Close
Close

Często się zdarza, że słysząc setki razy jakiś zwrot bądź pojedyncze słowo, mimo, że nie wiemy co ono tak naprawdę znaczy, mimowolnie zaczynamy go używać. Tak jak z ohydną, turbo-komerycjno-kiczowatą piosenką, którą jesteśmy katowani w hipermarketach. Mimo, że jej nienawidzimy i już przy pierwszych dźwiękach czujemy, że znów spotkamy się z wczorajszą kolacją, po tysięcznym przesłuchaniu, niezależnie od własnej, woli zaczynamy ją nucić.

W przypadku posługiwania się nie do końca zrozumiałym słownictwem, możemy powiedzieć coś czego zupełnie nie mieliśmy na myśli i być źle odbieranym przez otoczenie, natomiast w przypadku bezdźwięcznego śpiewania w głowie „Ona tańczy dla mnie” możemy dostać nerwicy natręctw i zniszczyć sobie gust. Nie wiem co jest gorsze, ale dziś zajmiemy się tą pierwszą kwestią. Czyli tłumaczeniem znaczenia słów, których ludzie często używają, mimo, że nie rozumieją.

Oportunista – Onar w kawałku „Nie szukam zrozumienia” rapował

Ja pierdolę szczerze trendy, jestem oportunistą

będąc przekonanym, że oportunista to osoba niezależna, która idzie pod prąd, na przekór aktualnym tendencjom. Myśląc, jak podejrzewam, że „oportunista” pochodzi od słowa „opór”. Niestety, nikt z jego znajomych, nikt z osób pracujących przy powstawaniu płyty, ani nikt z osób biorących udział w nagrywaniu teledysku do tego numeru, nie był na tyle życzliwy, by wyjaśnić mu, że oportunista, to

człowiek bez zasad, przystosowujący się do okoliczności dla doraźnych osobistych korzyści

Czyli ktoś troszkę inny niż mu się wydawało.

Paszkwil – często, gdy ktoś pseudo-poetycko i prawie-elegancko chce powiedzieć, że jakaś dziewczyna jest brzydsza niż dzwonnik z Notre Dame, używa tego określenia. Jednak w rzeczywistości paszkwil to nie maszkara, paskuda czy straszydło, a

utwór literacki, często anonimowy, skierowany przeciw konkretnej osobie, ośmieszający ją w sposób oszczerczy i obelżywy

tak że używając tego słowa jako obelgi ośmieszasz tylko sam siebie.

Frankenstein – to z kolei określenie często stosowane w przypadku, delikatnie rzecz ujmując, mało atrakcyjnych mężczyzn, którym daleko do Rafała Maślaka, czy Ryana Goslinga. Osoby stosujące je mają oczywiście na myśli, że pan określany tym mianem wygląda jak potwór pozszywany z resztek innych ludzi, aspirujący do bycia zombie, jednak są w błędzie. Kto oglądał film o szalonym naukowcu, który chciał ożywić zwłoki, ten powinien pamiętać, że to właśnie on nazywał się Frankenstein, a nie poskładane przez niego monstrum. Pomyłka może wynikać z tego, że potworek tuż po powołaniu do życia zaczął dukać „Frankenstein, Frankenstein”, jednak nie obwieszczał on lokalnej społeczności swego imienia, a deklamował nazwisko swego twórcy. Coś jak „tata, tata” po narodzinach. Zakładając oczywiście, że dzieci zaraz po porodzie potrafią mówić.

Maraton – to bieg, wiadomo. Ale nie dla wszystkich jest wiadome, że to nie byle jaki bieg, a dość sprecyzowany.

Nazwa pochodzi od miejscowości Maraton w Grecji. Według Herodota po zwycięskiej dla Greków bitwie z Persami pod Maratonem w 490 p.n.e., armia perska zaokrętowała i wypłynęła w kierunku bezbronnych Aten. Widząc to, Grecy udali się co sił w nogach do miasta, przybywając praktycznie równocześnie z okrętami perskimi.

Dystans między Maratonem a Atenami wynosił 37 kilometrów, jednak podczas pierwszych igrzysk bieg maratoński zaokrąglono do 40 km, a następnie podczas igrzysk w Londynie dystans ten zwiększono jeszcze o 2195 metrów i tak zostało do dziś. Dlatego powiedzenie, że „przebiegłem 15-kilometrowy maraton” jest równie niepoprawne, co rzucenie „weź większą połowę” podczas dzielenia pizzy.

