Close
Close

„Jurassic World” – czyli jak nie robić filmu o dinozaurach

Skip to entry content

„Jurassic Park” jedynka i dwójka były sztosami! Świetnie zbudowana fabuła, wiarygodny rozwój wydarzeń i przede wszystkim  racjonalnie dozowane napięcie wciągające widza w klimat. To były filmy, na których dziewczyny łamały chłopakom kości śródręcza z emocji, a bezwarunkowa reakcja ciała w kulminacyjnych scenach grozy wyrzucała popcorn pod sufit. Na „Jurassic World” jedyny wyrzut, to wyrzucenie pieniędzy w błoto, bo kontynuacja mimo zaawansowanych efektów specjalnych wygenerowanych przez komputery, które na co dzień symulują loty w kosmos, nawet nie ociera się o jakość tytułów reżyserowanych przez Spielberga.

Ale po kolei.

 

Tragiczny scenariusz oparty na motywie wartości rodzinnych

Jest taki chwyt reklamowy, że jak nie wiesz co pokazać, to pokazujesz dzieci albo starców, bo to zawsze wzrusza. Twórcy „Jurassic World” stwierdzili, że film to przecież taka dłuższa reklama, więc tu te prawidłowości też powinny się sprawdzić. I postawili na pierwszą opcję. Pretekstem do pokazania dinuzaurów jest najmniej na świecie przejmująca historia rodzeństwa, których rodzice się rozwodzą. Przy czym relacje między nimi i rodzicami są tak nieudolnie przedstawione i tak spłycone, że widz nie dość, że im nie współczuję, to liczy, że któryś z nich zostanie w końcu zjedzony przez T-rexa.

 

Postacie-wydmuszki

Tak bardzo jak „Mad Max” jest ideałem pod kątem budowania postaci pierwszo, drugo i trzecioplanowych w kinie rozrywkowym, tak „Jurassic World” jest anty-wzorem z dopiskiem „tak się, kurwa, nie robi!”. Mimo nieustannych dialogów mających wyjaśnić widzowi kto jest kim – czemu treser jest treserem, czemu nastolatek jest nastolatkiem i czemu ruda, jest korpo-suką, która zdążyła zostać kierowniczką parku rozrywki, ale nie zdążyła zostać matką – i tak o tych postaciach nic nie wiadomo i są jedynie anonimowymi awatarami, za którymi biegają komputerowe wizualizacje gatunku, który wyginął miliony lat temu.

Przez to, że żaden z bohaterów nie ma wiarygodnej historii, ani nie jesteś w stanie utożsamić się z którymś z nich, ani przejąć ich losem.

 

Typiara w szpilkach

Jestem facetem, więc nie mam za dużego doświadczenia w chodzeniu w butach na obcasie. Jedyny raz kiedy miałem coś takiego na stopach, to przebierano-zakrapiana impreza w liceum, gdy prawie pozbawiłbym się części uzębienia zbyt szybko wstając w takim obuwiu. Jednak mimo osobistego szczątkowego kontaktu ze szpilkami, wiem od koleżanek zaprawionych w bojach, jakie trudy wiążą się z poruszaniem na 12-centymetrowym gwoździu. Przez cały dzień. Wiem, że to na dłuższą metę niewygodne, męczące i zdecydowanie nieprzyjazne do wykonywania nieprzemyślanych, gwałtownych ruchów. Dlatego, gdy zobaczyłem jak ruda przez pół filmu próbuje być jak Usain Bolt i BIEGA w szpilkach po lesie, piasku, szkle i się nie przewraca, ba!, nawet nie traci równowagi przy przebieżce przez bagno, straciłem resztki szacunku do tego filmu.

To miało być science-fiction, a nie narko-fantasy.

 

Muzyka jak z Magix Music Maker

Czyli tendencyjna i odtwórcza do bólu. Brakowało jeszcze tylko śmiechu i szlochu puszczanego z playbacku jak w „Świecie według Bundych”. Albo didaskaliów u dołu ekranu: „UWAGA, TERAZ JEST PODNIOSŁA SCENA, WIĘC MACIE SIĘ WZRUSZYĆ!!!”.

