Close
Close

Przez to, że na blogu i Fejsie często przemycam lokalny folklor i klimat miasta królów, często dostaję od Was maile z pytaniami o Kraków, jakbym był certyfikowanym przewodnikiem. Do dyplomu jeszcze troszeńkę mi brakuje, ale na te, na które jestem w stanie sensownie odpowiedzieć za każdym razem odpisuję. I wśród nich regularnie powtarza się, jak poniedziałek po weekendzie, pytanie o jedzenie. A konkretnie: gdzie warto co zjeść w Krakowie? Z adnotacją, żeby najlepiej nie było to miejsce tuzinkowe i przeciętne, ani pod żadnym pozorem sieciówka, tylko typowo lokalna knajpa.

Żeby ułatwić życie i sobie, i Wam, zebrałem 5 miejsc, w których warto zjeść odwiedzając Gród Króla Kraka i jedno bonusowe, gdzie możecie podelektować się najlepszym krakowskim deserem.

 

Zapiekanki na Placu Nowym

gdzie zjeśc w Krakowie - zapiekanki na Placu Nowym

gdzie zjeśc w Krakowie - zapiekanki na Placu Nowym 2

Zwane też zapieksami z okrąglaka. Legenda głosi, że najlepsze są u Endziora, ale niestety to powiedzenie jest już nieaktualne i w zasadzie niemal w każdym okienku okrągłego budynku dostaniesz naprawdę dobrą bagietkę z serem z pieczarkami. I oczywiście z innymi dodatkami wedle uznania. Zapiekanki na Placu Nowym są dostępne w zasadzie w każdej możliwej do wymyślenia konfiguracji: i hawajskie z ananasem, i góralskie z oscypkiem, i greckie z fetą, i wiejskie z kiszonym ogórkiem i kiełbasą.

Być w Krakowie i nie zjeść zapieksy z okrąglaka, to jak być w Paryżu i nie zjeść ślimaków. Da się, ale lepiej się nie przyznawać.

 

Frytki belgijskie

gdzie zjeśc w Krakowie - frytki belgijskie gdzie zjeśc w Krakowie - frytki belgijskie 2

Ostatni krzyk hipsterskiej mody i w wersji dostępnej na skwerku przy ulicy Wawrzyńca, wyjątkowo dobry. Grube, podwójnie smażone, chrupkie fryty z belgijskich ziemniaków z szeroką paletą sosów. Ja jestem tradycjonalistą i zazwyczaj biorę z majonezem, ale z duńskim sosem, miodową musztardą albo pomidorami i bazylią są równie pyszne. To danie jednak nie jest pozbawione wad, po pierwsze to atomowa bomba kaloryczna, po drugie jest bez mięsa. No dobra, w sumie tylko to drugie to wada.

 

Kiełbaski z Hali Targowej

gdzie zjeśc w Krakowie - kiełbaski z hali targowej gdzie zjeśc w Krakowie - kiełbaski z hali targowej 2

Nie jest to danie ani wykwintne, ani nietypowe, ale ze względu na klimat, w Krakowie kultowe. Kiełba z Niebieskiej Nyski, dostępna codziennie od 20 do 3 w nocy wraz z prawdziwą staroszkolną oranżadą, to klasyka lokalnego folkloru. Idealnie wysmażona, podawana z bułą i musztardą, była nieraz solidnym podkładem pod całonocne szwendanie się po mieście i kolejne zmienianie klubów. Mimo pospolitości tej potrawy, w każdy weekend ustawiają się po nią pod Halą Targową kolejki i młodych, i starych.

 

Pizza Garden

gdzie zjeśc w Krakowie - Pizza Garden gdzie zjeśc w Krakowie - Pizza Garden 2

Najlepsza włoska pizza jaką kiedykolwiek jadłem w Polsce! Niepozorny lokal znajdujący się tuż za przystankiem autobusowym na ulicy Marii Konopnickiej serwuje prawdziwe niebo w gębie. Idealnie wypieczona, z właściwie cienkim ciastem, mozzarellą i prawdziwym pomidorowym sosem. Moja ulubiona to ta z włoską kiełbasą i oliwkami, ale przy innych też nie zdarzyło mi się zostawić choćby brzegów. Niestety ze względu na niewielkie gabaryty lokalu, często trzeba czekać na wolny stolik, ale obłędny smak pizzy rekompensuje wszystko.

 

Jadłodajnia u Stasi

gdzie zjeśc w Krakowie - jadłodajnia u Stasi 2 gdzie zjeśc w Krakowie - jadłodajnia u Stasi 3

W zestawieniu musiał znaleźć się choć jeden lokal z typową polską kuchnią, gdzie dostaniemy klasykę niedzielnych obiadków i jest nim właśnie Jadłodajnia u Stasi. Stołówka w podwórzu Mikołajskiej 16 jest prawdziwym miejscem z duszą, do którego zaglądają w zasadzie tylko wieloletni mieszkańcy Krakowa i częściej spotkamy tu sędziów, czy profesorów niż studenciaków. Dostaniecie tu prawdziwego mielonego, totalnie babciny rosół, ziemniaki ze zsiadłym mlekiem, nieoszukane pierogi z mięsem i inne dania rodem z polskiej wsi. Jeśli chcesz zjeść „zwykły” obiad, to wpadasz tutaj.

