Close
Close

Pamiętam swój pierwszy wyjazd na festiwal, szukanie transportu do Hradec Kralove na ostatnią chwilę, pakowanie się 4 godziny przed odjazdem autobusu i szukanie po północy czynnego kantoru, który wymieniłby nam złotówki na korony. Po dotarciu nawet nie zastanawiałem się czego zapomniałem, bo na dobrą sprawę nawet nie wiedziałem co powinienem ze sobą wziąć. Przy drugim wypadzie na Hip-Hop Kemp z listą rzeczy niezabaranych już było znacznie łatwiej, bo po dotarciu do Katowic, skąd ruszałem z resztą ekipy do Czech, olśniło mnie, że nie wziąłem namiotu. W końcu to tylko miejsce, które przez 4 dni miało być naszym domem, każdemu mogłoby się zdarzyć o nim nie pomyśleć, co nie? Dobra, nie odpowiadajcie.

W tym roku zamierzam się wybrać na aż 4 festiwale muzyczne, w tym na pierwszy już w ten piątek, więc pomyślałem, że i Wam, i mnie, będzie łatwiej się pakować na takie wydarzenie mając listę najpotrzebniejszych rzeczy. Stąd ten konsultowany z Ministrem Rozrywki i Rekreacji, zatwierdzony przez Instytut Dnia Następnego i testowany w terenie przez ze mnie Niezbędnik Festiwalowicza.

Co powinieneś zabrać ze sobą jadąc na kilkudniową plenerową imprezę muzyczną?

0. Namiot, karimata i śpiwór – wiem, że to oczywista oczywistość, oczywistsza niż kac po zmieszaniu wódki z szampanem i paczką fajek, ale z autopsji wiem, że da się tego zapomnieć, więc na wszelki wypadek wymieniam.

1. Zapalniczka – jedno z najbardziej wielofunkcyjnych urządzeń, które przydaje się zawsze. I odpalisz nią komuś papierosa, nawiązując nową znajomość, i otworzysz piwo, i rozpalisz grilla, i nieco rozświetlisz mrok, szukając zgubionych w trawie 5 złotych, i pobujasz się pod sceną przy piosence do wczuty. Waży tyle co nic, a może uratować życie, cytując Beary’ego Gryllsa.

2. Więcej ciuchów niż zakładałeś – duże masowe imprezy, na których ludzie wpadają w hiper-euforię mają to do siebie, że często dzieje się coś, czego nie zakładałeś. Na przykład, że nad ranem, tuż przed świtem, wskakujesz w ciuchach do jeziora. Albo, gdy nagle zaczyna padać deszcz, a ziemia pod stopami zamienia się w błoto, ktoś wpada na pomysł, żeby zrobić minizawody w ślizgu na klacie i uznajesz, że to brzmi sensownie. W takich momentach naprawdę doceniasz to, że wziąłeś jeden komplet ubrań więcej, niż planowałeś.

3. Czapka/kapelusz – zabrzmię teraz jak stary dziad, ale z udarem słonecznym nie ma żartów, a cały dzień na otwartej przestrzeni bez nakrycia głowy może do tego doprowadzić.

4. Papier toaletowy – kible na polu namiotowym to nie ani toalety w Hiltonie, ani w Sheratonie, ani nawet nie w akademiku AGHu. Bywają lepsze, jak te na Audioriver, czy bezapelacyjnie najgorsze na świecie, jak te na Hip-Hop Kempie, jednak jadąc na jakąś imprezę pierwszy raz nie wiesz czego się spodziewać, więc lepiej się zabezpieczyć.

5. Buty do wywalenia – zasadniczo wszystkie ciuchy, które bierzesz na plenerowe koncerty nie powinny być Twoimi stylówkami życia z logiem krokodyla za furmankę siana, bo masz 50% pewności, że nie wrócą do domu w takim stanie w jakim wyjechały, jednak w przypadku butów tych procent masz 100. Albo Ci je ktoś udepta na śmierć, albo je zabłocisz nie do poznania, albo po prostu przechodząc po pijaku przez ogrodzenie zahaczysz o wystający pręt i zrobisz w nich dziurę. Innymi słowy, na festiwal weź takie obuwie, którego nie będzie Ci żal pożegnać raz na zawsze.

