Close
Close

Błędy językowe, które byłyby poprawne w słowniku Pawłowicz

Skip to entry content

Znacie to uczucie kiedy zastanawiacie się, czy przypadkiem nie jesteście w filmie, a Wasze życie nie rozgrywa się na planie tragikomedii? Zaczynając swoją przygodę z pracą, gdy chodziłem do fizycznej, monotonnej, niemiłosiernie powtarzalnej tyrki, kilkukrotnie zdarzyło mi się zastanowić, czy w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności nie występuję w kolejnej części „Dnia świstaka”, tylko nikt mi o tym nie powiedział. Dużo później, będąc już dość mocno doświadczony przez życie i absurdy organizacyjno-biurokratyczno-prawne systemu, w którym żyjemy, zdarzyło mi się zastanowić, czy nie gram w „Dniu Świra”. W zeszłym tygodniu natomiast, bardzo poważnie rozważałem, czy aby na pewno nie uczestniczę w kolejnej produkcji Monty’ego Pythona.

Wszystko za sprawą posłanki Krystyny Pawłowicz. Która jednocześnie jest profesorem. Wyjątkowo nie chodzi o jej poglądy na temat in vitro, seksu, czy aborcji, ale o to jak posługuje się słowem pisanym. Otóż Krysia w jednej ze swoich wypowiedzi na Facebooku popełniła wyjątkowo brzydki błąd – napisała „wziąść” zamiast „wziąć”. Sprawa pewnie przeszłaby bez echa, bo każdemu zdarzają się błędy, nawet profesorom, ale Kryśka dołożyła napalmu do pieca, bo zamiast przyznać się do pomyłki, zaczęła iść w zaparte. Wmawiając wszystkim, że czarne jest białe, a białe jest czarne i że oczywiście nie była to językowa gafa, a jedyna poprawna forma.

Nie wierzę swoim oczom :oPani Krystyna Pawłowicz w odpowiedzi na zarzut, że „wziąść” jest niepoprawną formą. #tosięniedziejenaprawdę

Posted by Pani Korektor on 27 sierpnia 2015

Podążając za tym genialnym wyjaśnieniem, zebrałem inne równie częste błędy, które w słowniku Pawłowicz byłyby poprawne.

Włanczać – osoby będące za pan brat z nowymi technologiami, wiedzą, że każde urządzenie elektroniczne ma „włancznik” i „wyłancznik”, stąd czasownikiem opisującym uruchomienie sprzętu jest słowo „włanczać”. Tylko zacofanym emerytom oglądającym „Taniec z gwiazdami” przez radio na korbkę wydaje się, że tam jest jakieś „ą”.

Poszłem – „nieważne, czy szłem, czy szedłem, ważne, że ona doszła” – jak mawia najbardziej znany polski elektryk. I trudno kwestionować taką konkluzję.

Pierw – dodawanie do rdzennie polskiego przysłówka „pierw” przedrostka „naj”, jest szkodliwą amerykanizacją naszego języka. Nasza kultura jest na tyle wartościowa, że nie musimy za wszelką cenę zaszczepiać w niej chwalipięctwa i rozbuchanego ego mieszkańców USA. To, że oni uważają się za speców w każdej dziedzinie i choćby gotowali jajko na twardo powiedzą, że są w tym najlepsi, nie znaczy, że my też musimy wszędzie pakować „naj”.

Spaźniać – jak masz nie być na czas, to przynajmniej z klasą. „Spóźnia się” plebs, „spaźnia się” arystokracja. Odkąd Polska przyjęła chrzest w 1410, sformułowanie to było zarezerwowane tylko dla najważniejszych głów rządzących państwem. Dziś niektórzy pseudo-poloniści próbują sugerować, że to błąd, ale co oni mogą wiedzieć, skoro ich przodkowie w tamtych czasach pili wodę z jednej kałuży z końmi?

Okąpać – ci, którzy mówią, że „idą się wykąpać”, może i się myją, ale na pewno nie tak dokładnie jak Ci, którzy zażywają „okąpieli”. Człowiek okąpany jest czystszy niż łzy ministrant przyjmującego pierwszy raz kopertę po kolędzie. Warto na to zwrócić uwagę już w trakcie pierwszej randki i zastanowić się, czy chciałbyś się obudzić obok dziewczyny, która tylko się kąpie. Fujka, co?

Półtorej roku – mamy równość płci i traktowanie „roku” tylko i wyłącznie w kategoriach rzeczownika rodzaju męskiego, to za przeproszeniem, tfu, seksizm!

Brzmi jak scenariusz do nowego skeczu Monty’ego Pythona?

(niżej jest kolejny tekst)

49
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
36 Comment authors
MadixKarol KardaśIzkaJacek eMKasia Kowalewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata Piętak
Gość

I jeszcze ‚rok czasu’ albo ‚tydzień czasu’.

