Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #34: damkso-męskie iskrzenie, Szczepan Twardoch i Bolek i Lolek

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Nestea zorganizowaną przez agencję REDPILL

nestea - nico & vinz - fresh idea

Mimo, że część tego tygodnia wciąż byłem w Słonecznym Brzegu, to jednak z dwa razy zdarzyło mi się zerknąć do sieci. Głównie po to, żeby sprawdzić, czy blog nie wyleciał w kosmos w trakcie mojej nieobecności, ale nie tylko. Przyznaję, chyba uzależniłem się od internetu i po czterech dniach bez dostępu dostaję drgawek, zimnych potów, zawrotów głowy i kurczenia się naczyń krwionośnych. Tak że tego, tym pozytywnym wstępem zapraszam do najnowszego streszczenia 7 dni w wirtualnej rzeczywistości!

Może zaiskrzy jutro? Dobry tekst o tym, że żeby między chłopakiem, a dziewczyną było coś więcej, niż setka wspólnych znajomych na Fejsie, musi być jebnięcie. I albo pojawi się ono od razu, albo nic się między nimi nie wydarzy.

Spowiedź współpracownika Piotra K.: pamiętacie 20-letniego milionera, o którym rok, dwa lata temu było tak głośno w mediach? Tego od kliniki medycyny estetycznej, a później specyfików do wybielania zębów, który odmawiał sobie drożdżówek, żeby zostać rekinem biznesu? Jeden z jego pracowników opowiada jak ta mistyfikacja wyglądała od kuchni.

22 ilustracje pokazujące jak zmienił się świat: i jak technologia się rozwija, a człowiek zwija. Dające do myślenia spostrzeżenia.

Motywacyjny tekst o rzucaniu pracy i realizowaniu swojej zajawki: Monika, po długiej walce z samą sobą, której byłem naocznym świadkiem, bo rozmawiamy każdego dnia, zrezygnowała z pracy w wyuczonym zawodzie, żeby prowadzić najlepszego bloga o kobiecej elegancji i internetowy sklep z klasycznymi sukienkami. Wiem jak trudno było jej podjąć tę decyzję, więc tym bardziej gratuluję!

Szczucie klatą: tak jak nie wszyscy kolesie są zajarani atakowaniem zewsząd nagimi wymionami, tak nie wszystkie laski mają mokro na widok odkrytych torsów. Na przykład w centrum miasta.

Zaufanie jako waluta przyszłości: świetne, merytoryczne wystąpienie Michała Szafrańskiego z konferencji InfoShare, o tym co jest istotne w blogosferze.


 

Szczepan Twardoch ambasadorem Mercedes-Benz: informacja, która powinna wzbudzać podziw i uznanie, wywołała ogromny ból dupy. Chciałem odnieść się do tej sytuacji, ale byłem na wakacjach, a Sokół zrobił to bardzo celnie, więc zapoznajcie się z jego komentarzem.

Ja pierdolę, serio? Polski rap przechodził to 10 lat temu, kiedy wiele osób miało problem z lokowaniem produktu w klipie…

Posted by Sokół i Marysia Starosta on 4 lipca 2015

 

Bójka nastolatek w warszawskim tramwaju: nie wiem, czy gorsze jest, że takie rzeczy się dzieją, czy, że ludzie tylko biernie się temu przyglądają.

WIDZIAŁEM LIVE #kochamciepolsko #warszawagrchw jedna drugiej zwróciła uwagę że sa za głośno- a oto efekty ❤️ gdzie ja mieszkam?

