Close
Close

Najlepsze uliczne historie: sierpień

Skip to entry content

Wakacje niestety i kalendarzowo i temperaturowo już za nami, co oznacza, że mentalnie musimy się powoli przygotowywać na nadciągające pół roku zimy. A przynajmniej jesieni, jak to było w zeszłym roku. Jednak zanim to nastąpi, coś na dogrzanie się – 10 najlepszych dialogów podłapanych w przestrzeni miejskiej w słoneczne dni. Bo wiecie, podobno zmarszczki mimiczne grzeją.

 

#1 – Niesiony udzielającą się festiwalową euforią i faktem, że w centrum Płocka, jak w cywilizowanych państwach, można napić się na ławce bez obawy o rozstrzelanie i 100-złotowy mandat, podchodzę do starszego pana z flaszką wypełnioną zastanawiającym czerwonym płynem:

– Dzień dobry. Pije pan tę Soplicę Truskawkową? Dobra?
– Co, co?
– Pytam, czy to czerwone co ma pan w ręku, to Soplica Truskawkowa? Bo zastanawiałem się czy kupić.
– Panie, to jest spirytus. Spirytus z mety z Boryszewa. Dać adres?
– Nie dziękuję, jednak zostanę przy piwie.

 

#2 – Wchodzę do Almy i widzę chłopca siedzącego na ziemi przy koszykach, bawiącego się telefonem tak, jakby to było najbardziej oczywiste miejsce i poza do grania na komórce. Gdy płaciłem już za zakupy i pakowałem szamę do siatek, zobaczyłem jak podchodzi do niego jakaś kobieta:

– I widzisz Filipku, widzisz, weszłam po jedną rzecz, a znowu wydawałam 200 złotych. Musisz mnie pilnować. Czemu mnie nie pilnujesz?
– (cisza i kompletnie zdezorientowana mina chłopca)
– Musisz mnie pilnować, bo jak tak dalej pójdzie wydam wszystkie pieniądze tatusia.

 

#3 – Historia z nocnego. Podchodzi lekko zawiany dwudziestokilkulatek do kierowcy w 664 i pyta:

– Jedzie pan przez Czarnowiejską?
– Nie przez Królewską.
– Ale ja mieszkam na Czarnowiejskiej.
– To trzeba wsiąść do innego autobusu.
– Ale chcę jechać z panem, bo pan jest do Hołowczyca podobny. To co, da radę przez tą Czarnowiejską?

Niestety, kierowca był nieugięty, nie dało rady.

 

#4 – Przechodzę przez świeżo asfaltowaną ulicę i lokalna starowinka do mnie:

– Panie, przejdź pan tam dalej, bo się cały przykleisz.
– Dziękuję, ale chyba dam sobie radę.
– Ale to się lepi do podeszwy, całe Roshe pan sobie zniszczysz.

I teraz pytanie dnia: skąd 70-letnia nieszafiarka wiedziała, że to co mam na nogach to Nike Rosherun?

 

#5 – Piękny monolog z TweetUpu na Stadionie Narodowym, wygłoszony oczywiście podczas pobytu w toalecie:

– Wiesz co, nie bierz tego do siebie, bo to nie chodzi o to, że ja cię nie lubię, to nie jest nic personalnego, staram się nie oceniać idei przez pryzmat ludzi, bo to krótkowzroczne, bo nawet idiocie może się zdarzyć wpaść na coś genialnego, co zresztą już się wiele razy zdarzało w historii ludzkości, jak pewnie sam dobrze wiesz, więc moje osobiste nastawienie do ciebie zupełnie nie ma znaczenia i nie traktuj tak tego. Chodzi po prostu o to, że twój pomysł jest chujowy.

