Close
Close

Już za kilka dni Blooooog Foruuuuum Gdaaaaańsk! Najważniejsza impreza w roku, na której są wszystkie liczące się osoby w branży. I reszta. W odróżnieniu od innych konferencji, na tej prezentacje faktycznie są o czymś i inspirują do rozwoju, a po części z wystąpieniami ludzie nie uciekają do domów wykręcając się, że zaraz mają transport, a później nie będą mieli jak wrócić. Pewnie dlatego, że impreza jest dwu – a liczącz piątkową rozgrzewkę, to trzy – dniowa. Trzy dni, to naprawdę sporo czasu, żeby poznać osoby, które na co dzień kojarzy się tylko z avatara w internetowym pamiętniku, pogadać z nimi, wymienić się doświadczeniami i zapytać o kwestie nurtujące świat od zarania dziejów. Typu, czemu mówi się para drzwi, mimo że są jedne.

Mimo to, komentarze po Blog Forum Gdańsk niewiele się różnią od reakcji po innych blogowych spotkaniach i zawsze znajdą się jakieś marudy twierdzące, że popularni blogerzy to hermatyczna grupa, która nie dopuszcza do siebie nikogo spoza towarzystwa. I że zasadniczo są chujami, bo zamiast biegać po całym budynku i zagadywać osoby chowające się po kątach, spędzają czas ze sobą. Przez co nie da się z nimi nawiązać kontaktu, a to było głównym celem przyjazdu żalącego się delikwenta. Jest to stwierdzenie równie brzydkie, co dziewczyna w Crocsach, dlatego postanowiłem stworzyć ów poradnik, żeby raz na zawsze ukrócić takie jojczenie.

Żeby bardziej przystępnie i dobitnie wytłumaczyć jak fachowo zapoznawać się z blogerami, porównam to do zapoznawania się z ludźmi.

 

Jak poznawać ludzi?

Kiedy zaczynałeś nowy etap edukacji, nową pracę lub dołączyłeś do nowego klubu dla swingersów, z pewnością trafiałeś w tych społecznościach na osoby, z którymi nie miałeś wcześniej kontaktu i chciałeś je poznać, wkręcić się w towarzystwo i być częścią grupy. Nie wiem jak Ty nawiązywałeś kontakty w szkole, ale ja robiłem to na 2 sposoby, w zależności od zaistniałej sytuacji.

 

Sytuacja #1: człowiek, którego chcę poznać stoi sam

Było to dość proste, bo jeśli widziałem, że ktoś, kto wzbudza moje zainteresowanie, akurat nie prowadzi żywiołowej konwersacji, po prostu podchodziłem do niego i zgadywałem. W sensie, podbijasz do nierozmawiającego z nikim człowieka, mówisz „cześć jestem Grzesiek/Czesiek/Wiesiek”, dodajesz jakiś szczery – podkreślam: SZCZERY – komplement i zadajesz pytanie na temat czegoś, co na pierwszy rzut oka Was łączy. Przykładowo, jeśli oboje macie irokezy mówisz, że zajebisty kolor i pytasz, czy był w tym roku w Jarocinie, jeśli oboje macie dresy komplementujesz równość pasków i zagadujesz co w jego opinii jest bardziej dochodowe – torebki z dziesion, czy kołpaki, a jeśli oboje macie penisy, to luźno rzucasz, że pewnie też by ruchał tę rudą po lewej.

Zasadniczo, po prostu zaczynasz rozmowę na temat, który dla Ciebie i dla osoby, którą chcesz poznać wydaje się interesujący. Tyle.

Później albo okazuje się, że faktycznie miałeś rację i błahe pytanie zamienia się w emocjonującą dyskusję, albo zmieniacie temat bo on jednak nie chciałby rudej, tylko rudego, albo okazuje się, że gadka się nie klei jak zawilgocone ciasto na pierogi i każdy idzie w swoją stronę.