Posted by Ajgor Ignacy on 6 lipca 2015

 

Damska stylówka tygodnia: odkąd odkryłem Kristinę Dolinskayę kilka tygodni temu, mam ochotę podrzucać Wam każdy jej nowy wpis. Nie widziałem jeszcze, żeby miała źle dobrany zestaw, niedopracowane zdjęcia albo chociaż nie wychodziła tak zabójczo zjawiskowo na każdym zdjęciu. Przyznaję odznakę superallegrowicza.

zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga kristinadolinskaya.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: domeną Ivana Changa są koszule (widziałem go chyba tylko na dwóch zdjęciach, gdy był w czymś, co nie miało kołnierzyka) i w takiej bym sobie pośmigał, bo jak mawiają azjatyccy myśliwi: „cętki zawsze spoko”.

zdjęcie pochodzi ze strony LookBook.nu
zdjęcie pochodzi ze strony LookBook.nu

 

Klip tygodnia: wakacyjno-egzotyczny teledysk z ładnymi ujęciami lasów tropikalnych, wodospadów i innych tarzanopodobnych miejscówek, które, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, będę miał okazję zobaczyć już w styczniu. Tak że tego, zapętlam i napalam się na największą przygodę swojego dotychczasowego życia. Obraz jest jednocześnie częścią kampanii Nestea celebrującej na dobre odpalenie sezonu letniego. Na marginesie, życzyłbym sobie, żeby w polskich klipach lokowanie produktu było równie pomysłowe co w tym Nico i Vinza, bo zazwyczaj albo wali się logiem po twarzy w zupełnie przypadkowych scenach albo marka znika gdzieś na 15-tym tle.


 

Fanpage tygodnia: jedna z pierwszych kreskówek w polskiej telewizji przerobiona na modłę osiedlowo-dilersko-imprezową. Podpisy rodem jak z „Las Vegas Parano” pod obrazkami z dwoma ciamajdowatymi chłopaczkami są równie genialne co zaskakujące. Owacje na stojąca dla osoby tworzącej treść na profil.

 

Ogłoszenie parafialne: w przyszłą sobotę będzie bardzo spoko wydarzenie w Krakowie w Parku Jordana – Smok Blog wersja plenerowa. Blogerzy, youtuberzy, vine’owcy, snapchatowcy i wszyscy inni internetowi twórcy treści spotykają się na Blogośniadaniu na trawie. Mnie niestety nie będzie na pikniku, bo w tym samym czasie świadkuję na ślubie, dlatego musicie pójść, zjeść coś dobrego, poznać nowych ludzi i powiedzieć mi jak było. Dacie radę?

(niżej jest kolejny tekst)

15
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
RudaaPatrycjaPaulina HofmanKlaudiaNayantara Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MissSis
Gość
MissSis

Bolek i Lolek boski <333 dałaby dwa razy lajka jakbym mogła!

Maria Panek
Gość
Maria Panek

Nagie klaty to coraz goretszy temat, czy możemy liczyc na interwencje eurodeputowanych w tej sprawie?

Jan Favre
Gość

Zdecydowanie podczas obrad w Brukseli powinni zająć się uregulowaniem tej kwestii w pierwszej kolejności.

Izabela Kułaga
Gość

Cholerka, jak to Cię nie będzie na Smoku?:D A ja myślałam, że będziesz i podbiję, popytam o kilka rzeczy ;)
Te 22 ilustracje są prześwietne, zresztą jak cała strona. Można byłoby siedzieć na niej cały dzień, ale tak nie można!

Jan Favre
Gość

Jak to mawiają ojcowie cygańskich córek w 9 miesiącu ciąży: ślub nie wybiera.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Zawodników z gołą klatą widywałam z okazji ostatnich upałów dość często.Ale zdziwienie moje było dość głębokie,kiedy ujrzałam jednego i dziś przed południem.Było 16 stopni. Tak szybko ludzie potrafią wyrobić sobie nawyk…?
Bolek i Lolek <3. Z Breaking Bad najlepsze.

Jan Favre
Gość

Angole w Krakowie jak się dobrze zgrzeją wódą to i przy -3 z rozpięta koszulą biegają. Kwestia odpowiedniego wewnętrznego nastawienia, motywacji i lat solidnych treningów.