Jan Favre
Gość

Bardzo kocham wszystkie pleonazmy.

Sherly
Gość

Dzisiaj usłyszałam o „kręconych lokach”. No Pawłowicz, słowo daję! :D

Ola S
Gość

Jeszcze „cofać się do tyłu” albo „spadać w dół” :)

Justyna Skowera | elare
Gość

Mi kiedyś polonistka wytłumaczyła jaka jest różnica między: wykąpać się a ukąpać się.
Taka sama jak między wysrać się a usrać się.

Jacek eM
Gość

Tego, ja wiem, że czepianie się byków w komentarzach to takie trochę wiocha jakby, ale w tym wypadku wpadamy w konwencję – na początku zdania zawsze „mnie”, a nie „mi”.
Mi to w Muminkach Mała była :)

Justyna Skowera | elare
Gość

Dzięki, nie wiedziałam o tym, zapamiętam.

Beti Be
Gość
Beti Be

Cyt. „napisała „wziąć” zamiast „wziąść”.” Janku czy, aby na pewno? :] Gdyby napisała wziąć, to by nie było takiego cyrku.

Jan Favre
Gość

Tak jest, masz rację, spłynął na mnie te klimat absurdu i pomyliłem się :)

Beti Be
Gość
Beti Be

Nie dziwię się, toż to zgłupieć można po tej polonistycznej tyradzie pani Pawłowicz :)

Łukasz Matusik
Gość

Dialog z kolegą:
On: No i poszłem tam.
Ja: Poszedłem.
On: Poszłem… bo sobie tak szłem i szłem, tak luźno. Poszedłbym, to taki elegancki chód.

Aha.

Jan Favre
Gość

Hahahahahahahaha :D

Askaa
Gość
Askaa

Mogłeś spytać czy było szybciej jak on sobie tak „poszlem” …:D

Michał Stępkowski
Gość

Jak z Barei. No proszę, i Pan też zdanża.

Konrad Błaszak - Kondux
Gość

A nie dlatego, że blisko? ;)

Madix
Gość
Madix

Dialog z moim facetem: On: …no i poszłem… Ja: Poszedłem. Mówi się poszedłem. On: Poszłem, bo było blisko ^^ :D Btw, w tym cytacie z Pani Pawłowicz jest od pyty błędów „elektronicznie interpunkcyjnych” – o ile w słowie pisanym ręcznie kwestią uznaniową jest, jak blisko literki zrobimy przecinek, o tyle pisząc na klawiaturze spację (jedną!) stawiamy po przecinku, a nie przed nim. Analogicznie z kropką kończącą zdanie – po niej również powinna być spacja, którą pani Pawłowic zjada. Wygląda to po prostu źle – wystarczy porównać mojego posta z jej postem by widzieć, że stosowanie tych zasad ma sens, nawet… Czytaj więcej »

Justyna Skowera | elare
Gość

A jak nie wiadomo jak powiedzieć: wszedłem czy weszłem to mówimy wszłem. :D

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #41: Gryfny wybór zajtów z internetu

Skip to entry content

Dawno nie było żadnej gościnki, co? Tym razem zastępstwo jest dość dosłowne, bo w dzisiejszym Cotygodniowym Przeglądzie Internetu zamiast mnie zajmować się Wami będzie się pani nauczyciel – Saga. Na co dzień bije dzieci smyczą w podstawówce, a w razie trudności wychowawczych zakłada im kosze na śmieci na głowę, udając, że to nowoczesne metody nauczania ortografii. Gdy akurat nie katuje nastolatków omówieniem „Krzyżaków”, prowadzi bloga Wysoka.es, gdzie dzieli się przemyśleniami związanymi z edukowaniem młodzieży. I refleksjami dotyczącymi bycia ponad 180-centymetrową laską. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak to jest patrzeć na wszystkich z góry, to wpadajcie do niej.

I jeszcze słówko wyjaśnienia, czemu ja dziś nie prowadzę CPI: poleciałem nad morze. Ale tym razem nie w celach wakacyjno-rozrywkowych, tylko do ciężkiej i poważnej pracy. Jak, po co i dlaczego dowiecie się z Fejsa, a tymczasem zostawiam Was pod opieką Sagi.

Agnieszka Saga Wachnik

Dzień dobry.

Wszyscy są? Ostatnia ławka, nie rozmawiać. A ty wyrzuć gumę do kosza. Całą. No, już zostawiamy fejsika, ostatnie zdjątka na instagrama i jedziemy z tematem. I proszę zdjąć plecak z ławki, nie jesteśmy… w miejscu, gdzie kładzie się plecaki na powierzchniach płaskich. No. To wyciągamy karteczki.

Podpisujemy u góry, imię-naziwsko-klasa-data.

.

.

