Close
Close

Najlepsze uliczne historie: sierpień

Skip to entry content

Wakacje niestety i kalendarzowo i temperaturowo już za nami, co oznacza, że mentalnie musimy się powoli przygotowywać na nadciągające pół roku zimy. A przynajmniej jesieni, jak to było w zeszłym roku. Jednak zanim to nastąpi, coś na dogrzanie się – 10 najlepszych dialogów podłapanych w przestrzeni miejskiej w słoneczne dni. Bo wiecie, podobno zmarszczki mimiczne grzeją.

 

#1 – Niesiony udzielającą się festiwalową euforią i faktem, że w centrum Płocka, jak w cywilizowanych państwach, można napić się na ławce bez obawy o rozstrzelanie i 100-złotowy mandat, podchodzę do starszego pana z flaszką wypełnioną zastanawiającym czerwonym płynem:

– Dzień dobry. Pije pan tę Soplicę Truskawkową? Dobra?
– Co, co?
– Pytam, czy to czerwone co ma pan w ręku, to Soplica Truskawkowa? Bo zastanawiałem się czy kupić.
– Panie, to jest spirytus. Spirytus z mety z Boryszewa. Dać adres?
– Nie dziękuję, jednak zostanę przy piwie.

 

#2 – Wchodzę do Almy i widzę chłopca siedzącego na ziemi przy koszykach, bawiącego się telefonem tak, jakby to było najbardziej oczywiste miejsce i poza do grania na komórce. Gdy płaciłem już za zakupy i pakowałem szamę do siatek, zobaczyłem jak podchodzi do niego jakaś kobieta:

– I widzisz Filipku, widzisz, weszłam po jedną rzecz, a znowu wydawałam 200 złotych. Musisz mnie pilnować. Czemu mnie nie pilnujesz?
– (cisza i kompletnie zdezorientowana mina chłopca)
– Musisz mnie pilnować, bo jak tak dalej pójdzie wydam wszystkie pieniądze tatusia.

 

#3 – Historia z nocnego. Podchodzi lekko zawiany dwudziestokilkulatek do kierowcy w 664 i pyta:

– Jedzie pan przez Czarnowiejską?
– Nie przez Królewską.
– Ale ja mieszkam na Czarnowiejskiej.
– To trzeba wsiąść do innego autobusu.
– Ale chcę jechać z panem, bo pan jest do Hołowczyca podobny. To co, da radę przez tą Czarnowiejską?

Niestety, kierowca był nieugięty, nie dało rady.

 

#4 – Przechodzę przez świeżo asfaltowaną ulicę i lokalna starowinka do mnie:

– Panie, przejdź pan tam dalej, bo się cały przykleisz.
– Dziękuję, ale chyba dam sobie radę.
– Ale to się lepi do podeszwy, całe Roshe pan sobie zniszczysz.

I teraz pytanie dnia: skąd 70-letnia nieszafiarka wiedziała, że to co mam na nogach to Nike Rosherun?

 

#5 – Piękny monolog z TweetUpu na Stadionie Narodowym, wygłoszony oczywiście podczas pobytu w toalecie:

– Wiesz co, nie bierz tego do siebie, bo to nie chodzi o to, że ja cię nie lubię, to nie jest nic personalnego, staram się nie oceniać idei przez pryzmat ludzi, bo to krótkowzroczne, bo nawet idiocie może się zdarzyć wpaść na coś genialnego, co zresztą już się wiele razy zdarzało w historii ludzkości, jak pewnie sam dobrze wiesz, więc moje osobiste nastawienie do ciebie zupełnie nie ma znaczenia i nie traktuj tak tego. Chodzi po prostu o to, że twój pomysł jest chujowy.

 

#6 – Nie było żadnych wolnych Uberów, więc wracając z drukarni byłem zmuszony zamówić normalną taksę. Wsiadam do, delikatnie mówiąc, starawej Skody i mówię:

– Dałoby radę zamknąć te okna? Bo jestem chory i biorę antybiotyk.
– Co, angina?
– No, angina.
– Moja baba ma to samo.
– To zamknie pan?
– Sto złotych, panie. Sto złotych już poszło na lekarstwa, ale przynajmniej jak wracam do domu to mam spokój, bo ją tak boli, że gadać nie może.

