Close
Close

Najlepsze uliczne historie: czerwiec

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest gato-gato-gato
autorem zdjęcia jest gato-gato-gato

Ostatni zbiór ulicznych historii był tak dawno, że prawie zapomniałem, że mamy w ogóle taki cykl na blogu. Wszystko przez to, że niemal całkowicie zrezygnowałem z poruszania się MPK na rzecz roweru, przez co ilość okazji do podsłuchiwania absurdalnych dialogów drastycznie spadła. Ich jakość natomiast, jeśli drgnęła choć ociupinkę, to tylko w górę, bo w dzisiejszej złotej dziesiątce same kozaki, więc jeśli macie przy ustach naczynia z jedzeniem, uprasza się o ich odstawienie. Żeby nie było, że nie uprzedzałem.

 

# 1 – W trakcie konsumpcji pierogów dwie, na oko, licealistki, postanowiły podzielić się z otoczeniem przemyśleniami na temat używania prezerwatyw.

– …i wiesz, tak w ogóle to gumki są chujowe.

– Tak?

– Próbowaliśmy tych przedłużających stosunek i to jest w ogóle bez sensu.

– Tych z prążkami?

– Nie, tych z tą mazią w środku – „performa”, czy jakoś tak?

– Nie podoba ci się dłuższy stosunek?

– Przez tą gumę, to ja nic nie czuję i on nic nie czuje. W ogóle nic, jakby nie był we mnie. I przez ten środek, to on jest znieczulony. I kończy się to tak, że jemu opada i zamiast stosunku, oglądamy serial.

 

#2 – Na stacji naprzeciwko mojego bloku, te same bezcelowe pytania co zawsze, zostały tym razem zadane sąsiadowi, który nie wytrzymał:

– Była tankowana benzyna?

– Nie było.

– Zaproponuję hot-doga z kawą w zestawie, podać?

– Nie, dziękuję.

– Jest karta na punkty?

– Nie ma.

– Myślał pan o założeniu?

– Proszę panią, czy pani mnie naprawdę nie kojarzy? Od pół roku, co drugi dzień kupuję tu piwo i ser i za każdym razem odpowiadam to samo, bo nie mam auta, nie jem hot-dogów i nie chcę żadnych punktów, tylko zapłacić za jedzenie. Nie może mi pani po prostu skasować tych piw i sera bez tego gadania?

– Ale ja mam tak w skrypcie.

 

#3 – Para 70-latków rozprawia o odżywianiu w busie do Krakowa:

– Ale jak ty tak dużo kalorii spaliłeś?

– Aaa, bo szczuplutki jestem.

– Ale jak to – ja 750, a ty ponad 1000?

– Aaa, ja na to nie patrzę.

– Ale pokaż, pokaż ile dokładnie.

– Aaa, daj mi spokój.

Po 10 minutach focha starszej pani i nie odzywania się do siebie, co ewidentnie irytowało starszego pana:

– Trzeba było nie żreć tyle, to byś więcej spaliła, a tak żresz i nie masz siły się ruszać.

 

#4 – Stoję pod Bagatelą dłuższą chwilę i starszy pan stojący obok zagaduje:

– Pan na spektakl?

– Nie, ja na koleżankę.

– Aha. Ja też się tak czasem umawiam, ale wolę pod.

 

#5 – Starsza pani do pieska na Młynówce Królewskiej:

– No chodź pieronie, chodź!

– Hau, hau!

– Ty ze mną nie negocjuj, tylko chodź!

– Wrrr, wrrr, hau!

– Tak? Będziesz warczeć na mnie pieronie jeden? To ja ci kosteczki z najlepszego mięska wyciągam zamiast na rosół dać, a ty na mnie warczysz? To idź w cholerę! Tu pan jedzie na rowerze i cię na pewno przejedzie.

Zlitowałem się i nie przejechałem. Choć faktycznie pieron z niego był.

