Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Kropla Beskidu

Pytanie za milion punktów – wiecie z czego robi się wodę? Nie, nie z łez atlantydzkich syren. Nie, również nie z zawartości garbów wielbłądów-gigantów. Tak, brawo, z wody! To teraz coś trudniejszego, wiecie czym się różni woda źródlana od mineralnej albo jak się ją butelkuje? Spoko, ja też bym nie wiedział, gdyby nie wyjazd do malowniczego Tylicza, gdzie Kropla Beskidu ma swoje źródło i fabrykę. Byłem tam niedawno z Moniką z Black Dresses, zahaczając też o inne części Beskidu Sądeckiego, i trochę pogadaliśmy o wodzie, trochę o polityce, trochę o niepokalanym poczęciu, a trochę o tym, czemu mam lepszego bloga od niej. Czwarty temat podobał jej się zdecydowanie najbardziej.

 

Kropla Beskidu 2

– Do twarzy ci w tej kamizelce, ty masz jakąś przeszłość w drogówce?

– Nie, na porodówce.

– Nieśmieszne.

– Twoje też nie.

– Dobra, cicho, chcę posłuchać o recyclingu.

– Przecież ty zaczęłaś.

– To ty skończ.

– Nowa-butelka-do-30%-zrobiona-jest-z-roślin-i-w-100%-można-ją-ponownie-wykorzystać. Skończyłem.

 

Kropla Beskidu 3

– Co to jest?

– Butelki.

– Ej, to, że powiedziałem, że prawie nie widać, że przytyłaś, to był komplement, nie musisz być taka zgryźliwa.

– Ale to naprawdę są butelki.

– Masz okulary z hologramami 3D? Przecież widzę, że to probówki.

– Bo to są butelki przed nadmuchaniem. Ta po lewej jest półlitrowa, a ta po prawej litr i ¾. Wchodzą do tej maszyny przed tobą, wirują, rozdmuchują się i wychodzą w „normalnych” rozmiarach.

– Nieźle. Myślisz, że z garniturem z komunii też się tak da?

 

Kropla Beskidu 4

– Po co robisz sobie zdjęcie na tle butelek?

– Bo nigdy nie widziałem tylu naraz. No chyba, że na juwenaliach.

 

Kropla Beskidu 5

– Myślisz, że Air Maxy się w to wliczają?

– Nie, bo są na platformie. Dalej nie nauczyłeś się, czym się różni obcas od koturny i platformy?

– Yyy… nie.

 

Kropla Beskidu 6

– A to platformy, koturny, czy podkład pod ognisko?

– Z prawej sandały, z lewej espadryle.

 

Kropla Beskidu 7

– A, to tak wygląda nowoczesne źródło.

– A spodziewałaś się dziury w ścianie?

– Nie, ale myślałam, że jak woda źródlana, to ze źródełka, takiego jak na filmach z Janosikiem.

– Ale to nie jest źródlana, tylko mineralna.

– A czym to się różni?

– Kiedyś tym, że mineralna, żeby tak zostać nazwana, musiała mieć 1 gram minerałów na litr, a teraz, że musi przejść pińćset badania i spełnić tysionc wymogów, dlatego to wszystko jest strzeżone i obunkrowane, żeby nic niepowołanego się do niej nie dostało.

 

Kropla Beskidu 7

– Czemu robisz zdjęcie jak ktoś mi robi zdjęcie?

– Żebyś mógł powiedzieć, że paparazzi jeżdżą za tobą nawet za granicę.

 

Kropla Beskidu 9

– Ładnie tu, co?

– Pięknie, tylko zaraz będzie lać.

– No coś ty, przejdzie bokiem.

– Janek, to są góry, mówię Ci, że w ciągu kwadransa będzie ulewa.

– Jakby miało padać, to by już lało, na stówę przejdzie bokiem. Zresztą, jak jesteś taka pewna, to się załóżmy.

– No dobra, ale o dychę, bo nie chcę cię naciągać.

 

Kropla Beskidu 10

– Wygrałaś.

 

Kropla Beskidu 11

– Wiedziałaś, że pszczoły-kobiety mogą rodzić tylko chłopaków, a w całym ulu jedynie królowa może rodzić inne dziewczyny? I że pszczoły-mężczyźni w ogóle nie są wpuszczane do ula, tylko koczują na drzewach? I że jedyną ich misją życiową jest zapłodnienie królowej, a zaraz po tym umierają? I że jak królowa zostanie zapłodniona, pszczoły-kobiety odgryzają jej skrzydła, żeby już nigdy więcej nie opuściła ula? I że…

– Tak, Janku wiem, odkąd weszliśmy do Muzeum Pszczelarstwa stoję tuż za tobą.

