wymienionych miejsc najbardziej lubię Park Jordana. Często zabieram kocyk i książkę i idę sobie tam posiedzieć w słońcu. Unikam natomiast Plantow, przez prawie 8 lat w Krakowie siedziałam tam może z 3 razy, zawsze się boje, że coś nieprzyjemnego spadnie mi na głowę :)

  • super ta roślinna reklama.

    z ładnych, zielonych miejsc polecam jeszcze rezerwat przyrody bonarka.

    • O, tam nigdy nie byłem, to jest bardziej ogród, czy las?

      • jak dla mnie bardziej ogród. warto się wybrać, bo jest przepięknie.

  • Przeglądam ostatnio więcej blogów/vlogów i widzę te sponsorowane posty co jakiś czas. Albo jest to poziom Smalczyku Roślinnego albo blogerka pisze 2 wymuszone akapity i na siłę nawiązuje do marki, z którą współpracuje. Twoje za to są zawsze naturalne i ciekawe, gdyby nie to zdanie z początku tekstu (ten tekst jest wynikiem….) to można by nawet tego nie zauważyć.
    .

  • Dominika

    Jako dziecko mieszkałam na Ruczaju – wtedy zamiast obecnego kampusu UJ były łąki, pola, pełno dzikich kwiatów I krzewów, strumyczki I jeziorka…. Oczywiście Zakrzówek znam jak własną kieszeń.
    Póżniej kolejne 20 lat spędziłam na Kurdwanowie, które jest w miarę zielonym osiedlem. Polecam pobliskie Swoszowice, jest tam przyjemny park I nawet uzdrowisko.
    Teraz mieszkam na Cyprze, i jedną z rzeczy za którymi najbardziej tęskie są lasy, zielone łąki… palmy są przereklamowane!;)

    • Łouł, z Ruczaj na Cypr, niezła przeprowadzka!

  • Ja kocham jeszcze Kopiec Kraka, rzut beretem od centrum, a jakże przyjemne miejsce na oderwanie się od miejskiego zgiełku. Polecam spacer w stronę kamieniołomu, potem boczkiem koło cmentarza i dalej w stronę Płaszowa.

    • Robek

      o, to, to – Kopiec i dziki, nieco zaniedbany Park Bednarskiego to były moje ulubione miejscówki na wypoczyn kiedy mieszkałem w Podgórzu

  • Ja bym tych zielonych miejsc jeszcze trochę znalazła – choćby okolice Dąbia, albo Park Bednarskiego. Dla mnie im dalej od centrum i mniej popularne (czyt. mniej ludzi ;)) tym lepiej. Reklamy ciężko nie zauważyć, na plus :)

    • Wojciech Kopeć

      Park Bednarskiego najlepszy ;)

    • W.

      I Młynówka Królewska!

  • Mateusz Rzońca

    I to jest zdrowe podejście do ekologii. Konkretne działania wymierzone w konkretne miejsca , a nie straszenie, że jak wyrzucę butelkę to zginie stado polarnych misiów, a Wenecja zostanie zatopiona.

    • kogo obchodzi Wenecja? śmierdzi kanałem, drogo i wszędzie sklepy dla snobów

  • Super zdjęcia, zią! :D
    Bardzo ładne zielone tereny macie tam w Krakowie :)

  • Kamil Wojnicki

    Własnie wysiadam ze 134 z Woli Justowskiej i patrze na tą reklamę :). A te wszystkie zielone miejsca mi jako biegaczowi są szczegolnie bliskie sercu :)

  • Aleksandra Muszyńska

    Kurde balans, niektóre z tych ujęć to jak Yellowstone. Pięknie.
    Reklama jest wyczesana, super pomysł :).

    • Dzięki! W Yellowstone nigdy nie byłem, ale odkąd w rodzinnym domu pojawił się kolorowy telewizor, chciałem odwiedzić Misia Yogi i Bubu.