 

#6 – Nie było żadnych wolnych Uberów, więc wracając z drukarni byłem zmuszony zamówić normalną taksę. Wsiadam do, delikatnie mówiąc, starawej Skody i mówię:

– Dałoby radę zamknąć te okna? Bo jestem chory i biorę antybiotyk.
– Co, angina?
– No, angina.
– Moja baba ma to samo.
– To zamknie pan?
– Sto złotych, panie. Sto złotych już poszło na lekarstwa, ale przynajmniej jak wracam do domu to mam spokój, bo ją tak boli, że gadać nie może.

Najważniejsze, to widzieć jasne strony każdej sytuacji. A okna zamknął.

 

#7 – Jadę pociągiem i słucham nudnej rozmowy kolesi po 40-tce. Biorąc pod uwagę, że stać ich było na sałatkę w Pendolino i woleli zamówić ją niż schabowego, obstawiam, że są korpo-menadżerami wyższego szczebla. Zasadniczo wałkują temat, żon, dzieci i tego jak to jest ciężko być głową rodziny pojawiającą się w domu tylko w weekendy. W pewnym momencie gadka schodzi na temat porodów:

– Stary, jak moja była w ciąży z drugim synem, to była masakra. To był, nie wiem, jakiś 8 miesiąc, gram sobie w CSa, a ta przychodzi roztrzęsiona i mi ściąga słuchawki. A wiesz, mnie to wkurwia, bo jak gram to muszę być skupiony.
– Wiadomo.
– No, a ta mi słuchawki ściąga, a wiesz ja skupienie, bo nigdy nie wiadomo, gdzie ktoś kampi. Chciałem puścić jej zjebkę, a ta człowieku w płacz i widzę, że coś jej leci po nogach, to już wiedziałem o co chodzi i mówię „pakuj się, kończę mecz i jedziemy”. Wchodzimy do szpitala, biorą ją na salę, a lekarz do mnie, czy chcę być przy porodzie, a ja mówię, że przecież jestem, a on do mnie, czy chcę być na sali. Na sali, czujesz? I oglądać jak jej małego z piczki wyciągają w tej krwi i tym wszystkim co tam wylatuje z tego?
– Ohyda, daj spokój.
– No, dokładnie. To mówię „panie, mam oglądać jak mojej żonie piczkę nacinacie? jeszcze na głowę nie upadłem, ja chcę jeszcze pociupkać!”.

I nie wiem jaka opcja jest gorsza, że ciupkanie było eufemizmem seksu, czy grania w Counter Strike’a?

 

#8 – Dzieci to jednak potrafią spojrzeć na oklepany temat świeżym okiem. Synek do mamy przed witryną sklepową:

– Mamo, kupisz mi ten miecz?
– Nie Michałku. W domu już masz jeden miecz.
– Ale ten jest bardziej rycerzowy! Maaamo, proooszę!
– Nie „rycerzowy”, tylko „rycerski”. Nie ma takiego słowa jak „rycerzowy”.
– Ale czemu?
– No, tak jest w słowniku.
– Ale przecież jest „kolorowy”, a nie „kolorski”.
– Yyy…
– To kupisz mi ten miecz? Proooszę!

 

#9 – Panie w House zawsze pomocne:

– Przepraszam, nie mają państwo jakichś niepotrzebnych kartonów?
– Kantoru? Nie, tu nie ma kantoru.
– Nie, nie, czy nie mają państwo kartonów. Niepotrzebnych KAR-TO-NÓW.
– Ach, kartonów! Nie, nie mamy, ale jakby pan chciał kantor, to jest na samym końcu przy Kerfurze.

 

#10 – Wracając ze spaceru zachciało mi się czegoś słodkiego, to wszedłem do osiedlowego spożywczaka i wziąłem drożdżówkę nie wyglądającą na zupełnie nieświeżą, w bonusie dostając darmową lekcję liczenia procentów:

– Wie pani co, ale mam całe 50 złotych.
– Nic drobnych nie będzie?
– Niestety. Ale mogę zapłacić kartą w razie czego.
– Panie, kartą za jedną bułkę?
– No, jak nie ma pani wydać, to myślałem, że tak będzie łatwiej.
– Kartą za jedną bułkę, heh, dobre. Od 10 złotych można, a nie od złoty czterdzieści.
– Nie wiedziałem. Myślałem, że nie ma limitu.
– No jak, bank przecie bierze 2% za każde płacenie kartą, to z tych złoty czterdzieści ile by zostało? Nic!
– 2% z 1,40 to niecałe 3 grosze. Zresztą, zostałoby 98% kwoty, tak jak przy zakupach za 10 złotych i za 110.
– Niech mie tu pan matematyki nie uczy. Pracuję w handlu przeszło 30 lat i mówię, że poniżej 10 złotych te 2% to się nie opłaca.