 

Sytuacja #2: człowiek, którego chcesz poznać już z kimś rozmawia

Tu było już trudniej, bo bariera wejścia była zdecydowanie wyższa. Fakt, że miałem podejść do grupy gadających ze sobą w kółeczku ludzi, którzy z perspektywy osoby z zewnątrz – czyli mojej – wyglądają na ultra ziomków zżytych ze sobą bardziej niż bliźniaki syjamskie, przyprawiał mnie o zimne poty, wrzące dreszcze i kołek wielkości łokcia w gardle. Stan kompletnego zdeprymowania trwał do momentu, aż któregoś dnia ja nie znalazłem się po drugiej stronie. Czyli, aż nie doszło do sytuacji, że to ja byłem osobą w kółku różańcowym, do której podbija ktoś z zewnątrz. I aż nie uznałem, że to totalnie normalne zachowanie. Więcej! Że to zachowanie wzbudzające szacunek, że ktoś nie stał jak ciota, tylko przełamał się i odważnie wszedł w grupę nieznanych mu ludzi. Respekta!

Zasadniczo działa tu ten sam schemat co wcześniej – przywitanie się + komplement + pytanie na łączący Was temat –  przy czym należy pamiętać o jednej bardzo, ale to bardzo ważnej rzeczy. Ważniejszej nawet niż terminowa spłata zadłużenia na karcie kredytowej. Uwaga, uwaga, wszyscy gotowi? Podaję hasło: NIE WOLNO ROZPIEPRZAĆ TRWAJĄCEJ ROZMOWY! Pod żadnym pozorem! Nie ma nic gorszego niż jakiś nieznajomy neandertal, który w środku pasjonującej dyskusji o naturalnych metodach antykoncepcji, wcina Ci się w słowo z gówno-Cię-obchodzącą-kwestią zupełnie nie związaną z tematem. To całkowicie psuje atmosferę i sprawia, że jedyne o czym myślisz, to wbicie nożyczek w oko takiemu natrętowi, ale ze względu na konsekwencje karne ograniczasz się do ekspresowego spławienia go.

Jeśli osoba z grupki dyskusyjnej akurat się wypowiada lub wypowiedź innej osoby jest adresowana do niej, to poczekaj, aż konwersacja przeniesie się na innego członka zgromadzenia i wtedy podejdź. To działa. Serio. Metoda testowana na zwierzętach.

Podsumowując cały ten wywód o poznawaniu ludzi: bądź miły i zainteresowany drugą osobą, ale nie nachalny.

 

Jak poznawać blogerów?

Tak samo jak ludzi.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Hometown Beauty
(niżej jest kolejny tekst)

35
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
17 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
BlogierkaNataliaCo się stało podczas Blog Conference PoznańBartosz CicharskiAgnieżka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania Piwowarczyk
Gość
Ania Piwowarczyk

Dobry tekst i zaprawdę powiadam Wam, że Janek ma rację i dokładnie dzięki tym dwóm sposobom poznałam większość blogerów w moim życiu, i ludzi również ;) A ponieważ jestem ekstremalnie nieśmiała, to czasami jak całkiem nie mogę się ogarnąć, korzystam jeszcze z trzeciego sposobu. Zwykle jest tak, że zna się choć jedną osobę. Ta jedna osoba zwykle zna kolejnych kilka osób, więc czasem po prostu można poprosić, żeby nasz znajomy przedstawił nas swoim znajomym :) Idźcie i poznawajcie się wszyscy! Bo warto :)

Justyna Mazur
Gość
Justyna Mazur

And kids, that’s how I met your mother.

Konrad Błaszak - Kondux
Gość

Byłem ostatnio na Blog Conference Poznań i kurczę, nie narzekałem na brak znajomych :P Ja podchodziłem, inni podchodzili i wyszło na to, że świetnie się bawiłem przez te dwa dni z ludźmi – BA! Blogerami – których dopiero co poznałem ;)

Jan Favre
Gość

Z ludźmi to uwierzę, ale z blogerami? No bez przesady.