 

Lody na Starowiślnej

gdzie zjeśc w Krakowie - lody na Starowiślnej gdzie zjeśc w Krakowie - lody na Starowiślnej 2

Deserowy bonusik, o którym mówiłem we wstępie. O ile we wcześniej opisywanych miejscach mogły się zdarzać mniejsze lub ciut większe kolejki, o tyle w tym przypadku stanie w kilkudziesięcio osobowym tłumie jest pewne. Lody na Starowiślnej 83, to najlepsza i jednocześnie najbardziej oblegana lodziarnia w Krakowie. Słodkości robią z tradycyjnej receptury, co przekłada się na smak doprowadzający podniebienie do orgazmu. Dostępne jest tylko 7 podstawowych smaków – waniliowe, czekoladowe, kawowe, truskawkowe, malinowe, bakaliowe i jagodowe – ale to wystarczy, żebyś oszalał na ich punkcie.

To tyle jeśli chodzi o miejsca, gdzie warto zjeść w Krakowie, ale domyślam się, że dla odwiedzających Miasto Królów to za mało, więc uspokajam, że w przygotowaniu jest też wpis o tym, gdzie warto się napić. Niekoniecznie herbaty.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Gdzie zjeść burgera w Krakowie? 5 najlepszych miejsc()

  • Tusia

    Mimo, że nie przepadam za lodami to jak jestem w Krakowie to MUSZĘ iść na lody na Starowiślną. Są przepyszne! Myślę, że mógłbyś tu dodać Moaburgera :P dla mnie to też miejsce obowiązkowe :D

  • Pingback: Gdzie warto pójść na piwo w Krakowie?()

  • ruskiewkrakowie.pl

    w sprawie pierogów ruskich polecam: ruskiewkrakowie.pl

  • Bitchkiller

    Mogę zareklamować Twój produkt na szereg różnych sposobów, jeśli tylko jest on dobrej jakości, a Twoja marka pasuje do bloga. Podstawowa cena publikacji to 4000zł (nie współpracuję barterowo).

  • Klaudia Bienias

    Warto
    zajrzeć do Gasrto Zapiekanki, o swoich nowościach informują
    na https://www.facebook.com/zapiekankigastro?fref=ts
    . Naprawdę jedzenie super no i rewelacyjny drink KORWiN Energy
    Drink.

  • Klaudia Bienias

    Tanie i naprawdę
    smaczne zapiekanki są w Gastro Zapiekanki, na okrąglaku. Ja do nich
    trafiłam przez profil na Internecie
    https://www.facebook.com/zapiekankigastro?fref=ts
    . Mogę polecić każdemu, naprawdę.

  • Przemek Dobrzycki

    Zapiekanka ze zdjęcia to „GÓRALSKA” z GASTRO ZAPIEKANEK. POLECAM !

  • Karolina Muszyńska

    Lody ze Starowislnej nie mają tego co kiedys. teraz import
    z wloch

  • Wojtek Maćkowski

    Mimo iż zdecydowanie jestem mięsarianinem, do zestawienia dopisałbym Glonojada. Jest to pierwsza stricte -ańska knajpa, w której byłem, ale jedzenie jest tam tak świetne, że z największą przyjemnością wracam tam za każdym razem, kiedy jestem w Krakowie. I wbrew stereotypom, można się najeść do syta :)

  • dobrymjud

    A ja zawsze stoję do tego Endziora… Muszę spróbować kiedyś z drugiej strony.

  • Jeśli komuś nie chce się stać na Starowiślnej w kolejce po lody polecam Lody na kółkach (ul.Dajwór, tam jest kilka food trucków). Na Starowiślnej są standardowe smaki, a w Lodach na kółkach często się zmieniają i są naprawdę super, np. limonka z bazylią, solony karmel ;) Na Podgórzu też są super lody domowe na ul. Brodzińskiego.

  • rzu

    „Z adnotacją, żeby najlepiej nie było to miejsce tuzinkowe i przeciętne, ani pod żadnym pozorem sieciówka, tylko typowo lokalna knajpa.” – no to niestety sie nie udalo tym razem, zycze bardziej udanych dalszych poszukiwan, bo to co tu wymieniles, to najzwyklejsze na swiecie (z perspektywy mieszkanca) gastronomiczne atrakcje turystyczne w Krakowie (U Stasi może rzeczywiście mniej oblegana przez turystów, bo stosunkowo trudniej znaleźć i za daleko do Rynku jak na typowego turystę jednak)

    ps. podobnie bylo, kiedy wymieniales tutaj parki czy inne zielone miejsca w Krakowie na odpoczynek przy okazji jakiejs kampanii promocyjnej (wtedy tu zreszta trafilam po raz pierwszy), ktore tez byly najbardziej banalnym krakowskim zestawieniem, jakie mozna bylo podac, ale wtedy jakos nie zabralam sie pisanie komentarza, bo nie jest to jakas istotna dla mnie sprawa, ale jesli ktos aspiruje do funkcji rekomendowania innym miejsc nietuzinkowych i nieprzecietnych w Krakowie, a podaje typowe atrakcje turystyczne, to wybacz, ale nie moglam sie powstrzymac ;)

