Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Kropla Beskidu

Pytanie za milion punktów – wiecie z czego robi się wodę? Nie, nie z łez atlantydzkich syren. Nie, również nie z zawartości garbów wielbłądów-gigantów. Tak, brawo, z wody! To teraz coś trudniejszego, wiecie czym się różni woda źródlana od mineralnej albo jak się ją butelkuje? Spoko, ja też bym nie wiedział, gdyby nie wyjazd do malowniczego Tylicza, gdzie Kropla Beskidu ma swoje źródło i fabrykę. Byłem tam niedawno z Moniką z Black Dresses, zahaczając też o inne części Beskidu Sądeckiego, i trochę pogadaliśmy o wodzie, trochę o polityce, trochę o niepokalanym poczęciu, a trochę o tym, czemu mam lepszego bloga od niej. Czwarty temat podobał jej się zdecydowanie najbardziej.

 

Kropla Beskidu 2

– Do twarzy ci w tej kamizelce, ty masz jakąś przeszłość w drogówce?

– Nie, na porodówce.

– Nieśmieszne.

– Twoje też nie.

– Dobra, cicho, chcę posłuchać o recyclingu.

– Przecież ty zaczęłaś.

– To ty skończ.

– Nowa-butelka-do-30%-zrobiona-jest-z-roślin-i-w-100%-można-ją-ponownie-wykorzystać. Skończyłem.

 

Kropla Beskidu 3

– Co to jest?

– Butelki.

– Ej, to, że powiedziałem, że prawie nie widać, że przytyłaś, to był komplement, nie musisz być taka zgryźliwa.

– Ale to naprawdę są butelki.

– Masz okulary z hologramami 3D? Przecież widzę, że to probówki.

– Bo to są butelki przed nadmuchaniem. Ta po lewej jest półlitrowa, a ta po prawej litr i ¾. Wchodzą do tej maszyny przed tobą, wirują, rozdmuchują się i wychodzą w „normalnych” rozmiarach.

– Nieźle. Myślisz, że z garniturem z komunii też się tak da?

 

Kropla Beskidu 4

– Po co robisz sobie zdjęcie na tle butelek?

– Bo nigdy nie widziałem tylu naraz. No chyba, że na juwenaliach.

 

Kropla Beskidu 5

– Myślisz, że Air Maxy się w to wliczają?

– Nie, bo są na platformie. Dalej nie nauczyłeś się, czym się różni obcas od koturny i platformy?

– Yyy… nie.

 

Kropla Beskidu 6

– A to platformy, koturny, czy podkład pod ognisko?

– Z prawej sandały, z lewej espadryle.

 

Kropla Beskidu 7

– A, to tak wygląda nowoczesne źródło.

– A spodziewałaś się dziury w ścianie?

– Nie, ale myślałam, że jak woda źródlana, to ze źródełka, takiego jak na filmach z Janosikiem.

– Ale to nie jest źródlana, tylko mineralna.

– A czym to się różni?

– Kiedyś tym, że mineralna, żeby tak zostać nazwana, musiała mieć 1 gram minerałów na litr, a teraz, że musi przejść pińćset badania i spełnić tysionc wymogów, dlatego to wszystko jest strzeżone i obunkrowane, żeby nic niepowołanego się do niej nie dostało.

 

Kropla Beskidu 7

– Czemu robisz zdjęcie jak ktoś mi robi zdjęcie?

– Żebyś mógł powiedzieć, że paparazzi jeżdżą za tobą nawet za granicę.

 

Kropla Beskidu 9

– Ładnie tu, co?

– Pięknie, tylko zaraz będzie lać.

– No coś ty, przejdzie bokiem.

– Janek, to są góry, mówię Ci, że w ciągu kwadransa będzie ulewa.

– Jakby miało padać, to by już lało, na stówę przejdzie bokiem. Zresztą, jak jesteś taka pewna, to się załóżmy.

– No dobra, ale o dychę, bo nie chcę cię naciągać.

 

Kropla Beskidu 10

– Wygrałaś.

 

Kropla Beskidu 11

– Wiedziałaś, że pszczoły-kobiety mogą rodzić tylko chłopaków, a w całym ulu jedynie królowa może rodzić inne dziewczyny? I że pszczoły-mężczyźni w ogóle nie są wpuszczane do ula, tylko koczują na drzewach? I że jedyną ich misją życiową jest zapłodnienie królowej, a zaraz po tym umierają? I że jak królowa zostanie zapłodniona, pszczoły-kobiety odgryzają jej skrzydła, żeby już nigdy więcej nie opuściła ula? I że…

– Tak, Janku wiem, odkąd weszliśmy do Muzeum Pszczelarstwa stoję tuż za tobą.