– A no tak, faktycznie.

 

Kropla Beskidu 12

– O Jezu, o Jezu, smażone rydze!

– Na maśle.

– No właśnie!

– Wiesz ile to ma kalorii?

– Ciii, w górach się nie liczy.

I tym pozytywnym akcentem kończymy relację z doliny rozpusty, gdzie woda leje się strumieniami, powietrze jest tak czyste, że można popuścić wodze fantazji w nocy z piątku na niedzielę, a pszczoły w zastępstwie za iluminatów regulują lokalną gospodarkę.

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

29 komentarzy do "Dialogi z wyjazdu do Tylicza"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grocrafty
Gość

A czemu zakaz używania butów na wysokim obcasie? I od ilu jest wysoki?:)

Jan Favre
Gość

Ze względu na bezpieczeństwo na terenie fabryki. Ja wiem, że są panie, które na obcasie mogłyby i po linie chodzić, ale obiektywnie to mało stabilne obuwie. Co do drugiego pytania, to fizjologowie od wieków szukają na nie odpowiedzi.

Grocrafty
Gość

Bezpieczeństwo rozumiem, tylko to „wysoki” może być trochę mylące dla niektórych:)

Olga Pietraszewska
Gość

Ciekawe to to o pszczołach :)

Jan Favre
Gość

Pani oprowadzająca nas w Muzeum Pszczelarstwa opowiadała o pszczołach bite pół godziny, podając same mocne fakty, w większości nadające się na dobry kryminał.

Izabela Kułaga
Gość

Nono, ja dowiedziałam się pracując na szklarni, że pszczoły są wredne, bo kiedy wylecą ze szklarni i zobaczą jakiś lepszy obiekt niż pomidor to pokazują go innym pszczołom i już nie wracają na szklarnię. Dlatego pracowałam z bąkami :D Wiem, że nie na temat, ale nie mogłam się powstrzymać! A relacja z Tylicza świetna! Dobry jesteś w te klocki :)

Alicja Ziółkowska
Gość

Popłakałam się ze śmiechu, Janek :D

Jan Favre
Gość

„Nie rycz, mała, nie rycz, ja znam te wasze numery, twoje łzy lecą mi na koszulę z napisem: Stay Fly Lee Karate Mistrz” :*

Aleksandra Muszyńska
Gość

Pierwsze co zobaczyłam na drugim zdjęciu to lasencja w białym topie. Nie rozpraszała was trochę ;)?

Jan Favre
Gość

Oleńko, byłem na tyle nierozproszony, by zauważyć, że to koszulka a nie top :D

Aleksandra Muszyńska
Gość

W sumie to,czym to jest, to akurat najmniej ważne moim zdaniem.

Konrad
Gość

Obcas/platforma/koturn – czarna magia.
Koszulka/top – nie czarna magia.

Nie mogę się zdecydować, czy wrzucić obrazek z foką krzyczącą „gaaaaaay”, czy jednak nie :(

Jan Favre
Gość

Powiedział Konrad, który nie odróżnia, bo on to tylko przy zgaszonym świetle :(

Konrad
Gość

Przy zapalonym nie widać że mam fluorescencyjne bokserki.

Łukasz Szejna
Gość

Janka zauważyłem dopiero po minucie.

Aleksandra Muszyńska
Gość

O, faktycznie. Janek też jest.

Tianzi
Gość

+1. a nie jestem facetem i ta lasencja występuje na tle dziesięciu oczojebnych i w założeniu przyciągających wzrok kamizelek…

Aleksandra Muszyńska
Gość

Czyli ta odwieczna, stanowiąca przedmiot rozlicznych prac naukowych i filozoficznych fascynacja jest niezależna od płci i preferencji ;).

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Na juwenaliach to inne butelki musiały być. ;) Dialogi przecudnej urody. Od razu rogal dookoła głowy. :D

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Co przeczytasz, prosząc o rekomendację knajpy na Facebooku?

