Close
Close

Najlepsze uliczne historie: czerwiec

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest gato-gato-gato
autorem zdjęcia jest gato-gato-gato

Ostatni zbiór ulicznych historii był tak dawno, że prawie zapomniałem, że mamy w ogóle taki cykl na blogu. Wszystko przez to, że niemal całkowicie zrezygnowałem z poruszania się MPK na rzecz roweru, przez co ilość okazji do podsłuchiwania absurdalnych dialogów drastycznie spadła. Ich jakość natomiast, jeśli drgnęła choć ociupinkę, to tylko w górę, bo w dzisiejszej złotej dziesiątce same kozaki, więc jeśli macie przy ustach naczynia z jedzeniem, uprasza się o ich odstawienie. Żeby nie było, że nie uprzedzałem.

 

# 1 – W trakcie konsumpcji pierogów dwie, na oko, licealistki, postanowiły podzielić się z otoczeniem przemyśleniami na temat używania prezerwatyw.

– …i wiesz, tak w ogóle to gumki są chujowe.

– Tak?

– Próbowaliśmy tych przedłużających stosunek i to jest w ogóle bez sensu.

– Tych z prążkami?

– Nie, tych z tą mazią w środku – „performa”, czy jakoś tak?

– Nie podoba ci się dłuższy stosunek?

– Przez tą gumę, to ja nic nie czuję i on nic nie czuje. W ogóle nic, jakby nie był we mnie. I przez ten środek, to on jest znieczulony. I kończy się to tak, że jemu opada i zamiast stosunku, oglądamy serial.

 

#2 – Na stacji naprzeciwko mojego bloku, te same bezcelowe pytania co zawsze, zostały tym razem zadane sąsiadowi, który nie wytrzymał:

– Była tankowana benzyna?

– Nie było.

– Zaproponuję hot-doga z kawą w zestawie, podać?

– Nie, dziękuję.

– Jest karta na punkty?

– Nie ma.

– Myślał pan o założeniu?

– Proszę panią, czy pani mnie naprawdę nie kojarzy? Od pół roku, co drugi dzień kupuję tu piwo i ser i za każdym razem odpowiadam to samo, bo nie mam auta, nie jem hot-dogów i nie chcę żadnych punktów, tylko zapłacić za jedzenie. Nie może mi pani po prostu skasować tych piw i sera bez tego gadania?

– Ale ja mam tak w skrypcie.

 

#3 – Para 70-latków rozprawia o odżywianiu w busie do Krakowa:

– Ale jak ty tak dużo kalorii spaliłeś?

– Aaa, bo szczuplutki jestem.

– Ale jak to – ja 750, a ty ponad 1000?

– Aaa, ja na to nie patrzę.

– Ale pokaż, pokaż ile dokładnie.

– Aaa, daj mi spokój.

Po 10 minutach focha starszej pani i nie odzywania się do siebie, co ewidentnie irytowało starszego pana:

– Trzeba było nie żreć tyle, to byś więcej spaliła, a tak żresz i nie masz siły się ruszać.

 

#4 – Stoję pod Bagatelą dłuższą chwilę i starszy pan stojący obok zagaduje:

– Pan na spektakl?

– Nie, ja na koleżankę.

– Aha. Ja też się tak czasem umawiam, ale wolę pod.

 

#5 – Starsza pani do pieska na Młynówce Królewskiej:

– No chodź pieronie, chodź!

– Hau, hau!

– Ty ze mną nie negocjuj, tylko chodź!

– Wrrr, wrrr, hau!

– Tak? Będziesz warczeć na mnie pieronie jeden? To ja ci kosteczki z najlepszego mięska wyciągam zamiast na rosół dać, a ty na mnie warczysz? To idź w cholerę! Tu pan jedzie na rowerze i cię na pewno przejedzie.

Zlitowałem się i nie przejechałem. Choć faktycznie pieron z niego był.