Najważniejsze, to widzieć jasne strony każdej sytuacji. A okna zamknął.

 

#7 – Jadę pociągiem i słucham nudnej rozmowy kolesi po 40-tce. Biorąc pod uwagę, że stać ich było na sałatkę w Pendolino i woleli zamówić ją niż schabowego, obstawiam, że są korpo-menadżerami wyższego szczebla. Zasadniczo wałkują temat, żon, dzieci i tego jak to jest ciężko być głową rodziny pojawiającą się w domu tylko w weekendy. W pewnym momencie gadka schodzi na temat porodów:

– Stary, jak moja była w ciąży z drugim synem, to była masakra. To był, nie wiem, jakiś 8 miesiąc, gram sobie w CSa, a ta przychodzi roztrzęsiona i mi ściąga słuchawki. A wiesz, mnie to wkurwia, bo jak gram to muszę być skupiony.
– Wiadomo.
– No, a ta mi słuchawki ściąga, a wiesz ja skupienie, bo nigdy nie wiadomo, gdzie ktoś kampi. Chciałem puścić jej zjebkę, a ta człowieku w płacz i widzę, że coś jej leci po nogach, to już wiedziałem o co chodzi i mówię „pakuj się, kończę mecz i jedziemy”. Wchodzimy do szpitala, biorą ją na salę, a lekarz do mnie, czy chcę być przy porodzie, a ja mówię, że przecież jestem, a on do mnie, czy chcę być na sali. Na sali, czujesz? I oglądać jak jej małego z piczki wyciągają w tej krwi i tym wszystkim co tam wylatuje z tego?
– Ohyda, daj spokój.
– No, dokładnie. To mówię „panie, mam oglądać jak mojej żonie piczkę nacinacie? jeszcze na głowę nie upadłem, ja chcę jeszcze pociupkać!”.

I nie wiem jaka opcja jest gorsza, że ciupkanie było eufemizmem seksu, czy grania w Counter Strike’a?

 

#8 – Dzieci to jednak potrafią spojrzeć na oklepany temat świeżym okiem. Synek do mamy przed witryną sklepową:

– Mamo, kupisz mi ten miecz?
– Nie Michałku. W domu już masz jeden miecz.
– Ale ten jest bardziej rycerzowy! Maaamo, proooszę!
– Nie „rycerzowy”, tylko „rycerski”. Nie ma takiego słowa jak „rycerzowy”.
– Ale czemu?
– No, tak jest w słowniku.
– Ale przecież jest „kolorowy”, a nie „kolorski”.
– Yyy…
– To kupisz mi ten miecz? Proooszę!

 

#9 – Panie w House zawsze pomocne:

– Przepraszam, nie mają państwo jakichś niepotrzebnych kartonów?
– Kantoru? Nie, tu nie ma kantoru.
– Nie, nie, czy nie mają państwo kartonów. Niepotrzebnych KAR-TO-NÓW.
– Ach, kartonów! Nie, nie mamy, ale jakby pan chciał kantor, to jest na samym końcu przy Kerfurze.

 

#10 – Wracając ze spaceru zachciało mi się czegoś słodkiego, to wszedłem do osiedlowego spożywczaka i wziąłem drożdżówkę nie wyglądającą na zupełnie nieświeżą, w bonusie dostając darmową lekcję liczenia procentów:

– Wie pani co, ale mam całe 50 złotych.
– Nic drobnych nie będzie?
– Niestety. Ale mogę zapłacić kartą w razie czego.
– Panie, kartą za jedną bułkę?
– No, jak nie ma pani wydać, to myślałem, że tak będzie łatwiej.
– Kartą za jedną bułkę, heh, dobre. Od 10 złotych można, a nie od złoty czterdzieści.
– Nie wiedziałem. Myślałem, że nie ma limitu.
– No jak, bank przecie bierze 2% za każde płacenie kartą, to z tych złoty czterdzieści ile by zostało? Nic!
– 2% z 1,40 to niecałe 3 grosze. Zresztą, zostałoby 98% kwoty, tak jak przy zakupach za 10 złotych i za 110.
– Niech mie tu pan matematyki nie uczy. Pracuję w handlu przeszło 30 lat i mówię, że poniżej 10 złotych te 2% to się nie opłaca.