Rudaa
Gość
Rudaa

Mieszkam w UK i bardziej przerazaja mnie Angolki ktore przy okropnie wietrznej i deszczowej pogodzie potrafiac wyskoczyc w topie i ledwo zakrywajacej tylek spodniczce, a ja obok nich paraduje w zimowej kurtce bo ‚pizdzi jak za Cara’ :D ale czego sie nie robi zeby wygladac ‚cool’ :>

Rudaa
Gość
Rudaa

A tak po za tym fajny blog ! ;)

Paula Pojnar
Gość

Zawsze mnie śmieszy to podawanie nazwiska z kropką, jak tylko się okaże, że ktoś nie do końca działał fair ;) Najpierw onanizują się pełnym nazwiskiem dosłownie w każdej gazecie i telewizji śniadaniowej, żeby jakiś czas później zrobić całkowicie anonimowego K. ;)
A zdjęcia Kristiny rzeczywiście robią wrażenie.

Jan Favre
Gość

Nie zwracałem na to wcześniej uwagi, masz rację, faktycznie to jest zabawne :)

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

„Co jest napisane?” – ulubione hasło kierowników

Skip to entry content

Jest któryś tam maja i jest dużo chłodniej niż powinno być w maju, i zaraz będzie lać, a ja nie mam czasu się zatrzymać, żeby wyjąć jakiś deszczoodporny pancerz, bo biegnę, ciągnąc za sobą trochę bardziej niż trochę przepakowaną torbę, która przez swoją nadwagę i zbyt małe kółeczka ciągle się przewraca. Biegnę na pociąg, na który to bardzo, ale to bardzo chcę zdążyć, bo gdybym nie zdążył, znaczyłoby to, że nie wyjadę z Poznania, zostanę tu po wsze czasy, a znajomi z Krakowa będą mnie wspominać już tylko z nieostrych zdjęć i niepohamowanych pretensji związanych z nieoddaniem stówki, czy dwóch. Nie żebym miał coś do stolicy Wielkopolski, ale po prostu po całym, intensywnym jak zapach curry w mieszkaniu Hindusa, dniu kręcenia reklamy dla portalu z jedzeniem na dowóz, chcę wrócić do Krakowa. Fakt, że o 20:00 jestem umówiony na randkę też nie jest tu bez znaczenia, więc jak już mówiłem wcześniej, chcę zdążyć na ten pociąg.

A zdążenie na pociąg w Poznaniu, nie będąc z Poznania, rzeczą błahą nie jest, bo poznański dworzec główny ma to do siebie, że jest wyjątkowo nieprzyjazny dla niepoznaniaków. Owa nieprzyjazność objawia się w tym, że część torów jest w jednym miejscu, a druga część w zupełnie-kurwa-innym-miejscu i owo miejsce oznaczone jest najchujowiej na świecie, przez co dotarcie do niego nie jest łatwe. Ze wspomnianą niełatwością mam okazję się skonfrontować, gdy zostaje mi 7 minut do odjazdu pociągu i orientuję się, że jestem w innym miejscu niż przewidział to dyspozytor.

Wizja wywalenia kolejnych 75, a dniu podróży to pewnie i 150, złotych na kolejny bilet i udaremnienia spotkania z przyszłą wieloletnią konkubiną, z którą szukaliśmy się całe życie po świecie, żeby znaleźć się pod Bagatelą, jest dużo silniejsza niż fakt, że NIE MAM POJĘCIA GDZIE JEST TEN PIEPRZONY PERON, BO NIE MA ŻADNEGO OZNACZENIA, KTÓRE BY DO NIEGO KIEROWAŁO, więc za wiele nie myśląc, po prostu biorę tę na wpół otwartą, nie trzymającą się nawierzchni torbę pod pachę i zaczynam biec na oślep, jak mysz wrzucona do piwnicy pełnej kotów.