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk

Podejrzewam, że zdarzyło Ci się jechać kiedyś do miasta, w którym nigdy wcześniej nie byłeś i nie wiedziałeś, gdzie się je, gdzie się pije, a gdzie pod żadnym pozorem nie należy tego robić, jeśli nie chcesz wylądować na płukaniu żołądka. Albo nawet niekoniecznie gdzieś wyjeżdżałeś, ale po prostu chciałeś sprawdzić nowe miejsca, w których mógłbyś oznaczyć się na Swarmie i zrobić selfie w kiblu.

Mnie, z tytułu wykonywanego zawodu, przynajmniej raz w miesiącu zdarza się odwiedzać miejscowości, w których jestem pierwszy raz lub znam je słabo. W takim wypadku, licząc na opatrzność bożą i wierząc w miłosierdzie bliźnich, przed wyjazdem, proszę znajomych i nieznajomych na Facebooku o polecenie knajp. Na obiad, śniadanie albo zdjęcie na fanpage. W sensie takich miejsc, w których jedli więcej niż raz, nie otruli się i bez przypału poszliby tam na szamę z Gordonem Ramsayem. I mimo prostego pytania „Hej, gdzie w Warszawie dają dobre burgery?”, zawsze dostanę kilka odpowiedzi, które wykraczają poza „najlepsze na Złotej 69”, czy „W ZdrowaKrowa na Nowym Świecie <3 <3 <3”.

Co przeczytasz prosząc o rekomendację knajpy na Facebooku?

„w Warszawie to nie wiem, ale we Wrocławiu, to koniecznie idź do XYZ!” – super, ale nie jestem we Wrocławiu. Widząc wypowiedź w tym stylu zawsze zastanawiam się, czy jej autor kończąc gimnazjum nie opanował czytania ze zrozumieniem, czy raczej za wszelką cenę musi znaczyć swoją obecność, nawet jeśli nie ma nic istotnego do powiedzenia. W obu przypadkach nie pomoga.

„na burgery? a nie lepiej na sałatkę? ;)” – nie, kurwa, nie lepiej. Jakbym potrzebował porady dietetyka, to bym poszedł do dietetyka, a jakbym chciał zjeść trawę, to bym nie pytał o mięso. Idź być Chodakowską gdzie indziej.

„nieźle się bujasz” znane też jako „powodzi się” – jeśli ktoś podróż do innego miasta w tym samym kraju, czy zjedzenie posiłku poza lokalem mieszkalnym, w którym składuje skarpety, uważa za wygrywanie życia i esencję powodzenia, to szczerze współczuję mu jego sytuacji materialnej. I mentalnej. I absolutnie nie mam zamiaru przepraszać, czy samobiczować się za to, że kogoś nie stać. Naprawdę, przygoda na tej planecie nie powinna polegać na czołganiu się w pokutnym worze i kajaniu za każdą przyjemność.

„słyszałem, że w ABC jest spoko” – a ja słyszałem, że branie heroiny nie uzależnia.

„burgery? po co iść na miasto jak przecież można zrobić w domu? to minutka roboty, a lepiej i zdrowiej przede wszystkim!” – to z kolei od kulinarnych świrów, którzy przy każdym zdjęciu z półproduktem będę Cię terroryzować, żebyś zrobił to sam. Ciasto francuskie? Po co kupować jak można zrobić samemu? Koncentrat pomidorowy? Przecież to takie proste, wystarczą 3 dni, aż opanujesz jak się go robi, zamieniając kuchnię w pole bitwy. Masło? A nie lepiej trzymać krowę na klatce schodowej i poubijać śmietanę w maselnicy jak Słowinaki z klipu Donatana? Wielkie dzięki za złotą radę, ale jakbym chciał zostać pełnoetatowym kuchcikiem, to bym założył rodzinę i został w domu.

„warszafka” ewentualnie „krakówek”  – w życiu nie byłem, nie widziałem i nie zobaczę, więc na wszelki wypadek publicznie tym pogardzę.

„QWERTY rozsadza kubki smakowe od 1410! jadam tam średnio 8 dni w tygodniu i jeszcze nigdy się nie zawiodłem, jedzenie tak świeże, że zabrałbym na nie moją matkę przed porodem, obsługa  tak miła, że przestałem spotykać się ze znajomymi, a wystrój tak bajerancki, że mieszkanie urządziłem w tym samym klimacie! I mają działające wi-fi! kozak 100%! Polecam!” – i to jest użyteczna odpowiedź, za którą będę Ci bardzo wdzięczny!