Jak macie coś od siebie na rozgrzanie, i nie mówię tu o herbacie z prądem, to dawajcie do komentarzy. Dialogi z plaży punktowane będą podwójnie.

(niżej jest kolejny tekst)

24
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Nie bądź smutasem - wesołe linki | GrocraftyDotBlogierkafilozofkazziz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aurora
Gość

Ty, a skąd ta bezczelna pewność, że ta pani nie była jednak szafiarką, hę? :P

Jan Favre
Gość

ZNAŁBYM JĄ!!!

Aurora
Gość

Też racja :D

kazziz
Gość
kazziz

Może pani słucha Taco i obczaja na rapgeniusie teksty (:
Albo z wnuczką na zakupach była.

W.
Gość
W.

Z cyklu dołujących może być? Wycieczka emerytów z Krakowa w Bieszczady, pada deszcz, trzeba podejść asfaltową drogą 200 metrów pod górę. Jedna z pań, tuż po przejściu narzeka na pogodę, na drogę, na wszystko, co jeden z opiekunów ironicznie kwituje: ‚no tak, lepiej zostać w domu i oglądać 15 seriali pod rząd’. Starsza pani nie pozostaje dłużna: ‚a żeby pan wiedział, przynajmniej trochę świata w telewizorze człowiek zobaczy.’ Sala sądowa, sprawa karna, przesłuchanie świadka: – Czy zna pan oskarżonego? – Znać to nie znam, wiem jak się nazywa, wiem gdzie mieszka, czasem pod sklepem piwo wypijemy, ale tak żeby się… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

No piękne!

Dot
Gość
Dot

Haha, no tak, teraz to już takie czasy, że niby jak kogoś nie masz na fejsie… to tak właściwie się nie znacie. Szok.

Magda Grzybowska
Gość

Rozmowa z pociągu śmieszna, straszna i absurdalna zarazem. Aż strach się bać.

Za to dialog ode mnie z domu:
Kolega po przeczytaniu kartki z kalendarza z opisem zodiakalnych ryb:
– Jak żyć, po co my żyjemy? A no tak, żeby kwiatki podlewać!

Jan Favre
Gość

Hahahahahaha :D

Ania Abakercja
Gość

urzekł mnie dialog trzeci :)

a limit ustalanie limitu, od którego można płacić kartą podobno jest bezprawne.

TiS
Gość
TiS

Ano jest. Powoli dojrzewam do tego, by co sprytniejszych zgłaszać do operatorów kart. Na przykład taka sytuacja:

Wracam ja sobie z pracy. Głodny, bo o obiedzie jakoś zapomniałem, a już po siódmej. Przy stacji bar z zapiekankami, cena standardowa, pięć, siedem złotych. Naklejka o karcie jest, ale nauczony doswiadczeniem pytam:

– Kartą można?
– Można… Od dziesięciu złotych

Myślę szybko, dziesięć złotych, dwie zapiekanki,z kolegami nie przyszedłem.

– Dziesięciu?
– Tak
– Aha

Zawinąłem się i wyszedłem. I zacząłem myśleć, jak to jest, że ludzie żeby nie stracić 2% wolą stracić 100. Albo i więcej, bo długo tam nie przyjdę.

