Close
Close

7 typów ludzi, których spotkasz na plaży

Skip to entry content

Po tygodniu pływania, opalania się i rzucania frisbee, przerywanego chowaniem się przed deszczem, napatrzyłem się tyle na piasek, że wszędzie widzę ziarna. Jak krakowski gołąb. Po spędzeniu takiej ilości czasu na plaży doznałem oświecenia porównywalnego do przejścia z geocentrycznej do heliocentrycznej koncepcji świata. Dotarło do mnie, że niezależnie czy jesteś w Hurghadzie, Słonecznym Brzegu, Darłowie, czy na Bagrach, wszędzie można spotkać niemal identyczne typy ludzi zażywających słonecznej kąpieli.

Kogo spotkasz na plaży?

 

Wcale-nie-mam-dupy-na-wierzchu

Znana także jako Spadające Majtki.

To ta lekko zaniedbana blachareczka z  kilkoma kilogramami nadbagażu nad łonem. Jest przekonana równie głęboko co brud za jej niedomalowanymi paznokciami, że nie rozwój intelektualno-osobisty, a idealnie opalona dupa jest czynnikiem decydującym o wygrywaniu życia. Mimo to, nie pójdzie na całość i nie ściągnie z siebie tych dwóch sznurków udających majtki, żeby zaaplikować sobie brąz na odwłok, tylko zsuwa je. Podciąga, zsuwa, podciąga, zsuwa, podciąga, zsuwa, żeby równomiernie złapać słońce, przez co przez większość czasu są spuszczone do połowy tyłka i nie wiadomo, czy właśnie srała, czy dopiero będzie. A przecież każdy kto nadział się na widok jej odbytu chce to wiedzieć.

 

Superniania

Jak wiadomo, najlepszą metodą wychowawczą jest krzyk, a w zasadzie skrzek. Więc z pozycji królowej matki, lub też władczyni narodów oczekującej na wachlowanie, rozciągnięta na leżaku jak żaba pod kołami TIRa na autostradzie, matrona nieustannie skrzeczy na dzieci.  Skrzeczy przez całą plażę, żeby nie wchodziły do wody bo jest głęboko, żeby weszły do wody bo jest gorąco, żeby wyszły z wody, bo się przeziębią i żeby nie piły wody, bo przed chwilą do niej sikały. Niosący się po falach skrzek przypomina bardziej nieudolną musztrę niż rozmowę z potomstwem, a to przecież nie jest poligon.

 

Pan Mieciu

Nieodzownie towarzyszy mu siatka-żulówka z logiem któregoś z dyskontów spożywczych, wypełniona najtańszymi browarami jakie można dostać w zasięgu kilometra. Po wypiciu trzech fasbergopodobnych szczyn, wali w kimę w pełnym słońcu i spala sobie skórę.

 

Modelka

Artystyczna fota z wypinaniem dupy na tle wody, artystyczna fota z wypinaniem dupy na tle piasku, artystyczna fota z wypinaniem dupy na tle palm, artystyczna fota z wypinaniem dupy na tle baru, artystyczna fota z wypinaniem dupy na tle innych dup. Nie ma już kolejnych miejsc do wypięcia pośladków, wciągnięcia brzucha i zrobienia dziubka? Ach, jak dobrze, że jeszcze są cycki! To jedziemy z drugą kolejeczką!

 

Rycerz ortalionu

Jeśli nie przyszedł na plażę w Shoxach, to tylko dlatego, że nastąpiła jakaś klęska żywiołowa pod postacią starcia się całej podeszwy po 5-ciu latach nieustannego chodzenia w jednej parze w każdy dzień tygodnia. Nigdy nie występuje sam, zawsze jest w towarzystwie przynajmniej dwóch kamratów wyglądających identycznie jak on, przez co chwila nieuwagi i staje się nie do odróżnienia. Łysa głowa, łańcuszek z pierwszej komunii na szyi i cichoszelesty do połowy uda z trzema paskami, łyżwą lub dzikim zwierzem, to nie ubiór. To styl życia.

 

Osiedlowa piękność

Narzeczona rycerza ortalionu. Kawałki Firmy recytuje z pamięci, kawałki Chady z przedramion kolegów. Co kwadrans szlug, co 10 sekund bluzg. Nie widzi różnicy między jeziorem, klubem i domem dlatego opala się w bieliźnie i pełnym makijażu. Posiada umiejętność miotania piorunami rzucając spojrzeniem jak shurikenami w inne przedstawicielki jej płci.

 

DJ bez słuchawek

Dba o odpowiedni akompaniament, żebyś nie musiał plażować w ciszy i mógł nacieszyć uszy kompozycjami największych wirtuozów współczesnych czasów. Bezpłatnie zapewnia Ci wyselekcjonowane tło muzyczne przy pomocy niepozornego telefonu. Nie czujesz „Pisarza miłości”? „Ona tańczy dla mnie” nie trafia w Twoje wysublimowane gusta? To dlatego, że za mało się angażujesz. Na trzy, czteee-ryyy, wszyscy razem: PIZDA NAD GŁOWĄ, PI-PI-PIZDA NA GŁOWĄ!!

O kimś zapomniałem?

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Dodałabym jeszcze „surferów” – czyli Panów noszących w upale czapeczki zimowe… bo może ktoś pomyśli, że jesteśmy surferami z Australii, tam przecież ciągle wieje nad wodą :)

  • MrsMisiewicz

    super wpis, zapraszam do mnie lifeinpictures.pl

  • DzienDobry Jestem Mieciu.