 

To mają być dinozaury?

Powód dla którego idzie się na tego typu tytuły, główne danie, gwóźdź programu, wisienka na torcie, sutek na cycku. Zwał jak zwał.

W pierwszych dwóch częściach filmu budziły przerażanie, przyśpieszały tętno, rozszerzały źrenice, spłycały oddech i wysyłały info do stolca, że spotkanie jest w gaciach. Gdy wyskakiwały z ciemności chciało się wypluć płuca wykrzykując onomatopeje i momentalnie zasłaniało twarz, chcąc uchronić się przed ostrzami ich kłów. Zasadniczo z miejsca stan przedzawałowy i szybki rachunek sumienia. W „Jurassic World” jest nieco inaczej.

Czwarta część została nakręcona pod rodziny z dzieciakami i najstraszniejszym elementem filmu jest cena na bilecie. Zwłaszcza gdy idziesz w weekend na 3D.

Dinozaurów niby jest więcej i niby są też większe, ale jak mówi stare góralskie przysłowie „liczy się nie ilość oscypków, a jakość owczego mleka”. I tutaj tej jakości za bardzo nie ma. Najczarniejszy charakter, czyli Zmutowany Dinozaur, teoretycznie kogoś je, ale robi to w dzień i w taki oczywisty sposób, że trudno o jakieś emocje. Pterodaktyle teoretycznie porywają ludzi i okaleczają dziobami, ale robią to tak zabawnie, że zamiast się bać na tych scenach, głośno się śmiałem. Raptory teoretycznie też tam kogoś atakują, ale jakoś tak bez przekonania. W sensie, że ani one nie są przekonane, że chcą go zaatakować, ani ten bohater nie jest przekonany, że musi uciekać, ani ja nie jestem przekonany, że jest sens siedzieć do końca seansu.

Największy zarzut? Straszne dinozaury nie straszą.

Teoretycznie to film nakręcony lepszym sprzętem, z większą gamą śmiercionośnych gadów będących esencją gatunku, więc powinien dawać widzowi większą dawkę emocji. Tyle, że to tylko teoria. W praktyce ten tytuł rozczarowuje jak Tara Reid bez Photoshopa i niszczy legendę kozackich filmów grozy o dinozaurach, zostawiając wzdrygający posmak plastiku i niestrawność po niedogotowanym półprodukcie.

Nie polecam.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • DOMA

    Co ty człowieku mówisz ???
    ja rozumiem , że każdy ma inny gust !
    i rozumiem , że w internecie ludzie na forum mają prawo wyrażać swoje zdanie , więc piszą sobie co im się żywnie podoba !
    Ale takiego zjechania dawno nie widziałam !!!!!!!!!!
    No film opisany tak , że jest beznadziejny od samego początku do końca ???
    A TO BZDURA !!!
    Nie każdemu musi się podobać w filmie wszystko od A do Z ale bez przesady !!!
    Fabuła bardzo fajna , wcale nie tandetna ( jak mnie wkurza , kiedy ktoś pisze , że mu się fabuła nie podoba – to wymyśl lepszą )
    I zdenerwował mnie cały ten opis bo mi OSOBIŚCIE FILM BARDZO SIĘ PODOBAŁ !
    Wcale nie jakaś tandetna długa reklama , tylko fajny film , gdzie coś ciekawego się dzieje :)
    dla ,mnie od początku do końca trzyma w napięciu , ale takie jest moje zdanie !
    postaci też fajne wymyślili , a film trwa tylko 2h więc nie da rady opisać i przedstawić szczegółowo wszystkich bohaterów !
    i Mad Max dla mnie z kolei był gorszy – ale go tak nie obsmarowałam jak ty Jurassic World !
    JA BYŁAM i to 3 razy w kinie i dla tych co nie widzieli GORĄCO POLECAM!
    nie sugerować się tylko takimi negatywnymi lub pozytywnymi opiniami – niech każdy obejrzy sam i potem oceni :)
    moim zdaniem warto !!!!