 

#6 – Rozmowa dwóch studentów prawa, na oko 2-go roku bo coś tam już wiedzieli, w busie z Krakowa:

– …blablablablablabla, blablablabla i blablablablabblabla, blabla.

– Ale jak to? Przecież blablablabla, blablablablabblablabla, blabla.

– Nie. Zgodnie z blablablablabblabla i blablabla to blablablabla.

– A nie blablablablabblablabla?

– Nie, bo blablablabla.

– No tak, faktycznie.

Aczkolwiek możliwe, że kilku zwrotów nie zrozumiałem.

 

#7 – Rozmowa w męskim kiblu w Forum Przestrzenie:

– Papieru nie ma, mydła nie ma, ręczników nie ma, niczego nie ma. Chujowe to Forum.

– Ale są dupy.

– No tak, racja.

 

#8 – Przedtrzydziestka do bufetowej na stołówce przy Parku Jordana:

– Przepraszam, jest tu klimatyzacja?

– Chodzi.

– A można by ją podkręcić? Bo czuję, że się zaraz upiekę.

– Na full chodzi.

– Niemożliwe, temperatura w tym pomieszczeniu jest taka sama jak na zewnątrz.

– Pani, jakby na full nie chodziła, to by była wyższa.

– Aha.

 

#9 – Starsza pani karmiąc wiewiórkę w Parku Jordana:

– Zjedz sobie kochanie, zjedz. Śliczna jesteś. No masz, masz, piękne masz futerko. No, masz, masz, zjedz sobie. Gdyby moje córki były takie ładne jak ty, to bym się za nie nie musiała w kościele wstydzić.

 

#10 – Negocjowanie statusu związku przez telefon, w kolejce po zapiekankę na Placu Nowym, zawsze spoko:

– Gośka, nie ruchałem jej, rozumiesz?

– …

– To Cicha kłamie. Zresztą chuja może wiedzieć, bo już jej dawno nie było.

– …

– Nie ruchałem jej, rozumiesz? Poza Marcelą nie ruchałem żadnej dupy oprócz ciebie, bo jesteś miłością mojego życia, rozumiesz?

 

Z racji, że poprzednie zestawienie najlepszych ulicznych historii było dwa miesiące temu, podejrzewam, że macie od groma własnych podsłuchanych dialogów, którymi chcecie podzielić się z resztą w komentarzach. Mam rację?

(niżej jest kolejny tekst)

37
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
19 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
DotKamil SkrokKasiaAdrianna Zielińskaokmanek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ruda
Gość

Kiedyś szłam z moim psem… owczarkiem niemieckim na spacer, nagle idzie starszy Pan i mówi do nas tak:
-Ale ma Pani ładnego pieska!
Na co odpowiadam: dziękujemy.
-Też kiedyś takiego miałem, ale go auto pierdol**.
SZOK.

Monika Niżnik
Gość
Monika Niżnik

U mnie było podobnie, z tym, że na zadane pytanie: a co się stało z pana pieskiem?….odpowiedział: a dzieci mu kręgosłup złamały.

Jan Favre
Gość

Bezstresowe wychowanie górą.

Ruda
Gość

To smutne… i „śmieszne” że ludzie chwalą się takimi historiami :)

Justyna Rolka
Gość

Rozmowa dwóch małżonków.
Ż: Kochanie weźmiesz mnie kiedyś do takiej eleganckiej restauracji, gdzie serwują takie małe porcje?
M: Oczywiście, jak chcesz wezmę Cię jutro do jadłodajni i zamówię zestaw dla dzieci – pół porcji.

Rozmowa dwóch nastolatek w autobusie.
-Boli mnie oko.
-Oko?
-No chyba nie dupa.
– To co za dużo było?