  • Nika

    I jeszcze starzy Niemcy na plaży nudystów. Piękne zwisy damskie i męskie w całej okazałości

  • Bede sie smiac do rana z tej „władczyni narodów oczekującej na wachlowanie, rozciągnięta na leżaku jak żaba pod kołami TIRa na autostradzie”. Piekna literatura! Twoj wpis przypomnial mi, czemu wybieram plaze, gdzie sa tylko mewy i wiatr.

  • Justyna Żołędź

    Niesamowite:) tym frisbee rzucałeś chyba z Wojciechem Cejrowskim, wymieniając jednocześnie swoje przemyślenia, bo tekst, ktory jak rozumiem z zalożenia miał być prześmiewczy, w efekcie jest bardzo chamski i taki właśnie w typie kolesia „wstaję z łóżka tylko po to,żeby nienawidzić innych”. Niesamowite! Wszyscy wiedzą o przepełnionych plażach, parawanach, wszechobecnym aromacie grillowanej kiełby, śmierdzących toi toi’ach co kilometr,a mimo wszystko ciągną niezłomnie na plażę niezmiennie zadziwieni i zniesmaczeni. Z góry proszę nie nazywać mnie hejterem, wypowiadam się głęboko oburzona w imieniu każdego nieświadomie wpisującego się w te schematy. W imieniu każdej przeklinającej nastolaty. Jak ja byłam w wieku z jedynką na przodzie zdarzało się upić tanim winem pod namiotem i skakać w środku nocy do jeziora w samej bieliźnie. Za każdą matkę drącą japę na dziecko, bo może widzisz tylko 5minut z jej tygodniowych wakacji, jej słabsze 5min. Ja miewam takie kilkudniowe maratony skrzeczenia. Za wszystkie kobiety bez wyczucia stylu, ktore sezon letni zaskoczył w za ciasnym bikini i które wolą cieszyć się pogodą zamiast poprawiać lakier na paznokciach. Za dzieciaki którym rodzice nie wytłumaczyli ze słuchać muzyki bez słuchawek to niegrzecznie. Za wszystkie królewny instagrama z kolekcją 1001 selfie z dziubkiem,wszak patrzeć na nie to czysta rozrywka. Niech każdy spędza wakacje jak się podoba. Zawsze można współplażującym zwrócić delikatnie uwagę, a jeśli to nie przynosi rezultatu,można zwinąć kocyk i przejść dalej nie narażając się na przykry widok hołoty. Polecam na wakacje Pustynię Błędowską, albo Bory Tucholskie.

  • Tak w temacie Pana Miecia i tanich browarów, polecam mojego posta na temat nowego kierunku studiów we Wrocławiu :)

  • owca

    Ale serio Firmę Grishama cytują z pamięci?…

  • mar mar

    Są jeszcze starzy obserwatorzy. Wyjadacze plaż we Władku Jastarni i Dziwnowie od lat 60tych, kiedy to zakład pracy sponsorował pierwsze wczasy dla całej rodziny.
    Taki obserwator wie że wszystko wie i to wie najlepiej na całej plaży. Przychodzi od rana zajmuje miejsce. Oczywiście pojawia sie na plaży wyposażony jak by jechał na miesiąc w Himalaje.
    Objuczony tobołami parasolami hamakami namiotami krzesłami ze stołem parasolami oraz olaboga!!!! Obowiązkowo GRILLEM!!!
    Prowiant od 8rano do 8 wieczorem!! Wody soki piwka chlebusie sa£ateczki pomidorki srutututu majty z drutu….
    I tak siedzi od 8 do 8 i OBSERWUJE!!! Wyposażony po pachy w torbach i parasolach i kuełbachach na grillu nie musi nigdzie chodzić!# ma czas! Siedzi 12 godzin na dupie i obserwuje plażowiczów. I tak 40 lat już.
    No i!!! Najwazniejsze!! Po 30 latach przyjazdów do Władka…. Zaczyna przywozić ze sobą wnusie których starzy nie dostali urlopu w korpo.
    Tobołów 6 razy tyle bo wnusiom tezeba jeszcze bananki i te różne wiaderka i kapelusiki…
    Ale umiejętność obserwowania nie zamiera!! Jest jeszcze bardziej wyostrzona!!

    • Wojciech

      Myślę, że dokładnie taki będę za 40 lat XD

  • Ewelina

    a ty którym typem jesteś? >

  • Ula

    Wczoraj leżałam z książką jakoś 1,5 metra od linii wody.Po godzinie obróciłam się i mój rower w połowie zagrodzony był parawanem młodych zakochanych, z prawej poległa superniania Eryka i Jessiki (przepraszam za ew. błędy, nikogo też nie chcę urazić), a z lewej fajna rodzinka z dwójką dzieciaków. Miałam nadzieję,że trafiłam chociaż z jednej strony na przyjaznych sąsiadów. Kiedy nadeszli ich znajomi z kolejnym parawanem i usłyszałam „aaa,obok Was jeszcze miejsce,to dołączymy”, serce mi zamarło, a książka się zamknęła. Podniosłam głowę i zamiast piasku i wodnego horyzontu zobaczyłam pomarańczowe maziaje materiału. Zostałam otoczona:(
    Polecam plażowanie od godziny 10 (też nie lubię się zrywać o świcie podczas kilku dni urlopu,a na plażę mam 20 minut rowerem). O tej godzinie pusto i przyjemnie,a jak południe się zbliża, to parkingi się zapełniają.