    • Księżniczka Diara Sophia Saphi

      Popieram! Viva revolucion!!! Zawsze się bałam w pierwszej części, ale ta jest dobra! I nie dam jej obrażać! Najbardziej wzięło mnie za serce, kiedy Blue (raptor Owena) przeciwstawił się Indominusowi Rexowi. Poza tym pomyśl… A W PIERWSZEJ CZĘŚCI CO BYŁO?!? Dwójka małych dzieci i stary dziadek! Jak ty to ująłeś? ,,Jest taki chwyt reklamowy, że jak nie wiesz co pokazać, to pokazujesz dzieci albo starców, bo to zawsze wzrusza”, no no no, ale z ciebie znawca!
      PS: Gnij w piekle za ten żenujący wpis!

  • Pingback: Legenda umiera | W międzyczasie…()

  • A ja tak liczyłem na powrót do dziecięcych marzeń, które pojawiły się po obejrzeniu pierwszej części: zostać paleontologiem. Nawet mimo tego, że jest już dla mnie za późno na takie kroki.

  • W ogóle nie rozumiem idei 3D. Wydaje mi się, że twórcy wychodzą z założenia, że jeżeli zrobią film pod IMAXy, to fabułą można bruk zamiatać, a widz i tak to połknie, jeszcze grzecznie podziękuje i pocałuje w obie ręce. Tylko że widz już nie jest tak łasy na „nowoczesność” i coraz częściej umie oddzielić ją od istoty tego, co ogląda. Ale po twórcy mieliby się tym przejmować.
    A filmu nie oglądałam i nie zamierzam. A już na pewno nie w 3D

  • Miałam iść na to do kina, nie poszłam. I jednak nie żałuję.

  • Kurczę, jak oglądałam pierwszy JP za czasów video i obrazu, który robił się nagle pomarańczowy i w białe paski, to mimo wszystko jakoś się nie bałam. Chociaż sceny w kuchni w jedynce… Dobra, jednak serce staje w gardle.

    Ale utwierdziłam się w przekonaniu, że chcę zostać pa… pałe… p… archeologiem.

  • Coraz częściej dochodzę do wniosku, że filmy w 3D kręcone są z myślą „okej, mamy 3D – będzie dobrze, scenariusz może być na poziomie Klanu i nikt nie zauważy”. I tak powstają takie gnioty niszcząc mi skutecznie sentyment do filmów z dzieciństwa :(

    • No właśnie tutaj najlepszy moment, w którym wykorzystane jest 3D, to pokazówka IMAXa, bo w samym filmie nie przypominam sobie sceny, która faktycznie wykorzystywałaby to rozwiązanie.

  • Ven

    Problemem większości filmów naszych czasów (a dokładnie kilku ostatnich lat) jest właśnie totalny brak logiki i fabuły. Efekty komputerowe, obróbkę wizualną i rozpierdziel przez cały film stawia się na pierwszym miejscu, przez co wszystko jest po prostu puste. Z impetem, wywołujące padaczkę, ale puste. I film nie zapada w pamięć. Oglądasz i nigdy więcej do niego nie wracasz. Taki przebój jednego sezonu, niestety. A tutaj to ewidentnie zgwałcili klasyka.

  • Czeka mnie obejrzenie serii Jurassic od początku. Może dojdę do wniosku, gdzie się spieprzyło.

    • W momencie kiedy Spielberg przestał reżyserować.

  • Monika Niżnik

    Chodzenie w szpilkach, to nie
    koniecznie męczarnia…Jeżeli kobieta chodzi w nich sporadycznie, to cały dzień
    w szpilkach może być dla niej męczący. Ale jeśli chodzi w nich stale od młodych
    lat, to wierz mi, że dla niej są normalnymi butami na co dzień i nie czuje
    zbytniego dyskomfortu..W innym obuwiu zaś czuje się nieswojo.. Chodzenie w
    szpilkach trzeba po prostu lubić i już…tak, jak wszystko inne!

