Close
Close

Jak naprawdę jest na Przystanku Woodstock?

Skip to entry content

Gdy byłem dzieciakiem, czy tam nastolatkiem, połowa moich znajomych była punkami. A przynajmniej próbowała być, nosząc kostki i pijąc tanie wina. Sam nigdy nie byłem zainteresowany ideologią „no future”, bo od zawsze uważałem, że moja przyszłość zależy tylko ode mnie, ale, o dziwo, wyjątkowo łatwo znajdowaliśmy wspólny język. Pomijając tło wydarzeń, podczas których do tego porozumienia dochodziło, to od długowłosych znajomych słyszałem barwne jak paleta Photoshopa opowieści o Woodstocku. Że anarchia, że rebelia, że błoto, że turbolibacja, że Włochaty i hipereuforia.

Z czasem stereotypy na temat festiwalu w Kostrzynie nad Odrą, oscylujące wokół spania w krzakach, zaczęły się zderzać z zupełnie przeciwnym opiniami. Że niepowtarzalna atmosfera, że spotkania z artystami, że zróżnicowane tematycznie warsztaty, że dużo wydarzeń kulturalnych. Wrodzona tendencja do konfrontowania mitów, plotek i wyobrażeń z rzeczywistością podpowiadała, że trzeba by to sprawdzić osobiście, a nie bazować na opowieściach innych ludzi i tak po kilku latach zbierania się do tego przedsięwzięcia, w tym roku w końcu je zrealizowałem.

Jak naprawdę jest na Przystanku Woodstock?

 

Błoto, brud, syf, kiła i mogiła

przystanek woodstock 2015

To główny argument, który skutecznie odstrasza nie-punków od tej imprezy.

Otóż, o ile kurzu faktycznie jest sporo – bo trudno, żeby nie było, jeśli od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy osób jednocześnie skacze pod sceną – to błota w tym roku nie było zupełnie. Oczywiście jeśli komuś wyjątkowo zależało na wykonaniu tego zabiegu kosmetycznego, to mógł pokryć skórę mokrą ziemią wskakując do kałuży, ale nie była to pozycją konieczna do uczestniczenia w wydarzeniu. Żeby bardziej to zobrazować widziałem góra 12 osób skaczących w kałuży, przy czym żadna z nich nie była ubłocona powyżej pasa.

Jednym z haseł wstrzymującym pracę jelit jest też fraza „toitoie”. Po wszystkich opowieściach, które usłyszałem przed festiwalem o warunkach sanitarnych, spodziewałem się dosłownego zobrazowania „gównoburzy”. Z całym szacunkiem do wszystkich, którzy uważają to za apogeum niesterylności i plan zdjęciowy do kolejnej części „Ludzkiej Stonogi”, ale Wy chyba nigdy nie byliście na Hip-Hop Kempie. To co się dzieje na Woodstocku jest pachnącą łazienką przy stanie toalet w Hradec Kralove. Jeśli uważacie, że warunki na imprezie Jurka Owsiaka są skandaliczne, to gówno widzieliście, że tak tematycznie to ujmę. Serio. Spodziewałem się, że nie dam rady się tam załatwić przez cały wyjazd, a nie było z tym problemów nawet ostatniego dnia, co na Hip-Hop Kempie jest niemożliwe.

Co do kwestii mycia się, to kolejki do kranów też były mniejsze niż na innych imprezach tego typu na jakich byłem i szczerze mówiąc, trochę się rozczarowałem, jak takie zwykłe polowe warunki można tak bardzo zdemonizować.

 

Na imprezę przyjeżdżają same punki

przystanek woodstock 2015

Zwane przez zadeklarowanych przeciwników nurtu brudasami. Otóż – nie wiem na ile na szczęście, a na ile niestety – nie. Na przełomie lipca i sierpnia do Kostrzyna nad Odrą przyjeżdżają zarówno rastamani, hipsterzy, goci, dresy, informatycy, studenci z UJ, korpoludzie, jak i blogerzy. I wcale nie są w mniejszości w stosunku do nosicieli irokezów. Przez to, że muzyka jest dość zróżnicowana – od Meli Koteluk, przez Proletaryat, po Shaggy’ego – odbiorcy również nie stanowią jednolitej masy i w trakcie tych kilku dni można spotkać ludzi z bardzo odmiennych subkultur.