  • Jak chłodne to jest! :)

  • Zaczynam się cieszyć, że nie chodzę na plaże

  • tak źle było na tych wakacjach? ;p

  • Cóż, ludzie czasami myślą, że na plaży są tylko oni i oni. Zapominając, że to co robią może niekoniecznie pasować wszystkim innym dookoła.

  • Aleksandra Muszyńska

    Kompulsywni Konsumenci! Przychodzimy na plażę z lodówką turystyczną pełną dóbr i otwieramy czipsy, bo miło tak coś pochrupać. Czipsy uzupełniamy browarami i pepsi, bo nie można dopuścić do odwodnienia. Obok przechodzi pan z lodami – bierzemy, bo gorąco i miło tak coś chłodnego wrzucić do żołądka.
    W porze lanczu opierdzielamy kanapki z rozmaitą treścią wewnątrz, ale z reguły takie, z których kapie majonez- treściwe posiłki podstawą pełni sił w czasie odpoczynku.
    Do obiadu przeżyjemy – mamy więcej czipsów.
    I tak gdzieś do 18:00, kiedy pora iść na kolację do ośrodka.
    W tym czasie broń Boże nie należy podnosić się z leżaka, ażeby nie stracić pracowicie skumulowanej energii. Jeśli już, to tylko krótki spacer do zbiornika wodnego w celu pomaczania stóp. Więcej nie można, bo będzie szok termiczny,
    Bajzel po opuszczeniu plaży obowiązkowo.

  • „Kawałki Firmy recytuje z pamięci, kawałki Chady z przedramion kolegów.” <3 baardzo lubię Twój styl pisania.

  • Weszłam z FB, bo – jako że na plaży spędzam całe dnie – to tytuł mnie zachęcił i chciałam porównać swoje doświadczenia. Co prawda najpierw przeskrolowałam w poszukiwaniu obrazujących tekst zdjęć, ale przyznam, że piszesz tak obrazowo, że zdjęć nie potrzeba :D Zrobić Ci porównanie z Miami Beach? :)

  • A gdzie „hulaj dusza nagość jest piękna, nawet po 50 w miejscu w publicznym”?
    To mój ulubiony typ, łącznie z „noszę zaledwie 44 i to nie dyskwalifikuje mnie z noszenia skąpego bikini”.

    • Aleksandra Muszyńska

      Hm.Bywa, że laska w rozmiarze 44 jest tak proporcjonalna, jędrna i soczysta, że wygląda naprawdę spoko.
      O jak bardzo skąpym bikini mówimy? Bo też jeśli mamy plażę, mamy 37 w cieniu i mamy generalnie rozebrane otoczenie, to z jakiej racji ktoś kto śmie mieć więcej niż 38 na metce w gaciach ma chodzić w burkini? Gdzie ma się rozbierać jeśli nie na plaży?!

      • Umówmy się, że jeśli ktoś pisze o zbyt dużej pani do ilości materiału na jej bikini to nigdy, ale to nigdy nie ma na myśli kobiet kształtnych o ładnych proporcjach.

        Mówmy o bikini w rozmiarze 34 na panią w rozmiarze 44 plus.
        I nie chodzi o to kto co „śmie założyć” (niczego takiego literalnie w moim komentarzu nie ma) ale o to, że skoro są panie o jeszcze większych rozmiarach, ze świetnie dopasowanym do sylwetki właśnie bikini to znaczy, że się da. A nie się zakłada strój za mały, za płytki, wrzynający się w ciało, że prawie zanika i hulaj dusza piekła nie ma bo przecież jest upał i mam prawo być praktycznie naga bo chce mieć bikni.
        Problem nie dotyczy samego bikini ale również chociażby źle dobranych rurek, bluzek, kurtek, spódnic.

        btw. Ja nosze rozmiar 40. Daleka jestem od piętnowania kogoś za rozmiary powyżej słusznego 38.

        • Aleksandra Muszyńska

          Tego wszystkiego nie doprecyzowałaś, a bynajmniej nie wynika to z hasła „noszę zaledwie 44 i to nie dyskwalifikuje mnie z noszenia skąpego bikini”. Bikini jest skąpe samo w sobie i nie sposób z powyższej wypowiedzi wywnioskować, czy gromy ciskane są tylko w kogoś, kto się po prostu roznegliżowuje (jak już mówiłam – gdzie, jeśli nie na plaży?), czy kogoś, kto robi to nieumiejętnie. Całość wypowiedzi w moim odczuciu wskazywała na jakieś niezrozumiałe potępienie.
          I w ogóle to przewrażliwiona jestem na punkcie wytykania komuś wyglądu na plaży, czy to kostium jest mały czy duży. Rozumiem fochy na gołe klaty na ulicy – mnie samą to mierzi; rozumiem uwagi o niestosowności danego stroju do okazji bądź też totalnie wałowe dobranie go do figury, ale na plaży moim zdaniem wolno więcej. Tam i tak wszyscy są summa summarum bardzo goli i idą głównie po to, żeby leżeć plackiem. Co mnie to tam, jak kto wtedy wygląda.
          No dobra. Może topless dla pań w pewnym wieku i posturze powinno być raczej ostrożnie dozowane ;).
          Peace.

  • Niech tylko zrobi się ciepło, idę na plaże w poszukiwaniu ciekawych okazów. Ze mnie taki bywalec plaży, jak… no, ale na spacer poobserwować. :)

  • Uwielbiam te Twoje obserwacje. Widzę te typy, samcy alfa w ortalionach zawsze w trójeczkę, oni zaaaawsze są na plaży:) dzisiaj w zasadzie ich widziałam, wypisz wymaluj jak z Twojego tekstu.