    • Aleksandra Muszyńska

      I dużo zależy od samego buta. Można zrobić całkiem wygodne buty na obcasie – dla mnie sporo daje platforma i grubość obcasa.

      • Monika Niżnik

        Jasne…Osobiście jestem fanką szpilek ale max do 11-12 cm (aczkolwiek mam na półce dwie pary 14 cm – nadają się tylko do „wyglądu”), może być też platforma
        ale nie grubsza niż 2,5-3 cm,
        chociaż na normalnej zelówce szpilki wyglądają bardziej subtelnie. Inne wersje
        wyglądają po prostu dziwnie, żeby nie powiedzieć fatalnie. I sama zastanawiam
        się, jak można w takim czymś chodzić po ulicy i nie tylko.

        • Aleksandra Muszyńska

          Nie no,słonina równa się źle. Ale jednak fajnie, jak stopę od chodnika dzieli więcej niż symboliczna parodia podeszwy, tylko coś grubszego :).

          • Monika Niżnik

            Najważniejsze to umiejętność poruszania się w nich, reszta to indywidualna kwestia gustu ;-))… Kobieco, z wdziękiem, pewnością siebie…bo nawet Terminator na obcasach wygląda równie źle, co kaczka…

          • Ej, na zwiastunie jest kawałek biegnących szpilek!

          • Monika Niżnik

            :) no już dobrze…rozpędziłam się….prrrr ;-))

          • BRAK RZETELNOŚCI.

  • Aleksandra Muszyńska

    UWAGA,SPOILER.

    A mnie się podobało :)! Zastrzeżenia mam do dwóch rzeczy: głównych postaci – bo ten facet sprawiał wrażenie trochę niedorozwiniętego, a z tej laski na siłę robili nieprzystosowaną do życia ofiarę koroporacji (ta akcja z podwiązaniem koszuli i oznajmieniem „jestem gotowa” przed wejściem w las żeby znaleźć dinozaura – no comment) – oraz jednej sceny, na której ryczałam ze śmiechu. To moment, gdy wszyscy jadą polować na Dużego Dinozaura razem z raptorami i okazuje się, że one zaczynają się dogadywać z tym Dużym. I chwilę później jest scena, gdzie raptor wystaje sobie zza linii trawy, patrząc na któregoś z bohaterów (nie pamiętam, którego),a już za moment z tyłu dostaje strzałem z działa – chyba bazooki. To było tak nieproporcjonalne użycie siły i taki nieudolny montaż, że zaczęłam się śmiać. Przypomniało mi się Miasto 44, tam też jedna zawodniczka dostała chyba strzałem z lufy czołgu. O dziwo jeszcze chwilę żyła.
    Ale ten wielki dinozaur który mieszkał sobie w wodzie…bajka :)!

    • Przy przemianie rudej z biurowej baletnicy w dziewczynę Indiana Jonesa z pokręconymi włosami też płakałem. Jedno przewiązanie koszuli, a taka różnica.

      • Aleksandra Muszyńska

        Poza tym ona chyba nie miała takich 12 cm szpilorów,tylko kaczuszki 5 cm.To już można biegać, strzelać, czołgać się i wspinać.

  • A propos niewiarygodnych postaci: okazuje sie, ze wspólczesny amerykanski nastolatek, którego interesuja tylko smartfon i dziewczyny jest w stanie ozywic akumulator w aucie porastajacym roslinami od 1992 roku… No czapki z glów dla scenarzystów! :)

  • Czyli dobrze zrobiłem idąc w rocznicową niedzielę na sentymentalny spacerek brzegami Odry i na zajebiaszcze hambuksy zamiast do kina na dinozarły. Chyba, że mnie jeszcze Dzieciorki zmolestują – najśmieszniejsze, że na dinozarły chce iść mój 6-latek.