[emaillocker]

6. Nerka – w niczym się tak dobrze nie nosi portfela, telefonu, chusteczek i innych pierdół, które normalnie obciążają Ci kieszenie, jak w saszetce przewieszonej przez ramię. Czy tam upiętej w pasie. Ryzyko wypadnięcia w trakcie skakania pod sceną drastycznie spada.

7. Węgiel i leki przeciwbólowe – mieszanie alkoholi, żarcie po którym Chodakowska dostałaby zawału serca, słońce, brak snu i nocne funkcjonowanie na zwiększonych obrotach może doprowadzić do rozregulowania organizmu. Podstawowe leki w krytycznej sytuacji pomogą Ci doprowadzić się do porządku i nie kończyć imprezy przed czasem.

8. Bank energii – choćbyś używał telefonu tylko i wyłącznie do dzwonienia, to bateria i tak w którymś momencie Ci padnie. Zazwyczaj w najmniej oczekiwanym, na przykład gdy wróciłeś się na chwilę po coś do namiotu i miałeś się zdzwonić z resztą gdzie są. Punkt z kontaktami na polu namiotowym zazwyczaj jest oblegany bardziej niż damska toaleta w Galerii Krakowskiej, a noszenie ze sobą po mieście rozgałęźnika i proszenie się w knajpach o podładowanie bywa kłopotliwe. Na przeciętnym banku energii naładujesz telefon do pełna 3 razy i będziesz miał kłopot z głowy.

9. Prezerwatywy – jak to mawia Rocco Siffredi: „nie znasz godziny, ani doby, kiedy ktoś rozłoży nogi”. Nie namawiam do przygodnego seksu, ale lato i zew natury mają to do siebie, że czasem wygrywają z logicznym myśleniem, a w takiej sytuacji zdecydowanie lepiej mieć zabezpieczenie przed ciążą i chorobami wenerycznymi, niż nie mieć i liczyć, że tym razem może nic się nie stanie. Poza tym, prezerwatywa po nadmuchaniu całkiem nieźle sprawdza się jako poduszka.

10. Peleryna – jeszcze raz wrócimy do motywu deszczu – serio, lepiej stać pod sceną w foliowym worku przypominając Teletubisia, niż ominąć koncert ulubionego wykonawcy ze względu na tragiczna pogodę. Lub łapać zapalenie oskrzeli, gardła i zatok tkwiąc ponad godzinę w ciuchach mokrych jak po wyjęciu z pralki. Może nie ma w tym swagu, ale jest komfort.

11. Zatyczki do uszu – ściany namiotu są ścianami tylko z nazwy i jeśli, tak jak ja, masz ultra płytki sen, znienawidzisz je za to. Za to pokochasz różowe, plastelino-podobne zatyczki za to, że tłumią echa basu i krzyki najtwardszych weteranów cisnących z melanżem do bladego świtu i piski ich koleżanek. Bez nich nie przetrwałbym ani jednej nocy na polu.

To tyle z mojej listy najpotrzebniejszych rzeczy, które są podstawą przetrwania festiwalu. Jeśli uważasz, że ten spis należy poszerzyć i uzupełnić o jakieś gadżety, to śmiało, komentarze są Twoje.

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

35
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
19 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
bierzmnie_gig24ZacieszSaga SachnikJoanna KowalczykBlogierka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Amanda
Gość

Jak jest miejsce, to polecam gorąco wymienić karimatę na materac. Od ziemi ciągnie, jak cholera i można zamarznąć na karimacie. Materac można nawet kupić w teskaczu na miejscu i czuć się jak młody bóg.
Gdybyś był panną, sugerowałabym lejek typu shewee. Ale nie musisz, więc nie znasz bólu kucania nad np. woodstockowym toitoiem, który przypomina norwerskie fiordy sięgające sufitu.