Konrad Błaszak - Kondux
Gość

No serio, tylko najpierw musiałem napisać do nich na Twitterze czy mogę podejść i zagadać :P

Magdalena Suska
Gość

Ja bardzo lubię poznawać ludzi, jednak z powodu ograniczonych mozliwości prowadzenia konwersacji w grupach, wolę poczekać aż interesująca mnie osoba pozostanie sama, co oczywiście może być trudne jeśli chce sie poznać znanego blogera, ale niekoniecznie niemożliwe. Sposób poznawania ludzi trzeba dostosować do własnych możliwości, ale przy tym pamiętać, że chowając się ciuchutko w kącie raczej się nikogo nie pozna. Żeby poznać ludzi, trzeba najpierw wyjśc do ludzi, a mam wrażenie, że wielu o tym zapomina.

Mateusz Rzońca
Gość
Mateusz Rzońca

Można się cichutko przyczaić w kącie, a jak znany bloger będzie przechodził to pałą przez łeb i już jest twój. Pradawne sposoby są bardzo efektywne :D

Emilja
Gość
Emilja

„Jeśli osoba z grupki dyskusyjnej akurat się wypowiada lub wypowiedź innej osoby jest adresowana do niej, to poczekaj, aż konwersacja przeniesie się na innego członka zgromadzenia i wtedy podejdź.”

Trochę nie rozumiem jak mam się zorientować kiedy mogę podejść? Przecież będąc poza ta grupą nie słyszę o czym rozmawia…

Jan Favre
Gość

Emilja, jasne raczej nie słyszysz o czym rozmawiają, ale zasadniczo widać kto w tym momencie jest aktywny w rozmowie i się akurat wypowiada, na poziomie emocjonalnym czuje się takie rzeczy.

Emilja
Gość
Emilja

Kurcze, już wiem jak rozwiązać problem z zagadywaniem. Tylko, że to w moim wykonaniu mało realne, bo żeby nie wiem jak było w porządku zagadywanie ludzi, cały czas mam wrażenie, że uda mi się przeszkodzić.
Pat.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Sposób trzeci: przynieś czipsy i poczęstuj. Nie może się nie udać – ani solo ani w grupie :).

Jan Favre
Gość

No, ewentualnie MIĘSO.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Za pomocą mięsa dodatkowo odfiltrujesz tych, z którymi naprawdę warto pogadać,od NIEGODNYCH.

Ula Łupińska
Gość

Pff!

Blogierka
Gość

#pozamiatałaś :D

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Wysypka i ból stawów – co to może być?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Scanmed

Mieliście kiedyś wysypkę? Podejrzewam, że tak, bo chyba każdemu jako dzieciakowi zdarzyło się przypadkowo coś załapać i pokryć się czerwonymi krostami. Mnie to spotkało raz w przedszkolu, raz podstawówce i kilka razy 2 lata temu, gdy nagle okazało się, że w wieku 25 lat dostałem uczulenia na słońce. Świetnie, co? I od zeszłego tygodnia mam to znowu, ale opcja podrażnienia przez intensywne opalanie odpada, bo plamki są na prawym boku – od pachy do uda. Czyli w miejscu, do którego, jak to się pięknie mówi, słońce nie dochodzi. Dochodzi za to woda z mydłem – więc proszę mi tu nie sugerować higienus sklerozius – i mimo, że próbowałem to wyszorować, to od zeszłej środy nie schodzi. I to mega dziwne, bo dzień wcześniej w zasadzie nie wychodziłem z domu, ani nie jadłem nic niezwykłego i nawet udało mi się położyć przed północą, co ostatni raz miało miejsce chyba w gimnazjum. Mimo to, obudziłem się lekko osłabiony i zmęczony. I z tym czerwonym czymś na ciele, co zdecydowanie nie jest plamami po winie.

Ktoś ma jakiś pomysł co to może być?

Zasięgnąłem porady specjalisty w każdym temacie – Doktora Google – i fachowcy z forum Gazeta.pl zasugerowali, że te tajemnicze krosty na ciele to „łupież różowy Giberta”. Czyli „choroba skóry o łagodnym przebiegu, cechująca się zmianami rumieniowo-złuszczającymi w obrębie skóry tułowia” jak mówi Wikipedia, wspominając przy okazji coś o wirusie ludzkiej opryszczki.