  • Pizza Garden! Od października chyba będzie to moje stałe miejsce w Krakowie. :D

  • Jeszcze dodałabym do tego spisu lody sycylijskie na siennej. :) Są po prostu rewelacyjne. ;) Miód malina, 3 papryczki – to też miejsca obowiązkowe, karmią nie najtaniej ale mega samcznie. Tacos Mexicaons na Poselskiej też super! :)

  • Przemek

    Brakuje tu tylko Grubej Buly. Lepszych hamburgerow nie ma :)

    • Gruba Buła w ogólnie mnie nie zachwyca, zupełnie przeciętne, byle jakie burgery i na pewno nie mogą się równać z Corner Burgerem.

  • Widzę zapiekankę, widzę zapiekankę;)

  • Daniel Nowak

    Zaciekawiła mnie jadlodajnia u Stasi muszę spróbować kiełbasa z nyski mniam polecam też kiełbasę pod NCK iem co do zapiekanek w okraglaku szału nie ma dużo lepsze są na placu Bienczyckim lepszych nie ma, napewno jeszce można polecić boby Burger na dywizjonu, kebab na zajezdni na czyzynach koło Mc co do pizzy Garden rewelacja dobre jeszcze robią w pomodorino i ostatnio próbowałem w Maximusie na centralnej też spoko ale Mozna wymieniać jak i cyklop np no ale można pisać i pisać :)

  • Kat Zaz

    Poprawka co do lodów kakaowe nie czekoladowe, borówkowe nie jagodowe ;-)

    • Celowo przetłumaczyłem te nazwy na polski, żeby osoby spoza Krakowa też mogły zrozumieć :)

  • Zaintrygowałeś mnie Jadłodajnią u Stasi :) Jestem z Krakowa i nigdy o takim miejscu nie słyszałam, a z tego co piszesz to wiele straciłam :) muszę jak najszybciej to nadrobić!

    • Kat Zaz

      Ja również ;-)

  • Tianzi

    +1 do kazimierskich zapiekanek, ale najlepszym deserem to jest tarta cytrynowa z Papryczek ;)

    • Kat Zaz

      U Panów Dwóch na Floriańskiej jest lepsza ;-)

  • ewa

    Mnie ciekawi co innego i nie wazne czy dobrze tam jest czy nie, ale przy jakis jeszcze lokalach zaobserowales kolejke do wejscia/kasy ? :)

    P.S. zgadzam sie co do Garden, na drugim miejscu jest u mnie Metro na Rondzie Mogilskim :)

    • Poza wyżej wymienionymi miejscami jakichś stałych regularnych kolejek raczej nie stwierdzono.

  • Na Józefa jest mała koszerna lodziarnia, maja kozackie lody, zwłaszcza różane i marakuja. Te ze Starowiślnej są super, ale wybieram Józefa jednak.

    • btw spróbuj pierogów w Relaksie na Tomasza – knajpa nie obiecuje za wiele, ale są zaskakująco dobre, chyba nigdzie w Krakowie nie jadłam bardziej „domowych”. za 14zł bardzo duża porcja.

      moje ostatnie zaskakujące odkrycie – meksykańska knajpa na Floriańskiej. niby sieciówka, niby kicz, a żarcie naprawdę przednie, duże porcje, za 25zł można się najeść jak zwierzę, a cola jak w KFC – na dolewkę XD

  • Marika

    kawowe napisałeś dwa razy, bo najsmaczniejsze? :)

    • Najlepsze waniliowe, ale jak to pisałem ewidentnie chciało mi się kawy :D

  • okmanek

    No i nie zapominajmy o servetsie…

    • Lepiej zapomnijmy, jeśli nie chcemy przypłacić tego życiem. Kiedyś po wizycie u Szwagra wymiotowałem krwią, tak że tego… nie polecam.

  • Jak mieszkałam swego czasu w Krakowie to zachodziło się niekiedy do Babci Maliny przy bramie Floriańskiej. Zupa cebulowa i pierożki pierwsza klasa.

