Close
Close

Często się zdarza, że słysząc setki razy jakiś zwrot bądź pojedyncze słowo, mimo, że nie wiemy co ono tak naprawdę znaczy, mimowolnie zaczynamy go używać. Tak jak z ohydną, turbo-komerycjno-kiczowatą piosenką, którą jesteśmy katowani w hipermarketach. Mimo, że jej nienawidzimy i już przy pierwszych dźwiękach czujemy, że znów spotkamy się z wczorajszą kolacją, po tysięcznym przesłuchaniu, niezależnie od własnej, woli zaczynamy ją nucić.

W przypadku posługiwania się nie do końca zrozumiałym słownictwem, możemy powiedzieć coś czego zupełnie nie mieliśmy na myśli i być źle odbieranym przez otoczenie, natomiast w przypadku bezdźwięcznego śpiewania w głowie „Ona tańczy dla mnie” możemy dostać nerwicy natręctw i zniszczyć sobie gust. Nie wiem co jest gorsze, ale dziś zajmiemy się tą pierwszą kwestią. Czyli tłumaczeniem znaczenia słów, których ludzie często używają, mimo, że nie rozumieją.

Oportunista – Onar w kawałku „Nie szukam zrozumienia” rapował

Ja pierdolę szczerze trendy, jestem oportunistą

będąc przekonanym, że oportunista to osoba niezależna, która idzie pod prąd, na przekór aktualnym tendencjom. Myśląc, jak podejrzewam, że „oportunista” pochodzi od słowa „opór”. Niestety, nikt z jego znajomych, nikt z osób pracujących przy powstawaniu płyty, ani nikt z osób biorących udział w nagrywaniu teledysku do tego numeru, nie był na tyle życzliwy, by wyjaśnić mu, że oportunista, to

człowiek bez zasad, przystosowujący się do okoliczności dla doraźnych osobistych korzyści

Czyli ktoś troszkę inny niż mu się wydawało.

Paszkwil – często, gdy ktoś pseudo-poetycko i prawie-elegancko chce powiedzieć, że jakaś dziewczyna jest brzydsza niż dzwonnik z Notre Dame, używa tego określenia. Jednak w rzeczywistości paszkwil to nie maszkara, paskuda czy straszydło, a

utwór literacki, często anonimowy, skierowany przeciw konkretnej osobie, ośmieszający ją w sposób oszczerczy i obelżywy

tak że używając tego słowa jako obelgi ośmieszasz tylko sam siebie.

Frankenstein – to z kolei określenie często stosowane w przypadku, delikatnie rzecz ujmując, mało atrakcyjnych mężczyzn, którym daleko do Rafała Maślaka, czy Ryana Goslinga. Osoby stosujące je mają oczywiście na myśli, że pan określany tym mianem wygląda jak potwór pozszywany z resztek innych ludzi, aspirujący do bycia zombie, jednak są w błędzie. Kto oglądał film o szalonym naukowcu, który chciał ożywić zwłoki, ten powinien pamiętać, że to właśnie on nazywał się Frankenstein, a nie poskładane przez niego monstrum. Pomyłka może wynikać z tego, że potworek tuż po powołaniu do życia zaczął dukać „Frankenstein, Frankenstein”, jednak nie obwieszczał on lokalnej społeczności swego imienia, a deklamował nazwisko swego twórcy. Coś jak „tata, tata” po narodzinach. Zakładając oczywiście, że dzieci zaraz po porodzie potrafią mówić.

Maraton – to bieg, wiadomo. Ale nie dla wszystkich jest wiadome, że to nie byle jaki bieg, a dość sprecyzowany.

Nazwa pochodzi od miejscowości Maraton w Grecji. Według Herodota po zwycięskiej dla Greków bitwie z Persami pod Maratonem w 490 p.n.e., armia perska zaokrętowała i wypłynęła w kierunku bezbronnych Aten. Widząc to, Grecy udali się co sił w nogach do miasta, przybywając praktycznie równocześnie z okrętami perskimi.

Dystans między Maratonem a Atenami wynosił 37 kilometrów, jednak podczas pierwszych igrzysk bieg maratoński zaokrąglono do 40 km, a następnie podczas igrzysk w Londynie dystans ten zwiększono jeszcze o 2195 metrów i tak zostało do dziś. Dlatego powiedzenie, że „przebiegłem 15-kilometrowy maraton” jest równie niepoprawne, co rzucenie „weź większą połowę” podczas dzielenia pizzy.