Jak macie coś od siebie na rozgrzanie, i nie mówię tu o herbacie z prądem, to dawajcie do komentarzy. Dialogi z plaży punktowane będą podwójnie.

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

24 komentarzy do "Najlepsze uliczne historie: sierpień"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aurora
Gość

Ty, a skąd ta bezczelna pewność, że ta pani nie była jednak szafiarką, hę? :P

Jan Favre
Gość

ZNAŁBYM JĄ!!!

Aurora
Gość

Też racja :D

kazziz
Gość

Może pani słucha Taco i obczaja na rapgeniusie teksty (:
Albo z wnuczką na zakupach była.

W.
Gość
Z cyklu dołujących może być? Wycieczka emerytów z Krakowa w Bieszczady, pada deszcz, trzeba podejść asfaltową drogą 200 metrów pod górę. Jedna z pań, tuż po przejściu narzeka na pogodę, na drogę, na wszystko, co jeden z opiekunów ironicznie kwituje: ‚no tak, lepiej zostać w domu i oglądać 15 seriali pod rząd’. Starsza pani nie pozostaje dłużna: ‚a żeby pan wiedział, przynajmniej trochę świata w telewizorze człowiek zobaczy.’ Sala sądowa, sprawa karna, przesłuchanie świadka: – Czy zna pan oskarżonego? – Znać to nie znam, wiem jak się nazywa, wiem gdzie mieszka, czasem pod sklepem piwo wypijemy, ale tak żeby się… Czytaj więcej »
Jan Favre
Gość

No piękne!

Dot
Gość

Haha, no tak, teraz to już takie czasy, że niby jak kogoś nie masz na fejsie… to tak właściwie się nie znacie. Szok.

Magda Grzybowska
Gość

Rozmowa z pociągu śmieszna, straszna i absurdalna zarazem. Aż strach się bać.

Za to dialog ode mnie z domu:
Kolega po przeczytaniu kartki z kalendarza z opisem zodiakalnych ryb:
– Jak żyć, po co my żyjemy? A no tak, żeby kwiatki podlewać!

Jan Favre
Gość

Hahahahahaha :D

Ania Abakercja
Gość

urzekł mnie dialog trzeci :)

a limit ustalanie limitu, od którego można płacić kartą podobno jest bezprawne.

TiS
Gość

Ano jest. Powoli dojrzewam do tego, by co sprytniejszych zgłaszać do operatorów kart. Na przykład taka sytuacja:

Wracam ja sobie z pracy. Głodny, bo o obiedzie jakoś zapomniałem, a już po siódmej. Przy stacji bar z zapiekankami, cena standardowa, pięć, siedem złotych. Naklejka o karcie jest, ale nauczony doswiadczeniem pytam:

– Kartą można?
– Można… Od dziesięciu złotych

Myślę szybko, dziesięć złotych, dwie zapiekanki,z kolegami nie przyszedłem.

– Dziesięciu?
– Tak
– Aha

Zawinąłem się i wyszedłem. I zacząłem myśleć, jak to jest, że ludzie żeby nie stracić 2% wolą stracić 100. Albo i więcej, bo długo tam nie przyjdę.