.

.

.

.

Nie no, tak się z wami droczę, Jan by mi tego nie wybaczył.

Szanowni czytelnicy pana Stej Flaja, nazywam się Saga i dziś mam przyjemność poprowadzić zastępstwo za miłego nieobecnego. Pan Favre wziął chorobowe, pojechał do Bułgarii, na Słowację albo do innych Egiptów, urodziło mu się dziecko – nie wiem, nie pytajcie mnie. Coś tam zadał z ćwiczeń do zrobienia, ale umówmy się, że zastępstw nikt nie bierze poważnie, więc przejdźmy do konkretów. A jakby pytał, to powiedzcie, że zrobiliśmy do strony dwudziestej trzeciej.

Ale o tej gumie mówiłam poważnie. Weźże ją wypluj, synek.

Dziękuję.

 

Śląski savoir-vivre. Jak wiadomo, córki górników to gryfne dziołszki, co to poradzą jakie maszkety dobre uwarzić, jak i parę dobrych leveli wyrychtować. Więc jakbyście jechali kiedy w gości do swej lubej, to tutaj znajdziecie poradnik, jak się zachować. Łącznie z tą kwestią seblekania laczków.

Volkswagen przygotował reklamę po śląsku, która wzbudza więcej emocji, niż ta po polsku. Warto też rzucić okiem na komentarze na fan page’u marki, gdzie admin goda jak równy z równym.

Ludzie od „Ślonskiego suchara na dzisiej” założyli śląskie biuro tłumaczeń. Co więcej, organizują kursy języka śląskiego. Jeśli w szkole nie mieliście lekcji ślonskiej godki, a o tym czym są fuzekle dowiedzieliście się na wuefie, to możecie zadbać w ten sposób o swoje śląskie korzenie. Poza tym, warto rzucić okiem na dotychczasowe projekty biura. Ulotka dentysty skradła mi serce.

O tym, że zabawy z patyczkami nie warto odkładać w nieskończoność mówi Boska Matka.

Leftover Women – fotoreportaż Klaudii Lech o sheng nu, czyli niezamężnych Chinkach po trzydziestce z sukcesami ekonomiczno-zawodowymi na koncie. Jeśli sądzicie, że „Nie zdążyłam zostać mamą” to było szczucie i piętnowanie, to przejrzyjcie ten materiał. Same bohaterki fotografii nie mają problemów ze swoim statusem, to rodzina wywiera na nich presję i wstydzi się „samotności” córek.

Rzut beretem w wykonaniu polskiego złotego medalisty przed imprezą i trafiamy do Japonii, gdzie trafiamy na mangi dla dziewcząt. Dowiadujemy się o tym, że nie jest źle dostać plaskacza, bym namawianą do konsumpcji związku i w sumie romans z nauczycielem w podstawówce nie jest zły. Aha-aha.

Jeszcze w kontekście rodziny, tekst o patologiach tego zjawiska. Rozejrzyj się i sprawdź, czy powinieneś, powinnaś reagować. Jeśli widzisz siebie na liście – po ptokach.

Lubicie pokarmić oczy? A lubicie zdjęcia? Łukasz o srogim oku wybiera w Chaotic Bookmarks fotografie ciekawe, czasami trudne, ale zawsze hipnotyzujące i angażujące. Style naprawdę różne, warto spróbować zmierzyć się z każdym z nich.

Plotki, ploteczki. Dziewiętnastowieczna wersja psiego tabloidu, czyli „Pudel Ir”. (Tak naprawdę, to pułapka mająca promować Narodowe Czytanie „Lalki” w Kaliszu, strzeżcie się!)

Co zrobić z wysokimi osobami na koncertach? W związku z tym, że koncerty już są dosyć uciążliwe, lepiej, żeby wysokie osoby ułatwiły życie mniejszym koleżankom i kolegom stając z tyłu. Tam, gdzie ich miejsce.

Powrót sześciolatki-gate. Profesor Vetulani swoim tweetem o nieogarniętych dzieciakach wrócił z buta do tematu, czy szkoły są gotowe na ludzi plujących mleczakami, a w komentarzach grono pedagogiczne zbiera baty za swoją niekompetencję.

Dodatek tygodnia: na Śląsku każdy, kto rozpoczyna swoją przygodę ze ścieżką oświaty, otrzymuje róg obfitości, czyli tytę. Teoretycznie dostają je tylko pierwszoklasiści, ale a) trzeba dbać o swoje dziecko wewnętrzne, b) czasami tylko perspektywa tyty dostosowanej do wieku pozwala wrócić w mury uczelni.

zdjęcie pochodzi z bloga awglowieparyz.blog.pl
zdjęcie pochodzi z bloga awglowieparyz.blog.pl

Klip tygodnia: kolega Zabrocki buja się od dłuższego czasu po świecie, nagrywał m.in. z Hey i z Nosowską, nie wygląda jednak na to, żeby miał się rozlecieć, bo we wrześniu wychodzi jego solowa płyta, a teledysk do singla macie powyżej. Polanie ostatnio robią coraz więcej ciekawych klipów, a ten jest intrygująco i niepokojąco dziwny, jak sam kawałek zresztą –  trochę mroczny, trochę groteskowy, a miejscami zawstydzająco szczery. No i jest Karolina Romuk-Wodoracka, która będzie wam się śniła po nocach, jako i mnie słodko męczy. Smacznego.