 

Na imprezę przyjeżdżają sami gówniarze

przystanek woodstock 2015

Również nieprawda. Wiek uczestników jest tak rozstrzelony, że nawet nie podjąłbym się szacowania średniej. W trakcie przemieszczania się po terenie festiwalu widziałem zarówno osoby, które mogłyby być moimi dziećmi, jak i te, których ja mógłbym być dzieckiem, a niedaleko mojego namiotu byli rozbici państwo, których mógłbym być wnuczkiem. Jeśli więc obawiasz się zmasowanego ataku gimbazy, to porzuć te obawy, bo nie mają przełożenia na stan faktyczny.

 

Łatwo paść ofiarą złodziei

Pozdro dla złodzieja, który wczoraj przegrzebał mi namiot. Dzięki, że zadowoliłeś się czipsami, a zostawiłeś mi powerbank.

Posted by Stay Fly on 2 sierpnia 2015

Jak widać po załączonym statusie, bardzo łatwo i w zasadzie nie trzeba robić nic więcej poza rozbiciem namiotu. Gwarancji, że ktoś nie przegrzebie Ci rzeczy w wigwamie nie daje nawet fakt, że rozbijasz się w ogrodzonej wiosce wśród, teoretycznie, samy swoich. Tak że nie polecam przywozić nic wartościowego, czego nie możesz zabrać ze sobą idąc na koncert.

 

Przystanek Woodstock polega tylko na chlaniu

przystanek woodstock 2015

To największe pomówienie, jakie można skierować w stronę tego festiwalu.

Nie byłem jeszcze na drugiej imprezie, na której byłoby tyle atrakcji kulturalnych. Możesz i poćwiczyć jogę na świeżym powietrzu, i zobaczyć przedstawienie z aktorami z teatru Michała Żebrowskiego, i uczestniczyć w warsztatach rozwoju osobistego, i potańczyć z instruktorem, i nauczyć się rapować, i porozmawiać z gościem, który bez pieniędzy zwiedził całą Europę (pozdro Włóczykij!), i poznać miłość swojego życia w trakcie szybkich randek. I oczywiście skakać pod sceną w trakcie zajebistych koncertów. A to wszystko totalnie, zupełnie i absolutnie ZA-DAR-MO!

Definitywnie rozwiewając wątpliwości: nie, Przystanek Woodstock nie polega tylko na chlaniu do nieprzytomności.

 

Największy festiwal w Polsce

przystanek woodstock 2015

Nie byłem na wszystkich imprezach masowych organizowanych w naszym kraju, ale jeszcze nie słyszałem o takiej, na której bawiłoby się ¾ miliona ludzi. A właśnie tyle osób przyjechało w zeszłym roku na wydarzenie prowadzone przez Jurka Owsiaka. 750 000 wiary! To tyle co CAŁY Kraków! Czujecie to? CAŁY Kraków na jednej imprezie? I to z tak genialną atmosferą, że wszyscy są otwarci, spontaniczni, rozemocjonowani i mimo to nie dochodzi do bójek? To jest naprawdę coś!

Odpowiadając na pytanie z nagłówka: tak naprawdę na Przystanku Woodstock jest zajebiście i mocno żałuję, że pierwszy raz wybrałem się na niego dopiero teraz, a nie kilka lat wcześniej!

