Close
Close

Przez to, że na blogu i Fejsie często przemycam lokalny folklor i klimat miasta królów, często dostaję od Was maile z pytaniami o Kraków, jakbym był certyfikowanym przewodnikiem. Do dyplomu jeszcze troszeńkę mi brakuje, ale na te, na które jestem w stanie sensownie odpowiedzieć za każdym razem odpisuję. I wśród nich regularnie powtarza się, jak poniedziałek po weekendzie, pytanie o jedzenie. A konkretnie: gdzie warto co zjeść w Krakowie? Z adnotacją, żeby najlepiej nie było to miejsce tuzinkowe i przeciętne, ani pod żadnym pozorem sieciówka, tylko typowo lokalna knajpa.

Żeby ułatwić życie i sobie, i Wam, zebrałem 5 miejsc, w których warto zjeść odwiedzając Gród Króla Kraka i jedno bonusowe, gdzie możecie podelektować się najlepszym krakowskim deserem.

 

Zapiekanki na Placu Nowym

gdzie zjeśc w Krakowie - zapiekanki na Placu Nowym

gdzie zjeśc w Krakowie - zapiekanki na Placu Nowym 2

Zwane też zapieksami z okrąglaka. Legenda głosi, że najlepsze są u Endziora, ale niestety to powiedzenie jest już nieaktualne i w zasadzie niemal w każdym okienku okrągłego budynku dostaniesz naprawdę dobrą bagietkę z serem z pieczarkami. I oczywiście z innymi dodatkami wedle uznania. Zapiekanki na Placu Nowym są dostępne w zasadzie w każdej możliwej do wymyślenia konfiguracji: i hawajskie z ananasem, i góralskie z oscypkiem, i greckie z fetą, i wiejskie z kiszonym ogórkiem i kiełbasą.

Być w Krakowie i nie zjeść zapieksy z okrąglaka, to jak być w Paryżu i nie zjeść ślimaków. Da się, ale lepiej się nie przyznawać.

 

Frytki belgijskie

gdzie zjeśc w Krakowie - frytki belgijskie gdzie zjeśc w Krakowie - frytki belgijskie 2

Ostatni krzyk hipsterskiej mody i w wersji dostępnej na skwerku przy ulicy Wawrzyńca, wyjątkowo dobry. Grube, podwójnie smażone, chrupkie fryty z belgijskich ziemniaków z szeroką paletą sosów. Ja jestem tradycjonalistą i zazwyczaj biorę z majonezem, ale z duńskim sosem, miodową musztardą albo pomidorami i bazylią są równie pyszne. To danie jednak nie jest pozbawione wad, po pierwsze to atomowa bomba kaloryczna, po drugie jest bez mięsa. No dobra, w sumie tylko to drugie to wada.

 [emaillocker]

Kiełbaski z Hali Targowej

gdzie zjeśc w Krakowie - kiełbaski z hali targowej gdzie zjeśc w Krakowie - kiełbaski z hali targowej 2

Nie jest to danie ani wykwintne, ani nietypowe, ale ze względu na klimat, w Krakowie kultowe. Kiełba z Niebieskiej Nyski, dostępna codziennie od 20 do 3 w nocy wraz z prawdziwą staroszkolną oranżadą, to klasyka lokalnego folkloru. Idealnie wysmażona, podawana z bułą i musztardą, była nieraz solidnym podkładem pod całonocne szwendanie się po mieście i kolejne zmienianie klubów. Mimo pospolitości tej potrawy, w każdy weekend ustawiają się po nią pod Halą Targową kolejki i młodych, i starych.

 

Pizza Garden

gdzie zjeśc w Krakowie - Pizza Garden gdzie zjeśc w Krakowie - Pizza Garden 2

Najlepsza włoska pizza jaką kiedykolwiek jadłem w Polsce! Niepozorny lokal znajdujący się tuż za przystankiem autobusowym na ulicy Marii Konopnickiej serwuje prawdziwe niebo w gębie. Idealnie wypieczona, z właściwie cienkim ciastem, mozzarellą i prawdziwym pomidorowym sosem. Moja ulubiona to ta z włoską kiełbasą i oliwkami, ale przy innych też nie zdarzyło mi się zostawić choćby brzegów. Niestety ze względu na niewielkie gabaryty lokalu, często trzeba czekać na wolny stolik, ale obłędny smak pizzy rekompensuje wszystko.

