Close
Close

Błędy językowe, które byłyby poprawne w słowniku Pawłowicz

Skip to entry content

Znacie to uczucie kiedy zastanawiacie się, czy przypadkiem nie jesteście w filmie, a Wasze życie nie rozgrywa się na planie tragikomedii? Zaczynając swoją przygodę z pracą, gdy chodziłem do fizycznej, monotonnej, niemiłosiernie powtarzalnej tyrki, kilkukrotnie zdarzyło mi się zastanowić, czy w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności nie występuję w kolejnej części „Dnia świstaka”, tylko nikt mi o tym nie powiedział. Dużo później, będąc już dość mocno doświadczony przez życie i absurdy organizacyjno-biurokratyczno-prawne systemu, w którym żyjemy, zdarzyło mi się zastanowić, czy nie gram w „Dniu Świra”. W zeszłym tygodniu natomiast, bardzo poważnie rozważałem, czy aby na pewno nie uczestniczę w kolejnej produkcji Monty’ego Pythona.

Wszystko za sprawą posłanki Krystyny Pawłowicz. Która jednocześnie jest profesorem. Wyjątkowo nie chodzi o jej poglądy na temat in vitro, seksu, czy aborcji, ale o to jak posługuje się słowem pisanym. Otóż Krysia w jednej ze swoich wypowiedzi na Facebooku popełniła wyjątkowo brzydki błąd – napisała „wziąść” zamiast „wziąć”. Sprawa pewnie przeszłaby bez echa, bo każdemu zdarzają się błędy, nawet profesorom, ale Kryśka dołożyła napalmu do pieca, bo zamiast przyznać się do pomyłki, zaczęła iść w zaparte. Wmawiając wszystkim, że czarne jest białe, a białe jest czarne i że oczywiście nie była to językowa gafa, a jedyna poprawna forma.

Nie wierzę swoim oczom :oPani Krystyna Pawłowicz w odpowiedzi na zarzut, że „wziąść” jest niepoprawną formą. #tosięniedziejenaprawdę

Posted by Pani Korektor on 27 sierpnia 2015

Podążając za tym genialnym wyjaśnieniem, zebrałem inne równie częste błędy, które w słowniku Pawłowicz byłyby poprawne.

Włanczać – osoby będące za pan brat z nowymi technologiami, wiedzą, że każde urządzenie elektroniczne ma „włancznik” i „wyłancznik”, stąd czasownikiem opisującym uruchomienie sprzętu jest słowo „włanczać”. Tylko zacofanym emerytom oglądającym „Taniec z gwiazdami” przez radio na korbkę wydaje się, że tam jest jakieś „ą”.

Poszłem – „nieważne, czy szłem, czy szedłem, ważne, że ona doszła” – jak mawia najbardziej znany polski elektryk. I trudno kwestionować taką konkluzję.

Pierw – dodawanie do rdzennie polskiego przysłówka „pierw” przedrostka „naj”, jest szkodliwą amerykanizacją naszego języka. Nasza kultura jest na tyle wartościowa, że nie musimy za wszelką cenę zaszczepiać w niej chwalipięctwa i rozbuchanego ego mieszkańców USA. To, że oni uważają się za speców w każdej dziedzinie i choćby gotowali jajko na twardo powiedzą, że są w tym najlepsi, nie znaczy, że my też musimy wszędzie pakować „naj”.

Spaźniać – jak masz nie być na czas, to przynajmniej z klasą. „Spóźnia się” plebs, „spaźnia się” arystokracja. Odkąd Polska przyjęła chrzest w 1410, sformułowanie to było zarezerwowane tylko dla najważniejszych głów rządzących państwem. Dziś niektórzy pseudo-poloniści próbują sugerować, że to błąd, ale co oni mogą wiedzieć, skoro ich przodkowie w tamtych czasach pili wodę z jednej kałuży z końmi?

Okąpać – ci, którzy mówią, że „idą się wykąpać”, może i się myją, ale na pewno nie tak dokładnie jak Ci, którzy zażywają „okąpieli”. Człowiek okąpany jest czystszy niż łzy ministrant przyjmującego pierwszy raz kopertę po kolędzie. Warto na to zwrócić uwagę już w trakcie pierwszej randki i zastanowić się, czy chciałbyś się obudzić obok dziewczyny, która tylko się kąpie. Fujka, co?

Półtorej roku – mamy równość płci i traktowanie „roku” tylko i wyłącznie w kategoriach rzeczownika rodzaju męskiego, to za przeproszeniem, tfu, seksizm!

Brzmi jak scenariusz do nowego skeczu Monty’ego Pythona?

(niżej jest kolejny tekst)

49
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
36 Comment authors
MadixKarol KardaśIzkaJacek eMKasia Kowalewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Justyna Skowera | elare
Gość

Mi kiedyś polonistka wytłumaczyła jaka jest różnica między: wykąpać się a ukąpać się.
Taka sama jak między wysrać się a usrać się.