(niżej jest kolejny tekst)

112
Dodaj komentarz

avatar
47 Comment threads
65 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
65 Comment authors
Prawnikbierzmnie_gig24Paweł TerpiłowskiSabina Milewskachiyome.blogspot.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Luke Paradise
Gość

Mówiłem, że Ci się spodoba!
Ja od siebie dorzucam przytulanie.
W tym roku rozdałem kilkaset przytuli, nosków eskimosków oraz pstryczków w nos <3
peace.love.hugs <3

Agata Muszyńska
Gość

Łaaaa! :)

Byłam w tym roku pierwszy raz i ci, którzy jeżdżą od lat powiedzieli mi, że w tym roku toi -toie wyglądały wyjątkowo dobrze. Organizatorzy już przed festiwalem zapewniali, że tym razem „wzmocnili” tę kwestię. „Jednym z haseł wstrzymującym pracę jelit jest też fraza „toitoie” – każdy festiwalowicz zna tę praktykę. :D

Słyszałam, jak Owsiak mówił ze sceny, że w czasie całego festiwalu zatrzymano chyba dwie pijane osoby, które zakłócały (s)pokój. Dwie osoby z setek tysięcy. Nawet, jeśli było ich więcej, to nie na taką skalę, o której czasem mówią przeciwnicy Przystanku Woodstock.

Jan Favre
Gość

To mnie naprawdę ujęło, że mimo tych kilkuset tysięcy osób naprawdę nie było spokojnie i bez niepotrzebnej przemocy.

Łukasz Szejna
Gość

Ponoć jeszcze 2 osoby trafiły do szpitala z powodu wypicia płynu do mycia felg wymieszanego z alkoholem, bo jakiś facet sprzedawał tam taki syf. Ale i tak się zdziwiłem, bo słuchając niektórych opowieści, to nie spodziewałem się tak pozytywnej atmosfery. Chyba słuchałem opowieści ludzi, którzy nigdy tam nie byli.

Agata Muszyńska
Gość

Czytałam o tym płynie w prasie. Koleś podobno reklamował to jako „niezłą jazdę”… Ale to raczej w aucie niż w jelitach, choć jakby nie patrzeć, w tym drugim też.

Znakomita większość ludzi na Woodstocku wie, że wybór leży po ich stronie. Dobra atmosfera skutecznie zniechęca do inicjowania akcji z agresją na czele. :)

damian
Gość
damian

woodstock jest dla zwierząt rozumiesz? ZWIERZĄT

Sławek
Gość
Sławek

żal mi Cię ograniczony chłopczyku z rozwojem poniżej gimbazy …

Krzysztof Zając
Gość
Krzysztof Zając

jeśli prezesów firm którzy się tam bawią, ludzi na co dzień chodzących w garniturach do pracy, właścicieli firm którzy przejechali pół kraju aby przez 3 dni się pobawić itd…. nazywasz zwierzętami , to ty nie zasługujesz nawet na miano bakterii.

Artur
Gość
Artur

Dziękuje ci bardzo Damianie że tak sądzisz bo właśnie dzięki temu nigdy cię nie ujrzę na Woodstocku i nigdy nie będziesz wstanie popsuć tej doskonałej atmosfery miłości, przyjaźni i muzyki :) Pozdrawiam i nie zapraszam :)

Olga Szemraj
Gość
Olga Szemraj

byłam na Woodstocku, było cudownie, przepięknie, a ludzie to zwierzęta jednak, nie wyprzemy się tego :)

Prawnik
Gość

Ciekawe jak będzie w tym roku….

Michał Stępkowski
Gość

Toitoiów nigdy za dużo. Szczególnie, że w ciągu jednego popołudnia każdy potrafi zamienić się w Mordor

Agata Muszyńska
Gość

Ktoś z mojej wioski wypatrzył toi toi, który wyglądał na nieczynny i nikt poza nami do niego nie zaglądał… Padały zatem konspiracyjne hasła w stylu „brązowa szóstka czysta”. Sheraton wśród kostrzyńskich toalet.. ;)

Michał Stępkowski
Gość

Jak już z podłogi można jeść to faktycznie standard się poprawił :)

Ryszard Wysocki
Gość
Ryszard Wysocki

Patrząc na twoje zdjęcie mam wrażenie że widzieliśmy się na woodzie;-) Jeśli to nie kłopot napisz mi gdzie byłaś rozbita a będę wiedział czy to ty ;-)

Agata Muszyńska
Gość

Tak, że jak weszłam na zbudowany podest, to widziałam dużą scenę. Blisko gastronomii i wioski z flagą „Golub-Dobrzyń” oraz passata, na którym wisiało prześcieradło z napisem „Janusze Woodstocku 1.9 TDI”. :D Ostatnią wskazówką, jaką jestem w stanie podać jest chorągiewka od Play z napisem „Zapierdalasz nie stygniesz”.