Ludzie, którzy weszli na szczyt, mimo że świat spychał ich na dno

Skip to entry content

W naszej kulturze często sukcesy i porażki łączymy z zewnętrznymi, nieokreślonymi czynnikami. Jeśli kolega z biurka obok awansował na team leadera, dostając tym samym dostęp do magicznego przycisku „prześlij dalej” w skrzynce mailowej, mówimy, że mu się pofarciło. Jeśli z kolei szef zorientował się, że przez większość ostatniego miesiąca symulowaliśmy pracę, oszukując system wykrywania ruchu na komputerze myszką przyklejoną do chomika, i zostaliśmy zwolnieni, mówimy, że mieliśmy pecha. Sprawczość zdarzeń globalnych, mających trwały wpływ na nasze życie, również przypisujemy sile  wyższej. Niezależnej od nas samych.

Ktoś przedwcześnie odszedł z tego świata? Bóg tak chciał. Dwójka ludzi rozstała się po roku małżeństwa? Nie byli sobie przeznaczeni. Obiecujący piłkarz zerwał ścięgna? Kariera sportowa nie była mu pisana. Dziewczyna z rozbitej rodziny skończyła na ulicy? Taki był jej los.

Wychowując się w nieciekawych warunkach społeczno-ekonomicznych, w biedzie, w rozbitej rodzinie, w miejscu, gdzie psy szczekają dupami, cytując XIX-wiecznego poetę, trudno zacząć wierzyć w siebie. Bez bliskich wzorów sukcesu do naśladowania, przekonanie o wpływie na swoje życie i możliwości decydowania o samym sobie spada do zera. A często poniżej niego.

Gdy cały świat pokazuje Ci środkowy palec, otoczenie na każdym kroku utwierdza Cię w przekonaniu, że jesteś nikim, a jedyne co dostałeś w nadmiarze, to czwarty pasek na Superstarach, myśl, że sam kreujesz swoją rzeczywistość jest ciałem obcym. Umysł je odrzuca. I przyjmuje dożylnie koncepcję woli bożej, przeznaczenia bądź losu. Lub wszystkie naraz.

Gdy rzeczywistość próbuje Cię wdeptać między płyty chodnikowe, to wielu z nas uznaje, że tak ma być. Akceptując tym samym, że nie ma wpływu na swoje życie, bo jeśli coś jest zapisane w kartach, na przykład zapicie się na śmierć i zlanie z żelbetonowym osiedlem w jedną bezbarwną masę, to nikt i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie Ty.

Czy to słuszne podejście? Czy można oszukać przeznaczenie? Czy przeznaczenie w ogóle istnieje? Czy jeśli gwiazdy na niebie układają się w słowo „śmieć”, to jest jakiś sposób, by „m” obrócić do góry nogami?

Nie odpowiem na te pytania. Bohaterowie dzisiejszego tekstu zrobią to za mnie.

 

Quentin Tarantino – pornobileter bez szkoły

„Magister to podstawa”, „bez studiów nie znajdziesz pracy”, „żeby zarabiać dobre pieniądze, trzeba mieć dobre wykształcenie”. Słyszałeś to? Pewnie, że tak i wątpię, żeby ominęło to również uszy młodego Quentina, który mimo to, w wieku 16 lat rzucił szkołę. By rozpocząć zawrotną karierę biletera w kinie pornograficznym. Z którego i tak został wyrzucony ze względu na kłamstwo odnośnie pełnoletności.

Czy to była przyszłość, jaką chciała zapewnić mu jego matka i ojczym? Wątpię. Czy późniejsza praca jako układacz kaset w wypożyczalni filmów była szczytem ich ambicji? Kurczę, nie sadzę. Jednak bez względu na to, jak decyzje Quentina oceniłoby otoczenie, w jego skali, ta z pozoru byle jaka tyrka, była mocnym 11/10. Bo dzięki niej był blisko kina. I zaczął kręcić swój pierwszy film „My best friend’s birthday”. Który nie został ukończony, bo taśma się spaliła.

Przy kolejnych dwóch – „Wściekłe psy” i „Pulp fiction” – sprawy przyjęły nieco inny obrót, i z nikogo znikąd stał gwiazdą „Hollywood” i ikoną świata filmu.