Jan Favre
Gość

Jasne, materac jest zdecydowanie lepszy niż karimata, ale to zawsze spory dodatkowy bagaż do taszczenia ze sobą.

„lejek typu shewee” – nie wiem co to jest i chyba trochę boję się pytać.

Amanda
Gość

małe ufo, które co roku zapominam kupić. a potem cierpię na woodstocku. jeżeli to będzie Twój pierwszy woodstock, to jak wrócisz stamtąd – zrozumiesz ;p

Dotee
Gość

o kurde, taki lejek – nigdy bym na to nie wpadła, ale może się przydać! :D

Amanda
Gość

polecam, 12 lat festiwali sprawia, że uznaję to za cud techniki.

sink.zodiac
Gość
sink.zodiac

O rany, przecież ten shewee to wynalazek życia! Jak ja sobie bez tego radziłam. Słyszałam o tym kiedyś od kumpeli i na następny festiwal biorę :)

Maciej Trojanowicz
Gość

O, na jaki festiwal się wybierasz?

Jan Favre
Gość

Audioriver (nie spodziewałeś się, co?), Woodstock, Guca i Hip-Hop Kemp!

Maciej Trojanowicz
Gość

O, to się widzimy. XD

Chyba….

Monika Grzebyk
Gość
Monika Grzebyk

Twój pierwszy Woodstock? Fajnie, że jedziesz, może nawet Cię spotkam w tłumie. Woodstock ma to do siebie, że co chwilę kogoś spotykasz, nawet jak się nie umawialiście :)
Wiem, że już to ktoś napisał, ale – chusteczki nawilżane do wycierania pupy niemowlętom! Najpotrzebniejsza rzecz!

dobrymjud
Gość
dobrymjud

Oj tam, zapomnieć namiotu – może się zdarzyć. Moja znajoma raz po prostu nie wzięła, bo myślała, że będą rozdawać na miejscu ;)

Jan Favre
Gość

Hahahahahahahahaha :D

sink.zodiac
Gość
sink.zodiac

Bez jaj, to się nie zdarza naprawdę, żeby ktoś tego nie wiedział, haha :D

Karolina Rzepka
Gość
Karolina Rzepka

lista jak najbardziej trafna. dodałabym jeszcze ewentualnie mokre chusteczki, które w najgorszym wypadku mogą zaimprowizować prysznic ;)

Paulina Kudzia
Gość
Paulina Kudzia

Do zobaczenia na Kempie, oczywiście z bagażem spakowanym według wskazówek (prawie wszystkich) ! :D

Jan Favre
Gość

Do zobaczenia!

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

5 rzeczy, które powinieneś zrobić po maturze

Skip to entry content

Drogi tegoroczny maturzysto, możliwe, że nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale okres, w którym obecnie się znajdujesz, to najprawdopodobniej najdłuższe wakacje w Twoim życiu. NAJ-DŁU-ŻSZE. Zakładając oczywiście, że po średniej szkole od razu pójdziesz na studia, a po nich do pracy, jak system przykazał. I pomijając emeryturę i ewentualną odsiadkę w zakładzie karnym, czego oczywiście Ci nie życzę. Biorąc pod uwagę, że czas jest jedynym dobrem nieodnawialnym, i że tyle wolnego naraz nie dostaniesz w zasadzie nigdy w żadnej firmie, warto go wykorzystać lepiej niż leżąc na kanapie.

Na przykład na rozwijanie siebie, poznawanie świata i naukę umiejętności, które przydadzą Ci się w „prawdziwym życiu”.

Oto 5 rzecz, które powinieneś zrobić po maturze:

 

1. Pojedź na stopa

Tak zwani „dorośli ludzie” nie mają czasu na jazdę stopem, bo każdy dzień wyrwany ze szpon pracy jest dla nich na wagę platyny. Dlatego planując urlop są czasem w stanie przepłacić za samolot, aby zredukować podróż z 2 dni do 4 godzin. Jest to zupełnie zrozumiałe i sam robię tak samo, ale warto choć raz w życiu stanąć z plecakiem na autostradzie i kciukiem łapać okazję.