Incepcja – słowo to nie ma oficjalnej definicji w naszym języku, a zaczęto go używać w Polsce po sukcesie mistrzowskiego filmu Christophera Nolana z Leonardem DiCaprio o tym samym tytule. Niestety weszło do mowy potocznej w błędnym znaczeniu. Najczęściej „incepcja” pada w sytuacjach, gdy ktoś chce opisać rekurencję i sytuację zagnieżdżania zjawiska w samym sobie. Czyli bardziej obrazowo, gdy ktoś w paczce czipsów znajduje drugą paczkę czipsów, krzyczy „incepcja!”. Albo gdy bawi się matrioszką. W rzeczywistości, incepcja to nie jest lalka w lalce, czy sen w śnie, ale podłożenie komuś pomysłu z zewnątrz, tak by uznał go za swoją autorską ideę. Czyli to, co stanowiło główną misję Cobba i jego ekipy.

Bynajmniej – temu, że TO NIE PRZYNAJMNIEJ był poświęcony cały osobny wpis, ale dla niektórych to wciąż za mało.

Gender – aktualnie chyba najbardziej zdemonizowane słowo w naszej kulturze i nawet wazektomia w połączeniu z weganizmem nie budzą tylu negatywnych skojarzeń. Wiele osób krzywi się, marszczy brwi i zaczyna rwać przęsła z ogrodzenia słysząc to słowo, nie mając tak naprawdę pojęcia co ono oznacza. Wbrew obiegowej opinii, „gender” to wcale nie jest synonim pedofilii, homoseksualizmu, ani transwestytyzmu. Gender to nie żadna dewiacja seksualna, a

suma cech osobowości, zachowań, stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury w drodze socjalizacji

Innymi słowy, to płeć kulturowo-społeczna.

Olimpiada – to nie to samo co igrzyska olimpijskie. Określenie „olimpiada” to tak naprawdę

okres 4 lat w kalendarzu starogreckim, stosowany w starożytności na oznaczenie okresów pomiędzy igrzyskami, oraz współcześnie przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski jako rachuba stosowana do obliczenia kolejnych letnich igrzysk olimpijskich

Mam nadzieję, że już nigdy nie usłyszę w telewizji, że „za chwilę zacznie się transmisja z olimpiady”, bo naprawdę nie ma nic pociągającego w gapieniu się w telewizor przez 4 lata, w oczekiwaniu na start imprezy sportowej.

Jeśli macie jakieś słowa, które mogą uzupełnić tę listę, to śmiało, dawajcie do komentarzy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Kristina Alexanderson
---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Dot

    Paszkwil – nie znałam tego terminu. Aż mi wstyd, czas się douczyć :D
    bynajmniej vs przynajmniej – uwielbiam -.-

    Mnie najbardziej denerwuje złe wymawiane jakichś słów (np. orginał, orginalny) albo używanie (najczęściej) angielskich zamiast polskich (Parę lat temu kobieta w sklepie oglądała papcie i mówi do swojego faceta: ‚Kupię sobie, będę miała takiego powera!’). A, i gotuje się we mnie, kiedy słyszę złe stosowanie przypadków, dopełniacz zamiast mianownika (np. ‚Zjadłem hamburgera’ zamiast ‚Zjadłem hamburger’).

    • ja

      akurat zjadlem hamburgera jest poprawnie…

      • Dot

        Nie jest. jeść (kogo? co?) -> hamburger
        hamburger nie jest istotą żywą, więc forma biernika (kogo? co?) nie równa się dopełniaczowi (kogo? czego?), tylko mianownikowi (kto? co?).

  • Dziękuję! Świat uratowany :D

  • Tu pisze – w żołądku mi się przewraca jak to słyszę. Albo na ten przykład :D

  • Często spotykam się również z użyciem słowa „pretensjonalny” w kontekście osoby, która ma o coś pretensję ;)

  • Dominika Szołdrowska

    Przez wytykanie „bynajmniej” mam wrażenie że społeczeństwo trochę się podszkoliło w tym temacie przez kilka ostatnich lat.
    I mam takie pytanio-prośbę: Mam nawyk zakreślania tekstu w trakcie czytania, a ten jaskrawo żółty kolor trochę to utrudnia , da się to jakoś zmienić na mniej drażniący kolor ?
    Dziękuje !