 

Fan page tygodnia: jest to sztuka niełatwa, tak przekopać się przez gazety i kolorowy druk, żeby wybrać z niego słowa i obrazy czasami totalnie od siebie różne i stworzyć kolaż tak trafny i dowcipny, że człowiek leży i myśli o wyobraźni.

coś jeszcze przeżyć

Posted by Zlepki on 17 sierpnia 2015

 

Zanim zaczniecie się pakować i rzucać plecakami – na moich zajęciach możecie przeczytać o romansach polsko-zagranicznych oraz o tym, jak dzieci reagują na lekcje o układzie rozrodczym człowieka. Zadania domowego nie będzie, ale ostatnia ławka ma odkleić te gumy do żucia, które przykleiła przed chwilą do blatu.

Dziękuję za uwagę, proszę pościerać tablicę.

Sztuczka którą stosuję, żeby mieć popularnego bloga

Skip to entry content

Odkąd 2,5 roku temu znalazłem się w rankingu Kominka, we „wschodzących gwiazdach blogosfery” nieustannie dostaję pewne pytanie. Czy to na konferencjach, czy na luźnych integracjach blogerów, czy podczas przypadkowych spotkań w warzywniaku przy kupowania cebuli, regularnie i upierdliwie jak konieczność składania zeznania podatkowego, wraca jedno zagadnienie. Bez różnicy, czy to wywiad do prasy, radia studenckiego, czy internetowego periodyku o psach, zawsze, ale to ZAWSZE pada ten sam tekst. Wszelkie kontakty drogą elektroniczną również nie są od niego wolne i notorycznie jestem molestowany detektywistycznym pytaniem, które brzmi:

JAKIE SZTUCZKI STOSUJESZ, ŻEBY MIEĆ POPULARNEGO BLOGA?

Dziesiątki razy odpowiadałem na nie w ten sam i jednocześnie jedyny możliwy sposób: ŻADNE. Przy okazji tłumacząc pytającemu, że licznego, zaangażowanego grona odbiorców, które stale będzie wracać po Twoje treści nie da się zdobyć jakimś trikiem, czy podstępem. Mimo, że nie wszyscy internauci należą do Mensy, to jednak nie są bezrefleksyjnymi idiotami, którzy wracają do twórcy mimo robienia ich w chuja.

Teksty pod SEO, dają Ci przypadkowych ludzi z wyszukiwarki, których interesuje jeden konkretny temat, najczęściej związany z seksem albo seksem, a nie to co masz dopowiedzenia. Krzykliwe nagłówki i kontrowersyjne tematy dają 5-sekundowe zainteresowanie i odbijają się czwkawką jeśli chcesz prowadzić bloga dłużej niż miesiąc. Jest jeszcze, upragniony przez początkujących blogerów, wjazd na główną Wykopu. Ten jednak, poza pożarciem miesięcznego transferu w ciągu doby, nie daje nic.

Niestety tłumaczenie tego pytającym daje najczęściej tę samą reakcję, co przestrzeganie 7-latka przed lizaniem zamrażalnika od środka – nakręca ich jeszcze bardziej. W obliczu tej sytuacji i stale wznoszącej się fali pytań o trik, podstęp, chwyt, sposób, kombinację skrótów klawiaturowych i magiczne zaklęcie na wybicie się w blogosferze, nie mam wyjścia i muszę zdradzić swój sekret.

Uwaga, podaję jedyną skuteczną sztuczkę na zdobycie popularności i zarabianie w kurwę hajsu na blogu, którą stosują absolutnie wszyscy z czołówki – od Michała Szafrańskiego po Macademian Girl – ale ze strachu, że kolejny ryj dorwie się do koryta, nie chcą jej podać. Jesteś gotowy, żeby ją przyswoić i zmienić swoje życie tak, że nawet śmierć Cię nie pozna? Proszę bardzo.

 

Żeby…

 
 
 

…to…

 
 

…osiągnąć…

 
 

…wystarczy…

 
 
 

…że…

 

…będziesz…

 
 
 
 
 

…NAPIERDALAŁ!…

 
 
 
 
 

…aż…

 

…tego…

 
 

…nie…

 
 
 

…osiągniesz.

autorem zdjęcia jest klement127