 

Jadłodajnia u Stasi

gdzie zjeśc w Krakowie - jadłodajnia u Stasi 2 gdzie zjeśc w Krakowie - jadłodajnia u Stasi 3

W zestawieniu musiał znaleźć się choć jeden lokal z typową polską kuchnią, gdzie dostaniemy klasykę niedzielnych obiadków i jest nim właśnie Jadłodajnia u Stasi. Stołówka w podwórzu Mikołajskiej 16 jest prawdziwym miejscem z duszą, do którego zaglądają w zasadzie tylko wieloletni mieszkańcy Krakowa i częściej spotkamy tu sędziów, czy profesorów niż studenciaków. Dostaniecie tu prawdziwego mielonego, totalnie babciny rosół, ziemniaki ze zsiadłym mlekiem, nieoszukane pierogi z mięsem i inne dania rodem z polskiej wsi. Jeśli chcesz zjeść „zwykły” obiad, to wpadasz tutaj.

 

Lody na Starowiślnej

gdzie zjeśc w Krakowie - lody na Starowiślnej gdzie zjeśc w Krakowie - lody na Starowiślnej 2

Deserowy bonusik, o którym mówiłem we wstępie. O ile we wcześniej opisywanych miejscach mogły się zdarzać mniejsze lub ciut większe kolejki, o tyle w tym przypadku stanie w kilkudziesięcio osobowym tłumie jest pewne. Lody na Starowiślnej 83, to najlepsza i jednocześnie najbardziej oblegana lodziarnia w Krakowie. Słodkości robią z tradycyjnej receptury, co przekłada się na smak doprowadzający podniebienie do orgazmu. Dostępne jest tylko 7 podstawowych smaków – waniliowe, czekoladowe, kawowe, truskawkowe, malinowe, bakaliowe i jagodowe – ale to wystarczy, żebyś oszalał na ich punkcie.

To tyle jeśli chodzi o miejsca, gdzie warto zjeść w Krakowie, ale domyślam się, że dla odwiedzających Miasto Królów to za mało, więc uspokajam, że w przygotowaniu jest też wpis o tym, gdzie warto się napić. Niekoniecznie herbaty.

 [/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

75
Dodaj komentarz

avatar
45 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
50 Comment authors
Tusiaruskiewkrakowie.plBambosz babciBitchkillerKlaudia Bienias Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Rapacz
Gość
Agnieszka Rapacz

Ciekawa jestem czy te belgijskie frytasy sa lepsze niz te, co mamy w Brukseli ;)
Bo tutaj czasem brzydko oszukuja i smaza je tylko raz :P

Do sprawdzenia za tydzien! ;)

Jan Favre
Gość

Daj znać jak spróbujesz, bo bardzo jestem ciekaw, czy odbiegają od „oryginalnych” :)

Agnieszka Rapacz
Gość
Agnieszka Rapacz

Dam, dam :) Ale tak jak Martyna napisala, ciezko tutaj znalezc te ‚oryginalne’ ;)
Najlepsze belgijskie frytasy jadlam w Amsterdamie :D

Martyna Bors
Gość
Martyna Bors

Te w Brukseli są słabe (przetestowałam kilkanaście miejsc!). Prawdzie belgijskie frytki tylko w Polsce ;)

Grzegorz Siwek
Gość
Grzegorz Siwek

Najlepsze Belgijskie Frytki –> Podgórski Salon Degustacyjny – Kalwaryjska 26 – porcje nie do przejedzenia i autorskie sosy ! https://www.facebook.com/pages/Podg%C3%B3rski-Salon-Degustacyjny/272408549632023

Żorż Ponimirski
Gość
Żorż Ponimirski

No nie, Janek – a gdzie maczanka krakowska od Andrus Food Truck? Dla mnie jedno z najlepszych street foodowych dań na świecie! Stoją na Skwerze Judah na co dzień. Gorąco polecam!

Jan Favre
Gość

Znam, znam i wiem, że wiele osób to lubi, ale ja zupełnie nie jestem przekonany do maczanek, mokre mięso za bardzo mi nie podchodzi.

Joanna Kowalczyk
Gość
Joanna Kowalczyk

Dokładnie – też mnie nie przekonuje maczanka. Marynują to mięso 48 godzin, pieką w niskiej temperaturze i co z tego? Wychodzi z tego rozmiękła buła o przeciętnym smaku :(

Magda Szczesliva
Gość

Belgijskie fryty są genialne w M22 na Sw.marka. Smazone w tluszczu wolowym! Pychota! i ten ich czosnkowy, zabojczy sos :-D

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

…no i teraz jestem głodna :(.

Jan Favre
Gość

To dobrze, bo to już pora na drugie śniadanie!

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Dieta, panie. Następna pasza o 12:00.

Na kółkach
Gość

Zapiekanki wymiatają!