  • A kim jest ten Maślak?

  • Moim bohaterem jest typ od sprzedaży z którym miałam przyjemność pracować. Hitem było pytanie klientów: „JAKI JEST PANA SZKLANY SUFIT?”. Za pierwszym razem jak to usłyszałam to nie miałam bladego pojęcia jak mu powstała taka konstrukcja i dlaczego dowalił do pieca z takim tematem. Z czasem , jak to pytanie pojawiało się w kolejnych rozmowach wywynioskowałam że chodzi o…tam tara dam.. MAKSYMALNY BUDŻET NA REKLAMĘ. Piękne! Koleś do niego mówi, że drogo i może jakiś rabacik, a ten mu wyjeżdza ze szklanym sufitem <3

  • znałam kogoś, kto widząc mocno pomalowaną kobietę mówił „paaa, jak ta się wypacyfikowała”, a jak potknął się i upadł, to zawsze robił to „z wielkim impetetem”.

  • Justyna

    W każdym bądź razie! (Nawet mój szef tak mówi)

    • Większość ludzi tak mówi…

      • Dot

        Wiem, niestety… A to boli. Bardzo.

    • Aleksandra Bugajska

      Moja profesor językoznawca dzisiaj tak powiedziała :D

  • Znajomy o tambylcach w Egipcie – „oni tam się zachowują bardzo seksistowsko – tylko patrzą, żeby kogoś przelecieć”.

  • Ja jestem wielką fanką uzusu – jeśli coś nie jest poprawne, ale lud chce, żeby było, to w końcu będzie. Najpierw w słowniku pojawia się „pot.”, a potem to „pot.” znika… i fajnie. Bo niby czemu nie ;)

    • A w temacie: w SJP PWN przy olimpiadzie masz wymienionych parę znaczeń, w tym:
      2. «międzynarodowe zawody sportowe organizowane co cztery lata przez różne państwa»
      Bez żadnego „pot.”! ;)

  • ToJa

    Co Was wsyztskich blogerów wzięło na edukowanie społeczeństwa?! :P
    Jak coś, to ja uwielbiam takie wpisy, więc proszę o więcej. ;)

    • Przepraszam bardzo, ale ja nie jestem wszystkimi blogerami. Ja jestem tylko połową.

      • ulamatylda

        Ale większą czy mniejszą połową? hu hu ; )

  • steveminion

    Hm, ostatnio Kaczyński pomylił węglowodany z węglem :)

    • A to jest jakaś różnica? :D

      • steveminion

        Przyznam szczerze, że kiedy usłyszałem to z ust profesora IQ poleciało mi mocno w dół i aż musiałem sprawdzić :)

  • Na paszkwilu polegałam. Na szczęście nie pamiętam kiedy ostatni raz użyłam tego słowa :)

    Kiedyś się bardzo pokłóciłam z pewną osobą, bo używała zwrotów „dobry mankament” i „zły atut”.

  • pixie

    Współpracownica mojej mamy, gdy nie może dodzwonić się do klienta, zapisuje w komputerze adnotację – abonament nie odpowiada. :D

  • Dzięki, od rana mogę poczuć się mądra, bo niczym mnie dziś nie zaskoczyles ;) taki piękny poniedziałek! :)

    Do listy dodalabym jeszcze „snobizm” używany jako synonim do „egoizm”.

  • Zawsze mózg rozwala mi, gdy ktoś powie „wyuzdany z uczuć” zamiast „wyzuty z uczuć”. No mistrzostwo!

    • „]Wyuzdany z uczuć” brzmi jak jakaś skrajna perwersja seksualna!

      • Dokładnie! Tak czy siak, na pewno nie przekazuje tego, co autor miał na myśli ;)

  • Wiola Starczewska

    Wariuję, kiedy w telewizji transmitują jakąś mszę świętą, a ksiądz krzyczy: „Gender nam grozi!”.