  • Grzegorz Siwek
  • Anna Cieślik

    Mieszkam w KrK już kilkanaście lat i mogę napisać tak – zapiekanki z Placu są okropne, to nie to co kiedyś. Poza tym śmierdzi tam, wszędzie latają ptaki, jest brudno. Żadna przyjemność jeść w takim bajzlu. Łatwo można zaliczyć zatrucie – ogólnie nie polecam. Co do Endziora to jakiś czas temu widziałam szyld przy Galerii Kazimierz (od strony Pizzy Hat), ale nie wiem czy to ten sam słynny ze swoich steków i zapiekanek Endzior, co kiedyś w okrąglaku. Polecić mogę: Jadłodajnia Kolorowa, przy al. Pokoju (ta na Piekarskiej ma zdecydowanie gorsze jedzenie); jeśli kiełbaski to tylko maNHattan B.B.Q przy Bulwarowej przy nowohuckim zalewie (za dychę zjecie kiełbaskę na wypasie – 2 x taką jak pod halą z ciepłą bułą i grillowanymi warzywami, keczup + musztarda w zestawie). Na dodatek nie przepadam za lodami na Starowiślnej- moje typy to Delikatesowo przy ul. Brodzińskiego 1, Tradycyjne na rogu Kalwaryjskiej 37 oraz przy pl. Szczepańskim – prowadzone przez Irańczyków (szafranowe i pistacjowe wymiatają). Gardena się nie czepiam, trzymają poziom. Dorzucić mogę jeszcze dwie pierogarnie: Stacja Dębniki (Rynek Dębnicki 3) oraz Przystanek Pierogarnia (Bonerowska 14), u Jędrusia warto zjeść np. pierogi bobowe; całkiem niezłe żarcie serwuje CurryUp na Krakowskiej oraz od lat na wysokim poziomie MOMO przy Dietla – tu wege znajdą coś dla siebie :) Swego czasu niezłe jedzonko można było dostać w barze mlecznym przy Daszyńskiego – jak jest teraz, nie wiem :)

  • Kurczę, kiełbaski z Niebieskiej Nyski to jest klasyka gatunku. A ten miły dziadziuś, który obecnie ma tam pomoc karmił jeszcze moich rodziców, jak właśnie szwędali się po mieście między imprezami.

  • Maciek Zabandytowany Maskowca

    Do listy można dorzucić Moaburgera.

    • Pawel Szupiluk

      Bardziej poleciłbym Skate Burger’a na Brzozowej. Fajny klimat, mięso dodatkowo fajnie przyprawiane, i wersja w tortilli pychota!

    • Bambosz babci

      Maciek Głąb?

  • Wojtek Wiśniewski

    Jak ktoś takie zestawienie rozpoczyna od zapiekanek na Placu Nowym, to niestety bardzo słabo o takowym zestawieniu to świadczy. Zapiekanki te to w ogromnej większości syf z mrożonek, który koło zapiekanki nawet nie leżał. Owszem, można zjeść w Krakowie (czy jego okolicach) dobre zapiekanki, ale na pewno nie na Placu Nowym!

  • Ja serdecznie polecam kebaby na Floriańskiej. Ostatnio uraczyli nas tak ostrym sosem, że cała ekipa miała ognisty oddech smoka wawelskiego. Oni to znają się na rzeczy. :D

  • Magda

    Nie jestem z Krakowa, a znam 4 z poleconych miejsc. Co to o mnie świadczy?

    • Że w poprzednim życiu karmiłaś gołębie.

  • Mateusz Szpak

    Zaznaczę tylko, że frytki belgijskie w Krakowie, z ulicy św. Wawrzyńca smażone są, zgodnie z tradycją, na tłuszczu wołowym. Kwestia mięsna rozwiązana. :)

  • Kamiński Patryk

    Głęboko wierzę, że celowo pominąłeś Streat Slow Fooda, żeby nie było jeszcze większych kolejek niż do lodów na Starowislnej! ;)

    • Celowo pominąłem też kilkaset innych lokali gastronomicznych mieszczących się W Krakowie :)

  • Daj gryza.

  • KasiaC

    Kiełbaski z Nyski codziennie poza niedzielą- niestety boleśnie mój żołądek się kiedyś o tym przekonał. Dobra kiełbasa i dobry klimat- zwłaszcza jak się po ślizgawce stoi w kolejce pół godziny w zimowej aurze :)

    Z zapiekankami to jest tak, że wiele moich znajomych uważało, że co może być fajnego w bułce z pieczarkami… Ale właśnie tu o mnogość dodatków chodzi, tam się nie chodzi po wersję klasyczną! Zgadzam się, że te od Endziora są słabe- osobiście polecam Królewską ( od królowej Wandy czy jakoś tak ) – ze szpinakiem, kurakiem, szynką i czymś tam jeszcze:)

    • Ja chyba najbardziej lubię hawajskie, choć szczerze mówiąc klasyczne też mi bardzo pasują :)

  • Pamiętam, że spróbowałam ten polecony przez ciebie sos duński i to mnie zgubiło, musiałam zamówić. Czułam jak mi się tłuszcz przeczepia do ud po tej porcji frytek!

    • To jest system szybkiego zapobiegania porwaniom przez halny. 11 na 10 osób, które jadły te frytki nie zostały porwane przez wiatr.

  • W.

    O, nie znałam Jadłodajni u Stasi, a tak blisko mam tam z pracy, muszę odwiedzić, dzięki!
    O lodach w Krakowie to można i osobny wpis stworzyć, bo tyle dobrych miejscówek jest! <3

    • Smacznego!