Incepcja – słowo to nie ma oficjalnej definicji w naszym języku, a zaczęto go używać w Polsce po sukcesie mistrzowskiego filmu Christophera Nolana z Leonardem DiCaprio o tym samym tytule. Niestety weszło do mowy potocznej w błędnym znaczeniu. Najczęściej „incepcja” pada w sytuacjach, gdy ktoś chce opisać rekurencję i sytuację zagnieżdżania zjawiska w samym sobie. Czyli bardziej obrazowo, gdy ktoś w paczce czipsów znajduje drugą paczkę czipsów, krzyczy „incepcja!”. Albo gdy bawi się matrioszką. W rzeczywistości, incepcja to nie jest lalka w lalce, czy sen w śnie, ale podłożenie komuś pomysłu z zewnątrz, tak by uznał go za swoją autorską ideę. Czyli to, co stanowiło główną misję Cobba i jego ekipy.

Bynajmniej – temu, że TO NIE PRZYNAJMNIEJ był poświęcony cały osobny wpis, ale dla niektórych to wciąż za mało.

Gender – aktualnie chyba najbardziej zdemonizowane słowo w naszej kulturze i nawet wazektomia w połączeniu z weganizmem nie budzą tylu negatywnych skojarzeń. Wiele osób krzywi się, marszczy brwi i zaczyna rwać przęsła z ogrodzenia słysząc to słowo, nie mając tak naprawdę pojęcia co ono oznacza. Wbrew obiegowej opinii, „gender” to wcale nie jest synonim pedofilii, homoseksualizmu, ani transwestytyzmu. Gender to nie żadna dewiacja seksualna, a

suma cech osobowości, zachowań, stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury w drodze socjalizacji

Innymi słowy, to płeć kulturowo-społeczna.

Olimpiada – to nie to samo co igrzyska olimpijskie. Określenie „olimpiada” to tak naprawdę

okres 4 lat w kalendarzu starogreckim, stosowany w starożytności na oznaczenie okresów pomiędzy igrzyskami, oraz współcześnie przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski jako rachuba stosowana do obliczenia kolejnych letnich igrzysk olimpijskich

Mam nadzieję, że już nigdy nie usłyszę w telewizji, że „za chwilę zacznie się transmisja z olimpiady”, bo naprawdę nie ma nic pociągającego w gapieniu się w telewizor przez 4 lata, w oczekiwaniu na start imprezy sportowej.

Jeśli macie jakieś słowa, które mogą uzupełnić tę listę, to śmiało, dawajcie do komentarzy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Kristina Alexanderson

(niżej jest kolejny tekst)

57
Dodaj komentarz

avatar
27 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
33 Comment authors
jaDotulamatyldaAgnieżkaAleksandra Bugajska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
madalena
Gość

Nigdy nie zapomnę jednego z odcinków serialu „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym” kiedy to bohaterka powiedziała „Nie będę mieszkała na wsi. Inwentarz mnie ignoruje” Przykre, kiedy człowiek chodzi między świniami, a te, świnie jedne, nie zwracają nań uwagi….

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Tak orwellowsko w sumie :D.

Jan Favre
Gość

Brzmi zabawnie, aczkolwiek nie wiem co autorka miała na myśli :D

Iza_Yolama
Gość

No, ale wiesz płeć kulturowo-społeczna to nie jest naturalne jak niektórzy twierdzą to sama pedofilia i inne dewiacje. To samo zło, bo płcie mamy tylko dwie…

steveminion
Gość
steveminion

Dalej nie rozumiesz…

tattwa
Gość

Ty tak serio, czy to jest ironia? Zakładam,że ironizujesz, bo przecież ludzie, którzy naprawdę tak myślą, są chyba niepiśmienni i żyją w miejscu, gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja? Prawda? Przecież to jest niemożliwe, żeby mieć kontakt ze światem zewnętrznym i jednocześnie trwać w mentalnym ciemnogrodzie aż tak głęboko.

Iza_Yolama
Gość

Tak, ironia zdecydowanie:). Problem w tym, że ludzie mając kontakt ze światem zewnętrznym nadal tak myślą.

tattwa
Gość

Umiera we mnie coś za każdym razem, kiedy słyszę, jak ludzie używają słowa „ignorancja” w znaczeniu „być ignorowanym”. W sensie „drażni mnie taka ignorancja, nikt na mnie nie zwraca uwagi”.