– A no tak, faktycznie.

 

Kropla Beskidu 12

– O Jezu, o Jezu, smażone rydze!

– Na maśle.

– No właśnie!

– Wiesz ile to ma kalorii?

– Ciii, w górach się nie liczy.

I tym pozytywnym akcentem kończymy relację z doliny rozpusty, gdzie woda leje się strumieniami, powietrze jest tak czyste, że można popuścić wodze fantazji w nocy z piątku na niedzielę, a pszczoły w zastępstwie za iluminatów regulują lokalną gospodarkę.

(niżej jest kolejny tekst)

29
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
17 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
Marcin RzeczkowskiIzabela KułagaJustyna RolkaTianziInga Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grocrafty
Gość
Grocrafty

A czemu zakaz używania butów na wysokim obcasie? I od ilu jest wysoki?:)

Jan Favre
Gość

Ze względu na bezpieczeństwo na terenie fabryki. Ja wiem, że są panie, które na obcasie mogłyby i po linie chodzić, ale obiektywnie to mało stabilne obuwie. Co do drugiego pytania, to fizjologowie od wieków szukają na nie odpowiedzi.

Grocrafty
Gość
Grocrafty

Bezpieczeństwo rozumiem, tylko to „wysoki” może być trochę mylące dla niektórych:)

Olga Pietraszewska
Gość

Ciekawe to to o pszczołach :)

Jan Favre
Gość

Pani oprowadzająca nas w Muzeum Pszczelarstwa opowiadała o pszczołach bite pół godziny, podając same mocne fakty, w większości nadające się na dobry kryminał.

Izabela Kułaga
Gość

Nono, ja dowiedziałam się pracując na szklarni, że pszczoły są wredne, bo kiedy wylecą ze szklarni i zobaczą jakiś lepszy obiekt niż pomidor to pokazują go innym pszczołom i już nie wracają na szklarnię. Dlatego pracowałam z bąkami :D Wiem, że nie na temat, ale nie mogłam się powstrzymać! A relacja z Tylicza świetna! Dobry jesteś w te klocki :)

Alicja Ziółkowska
Gość

Popłakałam się ze śmiechu, Janek :D

Jan Favre
Gość

„Nie rycz, mała, nie rycz, ja znam te wasze numery, twoje łzy lecą mi na koszulę z napisem: Stay Fly Lee Karate Mistrz” :*

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Pierwsze co zobaczyłam na drugim zdjęciu to lasencja w białym topie. Nie rozpraszała was trochę ;)?

Tianzi
Gość
Tianzi

+1. a nie jestem facetem i ta lasencja występuje na tle dziesięciu oczojebnych i w założeniu przyciągających wzrok kamizelek…

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Czyli ta odwieczna, stanowiąca przedmiot rozlicznych prac naukowych i filozoficznych fascynacja jest niezależna od płci i preferencji ;).

Łukasz Szejna
Gość

Janka zauważyłem dopiero po minucie.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

O, faktycznie. Janek też jest.

Jan Favre
Gość

Oleńko, byłem na tyle nierozproszony, by zauważyć, że to koszulka a nie top :D

Konrad
Gość

Obcas/platforma/koturn – czarna magia.
Koszulka/top – nie czarna magia.

Nie mogę się zdecydować, czy wrzucić obrazek z foką krzyczącą „gaaaaaay”, czy jednak nie :(

Jan Favre
Gość

Powiedział Konrad, który nie odróżnia, bo on to tylko przy zgaszonym świetle :(

Konrad
Gość

Przy zapalonym nie widać że mam fluorescencyjne bokserki.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

W sumie to,czym to jest, to akurat najmniej ważne moim zdaniem.

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Na juwenaliach to inne butelki musiały być. ;) Dialogi przecudnej urody. Od razu rogal dookoła głowy. :D

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Co przeczytasz, prosząc o rekomendację knajpy na Facebooku?

