Close
Close

Co przeczytasz, prosząc o rekomendację knajpy na Facebooku?

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk

Podejrzewam, że zdarzyło Ci się jechać kiedyś do miasta, w którym nigdy wcześniej nie byłeś i nie wiedziałeś, gdzie się je, gdzie się pije, a gdzie pod żadnym pozorem nie należy tego robić, jeśli nie chcesz wylądować na płukaniu żołądka. Albo nawet niekoniecznie gdzieś wyjeżdżałeś, ale po prostu chciałeś sprawdzić nowe miejsca, w których mógłbyś oznaczyć się na Swarmie i zrobić selfie w kiblu.

Mnie, z tytułu wykonywanego zawodu, przynajmniej raz w miesiącu zdarza się odwiedzać miejscowości, w których jestem pierwszy raz lub znam je słabo. W takim wypadku, licząc na opatrzność bożą i wierząc w miłosierdzie bliźnich, przed wyjazdem, proszę znajomych i nieznajomych na Facebooku o polecenie knajp. Na obiad, śniadanie albo zdjęcie na fanpage. W sensie takich miejsc, w których jedli więcej niż raz, nie otruli się i bez przypału poszliby tam na szamę z Gordonem Ramsayem. I mimo prostego pytania „Hej, gdzie w Warszawie dają dobre burgery?”, zawsze dostanę kilka odpowiedzi, które wykraczają poza „najlepsze na Złotej 69”, czy „W ZdrowaKrowa na Nowym Świecie <3 <3 <3”.

Co przeczytasz prosząc o rekomendację knajpy na Facebooku?

„w Warszawie to nie wiem, ale we Wrocławiu, to koniecznie idź do XYZ!” – super, ale nie jestem we Wrocławiu. Widząc wypowiedź w tym stylu zawsze zastanawiam się, czy jej autor kończąc gimnazjum nie opanował czytania ze zrozumieniem, czy raczej za wszelką cenę musi znaczyć swoją obecność, nawet jeśli nie ma nic istotnego do powiedzenia. W obu przypadkach nie pomoga.

„na burgery? a nie lepiej na sałatkę? ;)” – nie, kurwa, nie lepiej. Jakbym potrzebował porady dietetyka, to bym poszedł do dietetyka, a jakbym chciał zjeść trawę, to bym nie pytał o mięso. Idź być Chodakowską gdzie indziej.

„nieźle się bujasz” znane też jako „powodzi się” – jeśli ktoś podróż do innego miasta w tym samym kraju, czy zjedzenie posiłku poza lokalem mieszkalnym, w którym składuje skarpety, uważa za wygrywanie życia i esencję powodzenia, to szczerze współczuję mu jego sytuacji materialnej. I mentalnej. I absolutnie nie mam zamiaru przepraszać, czy samobiczować się za to, że kogoś nie stać. Naprawdę, przygoda na tej planecie nie powinna polegać na czołganiu się w pokutnym worze i kajaniu za każdą przyjemność.

„słyszałem, że w ABC jest spoko” – a ja słyszałem, że branie heroiny nie uzależnia.

„burgery? po co iść na miasto jak przecież można zrobić w domu? to minutka roboty, a lepiej i zdrowiej przede wszystkim!” – to z kolei od kulinarnych świrów, którzy przy każdym zdjęciu z półproduktem będę Cię terroryzować, żebyś zrobił to sam. Ciasto francuskie? Po co kupować jak można zrobić samemu? Koncentrat pomidorowy? Przecież to takie proste, wystarczą 3 dni, aż opanujesz jak się go robi, zamieniając kuchnię w pole bitwy. Masło? A nie lepiej trzymać krowę na klatce schodowej i poubijać śmietanę w maselnicy jak Słowinaki z klipu Donatana? Wielkie dzięki za złotą radę, ale jakbym chciał zostać pełnoetatowym kuchcikiem, to bym założył rodzinę i został w domu.

„warszafka” ewentualnie „krakówek”  – w życiu nie byłem, nie widziałem i nie zobaczę, więc na wszelki wypadek publicznie tym pogardzę.

„QWERTY rozsadza kubki smakowe od 1410! jadam tam średnio 8 dni w tygodniu i jeszcze nigdy się nie zawiodłem, jedzenie tak świeże, że zabrałbym na nie moją matkę przed porodem, obsługa  tak miła, że przestałem spotykać się ze znajomymi, a wystrój tak bajerancki, że mieszkanie urządziłem w tym samym klimacie! I mają działające wi-fi! kozak 100%! Polecam!” – i to jest użyteczna odpowiedź, za którą będę Ci bardzo wdzięczny!