 

#6 – Rozmowa dwóch studentów prawa, na oko 2-go roku bo coś tam już wiedzieli, w busie z Krakowa:

– …blablablablablabla, blablablabla i blablablablabblabla, blabla.

– Ale jak to? Przecież blablablabla, blablablablabblablabla, blabla.

– Nie. Zgodnie z blablablablabblabla i blablabla to blablablabla.

– A nie blablablablabblablabla?

– Nie, bo blablablabla.

– No tak, faktycznie.

Aczkolwiek możliwe, że kilku zwrotów nie zrozumiałem.

 

#7 – Rozmowa w męskim kiblu w Forum Przestrzenie:

– Papieru nie ma, mydła nie ma, ręczników nie ma, niczego nie ma. Chujowe to Forum.

– Ale są dupy.

– No tak, racja.

 

#8 – Przedtrzydziestka do bufetowej na stołówce przy Parku Jordana:

– Przepraszam, jest tu klimatyzacja?

– Chodzi.

– A można by ją podkręcić? Bo czuję, że się zaraz upiekę.

– Na full chodzi.

– Niemożliwe, temperatura w tym pomieszczeniu jest taka sama jak na zewnątrz.

– Pani, jakby na full nie chodziła, to by była wyższa.

– Aha.

 

#9 – Starsza pani karmiąc wiewiórkę w Parku Jordana:

– Zjedz sobie kochanie, zjedz. Śliczna jesteś. No masz, masz, piękne masz futerko. No, masz, masz, zjedz sobie. Gdyby moje córki były takie ładne jak ty, to bym się za nie nie musiała w kościele wstydzić.

 

#10 – Negocjowanie statusu związku przez telefon, w kolejce po zapiekankę na Placu Nowym, zawsze spoko:

– Gośka, nie ruchałem jej, rozumiesz?

– …

– To Cicha kłamie. Zresztą chuja może wiedzieć, bo już jej dawno nie było.

– …

– Nie ruchałem jej, rozumiesz? Poza Marcelą nie ruchałem żadnej dupy oprócz ciebie, bo jesteś miłością mojego życia, rozumiesz?

 

Z racji, że poprzednie zestawienie najlepszych ulicznych historii było dwa miesiące temu, podejrzewam, że macie od groma własnych podsłuchanych dialogów, którymi chcecie podzielić się z resztą w komentarzach. Mam rację?

(niżej jest kolejny tekst)

37
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
19 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
DotKamil SkrokKasiaAdrianna Zielińskaokmanek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ruda
Gość

Kiedyś szłam z moim psem… owczarkiem niemieckim na spacer, nagle idzie starszy Pan i mówi do nas tak:
-Ale ma Pani ładnego pieska!
Na co odpowiadam: dziękujemy.
-Też kiedyś takiego miałem, ale go auto pierdol**.
SZOK.

Monika Niżnik
Gość
Monika Niżnik

U mnie było podobnie, z tym, że na zadane pytanie: a co się stało z pana pieskiem?….odpowiedział: a dzieci mu kręgosłup złamały.

Ruda
Gość

To smutne… i „śmieszne” że ludzie chwalą się takimi historiami :)

Jan Favre
Gość

Bezstresowe wychowanie górą.

Justyna Rolka
Gość

Rozmowa dwóch małżonków.
Ż: Kochanie weźmiesz mnie kiedyś do takiej eleganckiej restauracji, gdzie serwują takie małe porcje?
M: Oczywiście, jak chcesz wezmę Cię jutro do jadłodajni i zamówię zestaw dla dzieci – pół porcji.

Rozmowa dwóch nastolatek w autobusie.
-Boli mnie oko.
-Oko?
-No chyba nie dupa.
– To co za dużo było?

