Close
Close

Biedronka promuje homoseksualizm. Według Frondy

Skip to entry content

Nie myślałem, że kiedyś to napiszę, ale jest portal internetowy, który w niedorzeczności pisanych „artykułów” jest w stanie dorównać naTemat, a czasem nawet ich przebić. Tym portalem jest Fronda. Czemu dzielę się z Wami tą cenną informacją? Bo wczoraj autor-widmo z Frondy opublikował paszkwil o tytule „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”.  Który poza tym, że jest wyrachowaną manipulacją, to zawiera dość spory błąd logiczny. Na tyle duży, że mocno kwestionuje umiejętność myślenia osoby, która go napisała.

Fronda Biedronka

W sklepach Biedronka sprzedawane są książeczki dla dzieci pod tytułem „Mały słownik ważnych pojęć”. Brzmi niewinnie, ale to tylko pozory. Publikacja ta wpisuje się w promocję homoseksualizmu. Dlatego wzywamy do bojkotu sieci sklepów Biedronka do momentu usunięcia książki ze sprzedaży.

Zanim przejdę do tego, cóż takiego strasznego można znaleźć w książeczkach sprzedawanych przez dyskont z robaczkiem w logo, to warto zwrócić uwagę na inną kwestię. Nagłówek paszkwilu brzmi „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”, co jest zagraniem wyjątkowo niskich lotów, bo sugeruje, że jeśli kupujesz cokolwiek w tym sklepie, to nie jesteś prawdziwym Polakiem. Z jednej strony jest to bardzo agresywna odezwa, brutalnie dzieląca społeczeństwo i zmuszająca do opowiedzenia się po którejś ze strony. Z drugiej, zawsze wydawało mi się, że o tym, czy jestem Polakiem, czy nie decyduje coś więcej niż miejsce, w którym kupuję masło.

Może gdyby ktoś z Faktu tak zatytułował swoją manipulację, to przeszedłbym obok tego obojętnie, ale przypomnijmy, że Fronda jest portalem katolickim. Antagonizowanie bliźnich? Iście chrystusowa postawa!

A sama Biedronka tak zachęca do nabycia książki dla dzieci: „Niezwykły rodzaj encyklopedii dla najmłodszych dzieci – ułożone alfabetycznie hasła uzupełniają ciekawostki i eksperymenty oraz komiksowe omówienia” . Wszystko pięknie, prawda? Ale to zwykła ściema. Prawda jest taka, że książka propaguje homoseksualizm.

I teraz zgadnijcie w jaki sposób ta biblia szatana umiejscowiona między kalarepą, a szynką szwardzwaldzką promuje homoseksualizm. Myślicie, że w środku jest wkładka z kamasutrą dla gejów? Albo chociaż wylistowane korzyści z bycia lesbijką? A może demonizowanie ludzkich zarodków jakie powstają ze związków hetero? Niestety, muszę Was rozczarować, ale pudło. W książce znajduje się definicja homofoba („ktoś kto nie lubi homoseksualistów”) i homoseksualisty („człowiek, którego pociągają osoby tej samej płci”). Tyle.

Jeśli podanie definicji jakiegoś zjawiska jest propagowaniem go, to Wikipedia propaguje kazirodztwo i zoofilię.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, kodeks karny propaguje gwałty, przepisy ruchu drogowego propagują wypadki samochodowe, a biblia propaguje grzeszenie. Nie zbaczając z tej ścieżki dedukcyjnej, wyobraźcie sobie teraz co musi propagować książka, w której podana jest definicja heroiny? Albo rasizmu? Albo holocaustu? Szacunek dla autora za genialną przekminę. Einstein mógłby się od niego sporo nauczyć.

Nasze dzieci mogą przeczytać w książce, że homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. I widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem.

Straszne! Dzwońmy na komisariat!

Dlatego wzywamy do bojkotu Biedronki. Dopóki będzie wspierać takie inicjatywy anty-rodzinne nie kupujmy w Biedronce!

Zbojkotujmy też wszystkie encyklopedie internetowe, e-booki, biblioteki, czytelnie i księgarnie! A tak że supermarkety, targi staroci i stoiska w przejściach dworcowych! I kioski! Przecież w każdym z tych miejsc można trafić na książkę, gazetę, czy broszurę, w której jest podana definicja homoseksualizmu! Chore! Na sam koniec zbojkotujmy także literę „h” w alfabecie, bo nigdy nie wiadomo, czy od samego wymawiania tej głoski nie rozpadają się rodziny, a ludzie nie zarażają się gejostwem.