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk

Podejrzewam, że zdarzyło Ci się jechać kiedyś do miasta, w którym nigdy wcześniej nie byłeś i nie wiedziałeś, gdzie się je, gdzie się pije, a gdzie pod żadnym pozorem nie należy tego robić, jeśli nie chcesz wylądować na płukaniu żołądka. Albo nawet niekoniecznie gdzieś wyjeżdżałeś, ale po prostu chciałeś sprawdzić nowe miejsca, w których mógłbyś oznaczyć się na Swarmie i zrobić selfie w kiblu.

Mnie, z tytułu wykonywanego zawodu, przynajmniej raz w miesiącu zdarza się odwiedzać miejscowości, w których jestem pierwszy raz lub znam je słabo. W takim wypadku, licząc na opatrzność bożą i wierząc w miłosierdzie bliźnich, przed wyjazdem, proszę znajomych i nieznajomych na Facebooku o polecenie knajp. Na obiad, śniadanie albo zdjęcie na fanpage. W sensie takich miejsc, w których jedli więcej niż raz, nie otruli się i bez przypału poszliby tam na szamę z Gordonem Ramsayem. I mimo prostego pytania „Hej, gdzie w Warszawie dają dobre burgery?”, zawsze dostanę kilka odpowiedzi, które wykraczają poza „najlepsze na Złotej 69”, czy „W ZdrowaKrowa na Nowym Świecie <3 <3 <3”.

Co przeczytasz prosząc o rekomendację knajpy na Facebooku?

„w Warszawie to nie wiem, ale we Wrocławiu, to koniecznie idź do XYZ!” – super, ale nie jestem we Wrocławiu. Widząc wypowiedź w tym stylu zawsze zastanawiam się, czy jej autor kończąc gimnazjum nie opanował czytania ze zrozumieniem, czy raczej za wszelką cenę musi znaczyć swoją obecność, nawet jeśli nie ma nic istotnego do powiedzenia. W obu przypadkach nie pomoga.

„na burgery? a nie lepiej na sałatkę? ;)” – nie, kurwa, nie lepiej. Jakbym potrzebował porady dietetyka, to bym poszedł do dietetyka, a jakbym chciał zjeść trawę, to bym nie pytał o mięso. Idź być Chodakowską gdzie indziej.

„nieźle się bujasz” znane też jako „powodzi się” – jeśli ktoś podróż do innego miasta w tym samym kraju, czy zjedzenie posiłku poza lokalem mieszkalnym, w którym składuje skarpety, uważa za wygrywanie życia i esencję powodzenia, to szczerze współczuję mu jego sytuacji materialnej. I mentalnej. I absolutnie nie mam zamiaru przepraszać, czy samobiczować się za to, że kogoś nie stać. Naprawdę, przygoda na tej planecie nie powinna polegać na czołganiu się w pokutnym worze i kajaniu za każdą przyjemność.

„słyszałem, że w ABC jest spoko” – a ja słyszałem, że branie heroiny nie uzależnia.

„burgery? po co iść na miasto jak przecież można zrobić w domu? to minutka roboty, a lepiej i zdrowiej przede wszystkim!” – to z kolei od kulinarnych świrów, którzy przy każdym zdjęciu z półproduktem będę Cię terroryzować, żebyś zrobił to sam. Ciasto francuskie? Po co kupować jak można zrobić samemu? Koncentrat pomidorowy? Przecież to takie proste, wystarczą 3 dni, aż opanujesz jak się go robi, zamieniając kuchnię w pole bitwy. Masło? A nie lepiej trzymać krowę na klatce schodowej i poubijać śmietanę w maselnicy jak Słowinaki z klipu Donatana? Wielkie dzięki za złotą radę, ale jakbym chciał zostać pełnoetatowym kuchcikiem, to bym założył rodzinę i został w domu.

„warszafka” ewentualnie „krakówek”  – w życiu nie byłem, nie widziałem i nie zobaczę, więc na wszelki wypadek publicznie tym pogardzę.

„QWERTY rozsadza kubki smakowe od 1410! jadam tam średnio 8 dni w tygodniu i jeszcze nigdy się nie zawiodłem, jedzenie tak świeże, że zabrałbym na nie moją matkę przed porodem, obsługa  tak miła, że przestałem spotykać się ze znajomymi, a wystrój tak bajerancki, że mieszkanie urządziłem w tym samym klimacie! I mają działające wi-fi! kozak 100%! Polecam!” – i to jest użyteczna odpowiedź, za którą będę Ci bardzo wdzięczny!

