Close
Close

„Co jest napisane?” – ulubione hasło kierowników

Skip to entry content

Jest któryś tam maja i jest dużo chłodniej niż powinno być w maju, i zaraz będzie lać, a ja nie mam czasu się zatrzymać, żeby wyjąć jakiś deszczoodporny pancerz, bo biegnę, ciągnąc za sobą trochę bardziej niż trochę przepakowaną torbę, która przez swoją nadwagę i zbyt małe kółeczka ciągle się przewraca. Biegnę na pociąg, na który to bardzo, ale to bardzo chcę zdążyć, bo gdybym nie zdążył, znaczyłoby to, że nie wyjadę z Poznania, zostanę tu po wsze czasy, a znajomi z Krakowa będą mnie wspominać już tylko z nieostrych zdjęć i niepohamowanych pretensji związanych z nieoddaniem stówki, czy dwóch. Nie żebym miał coś do stolicy Wielkopolski, ale po prostu po całym, intensywnym jak zapach curry w mieszkaniu Hindusa, dniu kręcenia reklamy dla portalu z jedzeniem na dowóz, chcę wrócić do Krakowa. Fakt, że o 20:00 jestem umówiony na randkę też nie jest tu bez znaczenia, więc jak już mówiłem wcześniej, chcę zdążyć na ten pociąg.

A zdążenie na pociąg w Poznaniu, nie będąc z Poznania, rzeczą błahą nie jest, bo poznański dworzec główny ma to do siebie, że jest wyjątkowo nieprzyjazny dla niepoznaniaków. Owa nieprzyjazność objawia się w tym, że część torów jest w jednym miejscu, a druga część w zupełnie-kurwa-innym-miejscu i owo miejsce oznaczone jest najchujowiej na świecie, przez co dotarcie do niego nie jest łatwe. Ze wspomnianą niełatwością mam okazję się skonfrontować, gdy zostaje mi 7 minut do odjazdu pociągu i orientuję się, że jestem w innym miejscu niż przewidział to dyspozytor.

Wizja wywalenia kolejnych 75, a dniu podróży to pewnie i 150, złotych na kolejny bilet i udaremnienia spotkania z przyszłą wieloletnią konkubiną, z którą szukaliśmy się całe życie po świecie, żeby znaleźć się pod Bagatelą, jest dużo silniejsza niż fakt, że NIE MAM POJĘCIA GDZIE JEST TEN PIEPRZONY PERON, BO NIE MA ŻADNEGO OZNACZENIA, KTÓRE BY DO NIEGO KIEROWAŁO, więc za wiele nie myśląc, po prostu biorę tę na wpół otwartą, nie trzymającą się nawierzchni torbę pod pachę i zaczynam biec na oślep, jak mysz wrzucona do piwnicy pełnej kotów.

Biegnę, połykam powietrze bez popity i czuję, że albo zaraz dokonam zwrotu z inwestycji w zawartość żołądka, albo polecę jak Michael Jordan w ostatniej scenie „Kosmicznego Meczu”, tyle że nie nad ziemią, a po ziemi, zahaczając zębami o wystające płyty chodnikowe. Ewentualnie przekręcę licznik w Endomondo. Tyle, że go nie włączyłem. Biegnę więc tak sobie beztrosko, biegnę i w końcu dobiegam do tego mistycznego peronu numer 7, i widzę nawet jeszcze nieodjechany pociąg, co w mojej głowie zostaje spuentowane białym wierszem o treści „jest, kurwa, jest!”. Już mam się do niego pakować, uprzednio wrzucając przez okno torbę, wzorem najzaradniejszych reprezentantów naszego narodu wiedzących, w którym dyskoncie w jaki dzień jest promocja na masło, ale coś mi mówi, że ten łut szczęścia, to może być najzwyklejsza w świecie podpucha i to, że właściwy pojazd stoi we właściwym miejscu, to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

Widząc pana z przyrządem, który mimo, że nie służy do lizania nazywany jest lizakiem i oczojebną, tudzież według prawideł szafiarskiej nomenklatury neonową, kamizelką, ostatnim łykiem powietrza jaki jestem w stanie połknąć bez uzewnętrzniania moich soków żołądkowych na posadzce, zapytowuję się go:

– Przepraszam, czy to pociąg do Krakowa?