Brawo Fronda, to brzmi logicznie!

(niżej jest kolejny tekst)

51
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
26 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
Anna Eva BroskiJustyna BednarskaHarry Lee | BlogpegazCo Ja Plotę? Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hubert Górowski
Gość
Hubert Górowski

Literę H proszę zostawić w spokoju, ubert brzmiałoby zbyt niemiecko.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

I Haliny miałyby kryzys tożsamości :).

Jan Favre
Gość

Alina przecież takie ładne imię.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Anna też…

Rafał Kruczek
Gość

Fronda. Zawsze doskonała, bawi i óczy.

Paulina K
Gość

Ja już dawno przestałam doszukiwać się logiki we frondowych wypocinach. Czasem do nich zaglądam tylko po to by się pośmiać i znaleźć nowe granice absurdu. A ich fantazja jest naprawdę godna podziwu.

Jan Favre
Gość

Staram się omijać ich teksty, ale ten zalał mi Facebooka i nie byłem w stanie przejść obok niego obojętnie.

Paulina K
Gość

A jeszcze w temacie…

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Spodziewałeś się czegoś innego po ludziach, którzy zachwalali inicjatywę bojkotu m. in. soków Pysio w kontekście propagowania satanizmu…?

Jan Favre
Gość

O, to na szczęście mnie ominęło.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska
Harry Lee | Blog
Gość

Internet nie przestaje zadziwiać. Dzięki, trauma na przynajmniej tydzień :(

Mateusz Sanzo Cichosz
Gość

Dla mnie już sam nagłówek Frondy jest mylący. Muszą się zdecydować do którego bojkotu namawiają. Czy do tego, żeby nie kupować w Biedrze, czy żeby zachęcić do zakupów. Według mnie tytuł ich artykułu sugeruje jasno, że Polacy nie robią zakupów w Biedrze, więć musimy bojkotować, żeby było nas więcej w tych dyskontach. Gdyby tam było „Polacy, nie róbcie zakupów w Biedronce”, to wtedy tak – wszystko się zgadza.

Michał Stępkowski
Gość

Też tak to zrozumiałem w pierwszej chwili. Skoro Polacy nie robią tam zakupów, to pewnie trzeba jakoś pomóc. Sam artykuł? Chciałoby się rzec, że ideał sięgnął bruku,tylko ideału brakuje. Sam bruk. Po raz kolejny. Widziałem chyba ostatnio jakaś broń białą w książce do historii. Niebezpieczna sprawa. Zakażmy nauczania historii.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Mam 16 lat, są Dni Sosnowca i w parku w centrum gra Doda, w związku z czym, jest tu całe miasto i połowa ościennych. Część osób jest jej zadeklarowanymi fanami i recytuje „Dżagę” z zamkniętymi oczami od tyłu po sowiecku, część chce zobaczyć czy jej cycki na żywo robią takie samo wrażenie jak w pdfie z Playboyem ściągniętym z Torrenta, a część po prostu przyszła się napić w plenerze, bo to jeden z niewielu dni, kiedy w miarę swobodnie można walić spirytus rozrobiony ze Zbyszko 3 Cytryny w plastikowych kubkach wielokrotnego użytku, wylegując się na trawie. Pozwolę Wam użyć wyobraźni, intuicji i rzucić monetą z reszką po obu stronach, żeby zgadnąć w jakim celu ja się tu znalazłem.

No w każdym razie, siedzimy, pijemy, śpiewamy, gramy na gitarach, wozimy się wózkiem z Plusa – to taki lokalny pierwowzór Biedronki – cieszymy się słońcem i myślimy o tym, że jest spoko. W sensie bawimy się i nie myślimy w ogóle. Tak jak pozostałe kilkanaście tysięcy osób. Na szczęście pomimo wyłączonej lewej półkuli mózgowej, potrzeby fizjologiczne dają o sobie znać przed zrealizowaniem się, więc w pewnym momencie wstaję, żeby oddać naturze to, co do niej należy, w jakimś ustronnym miejscu. Czyli takim, gdzie jest mniej niż 8 osób na metr kwadratowy. Z racji, że – jeszcze raz o tym wspomnę – jest tu CAŁE MIASTO, nie jest to takie proste i chwilę trwa. Między jednym zajętym krzakiem przez dzieci-kwiaty, a drugim przez rodziców-winorośle – z na naciskiem na „wino” – ktoś szarpie mnie za rękaw.

– O, JASIEK! – eks-przyjaciółka z podstawówki, w której skrycie kochałem się pod przykrywką kumplowania, wykrzykuje mi w nos, oczy i usta moje imię z taką siłą, jakby bała się, że nie zorientuję się, że mówi do mnie.