    Bo się właśnie zastanawiam, czy nie dopadł Cię efekt starszego widza, jak np. przy Gwiezdnych Wojnach (OK, wiem, Mroczne Widmo to kupa, ale Zemsta już jest bardzo bueno)?

    • Dzieciakom powinno się podobać. Puść je na „Jurrasic World”, a sam idź na „Mad Maxa”. Oboje będziecie się dobrze bawić.

      • Grocrafty

        W Mad Maxie jest tyle samo sprzeczności i absurdu, co w Jurrasic World;)

        • Co masz konkretnie na myśli odnośnie „Mad Maxa”?

          • astaaa

            A zrobisz recenzję „Mad Max”? Ja przez większość trwania filmu siedziałam z rozdziawioną buzią i miałam w głowie jedną myśl: co to, k.., jest?! Oboje, ja i kumpel stwierdziliśmy, że tak porąbanego filmu dawno nie widzieliśmy. Ale muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał. :D

          • To już trochę za stary temat, ale polecam całym sercem, bo to genialny film rozrywkowy, wybitnie dopracowany w szczegółach i z świetnie zbudowaną fabułą, postaciami i klimatem.

          • Grocrafty

            1. Film ma tytuł „Mad Max”, a Mad Max jest tam postacią 8-planową, jakby go nie było, nic by się nie zmieniło, nie odzywa się, siedzi z boku, coś tam burknie raz na pół godziny.
            2. Niektórzy są niezniszczalni, taki Bond, tylko na pustyni.
            3. Pół filmu uciekają, żeby dowiedzieć się, że „w sumie chyba powinniśmy wrócić”.
            4. Koleś z gitarą (domyślam się, że to zabieg celowy, przynajmniej na końcu gitara się przydała;])
            5. Jakże romantyczny wątek miłosny.
            6. Bezbarwne żony, już nie pamiętam, ile ich było i po co były:)
            7. Mało postaci się wyróżnia, większość jest bez charakteru.

            Dla mnie fabuły praktycznie tam nie ma, tylko sama akcja:). Nawet w niektórych momentach się nudziłam, bo oni ciągle jechali, jechali, nic nie mówili, jechali, jechali. W rezultacie niewiele zapadło mi w pamięć:)

            Ogólnie film w miarę ok:)

            Chciałam tylko dodać, że mnie w filmach nudzi nadmiar akcji;) Jak cały czas coś jest na najwyższych obrotach, to po pewnym czasie jestem tym zmęczona.

  • A to nie jest trochę tak, że jak oglądałeś Park Jurajski to miałeś naście, a może mniej lat i dlatego film wydawał Ci się taki ekscytujący i w ogóle w ogóle? Jeszcze nowego Dżjuraskia nie widziałem, ale mimo błędów o których piszesz przejdę się: żeby zobaczyć dinozaury

    • Okej, tylko potem nie mów, że nie ostrzegałem.

  • Magdalenn

    Twórcy liczyli na sukces i to się udało. W weekend otwarcia rekordy box office na całym świecie – film zarobił w trzy dni grubo ponad pół miliarda dolarów, a w samej Polsce obejrzało go 132k widzów. Hajs się zgadza, ludzie i tak pójdą z ciekawości, więc po co trudzic się z fabułą :)

    • Czytałem gdzieś, że to najbardziej kasowy film w historii i trochę nie mogłem w to uwierzyć uwierzyć.

      • Magdalenn

        Ja spodziewałam się ze ludzie pójdą do kin, głównie z ciekawości (jak w przypadku Avatara) ale nie spodziewałam się że będzie ich aż tylu :)

  • Byłam, widziałam i mnie się akurat podobał. Tak zgadzam się, to film nakręcony pod rodziny z dziećmi, czyli ma być strasznie, ale nie za bardzo. Jeśli idzie się z przekonaniem, że to właśnie takie kino to można się na tym świetnie bawić.

    • Hehe, jedynie, jak ją nazwałeś, Typiara w szpilkach to nieporozumienie w tym filmie.

    • I nie przeszkadzały Ci zupełnie niewiarygodne postacie i wepchnięcie na siłę rozwodu rodziców tej dwójki dzieciaków?