– A co jest napisane?

– Proszę pana, nie mam najmniejszego pojęcia, za minutę mam pociąg, który teoretycznie miał stąd odjeżdżać, więc widząc, że stoi tu tylko ten, z którego się pan wychyla, pytam: czy to jest pociąg do Krakowa?

– A co jest napisane?!?!

– Proszę pana, została mi minuta, nie może mi pan po prostu odpowiedzieć?

– A co jest napisane!?!?!?!?

– NAPISANE JEST „KATOWICE”, CO NIE ODPOWIADA NA MOJE PYTANIE!

– TO JAK JEST NAPISANE „KATOWICE”, TO CHYBA NIE „KRAKÓW”, NIE? CZYTANIE TAKIE TRUDNE?

–  TYPIE, PRACUJESZ W PKP I NIE WIESZ O TYM, ŻE JAK JEST NA POCIĄGU NAPISANE „KATOWICE”, TO TEN POCIĄG MOŻE PRZEJEŻDŻAĆ I PRZEZ KRAKÓW, I PRZEZ ŚWINOUJŚCIE, I PRZEZ BURKINA FASO? NAPRAWDĘ NIE MOGŁEŚ ODPOWIEDZIEĆ „NIE JEDZIE PRZEZ KRAKÓW”, ZAMIAST CWANIAKOWAĆ?

– Nie jedzie przez Kraków, bo jest napisane „Katowice’.

– Świetnie, dzięki.

 

***

 

„Co jest napisane?” to ulubione hasło typowych kierowników. Czyli barmanów, parkingowych, pań w urzędzie, kierowców busów, portierek w akademikach, stróżów nocnych i wszystkich innych Panów Świata, którzy w życiu prywatnym są nieistotnymi zerami, co frustruje ich do tego stopnia, że gdy tylko poczują trochę władzy, nadużywają jej, żeby leczyć swoje kompleksy i poczuć się kimś lepszym. Chcą choć raz czuć się ważni, chcą choć raz być panami sytuacji, bo na co dzień są sługami rzeczywistości, chcą choć raz budzić respekt, a nie politowanie i szyderczy śmiech.

Typowi kierownicy wykorzystują namiastkę władzy, którą daje im ich praca i zamiast odpowiedzieć, choćby jednym słowem, na banalne pytanie i pomóc drugiemu człowiekowi, chcą przez moment poczuć się jak nauczyciele, jak mentorzy, jak ktoś kogo się szanuje i z przekąsem wypluwają „a co jest napisane?”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Thoth God of Knowledge
(niżej jest kolejny tekst)

46
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
28 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
Saga SachnikambasadorpOlaKonrad Błaszak - KonduxAleksandra Amelia Ścibiorek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna Pachla
Gość

godz. 14:02, czasy studiów, dziekanat.
– dzień dobry, przepraszam, czy mogłabym…
– pani wyjdzie, pani przeczyta.
– ale ja tylko…
– pani przeczyta. CO TAM JEST NAPISANE.

(byłam dwie minuty po czasie. dziekanat nie wybacza.)

Jan Favre
Gość

Dziekanat i bucowatość osób tam pracujących, to jest temat na osobną książkę.

Joanna Pachla
Gość

albo na całą sagę!

Saga Sachnik
Gość

Słucham?

Łukasz Przechodzeń
Gość

Wchodząc do każdego dziekanatu zamieniałem się w pełzającą wazelinę. Do dziś mi za to trochę wstyd.

ambasadorp
Gość

wstyd, nie wstyd, wpis się musi zgadzać

Agata Piętak
Gość

…i pomyśleć, że prawie dostałam stanowisko kierowniczki dziekanatu – muszę nad sobą jeszcze popracować :)

Suit your life up
Gość

Dla mnie pani Jadzia z Dziekanatu Finansów na UEK-u była zawsze bardzo miła, chociaż słyszałem już różne historie.