Ania Abakercja
Gość

na szczęście już się od tego odchodzi. kilka razy zdarzyło mi się płacić kartą za zakupy za jakieś 5 zł i nikt słowa nie powiedział. irytujące jest również, jak kasjerka próbuje na mnie wymusić, żebym płaciła drobnymi. bo ona potrzebuje drobnych. tylko że ja też ich potrzebuję ;)
a tak szczerze to ja lubiłam płacić gotówką, ale bank na mnie wymusił płacenie kartą, bo wprowadził opłaty za nieużywanie karty.

Martyna
Gość

upalny sierpień, PKP:
– Panie Konduktorze, a może jakaś klimatyzacja?
– Otworzycie okna, zaraz się rozpędzimy i będzie chłodno.

Jan Favre
Gość

No tak, XXI wiek jest przereklamowany.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #45: Problemy dzieciństwa, Zeus i Blog Forum Gdańsk

Skip to entry content

Ten tydzień praktycznie totalnie zdominowały dwa tematy. Pierwszy to niekwestionowany sukces Roberta Lewandowskiego, który przejdzie do historii piłki nożnej, czyli 5 bramek w 9 minut! Wszyscy powiedzieli już wszystko na ten temat, łącznie z tabunem marek, które chciały się podłączyć pod to wydarzenie, więc ja już sobie odpuszczę. Drugi gorący temat widzicie na ikonie wpisu i więcej dowiecie się o nim na końcu „Przeglądu”. A po drodze kilka innych wieści z sieci.

Chcę oddychać! Apel do prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie podpisania nowelizacji ustawy o ochronie środowiska. Czyli innymi słowy, akcja która ma sprawić, że w końcu ktoś ogarnie turbo chujowe powietrze w Krakowie, od którego umierają ludzie.

Portrety depresji: świetne, metaforyczne i jednocześnie bardzo dosłowne fotografie ukazujące stan psychiczny człowieka cierpiącego na tę chorobę.

Czego nauczyła mnie moda na sukces? Mądrości wyniesione z telenoweli wszech czasów, która udowadnia, że możesz być jednocześnie swoim synem, ojcem, szwagrem, dziadkiem i wnukiem. I nie ma w tym nic złego.

Stopy najpierw: ktoś na pomyśle na mojego Instagrama oparł cały blog. Potwierdzając, że to genialny pomysł na zdjęcia.

Problemy dzieciństwa, których nasze dzieci nigdy nie zrozumieją: świetna obserwacja o tym „jak było kiedyś”. Czytam i aż mi głupio, że sam nie wpadłem, żeby o tym napisać choćby na Dzień Dziecka.

Piotra Kaszubski „przeprasza” za lewe interesy i oszustwa: robiąc to w stylu „no wiecie, wyjebałem masę ludzi na w chuj hajsu, ale przecież jestem taki seksowny, więc chyba mi wybaczycie, nie?”.

To moj pierwszy post po dlugiej nieobecnosci. Chcialbym wraz z tym wideo przekazac 400 000 zl na cele charytatywne oraz…

Posted by Piotr Kaszubski on 19 września 2015

 

Rugby to nie jest sport dla panienek: te dziewczyny udowadniają, że to nie do końca prawda. Szczerze mówiąc, wymiękłem oglądając kolejne zderzenia i wywrotki.

Lingerie football…These girls took some hits!!

Posted by Joann Leija on 23 stycznia 2015

 

Czy transformery istnieją w rzeczywistości? Okazuje się, że tak i już piszę list do Świętego Mikołaja, żeby przyniósł mi takie przebranie w grudniu!

 

Czy „Iron Man” to fonetycznie „Ajron Men”? A „Iron Maiden” to „Ajron Mejden”? Arlena Witt udowadnia, że nie i że całe życie byłem w błędzie. Cóż, lepiej późno niż nigdy.

Internet nie leczy: świetna kampania społeczna, w której miałem okazję brać udział i po roli w tym spocie dzwoniła do mnie osoba odpowiedzialna za remake „Scarface’a” z pytaniem, czy nie chciałbym dublować DiCaprio. Cały czas rozważam.