  • Matt Olech

    „Kuukuuuryyydzaaaa gotooowaaanaaaa, ziiiimneeeee piwwwkoooo dla ochłoooodyyyy” – brakowało mi ;)

    • Ooo, faktycznie, zapomniałem o obwoźnych straganach :)

    • Małgosia

      A w Hiszpanii:
      1) Coco Coco coco! – chcący wcisnąć Ci kawałek kokosa za 2 euro.
      2) Masaaaaż? Masaaaaż? Masaaaaż? – babki z torbami pełnymi niewiadomo czego.
      3) Selfiestiiiiick? Selfiestiiiiick? – dodając zaraz – where are you frooooooom? RASZJA?
      -,-

  • Joanna Krzak

    Ja mam pecha , bo najczęściej trafiam na ludzi spacerujących z psami , które oddają mocz na zamki z piasku moich dzieci, niestety w trakcie ich budowania :( .
    A co do wpisu – to taki piękny , że hej.

    • Ten komentarz zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie!

      • Joanna Krzak

        ojej to jednak coś dobrego z tego sikania wyszło :D

  • Mam niejasne wrażenie, że nie bardzo udało Ci się odpocząć podczas Twoich, granicznych i za, wojaży…

    Wyrazy współczucia, że w/w typy popsuły Ci wypoczynek. Pocieszę Cię jednak – pomyśl, że takie typy przyjeżdżają do Twojego miasta. Twojej małej ojczyzny. A ty nie masz innego wyjścia, jak ich tylko znosić przez (w przypadku „nadmorza”) 3, góra 4 miesiące w roku…

    Oczywiście ich obecność ma też swoje plusy. No… w sumie jeden. Zostawiają w Twojej małej ojczyźnie ichniejsze banknoty i bilon. Pytanie tylko, czy nie mogliby robić tego z nieco większą klasą…

    podpisano:
    Człowiek z „nadmorza „

  • Monika Niżnik

    Są też grillowicze!…i chyba a raczej na pewno ich nie trawie. Plaża pełna ludzi, nie ma gdzie kroku postawić a oni jak gdyby nic (zapomnieli, że też są inni tuż obok) rozpalają grilla…bajka, że ludzie…bajka, że smród, ale co tam ważne by brzusia były pełne.

    • A to tych akurat spotykałem sporadycznie i zazwyczaj w takiej odległości, że mi nie przeszkadzali.

      • Monika Niżnik

        w tym roku byłam dwa razy na plaży (mniej więcej środek plaży) i metr ode mnie zawsze rozpalili sobie grilla. Zirytowało mnie to bo plaża mała a przecież mogli pość w miejsce do tego wyznaczone, no ale nie. Dlatego rozłożyłam u siebie na ogrodzie ogromny basen, no i po problemie :)

  • Zapomniałeś o dzieciach. Dzieci są najgorsze.

    • Oj nie, nie, dzieci tu nie są niczemu winne, tylko rodzice, którzy nie potrafią ich ogarnąć.

      • wiola

        To prawda, a jeszcze gorsi są dziadkowie, którzy pilnują dzieci. Sama byłam naocznym świadkiem jak babcia rozebrała takiego 5 i 6 latka na golaska- no przecież dzieci- i biegały tak po plaży. A dzieciaki szalały, szczególnie jeden, który kucnął, zrobił co nieco, a fala szybciutko zabrała;-) .

    • Ile ja razy widzialam dzieciaka srającego jak kot do wykopanego dolka bo rodzicowi się nie chcialo isć z dzieckiem do toalety…

  • Grocrafty

    Jest jeszcze „Stary, ale piękny”, czyli specyficzny rodzaj starego Pana, który uważa, że wygląda jak bóstwo. Zazwyczaj jest opalony na raczka, ma siwe włosy na klacie i skąpe majteczki, przez które niestety wypada mu co nieco dołem. Chroń się, jeżeli zechce przemaszerować nad Twoją głową odpoczywającą na piasku, taki widok zostaje na całe życie (minęło ok. 14 lat).

    • Aleksandra Muszyńska

      O Jezu. Moczyłabym się w nocy.

    • Najczęściej też rzuca żartami z tak subtelnym podtekstem seksualnym, że nawet mój kot zorientowałby się, o co panu chodzi. Obowiązkowo – puszczenie oczka po każdej takiej uwadze.

    • Michalina

      Gorzej jak taki Pan leży sobie na pleckach i niestety nie całe jego ciało „leży”, niepohamowana radość z bycia na plaży uzewnętrznia się. Niestety mam szczęście, że gdzie się nie znajdę to mam takiego radosnego w zasięgu wzroku…

    • Grocrafty

      Ja od bardzo dawna nie plażuję, więc takich widoków już nie mam. Staram się też za bardzo nie rozglądać, jak już przez przypadek znajdę się w pobliżu plaży;)

  • Kim

    Ledwo wczoraj siedziałam na jakże szpanerskiej sopockiej plaży i spotkałam przedstawiciela każdego wyżej wymienionego gatunku. KAŻDEGO!

    To tak mówię, gdyby się jacyś sceptycy znaleźli.

  • Sara Bob

    polecam mniej komercyjne Mazury, najlepiej jakąś agroturystykę – i woda cieplejsza i ludzi mniej

    • Woda cieplejsza niż gdzie? I z niekomercyjnością Mazur to też można by polemizować.