    • Dot

      By wiedział, że gender jest obecny od wieków tyle że do niedawna nie określało się tego terminem, to by się nie bał ;)

  • Aleksandra Muszyńska

    Nagminnie, z uporem, sadystycznie często ludzie stosują „uważać” w kontekście „poważać”. Chyba. Bo w sumie ciężko rozkminić, co ma na myśli zawodniczka mówiąca „ja tam doczepów na włosy nie uważam, tylko treska”.
    Złamałeś mi życie tym maratonem. Byłam przekonana, że to jednak 42 kilometry.
    Powiem również coś niepopularnego, co sprawi, że lud będzie mnie wytykał palcami, zamknie w klatce i wystawi na widok publiczny, obwożąc po rynkach większych miejscowości. Otóż nie podoba mi się Ryan Gosling.

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      > Złamałeś mi życie tym maratonem. Byłam przekonana, że to jednak 42 kilometry.

      42 kilometry i 195 metrów to prawie jak 42 kilometry. Tymi niecałymi 200 metrami się nie przejmuj. ;-)

      • Aleksandra Muszyńska

        Miałam na myśli faktyczną odległość między Maratonem i Atenami. Niezbyt komunikatywnie się wyraziłam :).

  • Dominika

    Mój kierownik uważa, że komformizm to wyższy stopień komfortu….

  • ja wiem, co znaczy oportunista, bo zamiast onara słuchałam 52 dębiec.

    a na ile kilometrów ten maraton? hahaha toż to klasyk. każdy biegacz to słyszał od swoich niebiegających znajomych ;)

  • Jeszcze feminizm! Bo zaskakująco wiele ludzi myśli, że to taka inna nazwa na nienawiść do mężczyzn.

  • joanna

    Dobry wpis, brakuje mi tylko mojego ulubionego „tudzież” :)

    • W sensie, że źle zapisują, czy że nie wiedzą, że to spójnik?

      • joanna

        Wiedzą, że spójnik, tylko z niewiadomych mi przyczyn wiele ludzi uważa, że jest to synonim „lub, albo”. Naprawdę nigdy się z tym nie spotkałeś? :O

        • Szczerze mówiąc nie. Pewnie to kwestia braku zwracania uwagi, ale nawet nie przypominam sobie kiedy ostatni raz słyszałem, żeby ktoś użył tego słowa w jakimkolwiek kontekście przy mnie.

  • Monika Grzebyk

    Wazektomia w połączeniu z weganizmem <3

    Złapałeś mnie na "Incepcji", teraz już wiem, że używałam źle, dzięki :D

    • Serio? Jest ktoś, kto łączy wazektomię z weganizmem? Gdzie się tacy ludzie uchowali? Matko, a myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy. :O

      • Monika Grzebyk

        Chyba nie chodzi o to, że ktoś je łączy, tylko że nawet osobno to jedne z najstraszniejszych rzeczy świata a co dopiero połączone ;)

  • Umiera we mnie coś za każdym razem, kiedy słyszę, jak ludzie używają słowa „ignorancja” w znaczeniu „być ignorowanym”. W sensie „drażni mnie taka ignorancja, nikt na mnie nie zwraca uwagi”.

    Btw poznałam kiedyś laskę, która nie odróżniała aklimatyzacji i klimatyzacji – myślała, że nad morzem kasują opłatę aklimatyzacją za to, że masz w pokoju klimę. True story.

  • No, ale wiesz płeć kulturowo-społeczna to nie jest naturalne jak niektórzy twierdzą to sama pedofilia i inne dewiacje. To samo zło, bo płcie mamy tylko dwie…

    • Ty tak serio, czy to jest ironia? Zakładam,że ironizujesz, bo przecież ludzie, którzy naprawdę tak myślą, są chyba niepiśmienni i żyją w miejscu, gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja? Prawda? Przecież to jest niemożliwe, żeby mieć kontakt ze światem zewnętrznym i jednocześnie trwać w mentalnym ciemnogrodzie aż tak głęboko.

      • Tak, ironia zdecydowanie:). Problem w tym, że ludzie mając kontakt ze światem zewnętrznym nadal tak myślą.

    • steveminion

      Dalej nie rozumiesz…

  • Nigdy nie zapomnę jednego z odcinków serialu „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym” kiedy to bohaterka powiedziała „Nie będę mieszkała na wsi. Inwentarz mnie ignoruje” Przykre, kiedy człowiek chodzi między świniami, a te, świnie jedne, nie zwracają nań uwagi….