W.
Gość
W.

#6 Co to za studenci prawa, w których konwersacji nie pada w ogóle ‚to zależy’ i ‚co do zasady’? Pfff. Kraków, Męskie Granie, dosiadają się do nas dwie panie, na oko po 30., sprawiające wrażenie zainteresowanych bardziej Frantikiem albo innym Szajnem. Pierwszy 6 wykonawców totalnie ich znudziło, rozczarowane były, że Kult gra dopiero na sam koniec i chyba dlatego tuż przed ich koncertem wyszły. Kilka dialogów: [do nas] – Wiedzą panie, koleżanka to pierwszy raz od trzech lat wyszła z domu bez męża i dziecka. To dlatego ma cycki na wierzchu. [do przypadkowo spotkanego kolegi] – No hej, co tam… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Co do studentów, to te zwroty możliwe, że padły, ale mój mózg zinterpretował je jako „blablablablabblabla”.

Co do Męskiego Grania, jak było na Hey?

W.
Gość
W.

W odniesieniu do pozostałych koncertów jeden z lepszych w czasie Męskiego Grania, w odniesieniu do innych koncertów Hey, bywałam na fajniejszych, głównie pod kątem zaangażowania publiczności, ale ogólnie warto było.

Ven
Gość

Chyba za bardzo Cię śledzę, skoro większość historii doskonale znam z fejsa haha :D. Genialne. Też uwielbiam „podsłuchiwać” (no dobra, zwykle ludzie tak się drą, że nie trzeba podsłuchiwać). Można zrobić sobie dzień.

Ven
Gość

Ostatnio na Piotrkowskiej w Łodzi podbił do mnie facet, zawiesił wzrok na 5 sekund i krzyknął: NIGDY SIĘ NIE OŻENIĘ.
To było co najmniej chore. Chyba przypomniałam mu kogoś z przeszłości. Chyba ex.

Grocrafty
Gość
Grocrafty

A może to był komplement, że nigdy się nie ożeni, bo wtedy nie mógłby podbijać do takich dziewczyn jak Ty?:)

Jan Favre
Gość

Ta anegdota powinna trafić na czołówkę rankingu antykomplementów.

Ven
Gość

Ojj tak, masz rację!

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #33: Wakacyjny Poradnik Wycieczkowicza

Skip to entry content

Pół godziny próbowałem wymyślić jakiś mądry, poetycko-filozoficzny wstęp, który będzie Wam w ultra-zabawny sposób tłumaczył, czemu w tym tygodniu mnie nie ma. Nie wymyśliłem, więc powiem wprost: LE-CĘ NA WA-KA-CJE! Konkretnie do Bułgarii, gdzie plan jest taki, że będzie pływanie, opalanie, szamanie, spanie i (na tyle, na ile to możliwe) niedotykanie urządzeń elektronicznych. A zwłaszcza tych z dostępem do internetu.

Znaczy to tyle, że w „Cotygodniowym Przeglądzie Internetu” pojawia się pierwsze zastępstwo w tym sezonie.

Owym zastępczym wychowawcą przez weekend jest rudowłosa Justyna z bloga WITH LOVE. Mimo nazwy sugerującej tematykę erotyczną, pamiętnik jest o nieco innej miłości, bo do podróży, a przede wszystkim do gór. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wygląda kurs przewodnika beskidzkiego albo jakie miejsca warto zobaczyć w Polsce, to wpadajcie do niej. A póki jeszcze tu jesteście, to sprawdźcie jakie rarytasy wyłowił z sieci dla Was nasz gość.

just

Cześć!

Mam nadzieję, że Janek przed wyjazdem odrobił zadanie domowe i nauczył się, że w Bułgarii kręcenie głową na „nie” znaczy „tak”, a potakiwanie znaczy „nie” (tak, Bułgaria jest kobietą) i uda mu się zaprosić na lody jakąś autochtonkę. Że ma świadomość, że „na prawo” znaczy „prosto” i że jak się już umówią, to uda im się spotkać we właściwym miejscu. Że wie, że co bogatsze maturzystki za zdane egzaminy dostają od rodziców w prezencie operacje powiększenia biustu, żeby mogły znaleźć sobie lepszego męża i że się chłopak nie rozczaruje. I że będzie pamiętał o tym, by na czałga party założyć outfit à la Faszyn from raszyn, a następnie, podrygując konwulsyjnie do Azisa, obrzucać się chusteczkami, udając, że to gruby hajs. I tak dalej.