Klip tygodnia: poprzedni singiel z nowej płyty Zeusa opisywałem jako wyjątkowy niewypał, natomiast ten to totalny kozak i to w alternatywnym stylu. Delikatny zupełnie nierapowy bit, jeszcze lżejszy śpiewany refren i mocny, ciężki tekst w zwrotkach. Ostania autentycznie wywołuje łzy, które trudno powstrzymać. Świetny, poruszający utwór.

Damska stylówka tygodnia: to połączenie szortów z koszulą z długim rękawem, kapeluszem i butami na wysokiej platformie jest dziwne, ale na tyle oryginalne, że chciałem je tu wrzucić. Więcej nietypowych mieszanek znajdziecie u Bitcoin BB na blogu.

zdjęcie pochodzi z bloga bitcoinbb.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga bitcoinbb.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: torba zbyt damska jak dla mnie, ale mega zajefajna polówka! Chyba od liceum nie miałem polo z długim rękawem, tak że chętnie bym przytulił to, które ma na sobie Chris.

  Fanpage tygodnia: „odchodzi się od tego” najlepsza riposta dyskredytująca wypowiedź Twojego rozmówcy w trakcie sieciowej dyskusji. Jesteś mądrzejszy, przystojniejszy i lepiej zarabiający? Coś Ty taki zacofany? Postępowi ludzie odchodzą od tego.

#1475 bramek, 6 zero! #dobronarodowe

Posted by Odchodzi się od tego. on 23 września 2015

 

Ogłoszenie parafialne: dzisiaj wyjątkowo dla mnie istotny komunikat. O 10:00 zaczyna się najważniejsza w kraju konferencją branżowa – Blog Forum Gdańsk – a ja będę na niej jednym z prelegentów! Był to mój cel, odkąd dowiedziałem się o jej istnieniu i strasznie się jaram, że po 4 latach blogowania jestem w tym miejscu, gdzie byli ludzie, od których uczyłem się tego fachu. Będę uczestniczył w panelu „Blogerzy i Startupy: łączy nas społeczność, czyli czego możemy nauczyć się nawzajem od siebie?” i mówił o rozwijaniu bloga, więc jeśli interesuje Was ten temat, to możecie obejrzeć mnie na żywo TUTAJ. Część z moim udziałem zacznie się o 15:00, ale całe wydarzenie jest na tyle interesujące, że warto je śledzić od początku.

blog forum gdańsk 2015

Trzymajcie kciuki, żebym z ekscytacji nie zapomniał o oddychaniu!

Siadam, odpalam kompa i sprawdzam Thunderbirda, żeby zobaczyć który daleki krewny z Ameryki Południowej tym razem zostawił mi w spadku 50 miliardów dolarów, a tu taki mail:

Janku,

Nie czytam Cię bardzo długo, ale wiem, że większość twoich czytelników to kobiety i miesiąc po miesiącu do Ciebie zaglądają, więc musisz się na nich dobrze znać skoro ciągle utrzymujesz ich zainteresowanie i tak chętnie wchodzą z Tobą w dyskusje pod postami, dlatego właśnie postanowiłem do Ciebie napisać. Może to być głupie, że piszę do jakiegś blogera zamiast porozmawiać z kumplami, ale muszę przyznać, że nie mam ich zbyt wielu a ich rady albo są debilne i głupie i poprostu się nie sprawdzają (jak np. wproszenie się do niej z wizytą). Chodzi o to, że poznałem dziewczynę, nazwijmy ją X i mimo, że bardzo mi się podoba i bardzo się staram, żeby wyszło z tego coś więcej niż koleżeństwo to się nie udaje (…)