(niżej jest kolejny tekst)

44
Dodaj komentarz

avatar
26 Comment threads
18 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Résumé .#6 – przegląd czerwca – Alabasterfox.plAnna “Świat Według Kobiet” BloRuby SohoAdrian Bysiakambasadorp Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adrianna Zielińska
Gość

„jadam tam średnio 8 dni w tygodniu” – made my day ;) Wszystkie rekomendacje są tak brutalnie wyrwane z rzeczywistości, że aż zapisze sobie na Bloglovin’ ten wpis na poprawę humoru (na gorsze dni) – to takie prawdziwe :D

Andrzej Słowik
Gość
Andrzej Słowik

W Krakowie opierdalam Streat Slow Food nałogowo. Tylko mieszkania nie urządzę w tym samym klimacie bo bym musiał zostać bezdomnym. :D

Jan Favre
Gość

Nie, nie kolego, używasz złej nomenklatury. Nie „bezdomny”, tylko „hipster wyższego szczebla”.

Grocrafty
Gość
Grocrafty

Świetny tekst, uśmiałam się:) Faktycznie na FB nie da się ludzi o nic zapytać, bo dokładnie takie odpowiedzi zazwyczaj się dostaje:) A propos „powodzi się”, obrazek poniżej:)

Jan Favre
Gość

Hahahaha, świetne, dzięki!

Patrycja
Gość

Ta dyskusja sie ciągnie dalej i jest świetna. :D

Grocrafty
Gość
Grocrafty

No i lektura na dzisiejsze popołudnie załatwiona!:)

Maciej Blatkiewicz
Gość

Można też zajrzeć na dobry blog poświęcony jedzeniu na mieście. ;) Polecam.

Jan Favre
Gość

Jeśli się takowy zna, to jak najbardziej.

Dagmara Białek
Gość
Dagmara Białek

Ja kojarzę tylko restaurantica.pl – Wawa i okolice, może ktoś zna więcej?

Justek aka cacko_z_dziurką
Gość
Justek aka cacko_z_dziurką

Niech moc będzie z Tobą i z wami burgerami! :)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #31: PornHub, zakochiwanie się i lewitacja

Skip to entry content

Cotygodniowy Przegląd Internetu 31 PornHub miłość i lewitacja

Bieżący tydzień upłynął pod znakiem magii i empatii. Mam na myśli oczywiście hackowanie Googli i zapychanie wyników wyszukiwania treściami z numerami telefonów do pogotowia psychologicznego. Od poniedziałku w zasadzie trudno było zająć mi się czymś innym, bo albo odpisywałem na wiadomości osób dopytujących o akcję, albo czytałem teksty, które już powstały. W chwili gdy to piszę, jest już grubo ponad 100 blogerów, którzy wsparli akcję i jestem naprawdę dumny z nas jako środowiska, że podjęliśmy ten temat, ale szerzej wypowiem się w przyszłym tygodniu, bo to zasługuję na osobną, dłuższą formę. Co działo się w sieci poza #GoogleHack?

10 filarów filmów katastroficznych: czyli rozłożenie na czynniki pierwsze takich arcydzieł hollywoodzkiego kina jak „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, „2012”, czy najnowszego cyber-hitu „San Andreas”. Po lekturze tekstu możesz zacząć tytułować się filmoznawcą.

Potrzymasz mi torebkę? Celne uchwycenie anomalii damsko-męskich, w których facet nosi torebkę partnerki. Obserwacja dość istotna, a została ledwo liźnięta, więc spodziewajcie się kontynuacji tematu.

Jak PornHub radzi sobie marketingowo? Tak, tak, dobrze przeczytałeś, nie ma tam żadnej literówki. Chodzi o ten serwis z filmami, na których odgrywane są sceny z książki do biologii z działu „rozmnażanie”. A konkretnie to chodzi o to, jak byt z tak trudną tematyką może się promować. Okazuje się, że całkiem nieźle i to bez szczucia cycem.

Słownik polonijny: „barbeć kiuk”, „bekjard”, „sczardżować” i inne ordynarne makaronizmy używane w Czikago i Londku, po których dostaję mdłości.