Ryszard Wysocki
Gość
Ryszard Wysocki

Dziękuję za tak szybką odpowiedż i choć jesteś bardzo podobna do poszukiwanej osoby to jednak nie ty;-) Poszukuję sąsiadki która była rozbita tuż za pasażem handlowym;-) Jeszcze raz dziękuje:-)

Amanda
Gość

Jak to w tym roku nie było błota? :O Nie było grzybków pod sceną? To nie jest zwykłe błoto, to zawsze był zwieziony z zewnątrz czysty piasek, w którym panowała niesamowita kultura tańca, przewracania ludzi, przepraszania ich, podnoszenia, tańca, przewracania – i tak od nowa ;)
Nie było mnie w tym roku po raz pierwszy, jak policzyłam, od 12 lub 13 lat – ludzie uwielbiają demonizować Woodstock, ale jak na ilość ludzi (a tylko ona czasem doskwiera, bo jest ich ogrom) w jednym miejscu – aż dziw bierze, że naprawdę nic złego się tam nie dzieje.
Wielkie zazdro, będziesz za rok? :)

kala101
Gość
kala101

było błoto i grzybek było :)

Jan Favre
Gość

Będę!

Anna Moderska
Gość
Anna Moderska

To odwiedź namiot Towarzystwa Rozwoju Rodziny ;)

Karol Ludwikowski
Gość

Był grzybek, ale dopiero trzeciego dnia zrobiło się na tyle ciepło (a wręcz gorąco) by można było wskoczyć w błotko ;)

Anna Moderska
Gość
Anna Moderska

Jak do tej pory to chyba był jeden z chłodniejszych Woodstocków. Ale nie mniej wspaniały :)

Zdzislaw
Gość

Co ja patrzę, pod kranami jest prowizoryczna, drewniana podłoga. Czyli już nie trzeba stać po kostki w błocie myjąc się, a na koniec wodą z butli myć stóp kilkanaście metrów dalej. Super.

Btw. lepiej późno niż wcale ;) A w przyszłym roku polecam wybranie się pociągiem nocny. Skondensowana na małej przestrzeni duża ilość, dobrze zaopatrzonych ludzi z wyrywającym się nastrojem melanżowo-imprezowym jest dla mnie jednym z najlepszych elementów woodstocku. Wracać już lepiej czym innym.

Jan Favre
Gość

W przyszłym roku odwiedzę Woodstock na pewno, tak że może również zaliczę pociąg :)

Łukasz Szejna
Gość

Wracałem w sobotę nocnym pociągiem. Ludzie spali nawet na podłodze, niektórzy wysiadali 2 stacje dalej niż powinni.

Maria
Gość
Maria

„śliczna Judyta i Kasia” – zmień czym prędzej ten opis, zanim się Kasia obrazi! :D
Kurczę, może kiedyś też pojadę…

Jan Favre
Gość

Ej, oczywiście, że chodzi o śliczną Judytę i śliczną Kasię!

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Jest jakiś osobnik płci męskiej po 15-tym roku życia, który nigdy nie słyszał tego hasła? A jak ma wybitne problemy ze słuchem, to który nie słyszał, ani nie czytał tego hasła? Dobra, z grup pominiętych zostali nam analfabeci, ale tych akurat możemy zdyskryminować, w związku z czym, z przeprowadzonej na szybko ankiety opartej o metodykę pracy amerykańskich naukowców wynika, że 110% męskiej populacji choć raz w życiu spotkało się ze stwierdzeniem, że „faceci myślą tylko o jednym”. Tą enigmatyczną jednością, która dominuje umysły osobników wyposażonych w angielski zestaw śniadaniowy w kroczu, jest oczywiście seks. Zwany też ciupkaniem, przez dewotki, które nigdy nie dopuściłyby do tego, by brudzić sobie usta tym strasznym słowem na „s”. Lub czymkolwiek innym.