 

J. K. Rowling – samotna matka z depresją

Dzisiaj to oczywiste, że seria przygód o małym czarodzieju z przekręconym logiem Opla na czole to, oprócz wciągającej historii, maszynka do robienia pieniędzy, ale w momencie, gdy autorka ją tworzyła, wcale nie było to takie oczywiste. I J. K. Rowling ostatnie o czym mogła pomyśleć, to że dzięki swojemu pisaniu zostanie milionerką. Albo chociaż będzie miała czym zapłacić czynsz.

Rowling od dziecka marzyła o byciu pisarką, ale pracując w dorosłym życiu jako sekretarka, nic nie wskazywało, żeby z powodzeniem miała się przebranżowić. Szkicowanie „Harry’ego Pottera” przerwała śmierć jej matki, którą strasznie przeżywała, więc wyjechała z Anglii do Portugalii, żeby zacząć wszystko od nowa. Tam wróciła do pisania, dopóki nie poznała w barze dziennikarza, z którym wzięła ślub i spłodziła córkę. A który okazał się damskim bokserem. Pobita, upodlona kolejny raz musiała od czegoś uciekać. I przerywać pisanie. Po przeprowadzce do Szkocji, bez pieniędzy, bez pracy, za to z małym dzieckiem na utrzymaniu, wpada w depresję i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. W trakcie leczenia z obserwacji pacjentów i personelu czerpie inspiracje do książki, i w 1995 w końcu ją kończy. I to by było na tyle, bo 12 wydawnictw z rzędu ma jej powieść w dupie.

Wielu na tym etapie pogrzebałoby pomysł bycia pisarzem głęboko pod ziemią, ale Rowling cały czas trzymała go przy życiu. Wierzyła w niego jak w nic innego na świecie. I w 1997 ukazał się „Harry Potter i kamień filozoficzny”, który do tej pory przetłumaczono na 35 języków, a w 1998 Warner Bros kupił prawa do ekranizacji powieść. A J. K. Rowling stała milionerką. Mimo, że do tej pory była samotną, bezrobotną matką z depresją, tułającą się po świecie.

Walt Disney – porażka, porażka, porażka

Życiorys Walta Disneya przypomina trochę biblijną przypowieść o Hiobie. Jakby przeznaczenie/los/Bóg próbowało sprawdzić ile razy musi go przybić do gleby, żeby w końcu się nie podniósł.

Chodził do szkoły artystycznej, by potem kierować ambulansem w trakcie I wojny światowej. Dostał pracę jako ilustrator w gazecie, by zostać z niej zwolnionym. Założył własne studio rysunku, by od razu zbankrutować. Drugi raz założył własną firmę, by drugi raz zbankrutować i nie skończyć „Alicji w krainie czarów”, na stworzenie której się pozadłużał. Trzeci raz próbował sił w prowadzeniu studia animacji, by wspólnik ukradł mu prawa do stworzonej przez niego postaci. I pracowników. Później przeszedł załamanie nerwowe, później stworzył Myszkę Mickey, która odniosła sukces, a później chciał stworzył „Królewnę Śnieżkę”, która prawie puściła go z torbami, ale ostatecznie odniosła sukces spektakularny.

I tak, nie ulegając sprowadzaniu go przez życie do roli szmaty do podłogi, Disney stworzył imperium, które znamy dziś.

Stephen Hawking – więzień w klatce własnego ciała

Powiem krótko: gość powinien być najpopularniejszym i najlepiej opłacanym mówcą motywacyjnym na świecie.

Nie może chodzić, nie może mówić, nie może pisać. Jest przykuty do wózka, w gardle ma rurkę, a ze światem komunikuje się przez syntezator mowy, który obsługuje policzkiem. PO. LICZ. KIEM. Zgodnie z diagnozą lekarzy miał już dawno umrzeć. A napisał doktorat, napisał bestseller, jest przegenialnym fizykiem i cały czas występuje na scenie. Rzucając do tego żarcikami.

Oprah Winfrey – gwałty, pobicia i narkotyki

Lista tytułów, którymi została odznaczona jest chyba dłuższa niż ten wpis. Czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Forbesa, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Time’a, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Life’a. Trzecie miejsce najbardziej rozpoznawalnych postaci medialnych według plebiscytu telewizyjnego z 2003. Oprah znalazła się w nim tuż za Supermanem i Elvisem Presleyem. Decydowała o być albo nie być polityków, pchnęła po wygraną George’a W. Busha i Baracka Obamę.