Jeżeli też byście chcieli tak, jak on, ale nie jesteście znanymi blogerami i pozostają Wam (tak, jak mi) niskobudżetowe wypady, spieszę z pomocą. Poniżej znajdziecie rozwiązanie kilku dylematów związanych z podróżami.

Bardzo bym chciał, ale… Skończ pierdolić i weź się, kurwa, ogarnij. Jeżeli ciągle wymyślasz sobie jakieś wymówki, sprawa jest prosta – po prostu nie chcesz aż tak bardzo, jak Ci się wydaje. Damian Drążek, który uciekł do raju , w kilku żołnierskich słowach wyjaśnia, jak osiągać zamierzone cele. Nie tylko podróżnicze.

Chcę, ale nie mam z kim. Pozostaje Ci tylko jedno – znaleźć kogoś, kto ma ten sam problem. Jest taka grupa na Facebooku, Spontaniczne wypady, na której poszukać można sobie towarzysza i np. razem z nim pójść na spacer z psem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że spacer zaczyna się w Polsce, a kończy w Lizbonie. A potem jeszcze trzeba wrócić.

Chcę, mam z kim, ale nie wiem jak. Na szczęście inni wiedzą i ochoczo dzielą się swoją wiedzą. Paweł zebrał do kupy 26 portali, które ułatwią penetrację świata i poznawanie ludzi o podobnych zainteresowaniach. Jedni udostępnią Ci swój ogród, jeżeli podróżujesz z namiotem, a drudzy pozwolą Ci zamieszkać w swoim domu w zamian za skoszenie trawnika.

Chcę, mam z kim, wiem jak, ale nie mam pieniędzy. Super! Okazuje się bowiem, że pieniądze w podróży wcale nie są potrzebne. A przynajmniej nie w takiej ilości, jak Ci się wydaje. WorkAway to portal, który w połowie drogi pozwala spotkać się tym, którzy potrzebują pomocy i w zamian za nią oferują dach nad głową i jedzenie z tymi, którzy mają chęć do pomocy i potrzebują dachu nad głową oraz jedzenia. Świetna sprawa! Podobnie działa program World Wide Opportunities on Organic Farms, tyle, że zrzesza ekofarmy z całego świata. Krótko mówiąc: można podróżować, zatrzymując się co jakiś czas w nowym miejscu, zdobywać nowe doświadczenia i poznawać kolejne zakątki Ziemi, nie wydając na to ani grosza.

Chcę, mam z kim, wiem jak, nie potrzebuję pieniędzy, ale chciałbym przysporzyć sobie fejmu. Nie ma sprawy. Jeżeli do tej pory wydawało Ci się, że Snapchat służy tylko do tego, by pokazywać innym cycki (nie rób tego, jeżeli jesteś chłopcem), spieszę donieść, że nie. Kara Boska uznała, że Snapchat jest zajebisty i przygotowała krótki poradnik podróżniczego snapowania, dzięki któremu przysporzysz sobie fejmu. W artykule znajdziesz również listę podróżników, którzy (jak przez dziurkę od klucza) pokażą Ci ciekawe miejsca, w których akurat przebywają.

Damska stylówka tygodnia: Lubicie stare, klimatyczne fotografie z czasów, gdy trzeba było zastanowić się sto razy, zanim zrobiło się jedno, porządne zdjęcie? Ja również. Jednym z moich ulubionych twórców jest Siergiej Prokudin-Gorski, pionier fotografii kolorowej, który poświęcił swoje życie zawodowe na rozwijanie tych technik. Dzięki temu dzisiaj serwować można sobie piękne podróże w przeszłość, do których bardzo zachęcam. Na zdjęciu Ormianka w tradycyjnym, narodowym stroju. Nosiłybyście?

