Close
Close

7 pomysłów na to, co można zrobić z pustą butelką

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Kropla Beskidu

W lecie pijemy najwięcej wody, a w te wakacje jestem pewien, że padł jakiś rekord spożycia, bo żeby nie uschnąć w tym 30-kilkustopniowym skwarze, trzeba było pić w zasadzie bez przerwy. Duże spożycie płynów wiąże się z dużą ilością opakowań po nich, które stają się śmieciami. Śmieciami, które nie zawsze da się przetworzyć, a które często zalegają w miejscach niekoniecznie do tego przeznaczonych. Kropla Beskidu ma politykę firmy mocno skierowaną na naturę, dzięki czemu ich nowa butelka do 30% wykonana jest z materiału roślinnego i w pełni podlega recyklizacji, więc ich opakowanie na wodę nigdy nie będzie tylko bezużytecznym śmieciem, ale jest też kilka innych rzeczy, które można zrobić z pustą butelką.

Sprawdźcie 7 pomysłów na alternatywne wykorzystanie pustej plastikowej butelki.

 

Wałek do ciasta

co zrobić z pustej butelki 1

W czasie studiów, przy okazji dysputy na tematy kulinarne, oscylujące wokół tego, w którym dyskoncie są najtańsze jajka, często koleżanki żaliły mi się, że zrobiłyby jakieś kozackie ciasto, ale nie mają jak. Szybko je wtedy prostowałem, że stolnica wcale nie jest potrzebna, wystarczy po prostu umyć blat w kuchni, a wałek też jest kwestią wyobraźni. I naprawdę nie trzeba używać jej wyjątkowo mocno, żeby zauważyć, że czymś podłużnym i owalnym spokojnie możemy rozwałkować ciasto.

 

Cukierniczka

co zrobić z pustej butelki 3

Prosta do zrobienia, bo jedyne czego wymaga to wytopienia rozgrzanym śrubokrętem dziurek w nakrętce, wygodna w użyciu, bo wystarczy potrząsnąć, aby coś posłodzić i funkcjonalna, bo zawsze widzisz ile tego cukru jest.

 

Dozownik na płyn do mycia naczyń

co zrobić z pustej butelki 4

Wszelką domową chemię – od proszku do prania,  po mydło – kupuję w jak największych możliwych opakowaniach. I z płynem do mycia naczyń jest nie inaczej. Nie wynika to nawet tak bardzo z racjonalnego operowania hajsem i faktu, że większe jest tańsze, ile z mojego lenistwa i zapominalstwa – jak kupię dużą pakę, to dużo później będę musiał myśleć o tym, że się skończyła i trzeba zorganizować nową, niż jakbym kupił małą. Ma to jednak jeden istotny minus – płynu do mycia naczyń w dużym opakowaniu niewygodnie się używa. A mycie garów już samo w sobie jest na tyle niepodniecające, że jeśli można sobie umilić tę sytuację, to warto to zrobić. A przelanie części detergentu do mniejszego, wygodnego dozownika umila tę czynność zdecydowanie.

 

Zakładka do okna

co zrobić z pustej butelki 6

Nie wiem jaka jest fachowa nazwa na coś, co się wkłada między futrynę, a okno, żeby się nie zamknęło, ale po wielu empirycznych testach i latach doświadczeń stwierdzam, że mała plastikowa butelka nadaje się do tego idealnie.

 

Poduszka podróżna

Co można zrobić z poduszką

Są ludzie, którzy potrafią zasypiać w każdej pozycji, przy każdym natężeniu hałasu bez względu na temperaturę, wilgoć i inne warunki atmosferyczne. Ja do nich nie należę. I mam bardzo duże problemy, żeby choćby zdrzemnąć się w środku transportu. Wykorzystanie opakowania po wodzie jako poduszki ma dwie bardzo istotne zalety. Po pierwsze, nie musisz pamiętać, żeby je wziąć bo najprawdopodobniej masz je przy sobie. Po drugie, ze względu na elastyczność plastiku, butelka jest całkiem miękka i amortyzuje drgania, przez co głowa Ci nie skacze, jak byś oparł ją tylko i wyłącznie o gołą szybę/ścianę.

Wazon

co zrobić z pustej butelki 5

Kwiaty zdarza mi się dostawać dość sporadycznie. W sumie do tej pory zdarzyło się to raptem 3 razy – po przedstawieniu w 3 klasie podstawówki, na 18-te urodziny i za wyróżnienie w konkursie na reklamę na licencjacie, bo laska wręczająca nagrody pomyliła mnie z kolesiem, który zajął trzecie miejsce. Zdecydowanie bardziej wolę burgery, bo po wręczeniu od razu znikają i trudniej je odebrać w razie pomyłki. W każdym razie, jak już dostanę te kwiaty, to nigdy nie mam ich do czego wstawić, a butelka jest naprawdę niezłym prowizorycznym wazonem.