W.
Gość
W.

#6 Co to za studenci prawa, w których konwersacji nie pada w ogóle ‚to zależy’ i ‚co do zasady’? Pfff. Kraków, Męskie Granie, dosiadają się do nas dwie panie, na oko po 30., sprawiające wrażenie zainteresowanych bardziej Frantikiem albo innym Szajnem. Pierwszy 6 wykonawców totalnie ich znudziło, rozczarowane były, że Kult gra dopiero na sam koniec i chyba dlatego tuż przed ich koncertem wyszły. Kilka dialogów: [do nas] – Wiedzą panie, koleżanka to pierwszy raz od trzech lat wyszła z domu bez męża i dziecka. To dlatego ma cycki na wierzchu. [do przypadkowo spotkanego kolegi] – No hej, co tam… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Co do studentów, to te zwroty możliwe, że padły, ale mój mózg zinterpretował je jako „blablablablabblabla”.

Co do Męskiego Grania, jak było na Hey?

W.
Gość
W.

W odniesieniu do pozostałych koncertów jeden z lepszych w czasie Męskiego Grania, w odniesieniu do innych koncertów Hey, bywałam na fajniejszych, głównie pod kątem zaangażowania publiczności, ale ogólnie warto było.

Ven
Gość

Chyba za bardzo Cię śledzę, skoro większość historii doskonale znam z fejsa haha :D. Genialne. Też uwielbiam „podsłuchiwać” (no dobra, zwykle ludzie tak się drą, że nie trzeba podsłuchiwać). Można zrobić sobie dzień.

Ven
Gość

Ostatnio na Piotrkowskiej w Łodzi podbił do mnie facet, zawiesił wzrok na 5 sekund i krzyknął: NIGDY SIĘ NIE OŻENIĘ.
To było co najmniej chore. Chyba przypomniałam mu kogoś z przeszłości. Chyba ex.

Jan Favre
Gość

Ta anegdota powinna trafić na czołówkę rankingu antykomplementów.

Ven
Gość

Ojj tak, masz rację!

Grocrafty
Gość
Grocrafty

A może to był komplement, że nigdy się nie ożeni, bo wtedy nie mógłby podbijać do takich dziewczyn jak Ty?:)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Dobrze mówi, polać mu – ja też bym tak to interpretowała.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #33: Wakacyjny Poradnik Wycieczkowicza

Skip to entry content

Pół godziny próbowałem wymyślić jakiś mądry, poetycko-filozoficzny wstęp, który będzie Wam w ultra-zabawny sposób tłumaczył, czemu w tym tygodniu mnie nie ma. Nie wymyśliłem, więc powiem wprost: LE-CĘ NA WA-KA-CJE! Konkretnie do Bułgarii, gdzie plan jest taki, że będzie pływanie, opalanie, szamanie, spanie i (na tyle, na ile to możliwe) niedotykanie urządzeń elektronicznych. A zwłaszcza tych z dostępem do internetu.

Znaczy to tyle, że w „Cotygodniowym Przeglądzie Internetu” pojawia się pierwsze zastępstwo w tym sezonie.

Owym zastępczym wychowawcą przez weekend jest rudowłosa Justyna z bloga WITH LOVE. Mimo nazwy sugerującej tematykę erotyczną, pamiętnik jest o nieco innej miłości, bo do podróży, a przede wszystkim do gór. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wygląda kurs przewodnika beskidzkiego albo jakie miejsca warto zobaczyć w Polsce, to wpadajcie do niej. A póki jeszcze tu jesteście, to sprawdźcie jakie rarytasy wyłowił z sieci dla Was nasz gość.

just

Cześć!

Mam nadzieję, że Janek przed wyjazdem odrobił zadanie domowe i nauczył się, że w Bułgarii kręcenie głową na „nie” znaczy „tak”, a potakiwanie znaczy „nie” (tak, Bułgaria jest kobietą) i uda mu się zaprosić na lody jakąś autochtonkę. Że ma świadomość, że „na prawo” znaczy „prosto” i że jak się już umówią, to uda im się spotkać we właściwym miejscu. Że wie, że co bogatsze maturzystki za zdane egzaminy dostają od rodziców w prezencie operacje powiększenia biustu, żeby mogły znaleźć sobie lepszego męża i że się chłopak nie rozczaruje. I że będzie pamiętał o tym, by na czałga party założyć outfit à la Faszyn from raszyn, a następnie, podrygując konwulsyjnie do Azisa, obrzucać się chusteczkami, udając, że to gruby hajs. I tak dalej.