Ormianka
Fot. Siergiej Prokudin-Gorski

Męska stylówka tygodnia: Jeżeli zastanawiacie się, w jakich outfitach 35 lat temu zdobywano Mt. Everest, to już nie musicie tego robić: właśnie w takich. Mimo tego, że w sklepach nie było tych wszystkich cudownych ubrań, do jakich dostęp mamy dzisiaj, to właśnie na lata 80-te przypada złoty okres polskiego himalaizmu. Na zdjęciu Jerzy Kukuczka na szczycie najwyższej góry świata. Po więcej zdjęć, historii i ciekawostek zajrzyjcie do Wirtualnego Muzeum.

Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki
Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki

Filmik tygodnia: Jeden plecak. Jedna mapa. 800 km z buta.

Fanpage tygodnia: Lego Travelers Story. Małe ludziki w wielkim świecie. Jak super to jest?

Ogłoszenia parafialne:

Do zobaczenia na szlaku!

With love,
Justyna

Geje, lesbijki, Matka Boska, Polska Walcząca i tęcza

Skip to entry content

Przez cały weekend byłem odcięty od internetu, więc wszelkie informacje o „celebrowaniu dumy” i legalizacji związków jednopłciowych w Stanach Zjednoczonych dotarły do mnie dopiero w poniedziałek popołudniu. Zacząłem czytać komentarze pod kolejnymi artykułami i statusami na Fejsie i zrobiło mi się naprawdę przykro. Ów smutek wynikał z tego, że wydarzenia w kraju na drugim końcu świata, nie mające żadnego powiązania z sytuacją u nas, podzieliły Polaków równie mocno, co rozbiory w trakcie wojny.

To naprawdę szokujące, że decyzje podjęte w odległym od nas o dziesiątki kilometrów USA, nie mającym mocy ustawodawczej w naszym kraju, doprowadziły do tego, że sąsiedzi zaczęli się rzucać sobie do gardeł i pałać nienawiścią równą najgorszym wrogom. Przerażające. Chciałem odciąć się od tego tematu, zamknąć oczy i udawać, że nie żyję wśród szaleńców gotowych wbić nóż rodakowi pod żebra, bez wyraźnego powodu. Chciałem, ale nie mogę, bo temat zaczął dotykać również mnie.

Dostałem wiadomości z pytaniem…

 

Czy nie wstawiłem zdjęcia z tęczą na swój profil, bo jestem homofobem?

Otóż nie, nie jestem.

Toleruję homoseksualistów. Znaczy, to tyle, że ani ich nie kocham, a nie nienawidzę, tylko przyjmuję do wiadomości, że są osoby tej samej płci, które chcą wzajemnie się bawić swoim przyrodzeniem. I dopóki nikt mi nie mówi co mam robić ze swoim, nie interesuje mnie to. Lub, obrazując moje nastawienie adekwatnie do tej sytuacji, mam to w dupie. Jak ktoś lubi takie zabawy, to proszę bardzo, nic mi do tego, dopóki robi to w zaciszu swojego domu i nie krzywdzi przy tym drugiej osoby.

A nie zmieniłem zdjęcia na tęczowe, bo tak jak nie świętowałem depenalizacji narkotyków w Czechach, tak też nie rusza mnie decyzja podjęta w miejscu za Atlantykiem, nie mająca wpływu na moje życie. To po prostu mnie nie dotyczy.

Sugerowanie, że jeśli ktoś nie zmienił profilowego na Facebooku na tęczowe, oznacza, że jest homofobem, to idiotyzm. To tak jak bym stwierdził, że jeśli ktoś nie wsparł Akademii Przyszłości, to znaczy, że nie jest za wyrównywaniem szans dzieciaków z nizin społecznych. Albo, że jeśli przy akcji „He for she” nie zrobił sobie zdjęcia w sukience to znaczy, że jest za gwałceniem kobiet. To tak nie działa.