Cotygodniowy Przegląd Internetu #31: PornHub, zakochiwanie się i lewitacja

Skip to entry content

Cotygodniowy Przegląd Internetu 31 PornHub miłość i lewitacja

Bieżący tydzień upłynął pod znakiem magii i empatii. Mam na myśli oczywiście hackowanie Googli i zapychanie wyników wyszukiwania treściami z numerami telefonów do pogotowia psychologicznego. Od poniedziałku w zasadzie trudno było zająć mi się czymś innym, bo albo odpisywałem na wiadomości osób dopytujących o akcję, albo czytałem teksty, które już powstały. W chwili gdy to piszę, jest już grubo ponad 100 blogerów, którzy wsparli akcję i jestem naprawdę dumny z nas jako środowiska, że podjęliśmy ten temat, ale szerzej wypowiem się w przyszłym tygodniu, bo to zasługuję na osobną, dłuższą formę. Co działo się w sieci poza #GoogleHack?

10 filarów filmów katastroficznych: czyli rozłożenie na czynniki pierwsze takich arcydzieł hollywoodzkiego kina jak „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, „2012”, czy najnowszego cyber-hitu „San Andreas”. Po lekturze tekstu możesz zacząć tytułować się filmoznawcą.

Potrzymasz mi torebkę? Celne uchwycenie anomalii damsko-męskich, w których facet nosi torebkę partnerki. Obserwacja dość istotna, a została ledwo liźnięta, więc spodziewajcie się kontynuacji tematu.

Jak PornHub radzi sobie marketingowo? Tak, tak, dobrze przeczytałeś, nie ma tam żadnej literówki. Chodzi o ten serwis z filmami, na których odgrywane są sceny z książki do biologii z działu „rozmnażanie”. A konkretnie to chodzi o to, jak byt z tak trudną tematyką może się promować. Okazuje się, że całkiem nieźle i to bez szczucia cycem.

Słownik polonijny: „barbeć kiuk”, „bekjard”, „sczardżować” i inne ordynarne makaronizmy używane w Czikago i Londku, po których dostaję mdłości.

Czy jeszcze się zakocham? To pytanie zadaje sobie chyba każdy dorosły, który zakończył związek. Bez znaczenia, czy ta relacja trwała 3 miesiące, czy 3 lata. W pewnym wieku, po kolejnym niepowodzeniu na polu damsko-męskim, zaczyna się ocierać o przekonanie, że już więcej nic się nie wydarzy. Asia z „Wyrwane z kontekstu” przekonuje, że to nieprawda.

Dlaczego nie wychodzi Ci w miłości? Świetnie napisane, niezależne rozwinięcie tematu z tekstu powyżej. Cóż za koincydencja.

Ciągłe życie ze smarfonem w dłoni: to nie życie, tylko w najlepszym wypadku rejestrowanie na Snapchacie wydarzeń, które Cię omijają. Bardzo dosadny film, ukazujący jedną z głównych chorób naszych czasów.

Cuanta verdad !!!

Posted by Jose Acosta on 20 lutego 2015

 

Damska stylówka tygodnia: Kristina Dolinskaya to zjawiskowa nastolatka z Odessy o stu twarzach. Jako wiosenna hipisko-indianka prezentuje się zdecydowanie najlepiej i na tyle przekonująco, że można by z nią krowy kraść, czy co tam jedzą hipisi.

zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: Qmike’a polecałem już wielokrotnie i z pewnością polecę jeszcze nie raz, bo jego zdjęcia oszołamiają! Gość jest esencją jakości w kontekście blogów modowych. Za każdym razem kiedy widzę, że lewituje w perfekcyjnym kadrze z idealnie wyeksponowanymi detalami, chcę zadzwonić do niego i powiedzieć, że jest zajebisty i, że będę jego darmowym asystentem-popierdółą.

zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com
zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com

 

Klip tygodnia: nie ma tu ani podprogowego przekazu, ani techniki prostującej zwoje mózgowe, ale przyjemnie się słucha i są hipnotyzujące letnio-wakacyjne widoki. W sam raz na poprawę samopoczucia w zapowiadane deszcze w ten weekend.

Fanpage tygodnia: trudno mi dodać coś poza tym, co znajdziecie w tytule profilu. Ot, najlepsze cytaty z najgorszych harlekinów.

Jest to jakieś rozwiązanie.

Posted by Typowy Harlequin on 16 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: uśmiechnij się. Najlepiej do osoby po Twojej prawej.