Dlaczego?

Po pierwsze i najważniejsze, sprawdzasz swoje zdolności do przetrwania w niesprzyjających warunkach. Kiedy musisz opuścić swoją strefę komfortu, narazić się na niepewność i możliwość stania na poboczu całą noc i cały dzień, sporo dowiadujesz się o sobie i o tym, jak reagujesz na trudniejsze sytuacje. Uczysz się cierpliwości i wytrwałości i nawiązywania kontaktu z obcymi ludźmi. A gdy w końcu łapiesz tego stopa, nabierasz w sobie przekonania, że co by się nie działo jesteś w stanie sobie poradzić. To ugruntowanie poczucia zaradności przydaje się na każdym etapie życia i jest nie do przecenienia.

Po drugie, poznajesz nowych ludzi, często z innych kultur, którzy mogą Cię zainspirować, nauczyć czegoś lub podzielić się doświadczeniami, które po prostu będą interesujące. Jeśli podróżujesz do innego kraju, nikt Ci nie opowie o nim tyle, co tubylec. A w ciągu kilku godzin jazdy może Ci opowiedzieć naprawdę sporo.

Po trzecie, to po prostu dobra zabawa. Będąc autostopowiczem masz szansę przeżyć przygody, o których wcześniej słyszałeś tylko z opowiadań, czy oglądałeś na filmach. Trochę adrenaliny, trochę śmiechu. I to za darmo.

 

2. Naucz się gotować

Nawet jeśli uważasz, że studia to przeddorosłość, przedłużenie dzieciństwa i beztroska do kwadratu, bo możesz melanżować w tygodniu, wracać nad ranem i nikt Ci kazań nie będzie wygłaszał, to w świetle prawa, mając te 19 lat, odpowiadasz sam za siebie. Więc warto byłoby posiąść umiejętność organizowania sobie pożywienia.

W trakcie 7 lat życia w Krakowie przeprowadzałem się 15 razy, trafiając w akademikach i wynajętych mieszkaniach na najróżniejsze egzemplarze współlokatorów, w tym na dość pokaźną grupę ekstremalnych słoików. Jedyne co byli w stanie zrobić w kuchni poza jajecznicą i herbatą, to odgrzać przywiezione z domu w hurtowych ilościach gołąbki, mielone, schabowe i klopsy. Czasem w ich wyprawkach były nawet ugotowane ziemniaki, bo najwyraźniej rodzice wiedzieli, że brakuje im jakiegoś chromosomu i sami nie ogarną tak skomplikowanej czynności.

Większość z nich jechała na gotowych obiadkach aż do 5-go roku, co było dla mnie przerażające, że już w każdej możliwej kategorii dorośli ludzie nie potrafią zadbać o siebie w tak podstawowym aspekcie. Nie bądź kaleką życiową, naucz się gotować.

 

3. Pójdź do pracy

Bananowe życie i hajs od starych jest świetny do momentu, aż nie odetną Ci go z dnia na dzień i nie poczujesz na własnym pustym żołądku, że wszystko kosztuje, a pieniądze nie pojawiają się samoistnie po wypowiedzeniu zaklęcia „ale jestem głodny”.

W momencie, gdy idziesz do pierwszej pracy i zaczynasz zarabiać pierwsze grosze, zupełnie zmienia Ci się perspektywa patrzenia na rzeczywistość. Przede wszystkim zaczynasz odczuwać wartość pieniądza i szanujesz go, bo gdy z własnej kieszeni masz wydać ¼ wypłaty lub więcej na Air Maxy, zastanowisz się o wiele więcej niż raz, czy to na pewno dobry pomysł.