Ja mam z kolei inne pytanie…

 

Czy Matka Boska nie kocha gejów?

Odpowiedź twierdzącą sugerują osoby oburzone na fakt, że administrator profilu „Sztuczne Fiołki” wstawił obraz Matki Boskiej w tęczowych kolorach. Okazało się, że wmawianie miłości matki Jezusa do homoseksualistów, to grzech śmiertelny, za który idzie się do piekła, a wnętrzności osoby tak twierdzącej ogień szatański trawi przez wieczność. No kto, jak kto, ale myślałem, że ta ikona to jednak kocha wszystkich, bez względu na preferencje łóżkowe. No a przynajmniej wszystkich wiernych, bo jednak bycie homoseksualistą nie jest tożsame z ateizmem.

To ciekawe, że tyle osób uznało kogoś za podczłowieka, czy bękarta diabła, a nie dziecko boga, tylko ze względu na to z kim sypia. Nawet jeśli w wierze katolickiej takie zachowanie to grzech, to myślałem, że grzechy się wybacza. Tak jak wielokrotnie odpuszczane jest złorzeczenie przeciwko bliźnim. Czy katowanie żony i dzieci po pijaku.

I jeszcze jedna nurtująca mnie kwestia…

 

Czy nasi dziadkowie w trakcie II wojny światowej walczyli z gejami?

Bo taki komunikat wysyła część osób zmieniając swoje zdjęcia na biało-czerwone z symbolem Polski Walczącej, mające być bezpośrednią kontrą do tych gejowych-tęczowych. Puentując to, że „nie o taka Polskę walczyli nasi przodkowie” lub że „prawdziwi patrioci nie będę tolerować gejów”.

Nigdy nie byłem asem z historii, ale jeśli dobrze pamiętam, to „P” z kotwicą było symbolem walki z Niemcami i faszyzmem, a nie gejami. Nasi dziadkowie nie działali w konspiracji z narażeniem siebie i swoich rodzin, żeby wyrzucić poza granicę tych strasznych pedałów, tylko wyrwać nasz kraj z rąk okupantów. Po to by był wolny. W-O-L-N-Y! Byśmy mogli swobodnie chodzić po ulicach, bawić się na koncertach z polską muzyką, kupować iPhone’y, wrzucać selfie na Instagrama i kochać kogo nam się podoba. Nawet laskę z naszego korpo-boxu, bez względu na to, czy sami jesteśmy laską.

Bardzo mi przykro, że symbol nadziei stał się symbolem nienawiści. Zwłaszcza, że…

W czerwcu 2014 Sejm uchwalił ustawę o ochronie Znaku Polski Walczącej. Zgodnie z art. 1 ustawy znak, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej. Otaczanie Znaku Polski Walczącej czcią i szacunkiem stało się prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, a jego publiczne znieważanie podlega karze grzywny (art. 2 i 3 ustawy).

…a wykorzystywanie go przeciwko gejom i lesbijkom, w moim mniemaniu jednak nie jest otaczaniem go czcią i szacunkiem.

Na koniec…

 

Prośba

Niezależnie co sądzisz o osobach odmiennej orientacji, pamiętaj, że nie jesteśmy 52 stanem USA i to, co się tam dzieje, nie ma wpływu na naszą rzeczywistość. Gdyby tak było, już dawno broń byłaby legalna i moglibyśmy biegać z shotgunami pod kurtką zamiast z włączonym Endomondo. A nie jest tak. Tak samo jak nie jest legalna eutanazja, która w krajach znacznie bliższym nam geograficznie niż Ameryka funkcjonuje. W związku z tym – bez znaczenia, czy jesteś za związkami partnerskimi czy przeciw – nie ma powodu, żebyś mieszał drugiego Polaka z błotem i życzył mu butów z betonu.

A jeśli tak bardzo potrzebujesz tematu do ekscytacji, to popodniecaj się tym, że ¼ maturzystów nie zdała matury. Bo to realna sytuacja, która ma na nas wpływ.