Tym razem, wyjątkowo nie będę walczył z krzywdzącym stereotypem zakładającym, że w głowie mężczyzny nie pojawiają się myśli niezwiązane ze sprawdzaniem alternatywnych zastosowań kuchennego blatu, pralki, czy ksera w biurze, bo wydaje mi się, że każdy w miarę ogarnięty człowiek, wie, że to nieprawda. Faceci poza ruchaniem myślą jeszcze o jedzeniu, więc nie wiem jak wielką seksistowską świnią trzeba być, żeby spłycać nasze procesy myślowe do jednego. W dzisiejszym traktacie oscylującym wokół wojny płci skupię się na zupełnie innej kwestii. Mianowicie, na tym, o czym myślą kobiety.

Jeśli mężczyzna dąży do seksu, to znaczy, że chce uprawiać seks. Koniec, kropka. Jego intencje są jasne, czytelne i szczere. Pod chęcią włożenia penisa do pochwy i wymiany płynów ustrojowych nie czai się żadne drugie dno.

Co z kolei oznacza, że kobieta dąży do seksu? Cholera, też chciałbym to wiedzieć, bo to może być wszystko.

Kobiety tym się różnią od mężczyzn, że pójście do łóżka czasem nie jest dla nich celem samym w sobie, a jedynie środkiem do osiągnięcia czegoś więcej. Fakt, że wspięła się na Ciebie jak na Mount Blanc odruchowo jodłując przy zdobywaniu szczytu, wcale nie znaczy, że to było jej główną motywacją, ani, że w ogóle miała na to ochotę. Równie dobrze, mogła to być tylko droga do zdobycia czegoś innego i środek perswazji, którym miała nakłonić Cię do podjęcia innych działań. W końcu nikim się tak dobrze nie manipuluje jak napalonym facetem.

Mężczyzna uprawia seks, bo ma ochotę na seks. Przedstawicielka płci karmiącej może dążyć do łóżkowych zapasów, bo:

– chce dostać awans / podwyżkę / premię / wolne w dniu finału „You Can Dance”

– potrzebuje, żeby ktoś jej nieodpłatnie pomógł z przeprowadzką / remontem / poprowadzeniem sprawy rozwodowej z podziałem majątku

– chce zrobić sobie z Tobą samojebkę z hasztagiem #aftersex i zaimponować koleżankom, że spała z-tym-znanym-kolesiem-z-telewizora

– jest nowa w danym środowisku i chce wkręcić się w Twoją paczkę znajomych

– chce zrobić na złość przyjaciółce, której się podobasz, bo nie może znieść, że zostałaby jedyną singielką w ekipie. Lub też dlatego, że kiedyś pożyczyła jej swoją ulubioną sukienkę i wróciła poplamiona

– ma turbo słabo płatną pracę i uznała, że mieszkanie u Ciebie za darmo bardziej jej się kalkuluje, niż wywalanie co miesiąc tysiaka na klitkę na wydupiu

– potrzebuje materiału genetycznego, bo zegar biologiczny tyka

– chce dotrzeć do Twojej siatki kontaktów biznesowych, bo będzie odpalać ultra innowacyjny interes – studio paznkocia – i potrzebuje kogoś, kto wyłoży na to hajs

– [wstaw_problem_z_którym_nie_może_poradzić_sobie_sama] lub [niedobór_który_możesz_zaspokoić]

Podsumowując, dziewczyna może Cię wpuścić do swojego tajemniczego ogrodu, bo po prostu chce, żebyś jej przeorał grządki swoim pługiem, ALE prawdopodobne jest też, że poszła z Tobą do łóżka, bo to element jej manipulacji. Biorąc pod uwagę powyższe, stwierdzenie, że „faceci myślą tylko o jednym” to komplement. Bo laski nigdy nie wiadomo o czym myślą.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #37: hejty na Fejsie, druga Ziemia i brak ironii