Jeżeli też byście chcieli tak, jak on, ale nie jesteście znanymi blogerami i pozostają Wam (tak, jak mi) niskobudżetowe wypady, spieszę z pomocą. Poniżej znajdziecie rozwiązanie kilku dylematów związanych z podróżami.

Bardzo bym chciał, ale… Skończ pierdolić i weź się, kurwa, ogarnij. Jeżeli ciągle wymyślasz sobie jakieś wymówki, sprawa jest prosta – po prostu nie chcesz aż tak bardzo, jak Ci się wydaje. Damian Drążek, który uciekł do raju , w kilku żołnierskich słowach wyjaśnia, jak osiągać zamierzone cele. Nie tylko podróżnicze.

Chcę, ale nie mam z kim. Pozostaje Ci tylko jedno – znaleźć kogoś, kto ma ten sam problem. Jest taka grupa na Facebooku, Spontaniczne wypady, na której poszukać można sobie towarzysza i np. razem z nim pójść na spacer z psem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że spacer zaczyna się w Polsce, a kończy w Lizbonie. A potem jeszcze trzeba wrócić.

Chcę, mam z kim, ale nie wiem jak. Na szczęście inni wiedzą i ochoczo dzielą się swoją wiedzą. Paweł zebrał do kupy 26 portali, które ułatwią penetrację świata i poznawanie ludzi o podobnych zainteresowaniach. Jedni udostępnią Ci swój ogród, jeżeli podróżujesz z namiotem, a drudzy pozwolą Ci zamieszkać w swoim domu w zamian za skoszenie trawnika.

Chcę, mam z kim, wiem jak, ale nie mam pieniędzy. Super! Okazuje się bowiem, że pieniądze w podróży wcale nie są potrzebne. A przynajmniej nie w takiej ilości, jak Ci się wydaje. WorkAway to portal, który w połowie drogi pozwala spotkać się tym, którzy potrzebują pomocy i w zamian za nią oferują dach nad głową i jedzenie z tymi, którzy mają chęć do pomocy i potrzebują dachu nad głową oraz jedzenia. Świetna sprawa! Podobnie działa program World Wide Opportunities on Organic Farms, tyle, że zrzesza ekofarmy z całego świata. Krótko mówiąc: można podróżować, zatrzymując się co jakiś czas w nowym miejscu, zdobywać nowe doświadczenia i poznawać kolejne zakątki Ziemi, nie wydając na to ani grosza.

Chcę, mam z kim, wiem jak, nie potrzebuję pieniędzy, ale chciałbym przysporzyć sobie fejmu. Nie ma sprawy. Jeżeli do tej pory wydawało Ci się, że Snapchat służy tylko do tego, by pokazywać innym cycki (nie rób tego, jeżeli jesteś chłopcem), spieszę donieść, że nie. Kara Boska uznała, że Snapchat jest zajebisty i przygotowała krótki poradnik podróżniczego snapowania, dzięki któremu przysporzysz sobie fejmu. W artykule znajdziesz również listę podróżników, którzy (jak przez dziurkę od klucza) pokażą Ci ciekawe miejsca, w których akurat przebywają.

Damska stylówka tygodnia: Lubicie stare, klimatyczne fotografie z czasów, gdy trzeba było zastanowić się sto razy, zanim zrobiło się jedno, porządne zdjęcie? Ja również. Jednym z moich ulubionych twórców jest Siergiej Prokudin-Gorski, pionier fotografii kolorowej, który poświęcił swoje życie zawodowe na rozwijanie tych technik. Dzięki temu dzisiaj serwować można sobie piękne podróże w przeszłość, do których bardzo zachęcam. Na zdjęciu Ormianka w tradycyjnym, narodowym stroju. Nosiłybyście?