Btw poznałam kiedyś laskę, która nie odróżniała aklimatyzacji i klimatyzacji – myślała, że nad morzem kasują opłatę aklimatyzacją za to, że masz w pokoju klimę. True story.

Jan Favre
Gość

Hahahaha, to drugie świetne :D

Monika Grzebyk
Gość
Monika Grzebyk

Wazektomia w połączeniu z weganizmem <3

Złapałeś mnie na "Incepcji", teraz już wiem, że używałam źle, dzięki :D

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Serio? Jest ktoś, kto łączy wazektomię z weganizmem? Gdzie się tacy ludzie uchowali? Matko, a myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy. :O

joanna
Gość
joanna

Dobry wpis, brakuje mi tylko mojego ulubionego „tudzież” :)

Jan Favre
Gość

W sensie, że źle zapisują, czy że nie wiedzą, że to spójnik?

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #48: Playboy, „Organizm w dobrym nastroju”” i sexting

Skip to entry content

(autorem przepięknej ilustracji w nagłówku jest Ola z „Jak lampart pazurem”

Początek tygodnia zaczął się hipereuforią związaną z awansem Polaków do Euro 2016 i chwilę trwał. Mimo, że nie jestem jakimś ultra fanem piłki nożnej, ustawiającym cały kalendarz pod mecz, to szczerze cieszę się. Im więcej mowy o sukcesach osób, z którymi coś nas łączy, tym lepiej dla nas. A co działo się w sieci przez ostatnie 7 dni poza sportem?

„Playboy” rezygnuje z nagich zdjęć: i stawia na jakościowe dziennikarstwo. Szerzej wypowiadałem się na ten temat na Snapchacie w środę, ale zasadniczo to oświadczenie, w kontekście tekstów publikowanych w polskie wersji magazynu, brzmi jak bardzo nieśmieszny żart.

9 rzeczy do zrobienia przed 9 rano: które sprawiają, że dzień jest lepszy i efektywniejszy.

Genialny artykuł o Neilu Straussie: tak, o tym Neilu Straussie, który napisał biblię podrywaczy – „Grę”, zmieniając nią życie milionów mężczyzn na całym świecie. A teraz mówi o tym, że dopiero, gdy przestał być graczem znalazł prawdziwe szczęście.

Monte nie umie w marketing szeptany: bardzo lubię Monte zarówno w postaci deseru, jak i drinka, ale promowanie się na blogach ewidentnie im nie wychodzi i warto, żeby spróbowali innego sposobu niż spamowanie komentarzami.

5 biurowych trików, które ratują kręgosłup: bardzo sensowne rady pomagające uniknąć bólu pleców, które będę musiał sobie wydrukować i powiesić obok monitora, bo niestety o nich zapominam, co daje o sobie znać po całym dniu pracy.

Czemu sexting jest niebezpieczny: i jakie zagrożenia ze sobą niesie, w oparciu o liczne badania, świetnie opisała Nishka. Ten materiał powinien przyswoić każdy nastolatek i jego rodzic.

Obama daje rady Kanyemu Westowi: i robi to w taki sposób, że autentycznie skręca mnie od środka z zazdrości, że my nie mamy tak zdystansowanego prezydenta.

Jak z klasą korzystać z komórki? Bardzo sensownie opowiada Łukasz z Czasu Gentlemanów. Porusza kwestie, które i mnie wielokrotnie irytowały i wkurzałem się na nie, więc po obejrzeniu tego wideo znów miałem poczucie, że nie zauważyłem świetnego pomysłu na tekst, który miałem pod nosem.

Klip tygodnia: dzisiejszy klip tygodnia jest jednocześnie spotem promującym kampanię „Jak działa zdrowy człowiek”. Świetna, wyluzowana i zabawna piosenka o tym, co chciałyby nam powiedzieć nasze organy z równie nienachalnym i niepretensjonalnym klipem. Chyba jeszcze nigdy tyle razy z własnej woli nie obejrzałem reklamy.

Fanpage tygodnia: „Bohaterowie Popkultury” to malutki profil, ale ze świetnymi treściami. Jeśli oczywiście jesteście fanami superbohaterów i chcecie zobaczyć pendrive’a z młotem Thora, pierścionki zaręczynowe z R2D2 i Batmana pod prysznicem. Ja chcę.