Cotygodniowy Przegląd Internetu #31: PornHub, zakochiwanie się i lewitacja

Skip to entry content

Cotygodniowy Przegląd Internetu 31 PornHub miłość i lewitacja

Bieżący tydzień upłynął pod znakiem magii i empatii. Mam na myśli oczywiście hackowanie Googli i zapychanie wyników wyszukiwania treściami z numerami telefonów do pogotowia psychologicznego. Od poniedziałku w zasadzie trudno było zająć mi się czymś innym, bo albo odpisywałem na wiadomości osób dopytujących o akcję, albo czytałem teksty, które już powstały. W chwili gdy to piszę, jest już grubo ponad 100 blogerów, którzy wsparli akcję i jestem naprawdę dumny z nas jako środowiska, że podjęliśmy ten temat, ale szerzej wypowiem się w przyszłym tygodniu, bo to zasługuję na osobną, dłuższą formę. Co działo się w sieci poza #GoogleHack?

10 filarów filmów katastroficznych: czyli rozłożenie na czynniki pierwsze takich arcydzieł hollywoodzkiego kina jak „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, „2012”, czy najnowszego cyber-hitu „San Andreas”. Po lekturze tekstu możesz zacząć tytułować się filmoznawcą.

Potrzymasz mi torebkę? Celne uchwycenie anomalii damsko-męskich, w których facet nosi torebkę partnerki. Obserwacja dość istotna, a została ledwo liźnięta, więc spodziewajcie się kontynuacji tematu.

Jak PornHub radzi sobie marketingowo? Tak, tak, dobrze przeczytałeś, nie ma tam żadnej literówki. Chodzi o ten serwis z filmami, na których odgrywane są sceny z książki do biologii z działu „rozmnażanie”. A konkretnie to chodzi o to, jak byt z tak trudną tematyką może się promować. Okazuje się, że całkiem nieźle i to bez szczucia cycem.

Słownik polonijny: „barbeć kiuk”, „bekjard”, „sczardżować” i inne ordynarne makaronizmy używane w Czikago i Londku, po których dostaję mdłości.

Czy jeszcze się zakocham? To pytanie zadaje sobie chyba każdy dorosły, który zakończył związek. Bez znaczenia, czy ta relacja trwała 3 miesiące, czy 3 lata. W pewnym wieku, po kolejnym niepowodzeniu na polu damsko-męskim, zaczyna się ocierać o przekonanie, że już więcej nic się nie wydarzy. Asia z „Wyrwane z kontekstu” przekonuje, że to nieprawda.

Dlaczego nie wychodzi Ci w miłości? Świetnie napisane, niezależne rozwinięcie tematu z tekstu powyżej. Cóż za koincydencja.

Ciągłe życie ze smarfonem w dłoni: to nie życie, tylko w najlepszym wypadku rejestrowanie na Snapchacie wydarzeń, które Cię omijają. Bardzo dosadny film, ukazujący jedną z głównych chorób naszych czasów.

Cuanta verdad !!!

Posted by Jose Acosta on 20 lutego 2015

 

Damska stylówka tygodnia: Kristina Dolinskaya to zjawiskowa nastolatka z Odessy o stu twarzach. Jako wiosenna hipisko-indianka prezentuje się zdecydowanie najlepiej i na tyle przekonująco, że można by z nią krowy kraść, czy co tam jedzą hipisi.

zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: Qmike’a polecałem już wielokrotnie i z pewnością polecę jeszcze nie raz, bo jego zdjęcia oszołamiają! Gość jest esencją jakości w kontekście blogów modowych. Za każdym razem kiedy widzę, że lewituje w perfekcyjnym kadrze z idealnie wyeksponowanymi detalami, chcę zadzwonić do niego i powiedzieć, że jest zajebisty i, że będę jego darmowym asystentem-popierdółą.

zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com
zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com

 

Klip tygodnia: nie ma tu ani podprogowego przekazu, ani techniki prostującej zwoje mózgowe, ale przyjemnie się słucha i są hipnotyzujące letnio-wakacyjne widoki. W sam raz na poprawę samopoczucia w zapowiadane deszcze w ten weekend.

Fanpage tygodnia: trudno mi dodać coś poza tym, co znajdziecie w tytule profilu. Ot, najlepsze cytaty z najgorszych harlekinów.

Jest to jakieś rozwiązanie.

Posted by Typowy Harlequin on 16 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: uśmiechnij się. Najlepiej do osoby po Twojej prawej.