Ola
Gość
Ola

Pani Renatka z wydziału Zarządzania też jest zawsze pomocna! Czyżby cały UEK łamał stereotypy?

Jan Favre
Gość

Cały na pewno nie. Jak studiowałem tam zarządzanie na magisterce, to obsługiwała nas jakaś Celina, strasznie nieprzyjemna, strasznie niepomocna.

Suit your life up
Gość

Do tej pory uśmiechałem się tylko, gdy słyszałem te wszystkie opowieści z UEK-u. Jednak mina mi zrzedła, kiedy niedawno okazało się, że zostawiłem indeks do wpisu dla Pani profesor i zaginął. Przepadł. Albo ktoś go wziął, albo się zdematerializował. To się zdarza indeksom bardzo często. Zwłaszcza na UEK-u. Ale przed obroną?
#trustory

Bartek Mazur
Gość
Bartek Mazur

Ja przy okazji mam dowcip:

Przychodzi baba do lekarza ze studentem w dupie, a lekarz:

aaaa, pani z dziekanatu :)

Jan Favre
Gość

Hahahahahahahahahahahaha :D

Grocrafty
Gość
Grocrafty

Czyli, że nie zdążyłeś?:) Mnie się taka sytuacja nie zdarzyła, albo przynajmniej nie pamiętam, ale łączę się w bólu [*].

Jan Favre
Gość

Zdążyłem. W końcu to PKP, więc pociąg się spóźnił.

zudit.pl
Gość

a oto i pojawia się wątek miłosny, ciekawe, kim jest przyszła wieloletnia konkubina:D

Jan Favre
Gość

Też zadaję sobie to pytanie.

Saga Sachnik
Gość

Już nie rycz, mówiłam Ci, że rozumiem wymówkę „na pociąg”

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Nie miałam tego doświadczenia aż na taką skalę, ale za to w drobnicy – pińćset razy.
Ja: poproszę bilet piętnastominutowy ulgowy.
Kierowca, patrząc beznamiętnie na pieniądze: a co tu napisane ?
Ja: Że odliczona kwota. Ale ja nie mam odliczonej kwoty.Gdybym miała, to bym dała.
K:No, ale co tu napisane?!
Ja, w myślach: Gówno, ty żałosny spasiony satyrze, dasz mi ten bilet czy mam napisać na ciebie skargę?
Bezinteresowne, wrodzone chamstwo plus kompleksy równa się bardzo, bardzo źle.
***
Wybaczyła, że trzeba było przełożyć spotkanie :) ?

Jan Favre
Gość

Ostatecznie zdążyłem, tak że obyło się bez posypywania głowy popiołem.

Katarzyna Prus
Gość
Katarzyna Prus

A ten komentarz nie odsłania twojego chamstwa? Nie masz odliczonej kwoty na bilet, ale chcesz składać skargę na kierowcę, którego jeszcze potem nazywasz spasionym i żałosnym? No ja pierdolę.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

W mojej ocenie – nie. Primo – żadnej z powyższych uwag nie WYGŁOSIŁAM, w związku z czym mowy nie ma o obnażeniu niedostatków kultury. Zakładam, że nie raz i nie osiem razy zdarzyło ci się poczęstować kogoś w myślach epitetem, którego z różnych przyczyn nie upubliczniłaś – co nie implikuje bycia chamem, tylko człowiekiem. Po drugie- komunikat o tym, że wymagana jest odliczona kwota mógłby być wyrażony inaczej niż „a co tu napisane”, na przykład: „nie wydam pani z dwóch złotych”. Uwierz mi, że w totalnej dupie miałam te pięćdziesiąt groszy i za odrobinę kulturalnego podejścia, którego z reguły ze… Czytaj więcej »