      • No dobra, było tutaj masę nielogicznych luk, dziwnych i niewytłumaczalnych zachowań bohaterów czy wspomniany ni z tego ni z owego rozwód rodziców, ale patrząc na całość to był po prostu fajny odmóżdżacz. Widziałam o wiele gorsze filmy, które kreowano na hity.

      • Grocrafty

        Ja mam wrażenie, że w większości filmów są niewiarygodne i wszędzie się coś wpycha na siłę (ostatnio różnorodność rasową i seksualną;)

  • Jeszcze nie widziałem, więc się wypowiem.
    Czy seria Park Jurajski nie jest od zawsze bliżej przygodowego filmu rodzinnego niż filmu grozy, a dziewczyny z taką łatwością łamały nam na pierwszych częściach ręce, bo mieliśmy po jakieś pięć lat?

    • W pierwszym dwóch częściach był autentyczny klimat, tak że nasiąkałeś tym co tam się dzieje. Tutaj nasiąkasz tylko colą i popcornem.

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

W grudniu zeszłego roku opublikowałem na blogu tekst pod tytułem „Jak skutecznie i bezboleśnie popełnić samobójstwo?”, który był internetowym koniem trojańskim. Nagłówek sugerował, że w tekście czytelnicy dostaną przepis na śmierć, jednak w środku znajdowało się coś zupełnie innego – numery telefonów, pod którymi można otrzymać pomoc będąc w dołku emocjonalnym. Dzięki tej sztuczce, osoby szukające sposobu na odebranie sobie życia znajdowały miejsca, w których mogą je uratować. Dotarcie do nich było to dla mnie bardzo ważne, więc ucieszyłem się, że trik zadziałał, wpis rozszedł się po Fejsie i zindeksował w Googlach.

Jednak, gdy po pół roku od publikacji posta wszedłem do statystyk bloga, to co tam zobaczyłem, zmroziło mi krew w żyłach.

 

Co miesiąc 4000 osób trafia na mojego bloga, bo chce się zabić

Z fraz po jakich internauci trafiają na Stay Fly wynika, że 4000 osób miesięcznie wklepuje w Google „jak popełnić samobójstwo” i wpada tu szukając przepisu na śmierć. PRZERAŻAJĄCE! 4000 żywych istnień każdego miesiąca tak intensywnie myśli o odebraniu sobie życia, że aż zaczyna się do tego przygotowywać szukając najlepszego sposobu. Zobaczyłem tę liczbę i odebrało mi mowę, bo nie jest to jednorazowy przypadek, a powtarzający się co miesiąc trend!

To straszne, że tak wielu osobom jest tak źle ze sobą i swoim życiem, że aż planują jego zakończenie.

A trzeba wziąć pod uwagę, że to tylko i wyłącznie ludzie, którzy trafili do mnie na bloga, a nie wszyscy, którzy wpisują tę kombinację w wyszukiwarce. Tych jest wielokrotnie więcej i szczerze mówiąc, aż słabo mi się robi, gdy myślę ile. Ile czyichś ojców, wyczekiwanych córek, kochanych mężów, bliskich przyjaciółek, czy dobrych kumpli z ławki, każdego miesiąca przeczesuje internet w poszukiwaniu jak najskuteczniejszej metody na bezbolesne samobójstwo. I znajduje ją.

 

Zróbmy rewolucję, zhackujmy Google!

Cytując Zeusa „nie ma co wychodzić z kina dopóki trwa seans”. Dopóki żyjesz, wynik meczu nie jest ustalony i wszystko może się zmienić, dlatego umyślne, bezpowrotne zakańczanie go przed czasem, to najgłupsze co można zrobić. Każdy nowy dzień to nowe możliwości i nowa szansa na znalezienie rozwiązania, a z autopsji wiem, że jak gówniana sytuacja by nie była, to zawsze jakieś się znajdzie. Tylko trzeba być w stanie je dojrzeć, co czasem nie jest możliwe bez pomocy psychologa.