Skip to entry content

Odkąd w podstawówce wpadłem na pomysł, żeby świadomie dokonywać wyboru muzyki, której słucham, zawsze w moich głośnikach królował rap, nie znaczy to jednak, że jestem zamknięty na inne gatunki. Wręczy przeciwnie, lubię poznawać i odkrywać nowe rzeczy, prawie, że w każdym aspekcie życia, wychodząc z założenia, że trzeba zjeść chleb z wielu pieców, żeby wiedzieć, który faktycznie Ci smakuje. Niesiony tą złotą myślą, której nie powstydziłby się Paulo Coelho, stwierdziłem, że pojadę na Woodstock.

Raz, że miał grać Modestep i Grubson. Dwa, że nigdy nie byłem. Trzy, że zawsze byłem ciekaw, czy te legendy o Broodstocku i turbolibacji są na wyrost, czy faktycznie jest tam taki rozpierdol. Cztery, że kiedy jak nie przed 30-stką? Brzmi sensownie, no nie? Z tego też powodu w dzisiejszym „Cotygodniowym Przeglądzie Internegu” pojawia się zastępstwo. I to zastępstwo wyjątkowe, bo blogera niszowego, a z bardzo dużym potencjałem. Mowa o Zdzisławie, u którego zarówno znajdziecie celne spostrzeżenia, zabawne porównannia, jak i lotną relację z przejazdu Pendolino.

Trzecie zastępstwo w CPI czas zacząć!

CPI 37

Otrzymując nominację do stworzenia głównej strony internetu poczułem się bardziej uroczyście niż w przedszkolnych jasełkach, gdzie grałem choinkę. Nie byłem pewien jak się do tego zabrać, więc przyjechałem do miasta Kraka i Smoga, żeby bardziej wczuć się w klimat, a cały wpis stworzyłem siedząc w garniturze.

Skoro już jestem gotów, to najpierw się przedstawię. Jestem Zdzisław, prowadzę bloga www.zdzislaw.in i dziś poprowadzę dla was CPI. Tak naprawdę, to nie nazywam się Zdzisław. Nie jest to moje prawdziwe imię, gdyż ono jest zbyt standardowe i niczym Lord Voldemort postanowiłem sobie zaprojektować nowe, lepsze. Co prawda nie jest anagramem, ani nie ma łacińskich interpretacji, ale uwielbiam je. Skoro już się znamy, pozwolę sobie zacząć.

Janek pojechał na Woodstock. Jeżeli już na Audioriverze doświadczył problemów techniczno-namiotowych, więc obawiam się, że z tego strasznego siedliska alkoholowych i seksualnych orgii błotnych może wrócić z WZW, albo nie wrócić wcale. Poprosiłem go jednak, o stosowanie zabezpieczenia i obiecał, że nie wyjdzie z namiotu bez ciepłych bamboszy, a marichuanen tylko ze sterylnych strzykawek.

Tomorrowland – pozostając w klimacie festiwalowym, chciałbym przedstawić jeden z najbardziej epickich na świecie. Co prawda jest to muzyka elektroniczna, ale ten rodzaj przystępny również dla fanów innych brzmień. Całość rozbrzmiewa na 16 różnych scenach, gdzie główna z nich jest zbudowana z romachem i przepychem większym niż uczta na zamku w Panu Tadeuszu. Wykonawcy tacy jak David Guetta, Tiesto, Steve Aoki, Avicii zapewne zapalaja lampkę „coś/gdzieś/kiedyś było” nawet u największych elektro-sceptyków.

Zresztą wszyscy dobrze wiedzą, że na festiwalu muzyka nie jest najważniejsza. W tym roku już jest za późno, żeby się załapać, zresztą trzeba być szybkim z kupowaniem biletów, bo rozchodzą się szybciej niż fajki w pociągu na Woodstock. Rzućcie okiem na krótki klip, pokazujący jego fragmenty. Niedługo na kanale powinien być dostępny oficjalny aftermovie. Jeżeli komuś spodobają się te klimaty, to polecam przeglądnąć nagrania z poprzednich lat.