  • Dla mnie superniania to numer jeden! Ten gatunek jest bardzo inwazyjny. Porzucił już wybrzeże, plaże nad jeziorami i ogólnie miejscowości letniskowe i kolonizuje z sukcesem każdy skrawek terenu, gdzie może założyć swoje tymczasowe gniazdo i wypuścić swoje potomstwo na odległość zasięgu głosu. A, że głos ma donośny to i zasięg niczego sobie.

  • Cichoszelesty wygrywają ;)

  • Siedzę w pracy i śmieję się sama do siebie czytając Twój wpis. To jest tak prawdziwie przerażające, że nie powinno być do śmiechu, ale w Twoim wykonaniu idealnie pokazuje wakacyjną komedię.

    • Pozdrowienia dla podejrzanie patrzących na śmianie się do samej siebie współpracowników.

      • Akurat współpracowników nie mam, bo pracuję sama, za to klienci byli bardzo zdziwieni i podejrzliwi! :)

Zrobiłem sobie test na HIV. Jak to wygląda i dlaczego warto?

Skip to entry content

wpis jest elementem kampanii społecznej #mamczasrozmawiac

Mam to niewątpliwe szczęście, że seks w moim domu nigdy nie był tematem tabu i żeby dowiedzieć się skąd się biorą dzieci, nie musiałem czekać do lekcji biologii w czwartej klasie podstawówki, w międzyczasie polując z lornetką na bociany. Zresztą, nikt mi nie opowiadał takich głupot i jedząc gołąbki nie miewałem napadów paniki, że coś twardego między liśćmi kapusty, to nie ziarnko piasku, tylko jednak noworodek.

Zawsze mogłem porozmawiać o tym z mamą, a w zasadzie to ona rozmawiała o tym ze mną.

To od niej dostałem pierwszego „Playboya”, żeby z kobiecego ciała nie robić jakiejś tajemnicy poliszynela. Od niej też usłyszałem, że kiedy dojdę do etapu, w którym będę chciał z kimś pójść do łóżka, to powinienem mieć prezerwatywę. I ta rozmowa miała miejsce długo zanim przeżyłem swój pierwszy raz, a nie tak jak w wielu przypadkach, rok albo dwa lata po. Albo wcale. Podobnie było z tłumaczeniem, że kondomy zabezpieczają nie tylko przed staniem się rodzicem, w momencie kiedy zupełnie nie jest się na to gotowym, ale również przed chorobami.

Na przykład przed HIV.

Czym jest HIV, czym nie jest i co o nim wiemy?

HIV to ludzki wirus upośledzenia odporności. Innymi słowy: skomplikowane cząsteczki organiczne, które mogą spowodować, że Twój organizm będzie miał odporność na tak niskim poziomie, że zapalenie płuc może Cię zabić.

Czy HIV można się zakazić przez pocałunek albo dotyk? Nie. HIV można się zakazić tylko trzema drogami: przez krew (w sensie kontakt z krwią osoby zakażonej), przez seks (także oralny) lub przez poród (od matki).

Czy HIV można się zakazić korzystając z tych samych sztućców? Nie.

A z tego samego prysznica? Też nie.

A z tego samego basenu? Również nie.

A od ukąszenia komara? Także nie. Jak podają badania z 1989, nie ma możliwości, żeby owady przenosiły HIV.

Czym HIV różni się od AIDS?  HIV to wirus, natomiast AIDS to choroba, którą ten wirus wywołuje. Możesz być zakażony HIV nawet przez kilkanaście lat i o tym nie wiedzieć, bo sam wirus nie daje żadnych odczuwalnych oznak. Dopiero, gdy przechodzi w AIDS, daje o sobie znać, bo wtedy złapanie zwykłego przeziębienia staje się walką o życie.

Czy z HIV da się żyć? Jak najbardziej i dodatni wynik na teście wcale nie jest wyrokiem. Przy poziomie dzisiejszej medycyny, dzięki lekarstwom, z HIV da się funkcjonować zawodowo, społecznie, a także związkowo.

Czy jeśli uprawiam seks z jednym i tym samym facetem, i jest on moim pierwszym, to nie ma szans, żebym miała HIV? Dopóki się nie zbadasz, nigdy nie możesz być pewna, bo po pierwsze: mogłaś się zakazić w inny sposób, niż przez seks, po drugie: skąd wiesz, że on nie jest zakażony?

Czy problem HIV dotyczy tylko narkomanów? Nie. Wśród osób zarejestrowanych w 2016 roku, tylko 3% z nich zakaziło się wirusem przy okazji wstrzykiwania narkotyków. Co ciekawe, największą grupą wiekową, której dotyczy zakażenie, nie są – jak mogłoby się wydawać – szalone, nieodpowiedzialne małolaty, tylko ludzie między 30 a 39 rokiem życia. Dorośli.

Czy jeśli używam prezerwatyw, to nie muszę zwracać uwagi na to z kim sypiam i nic mi się nie stanie? Byłoby pięknie, ale nie jest tak do końca. Cytując WHO:

Używanie prezerwatyw chroni przed 80% do 95% zakażeń wirusem HIV, które pojawiłyby się, gdyby prezerwatywy nie zostałyby użyte (nie znaczy to, jednak że 5% do 20% użytkowników prezerwatyw zakazi się HIV).

Tak że, jeśli nie kochasz się z osobą, która się zbadała i wyszedł jej ujemny wyniki, to jakieś ryzyko – niewielkie, ale jednak – istnieje zawsze.

Jak wygląda test na HIV?

W każdym województwie w Polsce są miejsca, gdzie możesz zrobić BEZPŁATNIE i ANONIMOWO test na obecność wirusa HIV. Ja swój robiłem w Zakładzie Mikrobiologii na drugim piętrze Szpitala Uniwersyteckiego na ulicy Mikołaja Kopernika 19, ale jeśli nie mieszkasz w Krakowie, to bliższy siebie punkt możesz sprawdzić na mapce.