    • Brzmi zabawnie, aczkolwiek nie wiem co autorka miała na myśli :D

      • Ja myślę, że chodziło jej o to, że ją irytuje, aczkolwiek…. ciężko wyczuć ;)

        • Aaa, że pomyliła „ignoruje” z „irytuje”, a myślałem, że pomyliła „inwentarz” z „inwestor”, czy coś w tę stronę :)

          • Dot

            Też o tym pomyślałam.

    • Aleksandra Muszyńska

      Tak orwellowsko w sumie :D.

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #48: Playboy, „Organizm w dobrym nastroju”” i sexting

Skip to entry content

(autorem przepięknej ilustracji w nagłówku jest Ola z „Jak lampart pazurem”

Początek tygodnia zaczął się hipereuforią związaną z awansem Polaków do Euro 2016 i chwilę trwał. Mimo, że nie jestem jakimś ultra fanem piłki nożnej, ustawiającym cały kalendarz pod mecz, to szczerze cieszę się. Im więcej mowy o sukcesach osób, z którymi coś nas łączy, tym lepiej dla nas. A co działo się w sieci przez ostatnie 7 dni poza sportem?

„Playboy” rezygnuje z nagich zdjęć: i stawia na jakościowe dziennikarstwo. Szerzej wypowiadałem się na ten temat na Snapchacie w środę, ale zasadniczo to oświadczenie, w kontekście tekstów publikowanych w polskie wersji magazynu, brzmi jak bardzo nieśmieszny żart.

9 rzeczy do zrobienia przed 9 rano: które sprawiają, że dzień jest lepszy i efektywniejszy.

Genialny artykuł o Neilu Straussie: tak, o tym Neilu Straussie, który napisał biblię podrywaczy – „Grę”, zmieniając nią życie milionów mężczyzn na całym świecie. A teraz mówi o tym, że dopiero, gdy przestał być graczem znalazł prawdziwe szczęście.

Monte nie umie w marketing szeptany: bardzo lubię Monte zarówno w postaci deseru, jak i drinka, ale promowanie się na blogach ewidentnie im nie wychodzi i warto, żeby spróbowali innego sposobu niż spamowanie komentarzami.

5 biurowych trików, które ratują kręgosłup: bardzo sensowne rady pomagające uniknąć bólu pleców, które będę musiał sobie wydrukować i powiesić obok monitora, bo niestety o nich zapominam, co daje o sobie znać po całym dniu pracy.

Czemu sexting jest niebezpieczny: i jakie zagrożenia ze sobą niesie, w oparciu o liczne badania, świetnie opisała Nishka. Ten materiał powinien przyswoić każdy nastolatek i jego rodzic.

Obama daje rady Kanyemu Westowi: i robi to w taki sposób, że autentycznie skręca mnie od środka z zazdrości, że my nie mamy tak zdystansowanego prezydenta.

Jak z klasą korzystać z komórki? Bardzo sensownie opowiada Łukasz z Czasu Gentlemanów. Porusza kwestie, które i mnie wielokrotnie irytowały i wkurzałem się na nie, więc po obejrzeniu tego wideo znów miałem poczucie, że nie zauważyłem świetnego pomysłu na tekst, który miałem pod nosem.

Klip tygodnia: dzisiejszy klip tygodnia jest jednocześnie spotem promującym kampanię „Jak działa zdrowy człowiek”. Świetna, wyluzowana i zabawna piosenka o tym, co chciałyby nam powiedzieć nasze organy z równie nienachalnym i niepretensjonalnym klipem. Chyba jeszcze nigdy tyle razy z własnej woli nie obejrzałem reklamy.

Fanpage tygodnia: „Bohaterowie Popkultury” to malutki profil, ale ze świetnymi treściami. Jeśli oczywiście jesteście fanami superbohaterów i chcecie zobaczyć pendrive’a z młotem Thora, pierścionki zaręczynowe z R2D2 i Batmana pod prysznicem. Ja chcę.