(…) staję na głowie, żeby ją zadowolić zabieram ją na wystawy, do kina, a ostatnio nawet do filharmonii na naprawdę ekskluzywny koncert na który bardzo trudno było dostać bilety mimo że kosztowały nie mało. (…) ze spotkań zawsze odwożę ją autem albo taksówką i też staram się dawać kwiaty mimo to nasza znajomość się w ogóle nie posuwa (jest cały czas tak samo odkąd się poznaliśmy). X traktuje mnie jak „przyjaciela” czyli na przywiatanie buziak w policzek a nie usta, nie pozwala mi się przytulić ani nawet dotknąć, raz jak próbowałem ją objąć jak zabrałem ją na spektakl (Szalone Nożyczki, bardzo fajny i myślę że by Ci się spodobał) to powiedziała, że to zły pomysł. Próbuję jej organizować czas tak żeby się dobrze bawiła i zabawiać ale to nie daje efektów (…)

Jak mam wyjść z roli „przyjaciela”, za mało się staram? Czy jej się nie podobam? Masz jakąś radę co zrobić w mojej sytuacji? Przyznaję, że po tym czasie i pieniądzach jakie w nią zainwestowałem nie chcę odpuszczać, zwłaszcza, że naprawdę mi sie podoba. A może ona po prostu jest lesbijką?

 

Poznałem w swoim życiu tylko jednego faceta, który wyszedł ze spędzającej samcom sen z oczu „strefy przyjaźni”. Tak, ten człowiek nie jest legendą miejską rozsiewaną przez internetowych nauczycieli podrywu, którzy chcą Ci sprzedać skype’owe konsultacje za 2 bańki, tylko rzeczywiście istnieje. ALE biorąc pod uwagę, że na tematy damsko-męskie dane mi było rozmawiać w przybliżeniu z jakimś tysiącem mężczyzn, a on jest dokładnie JEDEN, przyjmijmy, że to niemożliwe. I naprawdę szkoda Twojego czasu i energii na zaprzątanie sobie głowy tym jak wyjść z friendzone, bo i tak Ci się to nie uda. Przynajmniej ze statystycznego punktu widzenia.

Dużo sensowniejsze jest natomiast, żebyś Ty i wszyscy inni, którzy mają tendencję do lądowania w szufladce z napisem „wieczny kolega”, dowiedział się co robić, żeby do tego nie doprowadzić. Bo jak mówiła Goździkowa i twórca leku na rzeżączkę, lepiej zapobiegać niż leczyć. Zapobiegnijmy więc raz na zawsze zapisywaniu Cię w książce telefonicznej jako Koleżanka Z Kutasem, zamiast Super Ruchacz. Albo po prostu Marian.

Oto kilka prostych wskazówek, które powiedzą Ci jak nie wpaść we friendzone.

 

Nie możesz się za bardzo starać

Zwłaszcza na samym początku znajomości.

Im ładniejszą rwiesz pannę, tym więcej kolesi w jej życiu próbowało zdobyć ją prezencikami, komplementami, stawianiem wyjść do kina i byciem posłusznymi pieskiem czekającym na pochwałę od swojej pani. Po pierwsze szybko się tym znudzi, bo może mieć to na kiwnięcie palcem, a ludzie nie cenią rzeczy, które przychodzą im bez wysiłku. Po drugie, jeśli cały czas stawiasz ją w pozycji nagrody, na którą musisz zasłużyć, to ona też tak się zachowuje. Tyle, że nie czuje, żebyś na nią zasługiwał.

Jeśli chcesz być kimś więcej niż „wiecznym kolegą”, na początku znajomości ona musi się starać co najmniej na tym samym poziomie co Ty. Nie może być dysproporcji z Twoją przewagą, bo straci zainteresowanie. Tak jak pies nudzi się zabawką, którą ma tuż obok budy.

[emaillocker]

Musisz pokazać poczucie własnej wartości i niezależność

W poprzednim akapicie już ustaliliśmy, że nadskakiwanie powoduje kastrację. Co w takim razie robić, żeby owe jądra utrzymać?