  • Nie musisz się wcześniej zapisywać, rejestrować, ani w inny sposób planować badania z wyprzedzeniem. Po prostu przychodzisz i stajesz w kolejce.
  • Nie musisz być ubezpieczony, żeby wykonać badanie. Test jest w pełni anonimowy, w związku z czym, nikt nie pobiera od Ciebie żadnych danych.
  • Nie musisz się przejmować tym „co ludzie o Tobie pomyślą”. Na badania do punktów konsultacyjno-diagnostycznych wszyscy przychodzą w tym samym celu, a w kolejce spotkasz zarówno osoby młodsze od Ciebie, starsze, kobiety, mężczyzn oraz pary.
  • Nie musisz się przejmować tym „co lekarz o Tobie pomyśli”. Osoby pracujące w punktach wykonujących anonimowe testy na HIV są specjalistami, którzy chcą pomagać innym. Są bardzo serdeczni i nie ma mowy, abyś odczuł, że w jakiś sposób Cię oceniają.

Zanim zostanie Ci pobrana krew, rozmawia z Tobą konsultant, tłumacząc jak naprawdę działa HIV, ponieważ sporo osób nie ma świadomości tych mechanizmów. A część, googlując objawy swoich problemów zdrowotnych, sama się diagnozuje, wyczytując na forach internetowych, że osłabienie i ból mięśni to na pewno HIV. Najczęściej, na szczęście, to tylko przeziębienie, stres albo grypa.

Po spokojnej rozmowie idziesz na pobranie krwi, podajesz hasło na jakie będą Ci wydane wyniki badań (tak zaskoczyło mnie to pytanie o hasło, że podałem pierwsze słowo, które mi przyszło do głowy: „pizza”) i po tygodniu przychodzisz po ich odbiór.

Gdy masz się dowiedzieć, czy Twój wyniki jest negatywny, czy pozytywny, również nie jesteś pozostawiony sam sobie, tylko – jak na pierwszym etapie – rozmawia z Tobą konsultant. W moim przypadku potwierdziło się, że nie jestem zakażony, w związku z czym, rozmowa ograniczała się do informacji, co zrobić aby tak pozostało. I sugestii, aby ewentualna partnerka – niezależnie czy stała, czy tymczasowa – również się przebadała.

Bo dopóki nie wykonasz testu, nigdy nie możesz być pewien. Dlatego ja zrobiłem swój.

#mamczasrozmawiac

Z każdym rokiem, w dyskusjach publicznych, seks coraz bardziej przestaje być krępującym tematem, jednak wciąż jest wiele rodzin, gdzie stosunek płciowy określa się „robienie tych rzeczy”, „wchodzeniem pod kołderkę”, „ciupkaniem” lub w inny enigmatyczny sposób, a kwestia chorób przenoszonych drogą płciową jest zupełnie pomijana. Wciąż jest wiele osób, które nie wiedzą jak się zabezpieczać, żeby się nie zakazić HIV, bo nie dowiedzieli się tego ani od rodziców, ani od nauczycieli. Bo każdy z nich bał się o tym rozmawiać. Bo nie wiedział jak to zrobić.

Dlatego cieszę się, że powstają takie kampanie jak #mamczasrozmawiac (organizowana przez Krajowe Centrum ds. AIDS), bo oczywiście uświadamiają co, jak, z czym i dlaczego, ale przede wszystkim pokazują, że o seksie można i powinno się rozmawiać. Publicznie, w związku i w rodzinie. I że tych rozmów nie trzeba się bać.

Więcej informacji znajdziesz na http://mamczasrozmawiac.aids.gov.pl

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #34: damkso-męskie iskrzenie, Szczepan Twardoch i Bolek i Lolek

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Nestea zorganizowaną przez agencję REDPILL

nestea - nico & vinz - fresh idea

Mimo, że część tego tygodnia wciąż byłem w Słonecznym Brzegu, to jednak z dwa razy zdarzyło mi się zerknąć do sieci. Głównie po to, żeby sprawdzić, czy blog nie wyleciał w kosmos w trakcie mojej nieobecności, ale nie tylko. Przyznaję, chyba uzależniłem się od internetu i po czterech dniach bez dostępu dostaję drgawek, zimnych potów, zawrotów głowy i kurczenia się naczyń krwionośnych. Tak że tego, tym pozytywnym wstępem zapraszam do najnowszego streszczenia 7 dni w wirtualnej rzeczywistości!

Może zaiskrzy jutro? Dobry tekst o tym, że żeby między chłopakiem, a dziewczyną było coś więcej, niż setka wspólnych znajomych na Fejsie, musi być jebnięcie. I albo pojawi się ono od razu, albo nic się między nimi nie wydarzy.

Spowiedź współpracownika Piotra K.: pamiętacie 20-letniego milionera, o którym rok, dwa lata temu było tak głośno w mediach? Tego od kliniki medycyny estetycznej, a później specyfików do wybielania zębów, który odmawiał sobie drożdżówek, żeby zostać rekinem biznesu? Jeden z jego pracowników opowiada jak ta mistyfikacja wyglądała od kuchni.

22 ilustracje pokazujące jak zmienił się świat: i jak technologia się rozwija, a człowiek zwija. Dające do myślenia spostrzeżenia.