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #40: Ten Typ Mes, afera z Żytnią i polski rebranding

Skip to entry content
żytnia afera
zdjęcie pochodzi z profilu www.facebook.com/ZytniaExtra

W tym tygodniu przez sieć przetoczyło się kilka aferek, z czego jedna swój finał będzie mieć w prokuraturze. I jak dotąd jest to najpoważniejszy kryzys wizerunkowy marki, który swój początek miał na Facebooku. Co dobitnie udowadnia, że profile w mediach społecznościowych to nie tylko głupotki w internecie, którymi nikt się nie przejmuje, ale istotne kanały komunikacji, o które trzeba dbać, zatrudniając profesjonalistów, a nie studenciaków za pińćset złotych. Ale o tym przeczytacie poniżej. W ogóle w tym tygodniu wyjątkowo dużo czytania.

„Gang Albanii to nie muzyka tylko rozrywka”: wywiad z Noonem – jednym z najlepszych hip-hopowych producentów – o zmianach zachodzących w przemyśle muzycznym i podejściu do nowych trendów.

Przemyślenia po aferze z Żytnią: nie znałem zdjęcia ze stanu wojennego, od którego zaczęła się awantura przed jej wybuchem, ale nie uważam tego za wstyd. Za wstyd, tak jak Michał, uważam branie hajsu od firmy za prowadzenie profilu na Fejsie i wypełnianie go zajebanymi zdjęciami z Googli z doklejonym logiem marki.

Jak zdobyłem Morskie Oko biegiem: motywujący tekst o wyznaczaniu sobie kolejnych celów i osiąganiu ich. Dla niektórych to może być nic takiego, ale dla mnie PRZEBIEGNIĘCIE całej trasy do Morskiego Oka, to naprawdę coś!

Urodziłeś się w PRLu? Albo tuż po? To sprawdź, czy wiesz do czego służą te przedmioty, rozwiązując wyjątkowo sentymentalny quiz.

Polski rebranding: czyli jak w polskiej wersji językowej wyglądałoby logo Old Spice, Mr Muscles, czy Always. Z pewnością, któreś z tych zdjęć przewinęło Wam się przez tablicę na Fejsie, ale jestem prawie pewien, że nie widzieliście wszystkich.

Jak wrzucać zdjęcia na Instagrama z przeglądarki? Informacje o tej aplikacji najprawdopodobniej przydadzą się tylko marketerom i pracownikom agencji reklamowych, ale jest to na tyle wyczekiwane rozwiązanie, że mimo wszystko je wrzucam.

Na granicy szaleństwa: niesztampowy wywiad z Tym Typem Mesem. Piotrek opowiada między innymi o tym, jak to jest być dziwakiem i jak jego rodzice zareagowali na decyzję, że będzie muzykiem.

Wprowadzenie do materiałów odzieżowych: przydatny poradnik, tłumaczący, czym się różni dzianina od tkaniny i czy włókno sztuczne jest gorsze od naturalnego.

Koci zaprzęg: to coś co śni mi się po nocach odkąd zobaczyłem ten filmik.

Roll up on the scene like… … By Aaron’s Animals

Posted by Young Paperboyz on 13 kwietnia 2015

 

Klip tygodnia: Mes po raz kolejny udowadnia, że ma najlepsze flow w Polsce, które potrafi wyginać w strony, w które szczęka zwykłego śmiertelnika nie pozwala. Oprócz tego, jak widać po teledysku, w końcu udało mu się zdać prawko, czego serdecznie mu gratuluję. Zrobiłeś to zuchu!

Damska stylówka tygodnia: jestem cichym fanem kombinezonów, zwłaszcza jeśli są nieco bardziej dopasowane i atrakcyjniej leżące na kobiecie, niż te NASA. A neonowy kombinezon Plamki leży na niej jak w hamaku, i – jak sama mówi – dzięki odblaskowemu kolorowi pozwala odnaleźć Cię rodzicom, gdy zgubisz się na plaży.

zdjęcie pochodzi z bloga Plaamkaa.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Plaamkaa.pl

 

Męska stylówka tygodnia: klapki Kubota i wysoko podciągnięte skarpy Nike. Czy może być lepsze połączenie dla eleganckiego mężczyzny?

Żadnen Janusz nie przebije moich skarpet do klapek. I to w dodatku Kubotów (y)

Posted by Runblog on 16 sierpnia 2015

 

Fanpage tygodnia: dzisiejszy profil nazywa się „Zły gotyk boli całe życie” i wydaje mi się, że na tym mogę zakończyć argumentajcę tego wyboru.

Jeżeli boicie się, że nie zdążycie schudnąć do CP w stopniu pozwalającym na wciśnięcie się w lateks/gorset/fishnet, to ZGBCŻ oferuję Wam ofertę last minute – obrazek zmniejszający drastycznie apetyt :D

Posted by Zły gotyk boli całe życie. on 16 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: szukam solidnego, dwuosobowego materaca do nowego mieszkania. Jeśli ktoś z Was takowy posiada dłużej niż dwa lata i jest wyjątkowo zadowolony z użytkowania, a na pewno nie budzi się z bólem pleców i nie zapada się do wewnątrz siadając na nim,  to będę bardzo wdzięczny za linka w komentarzu. Albo chociaż podanie marki i modelu.