 

Doniczka

co można zrobić z butelką

Bardzo lubię kupować zioła w doniczce i to nawet nie po to, żeby wykorzystywać je w kuchni, ale bardziej żeby mieć coś zielonego i pachnącego na biurku. Nie ma to jak w trakcie pracy, przy spadku weny, zaciągnąć się zapachem bazylii, czy mięty. Po udrożnieniu dróg oddechowych nowe pomysły momentalnie pączkują. Problem jednak w tym, że doniczki, w których sprzedawane są tego typu roślinki, mają dziury w spodzie. O czym przekonałem się przy pierwszym podlaniu, gdy chwilę potem miałem zalane biurko. W takiej sytuacji prostym i estetycznym rozwiązaniem, jest przełożenie roślinki razem z ziemią do odciętego dna butelki. Jest ładnie i sucho.

Jeśli macie inne pomysł jak można alternatywnie wykorzystać pustą butelkę, to dajcie znać w komentarzach, ale pamiętajcie, że najlepsze co możecie zrobić z Plant Bottle to zgnieść ją i wrzucić do odpowiedniego kontenera. Bo dzięki recyklingowi, powstanie z niej nowe, przyjazne dla środowiska opakowanie na wodę.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • ok… wazon mnie pozamiatał :D :D :D

  • Kaśka Barc

    Podrzucam album z ponad 150cioma pomysłami na wykorzystanie plastikowej butelki: https://pl.pinterest.com/oddamodpady/butelki-pet-pet-bottles/

  • Janek jako działaczka diy chylę czoła. Trochę mam stracha, że mnie wygryziesz. Świetny post.
    P.s. przypomniało Ci się o czym to my rozmawialiśmy na BFG?

    • Dziękuję bardzo!

      A co do naszej rozmowy na BFG, to ta zagadka chyba nigdy nie zostanie rozwiązana :(

  • Pingback: Czym zastąpić wałek do ciasta?()

  • Mi też zdarzało się używać butelki jako poduszki. Zazwyczaj kiedy szłam poleżeć na trawie a pod głowę podkładałam torebkę z butelka wody właśnie. Często używało się też góry z dziubkiem jako lejka.
    A co powiesz na żyrandol z pociętych kawałków plastikowych butelek?

  • Sprawdzony odstraszacz kretów w ogrodzie

    http://www.e-kosiarki.net/files/thumbs/t_100_1948_357.jpg

  • AA!! Wałek!! Ja jestem jedna z tych co #zrobiłabymciastoaleniemamczym ;)
    Dzięki :)
    ps. Przebijasz mnie w ilości gadzetów rekach :P

  • Nikt jeszcze nie podał najbardziej kozackiego zastosowania z dzieciństwa?Jak masz balon i trytkę (opaskę zaciskową), to można połączyć te 3 części i zrobić taką zabawkę do strzelania surowym grochem.

  • Marta Tempes

    Ulubiona zabawka mojego psa! Co prawda po godzinie użytkowania zwykle nadaje się do wyrzucenia ale ta godzina zabawy jest bezcenna ;]

  • Maciej Makaruk

    Pamiętam, że u nas na wsi, kiedyś za małolata robiło się z butelek takie ala proce. Ucinało się butelkę w sposób taki aby razem z szyjką zostało jej jeszcze kilka cm. Na część gdzie normalnie nakręca się korek nakladało sie balon. W środek, do balona wrzucało się jarzębinę. Trzymało się mocno za część gdzie nałożony zostal balon i naciągało mocno. Człowieku, jarzębina latała na takie odległości, że to głowa mała!

    • O stary, dzięki za odświeżenie pamięci! Jak mogłem zapomnieć o pukawce na groch? Przecież to była najbardziej śmiercionośna broń z dzieciństwa!

      • Konrad

        Nadal mam swoją ;) W sam raz na apokalipsę

  • Mój pies uwielbiał się bawić butelkami. Lepsze niż te wszystkie piszczące psie zabawki.

  • Aleksandra Muszyńska

    Adam Słodowy by Cię chyba usynowił z podziwu.

  • Monika Niżnik

    Butelkę używałam jako grzechotkę dla dzieci oraz służyła mi jako psikawa w Oblewany Poniedziałek :)

  • dobrymjud

    Jeden z lepszych tekstów reklamowych, jaki widziałam :) Mega!

    • Dzięki wielkie, bardzo mi miło!