Ania Abakercja
Gość

na szczęście już się od tego odchodzi. kilka razy zdarzyło mi się płacić kartą za zakupy za jakieś 5 zł i nikt słowa nie powiedział. irytujące jest również, jak kasjerka próbuje na mnie wymusić, żebym płaciła drobnymi. bo ona potrzebuje drobnych. tylko że ja też ich potrzebuję ;)
a tak szczerze to ja lubiłam płacić gotówką, ale bank na mnie wymusił płacenie kartą, bo wprowadził opłaty za nieużywanie karty.

Martyna
Gość
Martyna

upalny sierpień, PKP:
– Panie Konduktorze, a może jakaś klimatyzacja?
– Otworzycie okna, zaraz się rozpędzimy i będzie chłodno.

Jan Favre
Gość

No tak, XXI wiek jest przereklamowany.

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #45: Problemy dzieciństwa, Zeus i Blog Forum Gdańsk

Skip to entry content

Ten tydzień praktycznie totalnie zdominowały dwa tematy. Pierwszy to niekwestionowany sukces Roberta Lewandowskiego, który przejdzie do historii piłki nożnej, czyli 5 bramek w 9 minut! Wszyscy powiedzieli już wszystko na ten temat, łącznie z tabunem marek, które chciały się podłączyć pod to wydarzenie, więc ja już sobie odpuszczę. Drugi gorący temat widzicie na ikonie wpisu i więcej dowiecie się o nim na końcu „Przeglądu”. A po drodze kilka innych wieści z sieci.

Chcę oddychać! Apel do prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie podpisania nowelizacji ustawy o ochronie środowiska. Czyli innymi słowy, akcja która ma sprawić, że w końcu ktoś ogarnie turbo chujowe powietrze w Krakowie, od którego umierają ludzie.

Portrety depresji: świetne, metaforyczne i jednocześnie bardzo dosłowne fotografie ukazujące stan psychiczny człowieka cierpiącego na tę chorobę.

Czego nauczyła mnie moda na sukces? Mądrości wyniesione z telenoweli wszech czasów, która udowadnia, że możesz być jednocześnie swoim synem, ojcem, szwagrem, dziadkiem i wnukiem. I nie ma w tym nic złego.

Stopy najpierw: ktoś na pomyśle na mojego Instagrama oparł cały blog. Potwierdzając, że to genialny pomysł na zdjęcia.

Problemy dzieciństwa, których nasze dzieci nigdy nie zrozumieją: świetna obserwacja o tym „jak było kiedyś”. Czytam i aż mi głupio, że sam nie wpadłem, żeby o tym napisać choćby na Dzień Dziecka.

Piotra Kaszubski „przeprasza” za lewe interesy i oszustwa: robiąc to w stylu „no wiecie, wyjebałem masę ludzi na w chuj hajsu, ale przecież jestem taki seksowny, więc chyba mi wybaczycie, nie?”.

To moj pierwszy post po dlugiej nieobecnosci. Chcialbym wraz z tym wideo przekazac 400 000 zl na cele charytatywne oraz…

Posted by Piotr Kaszubski on 19 września 2015

 

Rugby to nie jest sport dla panienek: te dziewczyny udowadniają, że to nie do końca prawda. Szczerze mówiąc, wymiękłem oglądając kolejne zderzenia i wywrotki.

Lingerie football…These girls took some hits!!

Posted by Joann Leija on 23 stycznia 2015

 

Czy transformery istnieją w rzeczywistości? Okazuje się, że tak i już piszę list do Świętego Mikołaja, żeby przyniósł mi takie przebranie w grudniu!

 

Czy „Iron Man” to fonetycznie „Ajron Men”? A „Iron Maiden” to „Ajron Mejden”? Arlena Witt udowadnia, że nie i że całe życie byłem w błędzie. Cóż, lepiej późno niż nigdy.

Internet nie leczy: świetna kampania społeczna, w której miałem okazję brać udział i po roli w tym spocie dzwoniła do mnie osoba odpowiedzialna za remake „Scarface’a” z pytaniem, czy nie chciałbym dublować DiCaprio. Cały czas rozważam.