Katarzyna Prus
Gość
Katarzyna Prus

Rozumiem, że nie jesteś świnką – skarbonką, ale kierowcy komunikacji miejskiej zwykle sprzedają bilety za odliczoną kwotę. Jest to zasada obowiązująca w wielu miastach, a regulaminy poszczególnych przewoźników nie są utajnione, więc pasażer może zawczasu rozmienić pieniądze albo kupić bilet w sklepie. Zdarza się nie mieć drobnych, potrafię zrozumieć nawet twoje zniechęcenie po napotkaniu kierowcy z takim nastawieniem, ale te właśnie epitety, których nie wygłosiłaś do niego, piszesz tutaj. Więc jednak upubliczniasz. Co z tego, że może ów kierowca MZK ich nie przeczyta, o podejściu bardziej kulturalnym niż jego to nie świadczy. Po drugie, zwyczajnie zdumiała mnie twoja uwaga o… Czytaj więcej »

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

A co jeśli powiem ci, że dwie minuty wcześniej pani w kiosku głosem miodowym oznajmiła mi, że biletów już nie ma, do następnego kiosku był jednak kawałek, a mnie się śpieszyło? Dodajmy do tego kiepskawy dzień oraz grand finale w postaci naburmuszonego pana na włościach – kierowcy, który mi oznajmia, że nie wyda mi i biletu nie ma – trudno. Nie czuję się w obowiązku bycia miłą w takiej sytuacji. Nie masz czasem tak, że cisną ci się zupełnie abstrakcyjne pomysły na działania w stosunku do ludzi, którzy doprowadzili cię do ostateczności? Rozstrzelanie, rozjechanie czołgiem, naplucie, cokolwiek? Nie wszystkie muszą… Czytaj więcej »

Kinga Bielejec
Gość

Powiedz, że ta historia ma happy end i zdążyłeś na pociąg albo przynajmniej na randkę? A z tym „a co jest napisane?” to niestety szczera prawda. Swoją drogą ostatnio też byłam w Poznaniu ale na szczęście koleżanka, która tam studiuje odprowadziła mnie na peron i co najlepsze okazało się, że wagony w pociągu są jakoś nienormalnie poustawiane – wagon 24 był na samym przodzie, za nim wagony 14, 15, 16. I gdzie tu logika? Na szczęście „mój” pan konduktor był nieco milszy niż Twój i wybawił mnie z opresji wskazując odpowiedni wagon ;)

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Znacie taką stronę jak Fronda.pl? Nie? To nawet nie macie pojęcia jak szczęśliwymi ludźmi jesteście. W twitterowym skrócie, to turbo katolicki serwis z przegięciem w stronę nieoświecenia. Z własnej woli zapuszczałem się na niego, tylko gdy ktoś ze znajomych udostępnił na Facebooku „artykuł” z wyjątkowo zabawnym nagłówkiem. A to i tak tylko po to, by przeczytać śródtytuły i uciec. Tym razem jednak wpadłem na niego na dłużej, przez Asię z Wyrwane z kontekstu, która odniosła się do jednego z opublikowanych tam tekstów.

Ów tekst, o wdzięcznym tytule „Jak przypodobać się mężowi? PORADY”, jest zbiorem najbardziej  irracjonalnie brzmiących sugestii damsko-męskich, które, co prawie niemożliwe, w kategorii co-to-kurwa-jest dorównują „artykułom” z naTemat. Poniżej największe rodzyneczki z tej ewangelii pożycia małżeńskiego wraz z moim odbiciem piłeczki w drugą stronę. Czyli równie absurdalne rady dla panów, odnośnie tego, jak przypodobać się żonie.

I proszę nie regulować odbiorników, to na szaro z symbolem cytatu, to autentyczne złote myśli z Frondy.

jak przypodobac się mężowi

Doceń to, że bez szemrania po raz trzeci poszedł dzisiaj do sklepu.

Doceń to, że to już trzeci dzień bez szemrania, krzyczenia i fochowania.

Zauważ, że dba o trawnik.

Zauważ, że dba o trawnik. W sensie, depiluje go.

Kiedy wraca do domu w upalny dzień przygotuj mu coś do picia.

Kiedy wraca do domu w upalny dzień przygotuj jej coś do sprzątania. Z pewnością jest wykończona upałem i chciałaby się porelaksować.