Dlatego chcę, żebyśmy wszystkim zagubionym w labiryntach problemów podali nić Ariadny. A najłatwiej możemy to zrobić hackując Google.

Użyjmy technologii przeciwko niej samej. Zaspamujmy wyszukiwarki na hasło „jak popełnić samobójstwo” tekstami, w których ludzie znajdą iskrę nadziei. Jeśli osoba myśląca o odebraniu sobie życia na pierwszych 10 stronach wyników wyszukiwań znajdzie linki z numerami telefonów do pogotowia psychologicznego, pod którymi może uzyskać pomoc, to jest bardzo duża szansa, że z niej skorzysta. Jeśli te 100 pierwszych wyników będzie odsyłać do wpisów o tym, że życie ma sens i że z każdego bagna da się wyjść, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ten człowiek naprawdę w to uwierzy.

Im więcej osób nie znajdzie w Googlach przepisu na śmierć, tym lepsza będzie otaczająca nas rzeczywistość!

 

Jak to zrobić?

Mam nadzieję, że nie muszę Cię już dłużej przekonywać, że brak rodzin opłakujących bezsensowne odejście matki, syna, czy żony, to dobry pomysł. Żeby wywalić poradniki o wiązaniu pętli poza wyniki wyszukiwania i wepchnąć zamiast nich teksty niosące pomoc, wystarczą 4 proste kroki.

  1. Zatytułuj wpis „Jak skutecznie i bezboleśnie popełnić samobójstwo?” lub „Jak skutecznie i bezboleśnie się zabić?” lub jakąś z kombinacji tych tytułów.
  2. Użyj we wpisie wielokrotnie takich fraz jak „samobójstwo”, „zabić się”, „odebrać sobie życie” i ich kombinacji lub pochodnych.
  3. Umieść we wpisie pozytywne treści, niosące nadzieję i dające wiarę, że nie ma problemu, z którym nie można sobie poradzić, a samobójstwo nie jest rozwiązaniem.
  4. Zachęć czytelnika, żeby zamiast planowania śmierci zadzwonił pod jeden z tych numerów, gdzie otrzyma fachową pomoc i dalsze wsparcie.
    116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
    22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
    116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
    801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
    800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

Tyle wystarczy.

 

Czyjeś życie jest w Twoich rękach!

Nawet jeśli masz bloga modowego, nawet jeśli Twoi czytelnicy nie są zainteresowani tematyką społeczną, nawet jeśli wydaje Ci się, że jesteś jednym z miliona i możesz sobie to odpuścić, bo zrobi to ktoś inny, to mylisz się. W pierwszym przypadku możesz dodać wpis z datą wsteczną, tak by nie wyświetlił się na głównej stronie, a w drugim, tak jak w przypadku wyborów, każdy głos się liczy. Każde działanie, które sprawi, że artykuły z listami tabletek, które trzeba połknąć, żeby się nie obudzić zostaną wyrzucone poza nawias, jest istotne.

Jesteśmy blogerami – liderami opinii, którzy mają wpływ na odbiorców. Pokażmy, że to nie tylko puste hasło! Pokażmy, że blogosfera ma realną moc zmieniania rzeczywistości!

autorem zdjęcia jest The Pondering Moose
---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #30: mówienie o zdradzie, pierwszy raz w telewizji i „źródło: internet”

Skip to entry content
źródło: internet
źródło: internet

Ten tydzień zdominowały dwa tematy. Pierwszy to nieudana kampania społeczna Fundacji Mamy i Taty, która przewinęła się chyba przez cały internet i nie ma kobiety, która nie miałaby obaw, że podróż do Tokio może się skończyć nieszczęśliwym życiem. Drugi to Zbigniew Stonoga i jego partyzantka społeczno-polityczno-niewiadomojaka, w której za bardzo się nie odnajduję i nie mam drugiego życia, żeby na bieżąco śledzić rozwój wydarzeń, więc uchylam się od komentarza. Oprócz tego, cisza i spokój jak Prozaciem zasiał.