Klip tygodnia: poprzedni singiel z nowej płyty Zeusa opisywałem jako wyjątkowy niewypał, natomiast ten to totalny kozak i to w alternatywnym stylu. Delikatny zupełnie nierapowy bit, jeszcze lżejszy śpiewany refren i mocny, ciężki tekst w zwrotkach. Ostania autentycznie wywołuje łzy, które trudno powstrzymać. Świetny, poruszający utwór.

Damska stylówka tygodnia: to połączenie szortów z koszulą z długim rękawem, kapeluszem i butami na wysokiej platformie jest dziwne, ale na tyle oryginalne, że chciałem je tu wrzucić. Więcej nietypowych mieszanek znajdziecie u Bitcoin BB na blogu.

zdjęcie pochodzi z bloga bitcoinbb.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga bitcoinbb.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: torba zbyt damska jak dla mnie, ale mega zajefajna polówka! Chyba od liceum nie miałem polo z długim rękawem, tak że chętnie bym przytulił to, które ma na sobie Chris.

  Fanpage tygodnia: „odchodzi się od tego” najlepsza riposta dyskredytująca wypowiedź Twojego rozmówcy w trakcie sieciowej dyskusji. Jesteś mądrzejszy, przystojniejszy i lepiej zarabiający? Coś Ty taki zacofany? Postępowi ludzie odchodzą od tego.

#1475 bramek, 6 zero! #dobronarodowe

Posted by Odchodzi się od tego. on 23 września 2015

 

Ogłoszenie parafialne: dzisiaj wyjątkowo dla mnie istotny komunikat. O 10:00 zaczyna się najważniejsza w kraju konferencją branżowa – Blog Forum Gdańsk – a ja będę na niej jednym z prelegentów! Był to mój cel, odkąd dowiedziałem się o jej istnieniu i strasznie się jaram, że po 4 latach blogowania jestem w tym miejscu, gdzie byli ludzie, od których uczyłem się tego fachu. Będę uczestniczył w panelu „Blogerzy i Startupy: łączy nas społeczność, czyli czego możemy nauczyć się nawzajem od siebie?” i mówił o rozwijaniu bloga, więc jeśli interesuje Was ten temat, to możecie obejrzeć mnie na żywo TUTAJ. Część z moim udziałem zacznie się o 15:00, ale całe wydarzenie jest na tyle interesujące, że warto je śledzić od początku.

blog forum gdańsk 2015

Trzymajcie kciuki, żebym z ekscytacji nie zapomniał o oddychaniu!

Siadam, odpalam kompa i sprawdzam Thunderbirda, żeby zobaczyć który daleki krewny z Ameryki Południowej tym razem zostawił mi w spadku 50 miliardów dolarów, a tu taki mail:

Janku,

Nie czytam Cię bardzo długo, ale wiem, że większość twoich czytelników to kobiety i miesiąc po miesiącu do Ciebie zaglądają, więc musisz się na nich dobrze znać skoro ciągle utrzymujesz ich zainteresowanie i tak chętnie wchodzą z Tobą w dyskusje pod postami, dlatego właśnie postanowiłem do Ciebie napisać. Może to być głupie, że piszę do jakiegś blogera zamiast porozmawiać z kumplami, ale muszę przyznać, że nie mam ich zbyt wielu a ich rady albo są debilne i głupie i poprostu się nie sprawdzają (jak np. wproszenie się do niej z wizytą). Chodzi o to, że poznałem dziewczynę, nazwijmy ją X i mimo, że bardzo mi się podoba i bardzo się staram, żeby wyszło z tego coś więcej niż koleżeństwo to się nie udaje (…)