Jeśli zrobi coś nie tak, nie krzycz: „A nie mówiłam…”.

Jeśli zrobi coś tak, krzyknij: „W końcu ci się udało…”.

Jeśli zabłądzi podczas wspólnej jazdy samochodem, nie narzekaj, tylko znajdź pozytywną stronę sytuacji: „Jaka ładna droga!”.

Jeśli zabłądzi podczas wspólnej jazdy samochodem, nie narzekaj, tylko znajdź pozytywną stronę sytuacji: „Jaka ładna droga! Uprawiałaś kiedyś seks na masce samochodu na wydupiu?”.

Kiedy zapomni ci przynieść coś, o co prosiłaś, powiedz: „Nie szkodzi, przyniesiesz następnym razem”.

Kiedy zapomni ci przynieść coś, o co prosiłeś, powiedz: „Nie szkodzi, masz okazję, żeby się przejść jeszcze raz”.

Jeśli nie chce czegoś dla ciebie zrobić, nie obrażaj się, ale poproś go o to kiedy indziej.

Jeśli nie chce czegoś dla ciebie zrobić, nie obrażaj się, ale poproś o to kochankę.

Wieczorem powitaj męża uśmiechem i, w miarę możliwości, dobrym humorem.

Wieczorem powitaj żonę uśmiechem i, w miarę możliwości, trzeźwym oddechem.

Jeśli jest zmęczony, zaakceptuj to.

Jeśli jest zmęczona, zaakceptuj to. I idź to kochanki.

Pochwal go, gdy z własnej inicjatywy pozmywał naczynia.

Pochwal ją, gdy z własnej inicjatywy zrobiła Ci loda.

Jeśli wcale nie gotujesz, ugotuj mu cokolwiek. Będzie miał się czym chwalić w pracy.

Jeśli wcale jej nie całujesz, zrób jej malinkę gdziekolwiek. Będzie miała się czym chwalić w pracy.

Rozpieszczaj męża, ale nie dzieci.

Rozpieszczaj żonę, ale nie tę sąsiada.

Opiekuj się nim, ale nie sprawiaj wrażenia, że mu matkujesz.

Opiekuj się nią, ale nie sprawiaj wrażenia, że robisz to bezinteresownie.

Jak chcesz powiedzieć coś ważnego mężowi, to poczekaj aż nie będzie zajęty i będzie mógł spokojnie cię wysłuchać

Jak chcesz powiedzieć coś ważnego żonie, to wyślij jej smsa.

Opowiadając mu o czymś staraj się mówić o konkretach.

Opowiadając jej o czymś staraj się mówić.

Prośby określaj jasno, bez owijania w bawełnę

Prośby określaj metaforycznie, owijając w bawełnę.

Daj mu chwilę odpocząć po pracy, nawet jeśli oboje pracujecie.

Daj jej chwilę odpocząć po gotowaniu, nawet jeśli oboje jedliście.

Wyprasuj mu koszulę, jeśli sobie z tym nie radzi. Może on wpadnie na to, żeby wyczyścić ci buty.

Wyczyść jej buty, jeśli sobie z tym nie radzi. Może ona wpadnie na to, żeby dmuchnąć Ci w wentyl.

Nie krytykuj męża przy innych, a zwłaszcza przy waszych dzieciach.

Nie krytykuj żony, a zwłaszcza gdy faktycznie zrobi coś źle.

Nie bądź zła na niego, gdy zgubi klucze.

Nie bądź zły na nią, gdy zgubi zamek.

Nie dbaj o dzieci kosztem męża.

Nie dbaj o dzieci. W końcu i tak ona zna się na tym lepiej od Ciebie.

Nie dbaj o kota kosztem męża.

Nie dbaj o kota kosztem żony. Płać za jego karmę z własnych pieniędzy.

Jeśli mąż lubi wątróbkę, to kup mu ją także, a nie tylko dla pieska.

Jeśli żona lubi wątróbkę, to kup jej ją także, a nie tylko dla kochanki.

Nie podejmuj ważnych decyzji bez rozmowy z mężem.