  • Nie przypuszczałem, że masz takie kobiece dłonie. A ozdoby prawie jak u Szpaka ;). Jakiś specjalny krem używasz?

    • Odżywiam się energią słoneczną i jakoś samo tak wychodzi.

  • Joanna Krzak

    To jest jeszcze ulubiona zabawka małych dzieci :)

  • Na zakładkę do okna nie wpadłam, a szkoda. Mam nadzieje, że do przyszłego roku nie zapomnę, teraz już za zimno na otwieranie okien.

  • lejek do paliwa i rolka do wałkowania nóg.

  • Maria

    O kurde bele. Jesteś oficjalnym mistrzem DIY.

  • Świecznik można zrobić. I bonio ;)

    • O tak, to ostatnie zdecydowanie :D

  • Agu

    Mr Gadget :)

  • Może zostać także baterią prysznicową na Woodstocku ;)

    • Jak mogłem o tym zapomnieć!

      • Bo Ty pewnie na bogatości pod jakimś prawdziwym prysznicem się ablucjowałeś.

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Pierwszy raz w telewizji – jak to wygląda od kuchni?

Skip to entry content

W poniedziałek po raz pierwszy w życiu byłem w telewizji, konkretnie w „Pytaniu na śniadanie” w TVP2. Zaproszono mnie jako człowieka-z-internetu, abym skomentował „rozstanie w samolocie” – sytuację, która w zeszłym tygodniu była dość głośna w USA. Podczas jednego z lotów pewien koleś postanowił zerwać ze swoją dziewczyną tuż przed startem, najwyraźniej uznając, że sam lot nie jest wystarczającą dawką emocji, co wywołało kłótnię między parą. Kłótnię, którą sfotografowała i na bieżąco relacjonowała na Twitterze współpasażerka siedząca obok. I która, wraz ze zdjęciem eks-kochanków, wirusowo rozprzestrzeniła się w sieci. Nieładnie, co? I właśnie po to miałem pojawić się w studiu, żeby powiedzieć jak ta sytuacja wygląda z perspektywy osoby aktywnie tworzącej internet.

Fragment, w którym się pojawiam możecie zobaczyć TUTAJ, natomiast podejrzewam, że większość z Was zastanawia się jak taka wizyta w telewizji wygląda od kuchni. Ja, będąc dzieciakiem często fantazjowałem jak może wyglądać studio nagrań i w jakich warunkach powstaje ta magia, która sprawia, że codziennie w szklany ekran wpatrują się setki tysięcy, a nawet miliony osób. Zresztą, będąc dorosłym i widząc znajomych na kanapach w śniadaniówkach też mnie cholernie ciekawiło, jak to jest.

Teraz już wiem.

 

Przy realizacji jednego odcinka pracuje ogromny sztab ludzi

Jan Favre - Stay Fly - Pytanie na śniadanie (1)

I to jeszcze większy niż się wydaje.

Zacznijmy od tego, że zupełnie inna osoba się z Tobą kontaktuje w sprawie udziału, inna Cię odbiera, gdy się zjawisz w budynku, inna prowadzi Cię na plan, a inna z Tobą rozmawia podczas nagrania. Oprócz tego inna osoba Cię maluje – makijaż jest obowiązkowy niezależnie od płci, tak że fani równouprawnienia powinni być szczęśliwi – inna „opiekuje” się Tobą i innymi gośćmi w trakcie oczekiwania na nagranie, inna podaje napoje, dwie inne podłączają Cię do mikroportu, trzy inne Cię kamerują i nie mam pojęcia ile innych ogląda to wszystko na bieżąco w reżyserce. Od groma ludzi!

Mocno to kontrastuje z produkcjami youtube’owymi, gdzie za wszystkie te elementy odpowiedzialna jest najczęściej tylko jedna osoba.

 

Nie dostaje się za to pieniędzy

Dla mnie to było oczywiste mniej więcej od zawsze, ale spotkałem wiele osób, które były bardzo zaskoczone, że „jak to, telewizornia nie płaci piniendzy?”. Otóż nie, za kilkuminutowy udział w porannym programie nie dostaje się hajsu.

 

Ekipa realizująca program jest bardzo miła

Jan Favre - Stay Fly - Pytanie na śniadanie (4)

Wszyscy, których wymieniłem wyżej są naprawdę serdeczni i sympatyczni. I to od pani makijażystki po Annę Popek. Nikt nie kozaczy, nie gwiazdorzy i nie daje Ci odczuć, że jesteś tu tylko przypadkowym, chwilowym gościem, który zaraz zniknie, więc można mieć go w dupie. I to mimo tego, że każdego dnia pojawia się tam przynajmniej 6 osób takich jak Ty, więc przemiał jest naprawdę spory.