– Cześć, Gosia – mówię z entuzjazmem godnym telemarketera, recytującego z pogiętej, pokreślonej kartki specjalną ofertę na pakiet darmowych minut, przygotowaną tylko dla mnie i ważną do końca dnia. Mówię to z chłodem rosyjskich zamrażarek, bo wciąż pamiętam jak oszroniła mi serduszko, olewając naszą-wielką-przyjaźń na rzecz jakiegoś starszego deskorolkarza z innej dzielni. Jeszcze do końca nie odtajało.

– A CO TY TU ROBISZ?!?!?! – dalej drze się, jakby chciała przebić kolejny poziom w brawomierzu z „Od przedszkola do Opola”, z akcentem na „nie jestem w stanie pojąć jak możesz być w miejscu, gdzie są wszyscy nasi rówieśnicy i zasadniczo każdy kogo znam oprócz babci Eugieni, której zeszło powietrze z kół w wózku inwalidzkim”.

Był to pierwszy raz, kiedy ktoś użył wobec mnie tak głupiego pytania, w tak oczywistej sytuacji i byłem pewien, że wynika z przypadku, małoletniości lub po prostu najebaństwa i szanse na to, że się powtórzy są równe znalezieniu tirówki z habilitacją. Czas pokazał, że jednak nie. Że bez spożycia trunku z czerwoną etykietą o nazwie Tur, również można zapytać, czy woda jest mokra, dlaczego gazeta po polaniu benzyną i rzuceniu na nią zapałki się pali, a także, co robi człowiek na imprezie, na której są zarówno jego wszyscy znajomi, jak i wszyscy znajomi osoby pytającej.

Co ciekawe, to pytanie najczęściej zadawały dziewczyny, choć nie jedynie, bo kilku niepełnosprytnym chłopakom też się zdarzyło. Słyszałem je i na premierach filmowych, i w klubach, i na koncertach ulubionych zespołów i zawsze zastanawiałem się co autor miał na myśli. A w zasadzie, czy miał jakąkolwiek, żeby coś mogło na niej być, bo pytanie co robię na juwenaliach uczelni, na której studiuję, było równie błyskotliwe, co włamywanie się do transformatorów wysokiego napięcia, żeby ukraść kable na złom, i dawało czytelny sygnał, że autor jednak owych myśli nie posiada.

Długo głowiłem się jak odpowiedzieć na takie wyciągnięte z dziury między pośladkami pytanie, ale wszelki dialog był tylko sabotowaniem własnego dobrego samopoczucia.

– A CO TY TU ROBISZ?!?!?!

– No, jestem na imprezie. Mniej, więcej, dokładnie tak jak ty.

– I PRZYSZEDŁEŚ TU SAM?!?!?!

– Jak widzisz, stoję przed tobą z kumplem, a nie jesteśmy bliźniakami syjamskimi, więc trzymając się definicji Słownika Języka Polskiego, nie, nie przyszedłem sam.

– TO JESTEŚ SAM Z KUMPLEM?!?!?!

– Tam siedzą nasi… aaa jebać to. Spadam, nara.

Od jakiegoś czasu na pytanie „a co ty tu robisz?”, odpowiadam rzeczowo – „gotuję bigos”. I jakoś dziwnym trafem, to ucina dalsze pytania.

autorem zdjęcia w nagłówku jest thejbird

Cotygodniowy Przegląd Internetu #39: „THORN”, kanony kobiecego piękna i „Wilk z Wallstreet”

Skip to entry content

THORN, kanony kobiecego piękna i Wilk z Wallstreet

Z powodu nieproszonego gościa, który wbił się z partyzanta do mojego gardła i po dobroci nie chciał wyjść, czyli anginy, praktycznie całe ostatnie 7 dni spędziłem w domu. Nienawidzę tego i kisząc się w zamkniętym pomieszczeniu dłużej niż 48 godzin dostaję ataku szału, dlatego mijający tydzień nie należał do najlepszych.

Za to był bardzo udany dla Tomka Tomczyka ztj. Jasona Hunta, bo właśnie ukazała się jego pierwsza powieść – „THORN” – co w dużej mierze przełożyło się na to, czym zalany był mój Facebook. Sam dopiero zacząłem książkę, więc oprócz tego, że jest świetnie wydana nie mogę na jej temat nic powiedzieć, ale mocno kibicuję Tomkowi i trzymam kciuki za sukces!