    • Księciunio Kaminski

      Chciałbym tylko dodać, że w krakowskim dialekcie jest to Jadłodajnia u Sztazi ;)

  • Kolego, a gdzie Gospoda Koko? Największa góra żarcia w Krakowie, dostępna do późnych godzin nocnych i smaczna przede wszystkim ;)

    • Na Gołębiej, mogę Cię zaprowadzić jakbyś nie mógł trafić :)

    • Łukasz Kluczyński

      Być może moja opinia będzie krzywdząca, ale to już nie to samo Koko, co kiedyś. Lokal się powiekszył, przychodzi mnóstwo osób. Mam wrażenie, że wraz z ilością gości spadła jakość potraw. Kilka razy ostatnio dostałem dania letnie, w dodatku jakby nieprzyprawione, a raz nawet półsurowego kotleta. Kiedyś lubiłem bardzo, od niedawna raczej unikam.

    • Apik

      Byłem tam w zeszłym miesiącu i mocno się zawiodłem….jedzenie nijakie,niedoprawione,jak już zostało wcześniej wspomniane. Po wyjściu pozostał tylko niesmak. Nie mam porównania jak było kiedyś,ale teraz jest kiepsko.

  • Zapiekanki wymiatają!

  • Aleksandra Muszyńska

    …no i teraz jestem głodna :(.

    • To dobrze, bo to już pora na drugie śniadanie!

      • Aleksandra Muszyńska

        Dieta, panie. Następna pasza o 12:00.

  • Belgijskie fryty są genialne w M22 na Sw.marka. Smazone w tluszczu wolowym! Pychota! i ten ich czosnkowy, zabojczy sos :-D

  • Żorż Ponimirski

    No nie, Janek – a gdzie maczanka krakowska od Andrus Food Truck? Dla mnie jedno z najlepszych street foodowych dań na świecie! Stoją na Skwerze Judah na co dzień. Gorąco polecam!

    • Znam, znam i wiem, że wiele osób to lubi, ale ja zupełnie nie jestem przekonany do maczanek, mokre mięso za bardzo mi nie podchodzi.

      • Joanna Kowalczyk

        Dokładnie – też mnie nie przekonuje maczanka. Marynują to mięso 48 godzin, pieką w niskiej temperaturze i co z tego? Wychodzi z tego rozmiękła buła o przeciętnym smaku :(

  • Agnieszka Rapacz

    Ciekawa jestem czy te belgijskie frytasy sa lepsze niz te, co mamy w Brukseli ;)
    Bo tutaj czasem brzydko oszukuja i smaza je tylko raz :P

    Do sprawdzenia za tydzien! ;)

    • Daj znać jak spróbujesz, bo bardzo jestem ciekaw, czy odbiegają od „oryginalnych” :)

      • Agnieszka Rapacz

        Dam, dam :) Ale tak jak Martyna napisala, ciezko tutaj znalezc te ‚oryginalne’ ;)
        Najlepsze belgijskie frytasy jadlam w Amsterdamie :D

    • Martyna Bors

      Te w Brukseli są słabe (przetestowałam kilkanaście miejsc!). Prawdzie belgijskie frytki tylko w Polsce ;)

    • Grzegorz Siwek

      Najlepsze Belgijskie Frytki –> Podgórski Salon Degustacyjny – Kalwaryjska 26 – porcje nie do przejedzenia i autorskie sosy ! https://www.facebook.com/pages/Podg%C3%B3rski-Salon-Degustacyjny/272408549632023

Kocha się za coś. „Pomimo czegoś”, to można z kimś być

Skip to entry content

„Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” – słyszałeś kiedyś to powiedzenie? Założę się o dużą paczkę lodowych Oreo, że słyszałeś. Przynajmniej 47 razy. A w zasadzie słyszałaś. Bo powiedzenie to dotyczy głównie kobiet. Kobiet, które są z obiektywnie beznadziejnymi facetami, ale subiektywnie nie aż tak strasznymi, żeby się z nimi rozstać. Na przykład niepociągającymi i nudnymi, ale wiernymi i godnymi zaufania. Kiedy myśl o tym, że nie pasujecie do siebie już nie jest tylko luźną myślą, wypowiedzianą do przyjaciółki po jednym kieliszku prosecco za dużo, ale faktem namacalnym jak drzazga w palcu, z pomocą przychodzi ludowa mądrość. Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś.

Tyle, że to gówno prawda.

Zawsze kocha się za coś

Ile razy zakochałaś się w żebrzącym alkoholiku? W kimś kto absolutnie Cię nie pociągał? W człowieku, który zupełnie nie był w Twoim typie? Nie odpowiadaj, pozwól mi zgadnąć. Hmm, czyżby 0? Gdyby kochało się pomimo czegoś, a nie za coś, zakochiwałabyś się nieustanie. Co sekundę. I to nie w unikatowych, spotykanych rzadziej niż czterolistna koniczna jednostkach, tylko we wszystkich. Wszystkich jak leci. Bez wyjątku. Kochać każdego, nie oszczędzać nikogo, bo przecież każdy ma coś co Ci w nim nie pasuje.

