Close
Close

Chemia z dzieciństwa, którą kochałeś!

Skip to entry content

Ten wpis to powrót do słodkich czasów, kiedy jedliśmy syf i nikt się nie przejmował, czy to gluten, czy propan-butan i ile po tym przytyje. W codziennym asortymencie dostępnym w sklepiku szkolnym było tyle polepszaczy smaku i konserwantów, że każdy z nas powinien mieć „E” przed nazwiskiem. Hummus, guacamole, jagody goji i wchłanianie energii słonecznej? To już lepiej zalegalizować marihunaen. Przed Państwem największe przysmaki z czasów małoletnich, czyli chemia z dzieciństwa, którą kochaliśmy!

 

Cremona

śmietanka do kawy

Jedna z najpopularniejszych śmietanek do kawy, której nigdy w życiu nie wypiłem z kawą. Ani w ogóle nie przyjąłem jej w formie płynnej. Spożywana była w formie sypkiej, z torebki od razu do ust. Najczęściej kupowało się te mini-opakowania na 1-2 kawy za 20 groszy, ale pewnego razu, przy okazji jakiegoś 4-złotowego kieszonkowego, szarpnąłem się i kupiłem tę dużą 200-gramową paczkę. Wsypałem sobie tyle tej śmietanki do buzi, że w reakcji ze śliną zakleiła mi całą jamę ustną. Ale to było super!

 

Guma w kulkach

guma w kulkach

Po 5-ciu przeżuciach całkowicie traciła smak i twardniała, tak że o robieniu balonów nawet nie było sensu fantazjować, ale i tak kupowało się ją przy co drugiej wizycie w spożywczaku.

 

Vibovit

vibovit

Jestem przekonany, że został stworzony po to, by podświadomie uczyć mężczyzn gry wstępnej. Gdyby nie on, nie wiem, czy kiedykolwiek włożylibyśmy gdzieś pośliniony palec.

 

Zupka chińska

zupka chińska

Esencja śmieciowego żarcia. Glutaminian sodu, olej palmowy, wzmacniacze, spulchniacze i stabilizatory. Zawsze widząc skład tej atrapy jedzenia zastanawiam się, jak coś tak niezdrowego może być tak dobre. Mimo, że wiem ile syfu w tym jest, do dziś zdarza mi się zalać złocistego kurczaka albo krewetkową Vifonu.

 

Mleczko w tubce

mleczko w tubce

To chyba największy klasyk z dziecięcych lat. Nie mam pojęcia jaki ma związek z prawdziwym mlekiem, ani co autor miał na myśli tworząc je, ale to o smaku karmelowym było nie do zastąpienia przez jakiekolwiek inne słodycze. Gęste, turbo słodkie i ultra uzależniające. Po przebiciu aluminiowej plomby przy gwincie trzeba było wykazać się naprawdę nieziemską silną wolną, żeby przestać ssać i nie zeżreć całego przy pierwszym kontakcie.

 

Soczek w woreczku

sok w woreczku

Z sokiem to miało tyle wspólnego, co świnka morska z wodą i Ewelina z Warsaw Shore z muzyką, ale i tak był to najczęściej kupowany napój w trakcie przerw w podstawówce. Ze względu na formę opakowania, nie można było go po otwarciu po prostu schować do plecaka, czy odłożyć na później, tylko konieczne było spożycie od razu całego. Fakt, że ultra łatwo można go rozlać, był pretekstem do pierwszych pranków, bo w tych czasach mało rzeczy cieszyło równie, co widok kogoś z całą mokrą koszulką, po zupełnie-przypadkowym-popchnięciu. Wciąż trudno mi uwierzyć w to, że ktoś wpadł na tak głupi pomysł by sprzedawać napoje w workach.

Oranżadka w proszku

oranżada w proszku

Tak jak w przypadku Cremony, nie kojarzę ani jednego dzieciaka, który spożywałby ją zgodnie z zastosowaniem. Po co coś zalewać wodą, rozpuszczać i brudzić naczynia, jak można po prostu wysypać na język i pogryźć? Po kontakcie z wodą, jeszcze nie daj boże, okazałoby się, że nie jest tak wykręcająco-twarz-kwaśna jak na sucho.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Giang Hồ Thị Hoàng
(niżej jest kolejny tekst)

106
Dodaj komentarz

avatar
52 Comment threads
54 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
69 Comment authors
MikaJoanna LongaAneta ZajackrolowarozuAngielskaPolka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jan Favre
Gość

O, tego to nie kojarzę, masz gdzieś fotę?