Szukając dalej co to może być, na tym samym forum ze specjalistami od wysypek, znalazłem coś o „reakcji skórnej na pasożyta”. W sensie, że niby co? Mam w sobie małego obcego, który wszedł mi przez usta podczas snu i teraz rozwija się żywiąc moim pokarmem i wnętrznościami w oczekiwaniu na moment, aż będzie na tyle dojrzały, by mnie zjeść od środka? Albo rozszarpać wychodząc przez brzuch? Czy ta „reakcja skórna na pasożyta” to po prostu konsekwencja spędzania zbyt dużej ilości czasu z ludźmi, którzy sępili ode mnie browara? Mam nadzieję, że jednak chodzi o to drugie, bo nie chciałbym, żeby Ridley Scott nakręcił kolejną część swojego sztandarowego filmu w oparciu o moją historię

Na szczęście jeden z forumowiczów wrzucił info jak sobie z tym poradzić – „najlepiej dać doraźnie Dexaven i jakiś Telfast” napisała delinka79. Rocznik ’79 w nicku wzbudził moje zaufanie, w końcu ktoś po trzydziestce przecież nie może się mylić. Na wszelki wypadek jednak zgooglowałem oba lekarstwa. Przy opisie Dexavenu przeczytałem, że stosowany jest gdy występują „stany bezpośrednio zagrażające życiu” i szczerze mówiąc delikatnie mnie to zaniepokoiło. To zaczerwienienie na skórze faktycznie wygląda przypałowo i na basenie nawet moje zabójcze, ultra obcisłe slipy kąpielowe mogłoby nie odwrócić od niego uwagi, ale czy to już stan bezpośrednio zagrażający życiu?

No nie wiem, czułem, że jednak bez zażywania tego wciąż będę żył, więc pogrzebałem jeszcze trochę i znalazłem kolejne sugestie:

może to wskazywać na łuszczycę krostkową

rumień zakaźny

Szkarlatyna? Rozważ to, jeśli wysypka wygląda jak czerwona gęsia skórka (pod ręką jak piasek przylepiony do skóry).

ja wiem co to jest:to jest łupierz pstry i dlatego masz takie objawy żeby pozbyć się tego na zawsze musisz przestrzegać ściśle higieny to się nawraca co jakiś czas jak tego nie wyleczysz i to jest zarażliwe   clotrimazol to jest lek który ci pomoże albo pevaryl 1% też ci pomoże wcieraj to codziennie w miejsca zarażone i nie nakładaj po kąpieli tych samych ubrań wszystko pierz i sie pozbedzierz tego …..powodzenia życzę

Liczba wariantów mocno mnie skołowała i poczułem się zaniepokojony nieco bardziej niż delikatnie, zwłaszcza tym błędem ortograficznym w ostatnim zdaniu, a sytuacji nie polepszył fakt, że dzisiaj w trakcie zwlekania się z łóżka zaczęły mnie boleć stawy. Ot tak, same z siebie. Podejrzane, co? Zwłaszcza, że wczoraj nie podejmowałem jakiegoś specjalnego wysiłku fizycznego – konkretnie to żadnego – a tu jednak kolanka i ramionka bolą.

Sprawa zrobiła się naprawdę nieciekawa, więc przestałem zajmować się nią na pół gwizdka i wziąłem się do porządnego googlowania, bez omijania stron z wyjątkowo głupimi domenami. Bo przecież nawet na mamuskileczawrastajacypalecapapem.prv.pl może być coś sensownego, co akurat mi pomoże.

Jednak nie musiałem się zapuszczać aż tak daleko. Już pierwsze wyniki po wpisaniu w wyszukiwarce „wysypka i ból stawów” zmroziły mi krew w żyłach. Jeden z nich sugerował, że te dolegliwości występują przy boreliozie – wieloukładowej chorobie zakaźnej biorącej się z wymiocin kleszczów – a drugi, że to białaczka! Rozumiecie? BIA-ŁA-CZKA! Nie grypa, nie angina, nawet nie astma, tylko B-I-A-Ł-A-C-Z-K-A! Nowotwór, kumacie? Rak! R-A-K!

W obliczu tak poważnego zagrożenia, wolałem nie ryzykować i wziąłem wszystkie leki zalecane przez internautów. W końcu, któryś z nich powinien pomóc.