Jedyna warta uwagi aplikacja randkowa: bardzo ciekawe spojrzenie na Snapchata. Kamil pisze o tym, że przesyłanie sobie znikających po czasie treści wizualnych tak skraca dystans między ludźmi, że zanim powiesz „abrakadabra” od tyłu możesz już wylądować z kimś w łóżku.

Ciągle nowe kanony kobiecego piękna: próbują nam wepchać do głów gówniane portale internetowe, a kanon to nie coś, co się zmienia co sezon, tylko trwa kilka dekad. Tym razem Konrad punktuje praktykantów z naTemat.

Gdy dziennikarza boli dupa: bo jakaś marka śmiała odmówić mu wydania u niego pieniędzy na reklamę, ponieważ niepochlebnie i nieelegancko się o niej wypowiadał, to dostaje sraczki i zaczyna rzucać gównem. Kolejny przykład na to, jak ten zawód się stacza.

Mundury III rzeszy: bardzo ciekawy artykuł o tym jaką rolę odgrywały uniformy żołnierzy w niemieckich wojskach i jakie powiązania miał przemysł modowy z wojną.

Pomaganie to jest zwykła rzecz: obszerny wywiad z Anną Dymną o prowadzeniu fundacji i pomaganiu potrzebującym, i o tym z jakimi problemami się to wiążę, gdy chcesz się zająć działalnością dobroczynną. Rozmowa jest początkiem zaangażowanego społecznie cyklu „Halo Człowiek” Konrada Kruczkowskiego.

Po Cudzemu: kanał edukacyjny, który w humorystyczny i przystępny sposób uczy jak mówić nie po naszemu, a po obcokrajowemu, czyli po angielskiemu.

Kompilacja bicia się w pierś z „Wilka z Wallstreet”: nie wiem, czy mogę dodać coś więcej oprócz tego, że to jest przezajebiste i powinno się znaleźć w CPI już dawno!


 

Człowieko-pies: scena ze spaghetti najlepsza. Nie wiem ile podejść robili, żeby to tak zsynchronizować, ale wygląda świetnie!

Ruff-life By @GregBaskwell @finley4pawsListen To Young Paperboyz – Life Of The Boyshttps://www.youtube.com/watch?v=mW3oqd7xAHI

Posted by Young Paperboyz on 12 maja 2015

 

Klip tygodnia: dobra, nie oszukujmy się, klip jest taki żeby dało się na niego patrzeć, żadnych fajerwerków, ani nawet kapiszonów. Ale za to tekst… tekst to wiązka dynamitu! Jedne z najlepszych bitewnych wersów jakie wyszły w tym roku i zasadniczo totalna czołówka braggadacio w naszym kraju.


 

Damska stylówka tygodnia: nie siedzę specjalnie głęboko w strojach kąpielowych, ale ten – mimo, że lekko bajerancki to jednak prosty – jest idealną przeciwwagą dla tych pojebanych siateczek lansowanych przez firmy streetwearowe. I druga sprawa, duży szacunek dla Styleev za przełamywanie stereotypów i pokazywanie, że blizna w widocznym miejscu, to nie powód do wstydu i z nią też można być zmysłową i seksowną.

zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: poza brodą, w której w tej temperaturze chyba bym się roztopił, komplet Ekskluzywnego Menela jest idealny na bieżące warunki atmosferyczne. I te kwieciste espardyle! Jak chcę takie espadryle!

zdjęcie pochodzi z bloga ekskluzywnymenel.com
zdjęcie pochodzi z bloga ekskluzywnymenel.com

 
Fanpage tygodnia: dzisiaj nietypowo, bo wyróżnionym profilem nie jest żaden funpag do śmieszkowania, ani około satyryczny. Dzisiaj chciałem Wam pokazać działalność moich przyjaciół mieszkających w Berlinie, którzy zajmują się szeroko pojętą sztukę, ale w tym konkretnym wypadku fotografią. Jeśli lubicie nieoczywiste, a często absurdalne zdjęcia, to polecam tych allegrowiczów.

#prenzlauerberg #berlin #lipstick #2014

Posted by Superultraextra on 11 sierpnia 2015

 

Ogłoszenie parafialne: wczoraj w ramach treningu kreatywności i poszerzenia umiejętności operowania słowem poprosiłem Was o pomysł na wyzwanie pisarskie. Padły 2 sensowne propozycje:

1. Haiku o burgerach o bez używania słowa „burger”.

2. Limeryk o bułgarskich wakacjach.

Dajcie znać, która propozycja wyzwania bardziej Wam się podoba i która woleliście, żebym podjął.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!