A tymczasem w Justice League ;)

Posted by Bohaterowie Popkultury on 13 stycznia 2015

Ogłoszenie parafialne: tak dawno nie byłem w żadnej dalszej podróży, że aż prawie zapomniałem jak to jest oderwać się od komputera na dłużej niż weekend. Dlatego myślę o tym, że wybrać się na jakąś obcą ziemię, gdzie jeszcze nie postawiłem stopy, a jest tam ciepło. Jeśli macie jakieś pomysły, gdzie można łyknąć trochę słońca i pozwiedzać bez opatulania się płaszczem, szalikiem i czapką, to dajcie znać w komentarzach.

W małych miejscowościach i we wsiach podobno jak nie masz nikogo na poważnie do końca liceum, to rodzina zamawia mszę w Twojej intencji i rzucając na ofiarę zamienia 5-groszówki na 5-złotówki. W miastach jest nieco lepiej, bo taka sytuacja ma miejsce dopiero przy końcu licencjatu, a w takich konglomeratach jak Warszawa, czy Kraków nękanie o partnera pojawia się dopiero po magisterce. Jednak mimo, że w dużych miastach ta rodzinna presja dobrania sobie kogoś do pary jest sporo mniejsza, to mimo wszystko single czują ocenę otoczenia.

Przepraszam, ocenę osób w związkach, które komunikują im, że są równi i równiejsi, i że będąc sobie samemu sterem, okrętem, wędką, przynętą i szczupakiem, i tak nie dorównasz komuś kto ma drugą połówkę. Która nie jest flaszką. Co robią z kolei kawalerowie i panny przy takim postrzeganiu przez innych? Często próbują za wszelką cenę udowodnić, że bycie samemu to najlepsze co ich spotkało w życiu i za nic by nie zmienili stanu cywilnego. Bo niby po co im kula u nogi, przepraszam, partner? I często, żeby udowodnić jak dobrze jest im bez nikogo, kłamią.

Oto najczęstsze kłamstwa singli.

„Dawno nie byłem w kinie, bo nie leciało nic dobrego”, znaczy najczęściej „wstydzę się chodzić sam do kina, a nie chcę być piątym kołem u wozu idąc ze znajomą parką”.

„Założyłem Tindera dla zabawy”, znaczy najczęściej „bardzo chcę kogoś poznać, a inne metody zawiodły, więc próbuję tego”.

„Walentynki mnie śmieszą”, znaczy najczęściej „doprowadza mnie do szału oglądanie tych wszystkich migdalących się ludzi, przypominających mi o tym, że JESTEM SAM!”.

„Cenię swoją niezależność”, znaczy najczęściej „staram się widzieć jasne strony mrocznych sytuacji”.

„Nie lubię planować wakacji, ogarnę coś na spontanie”, znaczy najczęściej „moi wszyscy znajomi jadą gdzieś parami i nie mam z kim wybrać się na wczasy”.

„Nie lubię jeść na mieście”, znaczy najczęściej „nie chcę, żeby się wydało, że jestem tak samotny, że nie mam nawet z kim pójść do restauracji”.

„Lubię seks bez zobowiązań”, znaczy najczęściej „bardzo potrzebuję seksu, a skoro nie mogę go uprawiać z kimś kogo kocham z wzajemnością, to biorę to co jest”.

„Byłam na szybkich randkach, bo mnie koleżanka namówiła”, znaczy najczęściej „namówiłam koleżankę, żeby ze mną poszła na szybkie randki, bo liczyłam, że może tam kogoś poznam”.

„Biorę nadgodziny, bo jestem potrzebny w firmie”, znaczy najczęściej „kompletnie nie wiem co zrobić z wolnym czasem, więc staram się mieć go jak najmniej”.

„Mam kota, bo lubię zwierzęta”, znaczy najczęściej „mam kota, bo nie mam faceta, a potrzebuję ciepła i obecności kogoś żywego”.

„Domówki mnie nudzą”, znaczy najczęściej „na domówkach organizowanych przez moich znajomych są same pary, którymi już rzygam”.

„Chodzę do klubów, żeby posłuchać muzyki”, znaczy najczęściej „chodzę do klubów z nadzieją na poznanie kogoś sensownego albo chociaż seks”.

„Nie oglądam porno”, znaczy najczęściej „kłamię, kłamię, kłamię”.