Nie podejmuj ważnych decyzji.

Pytaj męża, co mu sprawia przyjemność, może w końcu ci powie.

Pytaj kochanki, co jej sprawia przyjemność, może okaże się, że żona lubi to samo.

Na imieniny nie kupuj mu znowu skarpet.

Na imieniny nie kupuj jej znowu kurewskiej bielizny.

Narzędzi też mu nie kupuj, bo on wie lepiej, jakie potrzebuje.

Nawilżaczy doodbytniczych też jej nie kupuj, bo ona wie lepiej, jakich potrzebuje.

Jeśli chcesz się kochać, to zacznij bez czekania na jego inicjatywę.

Jeśli chcesz się kochać, to czekaj na jej inicjatywę. A przynajmniej pozwolenie.

Jeśli nic nie stoi na przeszkodzie, nie wzbraniaj się od seksu.

Jeśli coś stoi na przeszkodzie, nie zdradzaj jej na wyjazdach służbowych.

Jeśli nie możesz się kochać, to powiedz mu to szczerze.

Jeśli nie staje Ci, bo po ślubie roztyła się, przestała o siebie dbać, a w trakcie stosunku pyta Cię, czy lepiej wziąć kredyt na lodówkę, czy pralkę na raty i kompletnie przestała Cię pociągać, nie mów jej tego.

Powiedz mu kiedy będziesz gotowa, żeby mógł się przygotować.

Powiedz jej kiedy przestaniesz być gotowy, żeby mogła przestać się udawać.

Dbaj o swoją bieliznę.

Dbaj o… Nie, nie, nie mogę. Za dużo! Stop! Koniec! Mój mózg nie chce przyjąć, że ktoś naprawdę napisał to jako radę dla dorosłego człowieka.

Dziękuję za uwagę, można już rozpocząć formatowanie twardego dysku.

Najlepsze uliczne historie: czerwiec

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest gato-gato-gato
autorem zdjęcia jest gato-gato-gato

Ostatni zbiór ulicznych historii był tak dawno, że prawie zapomniałem, że mamy w ogóle taki cykl na blogu. Wszystko przez to, że niemal całkowicie zrezygnowałem z poruszania się MPK na rzecz roweru, przez co ilość okazji do podsłuchiwania absurdalnych dialogów drastycznie spadła. Ich jakość natomiast, jeśli drgnęła choć ociupinkę, to tylko w górę, bo w dzisiejszej złotej dziesiątce same kozaki, więc jeśli macie przy ustach naczynia z jedzeniem, uprasza się o ich odstawienie. Żeby nie było, że nie uprzedzałem.

 

# 1 – W trakcie konsumpcji pierogów dwie, na oko, licealistki, postanowiły podzielić się z otoczeniem przemyśleniami na temat używania prezerwatyw.

– …i wiesz, tak w ogóle to gumki są chujowe.

– Tak?

– Próbowaliśmy tych przedłużających stosunek i to jest w ogóle bez sensu.

– Tych z prążkami?

– Nie, tych z tą mazią w środku – „performa”, czy jakoś tak?

– Nie podoba ci się dłuższy stosunek?

– Przez tą gumę, to ja nic nie czuję i on nic nie czuje. W ogóle nic, jakby nie był we mnie. I przez ten środek, to on jest znieczulony. I kończy się to tak, że jemu opada i zamiast stosunku, oglądamy serial.

 

#2 – Na stacji naprzeciwko mojego bloku, te same bezcelowe pytania co zawsze, zostały tym razem zadane sąsiadowi, który nie wytrzymał:

– Była tankowana benzyna?

– Nie było.

– Zaproponuję hot-doga z kawą w zestawie, podać?

– Nie, dziękuję.

– Jest karta na punkty?

– Nie ma.

– Myślał pan o założeniu?

– Proszę panią, czy pani mnie naprawdę nie kojarzy? Od pół roku, co drugi dzień kupuję tu piwo i ser i za każdym razem odpowiadam to samo, bo nie mam auta, nie jem hot-dogów i nie chcę żadnych punktów, tylko zapłacić za jedzenie. Nie może mi pani po prostu skasować tych piw i sera bez tego gadania?