 

Wszystko wygląda inaczej niż na ekranie

To co na ekranie telewizora wydaje się profesjonalne i dopracowane co do najdrobniejszego szczegółu, od środka wygląda jak prowizorka. Nie sugeruję, że organizacja planu zdjęciowego jest amatorska, ale patrząc na to od kuchni byłem zdziwiony, że efekt końcowy  jest tak dobry. Zarówno instalacje, scenografia, jak i sami prowadzący i sposób rozmowy, wydają się zupełnie zwyczajni i bez takiego blichtru jaki widać pod drugiej stronie kamery. Ot, jakaś kanapa ustawiona nie wiedzieć czemu na środku dużego holu i jakiś siedzący na niej człowiek.

 

Jest stres jak na maturze

Jan Favre - Stay Fly - Pytanie na śniadanie (5)

Niby mam jakieś tam doświadczenie w gadaniu do urządzenia nagrywającego dźwięk i obraz, bo niby niewielką, ale jedna miałem przygodę z YouTube. Z odpowiadaniem na pytania też jakoś sobie radzę, bo udzieliłem jakichś kilkunastu wywiadów. Mimo to, jadąc pod gmach TVP byłem pospinany jak przed pierwszą spowiedzią. Napięcie potęgował fakt, że w studiu musiałem być o 7:50, co wiązało się z pobudką o 6:30, a ja jestem jedną z tych osób, którym mózg się włącza dopiero w okolicach 9:00, więc wiedziałem, że nie będę za specjalnie elokwentny ani błyskotliwy.

Próbowałem jakoś racjonalizować sytuację, że po pierwsze, mniej więcej wiem o czym będę mówił, po drugie, przecież już występowałem przed wieloma ludźmi na konferencjach i nigdy nie zapomniałem o oddychaniu, a po trzecie, i tak nikt znajomy nie będzie tego oglądał, bo celowo nie informowałem ludźmi w obawie, że jednak zemdleję na wizji, więc w najgorszym wypadku po prostu nie pochwalę się linkiem na Facebooku. Nie pomogło. Udało mi się zachować przytomność przez całość nagrania, ale i tak stresowałem się jak przed ustnym angielskim. Bo co by nie było, to jednak TELEWIZJA.

 

Trudno powiedzieć coś sensownego

Mojej wypowiedzi daleko do przemowy Steve’a Jobsa na Stanford w 2005 roku, nie tylko ze względu na stres.

Przede wszystkim, prowadzący widzą Ciebie i pytania pierwszy raz w życiu i kompletnie nic o Tobie nie wiedzą, i o temacie na który macie rozmawiać mniej więcej tyle samo, więc trudno zrobić im coś innego, niż rzucić jakieś ogólnikowe zapytanie-wytrych, na które odpowiada się jednym zdaniem. Dalej, jest baaardzo mało czasu. Na YouTube 8 minut wydaje się wiecznością w trakcie, której można omówić wszystkie wątki miłosne z „Mody na sukces”, ale w telewizji to dosłownie mrugnięcie okiem. Biorąc oczywiście pod uwagę, że w tych 8 minutach ma być przedstawienie tematu i mają go skomentować 4 niezależne osoby. I w końcu, trudno powiedzieć coś sensownego, bo do telewizji idzie się dla lansu, więc jeśli jesteś świeżakiem i chcesz zbudować jakąś dłuższą wypowiedź, już po kilku zdaniach Twój bardziej doświadczony rozmówca Ci przerwie, bo to on chce być na świeczniku.

 

Od występu w telewizji nie rośnie ruch na blogu

A na pewno nie od jednorazowego pokazania się w śniadaniówce. Krążą mity o tym, jakoby wyświetlenie się na ekranie telepudła było bezpośrednio powiązane z wystrzeleniem statystyk odwiedzin w kosmos. Ale to mity. Nie dość, że w dniu występu na fanpage nie przybyło mi setek tysięcy fanów, tylko 14, czyli o 3 więcej niż wynosi standardowa dzienna średnia, to ruch na blogu miałem ciut niższy niż zazwyczaj w poniedziałki, bo przez to, że byłem na nagraniu nowy wpis opublikowałem dopiero popołudniu. To tak, gdyby się ktoś zastanawiał, jak wygląda konwertowanie odbiorców z telewizji na internet.

To tyle z moich wrażeń po pierwszym razie z profesjonalnymi kamerami. Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie tego jak to jest i co tam się dzieje, to walcie śmiało.