Motywacyjny tekst o rzucaniu pracy i realizowaniu swojej zajawki: Monika, po długiej walce z samą sobą, której byłem naocznym świadkiem, bo rozmawiamy każdego dnia, zrezygnowała z pracy w wyuczonym zawodzie, żeby prowadzić najlepszego bloga o kobiecej elegancji i internetowy sklep z klasycznymi sukienkami. Wiem jak trudno było jej podjąć tę decyzję, więc tym bardziej gratuluję!

Szczucie klatą: tak jak nie wszyscy kolesie są zajarani atakowaniem zewsząd nagimi wymionami, tak nie wszystkie laski mają mokro na widok odkrytych torsów. Na przykład w centrum miasta.

Zaufanie jako waluta przyszłości: świetne, merytoryczne wystąpienie Michała Szafrańskiego z konferencji InfoShare, o tym co jest istotne w blogosferze.


 

Szczepan Twardoch ambasadorem Mercedes-Benz: informacja, która powinna wzbudzać podziw i uznanie, wywołała ogromny ból dupy. Chciałem odnieść się do tej sytuacji, ale byłem na wakacjach, a Sokół zrobił to bardzo celnie, więc zapoznajcie się z jego komentarzem.

Ja pierdolę, serio? Polski rap przechodził to 10 lat temu, kiedy wiele osób miało problem z lokowaniem produktu w klipie…

Posted by Sokół i Marysia Starosta on 4 lipca 2015

 

Bójka nastolatek w warszawskim tramwaju: nie wiem, czy gorsze jest, że takie rzeczy się dzieją, czy, że ludzie tylko biernie się temu przyglądają.

WIDZIAŁEM LIVE #kochamciepolsko #warszawagrchw jedna drugiej zwróciła uwagę że sa za głośno- a oto efekty ❤️ gdzie ja mieszkam?

Posted by Ajgor Ignacy on 6 lipca 2015

 

Damska stylówka tygodnia: odkąd odkryłem Kristinę Dolinskayę kilka tygodni temu, mam ochotę podrzucać Wam każdy jej nowy wpis. Nie widziałem jeszcze, żeby miała źle dobrany zestaw, niedopracowane zdjęcia albo chociaż nie wychodziła tak zabójczo zjawiskowo na każdym zdjęciu. Przyznaję odznakę superallegrowicza.

zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: domeną Ivana Changa są koszule (widziałem go chyba tylko na dwóch zdjęciach, gdy był w czymś, co nie miało kołnierzyka) i w takiej bym sobie pośmigał, bo jak mawiają azjatyccy myśliwi: „cętki zawsze spoko”.

zdjęcie pochodzi ze strony LookBook.nu
zdjęcie pochodzi ze strony LookBook.nu

 

Klip tygodnia: wakacyjno-egzotyczny teledysk z ładnymi ujęciami lasów tropikalnych, wodospadów i innych tarzanopodobnych miejscówek, które, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, będę miał okazję zobaczyć już w styczniu. Tak że tego, zapętlam i napalam się na największą przygodę swojego dotychczasowego życia. Obraz jest jednocześnie częścią kampanii Nestea celebrującej na dobre odpalenie sezonu letniego. Na marginesie, życzyłbym sobie, żeby w polskich klipach lokowanie produktu było równie pomysłowe co w tym Nico i Vinza, bo zazwyczaj albo wali się logiem po twarzy w zupełnie przypadkowych scenach albo marka znika gdzieś na 15-tym tle.


 

Fanpage tygodnia: jedna z pierwszych kreskówek w polskiej telewizji przerobiona na modłę osiedlowo-dilersko-imprezową. Podpisy rodem jak z „Las Vegas Parano” pod obrazkami z dwoma ciamajdowatymi chłopaczkami są równie genialne co zaskakujące. Owacje na stojąca dla osoby tworzącej treść na profil.

 

Ogłoszenie parafialne: w przyszłą sobotę będzie bardzo spoko wydarzenie w Krakowie w Parku Jordana – Smok Blog wersja plenerowa. Blogerzy, youtuberzy, vine’owcy, snapchatowcy i wszyscy inni internetowi twórcy treści spotykają się na Blogośniadaniu na trawie. Mnie niestety nie będzie na pikniku, bo w tym samym czasie świadkuję na ślubie, dlatego musicie pójść, zjeść coś dobrego, poznać nowych ludzi i powiedzieć mi jak było. Dacie radę?

---> SKOMENTUJ

„Co jest napisane?” – ulubione hasło kierowników

Skip to entry content

Jest któryś tam maja i jest dużo chłodniej niż powinno być w maju, i zaraz będzie lać, a ja nie mam czasu się zatrzymać, żeby wyjąć jakiś deszczoodporny pancerz, bo biegnę, ciągnąc za sobą trochę bardziej niż trochę przepakowaną torbę, która przez swoją nadwagę i zbyt małe kółeczka ciągle się przewraca. Biegnę na pociąg, na który to bardzo, ale to bardzo chcę zdążyć, bo gdybym nie zdążył, znaczyłoby to, że nie wyjadę z Poznania, zostanę tu po wsze czasy, a znajomi z Krakowa będą mnie wspominać już tylko z nieostrych zdjęć i niepohamowanych pretensji związanych z nieoddaniem stówki, czy dwóch. Nie żebym miał coś do stolicy Wielkopolski, ale po prostu po całym, intensywnym jak zapach curry w mieszkaniu Hindusa, dniu kręcenia reklamy dla portalu z jedzeniem na dowóz, chcę wrócić do Krakowa. Fakt, że o 20:00 jestem umówiony na randkę też nie jest tu bez znaczenia, więc jak już mówiłem wcześniej, chcę zdążyć na ten pociąg.