Tak naprawdę ta sytuacja nie miała miejsca, a była jedynie częścią kampanii społecznej „Internet nie leczy”, organizowanej przez Scanmed – sieć przychodni lekarskich. Moim zadaniem było na podstawie podanych objawów – kilkudniowej wysypki na prawym boku i pojawienia się bólu w stawach – oraz przy uwzględnieniu mojego wieku i stylu życia, za pomocą internetu ustalić co mi jest. Czyli zdiagnozować się u Doktora Google. A następnie porównać to z opinią prawdziwego lekarza.

Co mi powiedział internet, to już wiecie, natomiast opinia lekarza o moim stanie zdrowia i widmie białaczki była ciut inna.

Najbardziej oczywistą diagnozą objawów może być przemęczenie lub zły tryb życia. Wysypka może być również wynikiem stresu, ale może też nic nie oznaczać, gdyż może być podrażnieniem mechanicznym lub wynikiem użycia nowego proszku do prania. Ból stawów z kolei może być również spowodowany zmęczeniem albo tym, że jest jesień i zmienia się wilgotność powietrza. Sam ból stawów, jeśli przyjmiemy, że pozostałe objawy były tylko przypadkowe, może też być oznaką reumatyzmu, jednak lekki ból stawów, a w zadaniu nie wspominaliśmy, że trwał tygodniami, może minąć po jednym dniu. Podsumowując, najprawdopodobniej to po prostu stres i przemęczenie, jednak bez badania nie da się jednoznacznie tego stwierdzić.

Jak widzicie, tezy znalezione w sieci to stwierdzenia wyssane z palca, a często z innej, nieco większej części ciała, dlatego zawsze powinno się chodzić z dolegliwościami do lekarza w przychodni, a nie do Doktora Google. Pisząc to czuję się jakbym wygłaszał oczywistą oczywistość pokroju „woda jest mokra” albo „lajki na Facebooku nie pomagają uchodźcom”, ale badania pokazują, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste.

scanmed_2

Mimo, że moja historia, a raczej metoda leczenia się, była fikcyjna, to w wielu przypadkach jest prawdziwa. I prawdziwe są też powikłania wynikające z zażywania niewłaściwych, czy w ogóle niepotrzebnych leków. Z perspektywy dorosłej, świadomej osoby trudno uwierzyć, że naprawdę ktoś swój stan zdrowia powierza anonimowym hydraulikom, licealistkom, konserwatorom powierzchni płaskich, czy nudzącym się ciężarnym, chowającym się za awatarami, ale okazuje się, że faktycznie tak jest. I że robi to naprawdę wiele osób.

scanmed_1

Dr Google i wypowiedzi na forach to nie Dr House, ani nawet Dr Lubicz. Internet nie leczy.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #44: przycisk „nie lubie tego”, Krzysztof Krawczyk i #StopMowieNienawisci

Skip to entry content

Mijający tydzień w sieci wyglądał tak jak poprzednie tygodnie – wzajemne obrzucanie się gównem zwolenników i przeciwników przyjęcia uchodźców. Kolejne sensacyjne doniesienia i kolejne skandaliczne incydenty, które szybciej, czy później i tak okazywały się wyrachowaną manipulacją mediów. Za to za oknem było bardzo miło i przyjemnie, więc jeśli ostatnie 7 dni spędziliście poza murami budynków, to był to bardzo dobry wybór, bo o wszystkich istotnych rzeczach i tak dowiecie się z „Przeglądu”.

Płacenie cyckami za piwo: PornHub kolejny raz pokazuje, że jest asem marketingu w branży porno. Wypuścił w tym tygodniu w świat info, że w amsterdamskim barze klientki będą mogły płacić za alkohol zdjęciem cycków. Z ekscytowaniem się tematem poczekałbym, aż gdzieś to faktycznie zacznie działać.

9 rzeczowników, które odmieniasz źle: a nie wiedziałeś o tym i mówiłeś „jak mnie widzi to ma majtki pełne kiślu” zamiast „kisielu”. Edukacji gramatycznej nigdy dość.

Powstanie rekonstrukcja „Scarface”: w 2016, a Człowieka Z Blizną zagra Leonardo DiCaprio! Ale wiadomość, co?