Jacek eM
Gość

Tego, ja wiem, że czepianie się byków w komentarzach to takie trochę wiocha jakby, ale w tym wypadku wpadamy w konwencję – na początku zdania zawsze „mnie”, a nie „mi”.
Mi to w Muminkach Mała była :)

Justyna Skowera | elare
Gość

Dzięki, nie wiedziałam o tym, zapamiętam.

Agata Piętak
Gość

I jeszcze ‚rok czasu’ albo ‚tydzień czasu’.

Jan Favre
Gość

Bardzo kocham wszystkie pleonazmy.

Sherly
Gość

Dzisiaj usłyszałam o „kręconych lokach”. No Pawłowicz, słowo daję! :D

Ola S
Gość

Jeszcze „cofać się do tyłu” albo „spadać w dół” :)

Beti Be
Gość
Beti Be

Cyt. „napisała „wziąć” zamiast „wziąść”.” Janku czy, aby na pewno? :] Gdyby napisała wziąć, to by nie było takiego cyrku.

Jan Favre
Gość

Tak jest, masz rację, spłynął na mnie te klimat absurdu i pomyliłem się :)

Beti Be
Gość
Beti Be

Nie dziwię się, toż to zgłupieć można po tej polonistycznej tyradzie pani Pawłowicz :)

Łukasz Matusik
Gość

Dialog z kolegą:
On: No i poszłem tam.
Ja: Poszedłem.
On: Poszłem… bo sobie tak szłem i szłem, tak luźno. Poszedłbym, to taki elegancki chód.

Aha.

Jan Favre
Gość

Hahahahahahahaha :D

Askaa
Gość
Askaa

Mogłeś spytać czy było szybciej jak on sobie tak „poszlem” …:D

Michał Stępkowski
Gość

Jak z Barei. No proszę, i Pan też zdanża.

Konrad Błaszak - Kondux
Gość

A nie dlatego, że blisko? ;)

Madix
Gość
Madix

Dialog z moim facetem: On: …no i poszłem… Ja: Poszedłem. Mówi się poszedłem. On: Poszłem, bo było blisko ^^ :D Btw, w tym cytacie z Pani Pawłowicz jest od pyty błędów „elektronicznie interpunkcyjnych” – o ile w słowie pisanym ręcznie kwestią uznaniową jest, jak blisko literki zrobimy przecinek, o tyle pisząc na klawiaturze spację (jedną!) stawiamy po przecinku, a nie przed nim. Analogicznie z kropką kończącą zdanie – po niej również powinna być spacja, którą pani Pawłowic zjada. Wygląda to po prostu źle – wystarczy porównać mojego posta z jej postem by widzieć, że stosowanie tych zasad ma sens, nawet… Czytaj więcej »

Justyna Skowera | elare
Gość

A jak nie wiadomo jak powiedzieć: wszedłem czy weszłem to mówimy wszłem. :D

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #41: Gryfny wybór zajtów z internetu

Skip to entry content

Dawno nie było żadnej gościnki, co? Tym razem zastępstwo jest dość dosłowne, bo w dzisiejszym Cotygodniowym Przeglądzie Internetu zamiast mnie zajmować się Wami będzie się pani nauczyciel – Saga. Na co dzień bije dzieci smyczą w podstawówce, a w razie trudności wychowawczych zakłada im kosze na śmieci na głowę, udając, że to nowoczesne metody nauczania ortografii. Gdy akurat nie katuje nastolatków omówieniem „Krzyżaków”, prowadzi bloga Wysoka.es, gdzie dzieli się przemyśleniami związanymi z edukowaniem młodzieży. I refleksjami dotyczącymi bycia ponad 180-centymetrową laską. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak to jest patrzeć na wszystkich z góry, to wpadajcie do niej.

I jeszcze słówko wyjaśnienia, czemu ja dziś nie prowadzę CPI: poleciałem nad morze. Ale tym razem nie w celach wakacyjno-rozrywkowych, tylko do ciężkiej i poważnej pracy. Jak, po co i dlaczego dowiecie się z Fejsa, a tymczasem zostawiam Was pod opieką Sagi.

Agnieszka Saga Wachnik

Dzień dobry.

Wszyscy są? Ostatnia ławka, nie rozmawiać. A ty wyrzuć gumę do kosza. Całą. No, już zostawiamy fejsika, ostatnie zdjątka na instagrama i jedziemy z tematem. I proszę zdjąć plecak z ławki, nie jesteśmy… w miejscu, gdzie kładzie się plecaki na powierzchniach płaskich. No. To wyciągamy karteczki.

Podpisujemy u góry, imię-naziwsko-klasa-data.

.

.