A tymczasem w Justice League ;)

Posted by Bohaterowie Popkultury on 13 stycznia 2015

Ogłoszenie parafialne: tak dawno nie byłem w żadnej dalszej podróży, że aż prawie zapomniałem jak to jest oderwać się od komputera na dłużej niż weekend. Dlatego myślę o tym, że wybrać się na jakąś obcą ziemię, gdzie jeszcze nie postawiłem stopy, a jest tam ciepło. Jeśli macie jakieś pomysły, gdzie można łyknąć trochę słońca i pozwiedzać bez opatulania się płaszczem, szalikiem i czapką, to dajcie znać w komentarzach.

---> SKOMENTUJ

W małych miejscowościach i we wsiach podobno jak nie masz nikogo na poważnie do końca liceum, to rodzina zamawia mszę w Twojej intencji i rzucając na ofiarę zamienia 5-groszówki na 5-złotówki. W miastach jest nieco lepiej, bo taka sytuacja ma miejsce dopiero przy końcu licencjatu, a w takich konglomeratach jak Warszawa, czy Kraków nękanie o partnera pojawia się dopiero po magisterce. Jednak mimo, że w dużych miastach ta rodzinna presja dobrania sobie kogoś do pary jest sporo mniejsza, to mimo wszystko single czują ocenę otoczenia.

Przepraszam, ocenę osób w związkach, które komunikują im, że są równi i równiejsi, i że będąc sobie samemu sterem, okrętem, wędką, przynętą i szczupakiem, i tak nie dorównasz komuś kto ma drugą połówkę. Która nie jest flaszką. Co robią z kolei kawalerowie i panny przy takim postrzeganiu przez innych? Często próbują za wszelką cenę udowodnić, że bycie samemu to najlepsze co ich spotkało w życiu i za nic by nie zmienili stanu cywilnego. Bo niby po co im kula u nogi, przepraszam, partner? I często, żeby udowodnić jak dobrze jest im bez nikogo, kłamią.

Oto najczęstsze kłamstwa singli.

„Dawno nie byłem w kinie, bo nie leciało nic dobrego”, znaczy najczęściej „wstydzę się chodzić sam do kina, a nie chcę być piątym kołem u wozu idąc ze znajomą parką”.

„Założyłem Tindera dla zabawy”, znaczy najczęściej „bardzo chcę kogoś poznać, a inne metody zawiodły, więc próbuję tego”.

„Walentynki mnie śmieszą”, znaczy najczęściej „doprowadza mnie do szału oglądanie tych wszystkich migdalących się ludzi, przypominających mi o tym, że JESTEM SAM!”.

„Cenię swoją niezależność”, znaczy najczęściej „staram się widzieć jasne strony mrocznych sytuacji”.

„Nie lubię planować wakacji, ogarnę coś na spontanie”, znaczy najczęściej „moi wszyscy znajomi jadą gdzieś parami i nie mam z kim wybrać się na wczasy”.

„Nie lubię jeść na mieście”, znaczy najczęściej „nie chcę, żeby się wydało, że jestem tak samotny, że nie mam nawet z kim pójść do restauracji”.

„Lubię seks bez zobowiązań”, znaczy najczęściej „bardzo potrzebuję seksu, a skoro nie mogę go uprawiać z kimś kogo kocham z wzajemnością, to biorę to co jest”.

„Byłam na szybkich randkach, bo mnie koleżanka namówiła”, znaczy najczęściej „namówiłam koleżankę, żeby ze mną poszła na szybkie randki, bo liczyłam, że może tam kogoś poznam”.

„Biorę nadgodziny, bo jestem potrzebny w firmie”, znaczy najczęściej „kompletnie nie wiem co zrobić z wolnym czasem, więc staram się mieć go jak najmniej”.

„Mam kota, bo lubię zwierzęta”, znaczy najczęściej „mam kota, bo nie mam faceta, a potrzebuję ciepła i obecności kogoś żywego”.

„Domówki mnie nudzą”, znaczy najczęściej „na domówkach organizowanych przez moich znajomych są same pary, którymi już rzygam”.

„Chodzę do klubów, żeby posłuchać muzyki”, znaczy najczęściej „chodzę do klubów z nadzieją na poznanie kogoś sensownego albo chociaż seks”.

„Nie oglądam porno”, znaczy najczęściej „kłamię, kłamię, kłamię”.

---> SKOMENTUJ