Jeśli to powiedzenie byłoby prawdziwe, z facetami działoby się tak samo. Też nie braliby jeńców, tylko padali na jedno kolano z małymi, otwieranymi w połowie pudełeczkami, przed pierwszą lepszą niewiastą napotkaną na ulicy. Niezależnie, czy byłaby brzydka, pryszczata, gruba, z dredami, uważała, że szczepionki powodują autyzm, czy nie jadła mięsa. Mimo wszystko, z moich obserwacji wynika, że jednak tak nie jest. Wbrew hasłom z demotywatorów, mężczyźni zakochują się w kobietach ze względu na jakieś cechy. Zmysłowy uśmiech, niewiarygodnie zgrabne nogi, poczucie humoru, empatię i wewnętrzne ciepło, czy po prostu zajebiste cycki.

Zawsze jest coś, to „coś” może być fizyczne, może być częścią osobowości, może być pojedyncze, może być mnogie, może być mniej lub bardziej trudne do zdefiniowania, ale musi występować, żeby wystąpiło przyciąganie. Gdy tego czegoś nie ma, wewnętrzne magnesy układają się w drugą stronę i dochodzi do odpychania. Które nijak nie ma nic wspólnego z miłością. W przeciwnym wypadku Donald Trump już dawno byłby w związku z Hilary Clinton. A Janusz Korwin-Mikke z Kazimierą Szczuką. I jak dotąd jeszcze nigdy nie byłem kobietą, ale śmiem twierdzić, że to działa również w drugą stronę. Jeśli nie zakochasz się w jego piwnych oczach i kruczoczarnych włosach, w jego spontaniczności i ciekawości świata, albo innym elemencie jego osoby, który sprawi, że Twój mózg zacznie produkować oksytocynę, to się nie zakochasz i już. Dziękuję, do widzenia.

Bo zawsze kocha się kogoś za coś i miłość ta trwa, tak długo, aż to coś nie przeminie. Aż ona przestanie być już tak zabawna, on przestanie jej dawać poczucie bezpieczeństwa, ona przestanie dbać o siebie, on się zapuści. I gdy to się stanie, gdy ten kluczowy element wyparuje, to nie będzie „miłości pomimo czegoś”. Po prostu się skończy i w najlepszym przypadku zostanie sentyment i przyzwyczajenie.

Można być z kimś pomimo czegoś

Jest wiele sytuacji, w których można być z kimś pomimo czegoś, ale tylko w jednym przypadku ma to sens. Tym wyjątkiem niepotwierdzającym reguły jest wariant, gdy dwójka ludzi się kocha, a tym „pomimo” są czynniki zewnętrzne nie wpływające negatywnie na ich relację.

W sensie, jesteście ze sobą, pomimo, że jedno z Was wychowało się z kulturze żydowskiej, a drugie nie. Jesteście ze sobą pomimo, że on jest cukrzykiem albo ma inne problemy natury zdrowotnej. Jesteście ze sobą pomimo, że póki co dzieli Was odległość. Jesteście ze sobą pomimo, że Wasze rodziny tego nie akceptują. Jesteście ze sobą pomimo większej różnicy wieku. Jesteście ze sobą pomimo, że ty jesteś ekstra, a on intrawertykiem. Jesteście ze sobą pomimo, że słuchasz Natalii Nykiel. Choć jeśli robisz to przy nim zbyt często, to faktycznie związek wkrótce może się rozpaść. W każdym razie dopóki to „pomimo” nie sprowadza się do tego, że jesteś z nim, pomimo, że czasem Cię uderzy jak za bardzo się napije, albo, że jest z Tobą pomimo, że masz manię kontroli i sprawdzasz go na każdym kroku, to wszystko spoko. „Pomimo” jest tylko trzeciorzędną, nieistotną pierdołą.

Można oczywiście również być z kimś, gdy „pomimo” jest pierwszoplanowym problemem, powracającym jak poniedziałek po niedzieli, albo gdy miłość występuje tylko jednostronnie, albo gdy w ogóle jej nie ma i nie zapowiada się, żeby była, tylko wtedy pojawia się pytanie: po co? Po co być ze sobą i tkwić w czymś, co jest bardziej logicznym układem, niż wzajemnym emocjonalnym przyciąganiem? Jest kilka całkiem niezłych odpowiedzi na to pytanie. Jedna: bo we dwójkę życie mniej boli. Prawda. Druga: bo lepiej uprawiać seks z zaufanym stałym partnerem, niż ze zmieniającymi się przypadkowymi. Też prawda. Trzecia: bo w ogóle lepiej uprawiać seks niż nie. Prawda jak cholera. Czwarta: bo ekonomiczniej wydatki dzielić na pół. Kolejny raz, trudno się nie zgodzić.

Tyle, że to wszystko sprowadza się do jednego: to tylko strata czasu. Czasu kiedy mógłbyś kochać kogoś za coś z wzajemnością, a nie być z kimś pomimo czegoś.