.

.

.

.

Nie no, tak się z wami droczę, Jan by mi tego nie wybaczył.

Szanowni czytelnicy pana Stej Flaja, nazywam się Saga i dziś mam przyjemność poprowadzić zastępstwo za miłego nieobecnego. Pan Favre wziął chorobowe, pojechał do Bułgarii, na Słowację albo do innych Egiptów, urodziło mu się dziecko – nie wiem, nie pytajcie mnie. Coś tam zadał z ćwiczeń do zrobienia, ale umówmy się, że zastępstw nikt nie bierze poważnie, więc przejdźmy do konkretów. A jakby pytał, to powiedzcie, że zrobiliśmy do strony dwudziestej trzeciej.

Ale o tej gumie mówiłam poważnie. Weźże ją wypluj, synek.

Dziękuję.

 

Śląski savoir-vivre. Jak wiadomo, córki górników to gryfne dziołszki, co to poradzą jakie maszkety dobre uwarzić, jak i parę dobrych leveli wyrychtować. Więc jakbyście jechali kiedy w gości do swej lubej, to tutaj znajdziecie poradnik, jak się zachować. Łącznie z tą kwestią seblekania laczków.

Volkswagen przygotował reklamę po śląsku, która wzbudza więcej emocji, niż ta po polsku. Warto też rzucić okiem na komentarze na fan page’u marki, gdzie admin goda jak równy z równym.

Ludzie od „Ślonskiego suchara na dzisiej” założyli śląskie biuro tłumaczeń. Co więcej, organizują kursy języka śląskiego. Jeśli w szkole nie mieliście lekcji ślonskiej godki, a o tym czym są fuzekle dowiedzieliście się na wuefie, to możecie zadbać w ten sposób o swoje śląskie korzenie. Poza tym, warto rzucić okiem na dotychczasowe projekty biura. Ulotka dentysty skradła mi serce.

O tym, że zabawy z patyczkami nie warto odkładać w nieskończoność mówi Boska Matka.

Leftover Women – fotoreportaż Klaudii Lech o sheng nu, czyli niezamężnych Chinkach po trzydziestce z sukcesami ekonomiczno-zawodowymi na koncie. Jeśli sądzicie, że „Nie zdążyłam zostać mamą” to było szczucie i piętnowanie, to przejrzyjcie ten materiał. Same bohaterki fotografii nie mają problemów ze swoim statusem, to rodzina wywiera na nich presję i wstydzi się „samotności” córek.

Rzut beretem w wykonaniu polskiego złotego medalisty przed imprezą i trafiamy do Japonii, gdzie trafiamy na mangi dla dziewcząt. Dowiadujemy się o tym, że nie jest źle dostać plaskacza, bym namawianą do konsumpcji związku i w sumie romans z nauczycielem w podstawówce nie jest zły. Aha-aha.

Jeszcze w kontekście rodziny, tekst o patologiach tego zjawiska. Rozejrzyj się i sprawdź, czy powinieneś, powinnaś reagować. Jeśli widzisz siebie na liście – po ptokach.

Lubicie pokarmić oczy? A lubicie zdjęcia? Łukasz o srogim oku wybiera w Chaotic Bookmarks fotografie ciekawe, czasami trudne, ale zawsze hipnotyzujące i angażujące. Style naprawdę różne, warto spróbować zmierzyć się z każdym z nich.

Plotki, ploteczki. Dziewiętnastowieczna wersja psiego tabloidu, czyli „Pudel Ir”. (Tak naprawdę, to pułapka mająca promować Narodowe Czytanie „Lalki” w Kaliszu, strzeżcie się!)

Co zrobić z wysokimi osobami na koncertach? W związku z tym, że koncerty już są dosyć uciążliwe, lepiej, żeby wysokie osoby ułatwiły życie mniejszym koleżankom i kolegom stając z tyłu. Tam, gdzie ich miejsce.

Powrót sześciolatki-gate. Profesor Vetulani swoim tweetem o nieogarniętych dzieciakach wrócił z buta do tematu, czy szkoły są gotowe na ludzi plujących mleczakami, a w komentarzach grono pedagogiczne zbiera baty za swoją niekompetencję.

Dodatek tygodnia: na Śląsku każdy, kto rozpoczyna swoją przygodę ze ścieżką oświaty, otrzymuje róg obfitości, czyli tytę. Teoretycznie dostają je tylko pierwszoklasiści, ale a) trzeba dbać o swoje dziecko wewnętrzne, b) czasami tylko perspektywa tyty dostosowanej do wieku pozwala wrócić w mury uczelni.

zdjęcie pochodzi z bloga awglowieparyz.blog.pl
zdjęcie pochodzi z bloga awglowieparyz.blog.pl

Klip tygodnia: kolega Zabrocki buja się od dłuższego czasu po świecie, nagrywał m.in. z Hey i z Nosowską, nie wygląda jednak na to, żeby miał się rozlecieć, bo we wrześniu wychodzi jego solowa płyta, a teledysk do singla macie powyżej. Polanie ostatnio robią coraz więcej ciekawych klipów, a ten jest intrygująco i niepokojąco dziwny, jak sam kawałek zresztą –  trochę mroczny, trochę groteskowy, a miejscami zawstydzająco szczery. No i jest Karolina Romuk-Wodoracka, która będzie wam się śniła po nocach, jako i mnie słodko męczy. Smacznego.