---> SKOMENTUJ

Błędy językowe, które byłyby poprawne w słowniku Pawłowicz

Skip to entry content

Znacie to uczucie kiedy zastanawiacie się, czy przypadkiem nie jesteście w filmie, a Wasze życie nie rozgrywa się na planie tragikomedii? Zaczynając swoją przygodę z pracą, gdy chodziłem do fizycznej, monotonnej, niemiłosiernie powtarzalnej tyrki, kilkukrotnie zdarzyło mi się zastanowić, czy w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności nie występuję w kolejnej części „Dnia świstaka”, tylko nikt mi o tym nie powiedział. Dużo później, będąc już dość mocno doświadczony przez życie i absurdy organizacyjno-biurokratyczno-prawne systemu, w którym żyjemy, zdarzyło mi się zastanowić, czy nie gram w „Dniu Świra”. W zeszłym tygodniu natomiast, bardzo poważnie rozważałem, czy aby na pewno nie uczestniczę w kolejnej produkcji Monty’ego Pythona.

Wszystko za sprawą posłanki Krystyny Pawłowicz. Która jednocześnie jest profesorem. Wyjątkowo nie chodzi o jej poglądy na temat in vitro, seksu, czy aborcji, ale o to jak posługuje się słowem pisanym. Otóż Krysia w jednej ze swoich wypowiedzi na Facebooku popełniła wyjątkowo brzydki błąd – napisała „wziąść” zamiast „wziąć”. Sprawa pewnie przeszłaby bez echa, bo każdemu zdarzają się błędy, nawet profesorom, ale Kryśka dołożyła napalmu do pieca, bo zamiast przyznać się do pomyłki, zaczęła iść w zaparte. Wmawiając wszystkim, że czarne jest białe, a białe jest czarne i że oczywiście nie była to językowa gafa, a jedyna poprawna forma.

Nie wierzę swoim oczom :oPani Krystyna Pawłowicz w odpowiedzi na zarzut, że „wziąść” jest niepoprawną formą. #tosięniedziejenaprawdę

Posted by Pani Korektor on 27 sierpnia 2015

Podążając za tym genialnym wyjaśnieniem, zebrałem inne równie częste błędy, które w słowniku Pawłowicz byłyby poprawne.

Włanczać – osoby będące za pan brat z nowymi technologiami, wiedzą, że każde urządzenie elektroniczne ma „włancznik” i „wyłancznik”, stąd czasownikiem opisującym uruchomienie sprzętu jest słowo „włanczać”. Tylko zacofanym emerytom oglądającym „Taniec z gwiazdami” przez radio na korbkę wydaje się, że tam jest jakieś „ą”.

Poszłem – „nieważne, czy szłem, czy szedłem, ważne, że ona doszła” – jak mawia najbardziej znany polski elektryk. I trudno kwestionować taką konkluzję.

Pierw – dodawanie do rdzennie polskiego przysłówka „pierw” przedrostka „naj”, jest szkodliwą amerykanizacją naszego języka. Nasza kultura jest na tyle wartościowa, że nie musimy za wszelką cenę zaszczepiać w niej chwalipięctwa i rozbuchanego ego mieszkańców USA. To, że oni uważają się za speców w każdej dziedzinie i choćby gotowali jajko na twardo powiedzą, że są w tym najlepsi, nie znaczy, że my też musimy wszędzie pakować „naj”.

Spaźniać – jak masz nie być na czas, to przynajmniej z klasą. „Spóźnia się” plebs, „spaźnia się” arystokracja. Odkąd Polska przyjęła chrzest w 1410, sformułowanie to było zarezerwowane tylko dla najważniejszych głów rządzących państwem. Dziś niektórzy pseudo-poloniści próbują sugerować, że to błąd, ale co oni mogą wiedzieć, skoro ich przodkowie w tamtych czasach pili wodę z jednej kałuży z końmi?

Okąpać – ci, którzy mówią, że „idą się wykąpać”, może i się myją, ale na pewno nie tak dokładnie jak Ci, którzy zażywają „okąpieli”. Człowiek okąpany jest czystszy niż łzy ministrant przyjmującego pierwszy raz kopertę po kolędzie. Warto na to zwrócić uwagę już w trakcie pierwszej randki i zastanowić się, czy chciałbyś się obudzić obok dziewczyny, która tylko się kąpie. Fujka, co?

Półtorej roku – mamy równość płci i traktowanie „roku” tylko i wyłącznie w kategoriach rzeczownika rodzaju męskiego, to za przeproszeniem, tfu, seksizm!

Brzmi jak scenariusz do nowego skeczu Monty’ego Pythona?

---> SKOMENTUJ