Czy jeszcze się zakocham? To pytanie zadaje sobie chyba każdy dorosły, który zakończył związek. Bez znaczenia, czy ta relacja trwała 3 miesiące, czy 3 lata. W pewnym wieku, po kolejnym niepowodzeniu na polu damsko-męskim, zaczyna się ocierać o przekonanie, że już więcej nic się nie wydarzy. Asia z „Wyrwane z kontekstu” przekonuje, że to nieprawda.

Dlaczego nie wychodzi Ci w miłości? Świetnie napisane, niezależne rozwinięcie tematu z tekstu powyżej. Cóż za koincydencja.

Ciągłe życie ze smarfonem w dłoni: to nie życie, tylko w najlepszym wypadku rejestrowanie na Snapchacie wydarzeń, które Cię omijają. Bardzo dosadny film, ukazujący jedną z głównych chorób naszych czasów.

Cuanta verdad !!!

Posted by Jose Acosta on 20 lutego 2015

 

Damska stylówka tygodnia: Kristina Dolinskaya to zjawiskowa nastolatka z Odessy o stu twarzach. Jako wiosenna hipisko-indianka prezentuje się zdecydowanie najlepiej i na tyle przekonująco, że można by z nią krowy kraść, czy co tam jedzą hipisi.

zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: Qmike’a polecałem już wielokrotnie i z pewnością polecę jeszcze nie raz, bo jego zdjęcia oszołamiają! Gość jest esencją jakości w kontekście blogów modowych. Za każdym razem kiedy widzę, że lewituje w perfekcyjnym kadrze z idealnie wyeksponowanymi detalami, chcę zadzwonić do niego i powiedzieć, że jest zajebisty i, że będę jego darmowym asystentem-popierdółą.

zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com
zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com

 

Klip tygodnia: nie ma tu ani podprogowego przekazu, ani techniki prostującej zwoje mózgowe, ale przyjemnie się słucha i są hipnotyzujące letnio-wakacyjne widoki. W sam raz na poprawę samopoczucia w zapowiadane deszcze w ten weekend.

Fanpage tygodnia: trudno mi dodać coś poza tym, co znajdziecie w tytule profilu. Ot, najlepsze cytaty z najgorszych harlekinów.

Jest to jakieś rozwiązanie.

Posted by Typowy Harlequin on 16 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: uśmiechnij się. Najlepiej do osoby po Twojej prawej.

Granie w Lotto to sabotowanie własnych marzeń

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Lee
autorem zdjęcia jest Lee

Jako dzieciak miałem w zwyczaju puszczać Dużego Lotka – raz do roku w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Raz, że wtedy była jakaś turbo kumulacja – bo oczywiście w razie wygranej, 9-letniemu chłopcu nie wystarczyłby milion, tylko od razu musiałby mieć ich kilka – a dwa, że liczyłem na jakąś magiczną moc tego okresu. Że Mikołaj, Elfy, samotny wędrowiec, postanowienia noworoczne, dużo świątecznych filmów na TVNie i te sprawy. Z naiwnością adekwatną do ówczesne wieku, wierzyłem, że jak puszczam Lotka dzień przed sylwestrem, zaznaczę datę swoich urodzin i mamy i mocno pochucham, to wygram.

Chyba Was nie zaskoczę mówiąc, że nigdy nie trafiłem szóstki?

Jako już nieco mniej naiwny nastolatek, wpadłem na jakieś wyliczenia z których wynikało, że szansa trafienia wszystkich liczb w losowaniu jest jak jeden do kilku milionów. Nie trzeba mieć habilitacji z prawdopodobieństwa i kombinatoryki, żeby wiedzieć, że to niewiele. Konkretnie, na tyle mało, by liczenie na wygraną w tej grze uznać za głupotę i stratę czasu. I pieniędzy.

Puszczanie kuponu stało się dla mnie równie sensowne, co leczenie problemów z erekcją lubczykiem.

Z jednej strony było mi trochę przykro, że nie żyjemy w bajkowym świecie hollywoodzkich filmów, gdzie nie trzeba zamykać drzwi po wyjściu z domu, żeby nikt się nie włamał, a ludzie umawiają się na spotkania bez podawania adresów i dat, wypowiadając tylko „spotkajmy się jutro”, z drugiej natomiast, urealniło mi to obraz świata, rzucając w twarz fakt, że fortuny nie spadają z nieba jak letni grad, tylko trzeba na nie zapracować. Obecnie jako dorosły człowiek, widząc kolejki przed kolekturami, zastanawiam się, czy Ci wszyscy ludzie nie dotarli do tego wyliczenia prawdopodobieństwa, czy mieli aż tak chujowego nauczyciela matematyki, że tego nie rozumieją?