Grubo, co? To teraz pomyśl, że doszła do tego po tym, jak w dzieciństwie mężczyźni w jej rodzinie ją bili i gwałcili.

Jej matka była nastoletnią robotnicą, jej ojciec żołnierzem na przepustce, a ona ich wpadką. „Rodzice” oddali ją na wychowanie dziadkom, którzy uczyli ją zasad i dyscypliny pięścią. W wieku 9 lat zgwałcił ją jej własny kuzyn, a w wieku 14 – wujek. Z którym zaszła w ciążę. Ich wspólne dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Żeby nie skonać z bólu zaczęła pić i ćpać. Jak to piszę, to nie wierzę, że pojedynczy człowiek mógł topić się w tak głębokim oceanie gówna.

I nie utonąć, a po wyjściu z niego zacząć błyszczeć jak gwiazda. Wbrew wszystkiemu.

 

***

 

Dobrego dnia.

autorem zdjęcia jest JD Hancock

---> SKOMENTUJ

Czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Skip to entry content

Po tekście z relacją z Rzymu, dostałem wiadomość od czytelniczki, która brzmiała mnie więcej tak:

Hej , fajny wpis…tylko to słowo Murzyn,  politycznie to juz bardzo niepoprawne i dla czarnoskórych obraźliwe, ale rozumiem,  że był powód,  żeby użyć akurat tego słowa?  Tak z ciekawości pytam?

Próbowałem ją przekonać, że mimo iż wymienione w tekście postacie napastowały mnie kupnem kija do samojebek, to nie użyłem słowa „Murzyn” w negatywnym znaczeniu, aby ich obrazić, tylko aby ich opisać. Zresztą, od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo na lekcji polskiego w podstawówce, zawsze było dla mnie neutralne bez jakiekolwiek ładunku emocjonalnego. Ale czytelniczka upierała się, że to niepoprawne politycznie sformułowanie, które poniża czarnoskórych i nie należy się nim posługiwać.

To mam takie pytanko, czy idąc tym samym tokiem rozumowania…

…„sierota” to obraźliwe określenie osoby nieposiadającej obojga rodziców?

…„lesbijka” to obraźliwe określenie osoby płci żeńskiej, którą pociągają przedstawicielki tej samej płci i powinniśmy używać klinicznego „kobieta homoseksualna”?

…„rudy” to obraźliwe określenie osoby o rudym kolorze włosów i powinniśmy używać poetyckiego „złotowłosy”?

…„prawiczek” to obraźliwe określenie osobnika płci męskiej, który nie miał jeszcze stosunku seksualnego i powinniśmy używać usprawiedliwiającego „czekający do ślubu”?

…„narkoman” to obraźliwe określenie osoby uzależnionej od narkotyków i powinniśmy używać natchnionego „naśladowca faraonów”?

…„inwalida” to obraźliwe określenie osoby pozbawionej możliwości pracy ze względu na kalectwo  i przez hiper poprawność polityczną w ogóle nie powinniśmy ich określać?

I w końcu, czy „Żyd” to obraźliwe określenie Żyda?

Bo mam wrażenie, że najbardziej negatywnej treści w „Murzynie”, funkcjonującym w naszym języku od lat, doszukują się osoby, które same uważają, że ludzie o tym kolorze skóry są gorsi.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Helio Dias

---> SKOMENTUJ

Niezawodny sposób na zdanie pisemnej matury

Skip to entry content

Po pierwsze przyjdź, po drugie nie spóźnij się, po trzecie weź ze sobą dowód osobisty i czarny długopis.

To wszystko czego potrzebujesz. Reszta jest albo w tekście źródłowym, albo w karcie ze wzorami, albo w Twojej wyobraźni.

Nie życzę Ci powodzenia, nie potrzebujesz go, żeby zdać ten egzamin.

autorem zdjęcia jest non-partizian

---> SKOMENTUJ