Ada
Gość
Ada

i oto one:

W.
Gość
W.

2/7, u nas stałym zakupem była też Guma Shock i w efekcie chwilowe wykrzywienie ryjków – gdybyśmy mieli wtedy smartfony to pewno byłby najczęściej wysyłany snap w naszych ‚my story’.

Jan Favre
Gość

O właśnie, zapomniałem o Shocksach, bo to był kozak! Wykrzywiało twarz lepiej niż cytryna

Agu
Gość

J-jak to pomarańcz?!

Jan Favre
Gość

Dżenderowa nowomowa :(

Marta Mardyła
Gość

Jeszcze gumy SHOCK!!!

Pata | clumsywords
Gość

miałam napisać dokładnie to samo :D

Anna M. Lukasiewicz
Gość

Wzruszyłam się, a moja podświadomość uciekła gdzieś do lat 90., gdy wciągałam tubkę mleka. Jeśli vibovit uczył chłopców gry wstępnej, to dziewczyn uczyło mleko skondensowane.;)

Jan Favre
Gość

Hahahahahaha :D

Pogromca Nudy
Gość

mózg na podłodze:D!

Aneta Zajac
Gość
Aneta Zajac

Wygrałaś :D :D :D

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Jak nie wpaść we friendzone będąc kobietą?

Skip to entry content

Przy tekście z zeszłego tygodnia, radzącym facetom jak nie wpaść we friendzone, odezwało się kilka czytelniczek sugerujących, że przydałby się analogiczny wpis z radami dla kobiet. A jedna z nich napisała nieco dłuższą wiadomość, dopytując co zrobić, żeby z owej „strefy przyjaźni” wydostać się, gdy już się w niej jest.

Dobra, piszę, bo mi to nie daje spokoju. Patrząc na komentarze pod postem (zwykle facetów), wynika z tego, że żeby wyjść z friendzone, trzeba mieć odpowiednią aparycję (cytuję: Jak wyjść z friend zone : 1 nie być brzydkim ?). Czy ja to dobrze rozumiem, czy jest po prostu piątek i mój mózg nie chłonie tak, jak należy? Bo, że tak powiem, co ma piernik do wiatraka?

I drugie pytanie – czy naprawdę uważasz, że z legendarnego friendzone nie da się wyjść? Piszę, bo sama jestem w takiej sytuacji – dogadujemy się świetnie na każdym polu, jest nam ze sobą dobrze, rozmawiamy godzinami, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu – a nic nie może/ nie chce z tego wyjść. Biorę pod uwagę ewentualność, że możemy być kiedyś razem, o ile on wyrazi taką chęć, ale jak nic nie wyjdzie – nie będzie tragedii. Kiedyś myślałam o Nim wyłącznie w kategorii „przyjaciel”, teraz coraz częściej w kategorii „chłopak” (chyba przez ludzi, którzy twierdzą, że bylibyśmy super parą). Co jest w takim razie ze mną/ z Nim nie tak, że to jeszcze nie wypaliło? Zachowujemy się jak para (bez spania ze sobą of course), a nią nie jesteśmy. Why? Może jako facet potrafiłbyś mi to wyjaśnić…

Łączę pozdrowienia,

Ola

Zmiana stanu z „kumpela”, na „moja druga połówka” jest mniej niemożliwa, niż w przypadku facetów, bo oparta jest na innych mechanizmach, ale wciąż to bardzo, ale to bardzo trudne. Prawie tak trudne jak przekonanie kobiety rano, że pięknie wygląda bez makijażu. Dlatego lepiej chuchać na zimne i robić tak, żeby nie wpaść do tej bezdennej studni z napisem „wieczna koleżanka”. Żeby dowiedzieć się jak do tego nie dopuścić, trzeba zadać sobie inne pytanie.

 

Co sprawia, że kobieta wpada we friendzone?

Powód pierwszy: mężczyzna jest w związku.

Kiedy jestem zakochany, to nawet Penelopa Cruz i Agnieszka Szulim przestają robić na mnie wrażenie. Choćby leżały przede mną nago razem z całym kalendarzem Pirelli w hotelowym pokoju, trzymając w zębach oświadczenie, że wiadomość o żadnej figurze geometrycznej, którą tu utworzymy nie wydostanie się poza ten sześcian, nawet bym nie drgnął. W sensie powieka by mi nie drgnęła. Nawet bym nie ziewnął, choćby one zrobiły to pierwsze jedna po drugiej. Innymi słowy, jak gość jest w szczęśliwym związku, to nie masz za bardzo pola manewru.