Biedronka promuje homoseksualizm. Według Frondy

Skip to entry content

Nie myślałem, że kiedyś to napiszę, ale jest portal internetowy, który w niedorzeczności pisanych „artykułów” jest w stanie dorównać naTemat, a czasem nawet ich przebić. Tym portalem jest Fronda. Czemu dzielę się z Wami tą cenną informacją? Bo wczoraj autor-widmo z Frondy opublikował paszkwil o tytule „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”.  Który poza tym, że jest wyrachowaną manipulacją, to zawiera dość spory błąd logiczny. Na tyle duży, że mocno kwestionuje umiejętność myślenia osoby, która go napisała.

Fronda Biedronka

W sklepach Biedronka sprzedawane są książeczki dla dzieci pod tytułem „Mały słownik ważnych pojęć”. Brzmi niewinnie, ale to tylko pozory. Publikacja ta wpisuje się w promocję homoseksualizmu. Dlatego wzywamy do bojkotu sieci sklepów Biedronka do momentu usunięcia książki ze sprzedaży.

Zanim przejdę do tego, cóż takiego strasznego można znaleźć w książeczkach sprzedawanych przez dyskont z robaczkiem w logo, to warto zwrócić uwagę na inną kwestię. Nagłówek paszkwilu brzmi „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”, co jest zagraniem wyjątkowo niskich lotów, bo sugeruje, że jeśli kupujesz cokolwiek w tym sklepie, to nie jesteś prawdziwym Polakiem. Z jednej strony jest to bardzo agresywna odezwa, brutalnie dzieląca społeczeństwo i zmuszająca do opowiedzenia się po którejś ze strony. Z drugiej, zawsze wydawało mi się, że o tym, czy jestem Polakiem, czy nie decyduje coś więcej niż miejsce, w którym kupuję masło.

Może gdyby ktoś z Faktu tak zatytułował swoją manipulację, to przeszedłbym obok tego obojętnie, ale przypomnijmy, że Fronda jest portalem katolickim. Antagonizowanie bliźnich? Iście chrystusowa postawa!

A sama Biedronka tak zachęca do nabycia książki dla dzieci: „Niezwykły rodzaj encyklopedii dla najmłodszych dzieci – ułożone alfabetycznie hasła uzupełniają ciekawostki i eksperymenty oraz komiksowe omówienia” . Wszystko pięknie, prawda? Ale to zwykła ściema. Prawda jest taka, że książka propaguje homoseksualizm.

I teraz zgadnijcie w jaki sposób ta biblia szatana umiejscowiona między kalarepą, a szynką szwardzwaldzką promuje homoseksualizm. Myślicie, że w środku jest wkładka z kamasutrą dla gejów? Albo chociaż wylistowane korzyści z bycia lesbijką? A może demonizowanie ludzkich zarodków jakie powstają ze związków hetero? Niestety, muszę Was rozczarować, ale pudło. W książce znajduje się definicja homofoba („ktoś kto nie lubi homoseksualistów”) i homoseksualisty („człowiek, którego pociągają osoby tej samej płci”). Tyle.

Jeśli podanie definicji jakiegoś zjawiska jest propagowaniem go, to Wikipedia propaguje kazirodztwo i zoofilię.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, kodeks karny propaguje gwałty, przepisy ruchu drogowego propagują wypadki samochodowe, a biblia propaguje grzeszenie. Nie zbaczając z tej ścieżki dedukcyjnej, wyobraźcie sobie teraz co musi propagować książka, w której podana jest definicja heroiny? Albo rasizmu? Albo holocaustu? Szacunek dla autora za genialną przekminę. Einstein mógłby się od niego sporo nauczyć.

Nasze dzieci mogą przeczytać w książce, że homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. I widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem.

Straszne! Dzwońmy na komisariat!

Dlatego wzywamy do bojkotu Biedronki. Dopóki będzie wspierać takie inicjatywy anty-rodzinne nie kupujmy w Biedronce!

Zbojkotujmy też wszystkie encyklopedie internetowe, e-booki, biblioteki, czytelnie i księgarnie! A tak że supermarkety, targi staroci i stoiska w przejściach dworcowych! I kioski! Przecież w każdym z tych miejsc można trafić na książkę, gazetę, czy broszurę, w której jest podana definicja homoseksualizmu! Chore! Na sam koniec zbojkotujmy także literę „h” w alfabecie, bo nigdy nie wiadomo, czy od samego wymawiania tej głoski nie rozpadają się rodziny, a ludzie nie zarażają się gejostwem.

Brawo Fronda, to brzmi logicznie!