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #40: Ten Typ Mes, afera z Żytnią i polski rebranding

Skip to entry content
żytnia afera
zdjęcie pochodzi z profilu www.facebook.com/ZytniaExtra

W tym tygodniu przez sieć przetoczyło się kilka aferek, z czego jedna swój finał będzie mieć w prokuraturze. I jak dotąd jest to najpoważniejszy kryzys wizerunkowy marki, który swój początek miał na Facebooku. Co dobitnie udowadnia, że profile w mediach społecznościowych to nie tylko głupotki w internecie, którymi nikt się nie przejmuje, ale istotne kanały komunikacji, o które trzeba dbać, zatrudniając profesjonalistów, a nie studenciaków za pińćset złotych. Ale o tym przeczytacie poniżej. W ogóle w tym tygodniu wyjątkowo dużo czytania.

„Gang Albanii to nie muzyka tylko rozrywka”: wywiad z Noonem – jednym z najlepszych hip-hopowych producentów – o zmianach zachodzących w przemyśle muzycznym i podejściu do nowych trendów.

Przemyślenia po aferze z Żytnią: nie znałem zdjęcia ze stanu wojennego, od którego zaczęła się awantura przed jej wybuchem, ale nie uważam tego za wstyd. Za wstyd, tak jak Michał, uważam branie hajsu od firmy za prowadzenie profilu na Fejsie i wypełnianie go zajebanymi zdjęciami z Googli z doklejonym logiem marki.

Jak zdobyłem Morskie Oko biegiem: motywujący tekst o wyznaczaniu sobie kolejnych celów i osiąganiu ich. Dla niektórych to może być nic takiego, ale dla mnie PRZEBIEGNIĘCIE całej trasy do Morskiego Oka, to naprawdę coś!

Urodziłeś się w PRLu? Albo tuż po? To sprawdź, czy wiesz do czego służą te przedmioty, rozwiązując wyjątkowo sentymentalny quiz.

Polski rebranding: czyli jak w polskiej wersji językowej wyglądałoby logo Old Spice, Mr Muscles, czy Always. Z pewnością, któreś z tych zdjęć przewinęło Wam się przez tablicę na Fejsie, ale jestem prawie pewien, że nie widzieliście wszystkich.

Jak wrzucać zdjęcia na Instagrama z przeglądarki? Informacje o tej aplikacji najprawdopodobniej przydadzą się tylko marketerom i pracownikom agencji reklamowych, ale jest to na tyle wyczekiwane rozwiązanie, że mimo wszystko je wrzucam.

Na granicy szaleństwa: niesztampowy wywiad z Tym Typem Mesem. Piotrek opowiada między innymi o tym, jak to jest być dziwakiem i jak jego rodzice zareagowali na decyzję, że będzie muzykiem.

Wprowadzenie do materiałów odzieżowych: przydatny poradnik, tłumaczący, czym się różni dzianina od tkaniny i czy włókno sztuczne jest gorsze od naturalnego.

Koci zaprzęg: to coś co śni mi się po nocach odkąd zobaczyłem ten filmik.

Roll up on the scene like… … By Aaron’s Animals

Posted by Young Paperboyz on 13 kwietnia 2015

 

Klip tygodnia: Mes po raz kolejny udowadnia, że ma najlepsze flow w Polsce, które potrafi wyginać w strony, w które szczęka zwykłego śmiertelnika nie pozwala. Oprócz tego, jak widać po teledysku, w końcu udało mu się zdać prawko, czego serdecznie mu gratuluję. Zrobiłeś to zuchu!

Damska stylówka tygodnia: jestem cichym fanem kombinezonów, zwłaszcza jeśli są nieco bardziej dopasowane i atrakcyjniej leżące na kobiecie, niż te NASA. A neonowy kombinezon Plamki leży na niej jak w hamaku, i – jak sama mówi – dzięki odblaskowemu kolorowi pozwala odnaleźć Cię rodzicom, gdy zgubisz się na plaży.

zdjęcie pochodzi z bloga Plaamkaa.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Plaamkaa.pl

 

Męska stylówka tygodnia: klapki Kubota i wysoko podciągnięte skarpy Nike. Czy może być lepsze połączenie dla eleganckiego mężczyzny?

Żadnen Janusz nie przebije moich skarpet do klapek. I to w dodatku Kubotów (y)

Posted by Runblog on 16 sierpnia 2015

 

Fanpage tygodnia: dzisiejszy profil nazywa się „Zły gotyk boli całe życie” i wydaje mi się, że na tym mogę zakończyć argumentajcę tego wyboru.