Facebook wprowadza przycisk „nie lubię tego”? No nie do końca. To co bezrefleksyjnie podało większość portali to kłamstwo. Na Fejsie nie będzie przycisku do hejtowania, będzie za to do wyrażania empatii.

Krzysztof Krawczyk na Hip-Hop Kemp 2016! Brzmi jak absurd? Bo ten pomysł nim był – założonym dla beki wydarzeniem na Fejsie – dopóki menadżera Krzycha nie powiedział, że nic nie stoi na przeszkodzie i jeśli tylko organizatorzy spełnią odpowiednie warunki, to country będzie grane.

#StopMowieNinawisci: o tym, że słowa mogą ranić wie każdy, kto choć raz wystawił się na publiczną ocenę i był w sytuacji, gdy inne osoby, za jego przyzwoleniem lub bez niego, oceniały jego pracę. Lub jego samego. Jest jednak szereg ludzi, którzy nigdy w życiu nie zrobili nic na tyle ciekawego, żeby komukolwiek chciało się wypowiedzieć na ich temat i uważają, że komentarz „wyglądasz na tym zdjęciu jak jebany pedał”, „po chuj się pchasz z takim ryjem przed kamerę?” albo „zgiń lewacka kurwo” w internecie to nic takiego. Świetne materiały powstałe w wyniku kampanii społecznej #StopMowieNienawiści pokazują, że słowa mogą ranić tak samo jak kamienie.

Jak nie dać się okraść korzystając z bankomatu? Sprawdzając dokładnie poszczególne jego elementy. Niestety urządzenia do skanowania kart są coraz mniejsze, przez co coraz trudniejsze do wykrycia, jednak będąc czujnym jest szansa, że nie padnie się ofiarą oszustów.

Kilka dni temu Bank i Policja uratowali pieniądze kilkuset klientów. Miniaturyzacja urządzeń do kopiowania kart coraz bardziej widoczna.

Posted by Jak się nie dać okraść i oszukać on 9 września 2015

 

Muszę jechać Burning Mana! I jestem pewien, że Ty po obejrzeniu tego filmu też odczujesz potrzebę lecenia na 8 dni do zbudowanego na amerykańskiej pustyni miasteczka. To jest przepiękne!

3 minutes de vidéo qui vous feront regretter de ne pas être allés à Burning Man.

Posted by Villa Schweppes on 14 września 2015

 

Weź się pozbieraj! Bardzo spóźniony, ale wymowny spot zwracający uwagę na śmieci rzucane na trawę w zielonych miejscach. Nie róbcie tego.

Klip tygodnia: mam nadzieję, że klip do tego numeru niebawem powstanie, a póki co prezentuję Wam sam utwór, bo jest tak dobry w wielu kategoriach, że nie wybaczyłbym sobie pomijając go w dzisiejszym CPI. Krzysztof Krawczyk zremiksowany na trapy to coś czego nikt się spodziewał, ale gdy już się pojawiło, wiedział, że chce to usłyszeć. Chcieliście mieć polskie The Weeknd? To macie.

Fanpage tygodnia: „Posiłki w szpitalach” śledzę od dłuższego czasu i z każdym kolejnym zdjęciem modlę się do moich genów, żeby nie zdarzyło mi się wylądować w takim miejscu. Jako nastolatek w wyniku poparzenia słonecznego i zatrucia farbą wylądowałem kiedyś na 2 tygodnie na oddziale i pamiętam, że jedzenie było gówniane, ale przynajmniej nie spleśniałe. Widząc to, boję się co będzie za kolejne 10 lat. Pacjentom będą wyciągać z resztki z koszy pod więzieniami i kłaść na tacę?

Zdjęcia te wstawię w formie zaproszenia.1. Zapraszam Sanepid do szpitala w Lubaniu w celu przeprowadzenia kontoli jakoś…

Posted by Posiłki w szpitalach on 17 września 2015

 

Ogłoszenie parafialne: dzisiaj będzie krótko. Zanim napiszesz komuś chamski komentarz w internecie, policz do 10 i powiedz go do lustra.