 [emaillocker]

Powód drugi: nie jesteś wystarczająco ładna.

Mężczyzna patrząc na każdą kobietę momentalnie stwierdza, czy chciałby z nią poćwiczyć w łóżku gimnastykę artystyczną, czy nie. Możesz być zabawna, inteligentna, oczytana, wiedzieć czym jest spalony i nauczyć się samodzielnie oddawać mocz, bez wsparcia koleżanki, ale jeśli facet patrząc na Ciebie nie próbuje rozebrać Cię wzrokiem, to nigdy nie zrobi tego rękoma. Jeśli świetnie się dogadujecie, masz wrażenie, że lubi spędząć z Tobą czas i widujecie się częściej, niż gdy potrzebuje wybrać prezent na urodziny matki, ale nigdy nie splotły Wam się palce w uścisku, ani nie zahaczył swoimi wargami o Twoje przy dawaniu buziaka w policzek, to znaczy, że mu się nie podobasz.

Nie znaczy to, że jesteś brzydka i powinnaś zakopać się w głębokim dole na obrzeżach miasta albo związać się z niewidomym, bo ilu mężczyzn, tyle różnych definicji kobiecego piękna. Mnie pociągają drobne, delikatne, szczupłe, a wręcz chude, dziewczyny, ale mam wielu kumpli, których kręcą wysokie, duże laski. Dla mnie najistotniejsze są nogi i tyłek, dla mojego przyjaciela duże cycki. Ktoś lubi blondynki, ktoś lubi brunetki, a podobno, gdzieś w Wieliczce, jest nawet człowiek, któremu podobają się rude. To że ten konkretny facet nie ma ochoty sprawdzić z Tobą wytrzymałości swojego łóżka, nie znaczy, że żaden nie będzie chciał.

Innymi słowy, jeśli wolny, heteroseksualny facet, niemający w planach medialnej kariery księdza, traktuje Cię jak koleżankę, to znaczy, że nie pociągasz go fizycznie.

I tu dochodzimy do pytania, które zadała czytelniczka.

 

Jak wyjść z friendzone będąc kobietą?

W tym momencie wydaje mi się, że odpowiedź jest oczywista, ale na wszelki wypadek ją napiszę: żeby przejść z facetem z długotrwałego koleżeństwa do związku, musisz stać się dla niego atrakcyjna seksualnie.

Schudnąć, zacząć chodzić w sukienkach i spódnicach, zmienić oprawki albo zrobić laserową korekcję oczu, urosnąć, zmienić kolor, długość i uczesanie włosów, powiększyć piersi, wydłużyć nogi, wyprostować i wybielić zęby, zaokrąglić pośladki, wyrzucić buty trekingowe ze swojej szafy, dostać pieprzyków na dekolcie, zamienić adidasy na szpilki, albo na odwrót, przekłuć wargę, język, sutki, zrobić operację plastyczną nosa, zlikwidować odstające uszy, częściej nosić topy i leginsy, nabrać piegów na twarzy, wydepilować wąsy i brodę albo zacząć być bardziej wyzywającą. Ewentualnie bardziej dziewczęca.

Coś z tego powinno w końcu zadziałać.

 [/emaillocker]

Cotygodniowy Przegląd Internetu #46: jak zostać korektorem?, profesor Bralczyk i mój własny program śniadaniowy

Skip to entry content

Od ostatniego odcinka „Cotygodniowego Przeglądu Internetu” do dzisiaj, niemal cała moja facebookowa tablica żyła tym wydarzeniem w Gdańsku, o którym już pewnie nie chce Wam się czytać, więc powiem tylko, że mimo iż trudno było wyłuskać jakiekolwiek inne informacje, to podołałem wyzwaniu. 46-te CPI chudsze niż zazwyczaj, ale nie mniej sycące.

7 rzeczy, których nie wiesz o kawie: niedawno był światowy dzień kawy, więc Kasia Gandor zebrała kilka mało popularnych faktów o tej najbardziej akceptowalnej społecznie używce.

Miejska ścieżka: audioprzewodnik po Warszawie podrzucony przez jedną z czytelniczek. Nie zdążyłem go jeszcze wypróbować, ale sama koncepcja i opisy tras brzmią super!