Biegnę, połykam powietrze bez popity i czuję, że albo zaraz dokonam zwrotu z inwestycji w zawartość żołądka, albo polecę jak Michael Jordan w ostatniej scenie „Kosmicznego Meczu”, tyle że nie nad ziemią, a po ziemi, zahaczając zębami o wystające płyty chodnikowe. Ewentualnie przekręcę licznik w Endomondo. Tyle, że go nie włączyłem. Biegnę więc tak sobie beztrosko, biegnę i w końcu dobiegam do tego mistycznego peronu numer 7, i widzę nawet jeszcze nieodjechany pociąg, co w mojej głowie zostaje spuentowane białym wierszem o treści „jest, kurwa, jest!”. Już mam się do niego pakować, uprzednio wrzucając przez okno torbę, wzorem najzaradniejszych reprezentantów naszego narodu wiedzących, w którym dyskoncie w jaki dzień jest promocja na masło, ale coś mi mówi, że ten łut szczęścia, to może być najzwyklejsza w świecie podpucha i to, że właściwy pojazd stoi we właściwym miejscu, to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

Widząc pana z przyrządem, który mimo, że nie służy do lizania nazywany jest lizakiem i oczojebną, tudzież według prawideł szafiarskiej nomenklatury neonową, kamizelką, ostatnim łykiem powietrza jaki jestem w stanie połknąć bez uzewnętrzniania moich soków żołądkowych na posadzce, zapytowuję się go:

– Przepraszam, czy to pociąg do Krakowa?

– A co jest napisane?

– Proszę pana, nie mam najmniejszego pojęcia, za minutę mam pociąg, który teoretycznie miał stąd odjeżdżać, więc widząc, że stoi tu tylko ten, z którego się pan wychyla, pytam: czy to jest pociąg do Krakowa?

– A co jest napisane?!?!

– Proszę pana, została mi minuta, nie może mi pan po prostu odpowiedzieć?

– A co jest napisane!?!?!?!?

– NAPISANE JEST „KATOWICE”, CO NIE ODPOWIADA NA MOJE PYTANIE!

– TO JAK JEST NAPISANE „KATOWICE”, TO CHYBA NIE „KRAKÓW”, NIE? CZYTANIE TAKIE TRUDNE?

–  TYPIE, PRACUJESZ W PKP I NIE WIESZ O TYM, ŻE JAK JEST NA POCIĄGU NAPISANE „KATOWICE”, TO TEN POCIĄG MOŻE PRZEJEŻDŻAĆ I PRZEZ KRAKÓW, I PRZEZ ŚWINOUJŚCIE, I PRZEZ BURKINA FASO? NAPRAWDĘ NIE MOGŁEŚ ODPOWIEDZIEĆ „NIE JEDZIE PRZEZ KRAKÓW”, ZAMIAST CWANIAKOWAĆ?

– Nie jedzie przez Kraków, bo jest napisane „Katowice’.

– Świetnie, dzięki.

 

***

 

„Co jest napisane?” to ulubione hasło typowych kierowników. Czyli barmanów, parkingowych, pań w urzędzie, kierowców busów, portierek w akademikach, stróżów nocnych i wszystkich innych Panów Świata, którzy w życiu prywatnym są nieistotnymi zerami, co frustruje ich do tego stopnia, że gdy tylko poczują trochę władzy, nadużywają jej, żeby leczyć swoje kompleksy i poczuć się kimś lepszym. Chcą choć raz czuć się ważni, chcą choć raz być panami sytuacji, bo na co dzień są sługami rzeczywistości, chcą choć raz budzić respekt, a nie politowanie i szyderczy śmiech.