Kopsnij Drina – wielki test bimbrów – Program który w przeciągu kilku odcinków podbił serca publiczności – interesujący temat, charyzmatyczny prowadzący, charakterystyczne zwroty i odpowiedni, niezbyt nachalny montaż. Mianowicie smutna sprawa, bo jest to już ostatni odcinek, ale można oglądać bez obawień. Polecam się zapoznać, a sceptyków uprzedzę, że zarobek z ich emisji zostanie przekazany fundacji do walki z alkoholizmem.

First World Problem Pills – Czy też irytuje Cię, gdy w ubikacji tracisz zasięg Wi-Fi, liczba followersów na insta nie rośnie wykładniczo, boisz się pająków, chciałbyś aby zawsze towarzyszyła Ci tęcza, łysiejesz i nie wiesz co na siebie włożyć? Możesz rozwiązać te, jak i wiele innych problemów biorąc odpowiednie tabletki. 100% placebo, 100% skuteczności.

firstworld

Hejty na fejsie – nowy blog obrazkowy, który w przeciągu kilku dni znalazł się na głównych stronach wiodących serwisów internetowych. Idea jest prosta – zarzucasz homofobicznym, rasistowskim, czy innym urągającym ludzkiej godności rzygiem na swoim facebooku? Jest szansa, że każdy będzie mógł znaleźć swoje zdjęcie opatrzone cytatem na tej stronie.

Dokonując chłodnej analizy tego pomysłu, nie spodziewałbym się wielkich efektów – boom na niego już minął, a zdjęcia nie są podpisane danymi personalnymi. Jednak samą ideę jak najbardziej propsuję. Trzeba być odpowiedzialnym za to co się mówi, a tym bardziej za to, co się podpisuje swoim nazwiskiem. Również w internecie.

Dlaczego 5 tys. Polaków polubiło mem z muzułmanami i torami do Birkenau – pozostając w temacie rasizmu, polecam artykuł z Dużego Formatu. Przyzwyczajony do bełkotu produkowanego przez darmowych praktykantów, lub innych pseudo dziennikarzy, nie spodziewałem się tak dobrze przygotowanego materiału. Dużo można o nim powiedzieć, ale ja określę go jednym zwrotem, który w naszym kraju nieczęsto ma okazję wypłynąć – profesjonalne dziennikarstwo.

Dragon Ball Z: Resurrection ‚F’ – powstaje nowa animowana kinówka Dragon Ball!!!11jeden Co prawda trailer wpadł do sieci już z miesiąc temu, ale w poprzednich CPI go nie znalazłem. Nie mogłem odmówić wam (ani sobie) sentymentalnego powrotu do czasów, gdy każdy na podstawie pozycji słońca i cienia mógł ocenić ile czasu pozostało do kolejnego odcinka. Wszystko po to, by następnie nabożnie wpatrywać się przez 20 minut w ekran, podziwiając spektakularne pojedynki. Teraz nie robi już takiego wrażenia, jednak w czasach gdy jedyną alternatywą był Krecik, Reksio, lub Bolek i Lolek, nie było dla mnie większej tragedii niż przegapienie nowego odcinka. Czekam.

Największy sukces NASA w poszukiwaniu drugiej Ziemi – odkryto planetę, której warunki są bardzo zbliżone do Ziemskich. Temperatura, prawdopodobna obecność wody, nasilenie światła, okres obiegu planety wokół „Słońca” – wszystko to mogło się przyczynić do powstania tam życia, może nawet inteligentnego. Jedyną niedogodnością jest dzielące nas 1400 lat świetlnych odległości, więc za naszego życia nie uda się zbyt wiele rozwinąć w stronę jej eksploracji.

sadfrog

Jak natura zareagowała na decyzję w sprawie małżeństw homoseksualnych – Ten artykuł z frondy przekroczył granice absurdu. Jeżeli po jego publikacji ASZdziennik ogłosił walkowera, to wiedz że coś się dzieje. Sam swego czasu przeglądałem komentarze pod artykułami o małżeństwach homoseksualnych i zastanawiałem się dokąd zmierza ludzkość. Jest tam ogień, błyskawice, sztormy, satanistyczny posąg, czerwony księżyc. Nie przewidziałem jednak kruka jadącego wierzchem na orle.