Wolny dzień szturmowca z „Gwiezdnych Wojen”: fotografie przedstawiające co robi, gdy akurat nie walczy z Jedi.

Jak zostać korektorem? Gdyby komuś z Was zamarzyła się praca człowieka poprawiającego przecinki, rzeczowniki, czasowniki i powtórzenia, to moja dobra kumpela – Ula Łupińska – obszernie o tym opowiada. Bo w końcu założyła bloga, na co namawiałem ją od ponad roku, więc odnotowuję to jako osobisty sukces.

Wiesz jak to się pisze? Quiz ze znajomości języka polskiego. Byłem pewien, że jestem asem i na niczym mnie nie zagną, a miałem ledwie 9/12.

Buritto Bukowski – „Zjeść ser”: parodia bijącego wszelkie rekordy popularności Taco Hemingwaya i jego szlagieru „6 zer”. Pastisz mocno średni przede wszystkim ze względu na kwadratowy podkład, ale dla świętego spokoju można sprawdzić.

Profesor Bralczyk o języku internetu: obiecywałem, że nie będę już spamował Blog Forum Gdańsk, ale to wystąpienie jest całkowicie zjadliwe dla normalnych, nieblogujących ludzi i, co najważniejsze, wyjątkowo zabawne. Jeśli więc chcesz się jednocześnie dowiedzieć o mowie ojczystej i pośmiać, to jest to pozycja dla Ciebie.

Klip tygodnia: Disclosure to ci alchemicy, którzy stworzyli niemożliwe do jednorazowego przesłuchania i idealne do miziania się na parkiecie pod pretekstem tańca „Latch”. Numer poniżej to singiel z ich nowej płyty, który niestety nie próbuje nawet dorównać tamtemu hitowi, ale wciąż jest w ich stylu i bardzo przyjemnie się go słucha prowadząc flirt na kanapie.

Damska stylówka tygodnia: tym razem damska stylówka podwójna, bo nie ma męskiej, poza tym zarówno Karolina, jak i Paulina wyglądają jak milion złotych po denominacji, więc szkoda by je było rozłączać. Zwłaszcza, że już ktoś rozdzielił je przy porodzie, bo patrząc na tę fotę jestem pewien, że są siostrami-bliźniaczkami.

Charlize Mystery - Karolina Gliniecka

 

Fanpage tygodnia: ilustracyjny profil satyryczny dokumentujący przemyślenia Januszów i Grażyn, czyli ukazanie jak postrzegają bieżące wydarzenia typowi mieszkańcy Polski C. Poza humorem, warto zwrócić uwagę na charakterystyczną kreskę nadającą pracom odrębną estetykę.

Drodzy Panowie…#dzienchlopca #chlopcy #oferta #polskakobieta

Posted by Jak lampart pazurem on 30 września 2015

 

Ogłoszenie parafialne: w tej chwili Snapchat u 99% użytkowników jest śmietnikiem, do którego wrzuca się mydło i powidło, nagrania chodzących nóg, przejazdy taksówką, rozpikselowane jedzenie i nieudane karaoke, które w zamyśle autora jest faktycznym popisem wokalnym. Długo zastanawiałem się, czy musi tak być i czy nie da się inaczej. I wymyśliłem.

Na samym początku na YouTube też były śmieciowe filmiki o niczym, po czym, po jakimś czasie, ktoś zauważył, że tylko od twórców zależy jak zostanie wykorzystana ta platforma i że można ją traktować jak twór telewizjopodobny. Czyli taki, w którym rację bytu mają konkretne, określone, cykliczne formaty, jak „Matura to bzdura”, „The Uwaga Pies”, czy „SciFun”. Czemu by tego samego nie zrobić na Snapchacie?

Od przyszłego tygodnia rozpoczynam emisję mojego własnego programu śniadaniowego „3 zdania do śniadania”, w którym będę komentował bieżące wydarzenia. Codziennie od poniedziałku do piątku będę nagrywał około minutowy odcinek, w którym poruszę głośny temat z dnia wczorajszego, na wzór przeglądu prasy w typowej telewizyjnej śniadaniówce. Bardzo ciekaw jestem jak to się sprawdzi w praktyce i czy jest szansa, że osoby, które skończyły gimnazjum przekonają się do tego medium.

Stay Fly Snapchat

Widzimy się już w najbliższy poniedziałek o 9:00 na moim snapchatowym kanale: panstayfly !