A zdążenie na pociąg w Poznaniu, nie będąc z Poznania, rzeczą błahą nie jest, bo poznański dworzec główny ma to do siebie, że jest wyjątkowo nieprzyjazny dla niepoznaniaków. Owa nieprzyjazność objawia się w tym, że część torów jest w jednym miejscu, a druga część w zupełnie-kurwa-innym-miejscu i owo miejsce oznaczone jest najchujowiej na świecie, przez co dotarcie do niego nie jest łatwe. Ze wspomnianą niełatwością mam okazję się skonfrontować, gdy zostaje mi 7 minut do odjazdu pociągu i orientuję się, że jestem w innym miejscu niż przewidział to dyspozytor.

Wizja wywalenia kolejnych 75, a dniu podróży to pewnie i 150, złotych na kolejny bilet i udaremnienia spotkania z przyszłą wieloletnią konkubiną, z którą szukaliśmy się całe życie po świecie, żeby znaleźć się pod Bagatelą, jest dużo silniejsza niż fakt, że NIE MAM POJĘCIA GDZIE JEST TEN PIEPRZONY PERON, BO NIE MA ŻADNEGO OZNACZENIA, KTÓRE BY DO NIEGO KIEROWAŁO, więc za wiele nie myśląc, po prostu biorę tę na wpół otwartą, nie trzymającą się nawierzchni torbę pod pachę i zaczynam biec na oślep, jak mysz wrzucona do piwnicy pełnej kotów.

Biegnę, połykam powietrze bez popity i czuję, że albo zaraz dokonam zwrotu z inwestycji w zawartość żołądka, albo polecę jak Michael Jordan w ostatniej scenie „Kosmicznego Meczu”, tyle że nie nad ziemią, a po ziemi, zahaczając zębami o wystające płyty chodnikowe. Ewentualnie przekręcę licznik w Endomondo. Tyle, że go nie włączyłem. Biegnę więc tak sobie beztrosko, biegnę i w końcu dobiegam do tego mistycznego peronu numer 7, i widzę nawet jeszcze nieodjechany pociąg, co w mojej głowie zostaje spuentowane białym wierszem o treści „jest, kurwa, jest!”. Już mam się do niego pakować, uprzednio wrzucając przez okno torbę, wzorem najzaradniejszych reprezentantów naszego narodu wiedzących, w którym dyskoncie w jaki dzień jest promocja na masło, ale coś mi mówi, że ten łut szczęścia, to może być najzwyklejsza w świecie podpucha i to, że właściwy pojazd stoi we właściwym miejscu, to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

Widząc pana z przyrządem, który mimo, że nie służy do lizania nazywany jest lizakiem i oczojebną, tudzież według prawideł szafiarskiej nomenklatury neonową, kamizelką, ostatnim łykiem powietrza jaki jestem w stanie połknąć bez uzewnętrzniania moich soków żołądkowych na posadzce, zapytowuję się go:

– Przepraszam, czy to pociąg do Krakowa?

– A co jest napisane?

– Proszę pana, nie mam najmniejszego pojęcia, za minutę mam pociąg, który teoretycznie miał stąd odjeżdżać, więc widząc, że stoi tu tylko ten, z którego się pan wychyla, pytam: czy to jest pociąg do Krakowa?

– A co jest napisane?!?!

– Proszę pana, została mi minuta, nie może mi pan po prostu odpowiedzieć?

– A co jest napisane!?!?!?!?

– NAPISANE JEST „KATOWICE”, CO NIE ODPOWIADA NA MOJE PYTANIE!

– TO JAK JEST NAPISANE „KATOWICE”, TO CHYBA NIE „KRAKÓW”, NIE? CZYTANIE TAKIE TRUDNE?

–  TYPIE, PRACUJESZ W PKP I NIE WIESZ O TYM, ŻE JAK JEST NA POCIĄGU NAPISANE „KATOWICE”, TO TEN POCIĄG MOŻE PRZEJEŻDŻAĆ I PRZEZ KRAKÓW, I PRZEZ ŚWINOUJŚCIE, I PRZEZ BURKINA FASO? NAPRAWDĘ NIE MOGŁEŚ ODPOWIEDZIEĆ „NIE JEDZIE PRZEZ KRAKÓW”, ZAMIAST CWANIAKOWAĆ?

– Nie jedzie przez Kraków, bo jest napisane „Katowice’.

– Świetnie, dzięki.

 

***

 

„Co jest napisane?” to ulubione hasło typowych kierowników. Czyli barmanów, parkingowych, pań w urzędzie, kierowców busów, portierek w akademikach, stróżów nocnych i wszystkich innych Panów Świata, którzy w życiu prywatnym są nieistotnymi zerami, co frustruje ich do tego stopnia, że gdy tylko poczują trochę władzy, nadużywają jej, żeby leczyć swoje kompleksy i poczuć się kimś lepszym. Chcą choć raz czuć się ważni, chcą choć raz być panami sytuacji, bo na co dzień są sługami rzeczywistości, chcą choć raz budzić respekt, a nie politowanie i szyderczy śmiech.

Typowi kierownicy wykorzystują namiastkę władzy, którą daje im ich praca i zamiast odpowiedzieć, choćby jednym słowem, na banalne pytanie i pomóc drugiemu człowiekowi, chcą przez moment poczuć się jak nauczyciele, jak mentorzy, jak ktoś kogo się szanuje i z przekąsem wypluwają „a co jest napisane?”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Thoth God of Knowledge
---> SKOMENTUJ