Pokazać, że jesteś zajebistym, inteligentnym, dowcipnym, pomysłowym kolesiem i masz tego świadomość. Laski nie lecą na hajs, ciuchy, sześciopak, fryz na hitlerjugend, ani buźkę jak Zakościelny. Gdyby tak było, nie widywałbyś na ulicach mega sztuk z łysymi świniami w skórach z lumpeksu, ani z dresami bez dwójek. Kobiety przyciąga pewność siebie. Popatrz na takiego Liroya, ani nie ma facjaty jak z okładki Logo, ani zabójczej stylówy, ani nawet wzrostu. A mimo to, jego żona to mocne 8/10. Jak to się stało? Charyzma, śmiałość, zdecydowanie.

Pewność siebie, często granicząca z bezczelnością, wabi kobiety lepiej niż przecena w Rossmanie. Jeśli w trakcie Waszej relacji będziesz również dyktował warunki, a nie tylko przystawał na jej sugestie, a przede wszystkim komunikował, że w żadnym wypadku nie masz zamiaru spotykać się z nią za wszelką cenę i musi się starać, żeby utrzymać tak świetnego gościa jak Ty, zdobędziesz jej zainteresowanie.

 

Nie możesz bać się jej dotknąć

Jest takie powiedzenie, że jeśli wydaje Ci się, że to dobry moment, żeby ją pocałować, to znaczy, że to dobry moment, żeby ją pocałować. Jeśli za bardzo przeciągniesz tę chwilę, kiedy patrzycie sobie w oczy, czujesz przetaczające się przez Twoje ciało fale ciepła i uniemożliwiający Ci logiczne myślenie obraz jak wkładasz jej język do ust, to bardzo prawdopodobne, że minie bezwpowrotnie, a szansa na przeramowanie Waszej znajomości na tę, w której dyszy Ci do ucha tuż przed tym jak opada na Ciebie w poorgazmowym bezwładzie, przesuwa się na „kiedyś”. Czyli wylatuje poza oś czasu.

Jeśli w odpowiednim momencie nie nadasz Waszej relacji kontekstu seksualnego, ona nada jej „przyjacielskiego”. A Twoje podchodzenie do niej jak do pełnej pieluchy tylko jej w tym pomoże. Pamiętaj, że laski w odróżnieniu od nas, częściej działają na poziomie emocjonalnym niż logicznym. Ona ma poczuć, że zaraz po tym jak przerobisz z nią całą kamasutrę, chcesz by została matką Twoich dzieci, a nie przeczytać to na piśmie. A na pewno tego nie poczuje, jeśli 47 randkę z rzędu będziesz się zastanawiał, czy to dobry moment, żeby złapać ją za rękę.

 

Musisz dawać jej emocje

Najlepiej WSZYSTKIE!

Wiesz czemu tyle dziewczyn jest z totalnymi skurwysynami? Bo z nimi ciągle się coś dzieje. A baby potrzebują, żeby się coś działo. Potrzebują się śmiać, krzyczeć, płakać, martwić, kochać, nienawidzić, być dumnymi, zawiedzionymi, brzydzić się i pożądać. Najlepiej NARAZ!

Tak zwany „dobry facet” daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa i… zazwyczaj tyle. Babka oczywiście tego potrzebuje. Najczęściej w okolicach drugiego dziecka. Do 25-tki jest czarną dziurą wciągającą wszystko co rozjuszy jej ośrodkowy układ nerwowy. Potrzebuje wypłakiwać nowe dorzecze Wisły, gdy nie odzywasz się przez 3 dni, a potem wpadać w hipereuforię, gdy zadzwonisz powiedzieć, że zaraz będziesz pod jej klatką, bo stęskniłeś się i chcesz ją przytulić. Potrzebuje bać się, gdy włamujecie się na cudzą działkę w środku nocy, żeby uprawiać seks w altance, czuć niepewność, gdy zapraszasz ją na pierwszą imprezę ze swoimi znajomymi i zaskoczenie, gdy dajesz jej kwiaty bez okazji.

Zasadniczo kobieta potrzebuje czuć. Cały czas coś innego. Dlatego jeśli chcesz pojawiać się w jej myślach częściej, niż gdy robi listę sługusów na każdą okazję, musisz być jebanym gejzerem tych inności.

Powodzenia.

[/emaillocker]