Bardziej realny niż wygrana w Lotto, jest wybuch instalacji gazowej w Twoim domu i spalenie Cię żywcem. Mimo to, chyba nie sprawdzasz jej co tydzień, co?

Pomijając kwestię prawie, że zerowej szansy na wygraną, to granie na loterii ma inny destrukcyjny aspekt. Mianowicie utratę siły sprawczej i oddanie kontroli nad własnym życiem.

Co robisz, gdy chcesz zjeść czekoladę i akurat nie masz jej w barku, a nie jesteś blogerem, żebyś mógł liczyć, że za chwilę kurier przyniesie Ci ją w darze losu? Poderzjewam, że idziesz do sklepu i kupujesz. Odruchowo, bez zastanawiania, po prostu.

To teraz drugie pytanie: co robisz, gdy chcesz mieć nowe buty, a oprócz tego, że nie jesteś blogerem, to nie jesteś też znanym raperem, żebyś mógł je dostać od sponsora? Strzelam, że zastanawiasz się dłuższą chwilę, szukasz najkorzystniejszej ceny w sieci, porównujesz z tą w sklepach stacjonarnych, wydzielasz jakąś część z miesięcznego budżetu i także idziesz do sklepu i kupujesz.

Pytanie numer trzy: co robisz, gdy chcesz polecieć na zagraniczne wakacje, a nie jesteś blacharą, żeby ktoś Ci je mógł zasponsorować? Obstawiam, że myślisz o tym z wyprzedzeniem, robisz plan uzbierania potrzebnej kwoty i co miesiąc wrzucasz parę stówek do świnki skarbonki, żeby w sierpniu zaczęła kwiczeć, a jej kwik z przepełnienia przełożył się na zajebisty wyjazd. Analizowanie, planowanie, działanie. Robi tak każdy dorosły człowiek, żyjący na własny rachunek.

Dlaczego więc w tym związku przyczynowo-skutkowym, gdy w głowie pojawia się obraz wycieczki dookoła świata, czy mieszkania w Malibu, w Twojej głowie nie pojawia się plan działania, tylko myśl zagrania w Lotto?

Jeśli Ty nie wierzysz, że jesteś coś w stanie zrobić, to nikt inny nie uwierzy za Ciebie. To po pierwsze. Po drugie, gdybyś czas, energię, wiarę i pieniądze, które poświęcasz na granie w Lotto włożył w samorozwój i działanie, gwarantuję Ci, że po kilku latach zdobyłbyś to, o czym marzyłeś wypełniając kupon. Nigdy nie jestem w stanie tego zrozumieć, dlaczego ludzie wolą oddawać realizację swoich marzeń maszynie losującej, zamiast po prostu zacząć pracować nad ich realizacją.

Naprawdę uważasz, że bardziej prawdopodobne jest trafienie szóstki, niż zostanie wybitnym pisarzem, zawodową tancerką, czy zajebistym gitarzystą? Otóż z prostej matematyki wynika, że nie. Dużo realniejsze jest stworzenie drugiego Instagrama, trzeciego Facebooka, czy czwartego Tindera, którego pokochają ludzie na całym świecie, a fundusze z Doliny Krzemowej inwestujące w start-upy kupią go za duży hajs, niż wytypowanie tych cholernych 6 cyfr. Serio, większe szanse są na to, że śpiewając w dworcowym przejściu trafi na Ciebie łowca talentów i zaproponuje kontrakt płytowy w BMG, niż, że wyciągniesz właściwy los.

Dlaczego więc wybierasz najmniej prawdopodobną opcję, sabotując swoje marzenia?

Na koniec krótka metafora. Z pewnością zdarzyło Ci się kiedykolwiek płynąć statkiem, łodzią, czy chociażby rowerkiem wodnym i wiesz jak to działa. Żeby łódź nie rozbiła się o brzeg, nie osiadła na mieliźnie i nie została wywrócona przez wiatr, potrzebny jest napęd i sternik. Sternik, który będzie nią kierował, czuwał nad tym, by zmierzała, do wcześniej określonego do celu. Puszczanie Dużego Lotka, to wyjebanie sternika za burtę i zostawienie łódki ze swoim życiem na łaskę i niełaskę fal. I liczenie, że jakimś cudem dodryfuje do celu, nie rozbijając się o skały.