Ormianka
Fot. Siergiej Prokudin-Gorski

Męska stylówka tygodnia: Jeżeli zastanawiacie się, w jakich outfitach 35 lat temu zdobywano Mt. Everest, to już nie musicie tego robić: właśnie w takich. Mimo tego, że w sklepach nie było tych wszystkich cudownych ubrań, do jakich dostęp mamy dzisiaj, to właśnie na lata 80-te przypada złoty okres polskiego himalaizmu. Na zdjęciu Jerzy Kukuczka na szczycie najwyższej góry świata. Po więcej zdjęć, historii i ciekawostek zajrzyjcie do Wirtualnego Muzeum.

Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki
Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki

Filmik tygodnia: Jeden plecak. Jedna mapa. 800 km z buta.

Fanpage tygodnia: Lego Travelers Story. Małe ludziki w wielkim świecie. Jak super to jest?

Ogłoszenia parafialne:

Do zobaczenia na szlaku!

With love,
Justyna

Geje, lesbijki, Matka Boska, Polska Walcząca i tęcza

Skip to entry content

Przez cały weekend byłem odcięty od internetu, więc wszelkie informacje o „celebrowaniu dumy” i legalizacji związków jednopłciowych w Stanach Zjednoczonych dotarły do mnie dopiero w poniedziałek popołudniu. Zacząłem czytać komentarze pod kolejnymi artykułami i statusami na Fejsie i zrobiło mi się naprawdę przykro. Ów smutek wynikał z tego, że wydarzenia w kraju na drugim końcu świata, nie mające żadnego powiązania z sytuacją u nas, podzieliły Polaków równie mocno, co rozbiory w trakcie wojny.

To naprawdę szokujące, że decyzje podjęte w odległym od nas o dziesiątki kilometrów USA, nie mającym mocy ustawodawczej w naszym kraju, doprowadziły do tego, że sąsiedzi zaczęli się rzucać sobie do gardeł i pałać nienawiścią równą najgorszym wrogom. Przerażające. Chciałem odciąć się od tego tematu, zamknąć oczy i udawać, że nie żyję wśród szaleńców gotowych wbić nóż rodakowi pod żebra, bez wyraźnego powodu. Chciałem, ale nie mogę, bo temat zaczął dotykać również mnie.

Dostałem wiadomości z pytaniem…

 

Czy nie wstawiłem zdjęcia z tęczą na swój profil, bo jestem homofobem?

Otóż nie, nie jestem.

Toleruję homoseksualistów. Znaczy, to tyle, że ani ich nie kocham, a nie nienawidzę, tylko przyjmuję do wiadomości, że są osoby tej samej płci, które chcą wzajemnie się bawić swoim przyrodzeniem. I dopóki nikt mi nie mówi co mam robić ze swoim, nie interesuje mnie to. Lub, obrazując moje nastawienie adekwatnie do tej sytuacji, mam to w dupie. Jak ktoś lubi takie zabawy, to proszę bardzo, nic mi do tego, dopóki robi to w zaciszu swojego domu i nie krzywdzi przy tym drugiej osoby.

A nie zmieniłem zdjęcia na tęczowe, bo tak jak nie świętowałem depenalizacji narkotyków w Czechach, tak też nie rusza mnie decyzja podjęta w miejscu za Atlantykiem, nie mająca wpływu na moje życie. To po prostu mnie nie dotyczy.

Sugerowanie, że jeśli ktoś nie zmienił profilowego na Facebooku na tęczowe, oznacza, że jest homofobem, to idiotyzm. To tak jak bym stwierdził, że jeśli ktoś nie wsparł Akademii Przyszłości, to znaczy, że nie jest za wyrównywaniem szans dzieciaków z nizin społecznych. Albo, że jeśli przy akcji „He for she” nie zrobił sobie zdjęcia w sukience to znaczy, że jest za gwałceniem kobiet. To tak nie działa.