 

Fan page tygodnia: jest to sztuka niełatwa, tak przekopać się przez gazety i kolorowy druk, żeby wybrać z niego słowa i obrazy czasami totalnie od siebie różne i stworzyć kolaż tak trafny i dowcipny, że człowiek leży i myśli o wyobraźni.

coś jeszcze przeżyć

Posted by Zlepki on 17 sierpnia 2015

 

Zanim zaczniecie się pakować i rzucać plecakami – na moich zajęciach możecie przeczytać o romansach polsko-zagranicznych oraz o tym, jak dzieci reagują na lekcje o układzie rozrodczym człowieka. Zadania domowego nie będzie, ale ostatnia ławka ma odkleić te gumy do żucia, które przykleiła przed chwilą do blatu.

Dziękuję za uwagę, proszę pościerać tablicę.

Sztuczka którą stosuję, żeby mieć popularnego bloga

Skip to entry content

Odkąd 2,5 roku temu znalazłem się w rankingu Kominka, we „wschodzących gwiazdach blogosfery” nieustannie dostaję pewne pytanie. Czy to na konferencjach, czy na luźnych integracjach blogerów, czy podczas przypadkowych spotkań w warzywniaku przy kupowania cebuli, regularnie i upierdliwie jak konieczność składania zeznania podatkowego, wraca jedno zagadnienie. Bez różnicy, czy to wywiad do prasy, radia studenckiego, czy internetowego periodyku o psach, zawsze, ale to ZAWSZE pada ten sam tekst. Wszelkie kontakty drogą elektroniczną również nie są od niego wolne i notorycznie jestem molestowany detektywistycznym pytaniem, które brzmi:

JAKIE SZTUCZKI STOSUJESZ, ŻEBY MIEĆ POPULARNEGO BLOGA?

Dziesiątki razy odpowiadałem na nie w ten sam i jednocześnie jedyny możliwy sposób: ŻADNE. Przy okazji tłumacząc pytającemu, że licznego, zaangażowanego grona odbiorców, które stale będzie wracać po Twoje treści nie da się zdobyć jakimś trikiem, czy podstępem. Mimo, że nie wszyscy internauci należą do Mensy, to jednak nie są bezrefleksyjnymi idiotami, którzy wracają do twórcy mimo robienia ich w chuja.

Teksty pod SEO, dają Ci przypadkowych ludzi z wyszukiwarki, których interesuje jeden konkretny temat, najczęściej związany z seksem albo seksem, a nie to co masz dopowiedzenia. Krzykliwe nagłówki i kontrowersyjne tematy dają 5-sekundowe zainteresowanie i odbijają się czwkawką jeśli chcesz prowadzić bloga dłużej niż miesiąc. Jest jeszcze, upragniony przez początkujących blogerów, wjazd na główną Wykopu. Ten jednak, poza pożarciem miesięcznego transferu w ciągu doby, nie daje nic.

Niestety tłumaczenie tego pytającym daje najczęściej tę samą reakcję, co przestrzeganie 7-latka przed lizaniem zamrażalnika od środka – nakręca ich jeszcze bardziej. W obliczu tej sytuacji i stale wznoszącej się fali pytań o trik, podstęp, chwyt, sposób, kombinację skrótów klawiaturowych i magiczne zaklęcie na wybicie się w blogosferze, nie mam wyjścia i muszę zdradzić swój sekret.

Uwaga, podaję jedyną skuteczną sztuczkę na zdobycie popularności i zarabianie w kurwę hajsu na blogu, którą stosują absolutnie wszyscy z czołówki – od Michała Szafrańskiego po Macademian Girl – ale ze strachu, że kolejny ryj dorwie się do koryta, nie chcą jej podać. Jesteś gotowy, żeby ją przyswoić i zmienić swoje życie tak, że nawet śmierć Cię nie pozna? Proszę bardzo.

 

Żeby…

 
 
 

…to…

 
 

…osiągnąć…

 
 

…wystarczy…

 
 
 

…że…

 

…będziesz…

 
 
 
 
 

…NAPIERDALAŁ!…

 
 
 
 
 

…aż…

 

…tego…

 
 

…nie…

 
 
 

…osiągniesz.

autorem zdjęcia jest klement127