Jeżeli boicie się, że nie zdążycie schudnąć do CP w stopniu pozwalającym na wciśnięcie się w lateks/gorset/fishnet, to ZGBCŻ oferuję Wam ofertę last minute – obrazek zmniejszający drastycznie apetyt :D

Posted by Zły gotyk boli całe życie. on 16 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: szukam solidnego, dwuosobowego materaca do nowego mieszkania. Jeśli ktoś z Was takowy posiada dłużej niż dwa lata i jest wyjątkowo zadowolony z użytkowania, a na pewno nie budzi się z bólem pleców i nie zapada się do wewnątrz siadając na nim,  to będę bardzo wdzięczny za linka w komentarzu. Albo chociaż podanie marki i modelu.

---> SKOMENTUJ

Biedronka promuje homoseksualizm. Według Frondy

Skip to entry content

Nie myślałem, że kiedyś to napiszę, ale jest portal internetowy, który w niedorzeczności pisanych „artykułów” jest w stanie dorównać naTemat, a czasem nawet ich przebić. Tym portalem jest Fronda. Czemu dzielę się z Wami tą cenną informacją? Bo wczoraj autor-widmo z Frondy opublikował paszkwil o tytule „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”.  Który poza tym, że jest wyrachowaną manipulacją, to zawiera dość spory błąd logiczny. Na tyle duży, że mocno kwestionuje umiejętność myślenia osoby, która go napisała.

Fronda Biedronka

W sklepach Biedronka sprzedawane są książeczki dla dzieci pod tytułem „Mały słownik ważnych pojęć”. Brzmi niewinnie, ale to tylko pozory. Publikacja ta wpisuje się w promocję homoseksualizmu. Dlatego wzywamy do bojkotu sieci sklepów Biedronka do momentu usunięcia książki ze sprzedaży.

Zanim przejdę do tego, cóż takiego strasznego można znaleźć w książeczkach sprzedawanych przez dyskont z robaczkiem w logo, to warto zwrócić uwagę na inną kwestię. Nagłówek paszkwilu brzmi „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”, co jest zagraniem wyjątkowo niskich lotów, bo sugeruje, że jeśli kupujesz cokolwiek w tym sklepie, to nie jesteś prawdziwym Polakiem. Z jednej strony jest to bardzo agresywna odezwa, brutalnie dzieląca społeczeństwo i zmuszająca do opowiedzenia się po którejś ze strony. Z drugiej, zawsze wydawało mi się, że o tym, czy jestem Polakiem, czy nie decyduje coś więcej niż miejsce, w którym kupuję masło.

Może gdyby ktoś z Faktu tak zatytułował swoją manipulację, to przeszedłbym obok tego obojętnie, ale przypomnijmy, że Fronda jest portalem katolickim. Antagonizowanie bliźnich? Iście chrystusowa postawa!

A sama Biedronka tak zachęca do nabycia książki dla dzieci: „Niezwykły rodzaj encyklopedii dla najmłodszych dzieci – ułożone alfabetycznie hasła uzupełniają ciekawostki i eksperymenty oraz komiksowe omówienia” . Wszystko pięknie, prawda? Ale to zwykła ściema. Prawda jest taka, że książka propaguje homoseksualizm.

I teraz zgadnijcie w jaki sposób ta biblia szatana umiejscowiona między kalarepą, a szynką szwardzwaldzką promuje homoseksualizm. Myślicie, że w środku jest wkładka z kamasutrą dla gejów? Albo chociaż wylistowane korzyści z bycia lesbijką? A może demonizowanie ludzkich zarodków jakie powstają ze związków hetero? Niestety, muszę Was rozczarować, ale pudło. W książce znajduje się definicja homofoba („ktoś kto nie lubi homoseksualistów”) i homoseksualisty („człowiek, którego pociągają osoby tej samej płci”). Tyle.

Jeśli podanie definicji jakiegoś zjawiska jest propagowaniem go, to Wikipedia propaguje kazirodztwo i zoofilię.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, kodeks karny propaguje gwałty, przepisy ruchu drogowego propagują wypadki samochodowe, a biblia propaguje grzeszenie. Nie zbaczając z tej ścieżki dedukcyjnej, wyobraźcie sobie teraz co musi propagować książka, w której podana jest definicja heroiny? Albo rasizmu? Albo holocaustu? Szacunek dla autora za genialną przekminę. Einstein mógłby się od niego sporo nauczyć.

Nasze dzieci mogą przeczytać w książce, że homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. I widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem.

Straszne! Dzwońmy na komisariat!

Dlatego wzywamy do bojkotu Biedronki. Dopóki będzie wspierać takie inicjatywy anty-rodzinne nie kupujmy w Biedronce!

Zbojkotujmy też wszystkie encyklopedie internetowe, e-booki, biblioteki, czytelnie i księgarnie! A tak że supermarkety, targi staroci i stoiska w przejściach dworcowych! I kioski! Przecież w każdym z tych miejsc można trafić na książkę, gazetę, czy broszurę, w której jest podana definicja homoseksualizmu! Chore! Na sam koniec zbojkotujmy także literę „h” w alfabecie, bo nigdy nie wiadomo, czy od samego wymawiania tej głoski nie rozpadają się rodziny, a ludzie nie zarażają się gejostwem.

Brawo Fronda, to brzmi logicznie!

---> SKOMENTUJ