Twoje pierwsze działanie zarobkowe na 90% nie będzie pracą przy biurku, tylko zajęciem fizycznym, więc będziesz miał okazję zobaczyć jak żyją „zwykli ludzie”. Ile muszą się nastarać, napocić i namęczyć, żeby zarobić na mieszkanie i jedzenie, i czy to ich cieszy. To powinno dać Ci do myślenia i zmotywować do rozwoju, żeby nie skończyć jak oni, tylko w porę zająć się czymś, co i będzie dawać Ci satysfakcję, i dobre wynagrodzenie.

 

4. Naucz się otwierać piwo bez otwieracza

W trakcie studiów nic Ci się tak nie przyda, jak umiejętność otwierania zakapslowanej butelki zapalniczką, kluczami, drugą zakapslowaną butelką, klamrą od paska, czy pendrivem. Serio. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile znajomości nawiązałem przez to, że ktoś nie miał otwieracza, a chciał się napić.

 

5. Znajdź swoją pasję!

Już na wstępie ustaliliśmy, że masz sporo czasu, bo ¼ roku to okres niepojęcie długi, więc jeśli do tej pory nie odkryłeś co Cię jara, to naprawdę teraz jest świetny moment, żeby to zrobić. Lepszego nie będzie.

Dlaczego jest to w ogóle ważne?

Bo człowiek bez zajawki, bez czegoś tylko jego, co go naprawdę kręci i daje przyjemność z robienia tego, dużo traci. I najczęściej jego późniejsze życie ogranicza się tylko do pracy i obowiązków domowych. W momencie, gdy masz coś co Cię jara, czujesz, że Twoja egzystencja jest pełniejsza. I co równie istotne, łatwiej radzisz sobie w kryzysowych sytuacjach, bo masz odskocznię, swoje schronienie, w którym możesz przeczekać zły okres i wyrzucić złe emocje.

Inną kwestią jest natomiast to, że jeśli w porę dojdziesz do tego, co lubisz robić i w czym jesteś dobry, rozwijając się w tym kierunku, możesz zamienić to w sposób na życie.

Dlatego teraz, gdy nie masz na głowie kartkówek, klasówek, egzaminów, poprawek, ani innych rzeczy, które mocno by Cię absorbowały, masz idealną okazję, żeby próbować i szukać. Możesz pojechać na warsztaty aktorskie, zapisać się na kurs rysunku, uczyć się grać na gitarze z YouTube, czy próbować programować w Javie. Możesz wymyślić jakiś totalny odpadł, jak granie pałeczkami na artykułach gospodarstwa domowego albo spawanie Transformersów z rozbitych samochodów. Lub cokolwiek innego, co sprawia Ci przyjemność. Dwa poprzednie pomysły zapewniły ich autorom radość i pieniądze. Z Twoim może być tak samo, tylko musisz zacząć od zdefiniowania co Cię kręci.

A teraz masz na to czas.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #33: bankructwo 50 Centa, Tomasz Knapik i Sztuka Rymotwórcza

Skip to entry content
zdjęcie pochodzi ze strony facebook.com/sztuka.rymotworcza
zdjęcie pochodzi ze strony facebook.com/sztuka.rymotworcza

Wolałbym udawać, że nie wiem co się działo w tym tygodniu i że nie dotarł do mnie syf związany z in vitro i kompletnym niezrozumieniem tematu przez osoby z rządu. Dotarł. Mimo to, odpuszczam go w dzisiejszym CPI, bo mam wystarczająco nadpsute nerwy innymi tematami. Na przykład tym, że rozchorowałem się w lato i ostatnie kilka dni spędziłem praktyczne nie wychodząc spod kołdry. Jak pechowe jest to? Przynajmniej dobrze, że było co czytać.

50 Cent został bankrutem? Tak podało wiele mediów, jednak raper, którego majątek szacuje się na 155 milionów dolarów, z dnia na dzień nie został bankrutem, tylko ogłosił bankructwo. Bardzo przystępnie napisane wyjaśnienie czym różnią się te dwa stany i o co chodzi w całym zamieszaniu.

Maciej Stuhr będzie grał w serialu Jakuba Żulczyka: ale info, ale info! Z nieskrywanym podnieceniem czekam na rozwój wydarzeń!