Typowi kierownicy wykorzystują namiastkę władzy, którą daje im ich praca i zamiast odpowiedzieć, choćby jednym słowem, na banalne pytanie i pomóc drugiemu człowiekowi, chcą przez moment poczuć się jak nauczyciele, jak mentorzy, jak ktoś kogo się szanuje i z przekąsem wypluwają „a co jest napisane?”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Thoth God of Knowledge

Znacie taką stronę jak Fronda.pl? Nie? To nawet nie macie pojęcia jak szczęśliwymi ludźmi jesteście. W twitterowym skrócie, to turbo katolicki serwis z przegięciem w stronę nieoświecenia. Z własnej woli zapuszczałem się na niego, tylko gdy ktoś ze znajomych udostępnił na Facebooku „artykuł” z wyjątkowo zabawnym nagłówkiem. A to i tak tylko po to, by przeczytać śródtytuły i uciec. Tym razem jednak wpadłem na niego na dłużej, przez Asię z Wyrwane z kontekstu, która odniosła się do jednego z opublikowanych tam tekstów.

Ów tekst, o wdzięcznym tytule „Jak przypodobać się mężowi? PORADY”, jest zbiorem najbardziej  irracjonalnie brzmiących sugestii damsko-męskich, które, co prawie niemożliwe, w kategorii co-to-kurwa-jest dorównują „artykułom” z naTemat. Poniżej największe rodzyneczki z tej ewangelii pożycia małżeńskiego wraz z moim odbiciem piłeczki w drugą stronę. Czyli równie absurdalne rady dla panów, odnośnie tego, jak przypodobać się żonie.

I proszę nie regulować odbiorników, to na szaro z symbolem cytatu, to autentyczne złote myśli z Frondy.

jak przypodobac się mężowi

Doceń to, że bez szemrania po raz trzeci poszedł dzisiaj do sklepu.

Doceń to, że to już trzeci dzień bez szemrania, krzyczenia i fochowania.

Zauważ, że dba o trawnik.

Zauważ, że dba o trawnik. W sensie, depiluje go.

Kiedy wraca do domu w upalny dzień przygotuj mu coś do picia.

Kiedy wraca do domu w upalny dzień przygotuj jej coś do sprzątania. Z pewnością jest wykończona upałem i chciałaby się porelaksować.

Jeśli zrobi coś nie tak, nie krzycz: „A nie mówiłam…”.

Jeśli zrobi coś tak, krzyknij: „W końcu ci się udało…”.

Jeśli zabłądzi podczas wspólnej jazdy samochodem, nie narzekaj, tylko znajdź pozytywną stronę sytuacji: „Jaka ładna droga!”.

Jeśli zabłądzi podczas wspólnej jazdy samochodem, nie narzekaj, tylko znajdź pozytywną stronę sytuacji: „Jaka ładna droga! Uprawiałaś kiedyś seks na masce samochodu na wydupiu?”.

Kiedy zapomni ci przynieść coś, o co prosiłaś, powiedz: „Nie szkodzi, przyniesiesz następnym razem”.

Kiedy zapomni ci przynieść coś, o co prosiłeś, powiedz: „Nie szkodzi, masz okazję, żeby się przejść jeszcze raz”.

Jeśli nie chce czegoś dla ciebie zrobić, nie obrażaj się, ale poproś go o to kiedy indziej.

Jeśli nie chce czegoś dla ciebie zrobić, nie obrażaj się, ale poproś o to kochankę.

Wieczorem powitaj męża uśmiechem i, w miarę możliwości, dobrym humorem.

Wieczorem powitaj żonę uśmiechem i, w miarę możliwości, trzeźwym oddechem.

Jeśli jest zmęczony, zaakceptuj to.

Jeśli jest zmęczona, zaakceptuj to. I idź to kochanki.

Pochwal go, gdy z własnej inicjatywy pozmywał naczynia.

Pochwal ją, gdy z własnej inicjatywy zrobiła Ci loda.

Jeśli wcale nie gotujesz, ugotuj mu cokolwiek. Będzie miał się czym chwalić w pracy.

Jeśli wcale jej nie całujesz, zrób jej malinkę gdziekolwiek. Będzie miała się czym chwalić w pracy.

Rozpieszczaj męża, ale nie dzieci.