10 najgorszych korporacji popkultury: świetna rozkmina charakteryzująca korpo siejące zagładę i zniszczenie w filmowo-serialowo-growych uniwersach.

Czy powiedzieć partnerowi o zdradzie? Dylemat moralny nękający robiących skoki w bok od zarania dziejów, w końcu rozwiązany. Sensownie uargumentowana rozpiska kiedy mówić, a kiedy nie.

Lekcje wyniesione z prowadzenia własnego biznesu: Asia ze Style Digger opowiada o tym, czego nauczyła się w trakcie prowadzenia firmy sprzedającej piżamy, jakie napotkała trudności i jakie cechy pozwoliły jej pokonać problemy. Inspirujący tekst, z którego wnioski można przełożyć na inne dziedziny.

Jak naprawić psujący się dzień? Masz tak, że wstałeś lewą nogą i czujesz, że jak nie ochlapie Cię kierowca ciężarówki, to gołąb narobi ci na nową czapkę? Któraś z tych 10 metod powinna zmienić Twoje nastawienie i uratować ten dzień.

Zbiór dziwnych emotikon: takich jak ta ( ͡° ͜ʖ ͡°), ta ಠ_ಠ, czy ta [̲̅$̲̅(̲̅5̲̅)̲̅$̲̅]. Miło popatrzeć, ale jak możecie, to powstrzymajcie się od używania ich w komentarzach.

Mój kumpel był pierwszy raz w telewizji: i odpowiada o tym, jak taka wizyta wygląda od kuchni. Mój debiut w telepudle wciąż przede mną, więc zapis wrażeń Maćka czytałem z wypiekami na twarzy.

Aplikacja robiąca bit ze zdania: nie wiem jak to inaczej opisać, po prostu wpisujesz jakieś zdanie/frazę i apka przerabia to na uderzenia perkusji. Lepiej się tego używa, niż o tym czyta.

Mem tygodnia: najśmieszniejsza z przeróbek nieśmiesznej kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”, o której gadaliśmy dwa teksty temu.

Zdążyliście już dziś spłodzić coś ciekawego? ;)

Posted by Odmawiam wprowadzenia poprawek, powołując się na Klauzulę Dobrego Smaku on 10 czerwca 2015

 

Rosyjski zawodnik MMA: w ciągu 4 minut kilkanaście razy pacyfikuje atakującego go napastnika. I robi to z taką gracją, jakby tańczył w balecie.

The UnderGround Russians Series: Strongman Mikhail Koklyaev hosts a show about power lifting called „True Gym.” In this…

Posted by MixedMartialArts.com on 5 czerwca 2015

 

Klip tygodnia: bardzo dobry teledysk, genialny podkład i strasznie mizerny tekst, równie nieporywająco wykonany. Niestety w sieci nie ma jeszcze wersji instrumentalnej, ale warto sprawdzić dla samego obrazu i rytmu.


 

Fanpage tygodnia: świeżutki profil, bo powstał dopiero w tym tygodniu, ale warto go wesprzeć swoim polubieniem, bo piętnuje brzydki zwyczaj podpierdalania twórczości. I okradania twórców z autorstwa. Oprócz misji świadomościowo-społecznej, kolejny raz pokazuje na jakim poziomie chwieje się dziennikarstwo w Polsce i jak rzetelne są „duże” media.

W tvp.info Internet najwyraźniej podszywa się pod Andrzej Rysuje

Posted by Źródło : internet on 11 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: pewnie nie zauważyliście, że znowu nie pojawiła się stylówka tygodnia, ale nie sprawdzajcie, nie ma jej tam. Wynika to z prozaicznego powodu: bardzo dawno nie znalazłem świeżego modowego bloga, który by mnie ruszył, a nie chcę spamować Was starociami. Jeśli więc macie w swoich zakładkach „ulubione” jakieś szafiarskie odpały, to podrzućcie linka. Bez znaczenia, czy żeńskie, czy męskie.

---> SKOMENTUJ