Cecil the lion – Amerykański dentysta zapłacił całkiem duże pieniądze, za możliwość odstrzelenia lwa, będącego symbolem parku narodowego w Zimbabwe. Karma powróciła bardzo szybko w postaci setek tysięcy negatywnych opinii internautów – stracił godność, pracę i „życie”. Szkoda, że to jedyny tak nagłośniony przypadek, przecież kłusowników jest o wiele więcej, a polowanie na bezbronne, w starciu z nowoczesną technologią, zwierzęta nie powinno mieć miejsca w cywilizowanym świecie.

Klip Tygodnia – Pan od 24-godzinnego szczęścia tym razem zaserwował nam trwającą 2 minuty i 45 sekund wolność. Świetnie zrealizowany teledysk, wpadająca w ucho melodia i elektryzująca energia wokalu są wystarczającymi powodami, żeby zapoznać się z tym kawałkiem.

Jeżeli chodzi o stylówki, to początkowo chciałem przedstawić coś w klimatach mocno wytatuowanych i wykolczykowanych ludzi. Nie udało mi się jednak odnaleźć dobrych blogów takich autorów. A przynajmniej takich nie pornograficznych. Jeżeli ktoś ma jakieś, to podrzućcie proszę w komentarzu.

Damska stylówka tygodnia – Najlepszą damską stylówką po wszeczasy pozostanie połączenie tatuaży, eksluzywnej bielizny i opcjonalnie butów do tego. Nie chcę jednak nikogo deprawować, więc zaproponuję połączenie niestandardowej urody, z klasyczną małą czarną. Olivia Emily jest bardzo ładną dziewczynką, tylko przydałby się jej jakiś kolorowy rękaw, żeby przełamać monotonię śnieżnobiałej cery.

zdjęcie pochodzi z bloga oliviaemily.com
zdjęcie pochodzi z bloga oliviaemily.com

Męska stylówka tygodniaOutdersen i jego sesja odczarowywująca kamizelkę. Ta część garderoby kojarzyła mi się jedynie z dorabianiem kieszeni, aby było gdzie wrzucić opracowanie „Ludzi bezdomnych”, w dniu podstawy z polaka. Teraz to nawet mógłbym w takiej chodzić. Jak dorosnę i spoważnieję. O ile.

zdjęcie pochodzi z bloga outdersen.com
zdjęcie pochodzi z bloga outdersen.com

Zastanawiałeś się kiedyś, w jaki sposób można przekonać swoich ulubionych artystów, żeby zagrali koncert w Twoim mieście? Nic łatwiejszego, wystarczy że zbierzesz 1000 osób, które wykonają jednocześnie utwór i wrzucisz to na Youtuba. Możesz się wzorować na poniższym klipie.

Fanpage tygodnia – Tutaj stała się rzecz straszna. Kiedy zostałem nominowany do zastępstwa, wiedziałem już jaki fanpage wam zaprezentuję. Niestety w przeciągu ostatnich dni „Beka z ziół pełnych magii” została usunięta, więc nie można już przeglądać postów ludzi leczących raka pestkami moreli, odczyniających uroki, czy wierzących w spisek koncernów farmaceutycznych i szczepionki z rtęci i embrionów. A następnie dziwić się, że tacy ludzie istnieją.

Ironia jest miarą ludzkiej inteligencji, więc żeby nie oszaleć z jej nadmiaru, polecam wyrównywać jej poziom brakiem ironi. Bo tam nie ma jej wcale. Nic a nic.

Posted by brak ironii on 20 lipca 2015

To by było na tyle. Mam nadzieję, że stworzyłem godne zastępstwo i wszyscy będziecie chcieli być dziwni razem ze mną. Pozdro!