Rozpieszczaj żonę, ale nie tę sąsiada.

Opiekuj się nim, ale nie sprawiaj wrażenia, że mu matkujesz.

Opiekuj się nią, ale nie sprawiaj wrażenia, że robisz to bezinteresownie.

Jak chcesz powiedzieć coś ważnego mężowi, to poczekaj aż nie będzie zajęty i będzie mógł spokojnie cię wysłuchać

Jak chcesz powiedzieć coś ważnego żonie, to wyślij jej smsa.

Opowiadając mu o czymś staraj się mówić o konkretach.

Opowiadając jej o czymś staraj się mówić.

Prośby określaj jasno, bez owijania w bawełnę

Prośby określaj metaforycznie, owijając w bawełnę.

Daj mu chwilę odpocząć po pracy, nawet jeśli oboje pracujecie.

Daj jej chwilę odpocząć po gotowaniu, nawet jeśli oboje jedliście.

Wyprasuj mu koszulę, jeśli sobie z tym nie radzi. Może on wpadnie na to, żeby wyczyścić ci buty.

Wyczyść jej buty, jeśli sobie z tym nie radzi. Może ona wpadnie na to, żeby dmuchnąć Ci w wentyl.

Nie krytykuj męża przy innych, a zwłaszcza przy waszych dzieciach.

Nie krytykuj żony, a zwłaszcza gdy faktycznie zrobi coś źle.

Nie bądź zła na niego, gdy zgubi klucze.

Nie bądź zły na nią, gdy zgubi zamek.

Nie dbaj o dzieci kosztem męża.

Nie dbaj o dzieci. W końcu i tak ona zna się na tym lepiej od Ciebie.

Nie dbaj o kota kosztem męża.

Nie dbaj o kota kosztem żony. Płać za jego karmę z własnych pieniędzy.

Jeśli mąż lubi wątróbkę, to kup mu ją także, a nie tylko dla pieska.

Jeśli żona lubi wątróbkę, to kup jej ją także, a nie tylko dla kochanki.

Nie podejmuj ważnych decyzji bez rozmowy z mężem.

Nie podejmuj ważnych decyzji.

Pytaj męża, co mu sprawia przyjemność, może w końcu ci powie.

Pytaj kochanki, co jej sprawia przyjemność, może okaże się, że żona lubi to samo.

Na imieniny nie kupuj mu znowu skarpet.

Na imieniny nie kupuj jej znowu kurewskiej bielizny.

Narzędzi też mu nie kupuj, bo on wie lepiej, jakie potrzebuje.

Nawilżaczy doodbytniczych też jej nie kupuj, bo ona wie lepiej, jakich potrzebuje.

Jeśli chcesz się kochać, to zacznij bez czekania na jego inicjatywę.

Jeśli chcesz się kochać, to czekaj na jej inicjatywę. A przynajmniej pozwolenie.

Jeśli nic nie stoi na przeszkodzie, nie wzbraniaj się od seksu.

Jeśli coś stoi na przeszkodzie, nie zdradzaj jej na wyjazdach służbowych.

Jeśli nie możesz się kochać, to powiedz mu to szczerze.

Jeśli nie staje Ci, bo po ślubie roztyła się, przestała o siebie dbać, a w trakcie stosunku pyta Cię, czy lepiej wziąć kredyt na lodówkę, czy pralkę na raty i kompletnie przestała Cię pociągać, nie mów jej tego.

Powiedz mu kiedy będziesz gotowa, żeby mógł się przygotować.

Powiedz jej kiedy przestaniesz być gotowy, żeby mogła przestać się udawać.

Dbaj o swoją bieliznę.

Dbaj o… Nie, nie, nie mogę. Za dużo! Stop! Koniec! Mój mózg nie chce przyjąć, że ktoś naprawdę napisał to jako radę dla dorosłego człowieka.

Dziękuję za uwagę, można już rozpocząć formatowanie twardego dysku.