(…) staję na głowie, żeby ją zadowolić zabieram ją na wystawy, do kina, a ostatnio nawet do filharmonii na naprawdę ekskluzywny koncert na który bardzo trudno było dostać bilety mimo że kosztowały nie mało. (…) ze spotkań zawsze odwożę ją autem albo taksówką i też staram się dawać kwiaty mimo to nasza znajomość się w ogóle nie posuwa (jest cały czas tak samo odkąd się poznaliśmy). X traktuje mnie jak „przyjaciela” czyli na przywiatanie buziak w policzek a nie usta, nie pozwala mi się przytulić ani nawet dotknąć, raz jak próbowałem ją objąć jak zabrałem ją na spektakl (Szalone Nożyczki, bardzo fajny i myślę że by Ci się spodobał) to powiedziała, że to zły pomysł. Próbuję jej organizować czas tak żeby się dobrze bawiła i zabawiać ale to nie daje efektów (…)

Jak mam wyjść z roli „przyjaciela”, za mało się staram? Czy jej się nie podobam? Masz jakąś radę co zrobić w mojej sytuacji? Przyznaję, że po tym czasie i pieniądzach jakie w nią zainwestowałem nie chcę odpuszczać, zwłaszcza, że naprawdę mi sie podoba. A może ona po prostu jest lesbijką?

 

Poznałem w swoim życiu tylko jednego faceta, który wyszedł ze spędzającej samcom sen z oczu „strefy przyjaźni”. Tak, ten człowiek nie jest legendą miejską rozsiewaną przez internetowych nauczycieli podrywu, którzy chcą Ci sprzedać skype’owe konsultacje za 2 bańki, tylko rzeczywiście istnieje. ALE biorąc pod uwagę, że na tematy damsko-męskie dane mi było rozmawiać w przybliżeniu z jakimś tysiącem mężczyzn, a on jest dokładnie JEDEN, przyjmijmy, że to niemożliwe. I naprawdę szkoda Twojego czasu i energii na zaprzątanie sobie głowy tym jak wyjść z friendzone, bo i tak Ci się to nie uda. Przynajmniej ze statystycznego punktu widzenia.

Dużo sensowniejsze jest natomiast, żebyś Ty i wszyscy inni, którzy mają tendencję do lądowania w szufladce z napisem „wieczny kolega”, dowiedział się co robić, żeby do tego nie doprowadzić. Bo jak mówiła Goździkowa i twórca leku na rzeżączkę, lepiej zapobiegać niż leczyć. Zapobiegnijmy więc raz na zawsze zapisywaniu Cię w książce telefonicznej jako Koleżanka Z Kutasem, zamiast Super Ruchacz. Albo po prostu Marian.

Oto kilka prostych wskazówek, które powiedzą Ci jak nie wpaść we friendzone.

 

Nie możesz się za bardzo starać

Zwłaszcza na samym początku znajomości.

Im ładniejszą rwiesz pannę, tym więcej kolesi w jej życiu próbowało zdobyć ją prezencikami, komplementami, stawianiem wyjść do kina i byciem posłusznymi pieskiem czekającym na pochwałę od swojej pani. Po pierwsze szybko się tym znudzi, bo może mieć to na kiwnięcie palcem, a ludzie nie cenią rzeczy, które przychodzą im bez wysiłku. Po drugie, jeśli cały czas stawiasz ją w pozycji nagrody, na którą musisz zasłużyć, to ona też tak się zachowuje. Tyle, że nie czuje, żebyś na nią zasługiwał.

Jeśli chcesz być kimś więcej niż „wiecznym kolegą”, na początku znajomości ona musi się starać co najmniej na tym samym poziomie co Ty. Nie może być dysproporcji z Twoją przewagą, bo straci zainteresowanie. Tak jak pies nudzi się zabawką, którą ma tuż obok budy.

[emaillocker]

Musisz pokazać poczucie własnej wartości i niezależność

W poprzednim akapicie już ustaliliśmy, że nadskakiwanie powoduje kastrację. Co w takim razie robić, żeby owe jądra utrzymać?