– Ale ja mam tak w skrypcie.

 

#3 – Para 70-latków rozprawia o odżywianiu w busie do Krakowa:

– Ale jak ty tak dużo kalorii spaliłeś?

– Aaa, bo szczuplutki jestem.

– Ale jak to – ja 750, a ty ponad 1000?

– Aaa, ja na to nie patrzę.

– Ale pokaż, pokaż ile dokładnie.

– Aaa, daj mi spokój.

Po 10 minutach focha starszej pani i nie odzywania się do siebie, co ewidentnie irytowało starszego pana:

– Trzeba było nie żreć tyle, to byś więcej spaliła, a tak żresz i nie masz siły się ruszać.

 

#4 – Stoję pod Bagatelą dłuższą chwilę i starszy pan stojący obok zagaduje:

– Pan na spektakl?

– Nie, ja na koleżankę.

– Aha. Ja też się tak czasem umawiam, ale wolę pod.

 

#5 – Starsza pani do pieska na Młynówce Królewskiej:

– No chodź pieronie, chodź!

– Hau, hau!

– Ty ze mną nie negocjuj, tylko chodź!

– Wrrr, wrrr, hau!

– Tak? Będziesz warczeć na mnie pieronie jeden? To ja ci kosteczki z najlepszego mięska wyciągam zamiast na rosół dać, a ty na mnie warczysz? To idź w cholerę! Tu pan jedzie na rowerze i cię na pewno przejedzie.

Zlitowałem się i nie przejechałem. Choć faktycznie pieron z niego był.

 

#6 – Rozmowa dwóch studentów prawa, na oko 2-go roku bo coś tam już wiedzieli, w busie z Krakowa:

– …blablablablablabla, blablablabla i blablablablabblabla, blabla.

– Ale jak to? Przecież blablablabla, blablablablabblablabla, blabla.

– Nie. Zgodnie z blablablablabblabla i blablabla to blablablabla.

– A nie blablablablabblablabla?

– Nie, bo blablablabla.

– No tak, faktycznie.

Aczkolwiek możliwe, że kilku zwrotów nie zrozumiałem.

 

#7 – Rozmowa w męskim kiblu w Forum Przestrzenie:

– Papieru nie ma, mydła nie ma, ręczników nie ma, niczego nie ma. Chujowe to Forum.

– Ale są dupy.

– No tak, racja.

 

#8 – Przedtrzydziestka do bufetowej na stołówce przy Parku Jordana:

– Przepraszam, jest tu klimatyzacja?

– Chodzi.

– A można by ją podkręcić? Bo czuję, że się zaraz upiekę.

– Na full chodzi.

– Niemożliwe, temperatura w tym pomieszczeniu jest taka sama jak na zewnątrz.

– Pani, jakby na full nie chodziła, to by była wyższa.

– Aha.

 

#9 – Starsza pani karmiąc wiewiórkę w Parku Jordana:

– Zjedz sobie kochanie, zjedz. Śliczna jesteś. No masz, masz, piękne masz futerko. No, masz, masz, zjedz sobie. Gdyby moje córki były takie ładne jak ty, to bym się za nie nie musiała w kościele wstydzić.

 

#10 – Negocjowanie statusu związku przez telefon, w kolejce po zapiekankę na Placu Nowym, zawsze spoko:

– Gośka, nie ruchałem jej, rozumiesz?

– …

– To Cicha kłamie. Zresztą chuja może wiedzieć, bo już jej dawno nie było.

– …

– Nie ruchałem jej, rozumiesz? Poza Marcelą nie ruchałem żadnej dupy oprócz ciebie, bo jesteś miłością mojego życia, rozumiesz?

 

Z racji, że poprzednie zestawienie najlepszych ulicznych historii było dwa miesiące temu, podejrzewam, że macie od groma własnych podsłuchanych dialogów, którymi chcecie podzielić się z resztą w komentarzach. Mam rację?