Ja mam z kolei inne pytanie…

 

Czy Matka Boska nie kocha gejów?

Odpowiedź twierdzącą sugerują osoby oburzone na fakt, że administrator profilu „Sztuczne Fiołki” wstawił obraz Matki Boskiej w tęczowych kolorach. Okazało się, że wmawianie miłości matki Jezusa do homoseksualistów, to grzech śmiertelny, za który idzie się do piekła, a wnętrzności osoby tak twierdzącej ogień szatański trawi przez wieczność. No kto, jak kto, ale myślałem, że ta ikona to jednak kocha wszystkich, bez względu na preferencje łóżkowe. No a przynajmniej wszystkich wiernych, bo jednak bycie homoseksualistą nie jest tożsame z ateizmem.

To ciekawe, że tyle osób uznało kogoś za podczłowieka, czy bękarta diabła, a nie dziecko boga, tylko ze względu na to z kim sypia. Nawet jeśli w wierze katolickiej takie zachowanie to grzech, to myślałem, że grzechy się wybacza. Tak jak wielokrotnie odpuszczane jest złorzeczenie przeciwko bliźnim. Czy katowanie żony i dzieci po pijaku.

I jeszcze jedna nurtująca mnie kwestia…

 

Czy nasi dziadkowie w trakcie II wojny światowej walczyli z gejami?

Bo taki komunikat wysyła część osób zmieniając swoje zdjęcia na biało-czerwone z symbolem Polski Walczącej, mające być bezpośrednią kontrą do tych gejowych-tęczowych. Puentując to, że „nie o taka Polskę walczyli nasi przodkowie” lub że „prawdziwi patrioci nie będę tolerować gejów”.

Nigdy nie byłem asem z historii, ale jeśli dobrze pamiętam, to „P” z kotwicą było symbolem walki z Niemcami i faszyzmem, a nie gejami. Nasi dziadkowie nie działali w konspiracji z narażeniem siebie i swoich rodzin, żeby wyrzucić poza granicę tych strasznych pedałów, tylko wyrwać nasz kraj z rąk okupantów. Po to by był wolny. W-O-L-N-Y! Byśmy mogli swobodnie chodzić po ulicach, bawić się na koncertach z polską muzyką, kupować iPhone’y, wrzucać selfie na Instagrama i kochać kogo nam się podoba. Nawet laskę z naszego korpo-boxu, bez względu na to, czy sami jesteśmy laską.

Bardzo mi przykro, że symbol nadziei stał się symbolem nienawiści. Zwłaszcza, że…

W czerwcu 2014 Sejm uchwalił ustawę o ochronie Znaku Polski Walczącej. Zgodnie z art. 1 ustawy znak, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej. Otaczanie Znaku Polski Walczącej czcią i szacunkiem stało się prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, a jego publiczne znieważanie podlega karze grzywny (art. 2 i 3 ustawy).

…a wykorzystywanie go przeciwko gejom i lesbijkom, w moim mniemaniu jednak nie jest otaczaniem go czcią i szacunkiem.

Na koniec…

 

Prośba

Niezależnie co sądzisz o osobach odmiennej orientacji, pamiętaj, że nie jesteśmy 52 stanem USA i to, co się tam dzieje, nie ma wpływu na naszą rzeczywistość. Gdyby tak było, już dawno broń byłaby legalna i moglibyśmy biegać z shotgunami pod kurtką zamiast z włączonym Endomondo. A nie jest tak. Tak samo jak nie jest legalna eutanazja, która w krajach znacznie bliższym nam geograficznie niż Ameryka funkcjonuje. W związku z tym – bez znaczenia, czy jesteś za związkami partnerskimi czy przeciw – nie ma powodu, żebyś mieszał drugiego Polaka z błotem i życzył mu butów z betonu.

A jeśli tak bardzo potrzebujesz tematu do ekscytacji, to popodniecaj się tym, że ¼ maturzystów nie zdała matury. Bo to realna sytuacja, która ma na nas wpływ.