Słowniczek podstawowych pojęć modowych: jeśli tak jak ja myśleliście, że „it-girl” to dziewczyna-informatyk,  albo chcecie wiedzieć jakie jest polskie tłumaczenie „outfitu”, to wpadajcie do Tamary. Bardzo przydatny cykl wpisów.

Emerytura w kamperze: jest możliwa. Mega inspirujący artykuł o pomyśle na jesień życia. Teresa i Andrzej Walczakowie zamiast czekać na śmierć w mieszkaniu, podróżują po świecie i doceniają uroki bycia nomadami.

Jak poradzić sobie z kłopotliwą teściową? Przywitać rozgrzanym żelazkiem? Poczęstować dopalaczem? A może zapaść się pod ziemię i udawać, a może uznać, że jej nieustanne narzucanie się wcale Ci nie przeszkadza? Matylda przedstawia sensowne rozwiązanie.

Czyja to wypowiedź – Peji, czy polityka? Zaskakujący quiz z jeszcze bardziej zaskakującymi odpowiedziami. W wynikach spodziewaj się niespodziewanego.

Czy niechamski prank może być śmieszny? Twórca kanału Jeleniejaja dowodzi, że tak. Dla mnie to zdecydowanie dużo bardziej zabawne, niż napastowanie przechodniów po nocy, czy wypróżnianie się do śmietnika w galerii handlowej.


 

King Fury i Tomasz Knapik: turbo-sensacyjno-rozrywkowy krótkometrażowy film, czerpiący wszystko co najlepsze z kultowych filmów akcji, właśnie pojawił się w wersji z polskim lektorem. Nawet jeśli nie lubisz tego typu obrazów, to warto sprawdzić dla samego niezawodnego Tomasza Knapika.


 

Jules z „Pulp fiction” testuje burgera: i po jego rekomendacji sam bym stestował.

Damska stylówka tygodnia: w obliczu zaistniałych okoliczności natury, nie jestem w stanie napisać nic więcej niż: ŁOOOOOUŁ! Więcej zdjęć doprowadzających do wystrzeszczu na blogu Macademian Girl.

zdjęcie pochodzi z bloga macademiangirl.com
zdjęcie pochodzi z bloga macademiangirl.com

 

Klip tygodnia: dawno nie było nic od Quebo, co? Klip nie urywa żadnej części ciała i ze scenariuszem, czy montażem można by zdecydowanie więcej pokombinować, ale miło się ogląda. Raz, że jest superbohater w złotych butach, a dwa, że obraz był kręcony w Krakowie.


 

Fanpage tygodnia: klasyka malarstwa w ostatnich czasach przeżywa prawdziwy renesans. Najpierw „Sztuczne fiołki”, potem „Rubens był z Bytomia”, a teraz cytaty z polskich rapowych kawałków. I niech ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że szerszego ogółu odbiorców nie da się zainteresować sztuką. Gdybym tylko w ten sposób miał podawaną wiedzę w liceum, najznamienitsze dzieła wraz z ich autorami recytowałbym z pamięci.

Wincenty Wodzinowski x DJ 600V ft. K.A.S.T.A. Squad”Toast”/”Wychylylybymy”

Posted by Sztuka Rymotwórcza on 20 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: dzisiejsze ogłoszenie to raczej wyznanie i deklaracja miłości. Chciałem ogromnie, ale to ogromnie podziękować Marcinowi Wolakowi z firmy SpeedUp.pro, który jest najlepszym specem od WordPressa jakiego znam. Marcin po raz kolejny uratował mi tyłek, sprawiając, że blog nie wyleciał w powietrze, przez, że tak to ujmę, zewnętrzne czynniki niszczące, tylko stoi tam gdzie stał i ma się dobrze. Nie wiem jak on to robi, że w momencie kiedy inni wymiękają on jest w stanie rozwiązać każdy problem, ale w moim osobistym rankingu aniołów stróżów jest na pierwszym miejscu.

Polecam tego allegrowicza!