Pokazać, że jesteś zajebistym, inteligentnym, dowcipnym, pomysłowym kolesiem i masz tego świadomość. Laski nie lecą na hajs, ciuchy, sześciopak, fryz na hitlerjugend, ani buźkę jak Zakościelny. Gdyby tak było, nie widywałbyś na ulicach mega sztuk z łysymi świniami w skórach z lumpeksu, ani z dresami bez dwójek. Kobiety przyciąga pewność siebie. Popatrz na takiego Liroya, ani nie ma facjaty jak z okładki Logo, ani zabójczej stylówy, ani nawet wzrostu. A mimo to, jego żona to mocne 8/10. Jak to się stało? Charyzma, śmiałość, zdecydowanie.

Pewność siebie, często granicząca z bezczelnością, wabi kobiety lepiej niż przecena w Rossmanie. Jeśli w trakcie Waszej relacji będziesz również dyktował warunki, a nie tylko przystawał na jej sugestie, a przede wszystkim komunikował, że w żadnym wypadku nie masz zamiaru spotykać się z nią za wszelką cenę i musi się starać, żeby utrzymać tak świetnego gościa jak Ty, zdobędziesz jej zainteresowanie.

 

Nie możesz bać się jej dotknąć

Jest takie powiedzenie, że jeśli wydaje Ci się, że to dobry moment, żeby ją pocałować, to znaczy, że to dobry moment, żeby ją pocałować. Jeśli za bardzo przeciągniesz tę chwilę, kiedy patrzycie sobie w oczy, czujesz przetaczające się przez Twoje ciało fale ciepła i uniemożliwiający Ci logiczne myślenie obraz jak wkładasz jej język do ust, to bardzo prawdopodobne, że minie bezwpowrotnie, a szansa na przeramowanie Waszej znajomości na tę, w której dyszy Ci do ucha tuż przed tym jak opada na Ciebie w poorgazmowym bezwładzie, przesuwa się na „kiedyś”. Czyli wylatuje poza oś czasu.

Jeśli w odpowiednim momencie nie nadasz Waszej relacji kontekstu seksualnego, ona nada jej „przyjacielskiego”. A Twoje podchodzenie do niej jak do pełnej pieluchy tylko jej w tym pomoże. Pamiętaj, że laski w odróżnieniu od nas, częściej działają na poziomie emocjonalnym niż logicznym. Ona ma poczuć, że zaraz po tym jak przerobisz z nią całą kamasutrę, chcesz by została matką Twoich dzieci, a nie przeczytać to na piśmie. A na pewno tego nie poczuje, jeśli 47 randkę z rzędu będziesz się zastanawiał, czy to dobry moment, żeby złapać ją za rękę.

 

Musisz dawać jej emocje

Najlepiej WSZYSTKIE!

Wiesz czemu tyle dziewczyn jest z totalnymi skurwysynami? Bo z nimi ciągle się coś dzieje. A baby potrzebują, żeby się coś działo. Potrzebują się śmiać, krzyczeć, płakać, martwić, kochać, nienawidzić, być dumnymi, zawiedzionymi, brzydzić się i pożądać. Najlepiej NARAZ!

Tak zwany „dobry facet” daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa i… zazwyczaj tyle. Babka oczywiście tego potrzebuje. Najczęściej w okolicach drugiego dziecka. Do 25-tki jest czarną dziurą wciągającą wszystko co rozjuszy jej ośrodkowy układ nerwowy. Potrzebuje wypłakiwać nowe dorzecze Wisły, gdy nie odzywasz się przez 3 dni, a potem wpadać w hipereuforię, gdy zadzwonisz powiedzieć, że zaraz będziesz pod jej klatką, bo stęskniłeś się i chcesz ją przytulić. Potrzebuje bać się, gdy włamujecie się na cudzą działkę w środku nocy, żeby uprawiać seks w altance, czuć niepewność, gdy zapraszasz ją na pierwszą imprezę ze swoimi znajomymi i zaskoczenie, gdy dajesz jej kwiaty bez okazji.

Zasadniczo kobieta potrzebuje czuć. Cały czas coś innego. Dlatego jeśli chcesz pojawiać się w jej myślach częściej, niż gdy robi listę sługusów na każdą okazję, musisz być jebanym gejzerem tych inności.

Powodzenia.

[/emaillocker]